Jump to content
barni

Myśli nieuczesane Wojciecha Pacuły

Recommended Posts

18 minut temu, soundchaser napisał:

Przeczytałem cały Twój obszerny wpis, ale nie kumam o co chodzi z tą aktualnością.

To może inaczej: znasz jakieś dobre, ambitne teksty jazzowe (pomijam, że jazz wokalny to nisza), w których artysta ma do przekazania coś więcej niż „I love you, Porgy” lub „It don't mean a thing if it ain't got that swing (Doo wah, doo wah, doo wah, doo wah)” lub ewentualnie „Cry me a river”? 

Dla mnie tekst jest ważny i utwory, które uwielbiam z reguły mają też teksty, które uwielbiam i nad którymi za każdym razem się zastanawiam i odkrywam w nich coś nowego kiedy słyszę utwór. Nawet tysięczny raz, bo w danym state of mind mogę usłyszeć i zrozumieć coś czego wcześniej w ten sposób nie odebrałem. W jazzie bez szans, jest tylko (czasem aż) muzyka.

Edited by Drizzt

This ain't no party, this ain't no disco • This ain't no fooling around • No time for dancing, or lovey dovey • I ain't got time for that now

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wsiedliście tutaj na mnie jak kozy na pochyłe drzewo. No ale weżmy tego Monka. Posłuchałem paru utworów na youtube no i o co chodzi? Czy to jest dla Was fajne, twórcze, klimatyczne, imrowizacyjne, odkrywcze, relaksujące, odprężające, rozwijające, inspirujące a może żart czy co tam jeszcze?

Próbuję zrozumieć co w tym widzicie.

Edited by arek67
  • Like 1
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
28 minut temu, Chicago napisał:

Ja wręcz odwrotnie - po latach słuchania tych wszystkich, których wymieniłeś, uświadomiłem sobie, że w jazzie mam wszystko czego potrzebuję.

Jesteś szczęśliwy bo odrzuciłeś wszystko inne. A ja staram się słuchać wszystkiego (bez przesady...poza gatunkami, które odrzucam na starcie) i lubię poznawać wciąż nowe rzeczy. W ten sposób mam cały czas radość ze słuchania i wyboru tego, czego w danej chwili potrzebuję. Ja wiem, że Ty też to masz, bo znajdujesz w samym jazzie taką różnorodność, jak ja w różnych rodzajach muzyki.
 

Share this post


Link to post
Share on other sites
xavian

Fortepian jest najważniejszy - pierwszy instrument 'jazzu', choć ignorowany przez Nowy Orlean - jest ciężki i przez to niemobilny, a orkiestry nowoorleańskie zasuwały wozami, więc fortepian był im nie po drodze. Poza tym nie miał szans z dęciakami w jazzowej frazie. Ale jakby nie spojrzeć, i nie usłyszeć, to jazz zaczyna się od fortepianu i jako instrument jest chyba najważniejszy - najważniejszy i najużyteczniejszy w hierachii instrumentów jakichkolwiek, i co najważniejsze, w początkowej fazie nauki jest w miarę łatwym instrumentem do opanowania i do nauczenia się podstaw muzyki. Przez pierwsze dwa lata o wiele więcej można zrobić na fortepianie niż na gitarze, bo gitara, to szalenie trudny i ciężki instrument do opanowania, w profesjonalnym kontekście oczywiście. Po prostu na klawiaturze wszystko widać. W jazzie, ale i w każdej innej muzyce, fortepian  posiada same zalety, bo może być użyty jako instrument rytmiczny, harmoniczny, melodyczny... jest uniwersalny. Jedynie intensywnością frazy ustępuje dęciakom, a właściwie to niemożliwe jest z niego wydobyć tę jazzową intensywność instrumentów dętych, zarówno drewna jak i brassów, ale poza tym...??? Art Tatum, Bud Powell, Paul Bley, Dave Brubeck, Oscar Peterson, Cecil Taylor, Monk, McCoy, Scott Joplin, Jelly Roll Morton, Earl Hines, Fats Waller, Eroll Garner, Chick, Hancock, Jarrett, Count Basie, Duke, Bill Evans, Ahmad Jamal, Andrew Hill, Carla Bley, Geri Allen... nie ograniczyli jazzu. A wręcz przeciwnie, rozwinęli go i harmonicznie i rytmicznie. Ale nie trzeba się ze mną zgadzać i można sobie myśleć jak się chce.

