Jump to content
IGNORED

Muzycy o muzyce–od kuriozum do objawień


kebaP1

Recommended Posts

Czytacie i słuchacie wywiadów, szperacie w sieci – niech bogactwo i różnorodność tego, co mieli i mają do powiedzenia o muzyce muzycy, ci adorowani bardziej lub i trochę mniej, nie ginie! Do założenia tego wątku pchnęła mnie tocząca się obok dyskusja „Gulda, Horowitz, Rubinstein”

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą ) gdzie ile się da pojawiają się cytaty z muzyków lub refleksje po ich pismach. Zróbmy więc sobie antologię. Wypowiedzi najciekawsze - czyli takie, które otwarły wam oczy na jakieś zjawisko, zmieniły lub chociaż poszerzyły sposób widzenia czy słyszenia muzyki, a może i sztuki w ogóle? Wypowiedzi najdziwniejsze - które was zszokowały, zaskoczyły, że ktoś, kto zajmuje się muzyką, może o niej myśleć jakimiś tak prostymi czy naiwnymi (eufemizm) kategoriami.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Na początek wezmę zdanie przywołane przez connex z Ewy Pobłockiej. To dobra, solidna pianistka, więc chciałoby się widzieć w tym tylko podkreślenie konieczności własnych poszukiwań. Ale... Connex opisał to tak:

Slowa Ewy Pobłockiej dotyczyły kwestii szukania własnej drogi do interpretacji Chopina. Czytałem jakiś wywiad z nią kilka lat temu. Stwierdziła z tego co pamietam ze nie jest sztuką połączyć cześć sonaty rubinsteina z częścią kogoś tam i jeszcze inną kogoś tam i zrobić z tego porządnie brzmiącą całośc . Sztuką jest znaleźć własną drogę.Na tyle na ile główną myśl pamietam.

 

Jak się w to wczytać, to co najmniej zaskakuje: 1. że uważa, że tak łatwo jest naśladować choćby Rubinsteina, o co jednak mniejsza (może chodzić tylko o bardzo ogólne naśladowanie), 2. - i to jest zasadnicze – że w jej opinii nie ma nic prostszego, jak złączenie kilku różnych interpretacji i zrobienie z tego patchworka pełnego dzieła sztuki. No, doprawdy...

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Bo tutaj wiele zależy od oczekiwań i ogólnie wizji pracy wykonawcy. Ze słów p. Pobłockiej może wynikać tyle że jej "target" to ludzie nie rozumiejący konstrukcji (tutaj ma wiele racji bo większość słuchaczy nie posiada solidnego wykształcenia i praktyki) więc robi się dla nich swoisty show. Biorąc pod uwagę co zrobiono z grą na instrumentach klawiszowych (i nie tylko) przez wiek XIX i połowę XX można odnieść wrażenie że właśnie samo show stało się najważniejsze (ciekawy jest tutaj casus Liszta który potrafił jeszcze łączyć jedno z drugim). Czy ludzie tacy jak Cortot, Rubinstein czy w innej branży Stokowski lub Furtwangler powinni się w ogóle brać za np. Bacha? Przecież ich interpretacje są odległe o całe lata świetlne jeżeli chodzi o logikę, sens i budowę konstrukcji.

I to nie jest ograniczone do muzyki "dawniejszej". Dobrym przykładem jest Chopin i jego "koncertowe adaptacje" na wielkich koncertówkach Steinwaya. Z drugiej strony interpretacje na odpowiednio strojonych Pleyelach z epoki i koncerty z towarzyszeniem odpowiedniej orkiestry o stroju zbliżonym do tego z epoki. A z drugiej strony znowu Hofmann będący w pewnym stopniu spadkobiercą tradycji Liszta (pomimo że nie miał z nim dłuższej styczności). Jest w jego robocie logika, konstrukcja i zabawa bez przesady we wszystkim, wszystko czytelne bez popadania w literaturę a przecież tak różnią się od wielu innych! Gdzieś tutaj zaczyna się sztuka.

