Jump to content
IGNORED

Mroczny jazz - nie tylko Leszek Możdżer?


teleskop

Recommended Posts

Był jakiś czas temu polecany taki zespół grający dość mroczny jazz a w teledysku na youtube były fragmenty filmu z Humphreyem Bogartem. Nie mogę tego teraz odszukać chociaż próbowałem. Swoją drogą może to dobre miejsce na wątek o takim kierunku w jazzie - taki jazz ciekawszy brzmieniowo, trochę taki "nocny" i lekko upiorny, kojarzący się z duchami itp., w pewnym sensie niedaleko takich klimatów jak Leszek Możdżer. Polecacie coś? No i jak się nazywał ten zespół od Bogarta - jestem pewny że to na naszym forum właśnie było polecane kiedyś...

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Może chodzi o "Bohren & Der Club of Gore" i kawałek "On Demon Wings"?

 

Swoją drogą polecam dwa albumy "Sunset Mission" i "Black Earth" tego zespołu - w klimacie samobójczo-pogrzebowym.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

hm, Leszek Możdzer raczej nie kojarzy mi się z mrocznym jazzem, bardziej coś w stylu Nik Bartsch's Ronin, raczej ponuro i mrocznie

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Ostatni Jazz to Leszek Możdżer zagrał chyba na "Miłości", potem popełnił parę świetnych rzeczy ("Solo in Ukraine", "Chopin") dzięki którym wg mnie zawsze będzie wielki. Niestety, od paru lat katuje nas i siebie pierdojazzogównochujostwami w stylu "Between us and the light", "Time", "Tarantella" itp., które IMO nie są w stanie spożytkować jego zdolności, a sam LM rozmienia się na drobne. Mroczne toto też nie jest - mrocznie to jest miejscami na "Litanii" ("Svantetic", "The Witch" czy przepięknie zagrane "Requiem Nighttime Daytime") Tomasza Stańki, mroczna jest "Pangea" albo "Agartha" Milesa, bardziej mroczne są klimaty E.S.T. (którego to zespołu organicznie nie cierpię), ale nie te pop-gówna konkurujące z Jopkową i Ryśkiem Broną :-)

 

Mrocznie u LM jest chwilami na "Piano" i na "Piano Live" ("Incognitor"). Mrok panuje na niektórych utworach mojego ulibionego Cecila Taylora, a nawet u Horace'a Tapscott'a. Mroczne dźwięki z fortepianu Steinwaya wydobywają szpony K.Jarret'a na "Radiance"...swoiste mroczne chwile pojawiają się na "Transition" Coltrane'a.

 

Przepraszam, uniosłem się ;-) To już się nie powtórzy :-)))

 

Pozdr.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Billie Holliday.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Jak noir to "Noir" Paul Plimley (piano),Lisle Ellis (bass), Gregg Bendian (dr & perc) (Victo 1995). Sa na tej plycie takie chwile, ze zeby rosna.

 

Jesli mrocznosc to brak slonnosci do grania wesolych dzwiekow to inny czasem 'mroczny' pianista to Matthew Shipp oraz Andrew Hill.

 

Dopisalbym tez plyte Tima Berne's Hardcell "Feign", nie wiem czemu wlasciwie : ) - czasami transowo-mrocznie jest na niej, zwlaszcza utwor "Time Laugh" - tez zeby rosna : ). Tu rowniez fortepian (Craig Taborn) nadaje sporo tej mrocznosci.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Nina Simone...ale już jest Billie Holliday.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Dzięki, rzeczywiście chodziło o Demon Wings. Pozostałe rekomendacje sprawdzę jutro na YouTube i napiszę co mi się też podoba. A przy okazji stworzyliśmy chyba ciekawy wątek. Tak, przez mroczność rozumiem brak wesołych dźwięków ale poza tym wyraźne kreowanie atmosfery tajemniczości, trochę takiej strasznej. Ja to widzę tak - są jak na razie dwa rodzaje jazzu, które mi się podobają:

 

1. miziający jazz z kobiecym wokalem, szczotkami oraz ewentualnie plumkami na fortepianie lub pociągnięciami smykami :)

2. mroczny jazz z atmosferą nocną i trochę straszną.

