Jump to content
IGNORED

Brak przeglądu technicznego a jazda za granicą


morhol

Recommended Posts

Witam,

Znajomemu będącemu za granicą skończył się przegląd techniczny samochodu (zarejestrowanego w Polsce). Po prostu przegapił termin. Nie za bardzo wie co ma teraz zrobić i czym może grozić ewentualna kontrola dokumentów poza granicami kraju jeśli wykryją że nie ma przeglądu. Jest już tam ponad 2 lata i jak do tej pory nie miał żadnej kontroli a trasę 1700 km do Polski i z powrotem pokonywał w tym czasie 6 razy. Teraz nie wie czy ryzykować i jechać specjalnie po przegląd czy jedynie laweta. Jakie mogą być konsekwencje podczas ewentualnej kontroli np. w Niemczech czy we Francji? Ja podobną trasę w ubiegłym roku pokonywałem 3 razy i również zero kontroli, ale wiadomo licho nie śpi i co w razie ewentualnego wypadku/stłuczki nawet nie z jego winy.

Link to comment
Share on other sites

Niech zrobi przegląd za granicą.

Z tego co się dowiedzieliśmy taki przegląd jest (w rozumieniu prawa) bezwartościowy. Owszem za granicą można podjechać na stację diagnostyczną ktoś tam wystawi papierek że auto jest sprawne itp. ale przecież nie wbije pieczątki do polskiego dowodu rejestracyjnego. Przegląd musi zostać wykonany w kraju rejestracji samochodu.

Link to comment
Share on other sites

Tak na rozsądek, to należy zrobić miejscowy przegląd, żeby nie mieć problemu z policją i uniknąć kosztu lawety. Po dotarciu do Polski jak najszybciej poddać się przeglądowi w naszej stacji diagnostycznej, żeby mieć pieczątkę w dowodzie rejestracyjnym. Ubezpieczenie OC mimo braku badania technicznego, na terenie UE, działa. Potwierdź sobie te informacje, żebyś działał świadomie.

Link to comment
Share on other sites

W pierwszej stacji po przekroczeniu granicy zrobić badania techniczne.

W starej UE za braki w papierach mandaty są dość duże, ale w różnych państwach jest to różnie regulowane.

Póki co polskie papiery to nadal egzotyka i policja kiepsko sobie radzi z czytaniem detali (zazwyczaj) ale w razie wypadku, czy innej draki przejrzą je dokładnie już....

I wtedy nie ma zmiłuj.... Także jak Kolega powyżej mądrze radzi zrób diagnostykę w stacji w kraju w którym mieszkasz....

 

Albo o ile skóra jest warta wyprawki - przerejestruj auto i już.... Wszystkie problemy wtedy rozwiązane hurtowo

Link to comment
Share on other sites

Głównie chyba chodzi o przejazd przez Niemcy i jak taka sytuacja braku przeglądu jest tam postrzegana. Znajomy jeśli już to zrobiłby przegląd we Francji i tutaj w razie kontroli chyba nie byłoby problemu. Ale biorąc pod uwagę obecny "gorący" okres na wszelkie kontrole sam jestem ciekaw jakby to wyglądało.

Link to comment
Share on other sites

Zdałbym się na szczęście na trasie Niemcy - Polska. Od dwóch miesięcy co tydzień jeżdżę na trasie Hamburg- Szczecin. Jadących z Polski potrafili kontrolować trzy razy. Za trzecim razem otworzyłem okno i wymachując paszportem wrzeszczałem: keine alkohol !, keine zigaretten !, keine immigranten ! Śmiali się...ale bagażnik sprawdzili. Z powrotem -do Polski- ani razu!

 

Czyli wjazd do NIemiec- raju dla imigrantów- obarczony ryzykiem!

