Jump to content
IGNORED

Fascynacje jazzowe


Chicago
 Share

Recommended Posts

Godzinę temu, Lech W napisał:

Trochę przesłuchałem. Bardzo ciekawa muzyka. 

Na pewno do kolekcji dołożyłbym jeszcze kilka rzeczy Liebmana. W tym przypadku obcujemy z wagą ciężką - ten człowiek wie o muzyce wszystko! Dyskografia Davida Liebmana jest 'niepoliczalna', ale co najmniej kilkadziesiąt rzeczy, i to dobre kilkadziesiąt, to rzeczy znakomite albo co najmniej bardzo dobre, i to w każdej konfiguracji czy też stylu jaki w danym momencie uprawiał Dave Liebman. Ale trzeba być uważnym i selektywnym, oraz świadomym wyboru płyty. Jak 'czegoś' jest bardzo dużo, to dużo 'tego czegoś' może być przypadkowe i tak się dzieje właśnie w 'niepoliczalnych' dyskografiach. Anyway, Dave Liebman, to jeden z najważniejszych żyjących muzyków - muzyków z poważnymi kompetencjami. Jest on chyba też muzykiem ze światowego obiegu, którego najczęściej widziałem 'live'. Chodziaż Dee Dee Bridgewater też widziałem 'live' wiele razy...???

Nawet nie wiem co polecić, bo akurat w przypadku Liebmana nie jest to takie easy - różnorodność i stylistyka jego projektów jest powalająca. Ten gość gra wszystko i wie wszystko o czym gra - od niemalże rockowych klimatów, poprzez jazz, standardy, jazz-fusion, funk-fusion, contemporary, free... do kameralistyki i muzyki współczesnej - solo, duety, trio, kwartety, kwintety, ensemble, big-bandy... Nawet nie wiem ile mam płyt Liebmana w różnych konfiguracjach? W mojej kolekcji też pewnie jest 'niepoliczalny' 😊

 

 

 

 

 

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

4 godziny temu, Chicago napisał:

I przy okazji warto wspomnieć, że mamy już, również nowy, pośmiertny niestety, album Chicka Corei i jest to koncertowy set Akoustic Band z Patituccim i Wecklem, który to 'band' jako akustyczne trio, pamiętamy z płytki z 1989 roku wydanej przez GRP Records. Chick Corea zwołał ponownie Akoustic Band i 13 stycznia 2018 roku zagrali razem pierwszy po dwudziestu latach koncert w SPC Music Hall w St. Petersburgu na Florydzie, który to dosłownie kilka dni temu ukazał się w sprzedaży na CD - jest to dwupłytowe wydawnictwo nakładem Concord Jazz. Ja wchodzę w to, bo mam sentyment do Akoustic Band - to były m.in. moje pierwsze fascynacje. Mam oryginalne wydanie US ze studyjnej sesji i z koncertowej wydanej przez GRP Records, oraz koncertowy set z Blue Note w Tokio z 1992 roku, bez Weckla, ale za to z Colaiutą. Wszystkie trzy Akoustiki robią wrażenie - tego nie da się nie lubić.   

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

 

Marku, najpierw posłuchałem co zaproponował tied. Teraz, a już u mnie późny wieczór, płyty Live. Wiadomo.

Boże, co za petarda ! Lubię twórczość Chicka Corea ale tu naprawdę warto się zatrzymać . Album 2 CD w Polsce dostępny. Dość drogo ale zbieram zaskórniaki...

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

A poza tym proszę, co za interesujący szczegół: W 1977 roku Chick Corea właśnie, zaprosił Dave'a Liebmana na trasę koncertową. To był przełom w karierze Liebmana.

Ech lubię takie historie. I dziękuję tutaj za takie zestawienia. Dla mnie temat do eksploracji jak najbardziej. Będzie ciekawie i miło bo muzyka przednia.

Link to comment
Share on other sites

Posted (edited)
6 godzin temu, Lech W napisał:

W 1977 roku Chick Corea właśnie, zaprosił Dave'a Liebmana na trasę koncertową. To był przełom w karierze Liebmana.

