Jump to content
wojciech iwaszczukiewicz

Niekomercyjne kino artystyczne.

Recommended Posts

Najnowszy film z Julią Roberts - 'Ben is Back'. Kino, nad którym można się pochylić. Akcja filmu krąży wokól uzależnienia narkotykowego dotycząca bliskich nam osób i chociaż temat jest oklepany, to jednak ta opowieść nie przeszła u mnie bez echa. Film wywarł na mnie niesamowite wrażenie i pozostawił uczucie smutku oraz przywołał wspomnienia, w które byłem bezpośrednio jak i pośrednio wkręcony oraz zaangażowany. Co do filmu - niby nic się nie dzieje - spokojna opowieść o problemach uzależnienień młodych ludzi w najbliższej rodzinie i o społeczeństwie dotkniętym tymi problemami w małym miasteczku gdzieś na wschodnim wybrzeżu US (okolice New Jersey). Ale z tej punurej i niby spokojnej opowieści, reżyser zrobił mistrzowskie kino niepokoju, walki i nadziei. Rewelacyjna Julia Roberts po raz kolejny dała o sobie znać i pokazała jak wybitną jest aktorką. Film mnie dotknął, ponieważ wywołał wspomnienia o synu moich przyjaciół, którego znałem od małego i z którym też się przyjażniłem w póżniejszym okresie. Dało się go uratować, ale jednak nie do końca - zmarł w wieku 28 lat. Główny odtwórca roli, jako filmowy syn Julii Roberts jest podobny do Davida, co tym bardziej wywołało u mnie efekt tych wszystkich wspomnień dotyczących uzależnień syna moich przyjaciół. Niestety, walka z takimi sytuacjami życiowymi, pomimo że zostaje uruchomiony cały łańcuch mechanizmów ratunkowych, jest w wielu przypadkach przegrana. Doskonały, realistyczny i bardzo smutny film. Atmosfera, kolory, ciemność akcji dodatkowo wzmacnia efekt - kawał dobrego kina.

  • Like 2

Parker's Mood

Share this post


Link to post
Share on other sites

A u  mnie ostatni W.Allen czyli "W deszczowy dzień w Nowym Jorku".Jak już pisałem wielokrotnie do Woody'ego mam słabość od lat młodzieńczych i zawsze daję mu szansę idąc na kolejny film.I tak gdzieś od 20 lat przeżywam rozczarowanie.Nie inaczej jest z tym filmem.To kolejny bardzo słaby film.Mamy tu cały zestaw postaci,schematów,chwytów dramaturgicznych,dialogów ,które znamy od lat.A więc neurasteniczny,zagubiony młodzieniec poszukujący celu w życiu oraz miłości,którą znajduje nie tam gdzie początkowo sądził.Czyli komedia pomyłek rodem z komedii romantycznych tylko,że dosyć przewidywalna i mało dowcipna.Mamy środowisko filmowe pokazane w krzywym zwierciadle,pełne hipokryzji.I mamy wreszcie Nowy Jork ukazany w deszczu jako obiekt prawdziwej miłości reżysera.Problem w tym,że to wszystko już było,że to znamy od lat.Na szczęście nie ma w filmie samego Allena i jest znakomita muzyka jazzowa w tle.Film dla zagorzałych fanów reżysera.

Teraz w kolejce najnowszy Jarmusch.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Uparłeś się Wojciechu na Woodiego i wymagasz od niego rzeczy, z którymi on już skończył. To podobnie jak z wielkimi nazwiskami jazzu, którzy mieli swój czas kreatywności, a póżniej przeszli do mainstreamu, co nie oznacza, że nie mogą zaskoczyć, ponieważ mainstream jazzowy możnie być równie fascynujący jak i kreatywna strona jazzu, choć oczywiście trzeba ten mainstraem oceniać z trochę innej perspektywy. Podobnie u Woodiego Allena - skończył się pewien etap i Woody robi teraz w komediach romantycznych, które nota bene bardzo lubię. Generalnie nie rozczarowuje mnie Woody Allen - cokolwiek zrobi, trzyma poziom. I tu kolejna analogia do wspaniałych muzyków jazzowych - cokolwiek zagrają i cokolwiek grają, robią to znakomicie - patrz Miles Davis 😀

Jestem jednych z tych zagorzałych fanów Woody Allena. Wszystko przyjmuję na klatę.