A niektórzy pozostają na wykonawstwie połączonym ze swoiście pojmowaną sceniczną socjotechniką. Jest taki numer:

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą ) Od czasów nastania romantyzmu wymiar "teatru społeczno-kulturowego" był ważniejszy od samej muzyki i nic w tym nowego. Ten język jest już martwy i zarówno rynek jak i artyści szukają nowych definicji. Jest szkoła krańcowego doskonalenia (Zimerman), jest odczytywanie kontekstu muzycznego epoki (Schoonderwoerd), jest też chłodny strukturalizm (Tharaud), bardzo indywidualny język (Pogorelich) czy wersja mocno kobieca (Pires). Pani Pobłocka jest solidną pianistką ale chyba nadal tkwi nieco w innej epoce, zresztą, Konkurs Chopinowski jest dobrym przykładem napięć zarówno w jury jak i wśród publiczności oraz krytyki, różnie w historii bywało.

Blechacz gra na razie bardzo porządnie aczkolwiek bez oryginalnych pomysłów, akurat wolę go w innym repertuarze niż Chopin. Haydn i Schumann (którego raczej nie lubię) są u niego grani bardzo dobrze i tym mnie poruszył, widać że jest w pierwszej lidze. Objawienie owszem ale dziwne bo moim zdaniem nie tak genialne na pierwszy rzut ucha ale Z GŁOWĄ. On może dojść w swej karierze do większych osiągnięć niż wiele meteorów.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Mój ulubiony to ten Artura Rubinsteina o XX-wiecznych wykonawcach osiągających kultowy status i zarabiających krocie z grania nut ułożonych przez geniuszy którzy nieraz przymierali głodem; "jesteśmy wampirami" - powiada Artur:).

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Jakew,

też zapamiętałem ten fragment. Bardzo uderzający ale... to nie wina wykonawców przecież, że tak zarabiają, tylko nas, słuchaczy. Jak wiadomo każdy woli już znane piosenki, a w handlu najwięcej bierze ostatnie ogniwo - na książkach też o wiele lepiej wychodzą księgarze niż wydawnictwa, te zaś zazwyczaj lepiej niż autorzy, którzy z samego pisania książek, bez żadnych dodatkowych fuch, rzadko są w stanie się utrzymać. I te "wampiry" to jednak obrazowa przesada - w końcu nie wysysają z autora soków, by go porzucić, by zdechł... W gruncie rzeczy to rodzaj symbiozy.

Dziś już zresztą, gdy tzw. macenatowi dopiekły wyrzuty sumienia po tych przymierających głodem twórcach, którymi zachwycały się dopiero następne pokolenia, żaden Penderecki już biedy nie klepie. Podobno. :)

 

Piotr,

zasadniczo masz wiele racji, ale też chyba trochę upraszczasz. Po pierwsze - w XIX w. muzyka, zwłaszzca fortepianowa, żyła w prywatnych domach, gdzie w każdym stał i używany był fortepian. Na koncert przychodziło się posłuchać artysty-fachowca, który gra lepiej niż domownicy, często znający grany repertuar na pamięć. To raczej był złoty okres tej muzyki, co zresztą widać w powstającym repertuarze, z którego tylko część przeznaczona była na efekt. Element spektaklu był i jest ważny, jak w każdym publicznym wystąpieniu. Od zawsze, chyba nie od czasów romantyzmu, bo mnóstwo o tym pisali już rzymscy retorzy - i ten aspekt jest akurat nieśmiertelny. Z naszej branży i w związku z tym wątkiem: świetny był w tym np. Richter, który sam opowiadał o sztuce wychodzenia na estradę. Spektaklem są też występy na dawnych instrumentach, artystów "historycznie uświadomionych". Tego się nie da uniknąć, wpisane jest w sam występ.

Granie Bacha przez Furtwaenglera i Stokowskiego było chyba nieuchronnym etapem dochodzenia do tej muzyki. Droga ta zresztą się nie skończyła (Leonhardty grały zupełnie inaczej niż Caffe Zimmermanny) i mam nadzieję, że się nie skończy. Swoją drogą ostatnio (ponoć rewelacyjnego Minkowskiego jeszcze nie słuchałem) największe wrażenie zrobiła na mnie Msza h-moll z Celibidache - majestatyczne wykonanie z orkiestrą symfoniczną, w tempach bardzo powolnych, ale o wielkim medytacyjnym skupieniu i pełne metafizyki, doskonale przy tym przejrzyste. Antynowoczesne, a po prostu i wyłącznie piękne. Bach się broni tak samo dobrze i u Fischera, i u Goulda, i na klawesynach.

