Jump to content
Zombywoof

O tym jak Miles Davis dobił jazz

Recommended Posts

Jazz ewoluował sobie (w dużym uproszczeniu, od dixielandu), poprzez swing do be-bopu. Potem był cool i west-coast, ale ta muzyka już nie nadawała się do tańca. MD zaczął grać hiszpańszczyznę, bo nie lubił free. Wielki muzyk MD nieodwracalnie zmienił oblicze jazzu - wypuszczając płytę "Suczy zacier" (1969). Jednakże złego początki, czyli przystawka wah-wah do trąbki była w użyciu na "Córkach Kilimandżaro" (1968). (Wtedy) Zrozpaczony Tony Williams chował tę zabawkę, aby mistrz miał czysty ton. Nie pomogło. MD nasłuchał się Karla Heinza Stockhausena, podsuniętego przez przyjaciół z Europy, oraz Jimi Hendrixa, podsuniętego prze żonę Elżbietkę. Lubił też Sly Stone'a. Potem zatrudnił białych muzyków jak Joe Zawinul, Chick Corea, Dave Holland, John McLaughlin. Jack'owi DeJohnette kazał nabijać rytm jak pracująca betoniarka (tzn. Buddy Miles), a na koncertach kazał Keith'owi Jarrett'owi grać na elektrycznym pianie i robić dużo hałasu. Rockowa publisia na wyspie Wight przyjęła to entuzjastycznie.

Zrozpaczony Rahsaan Roland Kirk ze złością mówił, że nie potrzebuje prądu aby grać swój "shit".

Muzycy Davisa wypączkowali i zostali apostołami fusion.

A co z jazzem? No future.

 

na podstawie:

http://www.culturecourt.com/M/LR/Hipster_MilesDavis.htm

https://edition.cnn.com/2016/09/25/entertainment/cnnphotos-jim-marshall-jazz/index.html

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miles Davis wyznaczał tylko kierunki. Dzięki niemu jazz stał się inny i ciekawszy.

Tak, jegotworczosc jest troche jak Abbey Road ... jeden krązek i wszystko na nim co potem powstalo ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Jazz nie jest martwy, po prostu śmierdzi"

 

Był jednym z tych co go odświeżyli i wprowadzili nową jakość. Niczym nie różni się to od wszystkich innych kierunków które były nowym.

Edited by Фома

Share this post


Link to post
Share on other sites

Idiotyczny wątek i idiotyczna teza.Możesz nie lubić muzyki Milesa Twoja sprawa ale skąd pomysł,że po Milesie nie ma jazzu?Przed Milesem był jazz,za Milesa był jazz i po Milesie jest jazz.Nie wiem czy ten wątek to prowokacja do dyskusji ( wynikająca z pewnego marazmu w zakładce) czy też chęć zaistnienia na forum za wszelką cenę..W każdym bądź razie moim zdaniem teza fałszywa i niczym nieusprawiedliwiona.A co do "zacieru" to proponuję posłuchać jeszcze raz bo chyba dawno nie słuchałeś ( jeśli w ogóle).

Edited by wojciech iwaszczukiewicz
  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Część II

Tak, jest to prowokacja - prowokacja do myślenia, zamiast powtarzania hipsterskiej mantry.

 

Każdy jazzfan powinien przeczytać esej z 27.XI.2011: https://nicholaspayton.wordpress.com/2011/11/27/on-why-jazz-isnt-cool-anymore/ napisany przez Mikołaja Paytona. Autor umiejscawia datę zgonu na rok 1959. Od tej pory wg. niego "Jazz stopped being cool" - to znaczy chyba fajny, przyciągający; "Jazz ain’t cool, it’s cold, like necrophilia." oraz stwierdza patetycznie "Jazz, like the Buddha, is dead.".