Edited by Chicago

Parker's Mood

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mogę zrozumieć miłość do Allena ale to porównanie do Milesa to przesada.Davis nigdy nie był własnym epigonem.

I jeszcze jedno.Jeśli chodzi o język filmowy to u Allena jest on strasznie archaiczny.Ja rozumiem,jest starym człowiekiem.Ale przecież tacy reżyserzy jak Bunuel,Kurosawa,Visconti czy Fellini też kręcili filmy w wieku podeszłym i wychodziło im to lepiej.

Ale nadal będę mu dawał szansę.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Allen robi w tej chwili kino wakacyjne. Generalnie wypracował sobie niszę vintagowego dziadunia, który sprzedaje nam konfekcję i bibeloty na nudnawym ale i niepozbawionym uroku uzdrowiskowym deptaku. Ja to w sumie kupuję. Lubię, panie dzieju, parki zdrojowe i inne emeryckie pierdoły w tym stylu.

Wysłane z mojego LG-H870 przy użyciu Tapatalka

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

No to kolej teraz na J.Jarmusch'a i jego ostatni obraz "Truposze nie umierają".Tym razem Jim sięgnął po kino gatunkowe a w tym przypadku horror.Mamy tu rzeczywistość z filmów w rodzaju "Noc żywych trupów"Małe miasteczko gdzieś na prowincji.Główni bohaterowie to miejscowi stróże prawa ( B.Murray i A.Driver),kilku mieszkańców ( m.in. D.Glover,T.Swinton),pustelnik (T.Waits) oraz grupa przyjezdnych hipsterów z dużego miasta.Z obserwacji bohaterów i z komunikatów medialnych wynika,że dzieje się  coś dziwnego i niewytłumaczalnego.Dziwnie zachowują się zwierzęta,nagle znikają,dzień nie ma końca itd.Okazuje się,że na skutek odwiertów w Arktyce dochodzi do zmiany osi nachylenia kuli ziemskiej co prowadzi do całej kaskady katastroficznych zjawisk.Oczywiście władza i pazerne koncerny usiłują te fakty ukryć.Wszystko to prowadzi do reaktywacji Zombie czy jak to poetycko w filmie nazwano ludzi nieumarłych.Istoty te wychodzą ze swych grobów,atakują żywych i pragną tego co ich fascynowało za życia ( chodzi o konsumpcjonizm).Jedyny sposób na te istoty to dekapitacja ale wiedzą o tym tylko ci,którzy oglądali filmy grozy.W streszczeniu brzmi to pewnie idiotycznie ale w zamierzeniu miało być czarną komedia,groteską czy parodią tego gatunku a celem obraz upadającej,zdegenerowanej cywilizacji.Jest tu mnóstwo odwołań do różnych,innych gatunków kina pop ( jest też UFO ), do klasycznego westernu, do kina Tarantino ( T.Swinton odcinająca głowy Zombie mieczem samurajskim niczym U.Thurman ).Tylko rodzi się podstawowe pytanie po co to wszystko?Aby pokazać nasze przywary ( konsumpcjonizm ),zniszczenie środowiska,egoizm czy głupotę ? Zamiar się nie udał bo zamiast finezyjnej,dowcipnej,zniuansowanej parodii wyszło jakoś tak poważnie,dosadnie.Zabrakło nutki poezji,dystansu czy szyderstwa.Film mnie nie przekonał.

Edited by wojciech iwaszczukiewicz

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tarantino to nie kino z tego wątku ale jednak silące się na oryginalność.I taki miał być jego ostatni film "Pewnego razu w Hollywood".

