Skocz do zawartości
Gość bartosz_55239

The Beatles wybitnym zespołem jest...?

Rekomendowane odpowiedzi



Kiedy włączasz wszystko, cokolwiek?
No cóż, medycyna notuje i takie przypadki.
Moja rada - zaczekaj aż i ty będziesz miał 80 lat, na swoich imieninach sobie włączysz i ...


Sugerujesz, że kiedy w wieku 80 lat będę głuchy, brzmienie stanie się dla mnie współczesne i atrakcyjne? No cóż, jeśli medycyna zna i takie przypadki...;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
20 minut temu, Szyszkownik Kilkujadek napisał:

Sugerujesz, że kiedy w wieku 80 lat będę głuchy

Raczej to, że zapomnisz o tym, że ich nie lubisz. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 17.01.2019 o 14:45, Szyszkownik Kilkujadek napisał:

A kiedy włanczam The Beatles, czuję się jak na imieniach u 80 letniej babci

Chyba masz właśnie syndrom starości. ;-)

W dniu 17.01.2019 o 15:32, Arkadix napisał:

Ja zacząłem słuchać intensywnie muzyki gdy już od 10 lat zespół Beatles nie istniał.

 

W dniu 17.01.2019 o 15:32, Arkadix napisał:

A mnie zespół The Beatles zwyczajnie nudził, a ich sposób śpiewania irytował.

A czego wtedy zacząłeś słuchać? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Posłuchać Beatlów od czasu do czasu można, bo niby dlaczego nie? Ale żeby szaleć na ich punkcie i coś udowadniać? Nigdy nie byłem crazy na punkcie The Beatles i wszystkie płyty jakie miałem na winylu 'poszły' do ludzi jako jedne z pierwszych - i nigdy póżniej za nimi nie tęskniłem. Po przylocie do US zacząłem od nowa kompletować na cd wszystko co miałem w Polsce na winylu, ale do Beatlesów jakoś do dziś nie wróciłem i nie kupiłem ani jednej płyty - po prostu nie tęskniłem za nimi, ale filmy z ich udziałem, albo o nich, to uwielbiam.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Raczej to, że zapomnisz o tym, że ich nie lubisz. :)
Zapewne masz rację! Dlatego włączyłem właśnie Revolver, aby nie zapomnieć ;-)
Pewnie nie dam rady wysłuchać do końca, ale na kilka miesięcy pamiętania powinno wystarczyć ;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
22 minuty temu, Szyszkownik Kilkujadek napisał:

włączyłem właśnie Revolver,

Tylko uważaj! Nie postrzel się ;)

26 minut temu, Szyszkownik Kilkujadek napisał:

Pewnie nie dam rady wysłuchać do końca,

No ale jak to?! Tomorrow Never Knows jest na końcu, tak się nie godzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
No ale jak to?! Tomorrow Never Knows jest na końcu, tak się nie godzi.
Dotrwałem do końca, nawet włączyłem po raz drugi, ale wytrzymałem zaledwie kilka minut i odpuściłem. Może tego po prostu trzeba słuchać od końca? ;-)

Jutro włączę Sierżanta, ale kiedy bierę do ręki album i widzę na liście utworów Lucy in the sky... to już robi mi się niedobrze :-(
Więc ciężko będzie.

Chyba jednak muszę przeczytać tę książkę o zespole. Może wtedy zrozumiem kontekst tej muzyki i pójdzie łatwiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Słucham sobie właśie Rubber Soul.

Znakomita płyta. Nikt mi nie przychodzi do głowy, kto tworzył takie kompozycje w tamtych latach.