Oczywiście, nie oznacza to, że nie ukazywały się wartościowe płyty. Autor sprytnie omija Jasia Coltrane'a. Payton patrzy na tę sprawę przez swoje murzyńskie oczy. Dla ludzi po tej stronie żelaznej kurtyny, dżaz pojawił się właśnie wtedy.

Ni ma sensu sprzeczać się o wydarzenia sprzed 50-60 lat. To już zamknięta historia.

Moim zdaniem Payton trafił w sedno. Bez względu na to ilu nowych wykonawców i ile nowych nagrań się ukazało - nasz odbiór tej muzyki nie wzniósł się na kolejne poziomy. Baza postała ta sama.

 

"Jazz nie jest martwy, po prostu śmierdzi"

Był jednym z tych co go odświeżyli i wprowadzili nową jakość. Niczym nie różni się to od wszystkich innych kierunków które były nowym.

"Jazz nie jest martwy, po prostu zabawnie pachnie". FZ 1973.

Piszesz: Był jednym z tych co go odświeżyli i wprowadzili nową jakość. - moim zdaniem stało się to, co było nieuniknione. Lawina wzbierała.

Edited by Zombywoof

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja myślę,że każdy jazzfan powinien słuchać muzyki a nie kierować się esejami.Ja tego zjawiska nie stwierdzam.A generalnie to wszystko już było.W każdym gatunku muzycznym.I taką tezę ( o końcu) można postawić na każdy temat.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przecież gdyby nie było Milesa, to znalazłby się ktoś inny, o kim później można by było pisać, że zmienił jazz.

Właśnie to. Było wielu wykonawców, którzy działali podobnie - np Larry Coryell - znany jako "Godfather of Fusion".

To raczej ludzka potrzeba posiadania bożków, sprawia, że szukamy tego jednego.

 

(Offtopic. Mój znajomy hindus gdy pytałem się go ich religię, nonszalancko odpowiadał "ooch, my mamy wielu bogów". W kolejnych dniach widywałem go jak czytał o zen - bystry chłopak.)

Edited by Zombywoof

Share this post


Link to post
Share on other sites

Było wielu wykonawców, którzy działali podobnie - np Larry Coryell - znany jako "Godfather of Fusion".

To raczej ludzka potrzeba posiadania bożków, sprawia, że szukamy tego jednego.

 

To prawda. Jednak nie da się ukryć, że to Davis był tym najważniejszym "bożkiem", który miał największy wpływ na zmiany

i stał się inspiracją dla innych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To prawda. Jednak nie da się ukryć, że to Davis był tym najważniejszym "bożkiem", który miał największy wpływ na zmiany

i stał się inspiracją dla innych.

Tak, ze względu na swoje wcześniejsze dokonania - był takim "grand wazoo". Innym przyszło się z tym pogodzić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak, ze względu na swoje wcześniejsze dokonania - był takim "grand wazoo". Innym przyszło się z tym pogodzić.

 

Po prostu był najlepszy. Ktoś zawsze musi wziąć na siebie ciężar lidera. ;-)

 

Jak nie on, to byłby ktoś inny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po prostu był najlepszy. Ktoś zawsze musi wziąć na siebie ciężar lidera. ;-)

Jak nie on, to byłby ktoś inny.

Może i był najlepszy. Na pewno znany, doceniany i dobrze opłacany. Lecz także w oczach ówczesnych młodych widziany jako przedstawiciel poprzedniego pokolenia. Celowo nafaszerowano go Karlem Heinzem Stockhausenem, jak anabolikami, i łagodnie w odpowiednią stronę nakierowano jego talent. To nie umniejsza w żadnym stopniu jego zasług - przecież mógł nagrać coś kiepskiego. Edited by Zombywoof

Share this post


Link to post
Share on other sites

Popierdywania ciąg dalszy... it's ugly but beautiful.

