Jump to content
IGNORED

Pustak śpiewa, pustak gra...


colcolcol

Recommended Posts

Natchnęło mnie do napisania paru słów po wysłuchaniu fragmentu koncertu na dwudziestolecie p. E. Górniak.

Od strony wokalnej oczywiście 1-sza klasa, technicznie – genialne, ale nie było w tym śpiewaniu serca, były jakieś udawane czy wyszkolone emocje, ale nie było szczerości. Takie darcie pod publikę. Pokazywanie konkurencji: uczcie się!

Przeciwieństwem (jednym z tysięcy) jest Marilyn Monroe w Happy Birthday Mr. President : kiepski głos, słaba technika, ale jest wzruszenie i to „coś”.

Wirtuoz Yngwie Malmsteen jest przykładem takiego grania na gitarze bez celu, super szybkie obsługiwanie kostki jest celem samym w sobie. Na drugim biegunie Kenny Burrell, którego muzyka może być kwintesencją jazzowego grania chociaż nie jest mistrzem świata w szybkości.

 

Jest w muzyce coś jeszcze oprócz realizacji i wirtuozerii: to bogactwo duszy wykonawcy, osobowość, szczerość i radość z grania czy śpiewania oraz błysk geniuszu niemożliwy do wyćwiczenia.

 

Miałem więcej wzruszeń na niejednym weselu niż na ww koncercie p. G.

 

Może macie inne przykłady biegłych technicznie bezdusznych "odtwarzaczy"?

Link to comment
Share on other sites

Niektórzy pianiści nie przewodzą do mnie emocji, gdy inni przewodzą - grając ten sam repertuar. Ale nie będe wymieniać bo to straszliwe! oskarżenie, a przy tym do innego słuchacza skądinąd wiadomo że przewodzą - wielkie nazwiska...

Link to comment
Share on other sites

> nsnotes

 

Nie zgodze sie do konca ze stwierdzeniem ze Garbarek gra/gral bez emocji.

Sadze ze mial wzloty i upadki.

Sluchalem jednej plyty kolegi przez bardzo dlugi czas. Fajnie audiofilsko i nie chcialem jej kupowac, bo wiedzac ze wydal mnostwo plyt chcialem dla siebie miec plyte z wieksza dawka emocji, a mniejsza produkcji.

Drugiej plyty innego kolegi tak samo fajnie sie sluchalo, ale nadal czuc bylo opiekno realizacji.

Tak jak chodzi autorowi tematu ja rowniez chcialem miec cos z Garbarka, ale bardziej "prawdziwego".

I chyba ualo mi sie trafic.

Kupilem plytke "Afric Pepperbird".

Szczerze polecam, sa emocje.

"Po raz pierwszy w historii ludzkości możesz przenieść chorobę, na którą nie chorujesz, na kogoś, kto został na nią zaszczepiony !!!" u2be

Link to comment
Share on other sites

> nsnotes

 

No prosze, jeszcze googlarka podpowiedziala mi ze "to juz bylo panowie":

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

"Po raz pierwszy w historii ludzkości możesz przenieść chorobę, na którą nie chorujesz, na kogoś, kto został na nią zaszczepiony !!!" u2be

Link to comment
Share on other sites

Bliscy są mi gitarzyści, Santana - klasyk 100 %-owy niewirtuoz, ale z własnym, rozpoznawalnym stylem, przekazuje emocje i jego plastikowy odpowiednik - geniusz, który mógłby zagrać wszystko: Al di Meola, męczący i używając najgorszego wg mnie słowa określającego gitarzystę: "rifujący" czyli grający w róznych utworach te same wyuczone, trudne do opanowawania frazy.

Link to comment
Share on other sites

Jest taka szkoła śpiewania, wokalistki okołojazzowe, oj modna:). Odnoszę wrażenie jakby w każde słowo wyśpiewywane a może nawet sylaby artystka wkładała całe serce, wdychała maksimum emocji.... Za dużo, dla mnie to karykatura autentycznego przeżycia

Link to comment
Share on other sites

takim pustakiem jest od pewnego mike stern, zatrzymał sie i rżnie te same rozpoznawalne riffy,

a szkoda, taaaki ameryykaański był.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Guest GratefullDe

(Konto usunięte)

Oczywiście Vai, Satriani... genialni bez duszy technicy. A co sądzicie o Zappie Franciszku Wielkim? Z sercem czy technicznie ?

Link to comment
Share on other sites

- Są ludzie, którzy uważają, że muzyka wirtuozów takich, jak ty, jest bez serca. Że jedyne, co mają oni do zaoferowania, to nienaganna technika, wyzuta z emocji i niekomunikatywna. Jaka jest twoja reakcja na takie opinie?