Przełom? Nie słyszałem o tym, że trasa koncertowa z Coreą była przełomem w karierze Liebmana...??? Przecież to się działo już po współpracy Liebmana z Milesem i przede wszystkim po tym, jak Liebman zaczął eksplorowć własną muzykę z Beirachem z Lookout Farm. Jadąc w trasę z Coreą, Liebman miał już 30 lat i był już rasowym i mocno rozpoznawalnym muzykiem. Ten przełom, o którym piszesz, to raczej początki u Milesa - piszę początki, ponieważ Liebman był/jest tak zdolnym i wybitnym muzykiem, że Miles od samego początku wiedział i widział z jakim talentem przyszło mu współpracować.

Edited by Chicago
Edyt Zjadacz

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Policzyłem projekty, w których Liebman brał udział do 1977 roku, czyli do roku, w którym zaczął koncertować z Chickiem - wyszło mi sześćdziesiąt płyt z czego dziewęć płyt jest pod nazwiskiem Davida Liebmana - płyt w różnych konfiguracjach i stylistykach. Myślę więc sobie, że można się zastanowić czy to był przełom w jego karierze, czy też nie był...??? Ja stawiam na to, że to nie był żaden przełom, tylko jakaś kolejna propozycja pracy od równorzędnego, wielkiego muzyka jakim był niewątpliwie Chick Corea.

Pięć lat, to jest i dużo i mało w kontekście stażu i doświadczeń w jazzie, ale nie sądzę, żeby akurat w przypadku rozważań o 'skali i wadze' takich muzyków jak Liebman i Corea miało to jakieś znaczenie, a o tyle właśnie Chick Corea jest starszy od Liebmana.

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

8 godzin temu, Chicago napisał:

Przełom? Nie słyszałem o tym, że trasa koncertowa z Coreą była przełomem w karierze Liebmana...??? Przecież to się działo już po współpracy Liebmana z Milesem i przede wszystkim po tym, jak Liebman zaczął eksplorowć własną muzykę z Beirachem z Lookout Farm. Jadąc w trasę z Coreą, Liebman miał już 30 lat i był już rasowym i mocno rozpoznawalnym muzykiem. Ten przełom, o którym piszesz, to raczej początki u Milesa - piszę początki, ponieważ Liebman był/jest tak zdolnym i wybitnym muzykiem, że Miles od samego początku wiedział i widział z jakim talentem przyszło mu współpracować.

No nie byłbyś Marku sobą gdybyś nie zaprzeczył. A dlaczego nie przełom ??? Ja to powtórzyłem za którymś artykułem z prasy. 

A niechby i Liebman był najlepszy na świecie, jakim jest obecnie. Przełom jednak w rozpoznawalności. Tak to zrozumiałem. To otrzymał od Chicka.

Czy nie jest tak, że po tym zdarzeniu otworzył karierę solową i jako lider różnych formacji ?

Tylko pytam.

Link to comment
Share on other sites

Sam fakt współpracy Liebmana z Elvinem Jonesem dał mu przepustkę do świata sławnych i wziętych muzyków, a współpraca z Milesem tylko to ugruntowała i jeszcze bardziej rozszerzyła możliwości jak i samą rozpoznawalność Liebmana. Ciekawostką będzie też fakt, że w zasadzie nie ma chyba żadnego materiału ze współpracy Liebmana z Coreą, a i w różnych wywiadach jakie Liebman udzielił, też za bardzo nie wspominał o koncertach z Coreą, więc wnioskuję na podstawie tych i innych faktów, że jednak nie był to żadem przełom, ale każdy może sobie interpretować wszystko jak chce i ja nie mam pretensji do nikogo, ale tak na zdrowy rozum, to w ogóle mnie nie przekonuje wasze myślenie. Poza tym chcę zapytać. ile wywiadów przeczytaliście z Liebmanem i co w ogóle wiecie o Liebmanie i jego muzyce? Bo wiecie jak jest, ja naprawdę nie mam o nic pretensji i nie zaprzeczam faktom , tylko różnym niepotwierdzonym historiom, ale jak ktoś mnie przekona do swoich historii, to ja nie mam nic przeciwko, wręcz przeciwnie - słucham tego kogoś i konfrontuję ze swoją wiedzą. Akurat Liebman, to mój konik, więc tym bardziej mam coś do powiedzenia. Ale oczywiście wszystkiego nie wiem i chętnie się dowiem czegoś czego nie wiem.