 

Miles, moi drodzy, robił co chciał - jak chciał grać jazz, to grał jazz. Jak chciał grać fusion - to grał fusion, jak chciał grać rock - to grał rock... pop i rap. Wszystko co zagrał, zrobił, trzymało poziom - nawet na Tutu jest jeden fantastyczny numer. Przy okazji miał szmal, fajne dupy i ciekawe życie - większość przy nim mogła co najwyżej podskakiwać. Oczywiście był Miles też i wielkim motherfuckerem, ale to już inny temat.

  • Like 6

Parker's Mood

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja patrzę na to holistycznie. W filmie "Planeta małp" (do obejrzenia na TCM) z 1968 r. pada: "starszyzna nas oszukała", potem słynne zdanie "nie wierz ludziom po trzydziestce", potem aryjski aktor Charlton Heston całuje małpę (co prawda panią doktor) i odjeżdża w siną dal pod zburzoną statuję. Od 1963 r. amerykanie cierpieli na kompleks zagrożenia atomowego, a potem ciąg zabójstw znanych polityków zdemolował ich dobre samopoczucie.

Na tym podglebiu bogactwa, strachów i kryzysów ewoluowała ta muzyka.

 

 

Część III

Koniec muzyki

 

W wywiadzie Quincy Jones http://www.vulture.com/2018/02/quincy-jones-in-conversation.html (84 lata) rozprawia się z Beatlesami, Hendrixem - co jest łatwe, bo owi nie działają już w branży oraz także z hip-hopem - co jest trudniejsze, bo się poobrażają. Nie zapomina jednak podkadzić możnym i wpływowym, co zawsze jest miło widziane. Pomijając obowiązkowe lansowanie wartości PC - trzeba przeczytać.

Krytykuje młodych, że nie znają tradycji, nie umieją grać i nie mają pomysłów. Producenci są chciwi i leniwi.

 

Są też "zabawne" passusy o katolikach oraz kompletne głupoty: "There are African qualities to Chinese music, Japanese music, too, with the Kodo drumming. It all comes from Africa. "

 

To co istotne, na czym się zna:

- Do you see a future for the music business?

- "There isn’t a music business anymore! If these people had paid attention to Shawn Fanning (przyp. ten od Napstera) 20 years ago, we wouldn’t be in this mess. But the music business is still too full of these old-school bean counters. You can’t be like that. You can’t be one of these back-in-my-day people."

 

Miles, moi drodzy, robił co chciał

Czyżby? Sam mówił, że nie może już grać o zabawnej Walentynie. Edited by Zombywoof

Share this post


Link to post
Share on other sites

To raczej ludzka potrzeba posiadania bożków, sprawia, że szukamy tego jednego.

 

Nieprawda

W biznesie raczej jest odwrotnie. To nie potrzeba posiadania ale kreowania na bożków i wymyślania trendów i mod.

Prawdziwa sztuka sama się broni

Nie przyszło Ci do głowy że są ludzie którzy maja odjazd słuchając muzyki?

Edited by Фома

Share this post


Link to post
Share on other sites

Część IV Epilog

 

W artykule "Life After the Death of Jazz" https://thewalrus.ca/2006-07-music/ autor upatruje odrodzenia jazzu w tzw. peryferiach (to swoją drogą zabawne, USA to peryferia) - "Większość odbiorców, szczególnie młodzi, po prostu reaguje na to, co lubią, bez względu na to, jak się nazywa". Święta prawda.

A może żeby móc rozkoszować się w pełni, trzeba coś na ten temat wiedzieć. Czy ktoś się zgodzi?

 

Podany jest przykład Vijay Iyera, który stosuje techniki muzyki Indii "...often in ways so sophisticated as to be barely audible" - często w sposób tak wyrafinowany, że ledwo słyszalny (przyp. tzn. dla koneserów). "W swoim projekcie "Indo-Pak Coalition" gdy Mahanthappa grał solo, Dan Weiss grał na tabli energiczne rytmy zwane thekas, a gitarzysta Rez Abbasi improwizował melodyjne ostinata znane jako lahras". No to się porobiło.

