Jump to content
IGNORED

Niekomercyjne kino artystyczne.


wojciech iwaszczukiewicz
 Share

Recommended Posts

Jeszcze remanenty sprzed obostrzeń . Czesko słowacki obraz z 2020r. " Słudzy " . Rzecz rozgrywa się w 1980r. a więc niedługo po stłamszeniu tzw. " praskiej wiosny ". Do seminarium duchownego przybywają na naukę dwaj młodzi chłopcy skierowani przez wiejskiego proboszcza .Jak to w tym wieku są naiwni , pełni młodzieńczego zapału i idealistycznego podejścia do życia i wiary .W seminarium spotykają się z wykładowcami i kapłanami jednocześnie ,którzy z czasem ten zapał młodzieńczy skutecznie likwidują . Są oni skorumpowani przez drętwą doktrynę , machinę organizacyjną KK ale i przez państwo komunistyczne ,które ich szantażuje . Chłopcy są jakby w klinczu z oboma totalitaryzmami , kościelnym i komunistycznym .Film opowiada historię językiem niezwykle ascetycznym ,wolną narracją i urzekającymi czarno białymi zdjęciami a la Ida .A zza kadru towarzyszy nam ścieżka dźwiękowa wykorzystująca tzw. muzykę konkretną .Czyli szmery ,zgrzyty czy piski .To podkreśla atmosferę filmu w konwencji noir. Sceny rozgrywają się najczęściej nocą , w ciemnych ,ponurych ,podejrzanych pomieszczeniach .To wszystko stwarza nastrój beznadziei , zagrożenia czy niepokoju .Niemniej film jakoś mnie nie poruszył , nie wstrząsnął .Może to wszystko już znamy ?

Link to comment
Share on other sites

" Sound of Metal " to debiut w roli reżysera Dariusa Mardera . Główny bohater Ruben ( Riz Ahmed ) jest perkusistą metalowym grającym w duecie z partnerką Lu . Starym camperem objeżdżają prowincjonalne kluby dając energetyczne ,zwariowane koncerty .W pewnym momencie Ruben zauważa ,że traci słuch .To wywraca do góry nogami jego dotychczasowe życie i plany na przyszłość .Początkowo próbuje ten fakt ukrywać a gdy to już się nie udaje wywołuje bunt.Za sprawą Lu trafia do ośrodka terapeutycznego dla głuchych gdzie Ruben uczy się żyć w świecie ciszy . Pomaga mu w tym ( jak i w walce z uzależnieniami ) weteran , również głuchy .Uczy go jak inaczej żyć , odczuwać dźwięki całym ciałem .I to jest najciekawsza sekwencja filmu bo pokazuje ten świat głuchych czy niedosłyszących jak chyba nigdy dotąd w filmie . Robi to przy pomocy genialnej ścieżki dźwiękowej ,która ukazuje nam jak to " słychać ' a właściwie nie " słychać " z tamtej strony .Ruben stara się walczyć z kalectwem do końca ,nie poddając się . Jednocześnie oprócz tego ,że traci zawód czy pasję życiową to jego dziewczyna Lu odchodzi .Odchodzi może nie tyle z powodu tego kalectwa ale z różnic mentalnych czy kulturowych ( jest Francuzką ze środowiska artystowskiego ) .Mimo tych ciosów Ruben nie załamuje się , podnosi się i być może zacznie nowe ,inne życie . Na szczęście film broni się przed schematyzmem czy sentymentalizmem przez to ,że nie jest tylko o muzyku rockowym czy kalectwie . Jest o człowieku walczącym z przeciwnościami losu .Tę wiarygodność zapewnia znakomita rola Riza Ahmeda ( Złoty Glob ) jako Rubena oraz wspomniana wcześniej niesamowita ścieżka dźwiękowa .