 

Trochę poza tematem mroku, w dalszej perspektywie widzę jeszcze u siebie skłonności do:

 

1. saksofonu - smutno i melodyjnie zawodzącego

2. trąbki takoż smutno zawodzącej

 

Pomóżcie początkującemu fanowi jazzu jeśli zechcecie a tymczasem niech się rozwija wątek mrocznego jazzu :)

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

też lubie takie klimaty i mi "the Time" Możdzera bardzo się podoba piękna muzyka :)

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Dużo mrocznego jazzu znjdziesz tez na soundtrackach

Tak na szybko: scieżka z Angel Heart Trevora Jonsa, moim zdaniem majstersztyk, zarówno filmowy jak i muzyczny.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

qb_1, 1 Cze 2009, 20:36

 

 

>Mrocznie u LM jest chwilami na "Piano" i na "Piano Live" ("Incognitor").

 

Boże, ze mną coś nie tak, albo skórę mam jak słoń, bo "Incogitor" nastraja mnie bardzo pozytywnie i tonizująco. Bardzo lubię nagranie z CD 'Time', ale bardziej podoba mi się wykonanie live z Jazz For Sale Festival na Słowacji (fortepian solo). Mimo, że płyta jest sporej urody, to depresyjnie działa na mnie soundrack z 'Twin Peaks' Angela Badalamentiego.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

No cóż... każdy ma swoją wizję muzyki, ale nazwanie płyt LM w kooperacji z Danielssonem to już lekka przesada.Znam płytki Between us and the light czy time i uważam że to kawał dobrej roboty.Byłem na koncercie LM i reszty i powiem że nie zawiodłem się.To jest jazz bardziej strawny,dla kogoś kto z tym gatunkiem muzyki chce się za przyjaźnić.Dziwi mnie czemu wymienieni przez Ciebie wykonawcy są szufladkowani do jednego pojemnika jakim jest kibel... miejsce na odchody????

W tym momencie słucham sobie Sub Bear Concerts, fragmentu z Osaki.... miodzio dla uszu... myślę, że tu też możesz odkryć troszkę mroku.Polecam gorąco też płytkę Mathias Eick The Door ... zwłaszcza utwór rozpoczynający płytę.

Do mrocznych płytek... takich które mają w sobie enigmatycznego ducha zaliczył bym Jon Hassell... Fascinoma.

Pozdrawiam:)

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Guest BlueMax

(Konto usunięte)

Przepraszam, bo wypadłem z dyskusji, czy chodzi o 'Sun Bear Concerts' Jarretta, czy to może jakaś wersja SACD w 2.1 ?

 

pzdr.

Link to comment
Share on other sites

zoyd81, 4 Cze 2009, 15:38

 

>No cóż... każdy ma swoją wizję muzyki, ale nazwanie płyt LM w kooperacji z Danielssonem to już

>lekka przesada.Znam płytki Between us and the light czy time i uważam że to kawał dobrej

>roboty.Byłem na koncercie LM i reszty i powiem że nie zawiodłem się.To jest jazz bardziej

>strawny,dla kogoś kto z tym gatunkiem muzyki chce się za przyjaźnić.Dziwi mnie czemu wymienieni

>przez Ciebie wykonawcy są szufladkowani do jednego pojemnika jakim jest kibel... miejsce na

>odchody????

 

 

To pewnie odpowiedź na mój post. Byłem na Jazzie na Starówce na koncercie Móżdżera, Fresco i Danielssona i podobało mi się. Podobało mi się jako przyjemne granie do kotleta. Wielu audiofilom też się podoba, bo dobrze słychać skrzypnięcia, pierdnięcia i sapnięcia, na w miarę dobrym systemie słychać szczegóły artykulacji itd. Tyle, że nie chciałbym, żeby te produkcje były nazywane wielką sztuką, którą nie są...są po prostu rzemiosłem, swego rodzaju popem dla troszkę bardziej wymagających i chcących się wysnobować. Co więcej, nie nazywałbym tej muzyki Jazz'em, skoro mamy na tym forum trudności z takim nazawaniem choćby muzyki Braxtona.

 

Oczywiście to, co wcześniej napisałem, jest wyrazem mojej opinii, wg której wiele produkcji ECM i ECMopodobnych w stylu "Time" itp. to "piedodżezogównochujostwa" :-) Jeśli natomiast ktokolwiek stwierdzi, że mu się to podoba, przemawia sposób narracji, liryka, ekspresja itp. to zrozumiem i nie ustawię tego kogoś na równi ze słuchaczami Lousier'a i szczekania psa w prawym kanale AtD :)

 

Szkoda mi też, że LM, którego wielki potencjał nadal widać, rozmienia się w taki przykry sposób na drobne :-( Ale wg M.Stryjeckiego (cytat z HiF'a) "przeskoczył już Jarret'a :-) IMO nie przeskoczył i jeszcze dużo do tego brakuje, nie brakuje natomiast potencjału.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Serio, tak napisałem??