JAK FACET Z DWIEMA ZDROWYMI NERKAMI MOŻE NIE MIEĆ KASY NA AUDIOFILSKIE KABLE

TROLLE -istnieli zawsze, a przed wynalezieniem internetu wyżywali się na ścianach publicznych klozetów.

Link to comment
Share on other sites

Kara za brak przeglądu - i to pewnie wysoka - to jedno. Ale jeśli uważać, że posiadanie przeglądu oznacza dopuszczenie auta do rychu, a brak - niedopuszczenie, to kontrola wstrzyma dalszą podróż. Pojawią się koszty holowania, parkingu policyjnego, wymuszonego przeglądu, nocowania itp. Nie wiadomo, czy tamto prawo nie przewiduje zwrotu kosztów leczenia przez sprawcę wypadku. Były przypadki, że ubezpieczyciel po wypłacie pieniędzy poszkodowanemu pisał do polskiego kierowcy. To bezprawne działanie, ale krwi napsuli i trzeba się bronić. Lepiej dmuchac na zimne i nie wprowadzać do ruchu samochodu niedopuszczonego do ruchu...

Link to comment
Share on other sites

Wszystko jest zrozumiałe ale jeśli popatrzeć na ilość np. taboru transportowego jeżdżącego po całej Europie a zarejestrowanego w Polsce nie chce mi się wierzyć że każda ciężarówka ma trasę wyliczoną co do dnia przeglądu i zawsze na czas ma wykonany termin. Nie w każdym przypadku jest to po prostu możliwe więc ta opcja o której koledzy pisali czyli przegląd za granicą a po dojeździe do kraju wizyta na stacji diag. Wydaje się realna i chyba najmniej problemowa. W dalszym ciągu brakuje informacji z pierwszej ręki od kogoś kto się znalazł w takiej sytuacji ale pewnie nie będzie łatwo kogoś takiego znaleźć. Będę śledził poczynania samego zainteresowanego i informował w razie czego.

Link to comment
Share on other sites

Przegląd za granicą nie zastępuje tego w Polsce. Tam zrobisz się po to, żeby np. w Niemczech nie dostać mandatu za brak przeglądu. Po przekroczeniu polskiej granicy, przy pierwszej naszej kontroli, możesz też dostać mandat za brak przeglądu. Zakaz jazdy teoretycznie niesprawnym samochodem i kolejne tego koszty, to tylko dalszy skutek. Musisz sam rozważyć, czy ryzykować. Przepisy są jednoznaczne.

Spójrz na to od strony innych uczestników ruchu - ich nie obchodzi, że właściciel samochodu musi czegoś dopilnować. Uczestnikiem ruchu drogowego są też piesi. To dla nich robisz badania techniczne, nie dla siebie. Może jeszcze dla środowiska, szczególnie gdy średni wiek auta w Polsce wynosi 14 lat.

Link to comment
Share on other sites

W dalszym ciągu brakuje informacji z pierwszej ręki od kogoś kto się znalazł w takiej sytuacji ale pewnie nie będzie łatwo kogoś takiego znaleźć.

 

Nikt rozsądny nie dopuszcza do takiej sytuacji, a tym, że jest mądry inaczej, o ile ta mądrość nie oscyluje <70 IQ nie będzie się chwalił.

 

Nie znajomość prawa nie zwalnia od odpowiedzialności.

 

Bez urazy, ale ja tu widzę tzw. "polskie cwaniactwo" czyli takie, jak ja to osobiście nazywam kombinowanie a'la Ferdek Kiepski: jak zarobić i się nie narobić. Szkód na tysiące, zysk na grosze - łagodniejsza wersja (też moja ;P )

 

Koledzy ( w tym ja) podali proste rozwiązanie: zapłacić ( i tu pewnie ból serca rodaka) w kraju w którym się mieszka za badania techniczne. A na pierwszej stacji diagnostycznej po przekroczeniu polskiej granicy zrobić badania (znowu ból). Albo po prostu przerejestrować auto na kraj w którym mieszkamy (znowu ból).

