Jump to content
IGNORED

Kind of Blue - to już 60 lat


Chicago
 Share

Recommended Posts

On 4/8/2019 at 1:45 PM, Chicago said:

Co to jest MoV? Czy chodzi o MoFi? I o które remastery Columbii pytasz? O te pierwsze wydania, czy o póżniejsze 20 i 24bitowe na 75-lecie z żółtą nalepką?

 

Music on Vinyl.

Generalnie szukam jakiegoś dobrego wznowienia KoB na vinylu. Najlepiej aby był remasterowany z oryginalnych taśm tak jak ten od MoV właśnie.

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Tak, to już sześćdziesiąt lat minęło - drugą wielką sześćdziesiątkę celebrowaliśmy wczoraj. To właśnie 22 kwietnia 1959 roku o godzinie 2:30 po południu muzycy weszli do studia, żeby nagrać dwa następne utwory, które w wersji oryginalnej wypełniały drugą stronę płyty 'Kind of Blue' - były to 'All Blues' i 'Flamenco Sketches'. Tak więc, w ramach drugiej sesji mamy fantastycznego modalnego bluesa zagranego w 'walcowej stylistyce' i prześliczną, nostalgiczną opowieść 'Flamenco Sketches'. Znamiennym i szczególnym było to, że zespół podczas nagrania 'Flamenco Sketches' osiągnął 'gładkie' i kompletne brzmienie przy pierwszym podejściu, ale artyści przekonani, że mogą to wykonać jeszcze lepiej, zdecydowali się powtórzyć kilka razy 'take' przed nagraniem ostatecznego mastera. Stąd m.in. na płycie wzięła się również jako jedyna, dodana w póżniejszym czasie, alternatywna wersja tego fantastycznego numeru. 'Flamenco Sketches' opierały się w dużej mierze na roli pianisty i basisty głównie po to, żeby zaakcentować i zdefiniować strukturę melodii jak i przewodnią rolę solistów. Osiągnęto to nie tylko muzycznie, ale także i 'wizualnie' - muzycy dawali sobie sygnały o zmianie trybu podczas sesji 'Flamenco'. W pewnym momencie, przed 'take 3', Chambers skomentował - "zapomniałem, myślałem, że mogę zamknąć oczy...". Natomiast 'take 5' skończyło się zaraz po momencie kiedy Bill Evans 'przewidział' pierwsze wejście Davisa za wcześnie, w ogóle nie patrząc na niego, za co został zbesztany i za co przeprosił. Kolejny 'take' - 'take 6' - okazał się masterem. Dodałbym jeszcze, że 'Flamenco Sketches' charakteryzuje się również niesamowitym feelingiem saksofonistów - jak się wsłuchuję w grę Coltrane i Adderleya w tej kompozycji, to ich wrażliwość zdaje się być jakby najczulszymi momentami w całym utworze, choć Miles też gruszek nie zasypuje i jego solo już w samym otwarciu powoduje niesamowicie ciepłe i sentymentalne wrażenie.

 

 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Abstrahując od Kind of Blue, to jakie płyty Milesa Davisa uznajecie za przełomowe i najważniejsze? Płyty, od których zaczęło się coś nowego, wzniosłego... Kilka portali podaje różne tytuły, z czego 80% jest zupełnie nietrafionych i tak jakby zbędnych, a że się podoba, to normalne przecież. Powiedziałbym tak - płyta czy też płyty Milesa, które wyznaczają nowy kierunek i nowe trendy, to nie aż taka wielka ilość w jego wydaniu - mnie się wszystko podoba co zrobił i teraz, z perspektywy już ponad dwudziestu pięciu lat słuchania i studiowania Milesa, mam zupełnie odmenny pogląd na te sprawy niż, powiedzmy, jeszcze piętnaście lat temu. Więc, co idzie w pierwszej kolejoności? Wiadomo, że 'Kind of Blue' zapoczątkowało modal w jazzie, choć wzorce były już wcześniej, ale powiedzmy, że owszem - Kind of Blue, to początki modalu, a 'Bitches Brew' to początki fusion. Czy coś jeszcze? Poza jednym tytułem, nic mi nie przychodzi do głowy, ponieważ cała milesowska estetyka, która działa się zarówno po 'Kind of Blue' i 'Bitches Brew' to już tylko pokłosie tego, co Miles 'wymyślił' na tych dwóch płytach. Został jeszcze jeden tytuł, dla mnie badzo ważny i istotny w równym stopniu co Kob i BB '-)

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

I jeszcze jedno, jakże bardzo ważne nota bene płyty 'Kinf of Blue' - fenomenem jest to, że jest tutaj tak mało dżwiękow, a tak dużo muzyki - to jest, myślę sobie, całe clou programu. Nie na darmo ta płyta zajmuje taką, a nie inną pozycję w całym jazzowym świecie forever. This is it!

