Jump to content
IGNORED

Stan kanałów słuchowych a brzmienie


lenam

Recommended Posts

Udało mi się już złapać przeziębienie, z obfitym katarem, a jakże, no i od razu mam... groszy system! Basu jakby wypatroszony, średnica zwiędła, klapnięta, a góra, ech szkoda gadać. Przypomniało się przy tej okazji, jak to znajomy podczas pobytu w Indiach pozwolił sobie wyczyścić uszy jakąś niezwykłą wschodnią metodą. W pierwszej chwili myślał, że nie wytrzyma, tak się zrobiło nagle głośno. A u nas w Krakowie jest takie centrum medycyny tybetańskiej, gdzie raz posłałem moją mamę na świecowanie uszu - zaczęła znów słyszeć jak nastolatka!

Ciekaw jestem, czy macie w tej materii jakieś doświadczenia. I czy nie należłaoby do audiofilskiego arsenału dodać np. świecowania uszu?

Zapraszam do dyskusji: subiektywna jakość systemu stereofonicznego a stan trąbki Eustachiusza ;-)

zwolennik łagodności

Link to comment
Share on other sites

Sądzę, że jest sporo racji, w tym co napisałeś - w końcu otolaryngolog leczy uczy, gardło i nos :)

 

Ja od czasu do czasu odczuwam czy raczej słyszę takie szybkie "tykanie" w uchu - nie jest to bolesne, raczej męczące: coś jak migotanie powieki; pojawia się raz - dwa w miesiącu a potem mam spokój - czy ktoś wie, co to może być?

Link to comment
Share on other sites

"I czy nie należłaoby do audiofilskiego arsenału dodać np. świecowania uszu?"

 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

gdzieś w prasie widziałem reklamę jakichś kropli do uszu. podobno rozpuszczają i wypłukują wszystko co niepotrzebne.

z tym tykaniem to niewesoło. miejmy nadzieję, że samo niedługo przejdzie. oby to nie była dolegliwość w stylu szumów usznych bo podobno to jest straszne.

nie chciałbym cię dołować, ale szumy w uszach są przyczyną wielkiej liczby samobójstw.

jak nie przejdzie to biegiem do lekarza!

Link to comment
Share on other sites

syntax To "pykanie" to wyrównywanie ciśnienia w uchu środkowym poprzez właśnie trąbkę słuchową, zjawisko normalne, występuje u wielu osób. Często pojwia się także przy piciu, przełykaniu śliny itd.

Podobne w skutkach jak np. głośny wybuch, eksplozja. Otwarcie ust może uratować bł. bębenkową (znoszą się ciśnienia po obu str. bł. bębenkowej) Trąbka łączy bowiem część nosową gardła i ucho środkowe.

Przy zapaleniu trąbki słuchowej często dochodzi do pogorszenia słuchu. Wtedy "przetyka się" za pomocą takiego sprytnego urządzenia jednocześnie wymawiając głośno JA-KUB.

T. słuchowa=T. Eustachiusza

Link to comment
Share on other sites

W wątku przypomnianym przez Lasicę chodziło o woskowanie, tu idzie raczej o ogólniejszą kwestię, powiedzmy, higieny słuchu. Nie mnie rozstrzygać o skuteczności tej czy innej metody. Tak jak nie jestem ślepym entuzjastą tzw. medycyny naturalnej, tak też z dystansem podchodzę do zadufanej pewności siebie współczesnej medycyny zachodniej, która nie chce czy nie umie przyznać się do swoich ograniczeń.

Akurat to świecowanie, któremu poddała się moja Mama, przeprowadzał nie Indianin w pióropuszu, tylko mongolski lekarz z doktoratem (zachodnim), przy okazji specjalista w zakresie medycyny tybetańskiej, która, przypomnijmy, ma doświadczenia kilku tysięcy lat, w przeciwieństwie do medycyny zachodniej, która jeszcze dwieście lat temu była przerażająca i ignorancka (z dzisiejszego punktu widzenia). Prosty przykład: trzydzieści lat temu powszechnie zalecano zabieranie nowo narodzonych dzieci matkom i umieszczanie ich za szybą w aseptycznych warunkach oraz, np. karmienie butelką z krowim mlekiem o określonych porach. Wielu uczestników forum może na sobie zaobserwować efekty tej "wiedzy". Dziś z triumfem obwieszcza się, że - uwaga - jednak cycuś jest zdrowszy od wymienia, matka lepsza od pielęgniarki, a w ogóle to ztą czystością nie należy przesadzać. Przykłady można mnożyć.

zwolennik łagodności

Link to comment
Share on other sites

>Poczytajcie najpierw w necie na temat swiecowania itp. Nie jest to do konca bezpieczna metoda.