Więc jeszcze raz - co wiem o Liebmanie i ile płyt znam Liebmana? Niech każdy sam sobie odpowie na to pytanie, proszę.

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Na dzisaj mam propozycję dość mało znanej grupy Bester Quartet. Płyta ta chwyciła mnie za serce - może i Wam się spodoba.
Bester Quartet to polska grupa muzyczna, która powstała w Krakowie w 1997 roku jako The Cracow Klezmer Band.
Grają muzykę klezmerską z elementami jazzu oraz muzykę kameralną.
Liderem jest akordeonista Jarosław Bester.


Co na płycie?
Pozwolę sobie wkleić opis:

"Na płycie "Bajgelman. Get to Tango" utwory z czasów międzywojnia przeplatają się z muzycznymi zapiskami z łódzkiego getta. Historia Dawida Bajgelmana opowiedziana jest charakterystycznym brzmieniem Bester Quartet oraz polskich wokalistów jazzowych: Grażyny Auguścik, Doroty Miśkiewicz i Jorgosa Skoliasa.
Bajgelman odczytany przez Bestera to tanga przywodzące skojarzenia z językiem Astora Piazzolli, jak w otwierającym album utworze Der weg cum glik (Droga do szczęścia) czy przeplatanej eterycznym motywem trąbki interpretacji Nit kajn rożinkes (Nie ma już rodzynek) i pełnym temperamentu Grzechu. Dalej muzyka staje się bardziej otwarta, zapraszając do wspólnej improwizacji oraz dialogu głosów i instrumentów, z popisami wokalnymi Jorgosa Skoliasa i Doroty Miśkiewicz w Ich ganwe in der nacht (Kradnę nocą) czy w utworze Josl-ber (Patriota). Napisana w getcie Kinder jorn w interpretacji Grażyny Auguścik staje się subtelną balladą-perełką z pięknymi partiami solowymi wiolonczeli i akordeonu. Kołysanka Mach cu di ejgelech (Oczęta swoje zmruż) rozpisana została na trójkę wokalistów i trzy języki, memento w jidysz, po angielsku i po polsku. Wspólnym mianownikiem albumu jest tango, muzyczny język zrodzony w ubogich dzielnicach Buenos Aires, powstały ze spotkania latynoskiego temperamentu z instrumentarium i bagażem doświadczeń emigrantów z Europy Środkowo-Wschodniej przełomu XIX i XX wieku.
Muzyka żydowska to ogromny zbiór, w którym mieszczą się: muzyka chasydzka, sefardyjska i mizrachi, muzyka wiejska i miejska, religijna i świecka, dawna i najnowsza, dziecięca wyliczanka i symfonia. Istotna część tego zbioru powstawała i rozbrzmiewała przez stulecia na ziemiach polskich. Nosili ją w sobie polscy Żydzi: kompozytorzy, poeci, kantorzy i piosenkarze. Zagłada odebrała im życie i głos. Po latach nieobecności muzyka żydowska wraca do polskiej kultury. Album "Bajgelman. Get to Tango" odsłania przed nami kolejny tomik z tej ciemnej sali biblioteki niepamięci."

Miłego słuchania
80dc98ebee1bf2b9a6b65c313686c4b5.jpg



Link to comment
Share on other sites

17 godzin temu, mdavis napisał:

Oprócz BOX Nucleus będę zamawiał jeszcze ten BOX.

