Jump to content
IGNORED

Gdzie najlepiej usiąść w filharmonii?


Serdoleyro

Recommended Posts

Witam,

 

Ostatnio byłem pierwszy raz w życiu w filharmonii, grano Requiem Mozarta (kto nigdy nie słyszał na żywo, powinien to nadrobić). Nie będę się rozpisywać, powiem krótko, że koncert mną wstrząsnął i przez resztę wieczoru chodziłem jak uderzony obuchem w łeb.

Przed kupnem biletu miałem dylemat - które miejsce wybrać? Ostatecznie usiadłem mniej więcej pośrodku sali. Było to w filharmonii lubelskiej gdzie sala jest niewielka więc byłem dosyć blisko orkiestry. Oczywiście miałem możliwość usłyszeć całe spektrum dźwięków, ale jednocześnie miałem wrażenie, że miałbym większą satysfakcję ze słuchania, siedząc w pierwszych rzędach - byłbym bliżej instrumentów, byłoby nieco głośniej( co oczywiście nie jest aż tak istotne). Czy jednak wówczas nie zlewałyby mi się dźwięki i pewne instrumenty nie wychodziłyby zbyt do przodu?

Tu pojawia się moje pytanie do doświadczonych kolegów - które miejsce najlepiej wybrać w filharmonii by jak najpełniej cieszyć się ze słuchania muzyki? Czy właśnie ten środek sali gdzie jednak słychać cały przekrój dźwięków, czy pierwsze rzędy gdzie mam wrażenie brzmienie instrumentu jest bardziej "namacalne".

 

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

>ashirgo, 24 Paź 2009, 23:03

>Generalnie środek; ewentualnie zaraz za konsolą realizatorów (o ile jest położona mniej więcej

>centralnie).

 

Siedząc za konsolą będziesz słyszeć jak szeleszczą partyturą, suwają suwakami i se cichutko gadają, bo lewy mikrofon trzeba podnieść. Nie mówiąc o oglądaniu monitora i ruszających się dłoni. Wszystko to rozprasza w najmniej odpowiednich momentach.

 

Jest to NAJGORSZE MIEJSCE, w mojej opinii.

Link to comment
Share on other sites

W Filharmonii Łódzkiej to gdziekolwiek nie usiadziesz, niewiele słyszysz. O ile projekt zewnętrzny jest naprawdę udany i chylę czoła przed panem Loeglerem, to co z tego, kiedy budynek od strony przeznaczenia traci swój sens poprzez koszmarną akustykę. Choć jak twierdził jeden z łódzkich kolegów, wielcy muzyki potrafią przełamać w FŁ barierę w postaci fatalnej akustyki, Ja chyba jednak lubię widać tych drugoplanowych muzyków i jeszcze nie zdarzyło mi się wysłuchać koncertu, żeby nie pomyśleć o pogłośnieniu dźwieku wyimaginowanym pilotem ;)

Ł.A. Woman

Link to comment
Share on other sites

Z tego co wiem to akustyka w FŁ juz była poprawiana jakoś kilka miesięcy po jej otwarciu, masakra, szczególnie dla orkiestyry to było to co było przed poprawkami. W cichych partiach na sali było słychać klimatyzację, w głośnych muzycy w orkiestrze się w ogóle nie słyszeli przez pogłos i jazzgot jaki docierał do ich uszu z powodu odbić. Teraz ponoć jest już lepiej, ale do poziomu poprawnego nadal sporo brakuje. Szkoda, ze po raz kolejny projekt architektoniczny wziął górę nad celowi jakiemu miał służyć.

Link to comment
Share on other sites

ja dorzucę moje wielkie rozczarowanie akustyką ładnego obiektu o nazwie Filharmonia w dość bogatym mieście o nazwie Monachium. Lou grał tam i śpiewał (jak to Lou:), w dość licznym towarzystwie w zeszłym roku w maju. o Berlinie śpiewał. może dlatego nie brzmiało? dało się słuchać tylko chórku dziecięcego. gitary to bezładny jazgot. bębny kubeł. a wokal cherlawy mocno, jak jego właściciel obecnie.

może filharmonie są dla muzyków ubranych elegancko? w warszawskiej wczoraj zagrał Pan Sokołow, siedziałem w trzecim rzędzie, a więc bardzo blisko i była to uczta, brzmieniowa również. słychać było wspaniale wszystko - detale, wybrzmienia. nawet przyszło mi do głowy, że gdyby była orkiestra to wodzirej, odgrodzony klapą, słyszał by gorzej ode mnie! ale to piano-solo, inna bajka.

