Jump to content
IGNORED

Hi End


Guest pytający

Recommended Posts

  • Redaktorzy

Caly czas powraca mistyczny problem przejscia przez granice, lezaca pomiedzy z jednej strony - pozytywna (czy nawet entuzjastyczna) recenzja, a nastepnie skokiem sprzedazy w sklepach (ktory zwykle wtedy nastepuje), a z drugiej - odpowiadajacym temu wzrostem produkcji, pojawieniem sie w wiekszej ilosci na rynku, a na koniec na prestizowej miedzynarodowej wystawie. Co dalej, to nawet nie smiem pisac. Dotad przypisywalem to prawu pierwszego mercedesa, ale moze nie tylko? Moze obecnie funkcjonujacy w Polsce system ekonomiczny faktycznie stawia w tym miejscu bariere nie do pokonania? Mozliwe ze nawet najlepsze recenzje, plus np. wstepna umowa podpisana z dystrybutorem, nie sa w stanie sklonic banku do udzielenia kredytu? A do tego jeszcze koszt dodatkowego pracownika... Czy ktos ma doswiadczenia tego rodzaju?

Link to comment
Share on other sites

Trochę mnie śmieszy "syndrom pierwszego mercedesa" w odniesieniu do realiów w kraju.To nigdy nie było możliwe. Branża audio zawsze była działalnością bardziej.... prestiżowo - hobbystyczną niż dochodową. Zastanówcie się: ile w ciągu miesiąca trzeba byłoby sprzedać wzmacniaczy / par kolumn / interkonektów - tu można wpisać dowolny wyrób, aby móc z tego żyć - tzn mieć dochód na poziomie pow. średniej krajowej po opłaceniu wszelkich kosztów działalności. Nieco łatwiejszą sytuację miały firmy, które są lub były równocześnie dystrybutorami np części lub innych marek sprzętu. Dywersyfikacja segmentów oferty pozwalała im na przychody z różnych niejako "działek" - dla różnych klientów związanych jednak z audio. Z tego co wiem duża część polskich producentów - nawet tych "największych" prowadzi działalność także w innych branżach / poza audio / - bo niestety nawet w czasach najlepszej koniunktury na rynku - z audio po prostu nie dało się jednocześnie "żyć" i rozwijać firmę / ofertę. Jak jest obecnie ? No cóż - firmy zapaleńców będą się myślę pojawiać - i jeszcze szybciej znikać...

Link to comment
Share on other sites

upraszczając sprawę wystarczy spojrzeć na cenę: wszystko, co powyżej 15.000 PLN za sztukę to już hi-end lub kiepsko brzmiący hi-end. wiem, że to nieprecyzyjne okreslenie, ale w 95% przypadków się sprawdza

Link to comment
Share on other sites

hi-end wg mnie to sprzet grający w sposób zblizony do tego co wydawały by pierwotne zródła tego dzwiwku niz inne.

To koniec mozliwosci wydawania naturalnego dzwieku

 

hi-fi to skrót od high-fidelity. Tak, wysoki poziom wierności w różnym tego słowa znaczeniu

 

pozdrawiam!

Link to comment
Share on other sites

Trochę mnie śmieszy "syndrom pierwszego mercedesa" w odniesieniu do realiów w kraju.To nigdy nie było możliwe. Branża audio zawsze była działalnością bardziej.... prestiżowo - hobbystyczną niż dochodową. Zastanówcie się: ile w ciągu miesiąca trzeba byłoby sprzedać wzmacniaczy / par kolumn / interkonektów - tu można wpisać dowolny wyrób, aby móc z tego żyć - tzn mieć dochód na poziomie pow. średniej krajowej po opłaceniu wszelkich kosztów działalności. Nieco łatwiejszą sytuację miały firmy, które są lub były równocześnie dystrybutorami np części lub innych marek sprzętu. Dywersyfikacja segmentów oferty pozwalała im na przychody z różnych niejako "działek" - dla różnych klientów związanych jednak z audio. Z tego co wiem duża część polskich producentów - nawet tych "największych" prowadzi działalność także w innych branżach / poza audio / - bo niestety nawet w czasach najlepszej koniunktury na rynku - z audio po prostu nie dało się jednocześnie "żyć" i rozwijać firmę / ofertę. Jak jest obecnie ? No cóż - firmy zapaleńców będą się myślę pojawiać - i jeszcze szybciej znikać...

