Jump to content
flood2

REMASTERY - wznowienia, uwagi, porównania.

Recommended Posts

A najważniejsze to wierzyć własnemu słuchowi, a nie sugerować się cyferkami.

 

soundchaser - ale Ty wiesz, że The Doors z lat 1987-1989, szczególnie robione w USA grają cudownie, a te z 1999 są wyprzedawane za grosze jako nieudane. Prawda?

 

Przydałby się głos Kolegi Chicago, może coś ma, albo wie.

 

Ja mam wersje Club Edition z USA, a kupiłem je na początku lat 90, w wielkim salonie, jak na tamte lata, Digital w Warszawie, koło stacji PKP Powiśle, przy Al. Jerozolimskich..

Edited by Krajcar

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja mam wersje Club Edition z USA, a kupiłem je na początku lat 90, w wielkim salonie, jak na tamte lata, Digital w Warszawie, koło stacji PKP Powiśle, przy Al. Jerozolimskich..

 

a wcześniej to była legalna piracka przegrywania płyt CD :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zdecydowanie masz rację. Na przykładzie Abacab...

http://dr.loudness-war.info/album/list?artist=genesis&album=abacab

Według tego testu Vertigo jest najlepsze, a tego się po prostu nie da słuchać! Kiedy zdobyłem Charisma (Nimbus) z 1984 roku, oniemiałem. To jedna z najlepiej brzmiących płyt CD jakie mam. To samo dotyczy "Duke", to samo self "Genesis". Angielskie Charisma miażdżą Vertigo.

A czym się różni opis na tym Vertigo od Charismy w kwestii personelu produkcyjnego? Abacab realizował Hugh Padgham. Charisma została przejęta przez Virgin w 1983 i zlikwidowana w 1986, stąd późniejsze wydania są sygnowane przez inne wydawnictwa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A czym się różni opis na tym Vertigo od Charismy w kwestii personelu produkcyjnego?

Nie rozumiem tego pytania.

Najlepszą metodą jest zakup kilku wersji i bezpośrednio ich porównania.

https://allegro.pl/genesis-abacab-cd-stan-db-i7675001838.html

https://allegro.pl/cd-genesis-abacab-i7502792860.html

Rozumiem, że dla laika to jest trudne do ogarnięcia, ale wierzcie mi, po pół minucie słuchania można zauważyć znaczące różnice.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No to może ja odpowiem. Jak przypuszczam obie te płyty niczym się nie różnią - obie zawierają oryginalny miks Padghama. Co najwyżej dokonano drobnych edycji dotyczących np. przerw pomiędzy utworami.

Share this post


Link to post
Share on other sites

soundchaser - ale Ty wiesz, że The Doors z lat 1987-1989, szczególnie robione w USA grają cudownie, a te z 1999 są wyprzedawane za grosze jako nieudane. Prawda?

 

To zależy co kto lubi.

Jeśli jesteś zwolennikiem edycji nieremasterowanych, to zgoda. Ja lubię remastery dobrze zrobione.

Dla mnie osobiście edycja Doorsów HDCD brzmi bardzo przestrzennie i bardziej wyraziście. Tak samo jak DCC Gold.

Co nie znaczy, że pierwsze tłoczenia brzmią źle...wręcz przeciwnie. Cenię również pod względem dźwięku wiele płyt 1st. press...nie wszystkie remastery są lepsze, jak przecież wszyscy wiemy.

To jest tak jak napisał Kolega Jędrek - niektórzy po prostu nie lubią "grzebania" w oryginalnym dźwięku, nawet jeśli to przynosi korzystny efekt.

Po prostu remaster kojarzy im się ze sztucznym "podkręceniem", czy nawet z przesterem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozumiem, że dla laika to jest trudne do ogarnięcia, ale wierzcie mi, po pół minucie słuchania można zauważyć znaczące różnice

 

Wersja nowsza jest u mnie mniej przestrzenna albo minimalnie ciszej i mam takie wrażenie...starsza więcej powietrza, przestrzeni, głębia sceny większa...

Share this post


Link to post
Share on other sites

niektórzy po prostu nie lubią "grzebania" w oryginalnym dźwięku

To by musieli pójść do studia i puścić sobie master tape w tym samym pomieszczeniu i na tym samym sprzęcie na którym była monitorowana realizacja. Wielu wykonawców się bardzo zdziwiło jak sobie odtworzyli własną płytę jak bardzo się różni od tego co usłyszeli jak im prezentowano zrealizowany materiał w studiu. Temat wielokrotnie przewijający się w wywiadach.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

starsza więcej powietrza, przestrzeni, głębia sceny większa...