Akcja rozgrywa się w 1969r. w środowisku filmowym Hollywood.Pretekstem jest znane morderstwo w willi Romana Polańskiego ( 50 rocznica ?).Główni bohaterowie grani przez L.Di Caprio i Brada Pitta to gwiazdor telewizyjnych seriali i jego osobisty kaskader i sekretarz.Aktor przeżywa kryzys twórczy i załamanie kariery z czym próbuje walczyć.Producent filmowy ( Al Pacino ) namawia go na wybranie roli we włoskich spaghetti westernach ( nawiązanie do kariery C.Eastwooda).Mamy też wątek żony Polańskiego  Sharon Tate,początkującej aktorki oraz grupę hipisów Ch.Mansona.Historie bohaterów nakładają się i krzyżują.Fabuła filmu to sceny rzeczywiste i sceny z kręconych filmów,z planu filmowego.A w tle ówczesna polityka i wojna wietnamska.Jak to u Tarantino pełno tu odniesień do dawnego filmu.Do klasycznych westernów ,do spaghetti westernów ( tytuł nawiązuje do Pewnego razu na Dzikim Zachodzie Sergio Leone) i do ówczesnej telewizji.Ścieżka dźwiękowa to najsłynniejsze kawałki muzyki pop i rocka lat 60.Mamy tu też realia lat 60.Wspaniała moda,samochody ( MG.Jaguar E Type,amerykańskie krążowniki szos ),kultura hipisowska.To jakby pean ku czci lat 60 i ówczesnego kina.Jak zwykle u Tarantino są elementy czarnego humoru,szyderstwa i w końcówce krwawa jatka.Zakończenie ( którego nie mogę zdradzić ) należy rozumieć jako historię alternatywną.Świetne role stworzyli Di Caprio i Pitt.Jednak w sumie film nie przekonuje.Jest stanowczo za długi,przegadany.Napięcie okresowo siada.Zawodzi reżyser.Obok świetnych scen i ciętych dialogów są też dłużyzny.Jeśli chodzi o wątki polskie to Polański jest tu postacią marginalną a w związku z tym i rola Zawieruchy jest symboliczna. Wydaje mi się,że film wymaga pewnej wiedzy o filmie i pop kulturze lat 60.Mimo wszystko uważam,że film jest wart obejrzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wg mnie Tarantino znajduje się w 1000% w centrum tego wątku.
Co do filmu to przez dłuższy czas miałem mieszane uczucia, jednak Q kupił mnie finałem, który wg mnie podnosi ten film do rangi jednego z jego najlepszych filmów - na pewno od czasu Kill Billa. W szczegóły nie będę wchodził bo spoilery mogą zepsuć przyjemność oglądania.

Wysłane z mojego LG-H870 przy użyciu Tapatalka

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z filmu można by śmiało usunąć całą rolę Margot Robbie - jej postać została wpleciona chyba tylko po to, żeby była jakaś ładna babka w tym męskim filmie. Zresztą, nawet tu specjalnie nie pograła, jakoś mnie nie przekonała swoją grą.


"Pogardzam wszystkimi i mam wstręt taki do hołoty umysłowej, że rzygam."          Stanisław Ignacy Witkiewicz – Listy do żony (1928-1931)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wspomniałem jeszcze o kapitalnych wątkach Bruce Lee i Steve Mc.Queena.

dzarro

Nie jestem wielkim adoratorem twórczości Tarantino.Te filmy to tylko pastisz i niekończące  się cytaty z historii kina.To artysta wtórny i nieoryginalny.

Edited by wojciech iwaszczukiewicz
  • Sad 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Ból i blask" czyli najnowszy Almodovar .Długo oczekiwany nowy film hiszpańskiego reżysera.Tym razem to nie prowokacja,nie skandalizująca treść czy udziwnione historie rozgrywane przez dziwne postacie.To opowieść wręcz nostalgiczna,wzruszająca i ciepła bo odwołująca się do biografii reżysera.Do jego dzieciństwa,które upłynęło w biednej rodzinie na hiszpańskiej wsi.Oraz do wcześniejszej twórczości filmowej,do jego fascynacji młodzieńczych filmem,literaturą czy sztuką.Mamy tu jak zwykle pomieszanie czasów,wątków z którego wyłaniają się epizody z życia Almodovara.Nostalgiczne wspomnienia z dzieciństwa to przede wszystkim portret matki ( P.Cruz),pierwsze fascynacje erotyczne,doświadczenia związane z seminarium duchownym.Tu widziałbym analogię z życiorysami i filmami innych wielkich reżyserów wyrosłych w tradycji katolickiej czyli Bunuela i Felliniego.Dorosłego Almodovara gra A.Banderas.Widzimy go zmagającego się z licznymi schorzeniami somatycznymi,z depresją, uzależnieniem do heroiny i z niemocą twórczą.Wzruszające są rozmowy z matką o wzajemnych relacjach pod koniec jej życia.Jest też sporo humoru i obserwacji obyczajowych.Na uznanie zasługują kreacje aktorskie Banderasa i Cruz.W sumie to taki inny Almodovar.Wyciszony,pogodzony z życiem,akceptujący siebie.Może to po prostu dojrzałość ?

