Jump to content
Chicago

Fascynacje jazzowe

Recommended Posts

O, jaki fajny wątek, o którym prawie zapomniałem i zamiast w nim pisać i go rozwijać, to się angażowałem w różnego rodzaju forumowe spartakiady polityczno-audiofilsko-obyczajowo-historyczne '-) Właściwie, to może nie zapomniałem o nim, bo o własnych dzieciach się raczej nie zapomina i bardziej pasuje mi tu słowo 'zaniedbałem', ale 'co się odwlecze, to nie uciecze', tak? Tak.

I co nowego? Dużo, dużo i bardzo dużo - pewnie lekko 'killka nowych płyt' od ostatniego mojego wpisu tutaj. Prawie wszystkimi można się fascynować, choć niektóre wybrane tytuły wymagają jednak większego skupienia i zaangażowania. Są to raczej rzeczy bardziej dedykowane 'słuchaczom-poszukiwaczom', niż rzeczy przeznaczone dla standardowych, klasycznych odbiorców jazzu i jego lekkich odmian. Jest to, powiedziałbym, dojrzalsza muzyka mająca swoje korzenie i początek w tzw. klasyce, a konkretniej w klasycznej muzyce współczesnej. Dwa takie tematy, to m.in. płytki z Silkheart Records - płytki znakomitego frytowego puzonisty, Steve Swell'a, który to za obiekt kultu obrał sobie tym razem Bartoka w projekcie 'Hommage a Bartok', oraz Oliviera Messiaena w projekcie 'Music for Six Musicians: Hommage a Olivier Messiaen'. Obydwie płyty są hołdem dla tych dwóch wybitnych kompozytorów, z których Bartok reprezentował epokę pierwszej połowy XX wieku, natomiast Olivier Messiaen należał już do tzw. współczesności. Bella Bartok jak wiemy, był najwybitniejszym kompozytorem węgierskim, lecz jako autor muzycznej syntezy klasycznej tradycji zachodniej ze środkowo-europejskim folklorem, należal również do jednych z najbadziej oryginalnych i największych twórców XX wieku. Olivier Messiaen natomiast (jeden z moich najulubieńszych 'klasyków'), był z kolei jednym z najbardziej wpływowych kompozytorów doby powojennej, który czerpał inspirację również i z przeciwności losu. Na początku II wojny światowej Messiaen dostał powołanie do wojska i wkrótce trafił do niemieckiego obozu dla jeńców w Zgorzelcu, gdzie napisał słynny 'Kwartet na koniec czasu' na skrzypce, klarnet, wiolonczelę i fortepian - utwór, którego premiera w wykonaniu kompozytora i trzech współwiężniów odbyła się jeszcze w obozie w obecności 5000 jeńców. Po latach, Messiaen skomentował ten fakt, że nigdy wcześniej ani póżniej nie słuchano go z taką uwagą i zrozumieniem jak podczas właśnie tej 'obozowej premiery'.

OK, to tyle 'krótkiego' wstępu - a co z muzyką Steve Swell'a z Silkheart Records? O ile w projekcie poświęconym Bartokowi dominuje forma i lekka melodyczność połączona z awangardową improwizacją i jazzowym pulsem, tak w 'Messiaenie' jest już inaczej. Środki stylistyczne są tutaj zdecydowanie inne - puls i feeling klasycznej muzyki współczesnej zdecydowanie bierze górę nad jazzową awangardą, choć uważnie słuchając można odnależć od czasu do czasu ułamki fraz jazzowych sprytnie przemycanych przez lidera, Roba Browna... jak i cały zespół. Zresztą sam skład muzyków z ich instrumentami mówi już dużo - w 'Bartoku' mamy kwintecik jazzowych muzyków awangardowych z klasycznymi jazzowymi instrumentami - puzon, saksofon altowy, piano, bas i perkusja czyli klasyczna sekcja rytmiczna, nawet ta awangardowa, natomiast w 'Messiaenie', oprócz puzonu lidera, wspomnianego alciku Roba Browna, klasycznego piana, perkusji i instrumentów perkusyjnych, wybrzmiewają smyczki złożone ze skrzypiec, wiolonczeli, altówki i... mamy także organy, ale nie B3 '-), tylko organy o klasycznym piszczałkowym brzmieniu kościelnym nawiązującym i przywołującym jak najbardziej Oliviera Messiaena i jego organowe kompozycje. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze subtelna elektronika, która tak jakby uzupełnia projekt o modernistyczny element współczesności. Genialna płyta i słucha się tego uważnie i w całości - nie ma lipy, nie ma piosenek, nie ma ani jednego elementu, który mógłby wprowadzać jakiekolwiek zamieszanie i tzw. utratę poczucia nastroju - wspaniałe elementy jazzu awangardowego i frytowego myślenia są sprytnie zmiksowane z powagą muzyki Messiaena i przemycane albo w postaci aranżowanych momentów, albo jako czyściutka improwizacja - wszystko w całości się pięknie 'uzupełnia i wypełnia'. Muzyka na 'Hommage a Olivier Messiaen' zawiera energię, duszę, poezję, konwersację. Można założyć bez zbędnego dochodzenia i pytań, że ta muzyka na pewno pochodzi z freejazzowych tradycji takich jak Cecil Taylor, Ornette, Muhal Abrams... ale jednak to silne nawiązanie do 'messiaenskich' elementów klasycznej muzyki współczesnej robi niesamowite wrażenie. Oczywiście jest to live, bo jakże mogłoby być inaczej! Tu jest wszystko! This is the deal!

