Jump to content
IGNORED

CD - Pierwsze, nieremasterowane wydania Japońskie - czy warto ???


mihaello

Recommended Posts

Temat dotyczy pierwszych wydań CD Japońskich (nieremasterowanych). Czy warto inwestować w nie pieniądze? Czy oprócz niewątpliwej wartości kolekcjonerskiej dźwięk również jest lepszy od wydań późniejszych remasterowanych?

Pytam, bo jeden ze sprzedawców z allegro zapewnia mnie że nie ma porównania jeśli chodzi o jakość dźwięku w wydaniach nieremasterowanych.

Osobiście mam pewne wątpliwości, ale…

Cóż, nie jestem znawcą tematu.

 

Chodzi mi w tej chwili dokładnie o takie wydawnictwo:

 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

 

Co prawda nie jest to pierwsze tylko drugie wydanie, no ale jest nieremasterowane.

 

I żeby pociągnąć temat dalej…

Jakie waszym zdaniem wydania Japońskich CD najlepiej kupować? (chodzi mi o jakość dźwięku, wartość audiofilską).

Dotarłem do informacji że najlepsze są nowe formaty: SHM-CD, HQCD, XRCD itp.

Dodatkowo ponoć najlepiej kupować wydania mini LP. (jednakże docierają do mnie sprzeczne informacje).

 

Na co zwracacie uwagę kupując płyty audiofilskie? Może firma ma znaczenie? (EPIC, Toshiba, BMG, JVC…).

Poproszę o rady i sugestie...

Link to comment
Share on other sites

Powinieneś najpierw poczytać, płyty SHMCD to wynalazek czerpiący z technologii BluRay, XRCD to materiał robiony na DVD, a potem w ostatnim etapie dostosowywany do małem pojemności 700MB płyty CD. Są jeszcze płyty HDCD ale one wymagają specjalnego dekodera w odtwarzaczu. Są też płyty SACD i tych japońskich wydań proponuję szukać. Co do pierwszych wydań dotyczy to płyt vinylowych, płyty CD dopiero we wspomnianych formatach zaczynaja "grać", stare wydania z lat 80-tych brzmią płasko i szorstko w porównaniu z vinylami. Kup sobie 1 płytę XRCD np. rewelacyjną Sarę K i zobaczysz co dają nowe formaty w porównaniu do pierwszych wydań CD ze wspomnianych lat 80-tych. Dodatkowo problem tych 1 wydań był taki, że studia nagraniowe nagrywały wprost w postacj 16,44.1 co wprawdzie odpowiadało formatowi płyt CD ale nie nadawało się do słuchania. Po kilku latach studia nagraniowe przeszły szybko na gęste formaty przynajmniej 24/96, obecnie 32/384 i wyżej. Niestety same płyty CD do tej pory wydawane są jako 16 bitowe oprócz wspomnianych lepszych HDCD czy SACD, choć prawdziwy studyjny materiał pojawia się dopiero na płytach BluRay lub w postaci plików.

Link to comment
Share on other sites

Jestem przekonany co do tego, że pierwsze edycje japońskich tłoczeń brzmią bajecznie: mam Pata M "Still file talking" z 1987r i pierwsze japońskie wydanie "Elegant Gypsy" Ala di Meoli w 1983r.

Nie wiem po co robić było remastery, szczególnie Ala.

Miałem też "cudowne" K2HD Vangelisa "albedo 0.53" i sprzedałem bo nie dało się słuchać.

Mam też w K2 "Brain salad surgery" ELP i rozwalił to wydanie japoński winyl, mimo lekkiego trzeszczenia dlatego też idzie na sprzedaż.

Mam podejrzenia, że w przypadku ELP wydania na SHM są lepsze. Mam Works I i brzmi naprawdę dobrze jednak nie mam porównania z niczym innym.

"Caravanserai" Santana: wydanie minivinyl w porównaniu z jakimś poprzednim remasterem brzmi lepiej(z 1998 roku chyba, albo 2001) trochę ostrzej ale czyściej. Wysiada jednak przy winylu.

