Skocz do zawartości
Meloman

czym jest audiofilizm

Rekomendowane odpowiedzi

Jako wstępniak, wrócę do mojego skasowanego wątku (zlewam to dlaczego) "czy słuchawki są złe?".
Jako konkluzję przytoczę tylko proste porównanie - słuchawki są jak referencyjny telewizor OLED. Niby wzorcowa jakość obrazu - ale jakoś do prawdziwego kina to te pudełko nie specjalnie się nadaje.

Wrócmy jednak do wątku podstawowego i bardzo proszę o jego przeczytanie od deski do deski. Proszę nie traktować tego jako trollowania, ale próbę oceny świata audio, oczywiście z mojego punktu widzenia.
Czym jest aduiofilizm? Pasją czy chorobą? Myślę (pewnie wbijając w mrowisko) że jakiś sposób jednym i drugim.
Przed rozpoczęciem tego wątku poświęciłem czas i przejrzałem większość wątków z tego forum. Nasuwa się obraz smutnego świata polskiego high-end. Większość postów to opinie subiektywne, dla mnie bez znaczenia ( oczym szerzej za chwilę). Ciekawych odpowiedzi, jak na lekarstwo.
Świat audio śledzę od prawie 25 lat i nie ukrywam, że kultura wypowiedzi na zachodnich forach to zupełnie inna liga. Tam okazuje się większy szacunek drugiemu, a także samemu sprzętowi. U nas na porządku dziennym są skrajne, często obraźliwie porównania - typu "gra jak gówno".
Lubimy być przesadnie dosadni. Kultury u nas za grosz.

Człowiek oczywiście jest istotą niedoskonałą. Czasami próżną, snobistyczną. Sam tak mam (w końcu nikt nie jest niedoskonały, prawda?). Audiofilizm po części spełnia nasze zachcianki. Nie przecę, że za jakość nie trzeba płacić, ale jak już kiedyś pisałem. Do wszystkiego trzeba mieć dystans.
To dotyczy innych hobby, jak bieganie, rower, astronomia itp. Tak - życie, to nie tylko świat audio.
Ile powinien kosztować sprzęt high-end? Tyle, ile ktoś jest w stanie za niego zapłacić. Przy czym z racji niszowego rynku, ceny takiego sprzętu bliżej przypominają ceny dzieł sztuki. Powiedzmy szczerze- cen całkowicie umownych.
Czasy obecne, to czasy chciwego kapitalizmu. To nie złote lata 80, 90-te poprzedniego wieku, kiedy świetny sprzęt audio naprawdę tworzyli głównie pasjonaci, często w manufakturach.
Osobiście uważam, że stan "nirwany" można doświadczyć kompletując sprzęt za dużo mniejsze pieniądze niż kosztują topowe najdroższe dostępne na rynku modele. I mimo, że dzisiaj bez problemu stać mnie na duży wydatek, ciągle poprzestaję na swoim dwudziestoletnim zestawie.
Kupowanie droższych elementów zostawiam snobom czy ludziom rzeczywiście nie mającym co robić z forsą, ale z drugiej strony kiedy czytam reckę jakiegoś przedwzmacniacza za ponad 100k zł, a recenzent znajduje w takim brzmieniu wady, to ja się grzecznie pytam - o co tutaj chodzi???
Inną sprawą jest, że sprzęt dzisiaj wyceniony na X złotych, gra tak, jak kiedyś sprzęt, który można było kupić za dwukrotnie mniej. I nie jest to tylko kwestia inflacji.

Kolejna kwestia, to "problem" recenzji. Subiektywnych, bo pisanych przez normalnych (przynajmniej mam taką nadzieję) ludzi, o czym za chwilę. Ale ja tutaj o czymś innym. O terminie "neutralność" tak często podnoszonym przez audiofili. Okej - to oczywiste, ale ja się zapytam: neutralne do czego?
Do taśmy matki? A dlaczego ona ma być neutralna?
A po drugie - czy mamy dostęp do takiego źródła, aby móc twierdzić o neutralności sprzętu? Nie sądzę. Poza tym - jeżeli już mamy mówić o neutralności, to za taką uważam, że sprzęt odtwarza muzyką, tak jak ona byłaby słyszana na żywo.
Więc zwyczajnie niepoważne, by nie napisać śmieszne jest mówienie o neutralności płyty np. Franka Sinatry nagranej w latach 60-tych, kiedy to ludka, który pisze o tym nawet nie było na świecie (a jeżeli nawet był, to raczej nie wierzę, że był w studiu podczas nagrania tej płyty, a jeżeli nawet był, czy cokolwiek pamięta).
Poza tym - "podoba" mi się kwiecistość czy krasomówczość recenzentów, będącą najczęściej bełkotem o logicznie wykluczających się sformułowaniach. Ale z drugiej strony wiem, jak audiofile lubią być pieszczeni dobrymi recenzjami sprzętu, który posiadają.