 

Jak już pisałem w poprzednim wątku o świecowaniu (cytując wiele źródeł) ze świecowaniem są dwa problemy. Nie tylko bywa niebezpieczne, ale nie czyści uszu. Rozmaite doświadczenia pokazują, że 1. świecowanie nie usuwa wosku, 2. nie może usunąć wosku (bo ciśnienia są za małe), 3. gdyby usuwało wosk to by urywało błonę bębenkową (takie są wymagane ciśnienia).

Czyszczenie "lekarskie" czyli płukanie niezbyt silnym strumieniem wody o temperaturze ciała ze specjalnej "strzykawki" może RZADKO wiązać się z komplikacjami (zwłaszcza jeśli nie są przestrzegane przeciwskazania) ale ma tę zaletę że usuwa wosk.

Link to comment
Share on other sites

"tu idzie raczej o ogólniejszą kwestię, powiedzmy, higieny słuchu"

 

No to pierwszym przykazaniem higieny słuchu jest nie zarzynać uszu dźwiękami o zbyt dużym natężeniu. To przykazanie stosuje się w szczególności do słuchawkowiczów. Czyli ciągła ekspozycja na dźwięk powinna być poniżej 75-80 dB. Higiena słuchu w mniejszym stopniu polega na tym, żeby utrzymywać w czystości kanał ucha poprzez świecowanie uszu (co zresztą jest nieskuteczne, zobacz wpis pq powyżej) czy wlewanie tam jakichś kropelek, czy choćby czyszczenie zwykłym patyczkiem z watką. Choć to też jest ważne.

Link to comment
Share on other sites

Są to zrywania mięśniowe - takie same jak w mięśniu okrężnym oka - w uchu w mięśniach kosteczek słuchowych. W zapobieganiu: unikanie stresów, jakby były częściej: preparaty magnezu z wit. B6 np. MBE. Jeśli przejdą w uogólnione, częste mioklonie to masz problem (i neurolog też)....

Link to comment
Share on other sites

Grzebanie sobie w uchu pałeczką kosmetyczną (patyczkiem z watką) to doskonała metoda zapewnienia sobie problemów laryngologicznych, od zapaleń poczynając. Woskowina w uchu pełni funkcję ochronną, i ma się tam znajdować. Czyścić z niej należy ucho zewnętrzne (czyli to, co widać), i tylko to. W przypadku jakichkolwiek problemów ze "środkiem" - np. w przypadku "korków" woskowych pojawiających się po częstym zalewaniu ucha wodą, czyli zwykle po urlopie nad morzem ;) - udać się nalezy do laryngologa.

 

Nie dłubać niczym w uszach!

Link to comment
Share on other sites

>Czyścić z niej należy ucho zewnętrzne (czyli to, co widać), i tylko to

 

Tylko w kwestii formalnej: ucho zewnętrzne to nie tylko to co widać. Ucho zewnętrzne to to, jak daleko można wsadzić patyczek w ucho nie przebijając jeszcze błony bębenkowej. Co nie znaczy nie można narobić tam szkód.

 

A więc:

 

czyścić tylko to co widać - małżowinę

nie czyścić w kanale słuchowym!!!

Jak coś jest nie tak - marsz do laryngologa (płukanie ucha zrobi zwykła pielęgniarka w zabiegowym, ale dla bezpieczeństwa i ze względu na ewentualna przeciwskazania do płukania lepiej niech zajrzy fachowiec)

Link to comment
Share on other sites

jeśli już tak dokładnie to nie kanał słuchowy, tylko przdwód słuchowy zewnętrzny, bo jest też i wewnętrzny...

granicą ucha zewnętrznego i środkowego jest bł. bębenkowa to się zgadza. I nie czyścić, ani paluchami, ani wacikami, ani spirytusem.Nic tam nie wkładać, żadnego czosnku, zmielonych roślinek. Płukanie tylko u laryngologa, żadnych pielęgniarek .Sporo kłopotów bywało z tego powodu ( np perforacje bł. bębenkowej z uszkodzeniem kosteczek słuchowych, przewlekłe zapalenia u. środkowego, trwałe niedosłyszenie)

Link to comment
Share on other sites

Pogorszenie słyszenia wysokich tonów w starszym wieku jest związane z utratą elastyczności błony bębenkowej. Przyszła mi kiedyś do głowy myśl (z rzadka tak miewam :-P ), że podobnie jak kobiety przywracają elastyczność starzejącej się skórze za pomocą "cudownych" środków, możnaby uelastycznić przy użyciu jakichś medyczno-kosmetycznych preparatów i błonę bębenkową, czemu nie?

