Jump to content
wojciech iwaszczukiewicz

Niekomercyjne kino artystyczne.

Recommended Posts

W dniu ‎22‎.‎05‎.‎2016 o 10:33, wojciech iwaszczukiewicz napisał:

"Nienasyceni" francusko-włoski remake filmu z Delonem i Romy Schneider.Para głównych bohaterów ( ona lekko przebrzmiała gwiazda rocka -Tilda Swinton, on filmowiec) spędzają wakacje na malowniczej wysepce włoskiej gdzieś nieopodal Sycylii.Spędzają leniwie kolejne dni w uroczym,tradycyjnym domostwie.Wkrótce idyllę tę zakłóci niespodziewany przyjazd producenta muzycznego ( i byłego kochanka Tildy) granego przez R.Fiennesa.Producent ten przywozi ze sobą dopiero co poznaną swoją córkę,rozbudzoną erotycznie panienkę.I pomiędzy tą czwórką rozgrywa się tragikomedia ze zbrodnią w finale.W tle przewija się problem imigrantów z Afryki.To obraz bogatej,znudzonej i zadowolonej z siebie Europy pogrążonej w hedonizmie.Nic nie jest w stanie ją wstrząsnąć.Wybitne role Swinton i Fiennesa.Przepiękne krajobrazy południa Włoch.

Wczoraj obejrzane. Po pierwsze Tilda nie gra lekko przebrzmiałej gwiazdy rocka, a tylko kontuzjowaną. Skąd w ogóle takie przypuszczenie?

Problem imigrantów jest żenująco przedstawiony i nie stanowi w żaden sposób kontrargumentu dla konformistycznego życia ludzi Zachodu. Wręcz przeciwnie to problem z natłokiem nielegalnych emigrantów nie pozwala komisarzowi na poważnie zając się sprawą śmierci producenta (jako widzowie, wiemy, że morderstwa).

Gdzie widzisz tutaj obraz znudzonej i zadowolonej z siebie Europy? Widzimy tylko wycinek kilku dni z ich życia. Przypominam - spędzających czas na wakacjach.

Gdzie poruszany tutaj jest aspekt hedonizmu?

Nie prawdą jest, że zbrodnia nie wstrząsa główną parą.

Gdzie widzisz tutaj piękne krajobrazy południa Włoch, jeżeli niemal cała akcja toczy się w posesji.

Dlaczego ten film nazywasz tragikomedią?

Film jest miałki, bardzo wątpliwy w odbiorze. Postaci poza producentem są bardzo słabo zarysowane. Przez co trudno mówić tutaj o emanującym erotyzmie czworokącie. Widać wyraźnie, że Guadagnino ma problem w opowiadaniu historii.

Jedynym atutem jest rola Fiennesa, jako irytującego producenta muzycznego. W jakiś sposób broni się Dakota Johnson w roli niby-lolitki.

Kino, które gubi swoją historię. Nie polecam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

goA dzisiaj obejrzane "Lerd" czy irańska odpowiedź na rosyjskiego Lewiatana. Uwielbiam zarówno kino bliskowschodnie, z zachwycającym np. Bikur Ha-Tizmoret, do której taka Roma nawet nie ma startu, ale jeszcze wyżej cenię współczesne kino rosyjskie z wybitnym np. Vozvrashchenie. W tym bezpośrednim starciu wyraźnie wygrywa obraz Mohammada Rasoulof'a.

Mimo, że film jest o prawie pół godziny krótszy zawiera w sobie o wiele więcej wątków i co ważniejsze bardziej angażujących widza w opowiadaną historię. To ten z filmów, w których aż czuje się fizycznie bezradność bohatera (czego moim zdaniem zabrakło w Lewiatanie) i wręcz ma się ochotę krzyknąć mu na pomoc.

To obraz sugestywnie przedstawiający obraz państwa islamskie. Z jednej strony niby religijnego, z drugiej strony pełnego hipokryzji, zakłamania, układzików, wszech obecnej korupcji.