https://www.discogs.com/Steve-Swells-Kende-Dreams-Hommage-Bartók/release/8190251

https://www.discogs.com/Steve-Swells-Kende-Dreams-Hommage-Bartók/release/8190251

R-8190251-1456830073-7900.jpeg.jpg  R-11426782-1524258690-5034.jpeg.jpg

 

  • Thanks 2

Parker's Mood

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zafascynowała mnie ostatnio płyta znakomitego wibrafonisty i pianisty Milta Jacksona - Sunflower.
Może dlatego, że lubię wibrafon w jazzie, może też dlatego, że muzyka jest podana w sposób bardzo przystępny i świetnie jej się słucha...po prostu płynie sobie, a może po prostu dlatego, że stanowi doskonałą odskocznię od rocka progresywnego, czy innego rocka, gdy przychodzi moment przesytu tego rodzaju muzyki. Wtedy taki właśnie prostszy jazz po prostu chłonę jak gąbka. 😉

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 godzin temu, soundchaser napisał:

Może dlatego, że lubię wibrafon w jazzie, może też dlatego, że muzyka jest podana w sposób bardzo przystępny i świetnie jej się słucha..

Polecam płyty Bobby Hutchersona.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Charlie Mariano & Vitold Rek - 'Opus Absolutum' / Taso Music, 2003

W pozostałych rolach: Władysław Sendecki - piano, Martin France - perkusja. Nagrania pochodzą z sesji z 23 i 24 lutego 2003 roku w Loft Studio w Koloni w Niemczech. Nagranie i miks zrobił Christan Heck. Wszystkie kompozycje należą do Vitolda Reka, oprócz kompozycji 11 (Back Where I Belong).

Płyta, która w całości powinna być chyba firmowana nazwiskiem wybitnego polskiego basisty, ale widocznie ze względu na wielką przyjażń pomiędzy Charlie Mariano i Witoldem Rekiem, oraz jak sądzę potęgę nazwiska tego zasłużonego alcisty jak i skromność Vitolda Reka, Charlie Mariano widnieje na płytce jako pierwszy. Tak się robi i nie ma w tym nic dziwnego. Nagranie nie ma charakteru komercyjnego, tylko zostało zrealizowane pod wpływem impulsów emocjonalnych jak i samej czyściutkiej sztuki oraz przyjażni. Super sprawa! Nie ma ani momentu nudy, choć mamy dwanaście kompozycji. 'Wejście', czyli tytułowu utwór 'Opus Absolutum' jest kompozycją inspirowaną pieśnią ludową z południowo-wschodniej Polski, z których to rejonów pochodzi zarówno Witold Rek jak i Władysław Sendecki. Melodia na 'Opus Absolutum' oparta jest na dżwiękach skali pentatonicznej (g-a-c-d'-e') i potwierdza jej ludowe pochodzenie. To jest wstęp i już jest świetnie. Następnie mamy 'Baghdad' - króciutką i 'głośną' impresję skomponowaną przez Witolda Reka prawdopdobnie dla podkreślenia, że Charlie Mariano oprócz tego, że wywodzi się z samego zapalnego punktu bebopu, był także popularyzatorem rejonów world-music, czego dowodem są jego wieloletnie podróże po świecie i badania nad muzyką etniczną, oraz jak najbardziej udział w nagraniach znanych i uznanych płyt gatunku, choćby słynna 'Blue Camel', którą reprezentował Rabih Abou-Khalil i którą to mam w swojej kolekcji i zaraz po 'Opus Absolutum' sobie 'odświeżyłem'.