No, może Buddy Holly troszkę wcześniej i Skaldowie troszkę później.;)

 

  • Lubię to 1
  • Dziękuję 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z tego okresu kochałem The Who - 'My Generation', 'A Quick One' i 'The Who Sell Out' grane były u mnie bardzo często, oczywiście w połowie lat siedemdziesiątych... na WG 580f i 581f, czyli na drugim moim 'sprzęcie' po Stereo Hicie, czyli przed pierwszym Fonomasterem '-)  Natomiast James Brown już w latach pięćdziesiątych był megabombą, ale to inna historia - The Godfather of Soul. Bez Jamesa Browna, Chucka Berry, Muddy Watersa... byłoby smutno '-)

A The Beatles? Pierwszą piosenkę jaką usłyszałem, to 'Birthday', a znajdowała się ona na pocztówce dżwiękowej razem z 'Black Night' Deep Purple. Nie pamiętam ile miałem lat? Ale było to na pewno zaraz po tym, jak byłem plemnikiem '-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W ówczesnych czasach, będąc dzieckiem Bitelsi zupełnie mnie nie porwali. Owszem, lubiłem kilka ich utworów ( raczej z powodu panującej bitelsomanii) , ale wolałem mocniejsze uderzenie The Rolling Stones. Jedyny utwów The Beatles który słucham z roskoszą do dziś to GENIALNY "While My Guitar Gently Weeps". Gdybym miał wskazać wybitnych w kategorii pop music to Bitlesów by nie było...natomiast ONI (poniżej) na pewno...ale to osobny temat ;)

Najstarsze video jakie znalazłem - 

 

  • Lubię to 1
  • Haha 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To ja akurat mam nieco inaczej. Rolling Stonesów słuchałem od dłuższego czasu, a Beatlesów, zawsze traktowałem jako tych grzecznych chłopców grających rock'and'rolla. Ot taki boysband z lat 60-tych. Pewnie dlatego, że na taki ich obraz najczęściej trafiałem jak miałem lat naście (lata 90-te). Kilka lat temu trafiłem na jakąś playlistę, gdzie była chyba cała ich dyskografia, nie pamiętam już, czy był to YT, czy coś innego, ale kilka dni później zamówiłem w lokalnym sklepie boxa "In Stereo", z całą ich dyskografią. Obecnie wracam co kilka tygodni, do wybranych płyt, a co kilka miesięcy, potrafię w weekend łyknąć całość. Myślę, że jak natrafię na okazję, to zaopatrzę się jeszcze w boxa "In Mono".

  • Lubię to 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

65 - początek " stadionowego" rocka w stanach - to oni.

Wkrótce zaprzestali występów na żywo,  chyba że na dachu u siebie.

Ale histeria fanatyczek trwała (nie kojarzę czy Presley był aż tak wielbiony).

Nic dziwnego, że Lennon stwierdził że są popularniejsi od Jezusa.

  • Lubię to 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Panowie- można inaczej. Ja wczoraj słuchałem The Beatles z "nowocześnie" brzmiącej płyty LOVE z magnetofonu kasetowego. Z jednej strony brzmienie w 100% współczesne, z drugiej dla równowagi kaseciak w roli źródła. Oczywiście jakość perfekcyjna, nagranie wprost z czarnej płyty. 

Wrażenia- kiedy znika ten małpi skowyt, bo inaczej nie można określić brzmienia oryginalnych płyt Beatlesów z lat 60tych (to opinia żyjących członków zespołu o ich płytach z pierwszych wydań), to można w końcu wsłuchać się w muzykę. Pamiętajmy że beatlesi w latach 60tych to byli normalni ludzie a nie jakies małpy i w studio brzmieli normalnie jak każdy artysta dzisiaj. Jeśli ktoś wiesza psy na ich muzyce to zaręczam że to wina tych koszmarnych oryginalnych wydań. Proszę posłuchać kolejno nowego Claptona, Beatlesów, potem Pink Floyd i Soundgarden czy Susan Wong. Dokładnie w takiej kolejności wczoraj słuchałem i żadnego mezaliansu ze strony Beatlesów nie było. Oczywiście cały czas piszę o płycie LOVE.

Oczywiście można inaczej, np. stara małpia płyta Beatlesów, potem Burdon, czy Stonesi itp. 

Ja wolę to oryginalne brzmienie Beatlesów ze studia nagraniowego czyli z nowych płyt i tyle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja uważam inaczej.Myślę,ze przykładasz zbyt duże znaczenie do tzw. jakości brzmienia ( tak jak wielu forumowiczów).

Dla oceny wartości muzyki ten parametr nie ma znaczenia.Dla jasności,lubię słuchać muzyki na dobrym nośniku i sprzęcie.Lubię dobre brzmienie.Ale w kwestii oceny muzyki jakość brzmienia nie ma dla mnie znaczenia.