Film nie ma praktycznie słabych scen, a wyjazd Rezy do dużego miasta (stolicy) jest nad wyraz symboliczny, i zamiast spodziewanej pomocy słyszy on wstrząsające słowa, które "dobrze" zabrzmiały w czasach stalinowskich.

Film delikatnie porusza również wątek religijny potwierdzający, że islam jest tolerancją w jedną stronę.

Z drugiej strony należy zwrócić na codzienne relacje męża i żony w świecie islamu. Nie ma w nich empatii, podawania ręki, pocałunków na przywitanie. Nawet uśmiechu.  Smutny to obraz, choć reżyser na szczęście potrafi wpleść w sceny małżeńskie pewną  symbolikę - jak choćby z kipiącym mlekiem lub filmowane krótko sylwetki rozebranych(?) małżonków za oknem.

Bardzo dobre kino.

ps. czy ktoś wie co Reza robił z tymi arbuzami?

1 godzinę temu, wojciech iwaszczukiewicz napisał:

Gdzie to widziałem ?W filmie.

Jeżeli podasz choć jeden przykład to zwrócę honor.

Edited by Meloman

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 godzin temu, wojciech iwaszczukiewicz napisał:

Widocznie widzieliśmy dwa różne filmy.Nie będę dyskutował o filmie,który widziałem 3 lata temu.

Ale rozumiem, że mam prawo nie tylko oglądać filmy w innych terminach niż Ty, a tym samym wypowiadać się również nie w tym samy czasie co Ty czynisz...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest HQ150

Koledzy!

Obaj zamieszczacie tutaj recenzje które czytam z dużą przyjemnością. Nie psujcie wrażenia niepotrzebną kłótnią.

Zaakceptujcie to, że możecie odnieść po obejrzeniu artystycznego dzieła całkowicie odmienna wrażenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, HQ150 napisał:

Obaj zamieszczacie tutaj recenzje które czytam z dużą przyjemnością. Nie psujcie wrażenia niepotrzebną kłótnią.

Zaakceptujcie to, że możecie odnieść po obejrzeniu artystycznego dzieła całkowicie odmienna wrażenia.

Dziękuję za te słowa.

Żeby nie było. Bardzo cenię recenzje Wojtka. Ma talent w wyrażaniu swoich myśli. Mógłby być zawodowym recenzentem. Ja, jako prosty inżynier - nie ukrywam, że tak pisać lotnie nie potrafię.

To, że się różnimy to sprawa myślę oczywista. Choć bolą mnie proste opinie, że film jest słaby, bez podawania żadnych argumentów (akurat Wojtek tego nie stosuje).

A co do oceny Wojtka filmu "Nienasyceni", to zdaję sobie sprawę, że może go oceniać inaczej niż ja, ale niestety w tym wypadku całkowicie nie mogę się zgodzić z argumentami. Stąd zamysł napisania mojej opinii, niejako jako kontrargumentu. Nie miała ona nikogo ośmieszać i obrażać. Raczej początkiem konstruktywnej polemiki, ale rozumiem też Wojtka - wielu szczegółów filmu po latach się zwyczajnie nie pamięta, więc zamknijmy już proszę ten wątek. 

Ale żeby nie było. Jeszcze mniej trafna jest ocena i analiza tego filmów, jak również Lerd ("Uczciwy człowiek") recenzenta na Filmwebie, który myli np. kościół z wiarą (religią).

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest HQ150

Dobre kino. 

Świetne aktorstwo, film buduje napięcie od pierwszej sceny i potrafi je utrzymać nieprzerwanie do końca.

Film ma wiele płaszczyzn, dotyka bardzo wielu problemów i nie gubi przy tym rytmu. Nie jest chaotyczny. Idzie do przodu wolno ale zdecydowanie, męcząc widza tym tym czego dowiaduje się o życiu pokazanych postaci.

Mnie się podobał bardzo.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pisałem już o tym wcześniej w polemice z Melomanem.Dla mnie nie do przyjęcia jest pomysł,że kobieta nie mogąc uprawiać literatury decyduje się na oszustwo.I nikt o tym nie wie.Nawet najbliższa rodzina.To nonsens.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest HQ150

Nie odebrałem tego w ten sposób, że ona nie mogła uprawiać literatury.