A wracając do cytatów, możemy sięgnąć do wywołanego właśnie Blechacza. W swej płycie bardzo wnikliwie opisuje, jak to słyszy w Sonacie A-dur op. 2 Beethovena jego myślenie orkiestrą, jak słyszy w jej fakturze poszczególne głosy orkiestry. Tyle że pisząc swoje wspaniałe, dojrzałe, wielkie op. 2, Beethoven jeszcze NIC na orkiestrę nie napisał, i jeszcze trochę czasu musiało upłynąć, nim się do tego zabrał. Był za to wielkim pianistą. Co też w tych sonatach słychać doskonale. :)

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Ciekawie Wam idzie. Właśnie, jak to jest, że w znakomitym wykonaniu nie nadmiernie przeszkadza aktualna moda na wykonanie?? Np. lubię nagrania symfonii Haydna Szella. Ależ to jest podawane... a orkiestra duża, ale bynajmniej nie ociężała.

Minkowskiego mam, kawałek posłuchałem. Nie będę się wypowiadał, ale na pierwsze wrażenie brzmi dość statycznie i ma zredukowaną dynamikę (co przy małym zespole nie dziwota). U Gardinera rytmika jest znacznie bardziej absorbująca.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

nie wiem czemu, Panufnik.. jego autobiografia, zupełnie nie znam muzyki Panufnika, jego osobowość jest pokręcona i jakaś niemiła, książka na użytek chyba zachodu jedzie martyrologią antykomunistyczną- solidarnościowo AKowską- choć wiadomo że za Stalina Panufnikowi nieźle się wiodło i pisał jakieś tam hymny na cześć P jak pokoju..

 

no i jak to bywa w takich wypadkach- warto tą książkę mieć, a na pewno przeczytać, ze względu na drobne ale bezcenne "rodzynki", to co pisze o Furtwanglerze (słyszał na żywo koncerty), o Weingartnerze, o Mozarcie..

 

tak to bywa często kiedy muzycy o muzyce mówią- chłam chłam, ale można w nim znaleźć super cenne i ważne drobiazgi- dla których można zapomnieć o dziwactwach, pokręceniu, pretensjonalności całej reszty w/w chłamu

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Jak widać zmysł rynkowy miał się dobrze w Hamburgu :D Kolega Haendel jeszcze go rozwinął...

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

muzycy, ale nie tylko oni, mówiąc o sobie lub o innych często przyjmują pozy, a wtedy trudno o prawdę, i dlatego pomyślałem, że podrzucę to, czyli świadectwo muzyka przez przez pokazanie go przy pracy

 

natrafiłem w YT na użytkownika furiozara, który ma bogatą kolekcję klipów z muzyką i o muzyce

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

 

i w tym miejscu jego kolekcji natrafiłem na 8 odcinkowy tasiemiec "Celibidache prova Faurè"

ogląda i słucha się tego z ogromnym zainteresowaniem, czyli praca Sergiu Celibidache z London Symphony Orchestra i London Symphony Chorus oraz solistami sopranem Marie McLaughlin i basem Gwynne Howell przed koncertem z Requiem Gabriela Faurè.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

e grave nie wchodzi, więc jeszcze raz w uproszczonej wersji - Gabriel Faure

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Bach nie potokiem, lecz morzem zwać się powinien!

Bach sollte nicht Bach, sondern Meer heissen.

— Ludwig van Beethoven

 

Cenię sobie zdanie profesjonalistów najwyższej próby.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

kiedyś widziałem film z kursu dyrygenckiego Celibidache, okropny sadystyczny seans a'la Bardinii

 

ale o muzyce Celi mawia chętnie i mówi wartościowe rzeczy, w ogóle na YT jest sporo takich kawałków wypowiedzi muzyków o muzyce- bardzo lubiłem np. taki filmik Bohm wypowiadał się o bardzo wczesnej symfonii Mozarta, może znajdę

 

podobały mi się płyty z nagranymi omówieniami muzyki, np. radziecka seria z symfoniami Szostakowicza, jeszcze winylowa- fajne edycje

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Horst, 25 Kwi 2009, 21:24

 

>kiedyś widziałem film z kursu dyrygenckiego Celibidache, okropny sadystyczny seans a'la Bardinii

 

Może widzieliśmy różne filmy, ale "mój" bynajmniej nie był sadystyczny... był za to bardzo pouczający, prawdę mówiąc najlepszy dla młodych dyrygentów, jaki widziałem - bo pokazywał elementy techniki, komunikowania się z orkiestrą.