Przyznam się szczerze, że odsłuchałem kilku utworów w Internecie i jestem pod wrażeniem jaką muzykę (fusion, jazz - rock, electric jazz) grał ten zespół.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

 

To bardzo interesujące wydawnictwo. Warto się nad nim pochylić z uwagą.

W zestawie znalazły się trzy płyty: Bundles (1975), Softs (1976) oraz koncertowa Alive And Well – Recorded In Paris (1978). Bundles uchodzi powszechnie za ostatnie znaczące wydawnictwo w dorobku zespołu. Zgodnie z tradycją rozwojową grupy, przynosi kolejną metamorfozę stylistyczną. Oto bowiem po raz pierwszy pierwszoplanowym instrumentem przestają być partie keyboardów, które w wielu fragmentach płyty zostały zdominowane przez popisy gitarowe Allana Holdswortha. Dobitną egzemplifikacją tego trendu jest dziewiętnastominutowy Hazard Profile. Holdsworth jeszcze raz udowodnił w nim, że jest jednym z najlepszych gitarzystów jazz-rockowych. Bundles jawi się jako płyta dość spójna w sferze stylistycznej, co zapewne niejeden słuchacz może poczytać jako zaletę. Wszelako ta względna jednorodność ma także pewne mankamenty. Brakuje trochę elementu zaskoczenia. Ograniczone spektrum stylistyczne z czasem może być więc odebrane jako nieco nużące. Album słuchany po latach wymyka się jednoznacznym ocenom, choć warto podkreślić, że elementy pozytywne niewątpliwie dominują. Przede wszystkim, trafiło na niego sporo naprawdę interesującego materiału. W samych superlatywach można pisać o kunszcie instrumentalnym artystów. Oprócz partii solowych Holdswortha, pojawiają się popisy Jenkinsa na oboju. Szczególnie jego improwizacje w Peff mogą przypaść do gustu miłośnikom jazz-rocka. Intrygujące są również krótkie syntezatorowe solówki Ratledge’a, przykuwające uwagę ciekawą tkanką brzmieniową. Wciąż możemy odnaleźć w tej muzyce sporo nieszablonowych aranżacji, ciekawych rozwiązań kolorystycznych. Bundles w połowie lat 70. był reprezentatywną pozycją w swoim gatunku, aczkolwiek nie był dziełem pozbawionym skaz.

Opisując muzykę Soft Machine z tego okresu niejednokrotnie przypinano jej łatkę ,,akademickiego jazz-rocka”. Było to związane z tym, że grupa systematycznie grawitowała w stronę mainstreamu, zatracając unikalny charakter swojej twórczości. Softs ukończono już w momencie, gdy niepodzielne rządy dzierżył Karl Jenkins. Nie wywoływało to zresztą żadnych oporów ze strony pozostałych członków grupy, którzy przyjęli to jako coś naturalnego. Ba, Etheridge, Babbington i Marshall twierdzili wręcz, że nie ma w tym nic zdrożnego. Do tej pory regułą było to, że kolejne płyty Soft Machine przynosiły sporo nowości. Tym razem było jednak inaczej. Zauważalna jest stabilizacja stylistyczna, zmiany dokonują się na drodze ewolucyjnej. Muzyka systematycznie ulega uproszczeniu, brzmienie staje się coraz bardziej łagodne, uwypuklona została tkanka melodyczna. Język harmoniczny, zważywszy na wcześniejsze standardy, jest dość konserwatywny. Nie zaskakuje częsta obecność współbrzmień konsonansowych. Rozwichrzone, mocno dysonansowe improwizacje należą już do przeszłości. Pojawiają się delikatne, nastrojowe fragmenty o wręcz eterycznym charakterze (Aubade, Out Of Season, Etika). Softs to jednak przede wszystkim rasowy jazz-rock (The Tale Of Taliesyn, Ban-Ban Caliban, One Over The Eight, The Camden Tandem). Powyższe kompozycje decydują o stylistycznej tożsamości wydawnictwa. Tym razem sceptycy mogliby zarzucić Soft Machine niejedno - postępującą stagnację artystyczną, stopniowe wyzbywanie się ambicji, stereotypowość niektórych rozwiązań, grawitowanie w stronę dość tradycyjnego grania. Pomimo pewnego konformizmu, niejednokrotnie popadania w sztampę, przejawów osiadania na laurach, na Softs artystom udaje się jednak w wielu fragmentach zachować dość wysoki poziom muzyczny. Warto nadmienić, że w Ban-Ban Caliban i Song Of Aeolus po raz ostatni zagrał Mike Ratledge. Od wielu miesięcy odsuwał się coraz bardziej od życia swojej macierzystej formacji. Dlatego też jego odejście nie miało istotnego wpływu na ówczesną ewolucję stylistyczną Soft Machine. W sferze symbolicznej zamykało jednak nieuchronnie „okres burzy i naporu”, to w jego grze tliły się bowiem ostatnie przejawy wcześniejszych eksperymentatorskich poczynań grupy.