Owszem rozmowa na spotkaniu autorskim dała jej do myślenia ale o niczym nie przesądzała. Ona po prostu trochę też poszła na łatwiznę, łatwiej jej było sprzedać swoją twórczość pod bezpiecznym uznanym nazwiskiem męża. Przecież pierwsza książka w ten sposób spreparowana to była powieść jej męża w którą ona naniosła daleko idące poprawki. No a potem już poszło z rozmachu.

Widocznie na początku wystarczało jej to że pisze i że to się sprzedaje.  Dylematy przyszły dopiero z wiekiem gdy do rozterek twórczych doszło rozluźnienie więzi rodzinnych i postawa jej męża. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wczoraj widziałem Faworytę. Film na pewno dobry, a nawet bardzo dobry. Jednak jak na film Lanthimosa - to jednak jest to regres. Taki film jak Faworyta(wysokiej jakości artystyczna konfekcja, świetne aktorstwo, dużo psychologii, literacki scenariusz, nominacje do wszystkiego co się da) - mogłoby zrobić ze 20 innych reżyserów. Takie filmy jak Kieł czy Lobster może zrobić tylko Lanthimos. Nie wiem czy taki kapitał jest sens wymieniać na Oscary i tym podobne krasnale ogrodowe.

I tu naszły mnie 2 refleksje.

Pierwsza refleksie o Larsie von Trier. Facet nie raz mnie irytował - ale takiego ukłonu z przyklęknięciem nigdy nie wykonał i za to należy mu się szacun.

Druga refleksja o filmie Zama Lucrecii Martel. Oceniam ten film na tym samym poziomie co Faworytę(nieudane arcydzieło versus udany produkt artystyczny) - ale różnice w poziomie na jakim oboje twórców posługuje się konwencją przedstawiana przeszłości (tu i teraz wtłoczone w obcą nam mentalnie czasoprzestrzeń u Martel versus naiwniutki 'kostium historyczny" ilustrujący „uniwersalne problemy” u Lanthimosa) – po raz kolejny potwierdza jak mocną pozycją jest Zama, nawet jeśli jej twórczyni nie ma takiego talentu jak Lanthimos.

Oby to nie skończyło się jak u Polańskiego, Scorsese i wielu innych wybitnie utalentowanych twórców, którzy w pogoni za złotymi krasnalami ogrodowymi z L.A.  skończyli w wyrobniczej „lidze mistrzów”.  

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

HQ 150

Dla mnie jest oczywiste,że tytułowa żona nie mogła zaistnieć jako pisarka bo w czasach jej młodości kobieta nie mogła pisać pod swoim nazwiskiem.Tak wynika z filmu.I na tej tezie opiera się cały film.Tak mogło być w XIX wieku ( i to nie zawsze bo przecież znamy wiele przykładów kobiet literatek z tych czasów) ale nie w drugiej połowie XX wieku.To fałsz.I dlatego uważam,że to ukłon w kierunku feministek i poprawności politycznej.

dzarro

Faworyty jeszcze nie widziałem ale podejrzewam,że Lanthimos być może chciał się sprawdzić w "normalnej",mainstreamowej produkcji.Mnie dziwi co innego.Że producenci z L A powierzyli mu spory budżet na ten film znając jego poprzednie dzieła.To spore ryzyko.