Jeżeli, to sie trochę rozpędziłem. Ale uwierzcie mi, naprawdę byłem zafascynowany tą płyta, kiedy ją wydawałem i byłem o parę lat młodszy (chciałbym mieć dzisiaj ten entuzjazm, wiarę i upór). Jakby nie patrzeć, jest na niej kompozycja oparta na sredniowiecznej sekwencji, zdecydowanie najlepsza na "Piano". Ten jeden numer wytrzymuje wszelkie porównania, przez swoje nowatorstwo i nie tylko. Posłuchajcie go na chłodno, po latach. Moim zdaniem LM tutaj pokazał błysk iskry Bożej. Drugiego takiego nie widziałem. Ale nie śledze jego ostatnich dokonań i jest to moja prywatna opinia, być może krzywdząca.

 

PS. Prawa do płyty wygasły mi ponad rok temu. Mam nadzieję, że obecny manager ją odgrzebie z lamusa, zlituje sie i pusci na rynek kilkaset egzemplarzy, bo jest całkowicie niedostępna.

 

PPS. Wiele wskazuje na to, że już za kilka dni do kupowania płyt pozostanie nam niemal tylko Internet. Obym sie mylił. Jeżeli nie, wieść gruchnie grubaśna, ale to już nie na temat.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

-> Stryjecki

 

No, Panie Macieju, takoż napisaliście w HFM'ie :-) Nieważne zresztą.

 

W przypadku "Piano" i inspiracji chodzi pewnie o "Sanctus" a może o "Christus Vincit", obie doskonale zagrane i obie obok "Pi" są moimi ulubionymi fragmentami płyty. "Sanctus" oprócz samej sekwencji eksploruje jeszcze różne ciekawe aspekty brzmienia fortepianu, który czasem przypomina tam klawesyn, czasem harfę i Bóg wie co jeszcze. Nad "Pi" mimo średniego pokrewieństwa muzycznego unosi się duch Bartoka. "Piano Live" też było ok., trochę dobrze zagranych kompozycji z "Piano", parę dodatków ("On Green Dolphin Street" czy "Incognitor") oraz całkiem zabawne komentarze LM.

 

Jeśli chodzi o LM to IMO iskry bożej tam nie brakuje, ale brakuje IMO pomysłu, albo górę wzięła mamona. To wszystko co LM z resztą ekipy robią, to takie niekontrowersyjne, grzeczne ścibolenie, które pewnie przyjąłbym bez mrugnięcia okiem od Ryszarda Brony, AMJ i wielu innych. LM jednak dał w 90-tych latach, z których chyba nota bene pochodzą nagrania na "Piano", próbkę talentu, wyobraźni i czego tam jeszcze, interpretacje Chopina były odważne, "Miłość" świeża itd. Teraz nastąpiło jakieś duszenie się w takim pseudojazzowo-chilloutowym sosie. Nie wiem tylko, czy dobrze, że znajdują się chętni. Dobrze, bo zawsze to lepsze niż 99% wysypu popu, niedobrze bo może przytrzyma LM na dłużej przy takich klimatach.

 

Być może ja jestem malkontentem, być może rzeczywiście powinienem bardziej cieszyć się tym co jest, ale cholera nie umiem, chciałbym z LM zrobić polski mix Cecila Taylora z KJ, a z ARMS Records polski Delmark :-) Może jedno i drugie nastąpi - the Rome wasn't built in a day.

 

Pozdrowienia

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

qb_1, 5 Cze 2009, 03:12

 

 

>Delmark :-) Może jedno i drugie nastąpi - the Rome wasn't built in a day.