Być może wydanie z 1983 , kiedy to CBS wydało część swojego katalogu na CD brzmi lepiej.

 

Abstrahując od różnic między wydaniami, a są znaczne więc może warto się nad tym zastanowić, najlepiej byłoby kupić gramofon i się nie stresować zakupem cedeków.

Ja podjąłem taką decyzję w chwili gdy postanowiłem uzupełnić kolekcję o płyty Pata sprzed cyfrowej ery. To jest moim zdaniem słuszne rozwiązanie. Porównując tę samą płytę wydaną przed ECM (American Garage, tak CD jak winyl)przewaga stoi mocno po stronie czarnej płyty.

A i problemów mniej bo:

wydania tego samego wyszły tylko od ECM`u(w różnych punktach świata) i w japonii.

na CD są : stare ECM, nowe ECM, kilka japońskich wydań, na złotym nośniku, na SHM itd.

"Wolę błędy entuzjazty od obojętności mędrca" - Anatol France

Link to comment
Share on other sites

witam

 

Moja propozycja jest następująca:

- zbierz płyty poszczególne w każdym rodzaju i posłuchaj na spokojnie na dobrym sprzęcie. Powinieneś sam dojść do wniosku, które najlepiej brzmią i w tym kierunku zmierzać.

 

Pierwsze dobre tłoczenia Japońskie brzmią super. W moim przekonaniu gorzej niż wydania DCC, MFSL czy Mastersound. I tylko te brałbym pod uwagę.

Jeszcze możesz wziąć pod uwagę SHM. Pozostałymi nie ma co sobie głowy zawracać.

 

A tak na koniec to wszystko zależy od grubości portfela. Nie może być półśrodków.

 

Pozdrawiam Valhalla

Link to comment
Share on other sites

Mam trochę pierwszych wydań japońców, jednak nie mogę ich porównać do współczesnych, wypasionych wersji bo muzykę jaką na nich kupuję nie wydaje się w tych formatach. Zbieram na nich muzykę synth-pop rock lat 80-tych, mam np. sporą część z dyskografii (prócz jednej płyty) piosenkarki Kim Wilde, Roxette... Wydania te są ciężkie do zdobycia (ja kupuję z ebaya) i drogie (czasem ponad 100zł za płytę), ale wg mnie warto. Współczesne remastery są zazwyczaj przesterowane, czasem płyty te w ogóle nie były wznawiane w latach 90-tych (głównie płyty Kim Wilde) i są swoistymi rarytasami. Czy brzmią lepiej od standardowych wydań ? Tego nie wiem, ale z pewnością na odpowiednim sprzęcie, zwłaszcza kolumnach które lubią takie produkcje (Dynaudio, Herbeth) to jedne z najlepiej nagranych płyt jakie można kupić. Mają swój klimat, niesamowitą przestrzeń i dynamikę. Może płyty audiofilskie brzmią bardziej czysto i gładko ale mi np. bardziej podoba się maniera z jaką nagrywano w latach 80-tych. Suchość i rozjaśnienie w ogóle nie dają się we znaki na mięsistych kolumnach i subie, podkręcony bas już nie jest pusty, ale kopie że aż miło ;)

I love the sound of crashing guitars

Link to comment
Share on other sites

No dobra temat zobaczyłem dość późno, więc postaram się napisać, co mi wiadomo na ten temat. Otóż jeśli chodzi o Wish You Were Here i grupę Pink Floyd, to album ten jak większość się orientuje zaliczany jest do klasyki Rocka Progresywnego.

Autorowi tematu polecił bym stronę

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą ) gdzie 'Guru' tematu Vernon Fitch bardzo dokładnie opisał poszczególne wydania albumów grupy Pink Floyd.

Sprzedający album widocznie nie doczytał wszystkich informacji i błędnie zidentyfikował wydanie określające je jako '2nd press', co nie jest prawdą.

Wydanie oznaczone numerem katalogowym 28DP 5005 jest TRZECIM japońskim wydaniem, które ukazało się w 1988 roku na rynku japońskim i posiada ten sam mastering, jaki był dostępny w wydaniu drugim oznaczonym numerem katalogowym: 32DP 539.

