Jump to content
IGNORED

Fascynacje jazzowe


Chicago
 Share

Recommended Posts

Wiadomo, można lubić Heavy Weather. Ja podchodzę do tematu trochę inaczej.

Osobiście, zgadzam się z tym wpisem:

"W połowie lat 70. na łamach czasopism jazzowych często rozprawiano na temat komercjalizacji fusion i jazz-rocka. W 1975 roku na łamach „Down Beatu” znany krytyk jazzowy Robert Palmer napisał:

„Elektryczny jazz-rock – muzyka fusion – zaczyna wykazywać oznaki wyczerpania. Zespoły wykonujące muzykę fusion przekonały się, że korzystniejsze jest łączenie dość prostych współbrzmień akordowych, gdyż w przeciwnym razie brzmienie staje się mętne i przeładowane. To oznacza rezygnację z subtelności jazzowego frazowania, wielowarstwowych struktur jazzowego rytmu i bogatego muzycznie języka harmonicznego jazzu”.

Ostatnie zdanie wręcz idealnie pasuje do „Heavy Weather”. Muzyka fusion miała różne oblicza – „artystowskie”, „plebejskie” i inne. Zawinul postanowił bratać się z masami. Komu w zespole się to nie podobało był marginalizowany, a następnie usuwany. Przeciwny komercjalizacji Miroslav Vitous został w wyjątkowo perfidny sposób wyautowany (wątek wręcz kryminalny). Weather Report był grupą niezwykle wpływową w środowisku muzyków jazzowych. „Heavy Weather” pokazał im, że warto rezygnować z artystycznych aspiracji (500 tysięcy sprzedanych kopii), bo dzięki temu, używając języka Ojca Dyrektora, można pławić się w marnościach. Nie jest to więc tylko kwestia tego, czy ktoś od Pogodynek „zżynał”. Chodzi również o filozofię podejścia do muzyki, etykę aktu twórczego. Pierwszy okres działalności Weather Report przynależy niewątpliwie do „artystowskiego” nurtu fusion. „Heavy Weather” kojarzy mi się z „korporacyjną” odmianą tego gatunku – w tym przypadku trudno abstrahować od aspektu biznesowego tego wydawnictwa. Schlebianie masom to szerszy temat. Nierzadko występuje także w świecie tzw. muzyki poważnej. Chopin jedno z tego typu swoich dziełek (marginalny przykład jego twórczości) eufemistycznie nazwał „błyskotką dla dam z salonu”. Taką „błyskotką” jest również „Heavy Weather”. Niestety w tym przypadku zespół poszedł na ilość, a nie na jakość. Warto porównać go z płytami z pierwszego okresu działalności. Wtedy, na różnych poziomach muzycznego przekazu, z całą mocą wychodzi trywializacja gatunku.

 

Edited by Adi777
Link to comment
Share on other sites

15 minut temu, Adi777 napisał:

Chociaż? Być może przyczynił się do powstania smooth jazzu.

Tak myślisz? Ciekawe spostrzeżenie...??? Nigdy nie pomyślałbym w ten sposób - jak dla mnie, twórcą smooth jazzu byli George Benson, Lee Ritenour, Ramsey Louis, Chuck Mangione, Dave Grusin... Gato Barbieri...??? Póżniej kontynuowali tę lekką formułę The Rippingtons, Spyro Gyra... w zasadzie prawie wszyscy, którzy nagrywali dla GRP w latach 80, ale i w 90-tych. Ale i wcześniej też - to się wzięło z lekkich rzeczy hard-bopowych i nie tylko. Na przykład taki Barney Kessel - gitarzysta świetny, sprawny, ale poruszał się raczej w dancingowych klimatach. Kto jeszcze? Początków szukałbym też u Horace Silvera, Lou Donaldsona... jest tego trochę. WR, to raczej melodyczny fusion, ale być może coś w tym jest, o czym prawisz...???

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Adi zaserwował ( Adi, nie jest moim celem obrażanie kogokolwiek. Sporo powiedziałem w formie żartu a część to po prostu polemika. Nie podważam Twojego gustu i prawa wyboru. To tak dla pewności) nam trochę spiskową teorię. Argumentem za odrzuceniem Jego tezy jest czas. Tak, czas ! Żadna komercha nie ostanie się 30 lat na rynku jeśli to kicha pod publikę.