A co do oceny muzyki Beatlesów to sam fakt,że tyle lat po jej powstaniu nadal o niej dyskutujemy najlepiej świadczy,że ma ona charakter ponadczasowy.Że przetrwała i pozostanie z nami nadal.

  • Lubię to 6

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sPrzepraszam ale muszę odpowiedzieć, bo zaszło nieporozumienie. Żyjącym Beatlesom nie chodziło o jakość dźwięku kiedy porównywali swoje stare oryginalne płyty do małp. Po prostu w pamięci ludzi pozostały takie zniekształcone "małpie" głosy wokalistów z tamtych lat, podobnie zresztą do brzmienia instrumentów. specjalnie wydali płytę LOVE żeby wszyscy ludzie na całym świecie usłyszeli jak w latach 60tych zespół The Beatles naprawdę brzmiał w studio i tyle. Jeśli nie słuchałeś tej płyty to polecam, każdy powinien ja mieć czy to na winylu czy na DVDAudio, nie wiem czy w SACD jest jeszcze dostępna ale przynajmniej na CD.

Podsumowując- nieważne na jakim sprzęcie tej płyty słuchasz, tanim czy drogim, ale słuchając kolejno różnych płyt z dzisiejszych czasów i wplatając między nimi LOVE nie doznajesz dyskomfortu i tyle.

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, Audroc napisał:

specjalnie wydali płytę LOVE żeby wszyscy ludzie na całym świecie usłyszeli jak w latach 60tych zespół The Beatles naprawdę brzmiał w studio i tyle. Jeśli nie słuchałeś tej płyty to polecam, każdy powinien ja mieć

Love - to zabawka, ciekawostka wykrzywiająca kompozycje, mieszająca ich fragmenty - może i spełniła w sposób "atrakcyjny" swoja misję, przypomnienia młodym, jaki to fajny zespół był. Że w ogóle był.

Chcesz poznać jak ten zespół NAPRAWDĘ brzmiał w latach 60.?

Posłuchaj nagrań z boxu MONO  (pierwsze wyd. 2009) lub co znacznie trudniejsze pierwszych wydań z epoki, wydań MONO! Nie stereo!

Oni w swoim czasie nagrywali w ustawieniach studyjnych pod MONO!

Tylko te "take'i" odsłuchiwali i aprobowali do wydania na płyty.

Późniejszymi, spowodowanymi modą na "stereo" i coraz większą przystępnością cenową  sprzętu stereo dla młodych, przeróbkami na siłę do stereo (wokale L, reszta instrumentów P) zupełnie się nie interesowali. Ani tym jak to brzmi a ni tym KTÓRE take'i użyto do zgrywek do stereo (często były one zupełnie inne od pierwotnie wydanych - aranże, instrumentalne sola, inne podejścia wokali,  włącznie z różnymi długościami nagrań).

Oryginalne nagrania z myślą o normalnym wydaniu w prawdziwym stereo, zaczęły dopiero od Abbey Road!

Nowoczesna kreacja i sample komputerowe na Love - nie mają z tym nic wspólnego.

  • Lubię to 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 9.02.2019 o 08:48, iro III napisał:

Love - to zabawka, ciekawostka wykrzywiająca kompozycje, mieszająca ich fragmenty - może i spełniła w sposób "atrakcyjny" swoja misję, przypomnienia młodym, jaki to fajny zespół był. Że w ogóle był.

Chcesz poznać jak ten zespół NAPRAWDĘ brzmiał w latach 60.?

Posłuchaj nagrań z boxu MONO  (pierwsze wyd. 2009) lub co znacznie trudniejsze pierwszych wydań z epoki, wydań MONO! Nie stereo!

Oni w swoim czasie nagrywali w ustawieniach studyjnych pod MONO!

Tylko te "take'i" odsłuchiwali i aprobowali do wydania na płyty.

Późniejszymi, spowodowanymi modą na "stereo" i coraz większą przystępnością cenową  sprzętu stereo dla młodych, przeróbkami na siłę do stereo (wokale L, reszta instrumentów P) zupełnie się nie interesowali. Ani tym jak to brzmi a ni tym KTÓRE take'i użyto do zgrywek do stereo (często były one zupełnie inne od pierwotnie wydanych - aranże, instrumentalne sola, inne podejścia wokali,  włącznie z różnymi długościami nagrań).