W lipcu 1977 roku zaplanowano cztery koncerty w paryskiej „Theatre Le Palace”. To właśnie tam chciano zarejestrować materiał, który miał trafić na nowy album koncertowy. W wyniku splotu różnych nieszczęśliwych okoliczności nie udało się w pełni wyzyskać tego czasu. Tylko trzeci spektakl, który miał miejsce 8 lipca, przebiegał bez zakłóceń, dlatego też to właśnie nagrania z tego dnia złożyły się głównie na materiał wypełniający Alive And Well - Recorded In Paris. Wkrótce okazało się, iż jakość zapisu paryskich koncertów pozostawia sporo do życzenia, co zmusiło muzyków do „podrasowania” utworów w studiu. Sporo partii dograli wszyscy członkowie grupy, z wyjątkiem Steve'a Cooka. W rezultacie otrzymaliśmy album będący dziwaczną hybrydą brzmień studyjnych i koncertowych. Alive And Well – Recorded In Paris to pozycja co najmniej przyzwoita. Warto zauważyć, że portretuje Soft Machine w schyłkowym okresie działalności. Jest kolejnym dowodem na to, że grupa, bez względu na skład personalny, zawsze bardzo dobrze prezentowała się na żywo. Wartość tego wydawnictwa jest tym większa, iż mamy na nim do czynienia z materiałem premierowym. Zważywszy na fakt, iż w drugiej połowie lat 70. zarówno jazz-rock, jak i fusion wykazywały silną tendencję do komercjalizacji oraz popadania w schematyzm, ten album prezentuje się niezgorzej. To wciąż dość ambitna odmiana tej muzyki. Daleko jej do pop jazzowych, funkowych czy wręcz dyskotekowych wycieczek, których nie brakowało w owym czasie (Jeff Lorber Fusion, Herbie Hancock, Spyro Gyra, The Brecker Brothers). Album, pomimo wysokiej klasy muzyków, był jednak świadectwem tego, że zespół przestał się rozwijać, ślady stagnacji artystycznej były bowiem ewidentne. Bardzo mało jest na nim rzeczy autentycznie świeżych, natomiast te, które się pojawiają (Soft Space), budzą mieszane uczucia. Pewnym powiewem świeżości było zatrudnienie skrzypka Ricka Sandersa, choć sprawiło to jednocześnie, iż muzyka Soft Machine jeszcze bardziej zbliżyła się do Mahavishnu Orchestra. W największym stopniu odpowiadał za to gitarzysta John Etheridge, który niejednokrotnie nadmiernie bazował na patentach mclaughlinowskich. Jest to być może największa wada tej płyty. Wcześniej Soft Machine słynął z tego, że miał bardzo silną tożsamość stylistyczną. W jego muzyce odnaleźć można było antycypacje różnych pionierskich rozwiązań na gruncie jazzu i rocka. Tymczasem paryskie występy są świadectwem nadmiernego zauroczenia dorobkiem orkiestry Johna McLaughlina (Eos, druga część Odds Bullets And Blades, Puffin). Summa summarum – niniejsze wydawnictwo zdecydowanie można polecić zwolennikom klasycznego jazz-rocka. Jeśli ktoś chciałby rozpocząć swoją przygodę z Soft Machine właśnie od tych płyt, to nie jest to najgorszy pomysł. Wprawdzie nie należą do tych najwybitniejszych i najbardziej oryginalnych, jednak z drugiej strony, szczególnie dla początkujących, ich zaletą może być komunikatywność, melodyjność oraz rockowa zadziorność.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Box Nucleus i Soft Machine zamówione jak zwykle w sklepie Fan.pl. Czas realizacji około miesiąca. 