Edited by Chicago
  • Like 2

Parker's Mood

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 minut temu, Drizzt napisał:

To może inaczej: znasz jakieś dobre, ambitne teksty jazzowe (pomijam, że jazz wokalny to nisza), w których artysta ma do przekazania coś więcej niż „I love you, Porgy” lub „It don't mean a thing if it ain't got that swing (Doo wah, doo wah, doo wah, doo wah)” lub ewentualnie „Cry me a river”? 

To już rozumiem - słuchaj jazzu z wokalem. Ten instrumentalny sobie odpuść.

18 minut temu, arek67 napisał:

Wsiedliście tutaj na mnie jak kozy na pochyłe drzewo. No ale weżmy tego Monka.

Nie przesadzaj. Ja Monka też akurat nie lubię.

  • Sad 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, soundchaser napisał:

To już rozumiem - słuchaj jazzu z wokalem. Ten instrumentalny sobie odpuść.

Nie cierpię jazzu z wokalem (poza małymi wyjątkami) 🙂

Będę dalej słuchał jazzu instrumentalnego, ale wiem, że nie da mi on wszystkiego, bo potrzebuję też ambitnej treści i przekazu.

I te znajduję w innych gatunkach muzycznych.


This ain't no party, this ain't no disco • This ain't no fooling around • No time for dancing, or lovey dovey • I ain't got time for that now

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja słucham jeszcze klasyki i muzyki współczesnej, ale nie w takich ilościach jak jazzu. Przerobiłem już dawno Kubę, Brazylię i Afrykę - mam poważne zasoby płyt fantastycznych muzyków stamtąd, zresztą do tego konkretnego jazzu i jego idiomu trafiłem po wieloletnich latynoskich fascynacjach. Teraz idę głęboko - odkrywam i słucham początków Chicago - najważnieszego miasta w historii całej muzyki rozrywkowej. Nie posiadałem kiedyś tej świadomości. Ale drążę też w Nowym Orleanie i wcześniej. Powróciłem też do bluesa z Delty. Bardzo stare rzeczy, a z Delty  już niedaleko do St.Louis, a z St.Louis do Chicago. I koło się zamyka. I tak słucham słucham słucham, czytam czytam czytam, i mi co jakiś czas ręce opadają od wygadywanych tutaj historii 😀

  • Like 2

Parker's Mood

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 27.03.2020 o 16:19, arek67 napisał:

Od zasilania ważniejsze jest zmiejszenie wibracji na napędzie. Każdym napędzie. Co popsute przy odczycie nie zostanie odzyskane. Trzeba jeszcze pamiętać, że Pacuła gra z CD. Przy gramofonie zasilanie jest nie tak istotne ale stabilność obrotów już tak. Czyli też jest istotne:)

Kurde, a ja słucham czasem płyt w samochodzie podczas jazdy, a przecież czasem dziury na drodze  i silnik wibruje. Od teraz tylko na postoju i to przy wyłączonym silniku, żeby żaden bit przez te wibracje nie uciekł😀

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Chicago napisał:

Po czym wchodzi Monk...

Pięknie to wszystko napisałeś, nie trzeba nic dodawać. A po tym co tu dzisiaj przeczytałem ręce opadniete mam totalnie..

 

Edited by Фома
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Chicago napisał:

Ale drążę też w Nowym Orleanie i wcześniej.

Problem w tym z czego i jak tego słuchać, nagrań klasycznych nowoorleańskich wykonawców jest niewiele, poza Armstrongiem. Więcej można poczytać w ramach tego drążenia niż posłuchać. A dziś to niestety od dawna jest cepelia. Byłem w wielu tych legendarnych klubach jazzowych w Nowym Orleanie: Preservation Hall, Fritzel’s, Spotted Cat. Bardzo fajna zabawa, spędziliśmy tam mnóstwo fajnych chwil, ale to jest cepelia. W Spotted Cat była taka zabawa, że część garderoby zostawiłem i nigdy nie odzyskałem, ale cóż, w domu tego zupełnie nie słucham. Za to bluesa z Delty jak najbardziej słucham jak mnie najdzie, a czasem nachodzi, i to jest piękna muzyka, z przekazem.

Edited by Drizzt
  • Like 1

This ain't no party, this ain't no disco • This ain't no fooling around • No time for dancing, or lovey dovey • I ain't got time for that now

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dawno tu nic nie pisałem tylko czasem wchodziłem poczytać ale od dawna samego mnie korciło założyć wątek o Panu Pacule i jego tekstach. Nie tylko na łamach jego portalu o dumnej i ładnej nazwie "High Fidelity". No i proszę taki wątek powstał ale dyskusja poszła na inne tory więc może wróćmy do twórczości tego Pana.