A porównanie do Bardiniego - cóż, obaj jednak mieli coś do powiedzenia :)

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

nie miałem zamiaru uogólniać na podst jednego filmu, zresztą do celibidache mam nie tylko szacunek ale po prostu sentyment i sympatię, bardzo ładnie i dobrze wspominali go muzycy chyba berliner filharmoniker- co ciekawe jako trochę "równego gościa" (niby to do niego by nie pasowało), to były chyba czasy kiedy był asystentem furtwanglera..

 

i ten jeden film jak tresuje młodych dyrygentów raczej nie zmienia tego mojego pozytywnego całokształtu obrazu, podobnie jak u bardiniiego robił z tego ciekawy show, no ale ja nie lubię jak ktoś robi sadomacho show

 

wszystko to oczywiście jest mało ważne i marginalne, liczy się muzyka- jego niezwykły bruckneryzm, wiele innych obszarów muzycznych, a i osobowość jest fajna- nb. na youtub są bardzo fajne filmiki, bardzo wartościowe- celi mówi o muzyce, o benedettim (super rzeczy), kiedyś miałem świetny winyl 5koncert Beethovena właśnie Celi/Benedetti..

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

dla mnie wprost wariacwo z tymi dwoma fortepianami Benedettiego, ale z drugiej strony metafizyka, że temperatura i wilgotność w kilka godzin zmieniały instrument w sprzęt niezdatny do grania i stąd albo jakie, takie wyobrażenie o percepcji i wrażliwości Benedettiego, a dla podejrzliwych prostackie przekonanie o zwykłych fanaberiach. nie mam wiedzy na temat fizjologii słuchu, ale przypominam sobie stwierdzenie, ze muzycy mają o wiele lepsze wyczucie interwałów czasowych i to co dla śmiertelnika brzmi jak równe wejście kiklu instrumentów, to dla muzyka może być nieznośnie rozjechane.

może ktoś zna takie smaczki wraz z udokumentowaniem.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

2 fortepiany.. mniejsza

 

a ja pamiętam taką wypowiedź P.Metheny (ma sporo gitar, jednak jest to łatwiejsze kolekcjonerstwo..), Metheny mówił o swoim słuchu, że raz ma gorsze dni raz lepsze

 

raz mimo skupienia i dobrej kondycji wszystko mu się wydaje martwym dzwiękiem, a raz co nie uderzy w struny to płynie samonakręcająca się muzyka

 

lubię cenię Benedettiego dużo dużo więcej (no.. lubić to może bardziej lubię Pata- w sensie osobowości), niż P.Metheny (wbrew pozorom da się porównywać takie rzeczy), ale mądrzejsze muzycznie- co do instrumentów są dla mnie te słowa Metheny'ego

 

choć podziwiam tych "ujarzmiaczy" stahlowych steinway'ów

}:->>

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

> kebaP1, Horst

 

a propos filmów i Celibidache: czy zna ktoś z Was (lub innych forumowiczów, rzecz jasna) dokument "The Garden of Celibidache", chyba najsłynnieszy z obrazów związanych z jego nazwiskiem?

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

dong, wielkie dzięki za info

 

informacja dla wszystkich jest wersja w j. angielskim i francuskim

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Daniel Barenboim - "Wilhelm Furtwängler for me represents all that is good about music-making, because he was a very cultured person. He was extremely well read, had many interests - he saw music in that context. He saw the connection between Beethoven's slow movements and Greek philosophy. And that's what is missing from music-making today. Because of the influence of the movies, music is descriptive of other things now. Or else it's something completely outside the real world, something for a small number of very enthusiastic people who play it, and for a very small number of people who are passionate about listening to it. Furtwängler's music-making was based on the fact that music was really part of humanity, that it has human value."

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

@Nowy2 A propos' notki o Furtwanglerze - Rubinstein mawiał że pianista powinien przede wszystkim dużo czytać i rzeczywiście codzień poświęcał wiele godzin na lektury (bynajmniej nie li tylko muzyczne).