Link to comment
Share on other sites

Rzeczywiście przyjęła się suma ok. 15 tys jako poziom, powyżej którego jest Hi-End - choć dla mnie taka granica powinna raczej wyznaczać grupę zwaną Hi-Price. Coś takiego jak "kiepsko grający Hi-End" brzmi podobnie jak "rajdowy traktor" (ukłony dla Tłómoka). Przyznam jednak, że sam nie mam dobrego pomysłu na definicję. To trochę tak jak z samochodami - trudno określić gdzie kończy się klasa średnia a zaczyna wyższa.

Link to comment
Share on other sites

Guest merle

(Konto usunięte)

Nie wiem co jest przyczyna, ale kolejne kraje bylego bloku funduja sobie znane miedzzynarodowo hi-endowe lub cos kolo tego firmy i produkty, a nasi producenci z uporem padaja na ryj przed osiagnieciem tego statusu. Czy to wspominany wczesniej syndrom Czyj Pierwszy Mercedes, czy raczej fakt, ze potencjalny innwestor z tej branzy witany jest w polskim banku szyderczym smiechem, ale zjawisko wystepuje, i sie nasila. Czesi - nawet nie warto wyliczac. Slowenia - Kuzma. A wlasnie przeczytalem w HiFi News test serbskich wzmacniaczy Karam Audio... Zaraz beda Rosjanie, Ukraincy, nie mowiac o Litwinach, Wegrach i Bulgarach. Ludzie, co jest??

Link to comment
Share on other sites

Guest Mik.

(Konto usunięte)

a moze hi-end jest tylko w naszej wyobrazni? to cos takiego co zawsze pozostaje poza naszym zasiegiem, w sferze marzen? Np. zestaw audio, w ktorym sam naped CD jest wart wiecej niz moj samochod? Widzialem takie cacko w dziale Hi-End Harrodsa w Londynie...

Link to comment
Share on other sites

Guest merle

(Konto usunięte)

Kiedys to bylo 10 tysiecy. O tempora... Ale nie martwta sie, chlopaki (uklony dla Tlumoka), inflacja padla, i granica moze dalej sie nie przesunie. Mimo to obawiam sie, ze taki Amerykanin na podobna odpowiedz umarlby ze smiechu. 4 tysiace dolcow to cos dla studenta-audiofila. Przykro mi, panowie i panie, ale hi-end wg. mnie z cena ma zwiazek jedynie posredni. Dla mnie h-e jest wtedy, jezeli dobry projektant zastosowal najlepsze znane sobie rozwiazania, plastyk (albo konstruktor uzdolniony plastycznie) zaprojektowal eleganckie pudlo najlepiej jak umial, a wyszkolony majster skrecil wszystko do kupy bez zarzutu. I teraz to wszystko ma swietnie grac przez lata. Wtedy jest hi-end. A krzywo wkrecane sruby, latajace gniazda, ordynarne nadruki, a w srodku scalaki po 2 zlote i druciki z pobliskiego sklepu to tylko garaz, a w najlepszym wypadku (jesli dobrze gra) - hi-fi. Rozumie sie ze uczciwie zrobiony produkt nie jest tani - i tu tylko widze zwiazek pomiedzy hi-endem a wysoka cena.

Link to comment
Share on other sites

Parametry techniczne hi-fi określała swego czasu norma DIN nr???(nie pamiętam).Niestety, okazało się że parametry techniczne nie odzwierciedlają jakości dźwięku. Dziś już norma nie obowiązuje, pozostała nazwa. Parametry tej normy osiągają dziś klocki z niskich półek budżetowych.Na klocki lepszej klasy, dla potrzeb marketingowych trzeba było wymyślić nową nazwę. I mamy hi-end. Brzmi nieżle. Marketingowcy są chyba zadowoleni. Żadna norma nie obowiązuje.