No i na końcu najważniejsze, a to co zapowiadane było na początku. Odbiór muzyki, czyli zmysł słuchu, podobnie jak zmysł wzroku, choć bliżej mu do zmysłu smaku czy węchu. SUBIEKTYWNY jak cholera.
Czy muzę da się sparametryzować? W jakiś sposób tak - definiując pasmo przenoszenia, dynamikę itp. Ale przecież w żaden sposób nie przedkłada się na to, czy sprzęt zagra dobrze czy źle. To jak ze składem jedzenia - zawartością węglowodanów, białka itp.
Czy na podstawie tego od razu jesteśmy stwierdzić czy znam smakuje?
Dlaczego nie pytacie się ile sypać cukru do herbaty czy jaki kolor tapety wybrać do sypialni?
Słuch to tak samo subiektywny zmysł i za przeproszeniem mam w dupie, co się komu podoba, tak samo jak nie jem czy nie piję tego co mi nie zwyczajnie smakuje.

Mając prawie 50-tych na karku, tak sobie dzisiaj myślę, że trochę mi Was jest żal.
To jak z przeczytaną kiedyś lekturą o topowych zegarkach, gdzie jeden z najbogatszych ludzi w Polsce z dumą opowiadał, że pierwsze co czyni przy spotkaniu, to patrzy na zegarki innych osób (i tylko raz spotkał się, że jego rozmówca miał podobnej klasy! - cokolwiek miałoby to znaczyć).
Po pierwsze - nie każdy musi podzielać jego hobby, nawet będąc bardzo bogatym. Po drugie - jeżeli już, to raczej np. spojrzałbym komuś na buty, ale nie czy są drogie czy markowe, ale raczej czy są zwyczajnie czyste.
A po trzecie - czy zakładając ten zegarek, facet stanie się dajmy na to mądrzejszy (będzie lepiej kumał matematykę, sztukę itp.), zdrowszy, będzie lepiej mówił po angielsku, zacznie lepiej biegać? Poza "mieć" na szczęście cały czas jeszcze jest "być".

Można jeszcze poruszyć kwestie kompleksu freudowskie, ale już bardziej nie chcę Was dołować.

  • Lubię to 3
  • Dziękuję 4
  • Zmieszany 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jest wiele racji w tym, co piszesz. Audiolilizm to takie coś, jak każdy inny nałóg i tak jak alkohol z przyjemnego hobby, może stać się chorobą. Linia graniczna może być bardzo cienka i łatwa do przekroczenia. I oby Wirakocza strzegł nas maluczkich od tego problemu. Dobrze napisałeś, że trzeba mieć dystans ! Od dawna mówię to samo. Jeśli ktoś go nie ma -przepadł, bo albo zacznie brać kredyty na coraz droższe klocki i tak nie zaznając spełnienia, albo zgorzknieje i zwiędnie. Znam osobiście takie przykłady ze swojego otoczenia i wtedy cieszę się, że umiem cieszyć się tym, co mam. Zawsze można lepiej, drożej, ale czy na pewno warto ? Może zamiast czytać 734- tą recenzję przedwzmacniacza ( skądinąd niewiele wartą z różnych przyczyn ) poświęcić czas na szukanie nowej muzy ? Ot, tak sobie myślę.

  • Lubię to 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Według mnie zdrowe proporcje w schizofrenii audiofil/meloman to 2/8, ewentualnie 3/7. Jak się robi 4/6, 5/5 albo więcej to oznacza ciężką psychozę. Sam mam za sobą jakieś 2-3 miesiące dominacji osobowość A nad osobowością M., ale na szczęście sam mam już dość i chyba mi przechodzi.

Z drugiej strony te 10-20% osobowości A się przydaje – 100% zdrowia psychicznego jest tak samo trudne do zniesienia jak 100% szaleństwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mieszanie pojęcia audiofilizmu z audiodebilizmem jest nie do przyjęcia.

IMHO audiofilizm jest bardzo pozytywną pasją o ile jest praktykowany w realności, nie zaś w teorii, np. na forach.
Pozwolę sobie wykorzystać porównanie jakie założyciel wątku uczynił w stosunku do kolarstwa. W teorii wielu może się wypowiadać na temat lepszego sprzętu, jego wytrzymałości, wyższej lub niższej precyzji jego działania, konieczności lub też jej braku użytkowania jak najlepszego sprzętu w określonych warunkach. Jednak na trasie, czy to będzie na stromych i krętych alpejskich szosach czy na wymagających górskich ścieżkach cała prawda o sprzęcie i jego użytkowniku wyjdzie na jaw.

