Jump to content
IGNORED

Podatek PIT, a koszt jego poboru. Czy PIT należy zlikwidować?


wiatrak

Recommended Posts

Właśnie czytam poranną prasówkę, i w komentarzach do artykułu o nowych inicjatywach podatkowych w U.S.A. znalazłem taki passus:

 

"...Już od kilku lat u nas wpływy z podatków od dochodów (tzw. PIT) prawie zrównały się z kosztami jego pobory.

To znaczy, wpływy są nieco większe: kilkanaście milionów złotych rocznie.

To dużo?

Jasne, że tak. Mniej więcej 1 do 2 zł od każdej osoby płacącej ten podatek.

A teraz zerknijcie do swojego zeznania i popatrzcie, ile pieniędzy wyrzuciliśmy w błoto.

Jakby wprowadzić podatek 10 zł od każdego pełnoletniego, to dochody do budżetu byłyby kilkakrotnie wyższe. ..."

 

Ogólnie wiadomo że podatki są be i niedobre (dla podatnika oczywiście ;) ), aparat skarbowy także, i te pe i te de.

 

Ale przyznam się, że pierwsze zdanie z powyższego komentarza nieco mnie uderzyło. Czy ktoś z forumowiczów jest w stanie potwierdzić tę informację? Podać jakiś wiarygodny link lub źródło?

 

Nie chciałbym, aby ten wątek stał się miejscem sporów "liberałów" i "socjalistów", wszyscy już znamy ich argumenty i jak wcześniej napisałem, wszyscy wiemy że podatki są be i "bolą w kieszeń".

 

Myślę, że ważna jest ta jedna konkretna sprawa.

 

CZY NIE NALEŻAŁOBY ZLIKWIDOWAĆ PODATEK PIT?

"...Kto zagląda pod powierzchnię, czyni to na własną odpowiedzialność..."

Don Kichote to zły człowiek był...

Link to comment
Share on other sites

  • Moderatorzy

Gdyby zlikwidować PIT (nie wikając w jego bezpośredni bilans), wtedy przedsiębiorcy płaciliby sobie duże pensje i CIT by diabli wzięli. Skarbówka musiałaby chyba do obrotowego wrócić.

 

Tak czy siak im większe apetyty społeczeństwa na redystrybucję, tym bardziej skomplikowane oraz liczne podatki (oraz para-podatki), kosztowne w ściąganiu. Jakby był jeden prosty, cała energia podatników poszłaby na jego obchodzenie.

Link to comment
Share on other sites

Najpierw należałoby zlikwidować VAT.

To jest podatek płacony przez wszystkich bezpośrednio, od wszystkiego. Nie ma towatru nie objętego VATem, a tzw. zerowa stawka VAT to w praktyce fikcja. Został wymyślony we Francji na potrzeby rozliczeń związanych z eksportem a następnie rozlazl się po całej biurokratycznej UE i zainfekował inne systemy gospodarcze w ramach "ujednolicania" i uwspólniania rynku. Jest on całkowicie zbędny. W Polsce koszty obsługi VATu wynoszą 30mld zł rocznie. Jest bardzo wygodny w ściąganiu przez państwo - nie sposób go uniknąć w prostych zakupach, natomiast jego zwrot, rozliczanie, wybór właściwych stawek są dla przedsiębiorców kosztem, utrudnieniem, dodatkową angażującą czynnością komplikującą rozliczanie. Dodatowo powoduje on zamrożenie środków (w oczekiwaniu na zwrot VATu). Stawka VAT powinna być obliżona, ujednolicona a następnie VAT powinien być zastąpiony przez inny podatek, np wchłonięty przez podatek dochodowy. W dużym stopniu jest to niepotrzebne obracanie pieniędzmi, zmniejszające ich ilość na rynku.

Jest to więc podatek hamujący rozwój gospodarki i ograniczający swobodę działalności gospodarczej, w dodatku obciążony skomplikowanymi przepisami, róznymi i w Polsce bardzo wysokimi, zdecydowanie ponad średnią unijną, stawkami...

VAT wcale nie musi istnieć, są kraje gdzie nie ma tego podatku i nikt nie myśli o jego wprowadzeniu.

Link to comment
Share on other sites

misiomor, 2 Maj 2010, 20:10

>Gdyby zlikwidować PIT (nie wikając w jego bezpośredni bilans), wtedy przedsiębiorcy płaciliby sobie

>duże pensje i CIT by diabli wzięli. Skarbówka musiałaby chyba do obrotowego wrócić.