Nie zmienia to faktu jednak, że jest to dobry mastering, jednakże sprzedawca chcąc chyba 'podgrzać' atmosferę sprzedaży pomieszał wydania, lub zwyczajnie sie pomylił.

 

Mówiąc o wczesnych wydaniach albumów należy umieć rozróżnić kilka dość ważnych faktów. Po pierwsze album japońskie określane mianem '1st press' nie zawsze są dobrze zrealizowane, jednak w większości przypadków tak jest. Albumy grupy Pink Floyd były re-masterowane po raz pierwszy w formacie 'Digital' na początku lat 80-tych, gdzie znacznie dokładniej przykładano się do realizacji takiego wydania, wprawdzie technika nie była na tak wysokim poziomie jak dzisiaj, jednak w owym okresie był to szczyt marzeń niejednego studia nagrań.

 

Chcąc mówić o tzw. 'Japan 1st press' musimy zwrócić uwagę na to, że album ten został wydany jako pierwszy w Japonii, po tym wydaniu zostały wydane kolejne edycje. Nie jest to tak, że '1st press Japan' był pierwszym albumem wydanym na Świecie i zawiera najlepszy mastering. Nie.

Reguła się potwierdza i większość pierwszych japońskich wydań jest zrealizowana książkowo, a szczególnie tych wczesnych, gdyż format Compact Disc dopiero budował swój fundament. Twórcy nie chcąc 'zepsuć' promocji nowego formatu robili co tylko mogli, aby wydanie brzmiało lepiej od znanej wszystkim płyty winylowej.

Często było tak, że wraz z pierwszym wydaniem japońskim niemal w tym samym czasie ukazały się albumy na rynku amerykańskim, czy europejskim i posiadały identyczny mastering (nie mówię tu o Pink Floyd).

 

Albumy '1st press' są cenione wśród kolekcjonerów, ze względu na to, że są 'pierwsze'. Kolekcjonerzy kierują się również opinią kolegów audiofilów odnośnie masteringu. Dla osoby trzeciej, która nie kolekcjonuje krążków album z wydania '1st press' zagra niemal tak samo, jak '4th press'. Audiofil poczuje różnice i zdecyduje co jest lepsze.

Trzeba się określić: albo jedno, albo drugie.

 

Warto również napisać iż nie ma się do końca pewności w jaki sposób były realizowane albumy grupy Pink Floyd. Prawdopodobnie użyto taśm matek, jednak stuprocentowej pewności nie ma. Należy również pamiętać, że w okresie w którym grupa Pink Floyd nagrywała swoje albumy technika 'cyfrowego dźwięku' nie istniała. Albumy te były realizowane w formie Analog-Analog-Digital i proszę nie oczekiwać jakichś niewiarygodnych zmian.

 

Ja bym ci radził posłuchać pierwszego wydania z U.K, to na tym wydaniu były bazowanie kolejne re-mastery albumu. Jest to bardzo dobry mastering, który przez ponad dwadzieścia lat nie uległ zmianie.

Link to comment
Share on other sites

-> Mike 13

 

Ponad 100 zł za płytę to jest nic. Widziałem aukcję kończące się na tysiącach dolarów. Większą wartość osiągają specyficzne wydania kolekcjonerskie typu: 'Red face', 'Green Arrow', 'Target', 'Blue Face' i często są to wydania wczesnoniemieckie.

 

Przykład?

Chocby Abba

 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

 

Sprzedawca, ze Szwecji. Znany kolekcjoner na Forum SH. Cena końcowa $335 za krążek typu ' Polydor Red Face'. To niewielka suma, jak za to wydanie.

 

Chcąc poważnie 'bawić' się w kolekcjonerstwo trzeba nastawić się na wydawanie bardzo dużych sum.

 

Pozdr.