  • Like 1
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 17.08.2019 o 22:26, dzarro napisał:

Co do filmu to przez dłuższy czas miałem mieszane uczucia, jednak Q kupił mnie finałem, który wg mnie podnosi ten film do rangi jednego z jego najlepszych filmów - na pewno od czasu Kill Billa. W szczegóły nie będę wchodził bo spoilery mogą zepsuć przyjemność oglądania.

Z okazji premiery najnowszego filmu Tarantino, lecę od zeszłego tygodnia całą jego filmografię, teraz jestem przy Pulp Fiction, akurat znalazłem wersję z Knapikiem jako lektorem, to ten co "robił z dupy jesień średniowiecza"😄 Aha, zanim mnie zlinczujecie za lektora, oglądam tak tylko dlatego że moja matka również chce się zapoznać z twórczością tego reżysera, co nawiasem mnie mocno zdziwiło, bo ona bardzo nie lubi przesadnej brutalności w scenach, a z tego przecież słynie Tarantino. Wywiad odkrył że powodem są kapitalne dialogi w jego filmach, co w sumie nie dziwi, filmy Tarantino stoją dialogami 😄 

Co do "Pewnego razu w Hollywood", uwaga, całkowicie strzelam, widziałem tylko jakiś zwiastun czy trailer i to dawno więc większość zapomniałem, ale znając Tarantino pewnie Mansona załatwi kopniakami Bruce Lee, albo rozwali z magnum Clint Eastwood ratując wszystkich 😄 (jeśli trafiłem to i tak proszę nie potwierdzać by nie spoilować 😄).

Edited by Micke 13

I love the sound of crashing guitars

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wreszcie na nasze ekrany wszedł zdobywca tegorocznej złotej palmy z Cannes,koreański film "Parasite" Joon-ho Bonga.Film ten dosłownie zdmuchnął sprzed nosa nagrodę Almodovarowi.I oglądając oba obrazy powiem,że słusznie.

Akcja rozgrywa się we współczesnej Korei Płd.Główni bohaterowie to czteroosobowa rodzina miejskiej biedoty zamieszkująca nędzną piwnicę.To absolutny margines społeczny,ludzie bez pracy i bez perspektyw.Po prostu wegetują.Za sprawą zrządzenia losu syn dostaje pracę u bogatej rodziny jako nauczyciel angielskiego.Ma nauczać nastoletnią córkę.Problem polega na tym,że opiera się to na oszustwie bowiem podaje się on za studenta.Stopniowo zdobywa zaufanie gospodarzy i dzięki sprytowi stopniowo pozbywa się z domu bogaczy służby a na ich miejsce wciąga członków swojej rodziny.Ci biedacy wykorzystując swą wrodzoną inteligencję,spryt oraz naiwność pracodawców obsiadają ich niczym tytułowe pasożyty.Stopniowo akcja się zagęszcza,komplikuje.Reżyser zwodzi nas,zastawia pułapki,wpuszcza w maliny.Początkowo film ma charakter komedii społecznej,z czasem staje się czarną komedią by przejść w thriller.

Dzięki świetnemu scenariuszowi cechującemu się żelazną logiką wszystkie wątki idealnie zazębiają się i prowadzą do finału.Finału,który jest jednym wielkim oskarżeniem nierówności społecznych.Nierówności prowadzących do upodlenia jednych a degeneracji innych.To przesłanie bardzo uniwersalne.Aktualne wszędzie.Ale podobno film ma też odniesienia miejscowe,koreańskie.Nawiązuje do kryzysu gospodarczego i społecznego Korei w latach 80.

Trzeba też zaznaczyć,że dzięki błyskotliwej reżyserii i mistrzowskiemu posługiwaniu się gatunkami obraz ogląda się bardzo dobrze.

 

W sumie świetny film !