>

>Tak czy siak im większe apetyty społeczeństwa na redystrybucję, tym bardziej skomplikowane oraz

>liczne podatki (oraz para-podatki), kosztowne w ściąganiu. Jakby był jeden prosty, cała energia

>podatników poszłaby na jego obchodzenie.

 

Dodatkowy niehumanitarny efekt uboczny to szybkie wymarcie niezapobiegliwych beneficjentów socjalu. Z maltuzjańskiego punktu wysoce korzystny i naturalny... Z punktu widzenia socjalistów, zarówno tych czerwonych, jak i narodowych - klęska, bo elektorat odwala kitę. Zaznaczam, że wcale nie jestem za.

Link to comment
Share on other sites

Polska zajmuje 140. miejsce na 170 państw pod względem liczby barier podatkowych związanych z prowadzeniem firm (raport OECD). Wykonnie czysto biurokratycznych przepisów o VAT kosztuje przedsiębiorców 35 mld zł rocznie!

Wielkiego pecha ma właściciel firmy, który musi iść do polskiego sądu. Z najnowszego raportu Banku Światowego wynika, że dochodzenie należności trwa tam 830 dni. Trzy razy dłużej niż na Węgrzech czy w Mołdawii. Zabiegi o zwrot pieniędzy wymagają od przedsiębiorcy aż 38 procedur. To prawie 2x więcej niż w Irlandii. Aby odzyskać 100zł trzeba wydać 12zł na prawników czy ekspertyzy.

 

Interesujący artykuł n.t. VAT:

 

http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,7536987,Europa_sama_spowalnia_swoj_rozwoj.html

 

Stefan Bratkowski

2010-02-08

Europa sama spowalnia swój rozwój

 

 

W żadnej dziedzinie biurokracja nie rozkwitała tak bezkarnie jak w dziedzinie skarbowości - poczynając od starożytnego Egiptu, a kończąc na kilku XIX-wiecznych państewkach Niemiec, gdzie opodatkowano... słowiki.

 

Przewodniczącemu Parlamentu Europejskiego, prof. Jerzemu Buzkowi

Ministrowi Finansów Rządu RP, prof. Jackowi Rostowskiemu

Adresuję ten artykuł do obu Panów - z nadzieją, że to może właśnie któryś z Panów zainicjuje europejską dyskusję nad systemami podatkowymi w państwach Unii Europejskiej.

 

Jeśli Unia naprawdę chce odgrywać czołową rolę w gospodarce światowej, musi powrócić do zasad prostej gospodarności. Dziś, gdyby nawet chciała rywalizować z Ameryką, nie ma szans po temu, narzuciwszy sobie sama biurokratyczne pęta. Jak biegacz, który u startu powiązał sobie nogi, by nie stawiać za dużych kroków.

 

To prawda, w żadnej dziedzinie wolna twórczość rządzących biurokracji nie rozkwitała tak bezkarnie jak w dziedzinie skarbowości - poczynając od starożytnego Egiptu, a kończąc na kilku XIX-wiecznych państewkach Niemiec, gdzie opodatkowano... słowiki. Biurokracja współczesna czyniła skarbowość, nie bez współpracy uczonych, specjalnością wyższego rzędu, skomplikowaną i wymyślną, by całkowicie onieśmielić przeciętnego obywatela. W rezultacie obywatel traktował podatki jak dopust boży i buntował się dopiero w skrajnych sytuacjach. Całymi latami w Europie ściągano podatek od produkcji (we Francji podatek "jednokrotny" od 1936 r.), czyli od tego, co kto wyprodukował i miał na składzie, a nie od tego, co sprzedał; inny podatek dotykał transakcje zawarte, miast wpływy gotówkowe lub wekslowe z tych transakcji, na co przed wojną zżymał się u nas Eugeniusz Kwiatkowski. Że sami Francuzi nie nakręcili żadnej komedii o swych podatkach, złóżmy na karb trudności, jakie mieli z ich zrozumieniem scenarzyści. Ale też proste absurdy miały wymiar kanonu wiary.