Co dalej? Dalej jest ciągle super - jest molowy blues w duecie, jest jego powtórzenie w szybszym tempie, pełnym składzie i durowej tonacji (Sweet & Short), jest ponowne nawiązanie do polskiej muzyki ludowej z kościelną religijną aurą (Prayers & Wishes), jest free jazz nawiązujący zdawałoby się i do samego Vitolda Reka (słynne projekty z Johnem Tchicai) jak i oczywiście Charlie Mariano, który też posiada w swoim resume okres grania wolnych form, ale mówiący także o półtora stopniowej skali nawiązującej do motywów 7th String Quartet Szostakowicza (Hey You). Jest też modal przypominający oczywiście Milesa i dokonania Charliego Mariano z tego okresu (Shuff Stuff), bo przecież jak wiadomo, Charlie Mariano był muzykiem wszechstronnym i uniwersalnym, podobnie jak Miles, i dotykał różnych rzeczy, włącznie z fusion, rock i rock jazz. Mamy też poezję i liryzm w jedynej na płycie kompozycji Władysława Sendeckiego 'Back Where I Belong'. Płytkę zamyka 'For Good And All', która jak informuje nas Witold Rek, jest pod względem formy tryptyku kompozycją towarzyszącą Witoldowi Rekowi przez ostatnie trzydzieści lat. I to by było na tyle - miłego słuchania, a zapewniam, że będzie miło, bo wszystkie kompozycje, pomimo swojej wagi, są prześlicznie zaaranżowane i z lekkością anielskiego piórka zagrane i oczywiście z taką samą lekkością przyswajalne. This is it!

https://www.discogs.com/Charlie-Mariano-Vitold-Rek-Feat-Vladislav-Sendetzki-Martin-France-Opus-Absolutum/release/12129393

R-12129393-1528889886-6483.jpeg.jpg

 

 


Parker's Mood

Share this post


Link to post
Share on other sites
23 godziny temu, soundchaser napisał:

Które polecasz? Znam jego tylko dwie wczesne płyty z 1965 r.

Zapewne Components i Dialogue - te mam i polecam.

Co dalej? To co mam i znam - wszystkie lubię 😉

czyli:

Happenings 1966 (+Hancock)

Spiral 1968

Now! 1969

Medina 1969

Blow Up 1969

San Francisco 1970

Head On 1971

Cirrus 1974

Montara 1975

Później, jak na mój gust za mało jazzu, za dużo funku a nawet disco. Chociaż wszystkich późniejszych nie znam.

 

 

Edited by iro III

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszystkie z lat sześćdziesiątych, czyli praktycznie całość z BN - włącznie z niewymienioną 'Pattern' z 1968 i 'Oblique' z 1967. To są najcenniejsze rzeczy jak ktoś lubi Hutchersona. Póżniej też się zdarzały fajne klimaty, jak na przykład 'Un Poco Loco' z 1980 roku - na pokładzie John Abercrombie, Peter Erskine, George Cables... Można też sięgnąć do rzeczy niefirmowanych nazwiskiem Hutchersona, a które to płyty są albo bardzo dobre, albo co najmniej dobre. Ze starych klasyków, tych najbliższych mojemu sercu, to na pewno trzy płyty Andrew Hill'a ('Judgment', 'Andrew', 'Eternal Spirit') i trzy płyty Erika Dolphy ('Iron Man', 'Conversation' i przełomowy 'Out to Lunch'), Joe Hendersona 'Made for Joe', 'Live Time' Tony Williamsa, 'Evolution' Grachan'a Moncur'a III, 'Procrastinator' Lee Morgana, 'Brilliant Circles' Stanley'a Cowell'a, jak najbardziej płyty Grant Greena ('Idle Moments' i 'Street of Dreams'), 'Destiny Dance' Chico Freemana, płytki Jackie McLeana, McCoy Tyrnera i może rewelacyjne, koncertowe  SF Jazz Collective z udziałem Bobby Hutchersona - to był pierwszy okres działalności grupy - najlepszy!