 

 

ale jazz, a nawet jazda, bo rzymska maksyma po angielsku na polskojęzycznym forum :-)

rację ma qb_1, old russiche proverbe 'room means peace'

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

LM to uznany artysta i imho konsekwentnie kroczy dawno obraną drogą. Nagrywa teraz dla ACT! a to już nie jest byle co. To doskonała wytwórnia. Płyta 'Piano' był pewnego rodzaju przełomem, zarówno od strony fonograficzno - medialnej, jak też przełomem dla samego LM - wtedy umarł LM znany choćby sz ukraińskich nagrań, czy Miłości, a narodził się nowy LM - na poły establishmentowy, na poły audiofilski, ale chyba też w sumie zrobił dobry krok w kierunku samookreślenia. LM nie musi niczego udowadniać, bo to wielokrotnie uczynił. A że gra teraz jazz umasowiony? To było wiadome w momencie ukazania się rzeczonej płyty "Piano".

Skądinąd zachwyty nad LM wtedy bardzo przypominają obecne uniesienia forumowo-medialne przy innym pianiście, tym z kolei od "Grand Piano". To bardzo dobre płyty fakt, ale czy wielkie? Proponuję stonować nieco zapędy, obu panom - znakomitym, wielkim pianistom - jeszcze do poziomu KJ troszeczkę brakuje.

Chyba, że Pan Maciej wyprodukuje płytę Grand Grand Piano i dla ARMS zagra Cecil Taylor w duecie z Jarrettem!

 

pzdr serdecznie wszystkich!

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

No cóż... :)))

Dziś jazz to pojęcie bardzo szerokie i trudno do zdefiniowania. Ja osobiście jestem fanem ECM-u i myślę, że wytwórnia ta stawia przede wszystkim nie tak bardzo na jazz klasyczny jak na jazz który eksperymentuje łącząc różne cuda elektroniki z instrumentami najczęściej w tym gatunku wykorzystywanymi: trąbka, fortepian, saksofon itd.Spotkałem też ECM-owskie nagrania które z jazzem nie mają za wiele wspólnego a są raczej intrygującym wyrazem muzyki, który ciężko przy szufladkować.Wracając do Leszka Możdżera... tak nawiasem bardzo miły facet... poznałem go kiedyś w jednym z wrocławskich klubów:)Ja bardzo miło wspominam płytkę... do której często powracam ... 10 łatwych utworów na fortepian skomponowanych przez Preisnera, ale granych przez LM.

Ja byłem na koncercie LM w wytwórni filmów fabularnych we wrocławiu, który zresztą ukazał sie na DVD i muszę przyznać, że koncert był górnych lotów i kotletów tam nie serwowali... no chyba, że coś przeoczyłem.Te brzdęki, pierdy itp są elementami, które nie wszystkim muszą się podobać, ale nie oszukujmy się, że wielu znanych muzyków jazzowych... M.Davisem na czele sięgało po wszelkie nowinki i metody, które w mniejszym lub większym stopniu stosowali w swojej twórczości.Nie jest to nic złego... tak właśnie raczkowała odmiana jazzu, który obecnie nazywamy nowoczesnym.

Inny przykład to Wasilewski Trio i płytka January.Byłem na ich koncercie i w pewnym momencie Marcin podobnie jak LM wykorzystał fortepian w jakiś przedziwny sposób wydobywając z niego rozmaite pierdnięcia i brzdęki... co w połączeniu z pozostałymi muzykami stworzyło interesuący klimat... zresztą który poruszył publiczność i został obdarowany intenmsywnymi oklaskami.

Na koniec drogi kolego... ewolucja jest zauważalna wszędzie, a muzyka jest pięknym tego przykładem.

Ja cieszę się że takie pierdy jak LM czy Wasilewski Trio powstają i nazywanie ich muzyką dla mass to wielkie przegięcie.

Pozdrawiam:)

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Dobrze by było, gdyby w naszym głuchym kraju to była muzyka dla mas ;-)

Nawiasem mówiąc to wymienieni artyści prawie zawsze grają inaczej (zresztą dotyczy to chyba wszystkich artystów) na koncertach materiał znany z płyt. Wszak na tym chyba polega jazz!

Trudno porównać płytowe plumkanie MWT, a wcześniej SAT z tym, co znamy z koncertów - energetyczne, wciągające granie.

Byłem na wielu koncertach LM i zawsze było co najmniej dobrze, a czasem bardzo bardzo dobrze!

A płyty "Piano" i "Grand Piano" i podobne zostawmy...audiofilom!

 

pzdr

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

'Incogitor' zagrany przez L. Możdżera solo, czyli bez Danielssona i Fresco jest powalający, co świadczy iż muzyka tego muzyka potrafi się wybronić sama.

gdzieś wyczytałem, że gdyby Zohar Fresco nie pojękiwał i zawodził na 'Time', to płyta byłaby zdecydowanie lepsza. :)

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Biedny ten Lesio... "no bo" wszyscy chcieli by, aby tworzył ambitną muzykę, która w dodatku "dociera" do przysłowiowych mas, przez te masy jest akceptowalna.