 

mam wrażenie, że to jest największy atut prawie wszystkich pierwszych wydań. czuje się ten luzik w przestrzeni ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

 

mam wrażenie, że to jest największy atut prawie wszystkich pierwszych wydań. czuje się ten luzik w przestrzeni ;)

 

Nie koniecznie...sytuacja odwrotna też się zdarza...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Według tego testu Vertigo jest najlepsze, a tego się po prostu nie da słuchać! Kiedy zdobyłem Charisma (Nimbus) z 1984 roku, oniemiałem.

Ten "Abacab" tłoczony jest przez SWINDON, nie Nimbus, pomyliłem się.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ten "Abacab" tłoczony jest przez SWINDON, nie Nimbus, pomyliłem się.

Swindon było tłocznią EMI. Generalnie tłoczni było o wiele mniej niż wytwórni.

Share this post


Link to post
Share on other sites

en "Abacab" tłoczony jest przez SWINDON, nie Nimbus, pomyliłem się.

 

I ta wersja brzmi Twoim zdaniem lepiej niż tłoczenie Nimbus, które uchodzi za najlepsze ze wszystkich wczesnych tłoczeń

jeśli chodzi w ogóle o wszystkie płyty Genesis aż do chyba 1983 roku?

Osobiście uważam, że SACD brzmi lepiej, nie wspominając o winylu z epoki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ten sam master był tłoczony w różnych miejscach zwłaszcza że dystrybucją w różnych częściach świata zajmowały się różne firmy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

I ta wersja brzmi Twoim zdaniem lepiej niż tłoczenie Nimbus, które uchodzi za najlepsze ze wszystkich wczesnych tłoczeń

jeśli chodzi w ogóle o wszystkie płyty Genesis aż do chyba 1983 roku?

Osobiście uważam, że SACD brzmi lepiej, nie wspominając o winylu z epoki.

Nie znalazłem nigdzie "Abacab" Nimbusa. Tak, ten Swindon jest dla mnie najlepszy. Natomiast wszystkie inne Mastered By Nimbus wymiatają. Nawet Sonopress w przypadku Genesis w większości tłoczeń wypada gorzej. Porównajcie sobie "Abacab" i self "Genesis" Vertigo z tłoczeniami U.K. Zdziwicie się ciężko, jak ogromna różnica może być na tym samym materiale, wydanym w tym samym roku.

Przekonałem się też, że nie ma reguł co do tłoczni, taka, czy siaka, U.K., Germany, Austria, Japan. Najważniejszy jest mastering i dobrze wykonana cała praca. Np. najlepsze i najgorsze wydania King Crimson wytłoczone są przez Nimbusa jednym ciągiem. Jest tylko jeden drobniutki szczególik na blaszce, różniący fakowe Definitive Edition. Kto z forumowiczów wie, jaki? A dlaczego to takie ważne? Bo spieprzone przez Frippa i Arnolda Definitive bywało też pakowane bez nadruku na wkładce Definitive Edition.

 

A z kolei w tych samych latach, co Genesis, wydawane przez Vertigo Dire Straits brzmią niebiańsko dobrze.

 

Osobiście uważam, że SACD brzmi lepiej, nie wspominając o winylu z epoki.

Nie zaprzeczam. Nie mam playera SACD. Z vinylami rozstałem się 20 lat temu. Może i to był błąd, ale nie umiałem sobie poradzić z konfiguracją moich gramofonów. Edited by jędrek

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nigdy nie slyszalem remastera, który gra lepiej od pierwszego wydania. Jakiś pic na wodę.

 

Pójdę w temacie dalej. Nigdy nie słyszałem w ogóle żadnego dobrego remastera, podobnie jak żadnego dobrego hi-resa, a troszkę tego przerzuciłem. Jest to tak odczuwalne, że zaczynam myśleć, czy to nie jest tak, że na oba powyższe "wynalazki" trzeba mieć albo ucho nietoperza ( co trochę zaprzeczałoby sensowi takich wydań IMO ), albo dużą podatność na autosugestię, że to faktycznie gra lepiej. Każdy sam zakreśli odpowiedź, jaką uzna za stosowną ;-)

Edited by SynSama
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nigdy nie słyszałem w ogóle żadnego dobrego remastera, podobnie jak żadnego dobrego hi-resa, a troszkę tego przerzuciłem.