 

JOE SATRIANI:

-Jest w tych słowach trochę racji, ale również dużo niekonsekwencji. Umiejętność przekazywania emocji nie ma związku z możliwościami technicznymi muzyka, a z jego osobowością. Jeśli ktoś jest amatorem, jego muzyka nigdy nie będzie komunikatywna, choćby bardzo tego chciał. Nigdy nie zasłuży na miano muzyki. Albo to czujesz, albo nie. Uwierz mi, jako nauczyciel słyszałem wielu beznadziejnych gitarzystów, którzy nigdy nie będą wstanie włożyć grama uczucia w swoją grę. Dobra technika w żadnym stopniu nie może utrudnić przekazywania uczuć w muzyce. Za to odwrotnie - brak zrozumienia dla muzyki, nieumiejętność dostrzeżenia jej emocjonalnej strony, na pewno uniemożliwia doskonalenie umiejętności gry na instrumencie. Denerwują mnie takie kategoryczne opinie, bo są one w dużej mierze bezpodstawne. Czasem dziennikarze mówią takie rzeczy, bo nie za bardzo wiedzą, co powiedzieć. Przecież muzyka to przede wszystkim emocje. Bez uczuć w ogóle nie może być o niej mowy…

l'enfant sauvage

Link to comment
Share on other sites

Guest GratefullDe

(Konto usunięte)

Podobno muzyka to matematyka... podobno bo każde odstępstwo od schematycznego myślenia w obu tych dziedzinach tworzyło geniuszy... Satriani poprawnie i w błyskawicznym tempie rozwiązuje równania, nic poza tym... Tak samo jak Vai, czy wspomniany wcześniej Yngwie skandynaw. Ileż brudów, dziwnych zagrań znajdziemy u Page'a nie wspominając o super nieczystym graniu Hendrixa. Ale było to coś, kreatywność, może magia... muzyka to magia, dobra muzyka :))) Technika + serce + mózg = geniusz. Warto dzisiaj, jeśli chodzi o gitarzystów, posłuchać jam bandów takich jak Phish, Widespread Panic, Gov't Mule, Moe. czy wielu innych... zero nudy a kompozycje po kilkanaście minut ( te koncertowe ) rozjamowane na maxa i słychać technikę ale przede wszystkim duszę gitarzysty... Kurcze, chyba momentami odjechałem od tematu :)))

Link to comment
Share on other sites

@Gratefull,nie odjechałeś,to jest w ścisłym związku z tematem.

Ja za Satrianim nie przepadam,popełnił może 3-4 numery z tzw.feeleng'iem (tak to się nazywa?),reszta to równania,całki,pierwiastki,w dodatku wypolerowane to wszystko aż razi...jednak starając się być obiektywnym "oddałem głos" drugiej stronie.

Wirtuoz na pewno nie będzie geniuszem,choć często o nich(Y.M.,Satriani,Batio,Petrucci...) mówi się:"geniusze gitary".W tym stwierdzeniu widzę spore nadużycie.

Z drugiej jednak strony są:B.B.King,The Edge,Angus Young i inni,bardzo oszczędni w formie,o warsztacie nieco tylko bardziej zaawansowanym od podstawowego dają ludziom sporo radochy...swoją fantazją,nieszablonową,ujmującą nasze rockowe dusze grą.

Czy jednak Satriani powiedziałby o B.B.Kingu że ten powinien wziąć u niego kilka lekcji gry na gitarze,to raczej niemożliwe.Oni (ci najlepsi,wirtuozi,G3...) raczej zdają sobie sprawę z tego,że są niewolnikami swojej perfekcji.Rodzi się pytanie:czy doskonały warsztat równa się zawsze wypraniem z emocji?

l'enfant sauvage

Link to comment
Share on other sites

Guest GratefullDe

(Konto usunięte)

Nie, doskonały warsztat ułatwia tworzenie, ma się wtedy świadomość że tworzy się bez ograniczeń. Choć braki techniczne da się czasem nadrobić geniuszem, odwrotnie już nie ;)

Link to comment
Share on other sites

octavarium, 6 Cze 2010, 12:22

Rodzi się pytanie:czy doskonały warsztat równa się zawsze wypraniem z emocji?

 

Pozostając przy gitarzystach - Paco nie ma problemów z emocjami dysponując wirtuozerską techniką.

Wielki Miles nie miał dylematów: popisać się czy zagrać? Jeżeli tylko dwa dźwięki wystarczyły do opisania chwili to grał tylko dwa.

Każdy, kto choć raz próbował improwizować (wokalnie, instrumentalnie) dociera do momentu, w którym dalsza improwizacja jest ograniczana brakiem techniki lub ogólnie możliwościami i to jest dobre! Zaczyna się wtedy doskonalenie warsztatu pod potrzeby a nie pod publikę.