15 minut temu, mahavishnuu napisał:

To bardzo interesujące wydawnictwo. Warto się nad nim pochylić z uwagą.

Dzięki Kolego za bardzo ciekawy wpis, komentarz o boxie Soft Machine 👌

Link to comment
Share on other sites

The Elements - seria, którą Liebman rozpoczął prawie ćwierć wieku temu i która ma przedstawiać muzycznie trzy żywioły: powietrze, ogień i wodę. Pierwsza płytka - 'Water' - ukazała się najwcześniej, bo już w 1997 roku nakładem wydawnictwa Arkadia Jazz, dokładnie tego samego labela co wydał wspomnianą 'Meditation' i przy okazji jak już zachaczyliśmy o Arkadia Jazz, warto wspomnieć o 'Pink Elephant Magic' Joanne Brackeen, na której to płycie Liebman w całości zasuwa na sopranie razem z basem Johna Patitucci i perkusją człowieka orkiestry - Horacio 'El Negro' Hernandeza. Na pokładzie 'Water' mamy Cecila McBee, Billy Harta i Pata Metheny.

Na kolejny 'Element' Liebman zdecydował się prawie po dwudziestu latach i jest nim Ogień. Płytka 'Fire' została zrealizowana w 2016 roku i wydana przez niemiecki label Jazzline w 2018. W tym żywiole udział wzięli Dave Holland, Jack DeJohnette i Kenny Werner, czyli jak widać sekcja, z którą Liebman współpracował na samym początku i która pojawiła się na jego pierwszej płycie 'First Visit' z 1973 roku. 

Trzeci element ukryty jest na płycie 'Earth' i jest to produkcja z 2018 roku wydana przez manufakturę Whaling City Sound w 2020. W tej opowieści usłyszymy Alexa Ritza i Tony Marino w sekcji oraz Bobby Aveya na pianie i Matt Vashlishana na syntezatorach.

Wszystkie 'żywioły' przedstawione są w klimatach i formach jazzu contemporary, free i otwartej improwizacji. Bardzo ciekawa kolekcja i oczywiście muzyka, która w jakiś cząstkowy sposób przybliża geniusz Liebmana i jego muzyki.

R-2446676-1284532530.jpeg.jpg R-11916257-1524683164-4384.jpeg.jpg R-14699144-1579888970-6746.jpeg.jpg

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

23 godziny temu, Chicago napisał:

Sam fakt współpracy Liebmana z Elvinem Jonesem dał mu przepustkę do świata sławnych i wziętych muzyków, a współpraca z Milesem tylko to ugruntowała i jeszcze bardziej rozszerzyła możliwości jak i samą rozpoznawalność Liebmana. Ciekawostką będzie też fakt, że w zasadzie nie ma chyba żadnego materiału ze współpracy Liebmana z Coreą, a i w różnych wywiadach jakie Liebman udzielił, też za bardzo nie wspominał o koncertach z Coreą, więc wnioskuję na podstawie tych i innych faktów, że jednak nie był to żadem przełom, ale każdy może sobie interpretować wszystko jak chce i ja nie mam pretensji do nikogo, ale tak na zdrowy rozum, to w ogóle mnie nie przekonuje wasze myślenie. Poza tym chcę zapytać. ile wywiadów przeczytaliście z Liebmanem i co w ogóle wiecie o Liebmanie i jego muzyce? Bo wiecie jak jest, ja naprawdę nie mam o nic pretensji i nie zaprzeczam faktom , tylko różnym niepotwierdzonym historiom, ale jak ktoś mnie przekona do swoich historii, to ja nie mam nic przeciwko, wręcz przeciwnie - słucham tego kogoś i konfrontuję ze swoją wiedzą. Akurat Liebman, to mój konik, więc tym bardziej mam coś do powiedzenia. Ale oczywiście wszystkiego nie wiem i chętnie się dowiem czegoś czego nie wiem.