Oryginalne nagrania z myślą o normalnym wydaniu w prawdziwym stereo, zaczęły dopiero od Abbey Road!

Nowoczesna kreacja i sample komputerowe na Love - nie mają z tym nic wspólnego.

Sory ale Beatlesi nigdy w zyciu nie nagrywali niczego w studio nagraniowym w momo !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Muzycvy stali w studio i n grali sami w sobie w stereo czy raczej w 11.1 czy 29. 15 czy jeszcze więcej, może inaczej naghrywali  na taśmie analogowej czyli w jakości odpowiadającej obecnie cyfrowemu odpowiednikowi czyli 32/768 najmniej.

 

W dniu 9.02.2019 o 08:48, iro III napisał:

Love - to zabawka, ciekawostka wykrzywiająca kompozycje, mieszająca ich fragmenty - może i spełniła w sposób "atrakcyjny" swoja misję, przypomnienia młodym, jaki to fajny zespół był. Że w ogóle był.

Chcesz poznać jak ten zespół NAPRAWDĘ brzmiał w latach 60.?

Posłuchaj nagrań z boxu MONO  (pierwsze wyd. 2009) lub co znacznie trudniejsze pierwszych wydań z epoki, wydań MONO! Nie stereo!

Oni w swoim czasie nagrywali w ustawieniach studyjnych pod MONO!

Tylko te "take'i" odsłuchiwali i aprobowali do wydania na płyty.

Późniejszymi, spowodowanymi modą na "stereo" i coraz większą przystępnością cenową  sprzętu stereo dla młodych, przeróbkami na siłę do stereo (wokale L, reszta instrumentów P) zupełnie się nie interesowali. Ani tym jak to brzmi a ni tym KTÓRE take'i użyto do zgrywek do stereo (często były one zupełnie inne od pierwotnie wydanych - aranże, instrumentalne sola, inne podejścia wokali,  włącznie z różnymi długościami nagrań).

Oryginalne nagrania z myślą o normalnym wydaniu w prawdziwym stereo, zaczęły dopiero od Abbey Road!

Nowoczesna kreacja i sample komputerowe na Love - nie mają z tym nic wspólnego.

Pamiętaj że stare tzw. pierwsze wydania The Beatles to badziewie nie mające nic wspólnego z prawdzxiwym brzmieniem zespołu w studio. dopiero teraz jak powiedxział McCartney możemy poznać jego głos z oryginalnych płyt dzięki "LOVE". Stare oryginalne płyty należałoby spalic i tyle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Audroc napisał:

Sory ale Beatlesi nigdy w zyciu nie nagrywali niczego w studio nagraniowym w momo !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Muzycvy stali w studio i n grali sami w sobie w stereo czy raczej w 11.1 czy 29. 15 czy jeszcze więcej, może inaczej naghrywali  na taśmie analogowej czyli w jakości odpowiadającej obecnie cyfrowemu odpowiednikowi czyli 32/768 najmniej.

 

co to za bełkot jest???

 

3 godziny temu, Audroc napisał:

Pamiętaj że stare tzw. pierwsze wydania The Beatles to badziewie nie mające nic wspólnego z prawdzxiwym brzmieniem zespołu w studio. dopiero teraz jak powiedxział McCartney możemy poznać jego głos z oryginalnych płyt dzięki "LOVE"

Jeszcze raz - pierwsze wydania na winylach były nagrywane i wydane wyłącznie mono.

"dopiero teraz" dzięki Love? TERAZ? Love była "udłubana" i wydana w 2006 r. W tym roku minie już 13 lat. od tego dziwoląga. 

Masz trochę nieświeże info.

Teraz, to dopiero w 2018, powstały na remiksy Sierżanta i Białego Albumu w wersji stereo - po raz pierwszy w stereo, którego można z przyjemnością słuchać.

Dotychczasowe wydaniastereo z lat 80/90. były słabe.