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Tak, warnerowski 'period' też był dobry, zresztą jak kadży inny  - szedł Miles do przodu, zmieniając stroje, zmieniając muzyków, zmieniając style i fryzurę... zmieniając muzykę, ale nie zmieniając i nie naruszając własnego charakteru i własnego charakterystycznego soundu - zawsze słychać, że to Miles, obojętnie czy akustyczy, czy elektryczny. Po pierwszym okresie fusion odpoczął sobie pięć lat, po czym wrócił do muzyki zajmując się ponownie fusion, soft-fusion, pop, żeby zakończyć podróż na Doo-Bop, którą to badzo cenię i bardzo lubię - najbardziej z całego warnerowskiego czasu - wzorcowy przykład loftowej muzyki wprost z loftów Nowego Jorku, i co ważne, niestarzejącej się muzyki, bo Doo-Bop się nie nudzi i jest płytką idealną na wieczory i nocne życie.  Długo tej płyty nie doceniałem i ignorowałem, ale teraz traktuję ją z należytą atencją. Z Tutu najbardziej lubię tytułowy numer i poza tym epizodem rzadko do niej wracam. Amandla? Nie wiem? Muszę sobie ją odświeżyć, bo pamiętam, że też mnie rajcowała całkiem średnio i nie wracałem do niej za często.

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Ja wczoraj obejrzałem sobie sesję Kind of Blue i w ogóle cały film poświęcony Milesowi - niesamowite jest to, jak wielcy muzycy świata wypowiadają się o tej muzyce. Jestem pod wrażeniem... i który to już raz? Sam nie wiem. Nie słucham generalnie Milesa, no chyba jak ostatnio, żeby nauczyć się grać na gitarze czegoś prostego, jak np. 'So What', który wcale taką prostą kompozycją jak dla mnie nie jest - jest to wbrew pozorom trochę rozwlekły numer i wcale nie tak łatwo go opanować, przynajmniej w kontekście mojego pojęcia i nauki gry. Poza tym, jak już zaczynam słuchać Milesa, to włącza mi się tak jakby z automatu mechanizm uruchamiający następny mechanizm, i następny... że zatrybiam i potrafię cały tydzień słuchać jego różnych płyt z różnego okresu, co przy kompletnej dyskografii do kwadratu jaką posiadam w swoich zbiorach nie ogranicza mnie praktycznie w niczym. Podobnie mam z JC, Mingusem, Ornettem, Erikiem Dolphy i wieloma innymi mistrzami jazzu - całe i kompletne dyskografie, albo prawie kompletne. To jest podstawa - słuchać, czytać i studiować to co się kocha. Z samego gadania nic nie wynika.

Dla tych, którzy nie obejrzeli, a chcą '-)

Miles Davis - 'Kind of Blue' - Celebrating A Masterpiece

 

 

Edited by Chicago

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

W dniu 23.04.2019 o 22:25, Chicago napisał:

Abstrahując od Kind of Blue, to jakie płyty Milesa Davisa uznajecie za przełomowe i najważniejsze? Płyty, od których zaczęło się coś nowego, wzniosłego... Kilka portali podaje różne tytuły, z czego 80% jest zupełnie nietrafionych i tak jakby zbędnych, a że się podoba, to normalne przecież. Powiedziałbym tak - płyta czy też płyty Milesa, które wyznaczają nowy kierunek i nowe trendy, to nie aż taka wielka ilość w jego wydaniu - mnie się wszystko podoba co zrobił i teraz, z perspektywy już ponad dwudziestu pięciu lat słuchania i studiowania Milesa, mam zupełnie odmenny pogląd na te sprawy niż, powiedzmy, jeszcze piętnaście lat temu. Więc, co idzie w pierwszej kolejoności? Wiadomo, że 'Kind of Blue' zapoczątkowało modal w jazzie, choć wzorce były już wcześniej, ale powiedzmy, że owszem - Kind of Blue, to początki modalu, a 'Bitches Brew' to początki fusion. Czy coś jeszcze? Poza jednym tytułem, nic mi nie przychodzi do głowy, ponieważ cała milesowska estetyka, która działa się zarówno po 'Kind of Blue' i 'Bitches Brew' to już tylko pokłosie tego, co Miles 'wymyślił' na tych dwóch płytach. Został jeszcze jeden tytuł, dla mnie badzo ważny i istotny w równym stopniu co Kob i BB '-)

A mi kilka jeszcze bardzo ważnych tytułów przychodzi na myśl. Na pewno Birth of the Cool, 'Round About Midnight i Jack Johnson. Każda ważna i wnosząca coś nowego w swoim czasie. Czy przełomowa? Na pewno nie tak jak KoB i BB ale.. a jaki tytuł Ty miałeś jeszcze na myśli?