A jak to się nazywa? Zgadliście - pluralizm. Warunek - musi być grane w USA.

 

Nieprawda

W biznesie raczej jest odwrotnie. To nie potrzeba posiadania ale kreowania na bożków i wymyślania trendów i mod. Za to prawdziwa sztuka sama sie broni?

Nie przyszło Ci do głowy że są ludzie którzy maja odjazd słuchając muzyki?

To wszystko?

Magazyny są pełne nie sprzedanych płyt.

 

Nie wiem co uważasz za prawdziwą sztukę. Obecnie króluje powielanie, kalkowanie, małpowanie, bezmyślne naśladownictwo, co najwyżej pastisz. Przy tym nie tylko nie odczuwam ekstazy, ale uciekam.

 

Aaa, jest coś - w reklamach nie usłyszysz piosenek The Doors.

 

Mnie mało obchodzi co mówi Quincy Jones trzeba słuchać muzyki i wyciągać samodzielnie wnioski .

Nie musisz się meldować. Edited by Zombywoof

Share this post


Link to post
Share on other sites

To wszystko?

Magazyny są pełne nie sprzedanych płyt.

 

Nie wiem co uważasz za prawdziwą sztukę. Obecnie króluje powielanie, kalkowanie, małpowanie, bezmyślne naśladownictwo, co najwyżej pastisz. Przy tym nie tylko nie odczuwam ekstazy, ale uciekam.

 

Aaa, jest coś - w reklamach nie usłyszysz piosenek The Doors.

 

Największą ze sztuk uważam improwizacje. Zagrywki i wyuczone licki mnie nudzą i nie bawią. W improwizacji cenię sobie świadomość i ciągłą przemianę, przeobrażanie i zmienność ale spójność i frazę. Granie motywiczne mnie nie rajcuje. Wyjątkiem jest, jeśli na powtarzającej się konstrukcji rytmicznej zmieniają się dźwięki lub na powtarzających się dźwiękach zmienia się rytmika. Normalne że improwizacje z racji tego że są aktem tworzenia w czasie rzeczywistym, bywają mniej lub bardziej udane i często stanowi o tym subiektywizm. O prawdziwości tego aktu świadczy szczerość muzyczna.

Nie słucham reklam, tv mnie nie interesuje.

Edited by Фома
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Poniekąd Quincy Jones miał rację. Beatlesi, tak samo jak dziesiątki innych muzyków kapel, które zrobiły wielkie kariery byli marnymi muzykami pod względem umiejętności technicznych. Tyle że tworzyli genialną muzykę, genialne kompozycje, a to w muzyce liczy się najbardziej.

Co mi po wirtuozerskiej grze znakomitych technicznie muzyków typu Satriani, czy Vai, skoro ich muzyka jest po prostu nudna i mdła (z małymi wyjątkami).

  • Like 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

Raczej "Skurwiele się parzą".

Albo "warzą".

Też mi się podoba. Ważna jest dynamika tego procesu - ferment.

 

Czy wspominiał coś o Michaelu Jacksonie?

Cały początek rozmowy jest o Jacksonie.

 

Odważny do czasu. Córek się przestraszył bidulek. Właściwie to nie wiadomo kogo za co przepraszał - chyba tych żyjących, Bono i Ringa, którzy przecież są tacy cudni i "cool".

Mam nadzieję, że duch Hendrixa walnie go porządnie w łeb, a przesądni amerykanie wierzą w duchy.

 

BTW Ringo tłumaczył się kiedyś, że nie mógł grać tak jak od niego oczekiwano - bo jest leworęczny. To dużo tłumaczy dla zwolenników P. Besta.

 

Nie słucham reklam, tv mnie nie interesuje.

To błąd. (Można sobie darować to co między reklamami) ale reklamy koniecznie!

Dowiedziałbyś się np., że "Paranoid" to historyjka o młodej kobiecie, która na motocyklu goni faceta w samochodzie - a w finale zabiera zabiera mu kluczyki, ze złością wręcza mu kask motocyklowy, a sama przejmuje auto (danej marki)!