Co pół miesiąca zaglądam na "High Fidelity" z ciekawości co też za recenzje tam się ukażą, w sensie jaki sprzęt będzie opisywany" bo testami tego nazwać nie można. Lubię poczytać o różnych urządzeniach i pooglądać je nie tylko na zewnątrz ale przede wszystkim wewnątrz. Popatrzeć z bliska co nowego w branży się pojawiło jakie pomysły etc. Zaletą portalu są bardzo dobrej jakości zdjęcia. Szkoda tylko, że nie zawsze to jest na nich co chciałoby się zobaczyć z bliska. Poza tym ciekawe wywiady z równie ciekawymi ludźmi z branży szeroko pojętego Audio. No ale... I tutaj zaczynają się schody. Dla mnie to nie jest portal techniczny w żadnym rozumieniu tego słowa a bardziej psychologiczno - socjologiczny, że się tak wyrażę.

Jest to ważne dla odbioru muzyki. Ciekawi ludzie i ich podejście do różnych tematów branżowych i około branżowych. W znaczeniu pomysłów i tzw. "filozofii" bądź zamiennie konceptu konstruowania sprzętu i odbioru muzyki czy realizacji nagrań. To lubię sobie poczytać. Jednak... Czytając i analizując tekst już po pierwszych chwilach zauważam nadmierne "słodzenie" twórcom sprzętu, gościom nierzadko i czytelnikom. Ta "wazelina" mnie zaczyna wkurzać, potem śmieszyć a na końcu po prostu jak to się slangowo mówi "leżę i kwiczę" ze śmiechu 😉 lub też "tarzam się po podłodze" z rozbawienia 🙂

Dawno już nie przeczytałem całego tekstu choć, jak mówiłem, zaglądam. Po prostu wysiadam po paru akapitach. Pan Wojciech opisuje sprzęt jak to nazywacie "poetycko" puszczając przymilskie oczko do potencjalnych klientów i pewnie dystrybutorów łechtając mile ich ego. To są tanie sztuczki. Czasem sposób opisania jest tak sztuczny i słaby jakby był kierowany do jakichś, nie obrażając nikogo, ameb umysłowych albo dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Zauważyłem jeszcze jedno, zwróćcie sobie na to uwagę. Bardzo często są robione celowe błędy w pisowni, które są powiązane z innym wyrazem czy częścią tekstu lub wręcz innego artykułu. Czasami niedokończenia wyrazów, które dziwnie mają się kojarzyć z innymi. To nie może być przypadkowe. To zdarza się w tak charakterystyczny sposób i tak często, że nie można tego zrzucić na błędy z tytułu pośpiechu czy zmęczenia. Owszem dla niepoznaki, niejako, takie też są. I pewnie w większości wynikają z normalnej ludzkiej niedoskonałości ale podejrzewam też zamierzone bo się ładnie skomponują z celowymi i czytelnik pomyśli. Po prostu się pomylił. Tym bardziej dziwne, że jednorazowa korekta i uważne przeczytanie tekstu, który samemu się napisało pozwoliłoby na wychwycenie takich braków. Wiem co mówię gdyż latami pracowałem z tekstem. To jest moje zdanie i obserwacja. Widziałem takie zabiegi również u innych autorów z innych branż również np. informatycznej. Wystarczy wnikliwie postudiować urywki tekstu. Potem wchodzi to w nawyk i człowiek zaczyna takie rzeczy wyłapywać automatycznie. Nigdzie nie znalazłem do tej pory opisu tego zjawiska ale wyczuwam tu psychologiczną i dziennikarską manipulację.

Jeśli chodzi o znajomość elektroniki to już wielokrotnie zarzucano mu jej nieznajomość. To co zawsze musi się obowiązkowo znaleźć w opisie budowy urządzenia to stwierdzenia typu "ładne kondensatory" nie oznacza to z automatu przecież ich wysokiej jakości "ładne złocone złącza" ładne, ładne, ładne i jeszcze raz ładne. Cholera coś z tymi tekstami jest mocno nie tak. Humorystyczne są z pewnością.

