Jump to content
IGNORED

Płyta podobna do "In a Silent Way" Milesa i możliwie najlepsze jakościowo nagrania Milesa i Coltrane'a


Bmoll

Recommended Posts

Witam,

 

Od razu bez bicia przynaję, że w kontekście jazzu jestem zielony. Natomiast słucham ostatnio z zachwytem (już po raz n-ty) płyty "In a Silent Way" Milesa Davisa i wyjątkowo dobrze

mi wchodzi. Mam w związku z powyższym dwa pytania:

 

1. Czy moglibyście polecić mi coś zdecydowanie podobnego, zbliżonego klimatem? Niekoniecznie musi to być trąbka?

2. Czy moglibyście polecić zdecydowanie najlepsze, najlepiej zremasterowane itd itp nagrania Davisa i Coltrane'a na CD/XRCD/SHM-CD? Może jakiś box? Może coś japońskiego?

Zależy mi na maksymalnie wypasionej jakości nagrania. Nie słucham z winyli.

 

Z góry dzięki.

Link to comment
Share on other sites

Dla mnie "świętą trójcą" tego okresu Milesa,są "In Silent Way","Bitches Brew","A Tribute To Jack Johnson".

Jeśli tylko mogę słucham tych trzech albumów po kolei.

 

 

Jeśli tak bardzo podoba Ci się "In Silent Way" logicznym dla mnie jest sprawdzenie co Miles miał do powiedzenia w następnych płytach.

Polecam jednak płyty z całymi sesjami,gdyż moim zdaniem,te "zwykłe: wydania są dość ubogie w porównaniu do tego co naprawdę się działo w czasie nagrań.

 

P.S.

 

"In Silent Way" jest też wydany w boxie 3CD,z kompletną sesją.

 

.

 

Co do japońskich wydań płyt Davisa,tu jest chyba najlepsze źródło,co,gdzie kiedy i na czym. :)

 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

post-4406-0-25880400-1462789364_thumb.jpg

post-4406-0-87926600-1462789371_thumb.jpg

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Herbie Hancock:"Czasami nie wiem,co mam grać - wyznałem."

Miles Davis: "To nic nie graj"

Link to comment
Share on other sites

Spróbuj 'Live Evil' i 'On The Corner'. Można też, jak stefek słusznie zresztą wspomniał, zaopatrzyć się w całe kompletne sesje z tych nagrań: The Complete On The Corner Sessions (6 CD box set) oraz The Cellar Door Sessions 1970 (również 6 CD box set).

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Dodałbym jeszcze również świetne wydawnictwo Davisa: Get Up With It.

To taka niepublikowana składanka z lat 1970-74, ale klimat jak najbardziej ten sam.

 

Generalnie możesz szukać płyt innych wykonawców jazzowych z tego okresu, którzy "zarazili się"

od Milesa Davisa jazzem elektrycznym fussion. Wtedy właśnie wszyscy grali tak samo ;-))) (oczywiście trochę przesadzam).

 

Sięgnij chociażby po pierwszą płytę Weather Report.

Link to comment
Share on other sites

Coltrane? Wypasione nagrania? Z XRCD masz cztery z prestiżowego okresu: Soultrane, Kenny Burrell & JC, Settin' the Pace, Black Pearls. Jak zwykle i chyba już standardowo polecam lot atlantycki - wszystko! Siedem płyt - wszystkie bardzo ważne i wszystkie super.

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Ludzie, jakiż to ambient słyszycie na 'In Movement'. Spokojnie jest, to prawda, może oprócz dwóch kompozycji - ale w większości słuchamy tam improwizacji, muzyki, jazzu i pięknych momentów coltraneowsko-milesowskich z własnym akcentem. Projekt elektryczny, ale w sumie robi wrażenie pełnego akustycznego grania. Na pewno jest to ambitny jazz - contemporary jazz. Z tym nie polemizuję.

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Dziękuję wszystkim za porady. Co prawda nie nazwałbym "In a Silent Way" ambientem (to "prawie" jednak robi dużą różnicę w tym wypadku). Właśnie przesłuchuję fragmenty "Complete Jack Johnson Sessions" (to jest CUDNE!) no i wiem na pewno, że właśnie kompletna sesja "In a Silent Way" oraz Jack Johnson to będzie z pewnością strzał w dziesiątkę.

 

Spróbuję też oczywiście 'In Movement'. Również nie znam.