Link to comment
Share on other sites

No i coś z dokumentu . Znakomity film "Helmut Newton. Piękny i bestia " opowiadający o życiu i twórczości słynnego fotografa kobiet i kobiecej mody . Poprzez wypowiedzi modelek ,aktorek , projektantów mody czy artystów jak i samego Newtona możemy podziwiać panoramę sztuki lat 50 - 80 . Niemniej ciekawe było samo życie Newtona w tych czasach .

Link to comment
Share on other sites

  • 2 months later...

Uf , wreszcie kina otwarte i można oglądać zaległości z zeszłego roku . " Nomadland " zaliczyłem wczoraj a dzisiaj " Na rauszu ". Ale po kolei . " Nomadland " zwycięzca ostatnich Oskarów to film powstały na podstawie książki pod tym samym tytułem ( ukazała się i u nas ) . To reportaż o nowym zjawisku socjologiczno - ekonomicznym w USA powstałym po kryzysie 2008r. Polega on na tym ,że wielu Amerykanów w wieku starszym ze względu na trudności finansowe sprzedaje swoje domy , przenosi się do samochodów vanów i podróżuje po stanach podejmując się od czasu do czasu prace dorywcze . To jeden z wielu symptomów kryzysu społeczeństwa amerykańskiego wynikającego z pułapki zadłużeniowej . Ludzie ci wybierają życie tytułowych nomadów głównie z powodów ekonomicznych ale także z wyboru ideowego , wolnościowego .Jako formę ucieczki od życia korporacyjnego , od wyścigu szczurów, od rodzin i społeczeństwa . I taka jest główna bohaterka filmu Fern ( w wieku 60 plus ) grana przez Frances Mc Dormand .Jak dowiadujemy się z filmu przeszła tragedię rodzinną powodującą całkowite załamanie jej dotychczasowego życia oraz ruinę finansową .Porzuca miejsce zamieszkania , pracę ( symboliczny Amazon )  i wyrusza rozklekotanym vanem przez stany .Zatrzymuje się w różnych miejscach gdzie wegetują jej podobni nomadzi . Spotyka różnych dziwnych ludzi ,którzy odrzucili cywilizację , rodziny , wygodne życie . W trakcie tej wędrówki Fern może podziwiać niesamowite krajobrazy przyrody amerykańskiej .Ten kontakt z przyrodą stanowi odtrutkę na problemy współczesnej cywilizacji . Nie do końca rozumiemy motywacje bohaterki ale możemy domyślać się ,że jest to też forma poszukiwania wolności ( mocna rozmowa Fern z siostrą ). Film jest zrobiony skromnymi ,kameralnymi środkami .Nawiązuje do bogatej tradycji literatury i filmu amerykańskiego a mianowicie do kina drogi . A to sportretowane społeczeństwo nomadów nasunęło mi z kolei porównanie z hipisami lat 60 . Reżyserce Chloe Zhao udało się uniknąć nadmiernej publicystyki i poprawności politycznej . A rola Mc Dormand należy do wyróżniających się . Piękny i mądry film .

Link to comment
Share on other sites

Kolejny film po przerwie czyli duńskie obraz " Na rauszu " . A więc problemy alkoholowe w społeczności skandynawskiej czyli bardzo restrykcyjnej jeśli chodzi o ten nałóg .Główny bohater grany przez Madsa Mikkelsena jest nauczycielem historii w liceum . Ma problemy psychologiczne ,które uświadamiają mu uczniowie .Jest nieśmiały , ma problemy z komunikacją z innymi ludźmi , z żoną .Jego lekcje są nudne tak jak i on sam. Wraz z trzema innymi kolegami nauczycielami  postanawiają przeprowadzić na sobie eksperyment .Doświadczenie polegające na zbadaniu wpływu wzrastających dawek alkoholu na swe zachowania , reakcje ,kontakty z ludźmi itp. Jak nie trudno się domyślić na początku okazuje się ,że bohaterowie eksperymentu pod wpływem niewielkich dawek alkoholu są bardziej pewni siebie , bardziej elokwentni , ciekawsi , atrakcyjniejsi towarzysko . Początkowo film opowiedziany jest w konwencji komediowej , jest fajnie , wesoło i luzacko .Jak po alkoholu .Jednak z czasem tonacja się zmienia, jest mniej zabawowo. Pojawiają się problemy w kontaktach z innymi ludźmi ,  problemy rodzinne i społeczne . Co prowadzi do tragedii i zatracenia się głównych bohaterów .Można by odnieść wrażenie ,że przesłaniem filmu jest banalna teza ,że jednak alkohol szkodzi .Że nie rozwiązuje żadnych problemów natomiast generuje kolejne .Na szczęście nie jest tak do końca .Finałowy taniec głównego bohatera i sms od żony to światełko w tunelu dające nadzieję . Oraz wyzwolenie się z własnych ograniczeń .Z gorsetu zachowań i sztywniactwa. Dodatkowo podkreśla to wielka rola Madsa ,który całkowicie zdominował film i dodał mu wiarygodności .