Więc jeszcze raz - co wiem o Liebmanie i ile płyt znam Liebmana? Niech każdy sam sobie odpowie na to pytanie, proszę.

Marku, ja się w ogóle nie spieram. Przecież sam to napisałem, że dowiedziałem się o tym znamienitym muzyku od Ciebie na tym forum. Po prostu logika mi podpowiadała, że skoro tak podkreśla się fakt spotkania tych dwóch artystów to fakt musiał mieć znaczenie.

Na amerykańskim uniwersytecie wypieprzyli by Cię z hukiem za takie podejście do studentów. 😆

Na polskim w czasie komuny może byś się ostał bo studentów mieli wtedy w dupie 😂

Link to comment
Share on other sites

7 minut temu, Lech W napisał:

Na amerykańskim uniwersytecie wypieprzyli by Cię z hukiem za takie podejście do studentów. 😆

A skąd masz taką wiedzę? Wcale tak nie jest jak Ci się wydaje. Oglądałeś  Whiplash? Może nie w takim stopniu, ale znam osobiście profesorów z Chicago, którzy ‚znęcają’ się na swoich studentach, np. genialny Fareed Haque, który potrafi wzburzyć krew nawet swoim najlepszym studentom. I właśnie ci byli studenci Fareeda, którzy są teraz topowymi muzykami, opowiadali mi różne historie, ot pierwszy z listy Neal Alger... czy też jego późniejszy drummer Greg Fundis, który też jest moim kolegą... więc jak sam widząc drogi Lechu, rzeczywistość może być całkiem inna niż Twoje wyobrażenia 😉

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

7 minut temu, piorasz napisał:


 

 


Ja Soft Machine zamawiałem w Voice Shop i box będzie u mnie pojutrze (wtorek) Zamawiałem wczoraj.

 

Zgadza się Box Soft Machinę jest dostępny od ręki. Lecz na Box Nucleus    okres oczekiwania około miesiąca Zamówiłem 2 boxy za jedna przesyłka.

Co do Box Chick Corea to wyczytałem, że płyty zostały na nowo zremasterowane z oryginalnych taśm. Brzmienie powinno być dobre. Zamówię go pod koniec roku. No chyba, że ktoś z Forumowiczów posiada go i w jego opinii dźwięk nagrań jest słaby. 

Link to comment
Share on other sites

Kolega Chicago ostatnio mocno lansuje Dave'a Liebmana. No i dobrze, bo to zacny muzyk. Tym razem kilka słów o mojej ulubionej płycie tego saksofonisty. Ciekaw jestem, jaki album tego artysty jest Waszym faworytem?

 

Dave Liebman - Lookout Farm (1974)