Link to comment
Share on other sites

Armstronga, Duke'a, Birda, Dizzy'ego, Milesa, Trane'a, Ornette'a - słuchamy bez marudzenia. Przy jazzie tych muzyków wyłączamy radary audiofilskie - są niepotrzebne. Dorzuciłbym Hermana, Mingusa i Dolphy'ego. Trochę mi zajęło, żeby dojść do tego punktu. Z pozycji ekstremalnej, to tylko Pops i Bird tak naprawdę zmienili kierunek jazzu. Reszta zawodników, to już wypadkowa myślenia tych dwóch.

Nie polemizujemy z tym i nie marudzimy. Każdy słyszy jak chce.

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

No ja jeszcze "poznaje" ostatnio Herbiego Hancocka. Też fajne "eksperymenty". Zachwycające są dla mnie nagrania (5 płyt) "Complete Jack Johnson Sessions" Milesa.

 

Chyba wpadłem w ten cały jazz po uszy ;-)

Link to comment
Share on other sites

Guest papageno

(Konto usunięte)

Bez urazy, ale na razie wpadłeś w fusion ;)

Chicago - z właściwą sobie precyzją - wymienił powyżej muzyków grających jazz. Myślę, że z czasem posłuchasz ich też.

Link to comment
Share on other sites

Bez urazy, ale na razie wpadłeś w fusion ;)

Chicago - z właściwą sobie precyzją - wymienił powyżej muzyków grających jazz. Myślę, że z czasem posłuchasz ich też.

 

Ano fakt :) Fusion i Funk Jazz (przynajmniej tak mi Herbie zalatuje) :)

 

Ale rewelacyjne jest też "Out to Lunch" Erica Dolphy, a to już jak rozumiem jazz pełną gębą. Nawet znalazłem tę płytę na półce (jakiś dawny prezent, który uznałem za mało trafiony i kurzyła się w rogu, a

wczoraj posłuchałem z prawdziwą przyjemnością. Coś mi się ostatnio granice tolerancji muzycznej przesunęły) ;-)

Link to comment
Share on other sites

Guest papageno

(Konto usunięte)

Jeśli fusion, to - o ile czas pozwoli - posłuchaj Return To Forever, Weather Report i Mahavishnu Orchestra.

Link to comment
Share on other sites

Istnieje cała masa dobrych nagrań fusion, powiedziałbym, że bardzo dobrych. Oprócz głównego nurtu tego stylu - jak słusznie zauważył papageno - czyli mówimy tu o elektrycznym okresie Milesa, działaniu Hancocka od Fat Albert Rotunda i Mwandishi, Mahavishnu Orchestra, Weather Report, Return To Forever - mamy stertę płyt, które umknęły uwadze lub, o których prawie w ogóle się nie wspomina. Powiem szczerze, że oprócz Milesa, to ten cały główny nurt tego stylu przestał mnie już dawno interesować i zarówno Mahavishnu, Return to Forever i Hancock nie kręcą mnie tak jak kiedyś, gdy ta muzyka potrafiła zadziałać na moje podniebienie - podobało mi się to granie, ale trzydzieści lat temu. Niemniej jednak, jest kilka rzeczy, których się słucha z przyjemnością.

 

Śmiało zaproponowałbym Tony Williamsa i jego Lifetme: tutaj dwie płytki - 'Emergency' i 'Turn it Over'. Ascetyczna formuła fusionowego grania z takim czadem, jakby Concord przelatywał nad głowami. Pierwsza płyta w trio, druga w kwartecie z dokooptowanym basem, na którym pomyka Jack Bruce.

 

Larry Coryell - tutaj też dwie płytki: słynna 'Spaces' z 1970 i powtórzenie sukcesu prawie trzydzieści lat póżniej: 'Spaces Revisited' z 1997. Oryginalny album nagrany był w kwintecie: lider, John McLaughlin, Chick Corea, Billy Cobham, Miroslav Vitous - cóż można powiedzieć? Chyba tylko tyle, że mamy tu rdzeń fusionowego grania i jak najbardziej świetny drive na płycie. Powtórzenie tej płytki w 1997 w okrojonym składzie do kwartetu, gdzie oprócz lidera i Billy Cobhama mamy Bireliego Lagrene i Ryśka Bonę, przeszło właściwie bez echa, ale też i czasy były inne, więc nie ma się co dziwić. Nie oznacza to wcale, że to jakiś paszkwil muzyczny, bo w sumie ta nowa wersja jeszcze bardziej mi się podoba niż oryginalna pierwsza. Naprawdę jest na 'Spaces Revisited' czego słuchać - świetna płyta.