Link to comment
Share on other sites

Posted (edited)

No i wreszcie kolejny film zaliczony . " Ojciec " to obraz nakręcony wg. sztuki teatralnej a dotykający problematyki bardzo trudnej bo choroby a konkretnie demencji starczej .Główny bohater grany przez Anthony Hopkinsa ( też Anthony i też 84 lata ) zmaga się z tym problemem .Mieszka w londyńskim mieszkaniu z córką Anną ( Olivia Colman ) ,która się nim opiekuje. Jak się orientujemy od pierwszych scen filmu  Anthony cierpi na demencję .Żyje w swoim świecie w którym mieszają się postacie , wydarzenia ,czasy . I to pomimo tego ,że akcja rozgrywa się w jednym mieszkaniu zachowując klasyczną jedność miejsca , akcji i czasu .I to udało się pokazać genialnie . Świat zewnętrzny widzimy jakby oczami Anthony'ego .Z czasem nam też mylą się osoby , wydarzenia i czasy .Gubimy się podobnie jak główny bohater przez co wymowa filmu nabiera niesamowitej mocy .Niemalże jak thriller ! Olbrzymia w tym zasługa niewiarygodnej roli Hopkinsa .Jest on na zmianę zaszczutym ,bezbronnym starcem ,to znów zabawnym staruszkiem , agresywnym i groźnym staruchem. Aktor  ukazuje grozę i tragizm tej postaci ,która na skutek utraty pamięci traci tożsamość ,godność i osobowość .To absolutnie przejmująca rola ,która wciska w fotel . Niewiele mu ustępuje Coleman grająca córkę ,która poświęca swoje życie , swoje szczęście osobiste dla ojca . Ogólne wrażenie potęguje muzyka ( Einaudi ) oraz towarzysząca niektórym scenom aria z nieznanej mi opery francuskiej .Film absolutnie poruszający , wzruszający i genialnie zagrany .Co ciekawe na widowni sporo ludzi ( jak na obecne czasy ) i to ludzi młodych ! Po reakcjach bardzo wzruszonych . To się nie zdarza za często .

Edited by wojciech iwaszczukiewicz
Link to comment
Share on other sites

  • 2 months later...