 

Owszem w Polsce też sporo osób jeździ bez np. OC i są dumni jacy oni są zaradni wobec innych użytkowników ruchu którzy płacą. Cwaniactwo się kończy jak wpadną, albo spowodują tragedię - wtedy płacą i to tak iż z cwaniaka robi się płaczek. A jak na skutek takiego cwaniactwa ala Kiepski są ranni, albo ktoś zostanie kaleką wtedy "cwaniak" może przez lata płacić za swoją "zaradność życiową".

 

Warto ???

 

 

Nie wiem czy Twój kolega jest z tego gatunku, ale trudno się oprzeć wrażeniu, ze jednak tak..... Jeśli się mylę - sorki.

Link to comment
Share on other sites

To nie ten typ, człowiek rozsądny, po prostu fatalne przeoczenie. Tłumaczył się tym że co roku dzwonili odpowiednio wcześniej do niego ze stacji diagnostycznej i informowali o zbliżającym się terminie, a tym razem nie zadzwonili... Wiadomo że trzeba się orientować we własnych sprawach i nikogo nie można za to winić oprócz siebie samego. Teraz musi ten problem rozwiązać i prawdopodobnie podjedzie na najbliższą stację diag. tak jak koledzy proponowali i przy najbliższej okazji pojedzie do kraju i wyprostuje sprawę. Na szczęście ma tutaj drugi "lokalny" samochód więc nie jest teraz uziemiony. A temat mnie samego zainteresował gdyż też jestem tu swoim samochodem i będę musiał specjalnie się wybrać na przegląd. W zeszłym roku robiłem go prawie 6 mies. wcześniej niż wypadał termin właśnie dlatego że wiedziałem iż nie będę mógł wrócić do kraju na czas.

 

A podpytałem jeszcze innego znajomego który kupę czasu spędził na tirach i sam powiedział że taka praktyka robienia przeglądu za granicą gdy nie wróciło się na czas do kraju nie była czymś wyjątkowym. Po powrocie od razu na stację kontroli i było ok.

Link to comment
Share on other sites

No dobra, powiem! Zgłosić na policji kradzież dokumentów, papieru zapewne nie dadzą- ale zapisać gdzie i komu się zgłaszało. Potem na trasie, przy kontroli powiedzieć o tym- sprawdzą jedynie, czy samochód nie kradziony( Wyczyścić VIN- żeby nie był skorodowany !). W Polsce najwyżej skromna kara pieniężna.

 

Ale w razie kolizji- przechlapane!

JAK FACET Z DWIEMA ZDROWYMI NERKAMI MOŻE NIE MIEĆ KASY NA AUDIOFILSKIE KABLE

TROLLE -istnieli zawsze, a przed wynalezieniem internetu wyżywali się na ścianach publicznych klozetów.

Link to comment
Share on other sites

Od powyższego rozwiązania do cofania licznika daleka droga.

 

Myślę, że piczki-teoretyczki w tym temacie nie wiele pomogą.

 

Teoretycznie tylko laweta wchodzi w rachubę.Załatwienie lawety jako ładunku powrotnego- prawie niemożliwe- gdyż lawety puste jadą na zachód. No, przez spedycję na Tirze, jako ładunek powrotny. Można dogadać się z kierowcą, ale trzeba mu dać upoważnienie do przewozu, zamiast listu przewozowego (chyba, że jedziesz obok niego)

Sam toyotą kiedyś wjeżdżałem do samochodu chłodni, by "połączyć" przejazdy.Pod Warszawą znalazłem rampę w GS-ie.

Pozostaje droga pocztowa. Wysłać dowód do Polski, znajomy znajomego podbije, odesłać i.. jazda

JAK FACET Z DWIEMA ZDROWYMI NERKAMI MOŻE NIE MIEĆ KASY NA AUDIOFILSKIE KABLE

TROLLE -istnieli zawsze, a przed wynalezieniem internetu wyżywali się na ścianach publicznych klozetów.