Edited by Drizzt

This ain't no party, this ain't no disco • This ain't no fooling around • No time for dancing, or lovey dovey • I ain't got time for that now

Link to comment
Share on other sites

Chodziło mi właśnie o ‚Birth of the Cool’. Te trzy płyty, to dla mnie trzy najwazniejsze rzeczy Milesa, oczywiście nie zapominając o wątku bebopowym, ale to rozdział Birda, z którego Miles przecież pochodzi i de facto nie zostawił czy też nie zaczął nowego, świeżego śladu. A więc ‚Birth of the Cool’, ‚Kind Of Blue’ i ‚Bitches Brew’. Ale to tylko mój maly schemat i oczywiście nie trzeba się z nim zgadzać. Zostaje jeszcze co prawda 2nd Great Quintet, ale to już tak jakby pochodna i wypadkowa Kind Of Blue’. 

   

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Tak, ale zarówno 'Milestones' jak i 'Silent Way', to komponenty i pomysł na nową zupę. Sygnatura kucharza 'na stole', to 'Kind of Blue' i 'Bitches Brew'. Cały okres Milesa i drugiego kwintetu z estetyki kontrolowanego free i powiedzmy contemporary, pochodzi z eksperymentów modalnych - przynajmniej tak mi się wydaje, choć mogę się mylić. Ale z kolei jak zerkniemy w przeszłość, to u George Russela były początki modalne, a Miles w jakiś swój sposób je rozwinął. Mogę przypuszczać, że wpływ na jego 'eksperymenty' z modalem i pożniej z kontrolowanym free, miał już wczesny album i aranżacyjne nagrania na 'Conception' z 1956. Zresztą na spółę z Lee Konitzem, który też mocno eksperymentował z otwartymi formami. Są razem z Milesem na tych nagraniach w towarzystwie Billy Bouera i oczywiście Maxa Roacha, którzy też gruszek nie zasypywali w estetyce frytowej. A to był przecież rok 1956, czyli szmat czasu przed oficjalnym wejściem Ornette na piedestał. Nawet Sun Ra zasuwał jeszcze wtedy bebop i orkestrowe aranże '-)

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Widzę Marcinie, że coś znowu cię swędzi. Najlepiej się wtedy podrapać - taka moja przyjacielska rada. A jeszcze lepiej nie zaglądać do wątków, w których nie ma się nic do powiedzenia i sprawa załatwiona. Tyle jest fajnych innych zajęć, więc naprawdę nie trzeba się katować rzeczami, które swędzą.

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Chicago

 

Doceniam historyczne znaczenie płyty "Birth..." ale brzmi ona dla mnie jednak archaicznie.Poza tym na ile ona jest Milesa?

Tak się przyjęło uważać ale równie dobrze można stwierdzić,że Mulligana czy Konitz'a.Zdarzają się takie płyty,które zostały namaszczone jako znaczące czy przełomowe ale niekoniecznie słuchane.U mnie w tej chwili najwyżej stoją nagrania kwintetu.

marbutos

Mogę cię zapewnić,że ta muzyka jest i będzie słuchana.

Link to comment
Share on other sites

6 godzin temu, wojciech iwaszczukiewicz napisał:

Poza tym na ile ona jest Milesa?

Tak się przyjęło uważać ale równie dobrze można stwierdzić,że Mulligana czy Konitz'a.

Milesa, Mulligana i Gila Evansa - Konitz został zatrudniony przez Milesa za namową Mulligana. Wyborem oczywistym alcisty był Bird, ale on odrzucił ofertę, więc Miles pomyślał o Sonny Stitt, jednak Mulligan był zdania, że z Sonny Stittem będzie praktycznie to samo co z Birdem i za daleko nie 'odjadą' od bebopowych zakrętasów i zaproponował Konitza. Milesowi pomysł się spodobał i zatrudnił Konitza.