Link to comment
Share on other sites

HI-END to określenie gwarantujące najwyższą jakość wykonania i najwyższą jakość dzwięku sprzętu audio. Mówiąc krótko, sprzęt hi-end musi mieć jakość i brzmienie godne królewskich salonów. Tyle to znaczy na Świecie. W Polsce zasadniczo nic nie znaczy. Bo na Świecie tytuł "hi-end" nadaje kompetentna prasa i wielkie autorytety, a w Polsce tytuł taki nadają sobie sami producenci lub dystrybutorzy. Nieźle podsumował to kiedyś na łamach forum jeden z uczestników: w Polsce mamy zjawisko "SAMOZWAŃCZEGO HI-ENDu".

Link to comment
Share on other sites

A hi-fi to rzeczywiście high-fidelity. Podparte jest ono normą DIN (wybaczcie, nie podam z głowy jej numeru), która określa minimalne parametry, jakie taki sprzęt musi spełniać. Można uznać, że hi-fi to pojęcie techniczne, zaś hi-end to taki wyróżniający tytuł.

Link to comment
Share on other sites

20kzl za element przy sredniej placy w Polsce 2kzl/mc oznacza do miana hi-endowego urzadzenia moze u nas aspirowac jedynie takie na ktorego nabycie przecietny obywatel musi pracowac

10m-cy;-) Tzn ze gdyby ta miare przeniesc na rynek niemiecki przy sredniej 2kEuro/m-c to high end w Niemczech zaczynalby sie od 20keuro

za element... hmmm - jezeli po wejsciu do UE narzucimy innym narodom ta norme to Niemcy poprosza o 20 letni okres dostosowawczy a Anglicy wprowadza swoja norme oparta na jednostkach miary spoza SI ;-)

A wracajac do polskich konstruktorow/producentow hifi to sadze ze conajmniej kilku z nich ma "papiery" na high end i bardzo duzo od nas zalezy czy sciagniemy ich w dol zapatrzeni w gwiazdki w kolorowych czasopismach ( osmieszajac dodatkowo przy kazdej okazji na necie ) czy tez pozwolimy im rozwinac business.

Link to comment
Share on other sites

  • Redaktorzy

Mnie tez smieszy. Na tym polega dowcip. W innych, jak sie wyraziles, realiach, tego typu zadze nie musialyby rozlozyc firmy. U nas rozkladaja. Przysiegam ze znam przypadek firmy, w ktorej jeden ze wspolnikow nie wytrzymal presji swojego ego, ukradl drugiemu samochod, i uciekl. Najczesciej jest tak, ze jeden ze wspolnikow dochodzi wczesniej od drugiego do wniosku, ze czas sobie odpuscic, zrobilismy juz duzo, teraz niech samo sie robi a my bedziemy zbierac kase. Podczas gdy w naszych warunkach trzeba pracowac jak Wietnamczycy w fastfoodach. Dwa lata zapierdalamy dzien i noc, potem zatrudniamy pierwszego Ukrainca, ale dalej zapierdalamy, a po kilku jeszzce latach zatrudniamy pierwszego Polaka, ale dalej zapierdalamy, tylko ze juz razem. Proste, nie? Ale komu by sie tak chcialo...

Link to comment
Share on other sites

Polscy audiofile sa majetniejsi niz angielscy ;)

W What Hi-Fi zestaw 3 klockow w sumie za 2,5 tys funtów (15 tys zl) uchodzi za hi-end (kolumny+wzmak+cd) U nas jak kupisz kolumny za 10000 to kupujesz budzetowki. Dziwny kraj dziwni ludzie....