 

Ideałem skarbowców późnego XIX wieku, zwłaszcza francuskich liberałów, takich jak Paul Leroy-Beaulieu czy Rene Stourm, była neutralność podatkowa. Pierwotnie nawet - absolutna. Państwo liberałów nie powinno mieszać się do gospodarki. Nie powinno więc podatkami, pisał Stourm, ani stymulować, ani protegować, ani ograniczać niczego co legalne. Ani nawet wychowywać narodów np. cenami napojów alkoholowych czy też papierosów. Przed pierwszą wojną światową pewność tę zakłóciły jednak zbrojenia, a Lloyd George, liberał, chlubił się, że po wysokim opodatkowaniu wódki w 1905 r. Anglicy mniej piją. Potem, przed drugą wojną światową, w epoce Wielkiego Kryzysu, używano już podatków dla sterowania koniunkturą, do walki ze stagnacją czy, na odwrót, inflacją. W drugiej połowie XX wieku wręcz stosowano politykę "elastyczności podatkowej - w USA za Kennedy'ego zreformowano podatek od nieruchomości, żeby pobudzić budowę mieszkań. Później wysoko opodatkowano produkcję samochodów i to ukazało nonsens interwencjonizmu państwowego - doszło do kryzysu w amerykańskim przemyśle samochodowym. Pominę tu "cichą rewolucję" laburzystów angielskich, którzy wysoko opodatkowali artykuły luksusowe (jakby luksus był za tani), a zwolnili od opodatkowania artykuły pierwszej potrzeby - za późno, bo warstwy niższe Anglii osiągnęły już zamożność warstwy średniej.

 

Abstrakcja pana Siemensa

 

Dawna skarbowość, której się uczyłem, zdecydowanie odrzuciłaby VAT, podatek od wartości dodanej. Obmyślił go ponoć jeden z młodszych Siemensów, jeszcze w roku 1919, ale, nie ukrywajmy, jako pewną abstrakcję. Zaszczepiła tę abstrakcję swemu systemowi podatkowemu Francja 50 lat temu, a w latach 70. zaraziła nią Unię - na nieszczęście europejskiego handlu i obrotu pieniężnego. Nie przypadkiem Amerykanie, próbując zainstalować to w Japonii, bo nie u siebie, zrezygnowali. Każdy podatek ma jakieś swoje mankamenty, ale trudno zliczyć krytyczne opinie o tym właśnie podatku.

 

Dziś wracamy (na ogół) do pierwszeństwa celu finansowego podatków. Bez celów ubocznych. Wracamy do pewnej, powiedziałbym, rozsądnej neutralności podatkowej. Aliści VAT nie może być nawet rozsądnie "neutralny": nie sposób go utrzymać na jednym poziomie dla wszystkich towarów i usług - wbrew naszym iluzjom. Hiszpania wprowadziła była dla budownictwa VAT zerowy (jak powinno być i w Polsce, jeśli nie mamy zablokować wzrostu gospodarczego), Anglia zainstalowała VAT zerowy dla książek i gazet, ot, z czystej mądrości, wzorem mądrości XIX-wiecznej, kiedy poczta brytyjska zwalniała od opłat przesyłkę gazet. Wysoki VAT na artykuły dziecięce w krajach Zachodu mógł blokować może rozrodczość ichnich muzułmanów - jak to złośliwie komentowano; ale po co był w Czechach, Polsce i na Węgrzech?

 

Różne stawki czynią system podatkowy złożonym, a to - pozwolę sobie przypomnieć - wedle bardzo starych doświadczeń obniża wydajność podatkową: utrudnia wymiar podatku, przyczynia kosztów i samo przez się prowokuje krętactwo. Co istotne, te różne stawki są klasycznym przejawem interwencjonizmu, z którym podobno chcieliśmy w Europie zerwać. Bo w jedno uderzamy bardziej, w co innego słabiej...

 

Wróćmy do grzechu pierworodnego z tym podatkiem. Nie wiem, czy Francuzi czytali Carla von Siemensa. Zaczęło się to jednakże tak: od roku 1948 każdy przedsiębiorca francuski, płacąc podatek od tego, co sprzedał, miał prawo odliczyć sobie podatek, jaki zapłacił jego dostawca. Niby nie wiadomo po co, ale szło oczywiście o zalegalizowany dumping w eksporcie - po tym odliczeniu eksporter mógł sprzedawać swoje eksportowane produkty taniej. Zwłaszcza samochody. VAT (we Francji TVA, taxe a la valeur ajoutee), wprowadzony 10 kwietnia 1954 r., zastąpił oba podatki - ten od produkcji i ten od transakcji. Ten drugi, od transakcji, z odliczaniem podatków dostawców, "kumulatywny", był niby łatwy, zrozumiały, ale zbyt oczywisty, stąd niewygodny dla francuskich producentów samochodów i samolotów, mających wielu kooperantów i długi cykl produkcji. Wedle francuskiego klasyka skarbowości Paula Gaudemeta "zniekształcał prawa konkurencji" i był sprzeczny z zasadą neutralności podatków (!).