Różnego rodzaju "kwiatki" jak - "osobne biegi z zasilacza" zamiast linie zasilające czy sławne już na cały polski internet gniazdo Furutecha i jego opis jak to "dźwięki atakują z różnych stron, jest ich więcej i każdy nadciąga  z osobna ale jakby w swojej własnej misji" po wymianie z takiego za 12,55 zł w Castoramie 😉

Toż to podświadomie musi się kojarzyć z jakąś bitwą. I tu dochodzę do sedna moich rozważań. Czy siła tego biznesu jak każdego innego nie tkwi w działaniu na podświadomość? Tak jak w każdym innym. Niestety bezlitosnym działaniu i ataku na czytającego, który najczęściej nie zdaje sobie z tego sprawy bo gdzieżby u niego taka wiedza. Większości ludzi to nie interesuje nawet jak się im o tym mówi uznają, że się bredzi i ze złością to odrzucają. W zagranicznej prasie Audio np. niemieckiej czy angielskiej taki styl też jest stosowany. O co tutaj chodzi? Może ktoś dokładniej wie? Czego są uczeni dziennikarze? A może dowiadują się tego nieoficjalnie?  W zagranicznej prasie już w latach 90,- tych zauważyłem takie myki. Nie wiem jak było wcześniej bo nie miałem do niej dostępu. Co o tym sądzicie?

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 minut temu, nowmar audioholik napisał:

Co o tym sądzicie?

Ja osobiście nic. W ogóle nie wchodzę na stronę pana Pacuły, bo jego poczucie humoru do mnie nie trafia, a nie wyobrażam sobie czytać tego na poważnie.

Ale zaciekawiłeś mnie z tymi manipulacjami słownymi i celowymi błędami mającymi działać na podświadomość. Czy możesz podać przykład?


This ain't no party, this ain't no disco • This ain't no fooling around • No time for dancing, or lovey dovey • I ain't got time for that now

Share this post


Link to post
Share on other sites
24 minuty temu, nowmar audioholik napisał:

(...) "dźwięki atakują z różnych stron, jest ich więcej i każdy nadciąga  z osobna ale jakby w swojej własnej misji" po wymianie z takiego za 12,55 zł w Castoramie 😉

Toż to podświadomie musi się kojarzyć z jakąś bitwą. I tu dochodzę do sedna moich rozważań. Czy siła tego biznesu jak każdego innego nie tkwi w działaniu na podświadomość? Tak jak w każdym innym. Niestety bezlitosnym działaniu i ataku na czytającego, który najczęściej nie zdaje sobie z tego sprawy bo gdzieżby u niego taka wiedza. Większości ludzi to nie interesuje nawet jak się im o tym mówi uznają, że się bredzi i ze złością to odrzucają. W zagranicznej prasie Audio np. niemieckiej czy angielskiej taki styl też jest stosowany. O co tutaj chodzi? Może ktoś dokładniej wie? Czego są uczeni dziennikarze? A może dowiadują się tego nieoficjalnie?  W zagranicznej prasie już w latach 90,- tych zauważyłem takie myki. Nie wiem jak było wcześniej bo nie miałem do niej dostępu. Co o tym sądzicie?

 

Czyż nie jest to piękny poetycki opis?

Mnie się wydaje (oczywiście mogę się mylić) że te opisy już dawno temu oderwały się od opisywanych przedmiotów. Sprzęt jest jedynie inspiracją dla twórczości poruszającej się w całkiem innych obszarach i oczywiście możemy podejrzewać, że jednym z tych obszarów jest oddziaływanie na takie czy inne preferencje zakupowe czytelnika.

Złośliwy mógłby to nazwać podprogowym marketingiem, ale zawsze można powiedzieć, że Pan Redaktor jedynie odsłania przed czytelnikiem nowe, do tej pory niedostrzegane przez niego horyzonty. I całkiem możliwe, że ktoś później zachwyca się ścianą dźwięku wydobywającą się z gniazdka Furutecha.


Jestem Europejczykiem.

We własnym kraju jestem rebeliantem.

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, arek67 napisał:

No ale weżmy tego Monka. Posłuchałem paru utworów na youtube no i o co chodzi?

"...tego Monka"  😳

W taki sposób, za pomocą "paru utworów na YT" to można sobie sprawdzać, jak miesiąc wcześniej wykreowana gwiazdka za pomocą "idola", "mam talent", czy innej tv śniadaniowej, poradziła sobie nagrywając debiutancka płytę. 