Do celu dojedzie ten, który najwięcej trenował i ma najlepszy sprzęt.
Ci, którzy wierzyli, że wystarczą własne chęci, wiara w to że nie potrzeba zbyt wiele aby koło się kręciło zostaną na dole i nigdy nie posmakują prawdziwych emocji.
Dlatego teoretyzowanie o sprzęcie jest dobre dla zabicia czasu przez ludzi, którzy posiadają go chwilowo w nadmiarze.
Natomiast realne doświadczenie i wiedza wynikające z posiadania w systemie, odsłuchania i porównania w rzeczywistości różnych rozwiązań daje szansę na dojechanie do celu.
Przynajmniej tego w zasięgu aktualnych możliwości, Bo tak jak w kolarstwie, tak i w audio za następnym szczytem pojawiają się kolejne.

Teoretyk będzie dyskutował do upadłego, głuchy i tak nie usłyszy, wyrobiony i doświadczony słuchacz usłyszy na pewno.

  • Lubię to 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Meloman napisał:

(..)

Mając prawie 50-tych na karku, tak sobie dzisiaj myślę, że trochę mi Was jest żal.

(..)

Powiedzcie mi, dlaczego o audiofiliźmie i hi-endzie najczęściej wypowiadają się osoby które nie miały z tym zjawiskiem nigdy nic wspólnego?

Nie mówiąc nawet o obcowaniu z tego typu urządzeniami w inny sposób niż na obrazku w Necie albo na wystawie.

To chyba jakiś szczególny rodzaj kompensacji życiowych niedoborów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, rochu napisał:

Powiedzcie mi, dlaczego o audiofiliźmie i hi-endzie najczęściej wypowiadają się osoby które nie miały z tym zjawiskiem nigdy nic wspólnego?

Nie mówiąc nawet o obcowaniu z tego typu urządzeniami w inny sposób niż na obrazku w Necie albo na wystawie.

To chyba jakiś szczególny rodzaj kompensacji życiowych niedoborów.

Ostrożnie używałbym określeń w rodzaju "obcowanie z urządzeniem"... ;-)

  • Lubię to 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli nie jesteś znany dwustu najwiekszym polskim audiofilom nie słuchałes z nimi różnych systemów nie degustowałeś w tak szcownym gronie "myszówki" i nie widzieli Twojego systemu  to nie masz prawa nazywac siebie audiofilem , bo środowisko nie zaakceptuje cie jako pełnoprawnego audiofila i zawsze będziesz przez nich skazany na zarzuty "obcowania" z... obrazkami w necie:)

  • Lubię to 3
  • Haha 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
100% zdrowia psychicznego jest tak samo trudne do zniesienia jak 100% szaleństwa.


Był więc tylko jeden kruczek - Paragraf 22 - który stwierdzał, że troska o własne życie w obliczu realnego i bezpośredniego zagrożenia jest dowodem zdrowia psychicznego. Orr był wariatem i mógł być zwolniony z lotów. Wystarczyło, żeby o to poprosił, ale gdyby to zrobił, nie byłby wariatem i musiałby latać nadal. Orr byłby wariatem, gdyby chciał dalej latać i byłby normalny, gdyby nie chciał, ale będąc normalny musiałby latać. Skoro latał, był wariatem i mógł nie latać; ale gdyby nie chciał latać, byłby normalny i musiałby latać.

  • Lubię to 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Otóż dźwięk naturalny ( zwrot użyty przez autora wątku ) częściej występował w nagraniach

70 lat temu, niż dziś. I nikt z nas nie musiał  być w studio z Frankiem S żeby dziś powiedzieć,

że brzmi w sposób naturalny. Jak chcę usłyszeć prawdziwe skrzypce, to sięgam do nagrań

sprzed 70 lat'; może mniej, ale nie mając wtedy sprzętu i dużej ilości mikrofonów nagrywano

każdego solistę po kolei z bliska do jednego urządzenia.