Link to comment
Share on other sites

>Lovecoffe

Wiem o tym wszystkim o czym piszesz, lecz nie chciałem już na starcie straszyć założyciela tematu ;)

Ja sam wolę polować na okazje i nigdy nie daje więcej jak 150 zł za płytę. Jeśli jakaś pozycja jest nie do kupienia, lub do kupienia ale jak dla mnie za nieosiągalną kwotę, wolę sobie tego poszukać do ściągnięcia w formacie bezstratnym ;) Ale np. już kilka razy udało mi się upolować na allegro płytę za 20 zł, która nie dość że jest ciężko dostępna (brak nawet późnych remasterów i wznowień), to w dodatku potrafi osiągać wysokie ceny (ok. 150 zł) na ebayu. Tak więc gorąco zachęcam do poszukiwań swoich tytułów na różnych serwisach aukcyjnych, bo niektórzy naprawdę nie wiedzą co sprzedają ;)

Nie bawię się w kolekcjonerstwo, kupuję tylko tą muzykę której słucham i na której mi zależy. Oczywiście warto zainteresować się którym dany album jest masterem. Dla melomana (nie kolekcjonera) nie bez znaczenia będzie choćby to, że któreś z późniejszych, 2th, 3th... itp. wydań, będzie po prostu nieremasterowanym wznowieniem, brzmiącym identycznie jak pierwsze wydanie ;)

 

Co do wydań wczesno-niemieckich, faktycznie, jedną taką płytę też upolowałem, na allegro za ok. 20 zł, cena na ebayu oczywiście ponad 130 zł :) Tak więc warto polować, oczywiście nieraz sytuacja może być odwrotna i płyta z ebaya będzie tańsza niż ta z allegro ;)

I love the sound of crashing guitars

Link to comment
Share on other sites

Aha, jeszcze przypomniałem sobie, co do różnic pomiędzy wydaniami japan a europejskimi. Mam jakieś wczesne (chyba jest to first press, ale głowy nie dam, musiałbym poszukać), wydanie Roxette – Look Sharp ! made in japan, mam też tą płytę w tłoczeniu holland, płyta japońska jest dłuższa o kilka, dwie albo trzy sekundy, oczywiście to za mało by upchać tam jakieś dodatkowe dźwięki. Ot, taka ciekawostka, potwierdzająca że jest to faktycznie inne niż standardowe tłoczenie ;)

I love the sound of crashing guitars

Link to comment
Share on other sites

Dzięki za wszystkie odpowiedzi i cenne rady...

 

KOPCZAS:

"Abstrahując od różnic między wydaniami, a są znaczne więc może warto się nad tym zastanowić, najlepiej byłoby kupić gramofon i się nie stresować zakupem cedeków.

Ja podjąłem taką decyzję w chwili gdy postanowiłem uzupełnić kolekcję o płyty Pata sprzed cyfrowej ery. To jest moim zdaniem słuszne rozwiązanie. Porównując tę samą płytę wydaną przed ECM (American Garage, tak CD jak winyl)przewaga stoi mocno po stronie czarnej płyty."

 

 

Poważnie zastanawiam się nad zamianą CD na Winyl. Skoro mam od nowa zbierać moją kolekcję (do tej pory kupowałem CD Made in USA) to chyba rzeczywiście gra jest warta świeczki. Wszak chodzi o dźwięk bez kompromisów a winyle spełniają te wymagania (z tego co czytam na forum tak wynika).

Link to comment
Share on other sites

mihaello

 

w zależności, czego szukasz.

Ja preferuję zdecydowanie wydania NIEremasterowane. I z całym szcunkiem dla mastersound, czy w ogóle większości płyt wydawanych na pozłacanym nośniku, te pierwsze wydania brzmią pięknie = miękko, z ładnym basem, bez dziwnych "nalotów".

Nie znajdziesz tam z reguły basu trzęsącego wnętrznościami i syczącej góry.

 

Jak zwykle, jest to duże uogólnienie. Wiele bowiem zależy od samego procesu re/masteringu. Poszperaj, jest na forum troszkę w tym temacie. Zainteresuj się pracą Steva Haffmana. Jego remastery brzmią zdecydowanie lepiej od starych nieremasterowanych płyt.

 

Ale pytasz o japońskie wydania. Te remasterowane, najnowsze to przesyt wszystkiego. Zdecydowanie NIE polecam.

 

Choć to jak zawsze kwestia gustu.

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.