(Pomijam zupełnie pierwsze wyd.  na winylu w sztucznym stereo - wokal P, instrumenty L)

Nagrania remasterowane z boxu STEREO z roku 2009 też brzmią źle, skażone loudness war.

 

...

 

 

Możesz podać źródło tych swoich informacji o nienagrywaniu w ogóle w mono???

Przeczytaj sobie obszerną książeczkę dołączona do boxu MONO wydanego W 2009r.

Tam jest wszystko - kiedy i jak nagrywano, jakie miksy wykorzystano na oficjalnych płytach w Anglii  i w jakim systemie je wydawano - od pierwszej do Białego włącznie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Panowie czy tak trudno zrozumieć kilka zdań, tym bardziej że tylko cytowałem, czy raczej przytaczałem słowa żyjących członków The Beatles na temat pierwszych wydań ich płyt na których brzmieli jak małpy ?

Panowie z The Beatles nie nagrywali nigdy w żadnym mono ani kwadro ani w niczym. Oni po prostu jak stali tak grali i śpiewali w studio w takiej jakości jak obecnie, głosy ludzkie od tysięcy lat się nie zmieniły. Wszyscy znamy przecież ostatnia płytę Black Sabbath 13 nagraną na sprzęcie z końca lat 60-tych, dokładnie tym, na którym kapela nagrała pierwszą swoją płytę. Dzięki temu brzmi tak wspaniale, na współczesnym sprzęcie nie dałoby się tak doskonale nagrać, czy raczej zabrzmieć, wliczając w to gitary itd.

Problemem przez lata było przeniesienie tego wspaniałego brzmienia The Beatles ze studia bagraniowego, przecież najlepszego (oficjalnie) na świecie na płyty. Jednak dzięki firmie Apple i zyjącym muzykom udało się uzyskać brzmienie na płycie, takie jak było w studio w epoce. Oczywiście posiadam tęę płytę we wszystkich możliwych wersjach zarówno na DVDAudio, CD jak i 2LP Appla.

Mam nadzieję że teraz się rozumiemy,

PS- nie mam nic do tych starych wydań zarówno mono jak i stereo, ale jak powiedział McCartney nie maja one nic wspólnego z tym jak The Beatles brzmieli naprawdę w studio. Jeśli ktoś ma do takich kiepskich nagrań sentyment to ok, ja wolę Beatlesów brzmiących jak współczesna kapela, bo piosenki są naprawdę fajne. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
41 minut temu, Audroc napisał:

Wszyscy znamy przecież ostatnia płytę Black Sabbath 13 nagraną na sprzęcie z końca lat 60-tych, dokładnie tym, na którym kapela nagrała pierwszą swoją płytę. Dzięki temu brzmi tak wspaniale

Ostatnia płyta brzmi zupełnie inaczej niż pierwsza, chociaż obydwie brzmią bardzo dobrze.
 

43 minuty temu, Audroc napisał:

na współczesnym sprzęcie nie dałoby się tak doskonale nagrać, czy raczej zabrzmieć

Dałoby się nawet lepiej...to tylko kwestia odpowiedniego podejścia inżyniera dźwięku.

 

  • Lubię to 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dwa pytania:

1. znasz w całości jakąś katalogową płytę oprócz składanek, i tej wydmuszki dla gimbazy "Love"?

2. słyszałeś choć jeden fragment z Boxu MONO? (polecam dosłownie kilka sekund, na początek pierwszy akord z utworu "Hard Days Night")

Sorrrrrrrry, ale walisz takie babole, że już wymiękłem, "wygrałeś". Poddaję się!

P.S. czy zna ktoś jakiś dobry preparat...do wyczyszczenia mocno za...brudzonej szachownicy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co się dzieje z tym forum, kiedyś chyba tak nie było. Byle powiedzieć coś nie po myśli kogoś innego, a z miejsca złośliwości żeby mocniej tego nie nazwać. Jak można nie znając kogoś wyrażać o nim zdanie. Chłopie skąd wiesz ile mam jakich płyt i co daje Ci prawo na publicznym forum do osądzania kogoś innego ?

jeśli masz choć w połowie takie pojęcie o Beatlesach jak ja to wypowiedz się, napisz jakie głosy Ci się podobają itp.