Fragment recenzji Rafała Garszczyńskiego:

Co ważne, siłą całego albumu są wyśmienite kompozycje i świetne partie solowe wszystkich członków zespołu, a nie jakieś przedziwne i szybko starzejące się wydumane brzmienia elektroniczne. W związku z tym „Heavy Weather” brzmi równie przebojowo dziś, jak ponad 30 lat temu, co niekoniecznie dotyczy wszystkich produkcji tego okresu. To płyta absolutnie przymusowa, która powinna być w każdej jazzowej kolekcji. "

Link to comment
Share on other sites

Weather Report to przede wszystkim ponad czasowa grupa. Tylko ignorant tego nie wie.

Adi777. Możesz nie lubić tego czy tamtego i gówno mi do tego ale nie pisz o czym nie masz pojęcia. Nie lubisz - spoko. Milony ludzi jednak uważa inaczej.

I jeszcze jedno.
Za dużo chyba czytasz na innych forach a za mało słuchasz lub za szybko. Mam wrażenie, że Twoja wiedza opiera się tylko z forum - sorry jeśli jest inaczej to mnie popraw.

Do Marka z za oceanu.
Napisałeś gdzieś wyżej, że słuchasz płyty raz lub parę razy i odkładasz na półkę.
Nie mogę tego pojąc. Ja ulubionych płyt słucham setki razy. Wolę się "zatrzymać" niż "zaliczyć".
Tyle na szybko po tygodniowym banie.


Jeszcze słowo do Lecha.
Brawo Lechu za ostatnie Twoje wpisy. Jestem pod wrażeniem.



Link to comment
Share on other sites

5 godzin temu, Lech W napisał:

To płyta absolutnie przymusowa, która powinna być w każdej jazzowej kolekcji. "

Nie wiem czy absolutnie przymusowa i czy powinna być w każdej jazzowej kolekcji, w każdym razie ja mam wydanie na złotku z Columbia Master Sound z 1994 😁

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

3 godziny temu, piorasz napisał:

Nie mogę tego pojąc. Ja ulubionych płyt słucham setki razy. Wolę się "zatrzymać" niż "zaliczyć".
Tyle na szybko po tygodniowym banie.

Jak będziesz na moim etapie, to zrozumiesz, niemniej jednak nie będziesz, więc nie zrozumiesz. Też kiedyś słuchałem tych samych tytułów po sto razy. Teraz wystarczy, że widzę skład, repertuar i z góry mogę założyć co będzie się działo - w wielu przypadkach, to jam session wielkich, a ja trochę więcej oczekuję niż jam session, chociaż jak już pisałem i tak prawie każdy gra 'jedną i tę samą piosenkę' całe życie. Dużo rzeczy na płytach mainstreamowego jazzu i nie tylko, to rzeczy przypadkowe i okazjonalna zbieranina muzyków. Ale absolutnie się nie gniewaj i słuchaj sobie nawet tysiące razy jednej i tej samej płyty - to zapewne daje fan i poczucie, że wiesz czego słuchasz i się rozwijasz, i nie ma w tym niczego złego. Oczywiście są rzeczy, których słucham codziennie nawet przez tydzień, ale nie jest to na pewno Weather Report ani większość mainstreamowego jazzu. W zasadzie najwięcej teraz słucham siebie.

To wszystko co napisałem nie dotyczy rzeczy 'live' - chociaż też się zdarzało, że przyjechał Liebman i grał z lokalsami jam session, ale to zupełnie inna energia i inna bajka niż słuchanie 'jamowych' płyt. Ty nie masz takich możliwości, więc słuchasz płyt po sto razy jak rasowy audiofan. Ja też to kiedyś robiłem, nawet już będąc w Stanach, ale szybko zrozumiałem, że jazz jest przede wszystkim muzyką live, a tu miałem warunki, możliwości i okazje, żeby go poznać od kuchni. Audiofilskie ekstazy odtwarzania i reprodukcji już mnie nie kręcą tak jak kiedyś, chociaż poczytać lubię co w trawie piszczy. Po prostu zmieniły mi się priorytety już dość dawno. 'No offence' Przyjacielu.