 

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wracając jednak do Pacuły to niezłą rozrywką jest też czytanie relacji ze spotkań KTS w celu testowania czegoś, np. jakiegoś kabla albo porównywanie różnych wydań płyt. Siedzi towarzystwo na szerokości 2-3 metrów w głąb i wszerz, w sweet spot może 1-2 osoby, każdy coś popija i nie jest to woda mineralna, a potem mają różne doznania. Najistotniejsze  jest to, że faktycznie każdy rzeczywiście słyszy inaczej bo oprócz własnego subiektywnego podejścia dochodzi miejsce siedzenia względem kolumn rodzaj i ilość spożywanych trunków oraz autosugestie i sugestia innych słuchających. Tylko, że oni wszyscy myślą, że faktycznie rozpoznają te różnice i każdy ma swoje zdanie na ten temat. Muszę jednak zastrzec, że te wnioski to tylko ze zdjęć wysnułem ale trudno sobie wyobrazić, że każdy ze słuchających po kolei siada  na trzeźwo w sweet spot i słucha wystarczająco długo, a potem się dzielą wrażeniami i to każdy poufnie gdzie to spisuje żeby nie zasugerować się zdaniem poprzedników, na koniec robią podsumowanie i czytają. Absurd.

Tak czy siak niezła zabawa  zarówno dla nich bo mają zapewne miłe spotkanie jak i dla czytających.

  • Like 1
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, nowmar audioholik napisał:

W zagranicznej prasie już w latach 90,- tych zauważyłem takie myki. Nie wiem jak było wcześniej bo nie miałem do niej dostępu. Co o tym sądzicie?

"Dziwnym" zbiegiem okoliczności właśnie od tego czasu zaczęły na dobre "grać" wszelkie przewody i sieciówki. Później nastąpił dalszy "rozwój" o kolejne gadżety.

Przypadek?

7 godzin temu, Jaro_747 napisał:

Złośliwy mógłby to nazwać

Nie złośliwy, jeno trzeźwo myślący.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, nowmar audioholik napisał:

Czy siła tego biznesu jak każdego innego nie tkwi w działaniu na podświadomość?

Oczywiście, że tak.

High-end jest też w branży video, ale tam jakoś nikt nie pisze, że wymiana sieciówki poprawia np. kontrast. To samo dotyczy to zawodowego OC w komputerach. Dlaczego więc tak powszechne jest to w branży audio? Bo słuch jest subiektywny, niemierzalny. Obraz można łatwo sparametryzować i sprawdzić. To samo np. overclocking poprzez np. liczbę FPS.

Wpływ kabli zasilających oceniam na jakieś 0-5% czyli mieszczący się pewnie w błędzie pomiarowym.

Żeby było ironicznie - niestety sam wpadłem i do nowego zestawu kupiłem dość drogie sieciówki. Ot tak "dla świętego spokoju". Wiem - głupie, ale właśnie tak się kręci ten biznes.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jest jeszcze kwestia psychologiczna. Jeżeli nie słyszysz, to znaczy, że jest coś z tobą nie tak. Nie jesteś wyjątkowy. Nie nadajesz się na audiofila.

Presja tłumu. Pisał już o tym Andersen w bajce o nowych szatach króla. Nic nowego...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, iro III napisał:

"Dziwnym" zbiegiem okoliczności właśnie od tego czasu zaczęły na dobre "grać" wszelkie przewody i sieciówki. Później nastąpił dalszy "rozwój" o kolejne gadżety

Po prostu wtedy nastąpił w Polsce wysyp kolorowej prasy audio, a w nich artykułów na tematy techniczne i "audiofilskie"

Na Zachodzie tematyka "audiofilska" była obecna dużo wcześniej.

Edited by toptwenty

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 minut temu, Meloman napisał:

Żeby było ironicznie - niestety sam wpadłem i do nowego zestawu kupiłem dość drogie sieciówki. Ot tak "dla świętego spokoju". Wiem - głupie, ale właśnie tak się kręci ten biznes.

Też to w zeszłoroczny "czarny piątek" zrobiłem i kupiłem dwa najtańsze kable Wireworld, bo były tańsze o 100 zł/szt. Dlatego bo ich konstrukcja do mnie przemawia, przynajmniej jest to jakaś koncepcja inna. Ponadto  od  zawsze uważałem, że ekranowanie kabla zasilającego nie jest pozbawione sensu bo taki kabel mniej sieje na inne sąsiadujące np. głośnikowe.  Dotychczas miałem jakieś DIY, a te Wireworldy są takie ładne niebieskie i porządne wtyczki na końcu mają🙂Nie żebym ten zbawienny wpływ słyszał  ale kupiłem głównie z powodu jak w cytacie przedmówcy, a i wydatek nie taki wielki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jest jeszcze kwestia tzw. wygrzewania sprzętu. Dyskutowałem kiedyś na ten temat ze znajomym profesorem fizyki, który wyśmiał opinie, że sprzęt audio musi rozgrzewać się min. 1 godzinę, a najlepiej 2. Powiedział, że w normalnym układzie, czyli w pokoju gdzie panuje temp. ok. 20 godziny każdy zwyczajny system zasilany prądem osiąga pełną sprawność maksymalnie po 20 minutach.