Edited by wojciech iwaszczukiewicz
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Parasite złym filmem nie jest ale tej ekstazy na jego temat nie rozumiem. Przede wszystkim to dzieło dość wtórne. Bardzo podobne motywy można znaleźć choćby w Underground czy Borgmanie a nawet naszym Hardkor Disko. I, szczerze mówiąc, wszystkie te filmy są lepsze od Parasite. Warstwa znaczeniowa jest prosta by nie rzec prostacka. Wiadomo, bogacze to idioci i pasożyty a biedacy są w stanie zabić, żeby polepszyć swój los ale ponieważ są ofiarami walki klas to zasługują na współczucie w takim samym stopniu jak bogacze zasługują na śmierć. Bardzo podobną strukturę znaczeniową(tyle, że w ujęciu horyzontalnym a nie wertykalnym) miał Snowpiecer, z tą różnicą, że w tamten film był chyba adaptacją komiksu więc komiksowe uproszczenia świetnie do niego pasowały.


Wysłane z mojego LG-H870 przy użyciu Tapatalka

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niczego takiego w tym filmie nie ma.Przede wszystkim pokazuje on sytuację w której obie rodziny mieszkające niedaleko od siebie są dla siebie jak mieszkańcy dwóch różnych planet.Nic o sobie nie wiedzą i kompletnie nie rozumieją się.Nie ma tu schematyzmu bo jedni i drudzy pokazani są w całej złożoności.To nie tak,że bogaci są źli a biedni głupi i wściekli.Bogata rodzina to ludzie sympatyczni,dobrze traktujący swoich pracowników.Są jedynie zagubieni w zdobywaniu kolejnych gadżetów.Pragną zapełnić pustkę swego wielkiego domu.Biedna rodzina nie jest ani do końca dobra ani zła.Pragną utrzymać się na powierzchni ale konkurentów widzą wśród innych biednych i chcą zająć ich miejsce.Nie widać u nich nastrojów rewolucyjnych.To analiza współczesnej sytuacji społecznej polegającej na postępującej polaryzacji bogactwa.Na zanikaniu klasy średniej i małych rodzinnych firm.A film jest przypowieścią posługującą się językiem metafory,groteski czy satyry.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Niczego takiego w tym filmie nie ma.Przede wszystkim pokazuje on sytuację w której obie rodziny mieszkające niedaleko od siebie są dla siebie jak mieszkańcy dwóch różnych planet.Nic o sobie nie wiedzą i kompletnie nie rozumieją się.Nie ma tu schematyzmu bo jedni i drudzy pokazani są w całej złożoności.To nie tak,że bogaci są źli a biedni głupi i wściekli.Bogata rodzina to ludzie sympatyczni,dobrze traktujący swoich pracowników.Są jedynie zagubieni w zdobywaniu kolejnych gadżetów.Pragną zapełnić pustkę swego wielkiego domu.Biedna rodzina nie jest ani do końca dobra ani zła.Pragną utrzymać się na powierzchni ale konkurentów widzą wśród innych biednych i chcą zająć ich miejsce.Nie widać u nich nastrojów rewolucyjnych.To analiza współczesnej sytuacji społecznej polegającej na postępującej polaryzacji bogactwa.Na zanikaniu klasy średniej i małych rodzinnych firm.A film jest przypowieścią posługującą się językiem metafory,groteski czy satyry.

Tego rodzaju rewelacje to można sobie poczytać w dowolnej gazecie czy innym periodyku. Zresztą odróżniał bym frustrację klasy średniej od rzeczywistych nierówności społecznych. Np. moja babcia pochodziła z drobnomieszczańskiej rodziny i przed I wojną miała służbę. Nie muszę dodawać że pewnie z 90% ówczesnej populacji mogło w najlepszym wypadku liczyć na takie "posady" a względny dobrobyt drobnomieszczaństwa raczej tę nierówność pogłębiał. Podejrzewam, że w Korei - eufemistycznie rzecz ujmując - nie było lepiej.

Problem z tym filmem jest taki, że on tak na prawdę polepsza samopoczucie i - wszyscy są zadowoleni, że zrozumieli "kino artystyczne" i "złożoną naturę współczesnych przemian społecznych". A tak naprawdę dowiedzieli się o tym co już dawno wiedzieli.

 

Wysłane z mojego LG-H870 przy użyciu Tapatalka

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, wojciech iwaszczukiewicz napisał:

A czego nowego dowiedziałeś się z historii Romea i Julii ? 