P.S. Za co dostałeś bana?

 

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

8 godzin temu, Adi777 napisał:

W połowie lat 70. na łamach czasopism jazzowych często rozprawiano na temat komercjalizacji fusion i jazz-rocka. W 1975 roku na łamach „Down Beatu” znany krytyk jazzowy Robert Palmer napisał:

Obojętnie co jakiś krytyk lub pismak napisał - fusion lub jazz-rock powstały po to, żeby zdobyć większą publikę, grać w dużych miejscach i zarobić więcej kasy. Po to samo powstał smooth jazz. Cała reszta opowieści, to historie i tzw. tłumaczenie 'eksperckie'. W większości przypadków, i fusion i jazz-rock były z założenia komercyjne. Ja nie widzę nic złego w komercji, jeżeli trzyma poziom. I takim przykładem jest m.in. WR.

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

...ale i ambicje rockmanów były na tyle silne, żeby dodać pierwiastek jazzowy do swojej rockowej prostoty i postanowili grać jazz-rock, co o niczym nie przesądza - to też komercja. Zresztą Anthony Braxton jako chyba jedyny w tamtym okresie też osiągnął sukces komercyjny grając 'trudną muzykę, więc jak widać, komercja nie jest taka zła.

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Godzinę temu, Chicago napisał:

komercja nie jest taka zła.

Ja też nie widzę nic złego w komercji. Jak jest dobra, i jeśli artysta nie gra poniżej swoich możliwości, to nie jest zła. Dobra, czyli nie rezygnująca z jakichś ambicji, a nie tylko myślenie o dotarciu do jak największej grupy ludzi. Co jest komercją w jazz rocku/fusion, a co nie jest, widać doskonale na przykładzie Heavy Weather vs chociażby debiut. Nie wiem, jak niektórzy mogą tego nie widzieć i/albo nie słyszeć. Jak ktoś lubi i debiut i HW - nie widzę problemu, ale to jet inne granie, znacznie inne.

 

1 godzinę temu, Chicago napisał:

fusion lub jazz-rock powstały po to, żeby zdobyć większą publikę, grać w dużych miejscach i zarobić więcej kasy.

Nawet jeśli, to można to zrobić jak na debiucie, można jak Mahavishnu Orchestra, jak Tony Williams na Emergency! i Turn It Over, i tym podobne.

Link to comment
Share on other sites

7 godzin temu, piorasz napisał:

Możesz nie lubić tego czy tamtego i gówno mi do tego ale nie pisz o czym nie masz pojęcia. Nie lubisz - spoko. Milony ludzi jednak uważa inaczej.

Twój bełkot to bezsens. To, że miliony ludzi lubi HW nie znaczy, że ta płyta jest dobra, szczególnie w porównaniu z wcześniejszymi albumami zespołu. Ja chociaż podałem jakieś argumenty na poparcie mojej tezy, a to, że w drugiej połowie lat 70, lub w końcówce jazz rock/fusion szedł w mocno mainstreamową stronę, znacznie upraszczając brzmienie i często grając po prostu poniżej swoich możliwości to fakt. Twój argument to, "nie pisz o czym nie masz pojęcia." - w sumie, to spodziewałem się czegoś w tym stylu. Znawco.

1 godzinę temu, Chicago napisał:

Ja nie widzę nic złego w komercji, jeżeli trzyma poziom. I takim przykładem jest m.in. WR.

W moim wywodzie chodziło mi przede wszystkim o różnicę, a ta jest widoczna chyba dla każdego, może poza jakimiś fanatykami danego zespołu.

Edited by Adi777
Link to comment
Share on other sites

3 godziny temu, Chicago napisał:

Teraz wystarczy, że widzę skład, repertuar i z góry mogę założyć co będzie się działo

Unikam słuchania płyt nagranych w składach poniżej kwartetu, bo z góry zakładam, że będzie się mniej działo. Może to błąd, bo znam wiele płyt nagranych w trio, które też mi się podobają, ale generalnie wolę jak w muzyce jest "gęściej".