Ale Lesio aby zarobić pieniądze "musi" grać dla bankierów, prezesów, vipów z jednej strony, a z drugiej dla muzycznych omnibusów, sweterkowych panów po pięćdziesiątce, którzy na "tym właściwym" dżezie połamali "ząbi"... Każdy z nich odbiera Lesia inaczej...

Widać jak na dłoni, że Lesio nie podołał artystyczne, przynajmniej jeśli wziąć pod lupę wydawnicze propozycje pianisty. Niby zaczynał interesującym Chopinem, niby kontynuował muzykę spod znaku Miłości na "Talk To Jesus" (dzisiaj ta płyta zalatuje przypalonym olejem z fytek), wyczarował przepiękną, rewelacyjną moim zdaniem "Facing The Wind" z Davidem Frisenem, po czym zaczął grać zbyt ładnie, aby sweterkowcy mogli zaakceptować nowe garniturowe piórka Lesia...

A muzyka Lesia na koncertach? - moim zdaniem dużo, dużo lepiej, naturalniej, z pierwiastkiem frywolności i nieprzedwidywalności (na plus) i tutaj przychylę się do wypowiedzi broya.

Coż zatem?, jaka konkluzja? - nie wymagajmy od Lesia aby był artystą twórczym, nie gańmy Go za brak odwagi muzycznej - niech pozostanie ponadprzeciętnym muzykiem odtwórczym, czarującym techniką i "ładnymi" improwizacjami - niech mu się powodzi w życiu osobistym i odtwórczym...

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Mimo wszystko będę bronił LM. Być może fiesta z okazji 'Piano' trwała zbyt długo, czego owego czasu dowodem był LM we wszystkich pismach, audycjach, zdjęciach z pomidorem itp. Nastąpiło naturalne wyeksplatowanie. Poza tym nie samym LM meloman żyje! To raz. Dwa, LM to też człowiek i jeść też chce. Trzy, problemem wydaje mi się raczej zbytnie rozchwianie artystyczno-repertuarowe LM - a to skoczy i zrobi muzę do filmu czy dla teatru, a to zagra coś dla ACT!, a to pogra z takim, czy innym dziadkiem....Lepiej byłoby moim zdaniem, gdyby tak zdolny i kreatywny artysta tworzył naprawdę WŁASNYM językiem wypowiedzi muzycznej - mam wrażanie, że czasem jest jakby popychany (nie chcę powiedzieć: ręcznie sterowany) w jakimś niezbyt mu bliskim kierunku...

 

Chętnie wróciłbym do czasów LM z okresu sprzed 'Piano'...

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Wyeksploatowanie??

To była tylko skuteczna promocja i sporo szczęścia zarazem, zbieg okoliczności itp...

Rozdzielmy pewne sprawy. Każdy muzyk marzy o dużym oddźwieku swojej płyty i nie ma to nic wspólnego z jego graniem, natchnieniem i uwielbieniem zarówno przez znawców w sweterkach, jak i krawaciarzy.

Keith Jarrett jest też bardzo dobrze wypromowany, lepiej niż wszyscy polscy muzycy, o których tu mowa. Posunąłbym się nawet do twierdzenia, że jest to najbardziej "medialny" pianista jazzowy, obecnie żyjący na świecie. Głównie ze względu na przystępność muzyki, którą tworzy (na marginesie, też go ogromnie szanuję, lubię i cenię), oraz możliwość jej przyswojenia przez ludzi, którzy słowo "jazz" kojarzą z wrzaskiem zarzynanego koguta.

Nie dajmy się zwariować. Jeżeli muzyk jest obecny w mediach, to niekoniecznie oznacza automatycznie, że jest zmanierowany i oddalony od Wielkiej Sztuki, która powinna powstawać wyłacznie w biedzie i zapomnieniu.

Mówię to całkowicie w oderwaniu od LM i innych.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Muzyka KJ nie jest przystępna, a jeśli jest - to tylko dobrze świadczy o słuchaczu ;-) Nie możemy jednak porównać LM i KJ, gdyż jest to inna rzeczywistość.