Link to comment
Share on other sites

Najlepszy jest 7 rzad, zdecydowanie. Od biedy moze byc i 8 lub 6. W Krakowie zdecydowanie lepiej nieco po prawej stronie bo dalej od huku tramwajow za drzwiami. Pierwsze rzedy sa do bani - za glosno (VIP-y gadaja caly czas o businessie)i smierdzi perfumami co okrotnie rozprasza. Z tylu takze marnie - odbicia dzwiekow. Marnie takze jest siedziec obok przeziebionego kaszlacego, nawet w 7 rzedzie.

 

pzdrw

 

soso

Link to comment
Share on other sites

^^ Właśnie z tych powodów, które wymienił Kolega Soso, prawdziwy audiofil-meloman siada u siebie w domu przed własnymi głośnikami. Na kanapie lub fotelu ;)

 

A tak na poważnie, to zazwyczaj siadam na tym miejscu, na które udało mi się kupić bilet - a czasami jest to duuuża sztuka :)

Stereo i Kolorowo - Underground

Mój blog i recenzje różnych urządzeń audio-stereo: stereoikolorowo.blogspot.com

Link to comment
Share on other sites

Nikt rozsądny nie zdradzi najlepszego miejsca na sali, w której często bywa. Po co? Żeby mieć problem z zajęciem tego miejsca?

Akustyka pomieszczenia ma największy wpływ na komfort słuchania. Są sale, gdzie trzeba siedzieć blisko (duży pogłos), są sale gdzie najlepiej słyszy się siedząc dalej. Nie ma reguły. Tym bardziej, że ucho potrafi się adaptować i najdalej po półgodzinie, gdzie by się nie siedziało, będzie dobrze.

Chyba że orkiestra sknoci, zagra nierówno albo bez uczucia, wtedy nie pomoże najlepiej wybrany fotel.

Link to comment
Share on other sites

Pozycja dyrygenta nie ma samych plusów, szczególnie przy duże orkiestrze bo zawodową chyba chorobą dyrygentów filharmonii jest od pewnego wieku coraz większa głuchota. Za nim - też nie za bardzo bo spocony i ciągle się rusza więc rozprasza. Są ponadto w kraju orkiestry których lepiej słuchać za ścianą. Co do bufetu mógłbym się więc zgodzić, to trochę tak jak z dziennikarskim pisaniem tekstów o festiwalu w Opolu co widać w pewnym filmie "dokumentalnym". Lepiej przez ścianę :D

Złą akustykę bardzo trudno naprawić, łatwiej ją wykastrować tłumieniem. Problem wielu sal w Polsce wynika ze specyficznego traktowania instytucji filharmonii. Ważniejszy jest sam budynek niż orkiestra i muzyka. "Miasto ma filharmonię" a sam dobry, kompetentny projekt akustyczny sali i kubatury wokół to niemała część budżetu, cóż dziwnego w tym że Inwestor w postaci samorządu (radni pilnują pieniędzy, są przecież także szpitale, bezrobotni) na tym oszczędzają i w efekcie to architekt projektuje salę przekraczając swe kompetencje.

M.in. dlatego właśnie kultura organizowana poprzez urzędników, czy to państwowych czy poprzez samorząd jest moim zdaniem fikcją. Nikt za nic nie odpowiada, pieniądze są cudze, czasem się trafi ktoś kompetentny ale kto zdolny chciałby pracować w urzędzie? Niewielu i akurat ludzie powiązani ze sztuką?

Link to comment
Share on other sites

Miałem przyjemność siedzieć w pierwszym rzędzie gdy Herreweghe dyrygował Pasję wg Mateusza i jako jeden z nielicznych mogłem wzrokowo podziwiać nie tyle plecy co profil wielkiego dyrygenta - i nie tylko profil bo niekiedy spotykaliśmy się także en face, oczy w oczy, wielki dyrygent szybko uciekał wzrokiem od gapia do swoich obowiązków. Jak dyrygent dyryguje twarzą to jednak ważny element spektaklu, jakoś ignorowany w filharmoniach - bo przecie nie w filmach, dvd, z koncertów wielkich dyrygentów! W chórze jedna z pięknych pań zwróciła moją uwagę żuciem gumy, którą przyklejała sobie do zębów gdy nadchodzil czas śpiewu i odklejała w okresach bez zajęcia.

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.