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Oto co piszą o 'Birth of the Cool' w książce/albumie 'We Want Miles' - mojej ulubionej publikacji zaraz obok biografii Milesa

Powstały dziewięcioosobowy zespół zerwał z logiką orkiestrową wielkich zespołów swingowych. Sekcje trąbki, puzonu i saksofonu zostały zastąpione indywidualnymi głosami podzielonymi między instrumenty z dźwiękami w łagodnych środkowych i niskich rejestrach (waltornia, puzon, saksofon barytonowy i tuba). Obsadzenie altu zaproponowano oczywiście Charlie Parkerowi, ale on odrzucił ofertę współpracy. Miles pomyślał wtedy o Sonny Stitt, ale Gerry Mulligan przekonał go, żeby nie zastępował Birda Sonny Stittem, który będąc pod względem estetycznym najbliżej Birda, mógłby zaburzyć wysiłki zespołu zmierzające do odejścia od bebopu. W rezultacie, za namową Mulligana wybór padł na Lee Konitza - członka Orkiestry Claude Thornhilla. Konitz, ze swoim wyciszonym dźwiękiem i swobodną artykulacją kontrastującą z nieregularnym, szorstkim brzmieniem bebopu idealnie nadawał się do nowego projektu. Dla Davisa był to setup, w którym jego wizja klimatu St. Louis w nowej muzyce mogła rozkwitać w podobnym znaczeniu jak język bopowy. Miles zaangażował orkiestrę na dwutygodniowe koncerty w niedawno otwartym Royal Roost na Broadwayu i zespół wystąpił tam pod nazwą Miles Davis Nonet. Plakat przy wejściu do klubu informował: „Zespół Milesa Davisa, aranżacje Gerry Mulligana, Gila Evansa i Johna Lewisa”, co było i rewolucyjne i nietypowe - pojawienie się na plakatach nazwisk aranżerów nie było wtedy w ogóle praktykowane. Jednak muzyki nonetu jak na tamte czasy nie można było zakwalifikować jako muzyki rozrywkowej, a publiczność bardziej przyzwyczajona do jazzu, przy którym mogła tańczyć była dość mocno zakłopotana, nawet pomimo wysiłków Davisa, który spowalniając frenetyczne tempo bopu, miał nadzieję, że utwory o 'awangardowym' charakterze będą bardziej dostępne dla publiki. Niektórzy czarni muzycy oskarżyli go nawet o zdradę czarnej muzyki, choć sam Count Basie wyrażał się pozytywnie o nowej muzyce ujmując to w słowach: „Te powolne rzeczy brzmiały dziwnie i dobrze. Nie zawsze wiedziałem co robią, ale słuchałem i to mi się podoba". Na koncerty orkiestry przyszło wielu muzyków w tym aranżer Pete Rugollo, który pracował dla nowej wytwórni płytowej założonej niedawno w Hollywood. Po koncertach Miles Davis podpisał kontrakt z Capitol Records, a jego nonet wkrótce pojawił się w studio na pierwszej z trzech sesji.


Poza kolorami orkiestrowymi, ekspresyjnymi półtonami, wyrafinowanymi harmoniami i użyciem kontrapunktu - dziwnością, której kulminacją jest „Moon Dreams” Gila Evansa z jego niemal zawieszonym tempem - repertuar nonetu charakteryzował się strukturalną śmiałością aranżacji, które całkowicie zrywały z praktykami tamtych czasów: „Jerru” Gerry Mulligana z jego krótkimi fragmentami na 3/4; „Boplicity” z rozszerzeniem struktury harmonicznej po barytonowym solo dezorientujące słuchacza; „Deception” z podobnymi rozciągniętymi odcinkami uwydatnionymi przez zawieszenie ruchu harmonicznego, zapowiadającego już wtedy modalny jazz Milesa zaczynający się na dobre pod koniec następnej dekady. Miles w nowym okresie będąc już zupełnie obok języka bopowego przekazywał mieszankę dystansu, wewnętrzności, relaksu, intensywności oraz naturalnej i melodyjnej kanciastości, dzięki której wykreowała się już zupełnie inna i wyjątkowa osobowość.

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Chicago

 

Chodziło mi o to,że przypisywanie Milesowi autorstwa koncepcji "Birth..." jest przez wielu krytyków kwestionowane.Że był to projekt zbiorowy a Milesa wypuszczono trochę na kredyt.W porównaniu z pozostałymi muzykami sesji miał najmniejszy dorobek.