Płyty Beatlesów mam wszystkie i to zarówno na winylach, jak i na CD. Oczywiście mam również te na HDCD i wspomniane DVDAudio. Do tego mam to wszystko na plikach, oczywiście również gęstych.

Pisałem wielokrotnie że moja wypowiedź to cytat ze słów McCartneya, swego czasu głośno było o tym w necie i w naszej kochanej Trójeczce- rozumiem że znasz temat, chyba że zostałeś z tyłu razem ze swoimi "pierwszymi" wydaniami i to pewnie w mono. Dla mnie top profanacja muzyki. Jestem zdania, podobnie jak McCartnej że w latach 60 czy 70-tych muzycy grali i spiewali z identyczną jakością jak dzisiaj, tylko płlyty były ułomne. Jeśli dzisiaj pojawia się możliwość poznania NATURALNEGO głosu gwiazd z tamtych lat to co w tym złego ?

Jeśli chodzi o płytę LOVE to dostała ona 2 nagrody Grammy a to coś znaczy.

 

THE BEATLES.docx

  • Lubię to 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Coś mi się wczoraj nie udało wkleić, może zmieści się cały cytat:

"Najpierw wersja CD. Dźwięk jest niesamowicie czysty i nasycony. Porównując „Love” z płytami wydanymi przez Japończyków, a te są najlepszymi cyfrowymi wydaniami Beatlesów, jakie znam, słychać, jak dobrą robotę wykonali panowie Martin. Klasyczne płyty (chodzi o płyty w wydaniu japońskim Toshiba-EMI) mają więcej powietrza wokół głosów i instrumentów, ale też cieńszy, mniej treściwy dźwięk. Bez dwóch zdań. Dźwięk jest na nich dalej, co zwykle pomagało precyzji, jednak porównując je z „Love”, nie raz i nie dwa nasuwała mi się myśl, że to nie jest uniwersalny przepis na wysoką rozdzielczość i naturalność. Takich Beatlesów jak z „Love” jeszcze chyba nie słyszeliśmy. Stopa z „Get Back” uderza mocno dynamicznie, nie przypominając stukania w karton. Wyższą średnicę miłościwie złagodzono, dzięki czemu dość blisko postawione głosy nie są nachalne. Co jakiś czas, jak w „Glass Onion” słychać wiek nagrania; głównie za sprawą kompresji wokalu. Wydaje mi się, że to nie efekt remasteringu (czyli nie błąd), jednak dobitniejsza prezentacja demonstruje, że nagranie do perfekcyjnych nie należy. Z kolei takich smyczków w „Eleanor Rigby” jeszcze nie słyszałem – szczególnie duże wrażenie robiła wiolonczela, z mocnym, nasyconym środkiem. Wokale na całej płycie są ciepłe i pełne, co może w pierwszej chwili po oryginalnych nagraniach dezorientować. Brzmią jednak znakomicie. Jedynie w „Help!” wydaje się, że ocieplono je ciut za mocno. Daje to bliski i pełny dźwięk, nie tak klarowny jak w oryginale, ale chyba bardziej naturalny.
Wersja DVD-Audio jest fenomenalna. Wprawdzie płyta CD grana na odtwarzaczu Lektor Prime była znacznie lepsza niż DVD-A grana na odtwarzaczu Arcam FMJ DV29 (słucham właśnie jego następcy DV139, ale na konkrety jeszcze za wcześnie), jednak to ponad trzykrotna różnica w cenie i nośnik nie jest jej w stanie zniwelować. Kiedy jednak porównujemy CD grane na Meridianie G08 i Arcamie, to kto wie, czy nie bardziej podoba się „gęsta” wersja. To znaczy mnie się podoba, bo jest mniej agresywna i ma lepiej artykułowane smaczki, ale piszę tak, żeby nie stworzyć wrażenia, że kogoś tyranizuję … Dźwięk na CD jest bliższy i nie ma takiego oddechu jak DVD. ".
Mam nadzieję że to rozwieje wszelkie wątpliwości i nie będzie więcej amatorskich i bez wątpienia złośliwych wpisów. wszak nie przystoi to wielbicielom najwiekszej kapeli świata.

PS- rozumiem że wszyscy znają ten tekst i nie muszę podawać źródła......

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.