Znaki czasów. ;-)

 

 

Chciałbym zwrócić uwagę sz. kolegów na istotny passus Q. Jonesa o Mikołaju Słonimskim (z tych Słonimskich): "Every time I used to see Coltrane he’d have Nicolas Slonimsky’s book.

Everything that Coltrane ever played was in that thesaurus. In fact, right near the front of that book, there’s a 12-tone example - it’s “Giant Steps.” Everyone thinks Coltrane wrote that, he didn’t. It’s Slonimsky. That book started all the jazz guys improvising in 12-tone. Coltrane carried that book around till the pages fell off.".

 

Muzyka sfer niebieskich Coltrane'a tu opisana:

https://roelhollander.eu/en/blog-saxophone/Coltrane-Tone-Circle/

Edited by Zombywoof

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niepotrzebna przesada.

To amerykańce kazali się zwijać Beethovenowi.

https://www.youtube.com/watch?v=jLD5H4uQ1xs

 

że "Paranoid" to historyjka o młodej kobiecie, która na motocyklu goni faceta w samochodzie

Autokorekta. Do końca reklamy nie wiemy, że to kobieta jedzie motorem. To słowa piosenki na to naprowadzają: "Finished with my woman, 'Cause she couldn't help me with my mind.."

Mam nadzieję, że to nie spojler z mojej strony.

 

Część V Epitafium

 

Dostępna jest w Polsce książka "Reszta jest hałasem" Alexa Rossa (2007, PL 2011), który próbuje przybliżyć szerokiej publiczności problemy muzyki XX wieku. W swojej narracji Ross stara się wykazać linearność rozwoju muzyki XX w. oraz wzajemne przenikanie się różnych koncepcji. Jazz jest jedną z nich.

Wynika z tego, że "rewolucja fusion" MD była koniecznością, a nie nie "odkryciem".

 

Czy to wyszło na zdrowie jazzowi.

Śmiem twierdzić, że nie. Jazz Armstronga był radością dla świata. Na filmch Charliego Chaplina cała sala kinowa, wszyscy razem śmialiśmy się i płakaliśmy. Zachrypnięty głos i uniesiona trąbka, promienny uśmiech Louisa Armstronga, wlewał w serca słuchaczy tą dziecięcą radość.

Fusion to już tylko hałas i chaos z jęczącą w pustce trąbką MD. Niepokój, samotność oraz lęk. kwintesencja tzw. kontrkultury. Cała anty-sztuka jest tego pełna. A wszystko to w imię egalitaryzmu (alles egal ist).

Otóż jak ów mieszczanin szlachcicem, już 50-60 lat mówimy prozą nic o tym nie wiedząc. Wyjaśnia nam to pan Ross.

 

Jeżeli zabrnęliśmy tak daleko - to już nie możemy wrócić?

Głos krytyczny na temat książki: http://www.dwutygodnik.com/artykul/3226-falszywy-konsonans.html

Edited by Zombywoof

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dostępna jest w Polsce książka "Reszta jest hałasem" Alexa Rossa (2007, PL 2011), który próbuje przybliżyć szerokiej publiczności problemy muzyki XX wieku. W swojej narracji Ross stara się wykazać linearność rozwoju muzyki XX w. oraz wzajemne przenikanie się różnych koncepcji. Jazz jest jedną z nich.

Wynika z tego, że "rewolucja fusion" MD była koniecznością, a nie nie "odkryciem".

 

Książka Rossa jest niestety marna, pełna arbitralnych tez i z mnóstwem błędów merytorycznych. Stanowczo przereklamowana.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wyświetl postUżytkownik Фома dnia 04.03.2018 - 23:52 napisał

Największą ze sztuk uważam improwizacje.

Dobra improwizacja wymaga odpowiedniego przygotowania.