Link to comment
Share on other sites

Teoretycznie tylko laweta wchodzi w rachubę.

 

Samochód ma mieć papier, że spełnia wymogi techniczne wyznaczone przez kraj rejestracji. A jeśli nie ma takiego dokumentu, to gościnnie wystarczy, że spełnia wymagi obowiązujące w kraju, przez który przejeżdża. Tu nie chodzi o pieczątkę, tylko faktyczny stan techniczny. Po większej naprawie, w określonych sytuacjach, samochód musi przejść dodatkowe badanie. Gdyby chodziło tylko o wpis, to bez względu na wszystko ważność badania trwałaby przez określony czas.

Link to comment
Share on other sites

A jeśli nie ma takiego dokumentu, to gościnnie wystarczy, że spełnia wymagi obowiązujące w kraju, przez który przejeżdża. Tu nie chodzi o pieczątkę, tylko faktyczny stan techniczny.

 

A można poprosić o źródło tej informacji ew. podstawę prawną - tak grzecznie proszę.Bo inaczej to jest bzdura.

 

Aha! Jeszcze jedna możliwość, całkowicie legalna - podobno w niektórych landach Niemiec jeszcze możliwa: należy wykupić czasowe tablice (takie pięciodniowe) i jazda. Na granicy funkcjonują pośrednicy- w Kołbaskowie korzystałem z tej możliwości.

JAK FACET Z DWIEMA ZDROWYMI NERKAMI MOŻE NIE MIEĆ KASY NA AUDIOFILSKIE KABLE

TROLLE -istnieli zawsze, a przed wynalezieniem internetu wyżywali się na ścianach publicznych klozetów.

Link to comment
Share on other sites

Wysłać dowód do Polski, znajomy znajomego podbije, odesłać i.. jazda

Za takie rzeczy już nie jeden diagnosta stracił uprawnienia. I z prokuratorem się przywitał. To już nie te czasy co kiedyś. Że w jednej ręce niosło się dowód a w drugiej flaszkę.

Sprzęt jest dla muzyki. Nie odwrotnie.

Link to comment
Share on other sites

A Kolega znowu teoretyzuje. Da sie na msze, to i pleban zadzwoni gdzie trzeba.Teoretycznie jeden taki, co na stocznie zbierał.....

JAK FACET Z DWIEMA ZDROWYMI NERKAMI MOŻE NIE MIEĆ KASY NA AUDIOFILSKIE KABLE

TROLLE -istnieli zawsze, a przed wynalezieniem internetu wyżywali się na ścianach publicznych klozetów.

Link to comment
Share on other sites

Ubezpieczenie OC mimo braku badania technicznego, na terenie UE, działa. Potwierdź sobie te informacje, żebyś działał świadomie.

Słucham? Musiałem coś przegapić. W przypadku braku aktualnych badań technicznych, a w razie wypadku, ubezpieczyciel od razu wystąpi do właściciela auta z wnioskiem regresowym o pokrycie szkód - to mogą być setki tysięcy złotych. OC nie obowiązuje w przypadku braku badań technicznych, tak jak i przy jeździe "na gazie" - regres.
Link to comment
Share on other sites

OC nie obowiązuje w przypadku braku badań technicznych

 

 

Jeśli spowodowałeś szkodę pojazdem bez ważnych badań technicznych, ubezpieczyciel wypłaci poszkodowanemu odszkodowanie z Twojego OC. Nie jest bowiem zwolniony z odpowiedzialności ubezpieczeniowej
https://rankomat.pl/o-nas/brak-badania-technicznego-to-problem-z-oc-i-ac
Link to comment
Share on other sites

Kolega jest diagnostą od wielu lat :-)

Szacunek! Zacny zawód zabezpieczający nasze życie na drodze (bez żadnej ironii).