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

jeśli macie trochę czasu to w linku fajny spicz Jona Nakamatsu, który w 1997 roku zdobył złoty medal w Konkursie Cliburnowskim, w którym przedstawia się jako "wieczny" przegrywający

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Jako że zostałem wywołany do tablicy i w poczuciu odpowiedzialnosci za to co się pisze i cytuje zadałem soboe trudu odnalezienia tego cytatu więc wklejam i biję sie w pierś za niedokładność w jego cytowaniu wcześniejszym ale jak pisałem czytałem to bardzo dawno i mogło coś niecoś ulecieć

-----------------------

E.P: Ideałem byłoby nauczyć się muzyki zgodnie z zapisem w partyturze, doskonale wszystko wyćwiczyć technicznie, a następnie zapomnieć o nabytych nawykach i radach interpretacyjnych. Albo inaczej - gdyby pianista miał taki warsztat, że mógłby grać nowy utwór a vista, całkiem na świeżo, uniknąłby różnych mielizn, które nabywa się podczas długiego ćwiczenia. Taka droga jest jednak bardzo trudna. Młodzi pianiści szukają wzorcowej interpretacji na kursach mistrzowskich i potem próbują z różnych propozycji interpretacyjnych pedagogów o często odmiennej estetyce ułożyć jakiś własny obraz. Podobnie postępują słuchając nagrań sławnych mistrzów i tworząc własną interpretację na zasadzie mozaiki. Np. początek biorą od Horowitza, środek od Perahii itd. Ale wtedy dopiero widać, że nic do siebie nie pasuje.

----------------------------

 

Pamieć zawodna - wiec sens troche wypaczyłem bo w sumie doszła do wniosku że to wszystko się gryzie i nie tworzy "porządnej całosci" ale jak widać takie próby są wykonywane i to akurat pamietałem dobrze (choc znów o Rubim nie wspomniała). myślę po prostu że ona chciała powiedziec ze nie jest problemem tak łaczyć próby interpretacji ale raczej nie miała na myśli tego ze student bedzie grał tak samo jak Horowitz . Jak próbuja - znaczy sie że nie jest to niemożliwe chyba ale ze sensu wielkiego nie ma...

Za przekręcenie głównej myśli i faktów przepraszam choć mniej wiecej gdzieś tam byłem nie do końca daleko. Lepiej przyznać się do błędu niż brnąc w zaparte. Notabene... perahię postawiła obok Horowitza, a właściwie jej studenci. Pomijając różnicę klas to rzeczywiscie pożenienie Horo z perahią moze wywołać efekt tragikomiczny bo nie jest tajemnicą ze Perahia Chopina gra dokładnie odwrotnie niż wymagałyby tego te zasady chopinowskiej śpiewnosci , lekkiego dźwieku itd co juz zostało napisane i powiedziane o interpretacji Chopina. Dla studentów raczej niezbyt dobry wzór do naśladowania w tej dziedzinie. Dla prykładu polecam etiudy perahii a etiudy polliniego

jeszcze raz sorry - autorke słów przede wszystkim

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

connex, 3 Maj 2009, 11:46

Dzięki za sprostowanie, bo faktycznie sens wypływa całkiem inny, pasujący do świadomej rzeczy pianistki, jaką zdaje się być Pobłocka. Ale siniaków sobie na piersi nie nabijaj - w ten sposób sprowokowałeś ten wątek, który jest potencjalnie ciekawy :)

Nie sądzę, by stawiała Perahię obok Horowitza - raczej chodziło jej p zderzenie różnych estetyk, żeby pokazać absurdalność sytuacji, i padły pierwsze nazwiska, jakie jej przyszły do głowy. Nie zaleca żadnego z nich jako wzoru. Najlepiej, jak stwierdza, jest zasymilować całkowicie tekst nutowy, tak jak stoi napisany, bez naleciałości tradycji interpretacyjnej - czyli najlepiej nigdy tego utworu wcześniej nie słyszeć, a nawet pierwszy raz widzieć - i ten tekst zagrać. Co oczywiście jest utopią, bo nawet jeśli się taki Janko Muzykant trafi, to ma jakieś swoje "nawyki interpretacyjne" nie dotyczące tego akurat utworu, ale ogólnie jego typu "muzykalności" - bo ktoś go kiedyś nauczył, że taki zapis gra się tak a nie inaczej, że akcent ma być na raz, że rytm ma być sztywny albo przeciwnie, że może pływać. I tak będzie ten gość grał nawet (a raczej zwłaszcza) utwór a vista - zgodnie z własną, zazwyczaj nabytą, konwencją. Na palcach mogę zliczyć pianistów - i to tylko z tych największych - w których własny przyrodzony głos był tak silny, że zdominował całkowicie model kształcenia. Którzy wiedzieli, że dany fragment MUSI brzmieć tak, a nie inaczej choćby na jotę, bo TAK PO PROSTU JEST - a nie dlatego, że tak każą zasady. Oczywiście moja ich lista byłaby subiektywna i pewnie każdy by innych dorzucił. To na pewno Horowitz, Kempff, Benedetti, oczywiście Hofmann... najsilniejsze osobowości, których nie można było niczym przykryć, zawsze wyłaziły z każdych nakładanych na nie ram, bo po prostu tych ram nie dostrzegały. Osobowości, które brały muzykę jak królowie, a nie słudzy.