Po okresie posuchy pojawiają się nowe , ciekawe filmy.Tym razem rumuńsko- niemiecko - francuski obraz " La Gomera ". Tytułem wstępu należy się wyjaśnienie  czemu Gomera  ?To jedna z wysp Kanaryjskich ale specyficzna . Jej wyjątkowość polega na tym ,że leży najbardziej na zachód i ,że występuje na niej unikalny język gwizdowy .Wyspa poprzecinana jest licznymi wąwozami , stromymi wzgórzami ,które powodują trudności w komunikacji ludności  . W związku z czym wykształciła ona oryginalny sposób porozumiewania się na odległość .Język gwizdowy właśnie .Piszę o tym bo po pierwsze byłem tam a po drugie ( i ważniejsze ) język ten odgrywa ważną rolę w intrydze kryminalnej filmu .Bo to film kryminalny utrzymany w konwencji filmu gangsterskiego , filmu noir . Ale nie należy tego obrazu traktować zbyt poważnie bo jest to pastisz ,wariacja na temat filmu gangsterskiego z wszystkimi atrybutami tego gatunku .Mamy gang narkotykowy ,krwawe porachunki ,skorumpowaną policję ,romans , wszechmocne kobiety a nawet piękną i uwodzicielską femme fatale .Akcja rozgrywa się w Bukareszcie i na Gomerze .Główny bohater o twarzy zmęczonego urzędnika bankowego  to skorumpowany policjant ,którego gangsterzy wysyłają na Gomerę celem nauczenia się wspomnianego języka gwizdowego aby używać go u siebie .Tam poznaje on piękną dziewczynę o znaczącym imieniu Gilda .Razem wpadają w tarapaty bo znajdują się pomiędzy gangiem a policją ( szefowa głównego bohatera organizuje intrygę ) . Wszystko kończy się w przepięknym ogrodzie w Singapurze ( też byłem ) w takt muzyki wiedeńskich walców .A więc kino gatunkowe ale z przymrużeniem oka .Jest tu mnóstwo odniesień do klasyki kina ( Hitchcock ) , czarny amerykański kryminał . A reżyserowi udało się stworzyć z tego całkiem zgrabny film.

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

A teraz zaskoczenie ( dla mnie również ) bo będzie komedia romantyczna . I to francuska ! " Weselny toast " to kwintesencja francuskich komedii . Jest lekko , zabawnie , sentymentalnie ale na końcu i nie głupio. Główny bohater ma wygłosić tytułowy toast na ślubie swojej siostry .U mnie od razu przypomniały mi się kapitalne toasty z " Czterech wesel i pogrzebu " .Ale to był film very british i takie też one były .Problem bohatera polega na tym ,że dopiero co rzuciła go dziewczyna i nie ma on ochoty na wygłaszanie żadnych spiczy .Tym bardziej ,że jest nieśmiały i zakompleksiony . Robi więc wszystko aby to tego nie doprowadzić .Osią filmu są jego intrygi , oczywiście nieudolne. Drugim motywem jest portret przeciętnej francuskiej rodziny z jej słabostkami i przywarami .A na końcu okazuje się ,że jest też morał . Warto rozmawiać , a nie tylko mówić , starać się zrozumieć drugą osobę i wyrażać jasno swoje oczekiwania od bliźnich .Tylko tyle czy aż tyle ?

Link to comment
Share on other sites

32 minuty temu, wojciech iwaszczukiewicz napisał:

A teraz zaskoczenie ( dla mnie również ) bo będzie komedia romantyczna . I to francuska ! " Weselny toast " to kwintesencja francuskich komedii . Jest lekko , zabawnie , sentymentalnie ale na końcu i nie głupio. Główny bohater ma wygłosić tytułowy toast na ślubie swojej siostry .U mnie od razu przypomniały mi się kapitalne toasty z " Czterech wesel i pogrzebu " .Ale to był film very british i takie też one były .Problem bohatera polega na tym ,że dopiero co rzuciła go dziewczyna i nie ma on ochoty na wygłaszanie żadnych spiczy .Tym bardziej ,że jest nieśmiały i zakompleksiony . Robi więc wszystko aby to tego nie doprowadzić .Osią filmu są jego intrygi , oczywiście nieudolne. Drugim motywem jest portret przeciętnej francuskiej rodziny z jej słabostkami i przywarami .A na końcu okazuje się ,że jest też morał . Warto rozmawiać , a nie tylko mówić , starać się zrozumieć drugą osobę i wyrażać jasno swoje oczekiwania od bliźnich .Tylko tyle czy aż tyle ?

To dobrze bo niektóre komedie francuskie  a nawet całkiem sporo są zwyczajnie idiotyczne.  Głupkowaty humor który jest nieśmieszny połączony z nadekspresją mimiki i gestykulacji czyli głupie miny, nadmierna ruchliwość i gadatliwość bawiące chyba tylko Francuzów.  Bardzo specyficzne poczucie humoru. 