Link to comment
Share on other sites

13 minut temu, soundchaser napisał:

ale generalnie wolę jak w muzyce jest "gęściej".

Mam tak samo 🙂 I w jazzie i w progresie. Z drugiej strony, nie zawsze mniejsza ilość instrumentów musi oznaczać mniej gęste granie, a większa gęstsze 😉

Tak na marginesie, wczoraj w trasie Polska - Holandia słuchałem między innymi KC - Islands i Lizard. Chyba można śmiało napisać, że jest to połączenie jazzu i rocka. Jeśli te dwie płyty KC są komercyjne, to tak, taka komercja jest dobra. 

Edited by Adi777
Link to comment
Share on other sites

10 godzin temu, Lech W napisał:

„Heavy Weather” brzmi równie przebojowo dziś, jak ponad 30 lat temu,

Ja nie szukam przebojowości w jazz rocku/fusion. Tak na marginesie, ja nie uważam, że HW to jakoś strasznie słaba płyta, tylko o to, że panowie poszli w mainstream, rzekomą przebojowość, i pieniążki. Mi się to nie podoba.

7 godzin temu, piorasz napisał:

Weather Report to przede wszystkim ponad czasowa grupa.

Bardzo ważny zespół, zaliczany do głównych przedstawicieli fusion, to oczywiste. Nie napisałem nic, co świadczyłoby o niskiej wartości tej grupy w moim mniemaniu, poza późniejszymi latami i HW.

Link to comment
Share on other sites

Adi, na szczęście zaczynasz przekłuwać balon, który tak nadąłeś. Appreciate.

Kiedyś zrobiono ankietę ( zupełnie poważnie piszę, wiadomość z internetu, źródeł nie pamiętam) dotyczącą nastrojów, przekroju społecznego i parę innych rzeczy wśród słuchaczy różnych gatunków muzycznych. Podobno słuchacze jazzu mieli poczucie wyższości w stosunku do innych. Czyli się lepsi, lepiej wyedukowani.

Jeśli tak jest, to zupełnie tego nie rozumiem. Co do tego upoważnia niektórych słuchaczy jazzu ? Czy jazz trzeba jak bułkę przez bibułkę.

Dla mnie gówno prawda. Jazz nosi w sobie piękno takie że niezależnie od pozycji, wiedzy, osłuchania można to dostrzec, docenić i cieszyć się ta muzyką. 

Ogromną rację ma Marek ( jeśli ja mam prawo w ogóle Go oceniać, sorry), że jazz na żywo jest o kosmos lepszy, lepiej przyswajany od tego z nagrań. 

Sam kiedyś śmiałem się ze szwagierki ,że słucha KennyG. Mea culpa. Wstyd mi po prostu. Niech sobie słucha jak Jej to pasuje. 

Jak będę się skupiał na tym kto w co poszedł i jakie zarabia z tego pieniążki to życia mi nie starczy. Słucham jazzu niespiesznie. Nie ilość jest tu najważniejsza. Do Coltrane'a będę wracał i wracał. Do Mingusa, Milesa, Monka. To nie znaczy, że kręcę się wokół własnego ogona.

Do WR też wracam i będę wracał. A na weselu to nawet wódeczka i Zenek Martyniuk 😂 

Link to comment
Share on other sites

Godzinę temu, Lech W napisał:

Adi, na szczęście zaczynasz przekłuwać balon, który tak nadąłeś.

Oj, Panowie, Panowie. Nie zrozumieliście - chyba - tego, co napisałem. Nie twierdzę, że to - w sensie ogólnym - słaby album, bardziej mi chodzi o różnicę między nim, a wcześniejszymi albumami Weather Report. Każdy ją usłyszy, nie ma bata, i jednemu to nie będzie przeszkadzać, z kolei inny machnie na HW ręką. To wszystko.

Link to comment
Share on other sites

Teraz, Adi777 napisał:

Oj, Panowie, Panowie. Nie zrozumieliście - chyba - tego, co napisałem. Nie twierdzę, że to - w sensie ogólnym - słaby album, bardziej mi chodzi o różnicę między nim, a wcześniejszymi albumami Weather Report. Każdy ją usłyszy, nie ma bata, i jednemu to nie będzie przeszkadzać, z kolei inny machnie na HW ręką. To wszystko.