 

W improwizacji cenię sobie świadomość

 

To m.in. daje świadomość muzyczna. To szerokie ujęcie. Wiedza o harmonii co z czego wynika w korelacji z warsztatem i techniką która temu ma służyć.

 

Tak można mówić o przygotowaniu. W innych przypadkach można mówić o szkicu ogólnym co i jak ma przebiegać lub o kompozycji.

 

Chciałbym zwrócić uwagę sz. kolegów na istotny passus Q. Jonesa o Mikołaju Słonimskim (z tych Słonimskich): "Every time I used to see Coltrane he’d have Nicolas Slonimsky’s book.

Everything that Coltrane ever played was in that thesaurus. In fact, right near the front of that book, there’s a 12-tone example - it’s “Giant Steps.” Everyone thinks Coltrane wrote that, he didn’t. It’s Slonimsky. That book started all the jazz guys improvising in 12-tone. Coltrane carried that book around till the pages fell off.".

 

Muzyka sfer niebieskich Coltrane'a tu opisana:

https://roelhollander.eu/en/blog-saxophone/Coltrane-Tone-Circle/

 

znana sprawa mam gdzieś te kwity Nicolas Slonimsky - Thesaurus of Scales and Melodic Patterns.

Jest to m.inn.zbiór syntetycznych skal które Coltrane, Dolphy i inni studiowali z których nic nie wynika jeśli nie ma się świadomości muzycznej silnego własnego języka i nie jest sie dalekim od grania nawykowego. Często u Dolphyego można usłyszeć wpływy tej książki w postaci jego własnych tworów/konstrukcji syntetycznych w improwizacji na stojącym akordzie np. Co do Giant steps to wiekszych głupot nie słyszałem. Jest ono oparte częściowo na kilku progresjach subdominanty dominanty i toniki cześciowo ruchach tercjowych. Improwizacja ogrywa każdy akord z osobna metodą najkrótszej drogi (osobny temat) Oczywiście w związku z tym że syntetyki Slomnimskiego opierają sie na materiale wszystkich 12 tonów zawsze można sobie coś tam dopasować i nadinterpretować. Zastanawiam się czy Q.J w ogóle słuchał dogłębnie Coltranea

 

Co do linku, w muzyce jest mnóstwo ukrytej wewnętrznej logiki. Pat Martino;

https://proxy.duckduckgo.com/iu/?u=http%3A%2F%2Fi46.tinypic.com%2F2nk49di.jpg&f=1

Edited by Фома

Share this post


Link to post
Share on other sites

Książka Rossa jest niestety marna, pełna arbitralnych tez i z mnóstwem błędów merytorycznych. Stanowczo przereklamowana.

Chętnie się zgodzę. Facet jest wpływowym krytykiem we wpływowej gazecie. Może wywyższyć albo pogrążyć.

 

znana sprawa

Liczyłem na kolegę.

Oczywiście, że znana, od lat 50tych. Cymes polega na tym, że wielki macher stwierdza to tak lekko.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeszcze jeden smakowity cytat z https://www.counterpunch.org/2007/02/10/has-jazz-lost-its-african-american-core/ lewicowego "Counterpunch" - Czy jazz stracił swój afro-amerykański rdzeń?

Oddajmy głos Jerzemu Duke'owi: "I’ve always felt that Miles Davis’ blown notes were part of his musical canvas. If he played all the notes spot on, would his music have felt the same–I doubt it!"

Ja to odczytuję jako pośrednią krytykę. Do Ciebie kolego Chicago - Miles nie grał tego co chciał.

 

Wcześniej jest o młodych klawiszowcach - którzy nie grają już bluesa i grają "klasycznie", (o przecież) burdelowym pochodzeniu jazzu, całym tym Europeanism-ie- tzn. europejskich wpływach (kłania się Ross).

 

Dalsza część tekstu (mam nadzieję) spodoba się koledze Фома-ie.

Edited by Zombywoof

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.