Edited by jello
Link to comment
Share on other sites

"Zielony Rycerz" - dość oryginalne przetworzenie średniowiecznego poeamatu opartego na pobocznym wątu legend arturiańskich. Gawen, siostrzeniec Krola Artura, sympatyczny obibok i utracjusz, podejmuje dwuznaczną grę z mitycznym Zielonym Rycerzem czego efektem jest zaciągnięty dług, który spłacić może tylko własnym życiem. Gawen udaje się w przedziwną, oniryczną podróż - żeby odnaleźć Rycerza i dopełnić swoje przeznaczenie.
Obraz raz mnie irytował, raz frapował- ale generalnie jak na mizerię pocovidową na pewno wart jest zobaczenia.

Idąc na nowy film Ciamajdalana pt. Old byłem nastawiony na najgorszą możliwą wersję Miszcza - ale pozytywnie się rozczorowałem. To jego najlepszy film od czasu Wizyty(wiec jak ktoś nie trawi tego dzieła to nie polecam). Mamy tu parodię reality show w stylu celebryci na bezludnej wyspie, seriali w stylu Lost i poetykęc"post horroru" w krzywym zwierciadle. Film jest czymś w rodzaju metafizycznej zgrywy z wspołczesnego kultu nieśmiertelności. Szkoda tylko, że w Miszczu wukorzystuje chyba wszystkie możliwe wersje zakończenia, które brał pod uwagę pisząc scenariusz - przez co finał jest dość chaotyczny.

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...
Posted (edited)

Idąc do kina na film "Annette " miałem świadomość,że to nie będzie lekki i zabawny musikal w stylu La la land. I nie pomyliłem się .To film przewrotny , oryginalny i nietypowy dla kina gatunkowego. Sama fabuła jest banalna , znana z innych produkcji komercyjnych ( np. Narodziny gwiazdy ) .To historia związku pary celebrytów gdzie on ( Adam Driver ) jest komikiem a ona ( Marion Cotillard ) divą operową .Śledzimy losy tej pary , wzloty i upadki ( dramatyczne ) na tle ich zawodowych karier.On jest gwiazdą schodzącą a ona wschodzącą , w międzyczasie pojawia się dziecko, tytułowa Annette. Na całe szczęście film nie jest banalną historyjką hollywoodzką i ważna i ciekawa jest nie tyle fabuła ale sposób jej opowiedzenia. I muzyka grupy Sparks. Film jest bardzo atrakcyjny wizualnie , a poszczególne piosenki wplecione są w akcję niemal niezauważalnie ( bez szwów co często razi ). W tym sensie obraz przypomina mi klasyczny film Formana " Hair". Również bardzo oryginalnie ukazano postać dziecka , Annette. W formie plastycznej nawiązuje do Komedii del Arte a może do Pinokia. Te wszystkie zabiegi formalne powodują,że przesłanie filmu ( koszty sławy , wychowania dziecka celebryckiego ) jest bardziej nośne  i robi większe wrażenie. Tak więc bardzo interesujący film muzyczny, mówiący wiele o współczesnej popkulturze . Ale nie dla wszystkich !

Edited by wojciech iwaszczukiewicz
Link to comment
Share on other sites

Też widziałem Annette. Już wiem skąd wzięła się seria Laleczka Chucky - krwawy chłopczyna po prostu mści się za krzywdy siostry bliźniaczki...

Zabawne, że wystarczy najbardziej tandetne - i nie bez słuszności wyszydzane - konwencje XIX-wiecznej opery ożenić z siermiężnym popem i przyprawić smętnym patosem, żeby tak wielu dało się nabrać.