Adi, ja się o nic nie gniewam. Rozpisaliśmy protokół rozbieżności i to wszystko. Dawaj muzę. Jak się spodoba to ukłonie się nisko jak nie przymierzając koledze "jamówię", który szkoda, że zniknął. Podawał fajne typy. 

Link to comment
Share on other sites

1 minutę temu, Lech W napisał:

Adi, ja się o nic nie gniewam.

Dlaczego miałbyś się o coś gniewać, zresztą ja też? Po prostu przedstawiłem swój punkt widzenia HW.

Dawać muzę? No dobra, może coś jazz-rockowego, może nie znasz.

Dedalus - Dedalus (1973) - zespół z Włoch. Granie trochę w stylu Pogodynek, trochę też pod Mahawiśnię. Warto sprawdzić.

 

Link to comment
Share on other sites



Jak będziesz na moim etapie, to zrozumiesz, niemniej jednak nie będziesz, więc nie zrozumiesz. Też kiedyś słuchałem tych samych tytułów po sto razy. Teraz wystarczy, że widzę skład, repertuar i z góry mogę założyć co będzie się działo - w wielu przypadkach, to jam session wielkich, a ja trochę więcej oczekuję niż jam session, chociaż jak już pisałem i tak prawie każdy gra 'jedną i tę samą piosenkę' całe życie. Dużo rzeczy na płytach mainstreamowego jazzu i nie tylko, to rzeczy przypadkowe i okazjonalna zbieranina muzyków. Ale absolutnie się nie gniewaj i słuchaj sobie nawet tysiące razy jednej i tej samej płyty - to zapewne daje fan i poczucie, że wiesz czego słuchasz i się rozwijasz, i nie ma w tym niczego złego. Oczywiście są rzeczy, których słucham codziennie nawet przez tydzień, ale nie jest to na pewno Weather Report ani większość mainstreamowego jazzu. W zasadzie najwięcej teraz słucham siebie.
To wszystko co napisałem nie dotyczy rzeczy 'live' - chociaż też się zdarzało, że przyjechał Liebman i grał z lokalsami jam session, ale to zupełnie inna energia i inna bajka niż słuchanie 'jamowych' płyt. Ty nie masz takich możliwości, więc słuchasz płyt po sto razy jak rasowy audiofan. Ja też to kiedyś robiłem, nawet już będąc w Stanach, ale szybko zrozumiałem, że jazz jest przede wszystkim muzyką live, a tu miałem warunki, możliwości i okazje, żeby go poznać od kuchni. Audiofilskie ekstazy odtwarzania i reprodukcji już mnie nie kręcą tak jak kiedyś, chociaż poczytać lubię co w trawie piszczy. Po prostu zmieniły mi się priorytety już dość dawno. 'No offence' Przyjacielu.
P.S. Za co dostałeś bana?
 


Niezmiernie mnie to cieszy. Dzięki Twojemu podejściu do sprawy mamy oboje satysfakcję. Ty inną i ja inną, bowiem czytając o Twoich doświadczeniach wyciągam z nich to co najlepsze dla mnie. Oczywiście masz rację, że nigdy nie będę na Twoim etapie. Ja zupełnie inaczej podchodzę do tematu. Dziś bardzo rzadko chodzę na koncerty ale będąc młodszym, gdy dość często uczęszczałem to po koncercie obligatoryjne w domu była co najmniej kilkanaście razy wałkowana płyta z muzyką z graną na owym koncercie.
Nigdy na traktowałem muzyki jako "zaliczenie" jakiegoś etapu. Zawsze podchodziłem do słuchania w dużym skupieniu. Tak mam do dziś. I nie ma to nic wspólnego z "audiofilskimi ekstazami", gdyż mając pierwszy magnetoon monofoniczny w wieku około 9 lat podchodziłem do tego dokładnie tak samo.
Żyjąc w Polsce przez całe życie nauczyłem się mieć mniej ale konkretniej. To samo tyczy się muzyki. Nie miałem ojca UB-ka ani dziadka w Partii. Pochodzę z robotniczej rodziny ciężko pracującej ale nigdy się tego nie wstydziłem i do dziś nie wstydzę.
Pewnie gdybym żył długie lata jak Ty w Chicago mentalność miałbym zupełnie odmienną, więc rozumiem Cię doskonale i szanuję.
Mnie jednak jest dobrze z tym co mam chyba dlatego, że jestem już dość wiekowy i przywykłem.
Oby tylko Bóg dał zdrowie czego życzę Wszystkim wrażliwym i porządnym ludziom.
Link to comment
Share on other sites