 

Wszystkie wady VAT-u

 

• Tak naprawdę przy stawkach wyznaczanych przez władzę to VAT podnosi ceny i ogranicza popyt, a więc zakłóca kształtujące się naturalnie na rynku ceny równowagi; nic tu wspólnego z uczciwą gospodarką rynkową. Teza, że wzrost cen wymusi nową równowagę popytu z podażą, to wyzywająca bzdura (popyt, owszem, dostosuje się do wyższych cen, ale to jak z paradoksem Giffena, kiedy podwyżka cen chleba w XIX-wiecznej Irlandii podniosła sprzedaż chleba, bo na nic innego ludzie już nie mieli pieniędzy).

 

• Po drugie, VAT spowalnia i komplikuje obrót pieniężny. Kilka procent pieniądza w ciągu roku nie przepływa jako proste należności od towarów i usług, kredyty i odsetki, lecz krąży bezpłodnie, po nic, uiszczane państwu i zwracane jako przedmiot biurokratycznych operacji.

 

• Na dobitek wymaga VAT zatrudnienia tysięcy dodatkowych księgowych w całym systemie podatkowym, w skarbowości i w samych przedsiębiorstwach, nawet w tych, które składają się z paru członków rodziny; wymaga mnóstwa dodatkowej pracy związanej z obiegiem dodatkowych, ciągle nowych informacji.

 

• Po czwarte, jest klasycznym biurokratycznym mnożeniem bytów ponad potrzebę, uzasadniającym w rzeczywistości rozrost biurokracji. Francja w ten sposób leczy swoje bezrobocie, ale nawet ona bez VAT-u ma tak rozbudowane struktury biurokratyczne, że wchłaniają one bez trudu nadmiar absolwentów uczelni wyższych. Cóż mówić o RFN, która musi sprowadzać Turków, bo tylu Niemców woli siedzieć w biurach administracji.

 

• Gaudemet zachwycał się tym, że VAT „wymaga prowadzenia dokładnej rachunkowości dla każdego produktu, w kolejnych fazach produkcji” (tłum. Maria Gintowt-Jankowicz). Widać, jak bardzo temu wielkiemu umysłowi obca była praktyka interesów, choć sam przyznawał, że rozciągnięcie VAT-u na handel detaliczny zlikwidowało opłaty lokalne, tak ważne dla budżetów władz lokalnych. VAT, nie kryjmy, uprzywilejowuje wielkie przedsiębiorstwa, dyskryminuje małe. Gdyby w urzędach ochrony konkurencji Europy zasiadali wykształceni skarbowcy, podjęliby obronę drobnej przedsiębiorczości. Cała ta dodatkowa księgowość prowadzona przez drobnych przedsiębiorców zamiast prostej, zryczałtowanej opłaty na rzecz systemu podatkowego gnębi ich zgoła zbytecznie. Podwyższając ich koszty własne.

 

• Na koniec wreszcie - VAT jest sprzeczny z ideałami postępu w demokracji, która wymaga uproszczeń w funkcjonowaniu państwa, a nie narastających komplikacji. I rzecz najważniejsza: z punktu widzenia demokracji VAT, jak wszelkie podatki pośrednie obciążające konsumentów, odrywa obowiązek podatkowy od obywatela - nikt nie wie, ile płaci i komu. Związek podatkowy obywatela z jego państwem rozmywa się. I chyba nie trzeba tej opinii uzasadniać. Jest oczywista.

 

Podatkowy samorząd

 

W Stanach Zjednoczonych ponad 80 proc. obywateli odbiera swe dochody osobiste od pracodawców i innych płatników, a ci sami przekazują systemowi podatkowemu IRS (Internal Revenue System) odpowiednie potrącenia (to stara angielska zasada stoppage at the source - uchwycenia u źródła). Kilkanaście procent - farmerzy, drobni przedsiębiorcy, wśród nich i taksówkarze, nieliczni artyści sprzedający swe dzieła, maklerzy giełdowi - rozlicza się z systemem samodzielni]. A wszyscy mogą skorzystać z przysługujących im różnorakich ulg (o nich bliżej ze szczegółami choćby w każdym dorocznym amerykańskim "World Almanac").