Przykład trochę nieadekwatny bo przy naszej recepcji dzieł ze światowego kanonu trudno już często rozróżnić co jest naszą interpretacją, a co jest kompleksem rozmaitych interpretacji, które temu dziełu nadawały kolejne pokolenia i które, czasem nawet nieświadomie, wchłonęliśmy jeszcze przed właściwym kontaktem z dziełem.

Ale jeżeli np. porównam Parasite z zeszłorocznym laureatem Palmy (Złodziejaszki) to powierzchowność tego pierwszego staje się wyraźna. Złodziejaszki są filmem bardzo różnym w formie, nastroju i temperaturze emocjonalnej ale mającym z Parasite pewne powinowactwa – choćby ze względu na zbliżony(przynajmniej z europejskiej perspektywy) krąg kulturowy oraz koncentrację autorów na osobach żyjących na ekonomicznym marginesie rzeczywistości, w warunkach urągających „cywilizacyjnym standardom”. Oczywiście, kwestia lokum to w Złodziejaszkach jeden z centralnych motywów, a w Parasite ledwie naszkicowana metafora i to wg mnie nie biedy jako takiej, co raczej niespełnionych aspiracji klasy średniej. Dlatego główną oznaką „biedy” jest brak dostępu do Wi-Fi a bohaterowie, w przeciwieństwie do swoich japońskich „odpowiedników”, nie wykazują wcale cech osób z tzw. środowisk defaworyzowanych – np. młodzi są całkiem dobrze wykształceni. Oczywiście fakt, że niegłupi ludzie w średnim, czy młodym wieku nie mają perspektyw i muszą wysługiwać się bogaczom za grosze nie jest błahostką ale jest to nieporównywalne do sytuacji, w której egzystują postaci z filmu japońskiego.

To co uderza w „Złodziejaszkach” i co – mimo innych wad tego filmu – można uznać za oryginalne, to sama metafora „kradzieży” jako piętna wykluczenia, które niczym skaza genetyczna determinuje życie bohaterów. Oni nie tylko podkradają produkty w marketach, żeby nieco podnieść standard swojego życia, ale kradną też tożsamości, relacje międzyludzkie, nawet rodzina, którą tworzą jest niemal w całości „ukradziona”.  Zarazem w swoim przywłaszczonym świecie są bardziej ludzcy niż „uczciwi obywatele” w świecie, który niby legalnie opłacają. O ile sama konkluzja Złodziejaszków tez nie jest nowa, to sposób w jaki została pokazana – już tak. W tym filmie w ogóle nie ma mowy o mitycznych „bogaczach”, nie wyłażą też resentymenty lewicowych, nierzadko świetnie życiowo ustawionych intelektualistów, a mimo to oskarżenie współczesnych realiów społecznych jest moim zdaniem nieporównanie silniejsze niż w Parasite.

Edited by dzarro

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oba filmy są bardzo dobre i podobne ze względu na pochodzenie głównych bohaterów.I w obu nie ma tego co zarzucasz Parasite. Nie ma " lewicowych resentymentów ....".Nie ma tam schematyzmu.Bogacze nie są z gruntu źli a biedacy nie są automatycznie szlachetni.Nie ma tu buntu,rewolty czy wściekłości.Może to z powodu korzeni konfucjańskich obu społeczeństw.Są ludzie żyjący niby obok siebie a jakby na innej planecie.Zderzenie ich ze sobą wywołuje sytuacje dramatyczne,tragiczne ale i komiczne.I filmy to pokazują.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 18.08.2019 o 10:10, wojciech iwaszczukiewicz napisał:

Nie jestem wielkim adoratorem twórczości Tarantino.Te filmy to tylko pastisz i niekończące  się cytaty z historii kina.To artysta wtórny i nieoryginalny.

Trochę popłynąłeś, tym bardziej że wcześniej użyłeś zwrotu "kino Tarantino". Artysta "wtórny i nieoryginalny" nie dorobiłby się takiego zwrotu, nie dorobiłby się przymiotnika "tarantinowski", dość czytelnego dla każdego oglądacza filmów. 