  • Thanks 1

Parker's Mood

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Chicago napisał:

Można też sięgnąć do rzeczy niefirmowanych nazwiskiem Hutchersona, a które to płyty są albo bardzo dobre, albo co najmniej dobre.

W późniejszym czasie chciałem dodać (przynajmniej część) tych znakomitości z jego udziałem.

Już nie trzeba.

Dzięki Chicago.

Share this post


Link to post
Share on other sites

'His Name Is Alive' – projekt muzyczny założony przez multiinstrumentalistę Warrena Defevera w Livonii w stanie Michigan. Muzyka His Name Is Alive to eksperymentalny pop, a inspiracje zespołu obejmują tak różne gatunki muzyczne jak art rock, elektronika, avant-pop, funk, R&B, blues, jazz i soul.'

'Defever zapoczątkował nagrania pod nazwą His Name Is Alive w 1986 roku, zainspirowany artystami takimi jak Eddie Cochran, King Tubby, Jimi Hendrix, Leadbelly, i nagrywający dla 4AD Records Cocteau Twins. W pierwszych latach istnienia zespołu wokalistkami były Angie Carozzo i (później) Karin Oliver, koleżanka z grupy Defevera na jego studiach na Eastern Michigan University (które porzucił, koncentrując się na tworzeniu muzyki). HNIA nagrali trzy kasety, które zainteresowały brytyjską wytwórnię 4AD. 'Livonia' był pierwszym albumem His Name Is Alive i ukazał się w 1990 roku.'

'W następnym roku ukazała się płyta 'Home Is In Your Head'. Defever odszedł na tej płycie od eterycznego klimatu pierwszego wydawnictwa na rzecz oszczędniejszych aranżacji; zaskoczeniem były także teksty ujawniające dziwne poczucie humoru frontmana i ilość utworów na płycie (23, z czego niektóre trwające tylko minutę).'

'Mouth By Mouth' pojawiła się w 1993 roku. Na trzeciej płycie Defever zaangażował wielu muzyków z zewnątrz, w tym nowego perkusistę Treya Many'ego. Połowa utworów z płyty była autorstwa grupy The Dirt Eaters, której Defever był członkiem. Odróżniał się stylistycznie od dwóch wcześniejszych wydawnictw HNIA, zawierając bardziej rockowe brzmienia.'

'W 1996 roku, po trwających trzy lata nagraniach, ukazał się album 'Stars On E.S.P. Album był wyrazem kolejnego stylistycznego zwrotu, a krytycy muzyczni odnajdywali w nowej muzyce HNIA wpływy muzyki dawnej i surf-rocka. W podobnej stylistyce był utrzymany album z 1998 roku, 'Ft. Lake', na którym nowa wokalistka Lovetta Pippen zaśpiewała w trzech utworach („No Hiding Place”, „Wishing Ring”, „Everything Takes Forever”), nadając im wyraźnie bluesowy charakter. W innych utworach można usłyszeć awangardową artystkę, Darę, znaną z kilku wcześniejszych EPek zespołu i z utworu „Library Girl” pochodzącego z kompilacji 4AD All Virgos Are Mad.'

'W 2000 roku Defever, po zakończeniu wieloletniej współpracy z Karin Oliver dokonał najbardziej kontrowersyjnej i dzielącej fanów zespołu wolty artystycznej, obierając kierunek wyznaczony przez twórców psychodelicznego R&B, takich jak Jimi Hendrix i Isley Brothers. Album Someday My Blues Will Cover The Earth, którego wydanie opóźniło się o rok z powodu rozwiązania wytwórni fonograficznej, ostatecznie ukazał się w 2001 roku. Last Night ukazał się w roku następnym, również z kilkumiesięcznym opóźnieniem.'

'Pod koniec 2002 roku ogłoszono, że His Name Is Alive nie jest już związany kontraktem z 4AD: jedne plotki mówiły o zerwaniu współpracy, inne o przyjacielskim porozumieniu. Kolejne albumy były wydawane przez niezależne wytwórnie lub sam zespół. Pod koniec 2003 roku ukazało się wydawnictwo timeSTEREO nowego materiału HNIA, Brown Rice. Tytuł płyty został pożyczony od longplaya Dona Cherry’ego z lat 70. Płyta była w sprzedaży na niektórych koncertach zespołu i później, pod koniec 2004 roku, przez internet, na stronie timeStereo. Detroit River, kompilacja remiksów i utworów z sesji nagraniowej ostatniego albumu, była sprzedawana na koncertach w 2004 roku. W 2005 roku Defever założył label Silver Mountain Media Group, i wydał kolejne albumy Raindrops Rainbow i Detrola.'