 

U nas mamy wyższy procent rolników i drobnych przedsiębiorców. Dwadzieścia kilka procent obywateli żyje ze swoich gospodarstw wiejskich (choć tylko jakaś połowa z produkcji towarowej). W ich przypadku można wrócić do XIX-wiecznego brytyjskiego zdrowego rozsądku w systemie podatkowym, do brytyjskiego samorządu podatkowego. Propagował go w podręczniku z 1876 r. Leon Biliński, profesor uniwersytetu lwowskiego, a nie był to żaden uczony utopista, lecz późniejszy polski minister finansów Franciszka Józefa, w roku 1896 autor planu wielkiej reformy podatkowej. Otóż w XIX wieku, kiedy i w Anglii dominowała drobna przedsiębiorczość, odprowadzało hrabstwo "do góry" tylko tyle, ile było trzeba na utrzymanie i na koszty realizacji zadań władz wyższych (owocowało to w opracowywaniu budżetu państwa tzw. budżetowaniem netto).

 

Chciał Biliński, by tworzono komisje szacunkowe "złożone z zaufanych delegatów podatników", bo wtedy "ludność pełna zaufania do swych wybrańców nie będzie stawiała skarbowi trudności w badaniu dochodu, a może i mniej będzie skłonna do defraudacji i zalegania wobec cyfry podatku, ustanowionej za współudziałem komisji". Tak pracowały wtedy komisje dla podatku dochodowego w Anglii. Nawet w Austrii ustawa z roku 1869 wprowadziła je przy podatku gruntowym, a planowano je i dla reszty podatków.

 

Pisał Biliński, że powierzywszy wybieranie podatku gminom, "można powiedzieć, iż usunęło się przynajmniej część tradycjonalnej nienawiści podatnika do władzy skarbowej". Wiązał jednak Biliński samorząd skarbowy z rozwojem samorządu w ogóle: "nie dziw, że właśnie ojczyzna samorządu pierwsza zastosowała go w skarbowości". Doświadczenia samorządu szwedzkiego, który wyznacza i pobiera podatki od pracy (od wynagrodzeń) i od działalności gospodarczej, są tu pouczającą lekcją.

 

Wolałbym, żeby demokracja poszukiwała skuteczności na tej właśnie drodze, miast iść drogą rozwoju biurokracji. I nie ma się co dziwić, że Stany Zjednoczone nie chcą słyszeć o żadnej "harmonizacji" swego systemu podatkowego z Europą.

 

Unia Europejska robi obecnie wrażenie organizacji znudzonej sobą. Państwa nią rządzące, a raczej ich biurokracje, zadowolone z siebie, bronią się przeciw rosnącym obciążeniom, i słusznie. Ale nie zastanawiają się, co zrobić, by fundusze pomocowe wykorzystywano efektywniej, i nie zastanawiają się, co zrobić, by podnieść efektywność gospodarek Europy. A przynajmniej - nie hamować ich i nie przeszkadzać.

Link to comment
Share on other sites

Nevada i Alaska mają chyba zerowe stawki,ale reszta stanów USA od 6% w górę.

Nazywa się bodajże podatek stanowy.

Płacisz zgodnie z miejscem zamieszkania,ważne przy zakupach internetowych.

Jazz swego czasu pisał na ten temat,wypowiadał się dość wyczerpująco.

Link to comment
Share on other sites

Molibden, 2 Maj 2010, 22:23

 

>Najpierw należałoby zlikwidować VAT.

 

Jaki podatek zlikwidujemy, a jaki zostawimy, to dla OGÓŁU podatników dosyć obojętne. Istotna jest suma wszelkich obciążeń podatkowych, której najlepszym miernikiem jest chyba dzień wolności podatkowej.

 

>Polsce koszty obsługi VATu wynoszą 30mld zł rocznie. Jest bardzo wygodny w ściąganiu przez państwo –

>nie sposób go uniknąć w prostych zakupach,

 

To jest niewątpliwa zaleta – wszyscy „solidarnie”, w miarę sprawiedliwie płacą nie tracąc czasu na nieproduktywne demoralizujące kombinacje.

 

natomiast jego zwrot, rozliczanie, wybór właściwych

>stawek są dla przedsiębiorców kosztem, utrudnieniem, dodatkową angażującą czynnością komplikującą

>rozliczanie.