3 godziny temu, Adi777 napisał:

Twój bełkot to bezsens. To, że miliony ludzi lubi HW nie znaczy, że ta płyta jest dobra, szczególnie w porównaniu z wcześniejszymi albumami zespołu. Ja chociaż podałem jakieś argumenty na poparcie mojej tezy, a to, że w drugiej połowie lat 70, lub w końcówce jazz rock/fusion szedł w mocno mainstreamową stronę, znacznie upraszczając brzmienie i często grając po prostu poniżej swoich możliwości to fakt. Twój argument to, "nie pisz o czym nie masz pojęcia." - w sumie, to spodziewałem się czegoś w tym stylu. Znawco

Odniosłem się tylko do Twojego:

"To jest chyba bardziej jazz pop, czy jakiś inny smooth, ale, co kto lubi".

Znawco. 😀

Link to comment
Share on other sites

32 minuty temu, piorasz napisał:

Znawco. 😀

Niech Ci będzie. Znawco 😘 😀

30 minut temu, soundchaser napisał:
50 minut temu, Adi777 napisał:

Picchio Dal Pozzo

Bardziej pasuje do wątku o rocku progresywnym z okolicami.

Chyba tak. Area chyba też, a koniecznie warto poznać. Także rodzynek, mam na myśli debiut.

Perigeo też fajne, szczególnie Abbiamo Tutti un Blues da Piangere, bardzo ładny utwór tytułowy. Reszta oczywiście też dobra, ale jednak wolę Dedalusa.

Edited by Adi777
Link to comment
Share on other sites

To dla Ciebie Lechu. Myślę, że powinno się spodobać.

Płyta nagrana w 1962 roku i wydana 1963.
Benny Golson.
Do dzisiaj żyjący wspaniały muzyk, kompozytor i aranżer. Chyba nie jest już aktywny z racji wieku (92 lata) ale jeszcze całkiem niedawno (wg mojej wiedzy) grywał w NY klubach do kotleta.
Dla jazzu no i dla mnie bardzo ważna postać.
Na płycie obok niego znajdziemy:

Tommy Flanagan - piano
Ron Carter - wiadomo
Art Taylor - perkusja.

Oryginalna okładka tej płyty była zupełnie inna. Ta, którą wkleiłem poniżej jest użyta po cyfryzacji albumu.
1aae31812c8de03b473b31f9e143428c.jpg



Link to comment
Share on other sites

4 godziny temu, soundchaser napisał:

Unikam słuchania płyt nagranych w składach poniżej kwartetu, bo z góry zakładam, że będzie się mniej działo.

A to wielki błąd - w trio trzeba grać, chociaż też muzycy mogą się nawzajem wesprzeć. W większych składach można zatuszować 'brak' warsztatu nawet u wielkich - zatuszować czytaj jako wspomóc. Ale ponoć słuchacze i tak nie słyszą pewnych spraw jak im się nie zwróci na to uwagi. Tak mówią fachowcy, którzy grają. Ale z drugiej strony można to wszystko olać i słuchać jak się i czego się chce. Kiedyś nie mogłem słuchać duetów - sytuacja się zmieniła diametralnie. W duetach to dopiero trzeba umieć grać 😁

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.

                  wykrzyknik.png

AdBlock blocking software detected!


Our website lives up to the displayed advertisements.
The ads are thematically related to the site and are not bothersome.

Please disable the AdBlock extension or blocking software while using the site.

 

Registered users can disable this message.