 

Muzyka klasyczna stawia inne wyzwania, ale i tu pojawiają się perełki takie jak Nigel Kennedy czy Jacques Loussier nie ograniczający się w wyrażaniu tego co gra im w duszy do kadencji.

Link to comment
Share on other sites

Guest Arek__45

(Konto usunięte)

...Neil Young ..."muzyczna niewinnosc"..."tworca halasu-a czasami takze melodyjnego halasu"...nie zna skal i jest szczesliwy, kiedy przyznaje "Wiem , ze wiele dzwiekow , ktore chce zagrac wcale nie istnieje"

 

....wiecej?

Link to comment
Share on other sites

Vai i Malmsteen - wirtuozi bez wyrazu, usilujacy wirtuozeria i bieganiem po gryfie nadrobic zupełny brak umiejętności pisania po prostu muzyki. Satrianiemu lekko wybaczam, gdyż w zalewie rownie bezproduktywnych popisow zdarzały mu się perełki.

 

Po drugiej stronie antywirtuozerii ale grania z wielką duszą - Nowak z TSA.

Link to comment
Share on other sites

> barni

 

Ile sluchales plyt Vai-a ?

Ja wszystkie na mp3, jedna posiadalem, a takze swego czasu bylem na jego koncercie w Polsce w Kongresowej.

Jaki masz problem z wirtuozami ?

Jesli nie lubisz wirtuozerii bo jest ona dla Ciebie nadmiarowa, to takie sa Twoje preferencje.

Ale i w tym przypadku jest troche fajnych plyt.

Owszem, Vai-a nie slucha sie do poduszki, ale kiedy nastawisz sie na sluchanie takiej muzyki bo akurat masz na to trzezwy umysl i ochote, to przy odrobinie wyczucia muzycznego mozna wiele z niej wyciagnac.

 

Mnie juz wirtuozeria gitarzystow takze meczy, ale sluchalem tego kiedys z przyjemnoscia i dzisiaj znajac wiele kawalkow slucha mi sie takze przyjemnie z racji znajomosci i osluchania danych nagran.

"Po raz pierwszy w historii ludzkości możesz przenieść chorobę, na którą nie chorujesz, na kogoś, kto został na nią zaszczepiony !!!" u2be

Link to comment
Share on other sites

A jakież to emocje mogą się pojawic przy tysiąc dwieście trzydziestym ósmym wykonaniu tego samego numeru? Takie, że zapomni nuty (słów) albo nie trafi w akord (dźwięk) i to go (ją) czyni od razu geniuszem? Czytając powyższe wpisy odnoszę nieodparte wrażenie, że niektórym zwyczajnie żal dupę ściska, bo ich ulubieni wykonawcy (tudzież oni sami) mają braki w wyksztalceniu muzycznym, ewentualnie talentu i zdolności co nieco brakuje, żeby wymiatac jak wspomniani wyżej Vai czy Satriani. Kto kiedykolwiek na czymkolwiek i gdziekolwiek grał, ten doskonale wie, że autentyczne emocje mogą się pojawic w sali prób (domowym studio) przy pierwszym, drugim czy trzecim graniu danego projektu. Później to dwugodzinne rzępolenie bez ładu i składu trzeba przearanżowac na w miarę strawny utwór, który znajdzie się na płycie czy będzie grany na koncertach. A taki utwór w przypadku Satrianiego akurat nie powinien trwac dłużej niż standardowe 5 minut, bo staje się to męczące dla mózgu słuchacza, który musi miec chociaż kilka sekund przerwy pomiędzy, żeby się nie wyłączyc na bezustannie napływające bodźce. Tak samo większośc kapel rockowych czy metalowych ma w swoim repertuarze "ballady" nie po to, żeby epatowac słuchacza udawanymi emocjami, tylko po to, żeby dac mu chwilę oddechu pomiędzy jednym łojeniem a następnym. Zazwyczaj tak się układa materiał na płycie i repertuar na koncercie, żeby co jakiś czas wszyscy sobie nieco odpoczęli, a nie tam jakieś emocje na zawołanie sobie przekazywali. Takie głupie tłumaczenia w stylu "no może nie umiem grac, ale za to ile mam emocji" automatycznie kojarzą mi się z gadkami szmatkami innych nieudacznych pseudo artystów "bo ja gram dla siebie, a nie dla kasy czy pod publikę". Dla siebie to się gra w garażu albo w piwnicy, a nie smęci i narzeka jak to żadne radio mnie nie puszcza i żadna telewizja nie zaprasza, bo wszystko to komercja, szmira, układy i sprzedajne ku...y tylko ja jeden jestem autentyczny i niezależny. Jak nie przymierzając Maleńczuk, który posmakował trochę szołbiznesu, sławy i pieniędzy, po czym od razu szybciutko zapomniał jaki to on był całe życie niezależny, kiedy pies z kulawą nogą nie chciał nasikac na jego świetne płyty...