I jeszcze jedno.Skąd u Cie ten zachwyt dla Zamy? i o co chodzi w tym filmie ?Bo ja nie wiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites
HQ 150
Dla mnie jest oczywiste,że tytułowa żona nie mogła zaistnieć jako pisarka bo w czasach jej młodości kobieta nie mogła pisać pod swoim nazwiskiem.Tak wynika z filmu.I na tej tezie opiera się cały film.Tak mogło być w XIX wieku ( i to nie zawsze bo przecież znamy wiele przykładów kobiet literatek z tych czasów) ale nie w drugiej połowie XX wieku.To fałsz.I dlatego uważam,że to ukłon w kierunku feministek i poprawności politycznej.
dzarro
Faworyty jeszcze nie widziałem ale podejrzewam,że Lanthimos być może chciał się sprawdzić w "normalnej",mainstreamowej produkcji.Mnie dziwi co innego.Że producenci z L A powierzyli mu spory budżet na ten film znając jego poprzednie dzieła.To spore ryzyko.
I jeszcze jedno.Skąd u Cie ten zachwyt dla Zamy? i o co chodzi w tym filmie ?Bo ja nie wiem.
Zachwyt to za dużo powiedziane. Zachwycam się raz na 2 lata - albo i to nie. W zeszłym roku zachwycił mnie tylko jeden film - Suspiria. Zama by chyba weszła do dziesiątki 2018 ale jest ciekawa bardziej jako próba, szkic niż dzieło skończone.
Generalnie nie lubię sztuki która jest o czymś. Lubię sztukę, która jest czymś. Nieznoszę określenia "opowiadanie historii", nie trawię podziału na "treść" i "formę". Zama jest irytująca jak zatłoczony tramwaj w upalny dzień. Faworyta jest jak wystawa sklepowa. Towar mnie nie interesuje - ale wszystko jest tak zaaranżowane, że i tak rzucę okiem.

Wysłane z mojego LG-H870 przy użyciu Tapatalka

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu ‎11‎.‎02‎.‎2019 o 16:31, dzarro napisał:

Wczoraj widziałem Faworytę. Film na pewno dobry, a nawet bardzo dobry. Jednak jak na film Lanthimosa - to jednak jest to regres. Taki film jak Faworyta(wysokiej jakości artystyczna konfekcja, świetne aktorstwo, dużo psychologii, literacki scenariusz, nominacje do wszystkiego co się da) - mogłoby zrobić ze 20 innych reżyserów. Takie filmy jak Kieł czy Lobster może zrobić tylko Lanthimos. Nie wiem czy taki kapitał jest sens wymieniać na Oscary i tym podobne krasnale ogrodowe.

Kieł to wybitne kino. Lobster to kino bardzo dobre, w którym widać pazur zdolnego greka, ale i ten film mogłoby z powodzeniem zrobić 20-tu innych reżyserów. Faworyta nie jest wcale aż tak bliżej kina głównego nurtu niż Lobster, żebym miał uznać, że Lanthimos kłania się Akademii.

Ale musze się zgodzić z tym co piszesz - kostiumy i ogólnie scenografia robią wrażenie, świetne kreacje aktorskie, dużo dobrej psychologii, literacki scenariusz świetnie przełożony na obraz. To póki co najlepszy obok Romy film nominowany do tegorocznych Oskarów, którymi podobnie jak Ty - wyraźnie gardzę.

Ale Faworytę zdecydowanie warto obejrzeć, choć nie do końca kumam ostatnią scenę.

W dniu ‎11‎.‎02‎.‎2019 o 19:38, wojciech iwaszczukiewicz napisał:

Mnie dziwi co innego.Że producenci z L A powierzyli mu spory budżet na ten film znając jego poprzednie dzieła.To spore ryzyko.

Dokładnie tak. Pytanie tylko czy film miał nadzór producenci, czy jednak Lanthimos dokładnie taki film chciał stworzyć. Po prostu inny.

Edited by Meloman

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dokładnie tak. Pytanie tylko czy film miał nadzór producenci, czy jednak Lanthimos dokładnie taki film chciał stworzyć. Po prostu inny.
Z pogardą bym nie przesadzał. Po prostu szkoda, że kolejny oryginał "dojrzał", "postawił na komunikację", może nawet odkrył w sobie Lady Gagę... ;-)

Wysłane z mojego LG-H870 przy użyciu Tapatalka

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest HQ150

 

Willem Dafoe i Mads Mikkelsen w filmie At Eternity's Gate

 

Już ktoś z Was to widział? Warto?