 

Żałuj. A może nie...niech Ci grają najlepiej pierwsze tłoczenia. Nic nie musisz porównywać...zazdroszczę. ;-)

 

A tak poważnie - serio nie słyszysz różnic?

Nie trzeba mieć ucha nietoperza, ani sugerować się...po prostu wystarczy dobry sprzęt, słuch i przede wszystkim odpowiednią akustykę.

 

Sam zakreśl to, czego nie posiadasz. ;-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wejście techniki cyfrowej do audio na początku lat 80-tych charakteryzowało się pewnym zachłyśnięciem. Trudno się dziwić, bo nagle zniknęły problemy związane ze degradacją nośników i zużywaniem się sprzętu. Wycierające i rozkalibrowujące się głowice, przesłuchy, samokopiowanie, kołysanie dźwięku lub zmiana prędkości przesuwu taśmy, tępiące się igły, przesuwanie do początku sąsiedniego utworu "na oko" - wszystkie te upierdliwości zniknęły w jednej chwili. Owszem, zauważano pewne niedoskonałości w brzmieniu CD, ale były one bagatelizowane. Zanim rozpoznano problemy, poradzono sobie z likwidacją artefaktów i wykorzystano wszystkie możliwości tkwiące w nowej technice, minęło kilkanaście lat. Większość realizacji i transferów na cyfrę z tego okresu można rozbić o kant d.... Nie znaczy to rzecz jasna że potem wszystko było automatycznie lepiej. Trendy prowadzące do nadmiernego zagęszczania brzmienia czy zwyczajne niechlujstwo pokutują do dzisiaj, ale z drugiej strony powszechna dostępność technologii pozwala na osiąganie najwyższego poziomu w produkcjach całkiem niskobudżetowych i niszowych. Tak czy inaczej, twierdzenie że mastering jest be to kolejny przejaw audiofilskiego dogmatyzmu, popartego zwykle nieznajomością techniki.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie trzeba mieć ucha nietoperza, ani sugerować się...po prostu wystarczy dobry sprzęt, słuch i przede wszystkim odpowiednią akustykę.

 

Sam zakreśl to, czego nie posiadasz. ;-)

 

Na bank dobrej akustyki - chociaż w złej równie źle powinny grać chyba i remastery i klasyki ? ;-)

Dobry sprzęt ? Hmm...No to jest względne. Mam coś lepszego od radyjka Stokrotka, ale na pewno słabszego od Dagostino :-))))))))))). Może i tu tkwić problem :-))))

Słuch ? Chyba nie najgorszy.

No i na bank nie mam skłonności do autosugestii, bo o tym zapomniałeś ;-).

Share this post


Link to post
Share on other sites

chociaż w złej równie źle powinny grać chyba i remastery i klasyki ?

Nie powinny. To są trochę bardziej skomplikowane zagadnienia i prosta arytmetyka jest niewystarczająca.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie powinny. To są trochę bardziej skomplikowane zagadnienia i prosta arytmetyka jest niewystarczająca.

 

Ale przepraszam, jak to "skomplikowane" ? Biorę płytę, włączam i mam słyszeć lepiej. Czy nie taki jest zamysł remasterowania płyt ? Już nie róbmy z tego zagadnienia na poziomie budowy reaktora atomowego, bo takie komplikowanie na siłę prostych w założeniu rzeczy trąca kabaretem....

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale przepraszam, jak to "skomplikowane" ? Biorę płytę, włączam i mam słyszeć lepiej. Czy nie taki jest zamysł remasterowania płyt ? Już nie róbmy z tego zagadnienia na poziomie budowy reaktora atomowego, bo takie komplikowanie na siłę prostych w założeniu rzeczy trąca kabaretem....

Tak, tak. A koń jaki jest - każdy widzi ;-). Po co w ogóle piszesz w tym wątku jak nie masz nic do powiedzenia?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nigdy nie słyszałem w ogóle żadnego dobrego remastera, podobnie jak żadnego dobrego hi-resa,

 

W takim razie ciesz się, wszystko jest jeszcze przed tobą

Share this post


Link to post
Share on other sites

Panowie, a kto z Was jest pewny neutralności swojego systemu by oceniać realizacje?