 

To tyle co wyszukałem w wiki. W ogóle nie znałem tego zespołu i praktycznie nie znam ich nagrań i pewnie nigdy nie zainteresowałbym się tymi historiami gdyby nie jeden 'drobiazg'. Tym drobiazgiem jest płytka HNIA z 2007 roku - 'Sweet Earth Flower' - a Tribute to Marion Brown. Muzyczny hołd dla Mariona Browna jest naprawdę świetnie zrealizowany i nie ma tutaj lipy - nagrania mają melancholijno-medytacyjny charakter i tak też się tego słucha. Zespół HNIA zainspirował się póżnymi nagraniami Mariona Browna z lat siedemdziesiątych, czyli okresem muzycznym już bardziej stonowanym i wielce przystępnym, i taka jest też ta płyta - przystępna, powściągliwa, kontemplacyjna, określona formą. Własny ślad grupy jest mocno słyszalny w utworze 'Bismillahi Rrahmani Rrahim' gdzie spotyka się fantastyczny dialog saksofonów i gitary elektrycznej nadając temu nagraniu niemalże rockowy pazur. Znakomite nagranie, klimat, naprawdę świetna płytka - polecam!

Skład: Warren Defever - gitara, fortepian;  Elliot Bergman - saksofon tenorowy, Rhodes;  Jamie Saltsman - kontrabas;  Justin Walter - trąbka;  Jamie Easter - perkusja;  Dan Piccolo - perkusja, instrumenty perkusyjne;  Michael Herbst - saksofon altowy;  Erik Hal - piano elektryczne;  Olman Piedra - conga, cajon.

High Two Recording Records © ℗ 2007

https://www.discogs.com/His-Name-Is-Alive-Sweet-Earth-Flower-A-Tribute-To-Marion-Brown/release/1180057

R-1180057-1198775673.gif.jpg

 


Parker's Mood

Share this post


Link to post
Share on other sites

Świetna płyta japońskiego klawiszowca Masabumi Kikuchiego z 1976 roku nagrana pod szyldem Wishes - Kochi. Niedawno się na nią natknąłem. Trochę mi przypomina dokonania Hancocka z okresu Mwandishi, ale tu jest więcej muzyki odjazdowej w połączeniu z japońskim folkiem.
Ciekawy też skład:

Composed By – Masabumi Kikuchi

Congas – M'tume*

Drums – Al Foster

Electric Bass – Anthony Jackson

Electric Guitar – Reggie Lucas

Performer [G Flute] – Dave Liebman*

Piano, Electric Piano [Fender Rhodes], Organ [Yamaha Yc-45d], Synthesizer [Arp Odyssey], Other [Korg Synthe-bass], Biwa – Masabumi Kikuchi

Soprano Saxophone – Dave Liebman*

Soprano Saxophone, Tenor Saxophone – Steve Grossman

Trumpet, Percussion – Terumasa Hino

Share this post


Link to post
Share on other sites

Całkowicie milesowski skład i milesowkie fusion/free.

Masabumi brumi - i takiego brumiącego i chrząkającego Masabumiego już zapamiętam forever. Zaczynał swoją praktykę od fusion/free, a skończył na 'wielkiej ciszy' tkwiącej w urokliwym contemporary/free, choć był wszechstronnym muzykiem niestroniącym od klasyki i bopu. Wielki i wspaniały artysta, który odszedł w zapomnieniu i biedzie - aż serce boli! Jest on chyba moim najukochańszym Japończykiem, który zaangażował  się w jazz.