Głos Pobłockiej jest to jednocześnie głosem krytyki rozplenionych kursów mistrzowskich, gdzie każdy profesor usiłuje zrobić z młodego pianisty swoją kopię - oczywiście marną. Gdzie ustawia się każdy dźwięk, demonstrując, jak "należy" grać. Naoglądałem się tych kursów... nie widziałem ani jednego, w którym Mistrz (lub "mistrz") wysłuchał gry delikwenta, a następnie - opierając się na tym, co w niej ciekawe, lub gdzie przynajmniej coś ciekawego potencjalnie się znajduje - starał się skłonić do wypełnienia braków, pogłębić, wyeksploatować te ciekawe wątki, pokazał mielizny i uczulał na konsekwencje przyjętej interpretacji. Mam nadzieję, że jednak i takie się zdarzają. W efekcie jednak powstają głównie nieudolne plagiaty, a młodzi artyści uczą się tylko kopiować, a nie samemu pracować nad utworem, według własnych niepowtarzalnych przemyśleń.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

ja się może nie naoglądałem, ale widziałem kurs mistrzowski FischeraDieskau, dokładnie jak kebaP1 mówisz, ciekawe wręcz skąd u poniekąd mądrych, a nawet "wielkich" mistrzów tak dziwna tyranicznie niemądra "metoda"

 

to przecież trochę odpowiada tej średniowiecznej metodyce nauczania, która polegała na wkuwaniu tekstów ksiąg (fakt że wtedy poligrafii nie było ale to inna sprawa) na pamięć

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

umiejętność słuchania to też sztuka

 

jeśli idzie o słuchanie, ale nie muzyczne, ale takie zwykłe sobie, to byłem świadkiem pouczającego doświadczenia. lata temu, gdy syn chodził do podstawówki zmieniono mu nauczycielkę, która jak się okazało nie za bardzo radziła sobie z rozwydrzoną młodzieżą. poprosiła więc na wywiadówce o pozostanie wyczytanych rodziców. zostałem i dowiedziałem się, że i mój też coś dołożył siwych włosów wychowawczyni. zaproponowała by przeprowadzić warsztaty pedagoga szkolnego z rodzicami. przystałem na to. jedno z zajęć polegało na tym, że podzielono nas na dwuosobowe grupy, w których jedna strona stawiała problem, a druga miała za zadanie pomóc go rozwiązać. Po ustaleniach w grupach, każda para dawała publiczny pokaz rozmowy. w podsumowaniu okazało się, ze tylko jedna para - dwie panie przyjaźniące się na codzień - dialogowała, natomiast w każdym z pozostałych przypadków stawiający problem nie szukał pomocy u drugiej strony, a jedynie oczekiwał potwierdzenia własnych sądów i rozwiązań. :(

 

a jeśli idzie o proces kształcenia muzyków, to słyszałem końcowy kawałek wypowiedzi Tomasza Szachowskiego w PR II z okazji 40 wydziału jazzu i muzyki rozrywkowej w Akademii Muzycznej w Katowicach.

Mówił o tym, że w jazzie, muzyce improwizowanej idzie przecież o spontaniczność, a on zauważa, że w naszym życiu estradowym dominują absolwenci tej uczelni, a u nich z kolei jest zauważalny pewien charakterystyczny sznyt. Bierze się on stąd, że proces szkolenia introdukuje pewne zachowania i stąd owo podobieństwo. dlatego ostatnimi czasy położono duży nacisk na warsztaty w trakcie których studenci grają z zaproszonymi gośćmi, muzykami nauczycielami, z USA i nie tylko.

stara prawda, że duszenie się we własnym sosie hamuje rozwój, a czasem uwstecznia.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.

                  wykrzyknik.png

AdBlock blocking software detected!


Our website lives up to the displayed advertisements.
The ads are thematically related to the site and are not bothersome.

Please disable the AdBlock extension or blocking software while using the site.

 

Registered users can disable this message.