Naukowe teorie mnie nie interesują. Zresztą kogo tu interesują? To jest forum dla audiofilów.
Link to comment
Share on other sites

Wspomne jeszcze raz koncert Vai-a.

Trzeba bylo widziec ten tlum szczelnie wypelniajacy Kongresowa.

Kolesi ktorzy gwizdali, wydawali okrzyki zachwytu, robili atmosfere koncertu.

Ja sam bylem mokry od udzielajacych sie wszystkim emocji.

Dzwieki choc wirtuozerskie byly niezwykle ujmujace.

 

A swoja droga Vai to ten wirtuozerski TOP ktory ma naprawde swietne nagrania koncertowe.

 

Jak sie slucha plyte za plyta to moze byc mezczace.

Ale raz na jakis czas puszczona plyta - nawet nie w calosci - moze fajnie poustawiac czlowiekowi nastroj.

"Po raz pierwszy w historii ludzkości możesz przenieść chorobę, na którą nie chorujesz, na kogoś, kto został na nią zaszczepiony !!!" u2be

Link to comment
Share on other sites

Ja u Pani Górniak coraz mniej doszukuje się wirtuozerii. Ma jakąś dziwną manierę „miauczenia” (inni mówią wycia). Nie potrafi przekazać feeling`u zwyczajnym zaśpiewaniem, za dużo ozdobników „technicznych”.

 

Satriani Joe? Rozczarowanie!

 

Napisano: „Turnau jest dla mnie pustakiem.Zimno,nudno i bez emocji...”

Nie zgadzam się, ale jest taka niby kolęda z Małas Godlewską, jeśli pamiętam. Tam pani Godlewska (głos operowy) powala Grześka T. na łopatki dynamiką, interpretacją i feeling`iem.

 

Odnośnie „nudy”:

Jest taki Pat Metheny. Od początku gra to samo na niezliczonej ilości wydawnictw ;)

Ale każdego słucham z przyjemnością.

 

Zaiste muzyka to coś więcej niż matematyka!

Link to comment
Share on other sites

colcolcol, 4 Cze 2010, 10:16

 

>Bliscy są mi gitarzyści, Santana - klasyk 100 %-owy niewirtuoz, ale z własnym, rozpoznawalnym

>stylem, przekazuje emocje i jego plastikowy odpowiednik - geniusz, który mógłby zagrać wszystko: Al

>di Meola, męczący i używając najgorszego wg mnie słowa określającego gitarzystę: "rifujący" czyli

>grający w róznych utworach te same wyuczone, trudne do opanowawania frazy.

 

No bardzo ciekawe określenie "plastikowy". Raczej słowo rifujący nie pasuje do tego wykonawcy. Myślę że wielu jeśli nie większość gitarzystów wstydziłaby się czyścić buty temu akurat "geniuszowi" jak to napisałeś. Akurat mam jego wszystkie płyty - są lepsze i są gorsze, a nawet złe, ale tyle dobrej muzyki i nie nudnej lub męczącej jaką on stworzył naprawdę nie ma wielu muzyków. Koledzy jeśli już piszecie o kimś coś krytycznego poznajcie (posłuchajcie) choćby większości dokonań artysty lub nie piszcie głupot. Proponuję posłuchać choćby tego (Stanley Clarke, Al Di Meola, Jean-Luc Ponty - The Rite Of Strings).

Link to comment
Share on other sites

"paul_67, 6 Cze 2010, 12:31

 

>Turnau jest dla mnie pustakiem.Zimno,nudno i bez emocji..."

Paul!

Nie bronię Ci odczuwania świata po Twojemu...

Niemniej Grzegorza Turna miałem okazję posłuchać kilkukrotnie podcza jego występów na żywo.

Po raz pierwszy - w Piwnicy pod Baranami, gdzie jako ledwo opierzony pisklak zasiadłem między Niną Terentiew, a ś.p. Andrzejem Zauchą, i przeżyłem katharsis także dzięki G. Turnau, który zaśpiewał m.in. "Byłem w Nowym Yorku"...

Później też kilka razy - jeżeli uważasz, że p. Grzegorz nie czuje, nie rozumie, nie powoduje iskrzenia... przyczyną jest to, że musisz mieć inaczej ustawiony zmysł czucia i smaku.

Pozdr.

Bartek

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.