W przeciwieństwie do Lala Landu, który jest grą z konwencją musicalową i różnymi konwencjami narracji filmowej, w Annette mamy musical podany saute. Owszem Carax dwoi się i troi a jest mistrzem campowych wizji, Adam Driver też robi swoje. Nie zmienia to faktu, że podstawą scenariusza jest denne libretto i indolentna muzyka przy której nawet nasz Piotr Rubik wypada jak nieślubny syn Ryśka Wagnera i Elżuni Fraser...
Do tego dochodzi krytyka show biznesu na poziomie tak renomowanych periodyków śledczych jak Miesięcznik Miś.Jak bym szukał jeszcze rodzeństwa dla Annette(sam pomysł niczegowaty - trochę w stylu Człowieka Słonia) to koniecznie zaprosiłbym do piaskownicy naszego nieodżałowanego Kulfona.

Dobrze, rzeczywiście dwuznacznie, wypada scena finałowa - ale to już tylko musztarda po połknięciu gumy balonowej z opakowaniem i paragonem.

Film może nie jest aż tak zły jak jego najgorsze fragmenty - ale jak na twórcę Divy to jednak lekka siara.



Link to comment
Share on other sites

"O nieskończoności" - kolejny film Roya Andersona. Niestety - dość wtórny do poprzedniego znakomitego "Gołąb przysiadł na gałęzi i rozmyśla o istnieniu". Niby prawie to samo - lecz "prawie" robi dużą różnice. Film - jak to u tego twórcy - składa się z szeregu luźno zes sobą powiązanych "żywych obrazów" niezwykle intensywnych wizualne ale ewidentnie zaaranżowanych, oscylujących między teatralną sztucznością a swego rodzaju hiperralizmem. Fabuły jako takiej brak - dominuje poczucie melancholii okraszonej specyficznym "szarym" humorem. Choć uwielbiam taki styl i oglądałem całość z przyjemnością to jednak nie umiałem dostrzec głębszego choćby podskórnego związku między kolejnymi scenami. Film wydaje się trochę niespójny - a mieszanie nastrojów nieco wysilone. Budzi podobne uczucia jak przeciętna płyta ulubionego artysty.



Link to comment
Share on other sites

Ja na razie czekam na ten film .Kino Andersona to specyficzne kino. Podobne miejsce w kinematografii zajmuje nasz Lech Majewski . I tu i tu to kino  "żywych obrazów " .Tylko filmy Majewskiego przynajmniej dla mnie to jednak malarstwo ,inspiracje malarstwem . A Anderson to teatr , kino - to jego inspiracje . Nie wiem jak Ty to widzisz ?

Link to comment
Share on other sites

Ja na razie czekam na ten film .Kino Andersona to specyficzne kino. Podobne miejsce w kinematografii zajmuje nasz Lech Majewski . I tu i tu to kino  "żywych obrazów " .Tylko filmy Majewskiego przynajmniej dla mnie to jednak malarstwo ,inspiracje malarstwem . A Anderson to teatr , kino - to jego inspiracje . Nie wiem jak Ty to widzisz ?
Wolę Andersona. To bardzo spójna wizja. Wizualnie - wg mnie - też. Filmy Majewskiego są bardziej przypadkowe, eklektyczne. Wojaczek był świetny.

U Andersona lubię to uniezależnienie od fabuły. Sceny niby są sztuczne ale oparte wyłącznie na "byciu". W tym.ostatnim filmie za dużo jest rodzajowości i gadających symboli. W poprzednim filmie ta pokonana armia spod Połtawy snująca się po współczesnej Szwecji robi wstrząsające wrażenie. W tym nowym.filmie jest coś podobnego z Wermachtem po Stalingradzie - ale pasuje do całości jak pięść do nosa. Wydaje mi się, że są w tym filmie parodystyczne nawołania do klasyki kina autorskiego - np. do Gości wieczerzy pańskiej Bergmana i Ofiarowania Tarkowskiego. Ale może to tylko moje powidoki.
Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...

Korzystając z urlopu przerabiam Majewskiego (wielopak 11 filmów DVD, niestety bez Zwiastowania, Tańca ze śmiercią, Onirica i Doliny bogów - te dwa ostatnie znam).