To co zagra bez dołu u jednego, u innego już ściany przestawia, to samo z górą, średnicą...

Edited by ziko369
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Panowie, a kto z Was jest pewny neutralności swojego systemu by oceniać realizacje?

To co zagra bez dołu u jednego, u innego już ściany przestawia, to samo z górą, średnicą...

 

...no dobrze, to na ilu systemach trzeba dokonać porównania dwóch wydań, żeby móc stwierdzić, że dany remaster jest lepszy lub gorszy?

 

Jeżeli na 5 różnych systemach będzie to samo, to będzie to już dowodem, czy jeszcze nie? :)

 

A jeżeli w tym wątku 5 osób potwierdza spostrzeżenia na temat konkretnego remastera i żadna z osób nie neguje, to czy to jest jakiś dowód, czy trzeba mieć 100 potwierdzeń? :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Tak, tak. A koń jaki jest - każdy widzi ;-). Po co w ogóle piszesz w tym wątku jak nie masz nic do powiedzenia

 

Może właśnie dlatego, że mam prawo wyrazić swoje zdanie? W temacie wątku jest wyraźnie napisane...uwagi. To są właśnie moje uwagi....

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może złej muzyki słuchają, albo nie wiedzą co to dobry remaster? Proponuję słuchać remasterowanych płyt jazzowych i klasycznych - mniej więcej akustycznych składów, choć elektryczne też się sprawdzają, choćby dla przykładu 'Bitches Brew' z SME Records w remasterze DSD. A z innych płyt? O ludzie - jest tego setki. Pierwszy przykład i to dobry przykład, bo można porównać dwa remastery - dobre remastery w formacie Super 20bit i w formacie studyjnym 24bit/96kHz - obydwie płyty z Impulse w wersji amerykańskiej i japońskiej, obydwie to Keith Jarrett i rewelacyjny koncert z 1973 z VV. - płyta 'Fort Yawuh'.

 

https://www.discogs.com/Keith-Jarrett-Fort-Yawuh/release/6843704

 

https://www.discogs.com/Keith-Jarrett-The-Impulse-Years-1973-1974/release/3936423

 

R-6843704-1427805529-6337.jpeg.jpgR-3936423-1435123909-5835.jpeg.jpgR-4354555-1362627488-6494.jpeg.jpg

 

... i nie chodzi o to, co jest lepsze, a co gorsze czy też co subiektywnie lepiej brzmi, ale chodzi o to, jake są obiektywne różnice słyszalne gołym uchem bez zastanawiania się - a są bardzo duże. Format 24/96kHz z japończyka oferuje wgląd w nagranie - cały dżwięk jest czytelniejszy, obszerniejszy i up-front. Bas CH też jest niżej schodzący. Ma się wrażennie obcowania z nagraniem, jakby mikrofony były zainstalowane bezpośrednio na i w instrumentach. Może robić wrażenie, szczególnie w kontekście analizy technicznej nagrania. Natomiast z amerykańskiego Impulse Super 20bit remaster, dżwięk jest bardziej cofnięty, laid-back, z mniej intensywnym i ofensywnym basem i tak jakby bardziej gramofonowym, mniej otwartym dżwiękiem - zaraz po przejściu z japońksiego remastera 24bit/96kHz do amerykańskiej wersji ma się wrażenie, że amerykanin brzmi wręcz płasko, ale to jest złudzenie. Za chwilę ucho się adaptuje i jest równie bardzo dobrze - złapałem się, słuchając japońskiego remastera, że wsłuchuję się głównie w audiofilskie brzmienie albo basu, albo piana, albo saksu, albo pekusji - mniej do mnie docierała 'treść' i 'muzykalność' tego nagrania, cokolwiek to oznacza. Natomiast przy wersji amerykańskiej dałem się ponieść muzyce i słuchałem tylko jej - nic mnie nie dekoncentrowało. Obie wersje bardzo dobre, a to, która dla kogoś będzie lepsza, to już indywidualna sprawa. Gdybym cofnął się kilkanaście lat, to zapewne bardziej podobałaby mi się wersja japońska 24bit/96kHz, ale obecnie, to nie jest takie oczywiste.

  • Like 1

Parker's Mood

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.