 

To prawda, podatek dosyć prosty co do zasady w szczegółach został w Polsce niesamowicie skomplikowany. Niepotrzebnie, można by na pewno dużo prościej.

 

>VAT wcale nie musi istnieć, są kraje gdzie nie ma tego podatku i nikt nie myśli o jego wprowadzeniu.

 

Ale muszą istnieć jakieś podatki zapewniające odpowiednie dochody budżetowi. Zlikwidujemy VAT, to trzeba będzie podnieść pozostałe podatki lub wymyślić nowe.

VAT dostarcza dużo więcej środków do budżetu niż PIT i CIT razem wzięte, więc likwidacja tych ostatnich byłaby dużo bardziej realistyczna.

Tym bardziej, że jesteśmy w Unii, która wymaga minimalnej stawki VAT, 15% bodajże, a chyba nie ma żadnych zawarowanych przepisami wymogów co do PITów i CITów.

 

Oczywiście Państwo powinno mniej wydawać, niż wydaje. Tyle że próby zmniejszenia wydatków Państwa od lat skutkują ich stałym wzrostem.

 

Najmniejsze koszty poboru byłyby przy podatku pogłównym, ale na nim potknęła się nawet Gosia Tatcher, a Korwina za propagowanie tego podatku usiłowano wdeptać w ziemię. Wywołuje on furię wśród tłumu i egalitarystów, mimo, że to podatek najbardziej egalitarny – wszyscy wszak płaciliby po równo.

Less is more

Everything Should Be Made as Simple as Possible, But Not Simpler ...

Link to comment
Share on other sites

raczej należałoby spytać - jaką korzyść z ich pracy otrzymuje społeczeństwo jako ogół - tak naprawde to płacimy po to aby oni mieli co robić - a dostaja pieniądze za liczenie tych które ściągną z pracującego nad wytworzeniem czegoś społeczeństwa

Link to comment
Share on other sites

  • Moderatorzy

Oni nie dostają pieniędzy tylko za liczenie, maja również premie za "ściągnięcie". Załatwiają takimi bezprawnymi "ściągnięciami" firmy - blokując im przykładowo konta. Urzędnik dostaje premię, firma jest rozwalona, właściciel często ląduje w szpitalu ze stresu, potem w sądzie uzyskuje odszkodowanie (z budżetu przeca), które przeznacza na leczenie, konsumpcję albo inwestycje kapitałowe w krajach cywilizowanych. Oczywiście urzędnik premii nie oddaje.

 

To są prawdziwe koszty obecnego systemu podatkowego. Niestety do zminimalizowania tylko poprzez radykalne zmniejszenie wydatków państwa - również tych "sztywnych". Podstawa prawna jest - ów konstytucyjny próg zadłużenia w wysokości 60% PKB. Tyle że nikt nie ma odwagi stwierdzić że został juz dawno przekroczony - bo to oznacza przepadek danej partii w wyborach. Tak więc kreatywna księgowość kwitnie w najlepsze, wzorem Grecji sprzed kilku lat.

Link to comment
Share on other sites

Nie dajmy się zwariować.

Nie wiem kto i jak szacował koszty poboru podatku dochodowego, ale to jakieś bzdury w tytułowym wpisie (absolutnie nie z winy autora tegoż wpisu...) Brak metodologii tego szacunku, więc odnieść się do niego nie można.

Suche liczby wyglądają w uproszczeniu tak : VAT daje około 110 mld zł, akcyza 50, CIT 25, PIT 35 mld.

A budżet ministerstwa finansów obejmujący cały aparat celno-skarbowy to około 5 mld złotych.

Link to comment
Share on other sites

Szacuneczek dla Zajączka za rzeczowość.

Też mi się te koszta wydawały naciągane, ale strasznie nie lubię komuś przeczyć bez zdania racji.

Podatek pogłówny pozostanie na zawsze w sferze fantazji, i dobrze. Sprawdziłby się tylko w kraju gdzie rząd sam siebie potrafi sfinansować, np. eksportem surowców.

Ale oczywiście można zmniejszyć koszty ściągalnictwa, i uprościć to wszystko. Osobiście jestem za podatkiem liniowym, na poziomie 20 procent. Fachowcy mówią o psychologicznej granicy sprzeciwu na poziomie 25 procent, ale na polski charakterek też należy brać poprawkę.

Płacenie należałoby zostawić wyłącznie pracodawcom, i nie zawracać tym gitary prostemu ludowi. Oznaczałoby to likwidację ulg, i bardzo dobrze, moim zdaniem.