Edited by HQ150

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Suspiria' zaliczona.Na wstępie zaznaczę,że nie jestem fanem filmów grozy i w trakcie projekcji trudno jest mnie przestraszyć.Ale tak na serio to rozumiem i doceniam znaczenie klasycznych filmów grozy ale raczej w kontekście ukazywania czy diagnozowania społecznych lęków,frustracji czy fantazji.Czyli filmy grozy ( zwłaszcza te np. z lat 30) są dla mnie przykładem sztuki filmowej stawiającej społeczne diagnozy w okresie Wielkiego Kryzysu.Nie znam również pierwowzoru czyli filmu D.Argento z 1977r.Tak więc obecny film L.Guadagnino  traktuję jako autonomiczną całość.

Co więc mamy w przypadku "Suspirii" A.D. 2018 ? Mamy mroczny,ponury obraz Berlina lat 70.Berlina  okresu walki z Frakcją Czerwonej Armii Grupy Baader-Meinhof.Ciągle pada deszcz,wieje wicher,słychać strzały i wybuchy bomb oraz syreny karetek.Na tym tle rozwija się historia szkoły baletowej prowadzonej przez tajemniczą Madame Blanc ( Tilda Swinton).W niewyjaśnionych okolicznościach znika ze szkoły jedna z baletnic i na jej miejsce pojawia się młoda adeptka baletu Susi Bannion ( Dakota Johnson) z USA.Pochodzi ona z rodziny Amiszów z Ohio.Stopniowo wnika ona w społeczność tej szkoły.A jest to instytucja bardzo tajemnicza i zagadkowa.Po pierwsze są tam same kobiety,to rodzaj żeńskiego klasztoru zarządzanego przez apodyktyczny matriarchat.Susi jest świadkiem serii niesamowitych,krwawych i okrutnych wydarzeń,które nie zawsze są zrozumiałe przez widza.Ale przecież w filmach grozy nie o to chodzi.Chodzi o nastrój,o projekcje ludzkich fantazji,traum czy może nawet narkotycznych wizji.Ale prawdziwym bohaterem filmu jest balet.Niesamowite sceny popisów nowoczesnego baletu jako komentarz do wydarzeń czy scen grozy.Mamy tu więcej wątków czy odwołań.Jest historia psychiatry dr.Klemperera z reminiscencjami do czasów II Wojny czy Zimnej Wojny.Są nawiązania do haseł feministycznych,do zagadnień inicjacji seksualnej.Niesamowita jest Tilda Swinton grająca trzy postacie ( M.Blanc,dr.Klemperer i H.Markos) !Dakota Johnson daje radę,szczególnie w scenach baletowych.Jeśli chodzi o robotę filmową to obraz jest bardzo atrakcyjny wizualnie,rozbuchany kolorystycznie z dominującą czerwienią krwi.Doskonała ścieżka dźwiękowa .Tak więc nie dopatrujmy tu się logiki czy psychologii .Trzeba się poddać nastrojowi.

Jak dla mnie film trochę za długi.

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu ‎2019‎-‎02‎-‎13 o 21:46, wojciech iwaszczukiewicz napisał:

"Suspiria' zaliczona.Na wstępie zaznaczę,że nie jestem fanem filmów grozy i w trakcie projekcji trudno jest mnie przestraszyć.Ale tak na serio to rozumiem i doceniam znaczenie klasycznych filmów grozy ale raczej w kontekście ukazywania czy diagnozowania społecznych lęków,frustracji czy fantazji.Czyli filmy grozy ( zwłaszcza te np. z lat 30) są dla mnie przykładem sztuki filmowej stawiającej społeczne diagnozy w okresie Wielkiego Kryzysu.Nie znam również pierwowzoru czyli filmu D.Argento z 1977r.Tak więc obecny film L.Guadagnino  traktuję jako autonomiczną całość.