A skoro mówimy o Parasite, to na ulotce jest  taki wpis:

Absolutny wizjoner! Nikt inny nie kręci tak dobrych filmów rozrywkowych jak on - mówi o reżyserze „Parasite” Quentin Tarantino, jeden z jego największych fanów. - https://gutekfilm.pl/film/parasite-joon-ho/

Więc o czym ta dyskusja, jakie "kino artystyczne"? Zresztą od pewnego momentu ten film robi się "tarantinowski". 😉

  • Like 2

Elementarna empatia: nie mów drugiemu, że urządzenie, które ma dopiero tydzień, jest kiepskie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
A co to znaczy kino tarantinowskie?
Ogólnie znane określenie. Przymiotnik jest zresztą stosowany również w innych sztukach - np. literaturze, teatrze. Np. Tarantino był uważany za głównego patrona twórczości Martina McDonagha w czasach kiedy ten nie kręcił jeszcze filmów.

A przy okazji. Zobaczyłem dziś niekomercyjne kino artystyczne spod ręki Xawerego Żuławskiego, pod tytułem Mowa ptaków. Powiem jedno. Parasite to jednak świetne kino. ;-)

Wysłane z mojego LG-H870 przy użyciu Tapatalka

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jestem po seansie Jokera. Rzeczywiście wszystko wskazuje na to, że będzie to najlepszy film roku. Dawno nie widziałem dzieła, które by było tak doskonale oddawało ciemną energię, która buzuje pod naskórkiem rzeczywistości. Finał jest może ździebko zbyt dosadny ale niech tam. Kreacja Phoenixa tworzy własną kategorię, do której nikt inny nie ma wstępu.

Wysłane z mojego LG-H870 przy użyciu Tapatalka

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla mnie jest to najlepszy film roku i tak, jak napisałeś - kreacja Phoenixa to jakiś kosmos. Aktualnie chyba nie ma żadnego żyjącego aktora, który z tą rolą poradziłby sobie lepiej.

Edited by d-t-x

"Pogardzam wszystkimi i mam wstręt taki do hołoty umysłowej, że rzygam."          Stanisław Ignacy Witkiewicz – Listy do żony (1928-1931)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przyłączam się do komplementów dotyczących Jokera.Dla mnie to jedno wielkie zaskoczenie.Nie jestem wielbicielem kina wysokobudżetowego made in Hollywood.Zaskoczenie to wynika z faktu,że dotychczasowe filmy oparte na komiksach z Batmanem i Jokerem to były typowe bajki dla wyrośniętych dzieci amerykańskich.Tym razem mamy dramat psychologiczny z przejmującym obrazem cywilizacji w stadium destrukcji.Gotham City to Nowy Jork z wczesnych lat 80.To ponury obraz metropolii pogrążonej  w kryzysie ,w rewolcie społecznej .Ulice pokrywają sterty niewywożonych śmieci a media donoszą o pojawieniu się stad szczurów mutantów.Krajem wstrząsają strajki ,szerzy się przestępczość.Główny bohater to psychopata na pograniczu wybuchu.Żyje samotnie opiekując się zniedołężniałą matką.Zarabia dorywczo występując jako klaun.Ciągle spotyka się z odrzuceniem,szyderstwem,pogardą i upokorzeniem.W związku z tym o dziwo Joker wzbudza nasze współczucie i nawet sympatię.Nawet wtedy gdy dochodzi do wybuchu agresji.To studium popadania w obłęd i powstawania zła.W tym momencie należy wyróżnić rolę Phoenixa .To rola wybitna i rzeczywiście wydaje się,że zasługująca na Oskara.Również należy się wyróżnienie za robotę dla reżysera.To znakomicie wyreżyserowany obraz.Mistrzowsko ukazany przejmujący portret upadku cywilizacji.Genialnie odtworzone realia miasta z lat 80 ukazane w konwencji kina noir.Ponurej metropolii w której zmaga się z rzeczywistością Joker ,outsider i buntownik.Są tu aluzje i nawiązania do historii kina.Do "Taksówkarza" i Chaplina ( fragmenty filmu ). Atmosferę grozy podkreśla ścieżka dźwiękowa a kontrapunktem są piosenki .Dla mnie atutem filmu jest jego współczesność czyli brak gadżetów SF,które mnie irytują.Czyli reasumując to znakomity obraz posługujący się technikami kina gatunkowego aby ukazać problemy współczesnego świata.