Link to comment
Share on other sites

>Burczymucha

 

No właśnie, że śmiało możesz przeczyć, bo sam szukam danych na ewentualne potwierdzenie (lub zaprzeczenie) tytułowej tezy. Być może, przychód z tytułu PIT bilansuje całościowe koszta ściągania wszystkich podatków w Polsce, czyli zarówno koszt utrzymania aparatu skarbowego jak i z drugiej strony księgowości u płatników podatków. Ale to też wydaje mi się wątpliwe, wobec 35 mld z PIT...

"...Kto zagląda pod powierzchnię, czyni to na własną odpowiedzialność..."

Don Kichote to zły człowiek był...

Link to comment
Share on other sites

Cytuję siebie sprzed 4 lat:

 

Przy podobnym obciążeniu podatkowym lepszy jest liniowy od wieloprogowego. Jednak jeżeli najwyższa stawka po przekroczeniu najwyższego progu dochodów wynosiła by 10%, to ja wolę taki system od liniowego, który miałby wynosić 15%.

Ważniejsza jest suma wszystkich obciążeń (para)podatkowych, niż ich forma.

 

A jeszcze lepiej byłoby znieść podatek dochodowy. Po sprywatyzowaniu służby zdrowia, kolei, likwidacji agencji rządowych i kilku innych darmozjadów, budżet Państwa znakomicie poradziłby sobie bez niego - to nie jest przypuszczenie wzięte z powietrza. Widziałem zestawienia wpływów i wydatków budżetu Państwa - to jest możliwe. Pomyślcie, osoby fizyczne obywałyby się bez żadnego PITolenia! No i znaczną część urzędników skarbowych można by wysłać na zieloną trawkę - z ulgą dla finansów państwa.

 

Koniec cytatu.

 

Teraz z rzuciłem okiem na wydatki budżetowe

http://www.gazetapodatnika.pl/artykuly/wydatki_budzetu_porownanie_2008_2009-a_9461.htm

 

I widzę, że na Rolnictwo i łowiectwo wydano w 2008 r 16 455 071 000 a w 2099 r. 12 060 529 000

Jedna z większych pozycji. Czy wiecie co kryje się pod tymi wydatkami na myśliwych i rolników? Myślałem, że do nich już nie trzeba dopłacać.

Less is more

Everything Should Be Made as Simple as Possible, But Not Simpler ...

Link to comment
Share on other sites

Odczytuję ideę tego wątku jako retoryczne pytanie - czy podatek dochodowy od dochodów osobistych (niebiznesowych)jest w ogóle potrzebny ?

Oczywistą ( a jakże!) retoryczną odpowiedzią jest - nie. Kopalnią stosunkowo łatwo przyswajalnej wiedzy będą publikacje UPRowskie. Tyle, że taka odpowiedź jest możliwa rozważając czysto teoretyczny model ekonomiczny. A żyjemy wszak społecznie - i tu pojawia się dysonans. Jasne jest dla mnie, że w dzisiejszych społecznych układach, w jakich żyjemy (i to odnosi się do całego "zachodniego" świata) indywidualny podatek dochodowy jest niezbędny - nie jako (nieefektywne) źródło dochodów dla budżetu, ale jako idea. Jeśli zastanowić się choćby przez chwilę nad tym, jakie funkcje psychologiczne i socjologiczne spełnia PIT, to będzie jasne, że podatek być musi.

W kontekście demokracji nie ma znaczenia, czy jest on liniowy czy progowy, gdyż jest on tak skonstruowany, że dla większości będzie on i tak liniowy (sic!) - a przecież (niestety) to tzw "demokratyczna większość" ma rację - większość krajów tak funkcjonuje, a u nas było i jest to szczególnie skrajne, gdy jedynie kilka-kilkanaście procent pracujących przekraczało jakikolwiek próg.

 

Na marginesie - był czas gdy czułem się dotkliwie okradany. Zarabiając kilka tysięcy miesięcznie płaciłem 40% podatek dochodowy. Z jednej strony to był rozbój. Z drugiej jednak - i tak dziś to oceniam - była to uczciwa cena za społeczny spokój i za społeczną edukację także w dziedzinie podatków ( czy wyobrażacie sobie, jaki wynik wyborczy w połowie lat 90tych miałaby partia niosąca na sztandarach hasło zmniejszenia podatków od biznesu i liniowej stawki PIT?)