Co więc mamy w przypadku "Suspirii" A.D. 2018 ? Mamy mroczny,ponury obraz Berlina lat 70.Berlina  okresu walki z Frakcją Czerwonej Armii Grupy Baader-Meinhof.Ciągle pada deszcz,wieje wicher,słychać strzały i wybuchy bomb oraz syreny karetek.Na tym tle rozwija się historia szkoły baletowej prowadzonej przez tajemniczą Madame Blanc ( Tilda Swinton).W niewyjaśnionych okolicznościach znika ze szkoły jedna z baletnic i na jej miejsce pojawia się młoda adeptka baletu Susi Bannion ( Dakota Johnson) z USA.Pochodzi ona z rodziny Amiszów z Ohio.Stopniowo wnika ona w społeczność tej szkoły.A jest to instytucja bardzo tajemnicza i zagadkowa.Po pierwsze są tam same kobiety,to rodzaj żeńskiego klasztoru zarządzanego przez apodyktyczny matriarchat.Susi jest świadkiem serii niesamowitych,krwawych i okrutnych wydarzeń,które nie zawsze są zrozumiałe przez widza.Ale przecież w filmach grozy nie o to chodzi.Chodzi o nastrój,o projekcje ludzkich fantazji,traum czy może nawet narkotycznych wizji.Ale prawdziwym bohaterem filmu jest balet.Niesamowite sceny popisów nowoczesnego baletu jako komentarz do wydarzeń czy scen grozy.Mamy tu więcej wątków czy odwołań.Jest historia psychiatry dr.Klemperera z reminiscencjami do czasów II Wojny czy Zimnej Wojny.Są nawiązania do haseł feministycznych,do zagadnień inicjacji seksualnej.Niesamowita jest Tilda Swinton grająca trzy postacie ( M.Blanc,dr.Klemperer i H.Markos) !Dakota Johnson daje radę,szczególnie w scenach baletowych.Jeśli chodzi o robotę filmową to obraz jest bardzo atrakcyjny wizualnie,rozbuchany kolorystycznie z dominującą czerwienią krwi.Doskonała ścieżka dźwiękowa .Tak więc nie dopatrujmy tu się logiki czy psychologii .Trzeba się poddać nastrojowi.

Jak dla mnie film trochę za długi.

Dla mnie ten film jest szczególnie ciekawy – jako kolejny film o inkarnacji bóstwa. Wcześniej takim dziełami były Neon Demon i Zabicie Świętego Jelenia. We  wszystkich tych filmach, mimo różnic co do poetyki, temperamentu twórców itd. – mamy podobny, mityczny motyw Obcego/Obcej którzy pojawiają się w rzeczywistości  ludzkiej – by ją przenicować na wylot i unieważnić lub przewartościować reguły nią rządzące. To jeden z moich ulubionych motywów – w najbardziej spektakularnej formie pokazany w Bachantkach Eurypidesa, obecny tez np. w operze Król Roger Szymanowskiego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiem, że trudno polecać komedie, bo smuci nas raczej to samo, ale bawią różne rzeczy. Mimo to spróbuję i zarekomenduję fiński "Hevi reissu". W sumie banalną, ale lekko, sprawnie opowiedzianą historię, wbrew pozorom potrafiącą więcej powiedzieć, niż nie jeden "ambitny" film. Co prawda koniec delikatnie się rozmywa i pojawia się wątek dość niesmaczny, ale w mojej skromnej ocenie na szczęście będący tylko pojedynczą rysą.

To co jest pozytywne w tym filmie, że nikogo dosadnie nie oczernia, przedstawia wszystko z dystansem, lekką ironią. A "małomiasteczkowe" zachowania ludzi są na świecie wszędzie taki same. 

To komedia głównie z humorem sytuacyjnym, nie słownym, ale mimo to wiele razy głośno się zaśmiałem, co przyznam nie zdarza mi się w kinie często.

Film ma wiele smaczków i myślę, że nawet fani ciężkiego brzmienia będą usatysfakcjonowani, jak choćby  Xytraxiem z makijażem "zasmuconego " członka znanego zespołu.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

A przed chwilą skończyłem właśnie oglądanie "Napadid Shodan". Obraz jest kameralny, ale w sumie dość sprawnie opowiedziany. Akcja dzieje się zasadniczo podczas jednej nocy, w sumie z dość kontrowersyjną końcówką.

To kolejny obraz zasadniczo krytycznie podsumowujący egzystencję młodych ludzi w kraju islamskim (Iranie?), choć robi to bardziej subtelnie niż ostatnio obejrzane. Mentalnie ma się na pierwszy rzut oka wrażenie, że muzułmanie w wielu aspektach pozostali w średniowieczu, a wiele spraw, które mogą dotknąć młodych ludzi jest nadal odbierana, jako zbrodnia, przed którą młodzi próbują uciec.