Wszystko inne to subiektywne doznania słuchacza, jak np. przyzwyczajenie się do brzmienia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To aż profesorowi trzeba dupę zawracać, żeby dojść do tak oczywistych wniosków? Zjawisko nazywa się adaptacją słuchu i jest powszechnie lekceważone na tym forum. No bo przecież wiadomo, że konieczność wygrzewania sprzętu miesiącami to powszechna audiofilska mądrość, przekazywana z ust do ust. I tak kula śniegowa fałszywych wierzeń rośnie.

Edited by Drizzt
  • Like 2

This ain't no party, this ain't no disco • This ain't no fooling around • No time for dancing, or lovey dovey • I ain't got time for that now

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, audiofan01 napisał:

Najistotniejsze  jest to, że faktycznie każdy rzeczywiście słyszy inaczej bo oprócz własnego subiektywnego podejścia dochodzi miejsce siedzenia względem kolumn rodzaj i ilość spożywanych trunków oraz autosugestie i sugestia innych słuchających.

Rzekłbym, że nawet ilość gazów wydalonych w tak licznym gronie na małej powierzchni ma wpływ na subiektywną ocenę całego wydarzenia :-)))))) U tych, którzy wąchać to muszą oczywiście :-))))

13 godzin temu, Chicago napisał:

Fortepian jest najważniejszy

Eee tam :-). Najważniejsze w jazzie są instrumenty dęte :-)!. Fortepian w jazzie, to jak kwiatek u kożucha ;-).

Edited by AL

Smuga cienia spowija..;-)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Meloman napisał:

Ot tak "dla świętego spokoju".

"Święty spokój" to bardzo ważny element audio hobby. Też zdarza mi się w audio kupować droższe rzeczy niż potrzeba, dla świętego spokoju.  

  • Like 1

Jakość wniosków w porównaniach audio jest zawsze zgodna z jakością procedury porównawczej.

Pasja bez precyzji to chaos. DOBRZE ŻE JEST MUZYKA

Share this post


Link to post
Share on other sites
22 godziny temu, arek67 napisał:

Absolutnie "właściwy" prąd i eliminacja wibracji w różnej postaci ma znaczenie zasadnicze. Nie ma dobrego grania bez tych wszystkich gadżetów. To nie jest żadne naciąganie ludzi. Kwestią dyskusji jest tylko to jak efektywne są poszczególne, konkretne produkty.

Rozumiem, że według ciebie taki daje kondycjoner za 24 000zł, a przynajmniej listwa za 3 koła?

Z wibracjami to jest tak, zależy o jakich mówimy, jeśli od tych pochodzących od podłoża to chyba nic nie chroni bardziej niż punktowy styk z podłożem, czyli zwykłe kolce. Wszystkie te platformy z dorabianą filozofią są w tej kwestii o d.. rozbić.


Nie należy sądzić, że diabeł kusi jedynie ludzi genialnych. Gardzi zapewne głupcami, ale nie lekceważy ich pomocy. Przeciwnie, pokłada w nich wielkie nadzieje... (Charles Baudelaire)

Share this post


Link to post
Share on other sites
46 minut temu, Jacchusia napisał:

Z wibracjami to jest tak, zależy o jakich mówimy, jeśli od tych pochodzących od podłoża to chyba nic nie chroni bardziej niż punktowy styk z podłożem, czyli zwykłe kolce.

Możesz podać/opisać mechanizm tłumienia drgań przez kolec czyli punktowy styk?


Jakość wniosków w porównaniach audio jest zawsze zgodna z jakością procedury porównawczej.

Pasja bez precyzji to chaos. DOBRZE ŻE JEST MUZYKA

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przecież masz przykład w samochodach - te najbardziej luksusowe mają zamiast amortyzatorów kolce. 😄

  • Like 3

„W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to mogli dowodami obalić?”

- Friedrich Nietzsche

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, Tadeiro napisał:

Przecież masz przykład w samochodach - te najbardziej luksusowe mają zamiast amortyzatorów kolce. 😄

Zamiast tłumików 😉


nagrywamy.com

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.