Grano razem, barwa była prawdziwa i był klimat. Ale to chyba nie audiofilizm, jak się chce mieć

w domu artystę, a nie podziw gości nie odklejając metek na gratach ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Audiofilizm jest tym samym co latające, jeżdżące lub pływające modele samolotów, samochodów i statków - czyli 'realizm' w retuszowanej i pomniejszonej skali dla potrzeb głównie hobbystycznych i domowych. Zdarzają się zabawki, na które więksość hobbystów nie stać i te należą do tzw. hi-endu - podobnie jak drogie zegarki, samochody, instrumenty, galanteria, mieszkania, domy... itd. Zresztą chyba nigdy 'dobre audio' nie kosztowało mało - pamiętam, jak pod koniec lat siedemdziesiątych czy też zaraz na początku osiemdziesiątych, 'wieża' z Diory pod nazwą 'Emerson'  kosztowała 40 tysięcy złotych - a pensja średnia wtedy, to chyba ok. pięciu tysięcy złotych miesięcznie.

'Neutralny' w nomenklaturze domowego audio, to po prostu barwa - adekwatnym przykładem niech będzie regulowana 'temperatura kolorów' w odbiorniku tv - czyli 'cold', 'neutral' i 'warm'. Nie ma to nic wspólnego z neutralnością w kontekście brzmienia realnych instrumentów lub realnego brzmienia wykonawcy muzyki. Dużo ludzi po prostu żle kojarzy w audio pojęcia zarówno neutralności jak i naturalności brzmienia.

link_tKvJZHtfW4tRNnBvO7BovfVO8ZBpeOon,w3

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Założyciel wątku jest moim zdaniem trollem do kwadratu. Chyba tylko po to napisał żeby pp. Audioburak i Chcago czyli znawcy wszystkich i wszystkiego mogli się miarodajnie i autorytatywnie wypowiedzieć.

Post rozpoczynający ten wątek do stek wymysłów i bredni. Na zachodnich forach tak chętnie tu przywoływanych, nikt nie odważyłby się na takie wystąpienie.

Moderacja proszona o ponowne usunięcie wątku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
17 minutes ago, bonaventura said:

Założyciel wątku jest moim zdaniem trollem do kwadratu. Chyba tylko po to napisał żeby pp. Audioburak i Chcago czyli znawcy wszystkich i wszystkiego mogli się miarodajnie i autorytatywnie wypowiedzieć.

Post rozpoczynający ten wątek do stek wymysłów i bredni. Na zachodnich forach tak chętnie tu przywoływanych, nikt nie odważyłby się na takie wystąpienie.

Moderacja proszona o ponowne usunięcie wątku.

Widać, że nie zaglądasz na zagraniczne fora. Albo robisz to tylko wybiórczo, dodatkowo interpretując to co tam zobaczyłeś tak, by pasowało to do twojej tezy. 

Na zachodzie mamy zupełnie inną sytuację. U nas słowo audiofil ma zabarwienie negatywne. Winni tej sytuacji są sami audiofile, którzy nie są tak dojrzali jak ich zachodni koledzy. Często widać niestety słomę, brak obycia i dobrego wychowania i nowobogackie kompleksy. Jeśli do tego dodamy powszechną obecnie ignorancję techniczną to dostaniemy to co mamy obecnie. 

Charakterystyczne jest również to, że przerosty ambicjonalne szybko doprowadzają do konfliktów w gronie samych audiofilów, co również im nie pomaga ;)

  • Lubię to 5

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, Meloman napisał:

Czym jest aduiofilizm? Pasją czy chorobą?

Jednym i drugim. Najpierw jest pasja, a choroba zaczyna się w momencie przekraczania pewnych granic, które każdy z nas widzi i zdaje sobie z nich sprawę.

7 godzin temu, slawek.xm napisał:

Jeśli nie jesteś znany dwustu najwiekszym polskim audiofilom nie słuchałes z nimi różnych systemów nie degustowałeś w tak szcownym gronie "myszówki" i nie widzieli Twojego systemu  to nie masz prawa nazywac siebie audiofilem , bo środowisko nie zaakceptuje cie jako pełnoprawnego audiofila i zawsze będziesz przez nich skazany na zarzuty "obcowania" z... obrazkami w necie:)

Środowisko ma jedyny patent na ocenę kto jest audiofilem?
Moim zdaniem my sami wiemy czy jesteśmy nimi, czy nie.