Marketing z ludzmi cuda robi :(

Link to comment
Share on other sites

Po pierwsze - jeżeli już używamy do hi-endu wskaźnika "cenowego" to na pewno nie możemy odnosić go do przeciętnych zarobków. To, że fiat Seicento jest dla Polaka równie drogi jak Mercedes dla Niemca nie czyni z Seicento samochodu klasy "S". Gdyby pociągnąć dalej odniesienie do zarobków to wyszłoby, że boombox w krajach Afryki staje się sprzętem hi-endowym.

Po drugie - nie jestem zwolennikiem dyskusji o granicach cenowych. O wszystkim powinien decydować przede wszystkim dźwięk, ale i jakość wykonania i wykończenia, trwałość itp. Tak ustalone kryteria pozwalają (przynajmniej teoretycznie) zaliczać do hi-endu produkty o wyjątkowo korzystnych relacjach jakości do ceny. Po trzecie - twierdząc, że klocek za mniej niż 20 tys to nie może być hi-end albo skreślamy z góry produkty polskich produktów (oni przeciez kalkulują cenę na nasz rynek) albo zmuszamy ich do jej zawyżania (żeby załapali się na hi-endowy poziom). Sami w ten sposób kopiemy się we własną d... Przecież oczywiste jest,że każdy chce mieć super grający sprzęt za rozsądną cenę.

Link to comment
Share on other sites

Celowo przejaskrawiłem nieco zjawisko aby uwypuklić chore relacje cenowe. Na koniec dodałem znaczki ;-)) żeby przypadkiem nikt tego nie brał śmiertelnie poważnie...

Niemniej jednak rozmawiajac o hiendzie w Polsce relacja do zarobkow w Polsce jest jak najbardziej na miejscu.A bliżej nam do Niemiec niż do Afryki chociażby ze względu na położenie geograficzne. Aby mieć super sprzęt za rozsądną cenę moga pomóc polscy producenci. W/g mnie wartosć materiałowa np sporej części kolumn Made in Poland zwykle jest znacznie większa od podobnie wycenianych kolumn importowanych.

Jednak istnieje pewien problem psychologiczny , polegający na tym że część kupujących woli w tej samej cenie produkt zagraniczny , najlepiej rozreklamowany przez fachową prasę . Prasa fachowa jest zależna od reklamodawców i nie należy się spodziewać zupełnie obiektywnych ocen . Od kupujących jednak ostatecznie zależy czy dadzą szansę rodzimym producentom aby mogli rozwijać swoje produkty i w konsekwencji wykreować markę.

Link to comment
Share on other sites

Nie tylko od kupujących. Zależy to również od dostępności sprzętu a więc od producentów i sklepów. Producentom powinno zależeć, żeby w każdym sklepie (specjalistycznym audiofilskim ma się rozumieć) były urządzenia polskie konkurujące z zagranicznymi. Z kolei sprzedawcy powinni być zainteresowani doradzaniem klientom wzięcia pod uwagę polskich produktów (na zasadzie - proszę posłuchać, równie dobry a tańszy). Wtedy szansa na zakup byłaby dużo wyższa. Jeżeli tak się nie dzieje to muszą być jakieś przyczyny. Jakie ? - tego nie wiem. Mogę mieć tylko kilka przypuszczeń, które poddaję pod dyskusję:

 

1. Producent produkuje chłam oferując przy tym fatalny serwis i poważne sklepy nie chcą się w to pakować.

2. Producent zachowuje się jak gwiazda filmowa i robi łaskę, że wstawi swój sprzęt do sklepu.

3. Producent wymaga, żeby sklep kupował od niego urządzenia (poruszane już nie raz) a sklep, jeśli już musi inwestować, to woli sprawdzone marki.