Liebman zapewne najbardziej kojarzony jest ze współpracą z Milesem Davisem. Można go usłyszeć na „On The Corner”, „Dark Magus” czy też „Get Up With It”. Jego debiut „First Visit” (1973) nie do końca mnie przekonał. Dopiero drugi album „Lookout Farm” potwierdził, że słynny trębacz właściwie ocenił jego potencjał. Liebman formuje własny kwartet i nagrywa płytę, która z pewnością jest jednym z największych klejnotów w jego dyskografii. Album otwiera czternastominutowy „Pablo's Story” dedykowany słynnemu hiszpańskiemu malarzowi. Utwór jest daleki od jednoznaczności stylistycznej. Rozpoczyna go partia Johna Abercrombiego na gitarze akustycznej bliska konwencji flamenco, później często zaskakiwani jesteśmy zmianami stylistycznymi. Czegóż tu nie ma: mainstreamowy jazz, fusion, jazz-rock, orgia perkusjonaliów tak typowa dla muzyki latynoskiej, hinduski koloryt wprowadzają partie tabli. Niektóre fragmenty nieodparcie kojarzą się z Return To Forever z okresu „Light As A Feather” (solo na elektrycznym fortepianie Beiracha). „Sam's Float” jest już znacznie bardziej homogeniczny w warstwie stylistycznej. Blisko mu do konwencji fusion. To najbardziej „zelektryfikowana” kompozycja na płycie. Zdominowały ją ekspresyjne partie solowe Liebmana na saksofonie sopranowym i Abercrombiego na elektrycznej gitarze. Ciekawym uzupełnieniem są wokalizy Eleany Sternberg, które wprowadzają trochę łagodności do tego dynamicznego utworu. Druga strona płyty analogowej jest bardziej zwarta w sensie stylistycznym. Dominuje na niej nowoczesna odmiana mainstreamowego jazzu. Tylko sporadycznie w partiach solowych Dave Liebman odlatuje w rejony free jazzowe. Wiele tu fragmentów delikatnych, lirycznych, choć nie brakuje także zdecydowanie bardziej ekspresyjnych. Najciekawsze są partie solowe grane przez Liebmana na saksofonie tenorowym i Beiracha na fortepianie. Pianista jest zresztą cichym bohaterem tego projektu. Jego brawurowo solo w „Lookout Farm” to zdecydowanie jeden z najbardziej ekscytujących fragmentów płyty. Przesadny eklektyzm może prowadzić na manowce. W przypadku niniejszej pozycji jest jednak inaczej. Wielostylowość pierwszej strony w najmniejszym stopniu nie irytuje, ba!, może być nawet odbierana jako jeden z atutów. Wszechstronność muzyków i nade wszystko znakomite pomysły zdają się tu być decydujące. „Lookout Farm” to jeszcze jedno wyborne wydawnictwo, które nie odniosło sukcesu komercyjnego. Formacja Dave'a Liebmana została jednak doceniona przez krytyków. W 1976 roku w prestiżowym głosowaniu „Down Beatu” kwartet zwyciężył w kategorii „Grupa zasługująca na szersze uznanie”.

Link to comment
Share on other sites

Dave Liebman wie o muzyce wszystko i za to go cenię najbardziej. To słychać w jego dżwięku i w tym co artystycznie robi, oraz w jego każdej wypowiedzi. Nie, nie jest Liebman moim guru, niemniej jednak bardzo bardzo, mocno mocno, cenię tego Artystę - doświadczenie, erudycja, wiedza, warsztat, myślenie o muzyce jak i działalność edukatorska robią wrażenie. Nie potrafię wyselekcjonować najlepszej płyty Liebmana - potrafi być fascynujący w duetach i małych składach i potrafi być fascynujący w big-bandach i orkiestrach; potrafi fascynować myśleniem free i potrafi zafascynować standardami, potrafi spełnić się klasycznie i potrafi przyłożyć fusionowo - wszechstronny, intelektualny muzyk. Jeden z najwybitniejszych jacy istnieją, ale wiadomo, że nie jedyny - pewnie znalazłoby się jeszcze kilku.

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Szczerze polecam najnowszą płytę fińskiego saksofonisty Timo Lassy. Premiera odbyła się 27.08.2021. W składzie oprócz lidera Ville Herrala na kontrabasie i Jaska Lukkarinen na perkusji. Słyszałem większość płyt Lassego i generalnie wszystkie polecam. Jeszcze próbka dźwięków poniżej🎶

 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.

                  wykrzyknik.png

AdBlock blocking software detected!


Our website lives up to the displayed advertisements.
The ads are thematically related to the site and are not bothersome.

Please disable the AdBlock extension or blocking software while using the site.

 

Registered users can disable this message.