15 minut temu, bum1234 napisał:

U nas słowo audiofil ma zabarwienie negatywne. Winni tej sytuacji są sami audiofile

Mam diametralnie odmienne zdanie czytając to forum od wielu lat i teksty sceptyków wyśmiewające audiofilów z Tobą na czele.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No tak, ale przekraczanie granic to jednak indywidualne drogi. Dla wielu audio fanów granice te znajdują się w różnych miejscach i w różnych punktach. Obsesja może występować wszędzie, w każdej dziedzinie życia . Oczywiście kłania się magiczne słowo 'balans', które swoim znaczeniem ogarnia praktycznie wszystko - wszystko w przyrodzie, na Ziemi i w kosmosie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
14 minut temu, soundchaser napisał:

Środowisko ma jedyny patent na ocenę kto jest audiofilem?
Moim zdaniem my sami wiemy czy jesteśmy nimi, czy nie

Wiesz, zdanie środowiska mozna mieć bardzo głęboko...

ale zawsze znajdzie sie ktos taki jak dla przykładu kolega rochu, który wie, jak widac z jego wpisu, kto jest prawdziwym audiofilem a kto nie i dlaczego:)

i jest to tylko jeden z przykładów, których znam więcej:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mieszanie pojęcia audiofilizmu z audiodebilizmem jest nie do przyjęcia.


Dopiero co było o tym w innym wątku

Oto bardzo celna obserwacja zacnego kolegi "graafa", którą znalazłem na innym forum.
Pochodzi sprzed 13 już lat a wciąż jakże aktualna...
Mam nadzieję, że graaf, jeśli tu jeszcze zagląda nie będzie zły za tą wrzutkę.
Z dedykacją dla "kablarzy" i innych audio-voodoo wyznawców na wolny, świąteczny czas :)
"Witam,
zatem o co chodzi w tych specjalistycznych i markowych kablach głośnikowych, połączeniowych, sieciowych, kondycjonerach, listwach, filtrach, superwtyczkach, supergniazdkach i instalacjach podtynkowych (w tym bezpiecznikach), intelligentmych czipach, zielonych mazakach do płyt cd, płytach z magicznymi sygnałami, audiofilskich połączeniach audiofilską cyną itp. itd.

chodzi moi mili o niedostatek pieniążków i spowodowaną tym frustrację klienta, a także o frustrację sprzedawcy wynikającą z tego, że klient za rzadko kupuje i niedostatecznie często myśli o sprzęcie i odwiedza sklep
z pomocą jednemu i drugiemu przychodzi nasz powszedni zbawca - marketing - mesjasz nowej religii kompulsywnej zakupomanii

prawda jest taka, że do całej tej powyższej biżuterii wzdychają ludzie, których zwyczajnie nie stać na lepsze kolumny, wzmacniacz, źródło a desperacko chcą coś polepszyć i mieć coś hi-endowego
a także sprzedawcy audio, którzy nie utrzymaliby się w swej działalności (płynność! koszty stałe!) gdyby nie sprzedawali drobnych gadżetów

przykładowo:
mam sprzęcik wagi koguciej dajmy na to klasa cenowa to prawdopodobnie 80% naszych audiofili (i zapewne nie tylko naszych)
osłuchałem się i desperacko chcę lepiej, chcę polepszać, nie mam satysfakcji
no ale mogę uciułać i wydać jedynie marne np. 5000 zł
trochę mało aby wykonać jakościowy skok tj. by kupić lepsze (i niestety droższe - już sobie o tym przeczytałem w pismach i na forach - kategoria dajmy na to
ALE... (i tu z usłużną pomocą nadchodzi marketing audio)
mogę sobie kupić za te zaoszczędzone 5000 zł np. komplet kabli zaliczanych do hi-endu, który spowoduje (pisali o tym w pismach i na forach), że brzmienie mojego systemu poprawi się w niektórych aspektach nawet o 3 klasy! WOW!
moje kolumny zagrają tak jak dwa razy droższe!! hurra!
mój cedek zasilony z tego kondycjonera "dorówna dwa razy drożeszj konkurencji" itp. itd.
endorfiny w mózgu tryskają i sfrustrowany audiofil niewierzący staje się szczęśliwym nawróconym audiofilem-kablarzem
ta wiara daje szczęście jak narkotyk, dlatego jest tak powszechna wśród klasy średniej audiofilskiej braci, wszyscy ubodzy portfelem do niej lgną, to jest religia ubogiego audiofila
niektórzy potem wyrastają z klasy średniej, ale wiara pozostaje, nie wychodzi się z nałogu, cóż by to był za dysonans poznawczy
Ci, którzy to sprzedają, produkują i reklamują/recenzują też są szczerze wierzący
i w ich przypadku to typowa redukcja dysonansu poznawczego, tłumaczy taki sobie: "przecież ja nie wciskam ludziom kitu - to działa naprawdę, musi działać , bo przecież ja jestem w porządku "

tak rozrasta się i umacnia Kościół Kablarski i Kondycjonowany Konformistycznej Zakupomanii pw. Świętej Cyny ze Srebrem
i "bramy piekielne go nie przemogą"...

choć próbować będą."