Andersona- znam, co było dostępne; armia Karola XII- znakomite nawiązanie do wierności historii lub resentymenty- pewnie i jedno i drugie; chyba każdy naród ma w swojej historii coś co go konstytuuje, wbrew retoryce. Moim zdaniem.

Dziś "Pokój saren" 

ale wcześniej "Glina" z Delonem- też ambitnie. 

"zresztą wydaje mi się również, że Kartaginy powinno nie być"

Link to comment
Share on other sites

Posted (edited)

Wreszcie udało mi się zobaczyć jeden z najgłośniejszych filmów ostatniego roku .Chodzi o "Berlin . Alexanderplatz " Burhana Qurbani . To trzygodzinna epopeja oparta na wątkach niemieckiej powieści z 1929 r. pod tym samym tytułem . Reżyser ma korzenie afgańskie a sama powieść dotyczy wydarzeń z czasów Republiki Weimarskiej . Film nie jest dosłowną adaptacją powieści a wykorzystuje raczej pewne wątki .Akcja filmu została przeniesiona do współczesnego Berlina a główny bohater to nie niemiecki bezrobotny a afrykański imigrant Francis ( Welket Bungue ) . Mieszka w blokowisku dla imigrantów na przedmieściach miasta .Pracuje na budowie metra .Jak wynika z jego deklaracji i przewijających się strzępów retrospekcji przybył do Europy w poszukiwaniu godnego życia ,uczciwej pracy , godności ludzkiej .Niestety w państwie dobrobytu i opiekuńczości spotyka się z wyzyskiem ,niesprawiedliwością i rasizmem .Doświadcza kolejnych klęsk  i upokorzeń pogrążając się w piekle podziemnego Berlina .W swoistych kręgach piekielnych Dantego wiążąc się z podziemiem narkotykowym i seksbiznesem . Poznaje psychopatycznego gangstera Reinholda ( rewelacyjny A.Schuch ) z którym wchodzi w dziwny i skomplikowany związek przyjacielsko -erotyczno- przestępczy ,który prowadzi Francisa do zatracenia . A przecież on tylko chciał uczciwie pracować , integrować się i godnie żyć ! Ale jak wiadomo dobrymi chęciami to... W tym momencie chciałbym napisać ,że ten film na szczęście nie jest tylko poprawnie politycznym obrazem neorealistycznym o wydźwięku krytyki społecznej . Dzięki wirtuozerii reżyserskiej i sposobowi prowadzenia narracji to jak napisałem na wstępie prawdziwa epopeja godna starożytnych Greków i odniesień do Biblii ( głos zza kadru komentuje przebieg zdarzeń tekstem bibilijnym ) . To oniryczna , zmysłowa , okresami nadrealistyczna przypowieść o kondycji ludzkiej w ogóle , o zmaganiu się z losem , z piekłem ,który sami sobie stwarzamy tu, na ziemi . Nielinearna , poszarpana narracja dodatkowo podkreśla przeżycia głównego bohatera ,który musi zmagać się także z przekleństwem przeszłości , z poczuciem winy .To bardzo mocny film i te trzy godziny mijają bardzo szybko. Podkreślenia wymaga także bardzo wysoka ocena kreacji aktorskich obu głównych ról ( Francisa i Reinholda ) . To oni aktorsko trzymają ten film . No i bardzo dobre zdjęcia tego podziemnego , ciemnego i dekadenckiego Berlina . Jak dla mnie film wybitny .

Edited by wojciech iwaszczukiewicz
Link to comment
Share on other sites

15 godzin temu, wojciech iwaszczukiewicz napisał:

Berlin . Alexanderplatz

Jak się to ma do serialu z 1980?

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

I gdzie zobaczyć ten z 2020?

"zresztą wydaje mi się również, że Kartaginy powinno nie być"

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.

                  wykrzyknik.png

AdBlock blocking software detected!


Our website lives up to the displayed advertisements.
The ads are thematically related to the site and are not bothersome.

Please disable the AdBlock extension or blocking software while using the site.

 

Registered users can disable this message.