 

Jeśli chodzi o sprzedawców to nie widzę powodów, dla których mieliby nie chcieć namawiać klientów do dobrego polskiego sprzętu. Jeśli jest tańszy to więcej się go sprzeda a i marżę można wziąć nieco wyższą ... Czyli chyba piłeczka jest raczej po stronie producentów

Link to comment
Share on other sites

Sklepom nie zależy na promowaniu krajowych wyrobów z kilku powodów: 1. często są "przywiązani" do dostawcy, importera - który może im narzucać "politykę asortymentową" zgodną z własnymi preferencjami. 2. klienci nie pytają specjalnie o polski sprzęt - bo nie jest on agresywnie reklamowany w prasie / dlaczego nie - wiadomo kasa /. 3. Względnie tanie polskie produkty nie są promowane przez sklepy - ponieważ marża jest niewielka - i sklepom po prostu nie zależy na sprzedaży tanich/mało reklamowanych rzeczy. 4. W przypadku droższego asortymentu / ocierającego się o hi-end / to z kolei producenci ponosiliby zbyt duże koszty związane ze sprzedażą przez sklepy / 25 - 30% marży sklepu odbiera ekonomiczny sens jednostkowej sprzedaży - co innego gdyby sprzedaż "szła" - można by się było pogodzić z takimi kosztami. Trzeba pamiętać, że sprzęt niszczy się w sklepach / demo, wypożyczenia itp / - jest to dodatkowy koszt dla producenta. Są też kwestie rozliczeniowe ze sklepami - często bywa tak, że towar został sprzedany, a producent pieniędzy nie otrzymuje miesiącami. Jest jeszcze jeden problem - sklepy idąc za modą zaczęły promować KD. Klient na hi-fi, a tym bardziej hi-end zaczyna być egzotyką - a będzie jeszcze większą niebawem.

Link to comment
Share on other sites

Ciągle przewija się kwestii promocji marki . Wydaje mi się ,że decydujące znaczenie ma tu prasa fachowa . Na poczatku lat dziewięćdziątych czytywałem angielską prase hifi( bo polskiej wtedy nie było) i we wszelkich rankingach/ poradach królowały urządzenia zrobione w Aglii. Jako ,że młodzi angielscy producenci wówczas jeszcze nie mieli szmalu nawet na solidną i ładną obudowę ukuto slogan ,że oszczędności na designie i obudowie są po to aby uzyskać lepszą jakosć dźwięku ;-) Może pamiętacie jak wyglądały pierwsze wzmacniacze Cyrus , Musical Fidelity czy Rega. Dzisiaj nikt w Polsce nie odważy się zaprojektować i wyprodukować tak żałośnie wyglądającego urządzenia bo nie będzie mógł liczyć na przychylne opinie.

 

Tymczasem mimo bardzo skromnego wyglądu urządzenia te zbierały entuzjastyczne recenzje

w UK . Powodowało to zainteresowanie zagranicznych dystrybutorów i angielskie marki

stawały się automatycznie popularne zagranicą tzn stawały się bezpieczne dla sklepów np w Polsce.

 

Najlepszy tani wzmacniacz to był NAD lub Creek ,głośniki to Mission lub B&W, kompakt roku to musiał być Arcam , droższy wzmak - z pewnościa zestaw pre/power Audiolab , tanie kable - Cable Talk itd donosiły angielskie tytuły. Sam o mało co nie uwierzyłem ,że głośniczki Mission 760i za 100 funtów są najlepsze na świecie ;-)))

 

Minęło kilkanście lat i mamy highendowych producentow w UK , którzy rozwijali działalność na przełomie lat 80/90 ale funkcjonowali w atmosferze przychylności ze strony opiniotworczej prasy w UK.

 

Tymczasem jak przeczytałem nagrody roku 2002

w grudniowym numerze HF i M to ręce mi opadły bo nawet wśród nominowanych nie ma ani jednego produktu Made in Poland !

 

Narzuca się wniosek ,że polscy producenci powinni się "przeprosić" z polską prasą , dać swoje produkty przetestować tak aby zaistnieć szerzej w świadomości klientów. Wtedy to sklepy będą same zabiegać aby posiadać znane urządzenia w ofercie.

Osobiście uważam ,że polscy producenci są mniej pazerni od zagranicznych i przy pewnej wielkości produkcji są w stanie sami prowadzić dystrybucję

swoich wyrobów zapewniając dobry serwis . Kiedy okrzepnie kilku producentow "solidnego hifi"

to będą w stanie rozszerzyć ofertę o "high-end"

w konkurencyjnych cenach.