Reżyser nie ocenia, a raczej tylko biernie przedstawia widzowi całe zdarzenie. To widz ma sam sobie odpowiedzieć, czy w tym przypadku może lepszy jest zachodni liberalizm, czy może islamski konserwatyzm.

Wbrew pozorom, odpowiedź nie jest aż tak oczywista.

Edited by Meloman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzisiaj teatr jednego aktora, czyli duński dramat "Winni". Szczerze polecam, bo naprawdę nie łatwo jest zrealizować film tak wciągających, którego akcja toczy się w 3 niewielkich pomieszczeniach komisariatu, a przez cały film widzimy niemal tylko twarz głównego bohatera. To film wskazujący, że nie zawsze prawdą jest to co nam się od razu wydaje, a tym samym decyzje, jakie podejmuje z tego tytułu mogą nie tylko być "krzywdzące", ale wręcz decydować o życiu innych ludzi.  Poza tym obraz fajnie w krótkich telefonicznych scenkach podsumowuje współczesne społeczeństwo. To smutne, jak wiele straciliśmy empatii przez te ostatnie lata.

Oczywiście film ma drobne rysy, jak wyznanie głównego bohatera przy "scenie na mostowej" - bliżej tu do harlequina, niż dobrego psychologicznego kina, ale na szczęście nie wpływają one na odbiór całości.  

Winni to dla mnie lepszy film niż Locke. Postać Asgera jest dużo ciekawsza od postaci Ivana.

Edited by Meloman

Share this post


Link to post
Share on other sites

To ja tradycyjnie się nie zgodzę. Locke był lepszy z tego co pamiętam. W każdym razie pamiętam, że tamten seans wywołał we mnie jakieś emocje, napięcie. Winni to solidny obraz ale się na nim nudziłem. Nie złapałem chemii - te wszystkie dramatyczne i drastyczne wydarzenia w ogóle mnie nie obeszły, jakby ekran był oddzielony ode mnie grubą warstwą pleksi.


Wysłane z mojego LG-H870 przy użyciu Tapatalka

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 godzin temu, dzarro napisał:

To ja tradycyjnie się nie zgodzę.

Masz pełne prawo do tego. Ale jeżeli pozwolisz krótkie moje argumenty:

- Hardy nie jest dobrym aktorem i zdecydowanie lepiej wypada w podobnej roli Cedergren;

- Winni ma więcej smaczków, jak choćby inne rozmowy telefoniczne;

- główna postać jest wyraźnie głębsza i lepiej zarysowana w duńskim filmie. Asger jest jakby bardziej ludzki, ze wszystkimi naszymi wadami. Na początku mamy wrażenie, że jest nawet momentami cyniczny w pracy "za karę".

Trochę się dziwię (znając Twoje nie małe doświadczenie filmowe) , że lepiej odbierasz Lockiego, który w mojej ocenia gra na dużo bardziej płytszych nutach, choć to też nie był zły film.

Dodam, że Winni dobrze oddają kwestię oceny przez nas sytuacji, zwłaszcza w dobie internetu, gdzie czasami trudno jest zweryfikować przeczytaną wiadomość. Domyślnie, jeżeli nie mamy wystarczających danych uważamy ją za prawdziwą. Działa zasada "pierwsze słowa".

Dam prosty przykład. Podchodzi do Ciebie obca osoba i twierdzi wskazując na inną, że coś mu ukradła. Większość ludzi w pierwszej chwili uzna to za prawdę, choć wcale przecież tak być nie musi. To tylko czyjeś słowa, ale nie mające dowodów. Podświadomie jednak uważamy, że ludzie nie kłamią, więc to stwierdzenie uznajemy za prawdę, jeżeli nie możemy jej od razu zweryfikować. Konsekwencją jest, że osoba wskazana w naszych oczach staje się osobą negatywną, a przecież wcale tak być nie musi. I co równie ważne. Czasami przekonać, że tak nie jest - jest trudniej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No to zaliczone! Chodzi oczywiście o tak chwalony "Green book". Balem się tego filmu, bo kino amerykańskie ma u mnie bardzo niskie notowania, ale jednak okazuje się, że tym razem niesłusznie. Film byłby bardzo dobry, niestety psuje go dość mocno ckliwa końcówka, a szkoda, mógł się film skończyć na 

Spoiler

improwizacji jazzowej w tej knajpce dla kolorowych gdzieś na południu Stanów.