 

Na zakończenie jeszcze raz pojawiający się wszędzie John McLaughlin (a jakżeby inaczej?) i jego pierwsza legendarna płyta 'Extrapolation' z 1969. Kto nie zna tej płytki niech żałuje - chyba najlepsza rzecz McLaughlina jaka może się trafić. Pierwszy strzał i od razu w dziesiątkę.

 

I nie zapominajmy o Carlosie Devadipie Santanie i jego 'The Swing of Delight' z 1980 oraz jak najbardziej o Traffic i koncertowym 'On the Road' z 1973. Bronią się te rzeczy jak diabli.

 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Ale rewelacyjne jest też "Out to Lunch" Erica Dolphy, a to już jak rozumiem jazz pełną gębą.

 

Jeśli "wchodzi" Ci już Out to Lunch, to polecam sprawdzić także klasyczne albumy Bobby Hutchersona (Dialogue i Components). Bobby w znaczącym stopniu przyczynił się do niezwykłego klimatu OtL.

 

W tymże kierunku Andrew Hill, począwszy od fenomenalnego Point of Departure.

 

Trochę Ci zazdroszczę - możliwości poznawania tej muzyki świeżym uchem. :-)

Link to comment
Share on other sites

Spróbuję też oczywiście 'In Movement'. Również nie znam.

 

Nie chodzi tu nawet tylko o 'In Movement'. Jack DeJohnette to wielkie i znane nazwisko - zakładam, że każdy o nim słyszał, choć niekoniecznie każdy zna jego płyty, których jest cała masa i które w wielu przypadkach powalają swoją świeżością i oryginalnością do dziś. W jego twórczości znajdziemy zarówno jazz jak i fusion, oraz jak najbardziej awangardowe, przecudowne klimaty. Jest też dużo muzyki kontemplacyjnej nagranej solo lub w duetach. Co tu dużo pisać - jazda najwyższej próby praktycznie w każdym momencie jego bytu. Póżnie postaram się podać kilka propozycji płytowych, z którymi bezwzględnie trzeba się zapoznać.

 

Edyt Ortograf

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Jack DeJohnette - propozycje z kręgu muzyki improwizowanej (free/avant), fusion i jazzowej, to cały ogrom płyt nie tylko pod jego własnym nazwiskiem. Jak się spojrzy na pełną dyskografię i całe muzyczne resume tego artysty, to aż głowa paruje z kim i w jakich projektach brał on udział. Z lekkiego, ale za to jakże wyrafinowanego staffu, zawsze polecę koncertową wersję Parallel Realities, czyli podwójny album 'Parallel Realities Live...' - rzecz doskonała pod każdym względem. Z ECMu, na którym jest zarówno jazz jak i jego awangardowe formy to najlepiej brać czteropłytowy box - Jack DeJohnette Special Edition. Jest to zbiór czterech płyt z wczesnym Special Edition z końca lat siedemdziesiątych i początków osiemdziesiątych (Special Edition, Tin Can Alley, Inflation Blues i Album Album). Należy pamiętać, że zespól Special Edition miał wiele wcieleń i składów i w sumie bez względu na okres, zawsze ta muzyka trzyma poziom, włącznie z nowszymi produkcjami z końca lat osiemdziesiątych i z lat dziewięćdziesiątych (Irresistible Forces, Audio-Visualscapes, Earthwalk, Extra Special Edition). Z bardziej fusionowych odjazdów, ale i z przemyconym jazzem wraz z awangardowymi formami kipiącymi w tej muzyce, to mistrzowskie dwa albumy z końca lat siedemdziesiątych, czyli 'New Direction' i jego odmiana koncertowa 'New Direction in Europe'.

Czyściutki fusion (jak fusion może być czyściutki?), to z kolei słynny Gateway z Abercrombiem i Hollandem (cztery ECMy), oraz ciekawa fuzja rocka, jazzu i etnicznych klimatów na 'Music for the Fifth World' z Vernonem Reidem rozlokowanym pomiędzy innymi gwiazdami. No i duet z Lesterem Bowie 'Zebra' - piękny nastrojowy album bez perkusji - Jack tu pomyka na syntetycznych klawiszach, a Lester wprowadza stańkopodobne frazy - super rzecz! To tylko niewielki wycinek twórczości Jacka DeJohnette'a, ale myślę, że puszka pandory w zakresie jego muzyki została otwarta - polecam gorąco sprawdzić te rzeczy, bo są warte poświęcenia czasu i w sumie niedużych pieniędzy. Jakby co, to pytać - mam praktycznie większość płyt, na których pojawił się DeJohnette.