Ale z Twoim kolegą po fachu spędzam wiele czasu w saunie i wiem, że w jego okręgówce nie mają klientów ze względu na fundamentalistyczne podejście do przeglądów. To gdzie ci klienci podziewają się? Sam nawet u nich tylko światła sprawdzam, bo bezpłatnie. Przeglądy robię gdzie indziej - no, poza 20 letnią Corollą żony- tam nic się nie psuje.

 

Podkreślam- na polu walki czasami sinus równa się 3 (dowcip mojego sierżanta z czerwonych beretów).

JAK FACET Z DWIEMA ZDROWYMI NERKAMI MOŻE NIE MIEĆ KASY NA AUDIOFILSKIE KABLE

TROLLE -istnieli zawsze, a przed wynalezieniem internetu wyżywali się na ścianach publicznych klozetów.

Link to comment
Share on other sites

Owszem, wypłaci szkodę poszkodowanemu, a do właściciela auta, które nie ma przeglądu, zwróci się z wnioskiem regresowym. Więc moża pisać, że oc nie ma, nie obowiązuje. Artykuł niestety, nie mówi o tym, co dzieje się dalej - regres. W przypadku wypadku spowodowanego "podwójnym gazem" poszkodowany też dostanie odszkodowanie, ale ponownie, sprawca dostanie wniosek regresowy.

Link to comment
Share on other sites

Ubezpieczyciel, w przypadku braku badań technicznych, nie ma prawa do regresu. To wynika z treści ustawy.

Wolałbym zobaczyć orzeczenie dotyczące konkretnej sprawy, niż opierać się na "nie ma prawa". Wypadek może być spowodowany stanem technicznym (teoretycznie) auta. Jednocześnie, jazda świadoma z czymś takim również może być powiązana. Znając życie, nie znajdziemy orzecznictwa sądu, SN itd. w tej sprawie?

 

Jednocześnie - o jakiej konkretnie ustawie mówisz? Można prosić o link?

Link to comment
Share on other sites

Ja nie zamierzam niczego wspierać, a zwłaszcza cwaniactwa. Źle mnie odbierasz. Ja chcę to znać dla siebie i nie będę ukrywać - nie do końca wierzę w to. Ustawa ustawą, a co na to ubezpieczyciel...

 

Dziękuję - przeczytałem. Jestem zaskoczony. Ciekaw jestem, jak wyglądałoby to "w praniu" bo zawierając umowę, de facto przystaję na warunki ubezpieczyciela.

Link to comment
Share on other sites

Dzisiaj po północy,w Szczecinie zostałem zatrzymany przez policję na rutynowe chuchanie do mikrofonu. Jechałem na "czerwonych", czasowych tablicach - niemieckich Prowadziłem "belgijskiego" VW. Jeden z policjantów chyba po raz pierwszy miał w ręku taki dokument(trzeba go wypełnić samodzielnie), bo zadał niedorzeczne pytanie. Na to drugi -spojrzał na vin na podszybiu: wszystko w porządku- i w drogę.

 

Kilkudniowe takie tablice- to koszt niecałe 100Euro. Można kupić tygodniowe z wykorzystanymi dwoma, trzema dniami za ok. 40Euro.

Ja kupowałem u turków w Berlinie.

Tablice zostały przysłane mi przez znajomych dalekobieżnym autobusem.

JAK FACET Z DWIEMA ZDROWYMI NERKAMI MOŻE NIE MIEĆ KASY NA AUDIOFILSKIE KABLE

TROLLE -istnieli zawsze, a przed wynalezieniem internetu wyżywali się na ścianach publicznych klozetów.

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.

                  wykrzyknik.png

AdBlock blocking software detected!


Our website lives up to the displayed advertisements.
The ads are thematically related to the site and are not bothersome.

Please disable the AdBlock extension or blocking software while using the site.

 

Registered users can disable this message.