Wybitna rola Viggo, chyba najlepsze w jego dorobku. Wojtek już prawie wszystko o nim napisał, wiec trudno coś dodać. Poza tym, że także szczerze polecam.

Edited by Meloman

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Suspiria" zaliczona, czyli oniryczny horror, które horrorem de facto nie jest. Niestety to znowu kolejny dowód, że Luca Guadagnino mam problem z opowiadaniem historii. Film może nie jest tak słaby jak "A bigger splash" czy "Call me be your name", ale też ustępuje "Io sono I'amore", jedynemu filmowi w jego drobku, który uznaję za udany.
Film ma sporo wad, z tych podstawowych:
- przedstawione są obok sobie dwa wydałaby się równie złowrogie światy, ale nic z tego nie wynika;
- postać leciwego doktora, który prowadzi na własną rękę śledztwo byłaby może ciekawa, gdybyśmy razem z nim odkrywali pomału tajemnice szkoły tańca (nie baletu, skąd w ogóle taka konkluzja), ale tak niestety nie, jest bo tą prawdę sami poznajemy wcześniej;
- wspomniany antagonizm Markos i Blanc z którego poza końcową sceną nic nie wynika, dodatkowo w kontekście bardzo wątpliwie przedstawionej postaci Blanc
- brak choćby sugestii, jakie motywy kierują pozostałymi starszymi kobietami.
Film dodatkowo razi pustymi symbolami marzeń sennych. Dodatkowo reżyser nie wykorzystał dobrze nawet sceny związanej z poświęceniem i ofiarą jaka jest konieczna, aby zasiać u widza choćby ziarenko niepokoju.
Kiedy wraz z główną bohaterką przekraczamy pierwszy raz progi szkoły tańca prawie w ogóle nie odczuwamy tajemnego zła, jakie tą szkołę opanowało. Klimat historii jest słabo budowany.
Może nie jest to do końca złe kino, ale dla mnie tak góra 5,5/10.
 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może to nie jest takie istotne ale w tym filmie mamy do czynienia ze sztuką baletu a nie tylko  szkołą tańca.Szkoła tańca to tango,walc czy salsa czyli tzw. taniec towarzyski.Susi i inne dziewczyny wykonują taniec czyli balet nowoczesny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tym razem Foxtrot, będący niejako tryptykiem. Niestety każda z trzech części jest pełna wad, zwłaszcza łopatologiczna końcówka.

Trudno mi wskazać jakieś pozytywne cechy. Dla mnie słabe, by nie napisać bardzo słabe kino.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wczoraj nie miałem już siły rozwinąć recenzji, tak zmęczył mnie Foxtrot.

Więc, aby nie być do końca gołosłownym, dlaczego film jest słaby dodam króciutko:

- pierwsza część przypomina niejako dramat, jest przy tym nieudolnie przerysowany przez zaczyna właśnie staje się meczący przy oglądaniu,

- druga część jest kinem symboli - prawdopodobnie opowiadającym o absurdzie wojny. To zdecydowanie najsłabsza część filmu, z pustymi symboli i scenami, które mnie osobiście nie przekonują - jak ta z przekraczającym granicę wielbłądem czy scena tańca.

- trzecia część - stanowiąca podsumowanie filmu i niejako niemal wszystko łopatologicznie wyjaśniająca. Dodatkowo kontrastuje z częścią pierwszą, przy czym zachowanie bohaterów jest mimo "tej samej" tragedii jakże inne. Okej - to byłby dobry wątek, ale reżyser kompletnie tego nie wykorzystuje.

Generalnie film gubi formę, a przekaż, że życie to foxtrox… No litości.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.