  • Dziękuję 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 27.12.2018 o 12:20, Meloman napisał:

kiedy czytam reckę jakiegoś przedwzmacniacza za ponad 100k zł, a recenzent znajduje w takim brzmieniu wady, to ja się grzecznie pytam - o co tutaj chodzi???

To jest bardzo ważny moment.

Uważam, że jeden z kluczowych do powstania "wirusa" a następnie "zarażenia.

Z takich właśnie stwierdzeń bierze się później przekonanie, "że jednak zawsze może być lepiej".

Mam na to przykład. Kolega "X" - znany mi od kilkunastu już lat, z dwóch forów.

Obserwuję ten "przypadek" od dawna, jako wręcz wzorcowy - audiofilizmu sprzętowego, (w tym oczywiście kable), w odróżnieniu do audiofilizmu płytowego (taki też da się zdiagnozować ale to inna myślę, odmiana choroby).

Szanowny ten kolega od zawsze kombinował, jak tu ulepszyć swój sprzęt i zbliżyć się do Haj-Endu.

Na tym przykładzie bez znaczenia jest czy chodzi o sprzęt budżetowy, czy już z trochę wyższej półki cenowej. Cokolwiek nie wymienił, zmodyfikował, zawsze każda zmiana windowała jego "system" wyżej i wyżej w hierarchii HajEndu.

Zawsze każda zmiana była powalająca i drastyczna, zawsze szczeka przysłowiowa opadała a system "grał" jak 2,3,4,5,...x razy droższy i co ważne z głośników "zrzucany był koc".

I tak przez kolejnych wiele lat - zawsze było cudnie tyle, ze jakby jednak "z kocem", który dopiero później był "zrzucany", co jednak oznacza, że i tak jakiś "koc" jednak znowu był, bo zrzucony zostawał dopiero przy kolejnej zmianie (zmianie kabla, sieciówki głównie - bo te najczęściej wymieniał) ... i tak dalej i tak dalej a końca tych "koców" nie widać.

Inna cechą charakterystyczną jego "wyuzdanych" opisów są (zawsze) porównania czegokolwiek co by nie wymienił, do "półek cenowych" innych, uznanych, ikonicznych sprzętów, marek i porównania cen, jako szczególnego wyróżnika.

 

Myślę, że jest to przykład typowej "choroby" audiofilskiej i jej odmiany sprzętowej, gotowy by zrobić na jego podstawie co najmniej magisterkę ;)

 

Edytowane przez iro III
  • Lubię to 8

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
31 minut temu, iro III napisał:

To jest bardzo ważny moment.

Uważam, że jeden z kluczowych do powstania "wirusa" a następnie "zarażenia.

Z takich właśnie stwierdzeń bierze się później przekonanie, "że jednak zawsze może być lepiej".

Mam na to przykład. Kolega "X" - znany mi od kilkunastu już lat, z dwóch forów.

Obserwuję ten "przypadek" od dawna, jako wręcz wzorcowy - audiofilizmu sprzętowego, (w tym oczywiście kable), w odróżnieniu do audiofilizmu płytowego (taki też da się zdiagnozować ale to inna myślę, odmiana choroby).

Szanowny ten kolega od zawsze kombinował, jak tu ulepszyć swój sprzęt i zbliżyć się do Haj-Endu.

Na tym przykładzie bez znaczenia jest czy chodzi o sprzęt budżetowy, czy już z trochę wyższej półki cenowej. Cokolwiek nie wymienił, zmodyfikował, zawsze każda zmiana windowała jego "system" wyżej i wyżej w hierarchii HajEndu.

Zawsze każda zmiana była powalająca i drastyczna, zawsze szczeka przysłowiowa opadała a system "grał" jak 2,3,4,5,...x razy droższy i co ważne z głośników "zrzucany był koc".

I tak przez kolejnych wiele lat - zawsze było cudnie tyle, ze jakby jednak "z kocem", który dopiero później był "zrzucany", co jednak oznacza, że i tak jakiś "koc" jednak znowu był, bo zrzucony zostawał dopiero przy kolejnej zmianie (zmianie kabla, sieciówki głównie - bo te najczęściej wymieniał) ... i tak dalej i tak dalej a końca tych "koców" nie widać.

Inna cechą charakterystyczną jego "wyuzdanych" opisów są (zawsze) porównania czegokolwiek co by nie wymienił, do "półek cenowych" innych, uznanych, ikonicznych sprzętów, marek i porównania cen, jako szczególnego wyróżnika.