Link to comment
Share on other sites

podatek można by ujednolicić wprowadzając stałą stawke dla grup zawodowych zależne również od regionu - opracowanie reportu o zarobkach zależnie od regionu dla grup zawodowych to robota na maks miesiąc dla dwóch osób - grupy z dużą rozbieżnością płac i dużych dochodach można by wyłączyć

Link to comment
Share on other sites

Molibden, 4 Maj 2010, 14:27

 

>40% płaciłeś tylko za dochody powyżej drugiego progu podatkowego, 32% za to co jest między 1 a 2

>progiem podatkowym a 19% za to co poniżej pierwszego progu podatkowego.

 

To był skrót myślowy Molibdenie a konkretnie uproszczenie - figura stylistyczna używana w celu zdynamizowania wypowiedzi :). Zakładam podstawową wiedzę u interlokutora ( w tym przypadku - czytającego wątek) inaczej obrażałbym tegoż...

Link to comment
Share on other sites

>Na marginesie - był czas gdy czułem się dotkliwie okradany. Zarabiając kilka tysięcy miesięcznie

>płaciłem 40% podatek dochodowy. Z jednej strony to był rozbój.

 

Sama stawka dość wysoka, jednak rozłożona progresywnie no i też wiele zależy od tego, jak ustalimy kwotę bazową dla niej. Niemniej jednak powiedziałbym, że płacący wg tej stawki podatek raczej nie powinni narzekać :-)

 

>Z drugiej jednak - i tak dziś to

>oceniam - była to uczciwa cena za społeczny spokój i za społeczną edukację także w dziedzinie

>podatków ( czy wyobrażacie sobie, jaki wynik wyborczy w połowie lat 90tych miałaby partia niosąca na

>sztandarach hasło zmniejszenia podatków od biznesu i liniowej stawki PIT?)

 

Samo zmniejszenie podatku PIT czy likwidacja wymusza podwyżki innych podatków (parapodatków) tak by uzyskać równowagę budżetową lub wzrost tych wpływów przy jednoczesnym zmniejszeniu kosztów ich poboru. Tak więc unifikacja podatkowa byłaby ciekawym rozwiązaniem. Np. zmniejszenie podatku PIT lub jego likwidacja zmniejszyłoby straty spowodowane działalnością w szarej strefie, gdzie unika się tego podatku (jak również płacenia składki ZUS) a wymusiło uzyskiwanie większych przychodów budżetowych także z tych nieopodatkowanych, urkytych dochodów. Z drugiej strony, rozmiary szarej strefy są goromne i szacuje się je nawet na 30% PKB, przy czym, znaczna większość osób tam zatrudnionych nie ma szans na inne zatrudnienie ze względu na koszty pracy właśnie, a nie na chęć ukrycia dochodów przed fiskusem.

Link to comment
Share on other sites

Podatek osobisty nigdy nie zostanie zlikwidowany. A to dlatego że oprócz bezpośrednich wpływów gotówki do budżetu, stanowi dla rządu jedyny pretekst do wglądu w majątek obywateli. Czy rezynacja z takiego monitoringu byłaby z punktu widzenia państwa właściwa, nie jestem o tym przekonany.

Link to comment
Share on other sites

  • 1 year later...

 

W USA podatek dochodowy wprowadzano i likwidowano kilka razy

W USA płacenie podatku dochodowego przez normalne osoby (nie firmy) jest dobrowolne. Kto o tym wie to nie płaci i nikt mu nie może nic zrobić. Poprawka do konstytucji dotyczy korporacji. Żaden urzędnik nie jest w stanie wskazać przepisu nakazującego płacenie income tax.

"A little knowledge inclineth men's minds toward atheism, but greatness of knowledge bringeth men's minds back again to God" Lord Bacon

Link to comment
Share on other sites

Najpierw należałoby zlikwidować VAT.

To jest podatek płacony przez wszystkich bezpośrednio, od wszystkiego.

podatek VAT to nic innego jak podwójne opodatkowanie

a najlepszym z vatów jest VAT o płaconych podatków jak akcyzy, usług celnych itp.

taka praworządność państw demokratycznych

 

gdy w 64r. dostałem pierwsza "wypłatę" (400zł), podatek wynosił 20% (i było w nim zawarte wszystko) + "bykowe" 25zł

zsumujcie dziś swoje zobowiązania od pensji

czniać to . . . jak mawia prawdziwy noblista - jadem na ryby

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.