 

Co do medialnego zawirowania wokół osoby LM Pan postrzega to inaczej, niż dajmy na to ja. Otóż dla mnie fotografowanie LM z pomidorem w paszczy tudzież udzielanie setek wywiadów do pism tak 'udżezowionych', jak Twój Styl i inne takie to chyba jednak jest pewne wyeksplatowanie.

Niemniej jednak dzięki Panu LM 'zaistniał' medialne i za to należą się słowa podziwu.

Mam nadzieję, że z osobą WP nie zostanie zrobiona taka sama - podkreślam: skuteczna - promocja.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Witam wpadłem na wątek ponieważ sam szukam muzyki w tym stylu !!!!! Największym wypasem jest Bohren dokładnie tego szukałem .Słucham różnej muzyki a jazz kocham i nienawidze . Uwielbiam Możdżera i Danielsona T.Stańko ale tylko wolne kawałki jak zaczyna improwizować idzie oszalec ogólnie szybki jazz jest gorszy od metalu idzie oszaleć.Tak z mojej strony polecam

-Libera Me Danielsona

-Pasodoble -Danielson z Możdżerem

-Bliss- they made history to elekronika z elementami jazzu -super hit !!!!

-P.Barber- Verso

-Scieżka z Twin Peaks

-Tu z innej bajki D.Miles Kind of blue -ale tylko na lampie a jeszcze lepiej z vinyla inaczej nie dociera .

Ale najwiekszy wypas to piosenki Satńki ze strony głównej można zmieniać utwory u góry to dopiero klimat

Pozdro

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

broy, 5 Cze 2009, 12:55

 

>(...)Trzy, problemem wydaje mi się raczej zbytnie rozchwianie artystyczno-repertuarowe LM - a to

>skoczy i zrobi muzę do filmu czy dla teatru, a to zagra coś dla ACT!, a to pogra z takim, czy innym

>dziadkiem....Lepiej byłoby moim zdaniem, gdyby tak zdolny i kreatywny artysta tworzył naprawdę

>WŁASNYM językiem wypowiedzi muzycznej - mam wrażanie, że czasem jest jakby popychany (nie chcę

>powiedzieć: ręcznie sterowany) w jakimś niezbyt mu bliskim kierunku...

>

>Chętnie wróciłbym do czasów LM z okresu sprzed 'Piano'...

 

Broy - Mykietyn też robi muzykę do teatru, tak samo Szymański. Ich teatralna muzyka również odbiega od od tego, co normalnie piszą. Może specyfika przedstawienia teatralnego warunkuje pisanie i nie należy od razu potępiąć tego typu działań. Mozart też pisał do teatru;)

 

Znam Możdżera od pierwszej płyty z Miłością. Pierwszy raz widziałem Miłość kiedy byłem jeszcze w liceum. Potem kupowałem wiele jego płyt, kilkukrotnie byłem na jego koncertach. Jednak nie rozumiem dlaczego dyskusje na jego temat są tak gorące. Rozbieżność w opiniach - OK. to rozumiem, tym bardziej jeśli wypowiadają je osoby ceniące sobie CT, KJ, kupujące raczej nottwo a nie act. jednak dziwi mnie skąd pojawia się ta temperatura? Lubię zarówno nagrania LM z Lesterem i Miłością, ale też plumkanie z Danielssonem. Nie widzę problmu i sprzeczności. Problemem jest albo język dyskusji, albo brak empatii rozmówców, a nie LM czy jego muzyka.

 

pozdr

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Jest też problem w Polsce z akceptacją twórców (prawie w każdej dziedzinie sztuki), którzy osiągnęli sukces materialny. Opluwani bywają zarówno LM, jak i Penderecki; Wajda i np. Koterski; Masłowska i Herbert; Kossak i Matejko; Warlikowski i Jarzyna.

Mnie nie przeszkadza, że ktoś zarabiał, albo zarabia kasę. Gombrowicz sprzedał niezliczoną liczbę swych książek, Mrożek też, Różewicz, Szymborska... Trudno jednak ich utwory nazwać czytadłami.

Zgadzam się natomiast z tym, że nie wszystkie ich utwory są wybitnymi dziełami. Tylko nie ma w tym chyba nic dziwnego.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.

                  wykrzyknik.png

AdBlock blocking software detected!


Our website lives up to the displayed advertisements.
The ads are thematically related to the site and are not bothersome.

Please disable the AdBlock extension or blocking software while using the site.

 

Registered users can disable this message.