 

Myślę, że jest to przykład typowej "choroby" audiofilskiej i jej odmiany sprzętowej, gotowy by zrobić na jego podstawie co najmniej magisterkę ;)

 

To co każe zachować dystans do hobby zwanego „audiofilizmem” to jego specyficzna  „pasywność”. To nie jest modelarstwo, które wymaga jednak umiejętności manualnych/technicznych, wiedzy historycznej, umiejętności gromadzenia źródeł. To nie jest pasja do starych samochodów – gdzie wymienione cechy są jeszcze bardziej pożądane. To nie jest fotografia – gdzie najdroższy aparata i bateria obiektywów nie zmieni leszcza w miszcza. Tego rodzaju hobby mogą budzić podziw (nawet przy ograniczonym zrozumieniu) bo  widzimy efekty tych starań:  powstaje super model okrętu nad, którym hobbysta pracował 3 lata, albo widzimy odrestaurowany automobil sprzed wojny na chodzie, albo niby amator ale foty strzela prawie jak Tomaszewski … A w audio? Piramidki złoconych albo chromowanych klamotów na groteskowych meblach,  ustroje akustyczne na ścianach, kable grubości nadgarstka… no i dywan w misie koala albo inne jelonki … ;-))))

  • Lubię to 5

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 minut temu, dzarro napisał:

To nie jest modelarstwo, które wymaga jednak umiejętności manualnych/technicznych

Brak wiedzy, szczególnie technicznej, bardzo sprzyja podatności na tą chorobę.

Wymiana "klocka" czy kabelka (nawet w okablowaniu wewnętrznym kolumny) nie wymaga żadnych szczególnych umiejętności.

Edytowane przez iro III
  • Lubię to 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, iro III napisał:

Brak wiedzy, szczególnie technicznej, bardzo sprzyja podatności na tą chorobę.

Co ma wiedza techniczna do przyjemności, legend i chęci posiadania, to zabij mnie, ale nie rozumiem? Każda pasja, czy też hobby może przekształcić się w chorobę - niezależnie, czy jest to fotografia, samochody czy ołowiane żołnierzyki. Audio, jak i każdą inną dziedzinę można rozpatrywać w dwóch płaszczyznach - w zawodowej profesjonalnej, oraz hobbystycznej - lużnej i nieobowiązkowej. Mity, marketing i oszustwa powstają wszędzie - i audio nie jest tutaj wyjątkiem. To tak samo jak i z muzyką - wszyscy jej słuchają, ale nie wszyscy się na niej znają. Do jej słuchania nie potrzeba znajomości formy, metrum, harmoniki, rytmu czy też zasad frazowania, aranżacji, improwizacji, melodyki... itd.

  • Lubię to 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, Chicago napisał:

Mity, marketing i oszustwa powstają wszędzie - i audio nie jest tutaj wyjątkiem.

Nooo!

Właśnie o tym piszę. :)

Edytowane przez iro III

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

... i szczerze mówiąc, w muzyce jest też bardzo dużo oszustwa i grania po łepkach, ale kto to słyszy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To co każe zachować dystans do hobby zwanego „audiofilizmem” to jego specyficzna  „pasywność”. To nie jest modelarstwo, które wymaga jednak umiejętności manualnych/technicznych, wiedzy historycznej, umiejętności gromadzenia źródeł. To nie jest pasja do starych samochodów – gdzie wymienione cechy są jeszcze bardziej pożądane. To nie jest fotografia – gdzie najdroższy aparata i bateria obiektywów nie zmieni leszcza w miszcza. Tego rodzaju hobby mogą budzić podziw (nawet przy ograniczonym zrozumieniu) bo  widzimy efekty tych starań:  powstaje super model okrętu nad, którym hobbysta pracował 3 lata, albo widzimy odrestaurowany automobil sprzed wojny na chodzie, albo niby amator ale foty strzela prawie jak Tomaszewski … A w audio? Piramidki złoconych albo chromowanych klamotów na groteskowych meblach,  ustroje akustyczne na ścianach, kable grubości nadgarstka… no i dywan w misie koala albo inne jelonki … ;-))))