Link to comment
Share on other sites

35 minut temu, Szyszkownik Kilkujadek napisał:

Co masz na myśli pisząc "w książce/albumie "We want Miles"? Co to za wydawnictwo?

MilesDavis_cover_low-res.jpg 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Na tegorocznym Sundance Film Festival został zaprezentowany najnowszy film dokumentalny o Milesie - 'Miles Davis: Birth of the Cool' w reżyserii Stanleya Nelsona. Filmu jeszcze nie widziałem, ale wkrótce zamierzam. Ma doskonałe recenzje i pojawił się w styczniu bieżącego roku: 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą ) IMG_0767.thumb.jpg.c71c7d974750c1b01a13fd92627df234.jpgIMG_0771.thumb.jpg.fad1bbf43c26f21bf75721b1826d8d02.jpgIMG_0772.thumb.jpg.3085a4f470f5a0e5722014ddbb67e11b.jpgIMG_0773.thumb.jpg.4104ad1963819bedb7fa2a8cbb4a372d.jpgIMG_0776.thumb.jpg.4ef012fab7a3e42b17319a357b34bc0d.jpgIMG_0777.thumb.jpg.7f06986db6ae2d7458664c2c53074bd3.jpgIMG_0778.thumb.jpg.c15a9710ea46c6a56e9f55794518b0f1.jpgIMG_0779.thumb.jpg.d2598a3c7d9026fdcfdcecec08e39259.jpgIMG_0781.thumb.jpg.a462027b356eb72c2e254ec815b91513.jpgIMG_0785.thumb.jpg.1a37a31684ef6e5937139146419ac8d1.jpgIMG_0785.thumb.jpg.1a37a31684ef6e5937139146419ac8d1.jpg

1 godzinę temu, wojciech iwaszczukiewicz napisał:

Chodziło mi o to,że przypisywanie Milesowi autorstwa koncepcji "Birth..." jest przez wielu krytyków kwestionowane.Że był to projekt zbiorowy a Milesa wypuszczono trochę na kredyt.W porównaniu z pozostałymi muzykami sesji miał najmniejszy dorobek.

Ale jakich krytyków? Jakieś żródła? Bo wiesz jak to jest z krytykami - większosć z nich nie jest muzykami. Ja najbardziej ufam jednak głosom krytyków, którzy są czy też byli jednocześnie muzykami i mają pojęcie zarówno muzykologiczne jak i stricte techniczne muzycznie.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Zapewne z Birth... było podobnie, jak z późniejszą muzyką Davisa, czyli pierwszą i najważniejszą kwestią było dobranie odpowiednich muzyków do grupy a potem danie im dużo swobody. Davis miał nosa do muzyki, do wyjątkowych artystów. Moim zdaniem nie da się łatwo rozdzielić zasług poszczególnych muzyków, muzyka tworzona była zespołowo. Niemniej pierwsze 10 calowe płyty z materiałem z Birth... wychodziły podpisane "Miles Davis and his orchestra", więc lider od początku był jednoznacznie określony.

Tu trochę zaofftopuję, żeby posłużyć się analogią, mam nadzieję, że wybaczycie.
Ostatnio bardzo często słucham kwartetu Brubecka, gdyż zanabyłem "Complete Columbia Studio Albums", ponadto czytam i oglądam co tylko się da. No i w kwestii genialnego "Take Five" sprawa wygląda tak": Dave usłyszał bit Joe'go, poprosił Paula o napisanie melodii w odpowiednim metrum. Desmond męczył się z tym, męczył, po czym przyszedł do Brubecka i powiedział, że nie da rady. Nie potrafi. Dave zapytał, czy cokolwiek napisał, Desmond pokazał dwa motywy. Jeden stał się pierwszą cześcią znanej melodii, drugi drugą częścią.
I teraz jest tak: każdy albo prawie każdy słyszał Take Five, większość niesłuchaczy jazzu kojarzy to z Brubeckiem, fani jazzu wiedzą, że to kompozycja Desmonda, a prawda jest taka, że obaj byli niezbędni, żeby utwór powstał.

I tak jest chyba z Birth... Bez Milesa ta muzyka nie powstałaby, co nie znaczy, że powstałaby bez Mulligana i Konitza. Czy w ogóle da się określić podział "odpowiedzialności" za powstanie tej muzyki? Nie sądzę.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.

                  wykrzyknik.png

AdBlock blocking software detected!


Our website lives up to the displayed advertisements.
The ads are thematically related to the site and are not bothersome.

Please disable the AdBlock extension or blocking software while using the site.

 

Registered users can disable this message.