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 godzin temu, wojciech iwaszczukiewicz napisał:

Przyłączam się do komplementów dotyczących Jokera

Czyżby powrót do dobrego amerykańskiego kina bez wiecznych fajerwerków i pogoni? Z czasem na refleksję i zadumę?

Kurcze, to chyba będę musiał się przejść do kina. (jak ja nie cierpię ciamkających ludzi i smrodu przypalonej kukurydzy 😉


Sukces oznacza robienie zwykłych rzeczy – niezwykle dobrze

Share this post


Link to post
Share on other sites

A teraz coś bardziej skromnego.Turecki obraz E.Alpera "Opowieść o trzech siostrach".Akcja toczy się w zagubionej w anatolijskich górach wiosce w której to samotny ojciec mieszka w swym domu z córkami, tytułowymi trzema siostrami.Zmagając się z biedą aby poprawić ich los co rusz wysyła je do pobliskiego miasteczka do pracy.A ta praca to wychowywanie dzieci w zamożniejszych rodzinach.Niestety z różnych powodów córki są odsyłane z powrotem do wsi co skazuje je na wegetację.Ta praca niani to dla córek jedyna szansa na wyrwanie się z biedy.Stąd nasuwają się niechybnie analogie z trzema siostrami Czechowa,których jedynym marzeniem był wyjazd do Moskwy ( tyle,że nie z powodów ekonomicznych).Film składa się z niespiesznych sekwencji rozmów i mikroobserwacji tej społeczności przy czym daje się zauważyć ,że kobiety i mężczyźni mówią zupełnie innymi językami i brak jest miedzy nimi porozumienia.Film jest pięknie sfotografowany a widoki zachwycające.Skromny,kameralny film,może nie odkrywczy ale wart zobaczenia.Lubię tureckie filmy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dawno nie było  ciekawego filmu z Rosji.To proponuję film Kantemira Balagowa "Wysoka dziewczyna ".To rosyjski kandydat do nominacji w przyszłorocznych Oskarach.Tytuł w dosłownym tłumaczeniu oznacza tyczkę czyli w tym konkretnym przypadku jedną z głównych bohaterek Ilję cechującą się znacznym wzrostem.Tak więc mamy pierwszą jesień po wojnie w zrujnowanym Leningradzie.Główne bohaterki to wspomniana Ilja oraz Masza.To tzw. żołnierki czyli dziewczyny,które w szeregach Armii Czerwonej przeszły szlak bojowy.Po zakończeniu wojny zdemobilizowane wracają do Leningradu.Tu próbują ułożyć sobie nowe,pokojowe życie.Film rozgrywa się na kilku poziomach.Pierwszy to realia życia w tym  mieście w 1945r.Widzimy ponure,zrujnowane miasto po którym poruszają się w nim wynędzniali,wygłodzeni ludzie poszukujący żywności i jakiejś pracy.Obydwie dziewczyny pracują w wojskowym szpitalu gdzie ranni żołnierze dochodzą do zdrowia.Tam spotykają się z dramatycznymi sytuacjami a nawet z przykładami eutanazji.To nie jest sztampowy oficjalny obraz heroizmu ludzi w ZSRR.Ilja do czasu powrotu z frontu Maszy opiekuje się jej synkiem Paszką ,który umiera w dramatycznych okolicznościach z winy swej opiekunki.Bowiem Ilja od czasu do czasu popada w rodzaj stuporu ( padaczka ?).W ramach zadośćuczynienia Ilja decyduje się na rolę surogatki dla Maszy.Z czasem dziewczyny odkrywają ( zwłaszcza Masza ) swą kobiecość .Nawiązują kontakty z mężczyznami.I tu dochodzimy do najciekawszego wątku filmu.Do wzajemnych relacji między kobietami.Bowiem rozczarowują się one związkami z napotkanymi mężczyznami i pojawia się wzajemna fascynacja z erotyczną również.Czyli jakby Życie Adeli w realiach Rosji stalinowskiej.Obie dziewczyny decydują się na wspólne życie .Film operuje ascetycznymi obrazami i dialogami.To obraz wojny i jej skutków widziany oczami kobiet.Film oparty został na książce "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" .Obraz to niełatwy,wymagający wysiłku od widza .Ale było warto.

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.