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Wielkie, wielkie dzięki za pomocne wskazówki. Będę teraz na spokojnie eksplorował i poznawał, bo okazuje się - że skupiając się praktycznie wyłącznie na muzyce klasycznej, ominęło mnie sporo świetnej muzyki :-)

Link to comment
Share on other sites

Guest papageno

(Konto usunięte)

skupiając się praktycznie wyłącznie na muzyce klasycznej,

To dobre skupienie. Rzekłbym - najlepsze.

Ostatnio jednak słuchałem jazzu bardzo intensywnie. Ale tylko swojego. Mój jazz koi mnie.

Jednak dziś, po całym dniu prac ogrodowych, tak mi brakowało opery, że chociaż highlighty i arie włączyłem sobie. Tego nic nie jest w stanie zastąpić.

Ale fiużinuj się. Zawsze nowe lądy są na początku zachwycające. Potem tęskni się do Starego Kontynentu :)))))

Link to comment
Share on other sites

To dobre skupienie. Rzekłbym - najlepsze.

Ostatnio jednak słuchałem jazzu bardzo intensywnie. Ale tylko swojego. Mój jazz koi mnie.

Jednak dziś, po całym dniu prac ogrodowych, tak mi brakowało opery, że chociaż highlighty i arie włączyłem sobie. Tego nic nie jest w stanie zastąpić.

Ale fiużinuj się. Zawsze nowe lądy są na początku zachwycające. Potem tęskni się do Starego Kontynentu :)))))

 

 

Coś w tym jest :) Ostatnie dwa tygodnie wyłacznie "fiużyn" u mnie leciał (plus różne inne jazzowe odkrycia), a dzisiaj puściłem sobie ostatnie koncerty fortepianowe Mozarta. Z całym szacunkiem dla "fiużynu", ale

nie ma on takiej mocy jak Wolfgang :-)

 

Oczywiście dalej się będę jazzował, ale klasyka to klasyka.

Link to comment
Share on other sites

Coś w tym jest :) Ostatnie dwa tygodnie wyłacznie "fiużyn" u mnie leciał (plus różne inne jazzowe odkrycia), a dzisiaj puściłem sobie ostatnie koncerty fortepianowe Mozarta. Z całym szacunkiem dla "fiużynu", ale

nie ma on takiej mocy jak Wolfgang :-)

 

Oczywiście dalej się będę jazzował, ale klasyka to klasyka.

 

Mozartowi generalnie mało co doskakuje do kolan...

...Lubiłem twoją aksamitną woń, długie podróże w delcie twoich nóg....

Link to comment
Share on other sites

Co ma wiek do koloru skóry ? A Mozart to dla mnie taki odpowiednik dzisiejszego popu w tamtych czasach, zdecydowanie lepszą dla mnie jest muzyka plifoniczna, np z okresu baroku. Czyli taką bardziej lubię. I nie ma to nic wspólnego z oceną wartości. Czyli co kto lubi.

Wojtek

Link to comment
Share on other sites

Co ma wiek do koloru skóry ?

 

To był cytat z "Misia". Nie sądziłem że weźmiesz to na serio ;-)

 

A Mozart to dla mnie taki odpowiednik dzisiejszego popu w tamtych czasach, zdecydowanie lepszą dla mnie jest muzyka plifoniczna, np z okresu baroku. Czyli taką bardziej lubię. I nie ma to nic wspólnego z oceną wartości. Czyli co kto lubi.

 

Mozart to nie jest odpowiednik pop'u "w tamtych czasach" (w znakomitej większości to głęboka i arcytrudna muzyka, której trzeba "nauczyć się" słuchać i do której trzeba dojrzeć) i również pisał muzykę polifoniczną (i to taką, że kapcie spadają), ale może lepiej nie zaśmiecajmy już wątku Bmolla poświęconego muzyce podobnej do "In a Silent Way" :-)

...Lubiłem twoją aksamitną woń, długie podróże w delcie twoich nóg....

Link to comment
Share on other sites

Spokojnie :-) O Mozarcie to ja chętnie zawsze i wszędzie (BTW szkoda że Ola już nie pisuje na forum. Ona potrafiła fajnie i zaraźliwie pisać o muzyce Mozarta i różnych smaczkach jego kompozycji)

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.

                  wykrzyknik.png

AdBlock blocking software detected!


Our website lives up to the displayed advertisements.
The ads are thematically related to the site and are not bothersome.

Please disable the AdBlock extension or blocking software while using the site.

 

Registered users can disable this message.