Po takim stwierdzeniu nasuwa mi się pytanie. Czy potrafimy dostrzec różnicę między różnymi systemami odtwarzającymi muzykę?
I nie chodzi mi wcale o sprzęt Hiend za kupę kasy tylko czy słyszymy różnicę, czy tylko innaczej podany dźwięk.
Jeśli nie to szkoda kasy. Słuchajmy tylko muzyki na tym co mamy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sama znajomość podstaw muzyki , harmonii jest moze przydatna audiofilowi ale podstawy działania elementów systemu sa wg mnie niezbędne a to już jest wiedza techniczna , którą powinno sie rozwijać równolegle do zmiany elementów sytemu tym bardziej ,ze w dobie netu nic to nie kosztuje

znam audiofila który np nie miał pojęcia co to jest elementem aktywnym z co biernym

warto znac róznice w konstrukcji klasy A i klasy AB

i wiedziec np ,że konstrukcja pull-push może grać w czystej klasie A , a nie tylko konstrukcja SE

ale to tylko przykłady

Jesli audiofil pogłebia wiedzę techniczną to jest mniej podatny na bełkot marketingowy, zycie jednak pokazuje ,że łatwiej jest wydać pieniądze na nowy gadżet niz poczytać najpierw czy moze on wnieść znacząca poprawę w systemie

 

  • Lubię to 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Sama znajomość podstaw muzyki , harmonii jest moze przydatna audiofilowi ale podstawy działania elementów systemu sa wg mnie niezbędne a to już jest wiedza techniczna , którą powinno sie rozwijać równolegle do zmiany elementów sytemu tym bardziej ,ze w dobie netu nic to nie kosztuje
znam audiofila który np nie miał pojęcia co to jest elementem aktywnym z co biernym
warto znac róznice w konstrukcji klasy A i klasy AB
i wiedziec np ,że konstrukcja pull-push może grać w czystej klasie A , a nie tylko konstrukcja SE
ale to tylko przykłady
Jesli audiofil pogłebia wiedzę techniczną to jest mniej podatny na bełkot marketingowy, zycie jednak pokazuje ,że łatwiej jest wydać pieniądze na nowy gadżet niz poczytać najpierw czy moze on wnieść znacząca poprawę w systemie
 
Wiedz techniczna oczywiście się może przydać. Z drugiej strony po co ta wiedza skoro niektóre np wzmacniacze grają lepiej w klasie AB niż np w SE i odwrotnie? Oczywiście zakładając, że ktoś w ogóle ma o tym pojęcie.
Druga ważna sprawa to to czego słuchamy - jakich gatunków muzycznych. To jest bardzo istotna sprawa, która może zdecydować finalnie, który wzmacniacz (wraz z resztą systemu) lepiej zagra u nas.
Bardzo rzadko o tym się wspomina a potem są nieporozumienia i przepychanki na forum.

Aby nie być gołosłownym, jeden z lepszych systemów w Polsce, który znam wykłada się na płytach grupy Rush. A można naprawdę o wiele lepiej zagrać tą muzykę w naszych domach.

Konkluzja.

1.Audiofil szuka sprzętu oraz świetnie nagranych płyt i tylko tych słucha.

2. Audiofil - Meloman szuka sprzętu aby jak najlepiej zagrał tą muzykę, która kocha.

3. Meloman słucha tylko ukochanej muzyki i nie ważne na czym.
  • Lubię to 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Chicago napisał:

Do jej słuchania nie potrzeba znajomości formy, metrum, harmoniki, rytmu czy też zasad frazowania, aranżacji, improwizacji, melodyki... itd.

A jeszcze niedawno zarzucono mi że do tego żeby naprawdę słuchać muzyki trzeba o niej, o tych co ją tworzą i o środkach na których tworzą dużo czytać ;-). Oczywiście z tym że słucha się dla przyjemności płynącej z samej muzyki w 100%-ach się zgadzam. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przyjemność obcowania z muzyką zostawmy melomanom.

Audiofile walczą na śmierć i życie z problemami, które dla wszystkich pozostałych użytkowników sprzętu audio nie istnieją.

  • Lubię to 5

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A jeszcze niedawno zarzucono mi że do tego żeby naprawdę słuchać muzyki trzeba o niej, o tych co ją tworzą i o środkach na których tworzą dużo czytać ;-). Oczywiście z tym że słucha się dla przyjemności płynącej z samej muzyki w 100%-ach się zgadzam. 

... Idąc tym tropem myślę, że wcale nie trzeba porównywać muzyki live (koncertów). Wiele płyt (w tym koncertowych) lepiej brzmią w domu (i odwrotnie). Czy to dobrze? Mam to gdzieś. Ważne, że jest radość ze słuchania, że nam się podoba - nawet jak czasem jest przekolorowane.

 

  • Lubię to 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może moja poprzednia wypowiedź jest dość ekstremalna, ale i audiofilia to przypadłość dotykająca skrajną frakcję "dźwiękolubów".

;-)

Edytowane przez porlick

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 27.12.2018 o 15:28, bluesboss napisał:

doświadczony słuchacz usłyszy na pewno.

A raczej sobie wyobrazi...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.