 

Skoro audiofile są w stanie płacic po sto dolców (i więcej) za różne "magiczne cegły" czy inne "kolce z hydropneumatycznym zawieszeniem", albo inwestować kilkanaście razy więcej w kabelki, oczywiste jest, że za taki środek adresowany do najbardziej majętnego segmentu kupujących (ludzi w średnim wieku i starszych, posiadaczy sprzętu hi-fi) zapłaciliby nie mniej (vide wszystkie środki przeciw wypadaniu włosów kosztujące grubo ponad stówę za 20 ml czy jakoś tak). Zwłaszcza, że w przeciwieństwie do "cegieł" taki środek (działający) przynosiłby pewnie rzeczywistą poprawę słyszenia (wymagając oczywiście regularnego stosowania). Myślę, że to mogłaby być żyła złota dla wszystkich fachowców od lipidów, ceramidów itp. dupereli, może nie u nas, ale rynek mamy teraz globalny, czyż nie?

 

Poza tym, są ludzie, którzy długo utrzymują wrodzoną zdolność słyszenia wysokich dźwięków (choćby kolega z forum - Korwin), może warto ich przebadać i stwierdzić, dlaczego właściwie oni tak mają i czy nie można częściowo wywołać podobych zmian w narządzie słuchu u "zwyklaków"?

Link to comment
Share on other sites

>>Pogorszenie słyszenia wysokich tonów w starszym wieku jest związane z utratą elastyczności błony

>>bębenkowej.

>

>To tylko jeden z proponowanych mechanizmów, prawdopodobnie nie najważniejszy.

 

To raczej mechanizm samoobronny przed zbyt "swiszczącym" głosem towarzyszki życia;-)

Link to comment
Share on other sites

"I nie czyścić, ani paluchami, ani wacikami, ani spirytusem."

 

Ciekawe co Twoja dziewczyna/żona na to? Gdy wieczorem po pracy zmęczony kładziesz jej na kolanach swoją głowę, a w uchu... fuj! No i w jednej chwili cała romantyczna chwila pęka jak bańka mydlana :)

 

No już nie przesadzajcie panowie laryngolodzy. Jak się trochę suchym patyczkiem higienicznym z samego brzegu oczyści (tak na pół centymetra w głąb kanału), to myślę, że się chyba nic nie stanie.

 

 

"Pogorszenie słyszenia wysokich tonów w starszym wieku"

Ja robię sobie taki teścik "na łonie natury". Jeśli w lipcowe wieczory słyszę latające nad moją głową nietoperze (wydają one takie bardzo wysokie popiskiwania), to znaczy, że mój słuch w tym roku jest jeszcze OK. Np. moja mama widzi te nietoperze, ale ich już nie słyszy. A tego lata to miałem ubaw, bo ona ich nie słyszała i twierdziła, że ja też nic nie słyszę, a te piski to sobie tylko wymyśliłem, hehehe.

Link to comment
Share on other sites

Pomysł z "balsamem na błonę" nasunął mi inną rzecz: może należałoby się pokusić o dekalog audiofilskiego ucha, który w syntetycznej formie podawałby najważniejsze przykazania, dzięki którym rosłyby szanse na zachowanie dobrego słuchu do późnej starości. Powiedzmy:

1. Nie będziesz zbyt głęboko dłubał w uchu.

2. Pamiętaj, aby nie narażać się na zbyt duży hałas (ile dB?), nawet jeśli brzmi jak muzyka.

3. Nie pozwól grzebać w swym uchu szarlatanom i dyletantom - zostaw to prawdziwym lekarzom.

 

Itd. Może są jakieś specjalne zalecenia w zakresie diety albo np. wilgotności, najbardziej sprzyjającej uchu?

zwolennik łagodności

Link to comment
Share on other sites

Oczywiście że czyścić, ale nie dłubać tak żeby bolało, paprało i pojawiło się zapalenie itp,. Jak już pisałem w wątku o świecowaniu (a nie woskowaniu :/), więcej to daje niż zabawa kabelkami, cegłami, podstawkami, przy okzaji usuwa inne dolegliwości i wpływa wyraźnie pozytywnie na jakość słyszenia. Przy okazji speptykom powtórzę - wątpisz w ściecowanie - spróbuj i dowiedź tegosobie i nam, że nie działa. Chyba się nie boisz?

 

A może ktoś zabroni dłubania w nosie?

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.

                  wykrzyknik.png

AdBlock blocking software detected!


Our website lives up to the displayed advertisements.
The ads are thematically related to the site and are not bothersome.

Please disable the AdBlock extension or blocking software while using the site.

 

Registered users can disable this message.