 

A co do konkurencji ze strony KD to duża ilość sprzedawanych urządzeń nie jest niczym innym jak funkcją gigantycznej kampanii reklamowej . Dobre stereo jest tańsze od dobrego KD i znacznie mniej kłopotliwe w aplikacji co można łatwo wykazać podczas prezentacji w sklepie.

Link to comment
Share on other sites

tiaaa... najpierw pracujemy za darmo duuuużoooo dokładając do interesu - na renomę , potem jak pojawi się zainteresowanie prasy/klientów - pracujemy za worek ryżu, jak pojawia się atak konkurencji - jemy tylko pół worka, potem trzeba kupić drogi sprzęt, materiały na ilości hurtowe - zostaje garstka na czas jakiś, a gdy wreszcie uda się wyjść z amortyzacji po 3 latach wciąż płacąc podatki od papierowego dochodu, którego nie ma faktycznie - przychodzi recesja,zostajemy bez ryżu, rynek się kurczy, konkurencja rośnie, prasa ma cie w poważaniu, "wietnamczyk" domaga się wypłaty... - to wtedy rzeczywiście wsiadamy w nasze Audi A cóśtam i spieprzamy odetchnąć świeżym powietrzem... polecam, robi dobrze na wieloletni stres pracy w nielimitowanych godzinach / porach / warunkach i okolicznościach.

 

PS: Audi robimy z przezornie niewyrzucanych torebek po ryżu :-}

Link to comment
Share on other sites

Patrząc na ilość przetestowanego w zeszłym roku polskiego sprzętu przez polską prasę można sobie zadać pytanie, czy aby na pewno prasa jest w ogóle tym zainteresowana. Bo ja odnoszę wrażenie, że nie za bardzo.

O ile brytyjskie periodyki rzeczywiście bardzo silnie popierały swoich producentów i wypromowały je na cały świat, nasi dziennikarze audio prawdopodobnie doszli do wniosku, że taki numer im się nie uda. Ale to nie ich wina. Winę ponosi przeciętny polski konsument, który zakłada, że wszystko co polskie (poza gorzałą) jest nic nie warte. Leci do media marktu (w końcu sklep "nie dla idiotów") i kupuje amplituner. Nieco bardziej ambitny kupi i przejrzy sobie HF i M czy inne A i zafunduje sobie coś brytyjskiego czy z Chin, a uprzejmy i uśmiechnięty sprzedawca chętnie wskaże, doradzi i utwierdzi w przekonaniu, że co polskie to do chrzanu.

Ja naprawdę się nie dziwuję, że taki Amplifon wypiął się na Polskę i poszedł tam, gdzie go chcieli. O cudzie cudów, w Niemczech polski produkt, na który nasi specjaliści i audiofile krzywili gęby, tam jakoś okazał się zupełnie dobry i są na niego chętni.

Co z tego wynika? Jeżeli nawet w Polsce ktoś wyprodukuje prawdziwy hi-end, to raczej go sobie w Polsce nie posłuchamy. A na pewno nie kupimy.

Link to comment
Share on other sites

No i dobrze ,że chociaż ustaliliśmy tzw. warunki brzegowe. Porównujemy się do Angli..Dobre sobie. Tam na to co mają (włączając rynek audio) pracowano przez dziesiątki lat.U nas po 50 latach PRL wszyscy zaczęli sp...ć nawet bez samochodów a ostatni miał zgasić światło (pewnie jakiś zasłuchany audiofil). Z tą miską ryżu do dobry przykład.Firmy audio z prawdziwego zdarzenia to będą tworzyć dopiero nasze wnuki.

Powinniśmy się cieszyć z tego co mamy. Z drugiej strony ponarzekać zawsze można, bo to trochę oczyszcza - tak jak dobry seks.

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.

                  wykrzyknik.png

AdBlock blocking software detected!


Our website lives up to the displayed advertisements.
The ads are thematically related to the site and are not bothersome.

Please disable the AdBlock extension or blocking software while using the site.

 

Registered users can disable this message.