Parker's Mood

Share this post


Link to post
Share on other sites

Masabumi Kikuchi poznałem głównie od strony nagrań dla Winter&Winter i wstyd przyznać ale nawet nie wiedziałem, że odszedł :-( Rzeczywiście mało nagrywał w swoich ostatnich latach.
Chicago, czy wiesz coś więcej o przyczynach trudnej sytuacji w której się znalazł pod koniec życia? To wiedza dostępna publicznie czy z prywatnych źródeł?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z tego co wiem, Masabumi Kikuchi nie miał pieniędzy na leczenie i muzycy, którzy z nim współpracowali i byli jego przyjaciółmi, musieli go finansowo wspomagać czy też ratować. A można by pomyśleć, że jak to, mieszkał na Manhatanie i nie miał pieniędzy? Taki jest niestety jazz w większości - dobrze żyjący i zarabiający na jazzie dobre pieniądze, to niestety przysłowiowa garstka w stosunku do całości muzyki. To dlatego m.in amerykańscy muzycy jazzowi szukają pieniędzy w Europie i tam też emigrowali w najlepszych latach jazzu - głównie w celch zarobkowych. Zresztą i teraz większą kasę zarabiają w Europie niż u siebie - okrutna prawda, ale to jest fakt. O ile sobie przypominam, na temat ciężkiej sytuacji Kikuchiego pod koniec jego życia, była też wzmianka w jazzarium.pl. Oczywiście sytuacje takie jak Masabiego Kikuchi dotykają normalnych ludzi, którzy z jakąkolwiek formą sztuki nie mają nic wspólnego - chodzi o astronomicznie drogie ubezpieczenia, na które wielu po prostu nie stać. W razie poważnej choroby lub wypadku czy też w ogóle niemożliwości pracy, sytuacja tak jakby z automatu wymyka się spod kontroli i dług za leczenie bez ubezpieczenia wzrasta jak 'stąd do wieczności'. To między innymi dlatego jest taka duża ilość bankructw, spowodowana głównie rachunkiem za szpital. Ale jest to przynajmniej jakaś furtka i droga wyjścia, ponieważ bankructwo w US jest, że tak powiem, prawem i przywilejem każdego obywatela. Długi i zawiły temat.


Parker's Mood

Share this post


Link to post
Share on other sites

Masahiko Togashi - 'Session in Paris, Vol.1 'Song Of Soil' / King Records, 2012

Masahiko Togashi był perkusistą związanym głównie z wczesną japońską szkołą freejazzową, ale potrafił się odnależć również w jazzowych projektach głównego nurtu, big-bandzie i fusion. Jego resume obejmuje współpracę i nagrania z wieloma tuzami jazzu sceny zarówno japońskiej jak i amerykańskiej. Są wśród nich pierwszoligowi artyści, m.in. wspomniany Masabumi Kikuchi, Terumasa Hino, Isao Suzuki, Gary Peacock, Paul Bley, Steve Lacy, Richard Beirach, Don Cherry, Charlie Haden... Występował też z Lee Morganem, Sonny Rollinsem, Blue Mitchellem i Ornette Colemanem. Jak widać, sama śmietanka i bardzo poważne nazwiska. Przykrą historią jaka przydażyła mu się w życiu, to niewładność nóg po wypadku w 1969 roku i niestety skazany był na wózek inwalidzki do końca życia. Ale Masahiko Togashi nie poddał się i zaprojektował zestaw perkusyjny, który pozwolił mu grać i kontynuować działalność artystyczną praktycznie aż do śmierci. Zmarł w 2007 roku.

Sesja 'Song Of Soil' odbyła się w Paryżu 12 i 13 lipca 1979 roku w Studio Du Village. Na pokładzie, oprócz oczywiście lidera sesji, mamy dwóch wybitnych muzyków amerykańskich, których raczej nie ma potrzeby anonsować, bo są to wielkie osobistości jazzu w postaci Dona Cherry i Charlie Hadena. Na płytce mamy sześć oryginałów autorstwa Togashi z najdłuższą 'Oasis' trwającą ponad dziesięć minut. Wszystkie utwory na płycie tworzą swobodną improwizację rozegraną w stylistyce free z klimatem kojarzącym się praktycznie od początku z Donem Cherry, bo to właśnie Don jest chyba najbardziej charakterystycznym i rzucającym się w ucho tonem na płycie. Momentów etniczno-folkowych jest tutaj wystarczająco dużo, które to zdecydowanie mogą ujawnić w nagraniu puls, wibracie i feel trębacza. Charlie Haden zaznacza swoją obecność w ornettowskim stylu improwizując zmysłowo z genialnym, pełnym i konturowym brzmieniem, natomiast lider sesji niemalże idealnie wyczuwa intencje swoich kolegów i podąża albo w kierunku Dona Cherry odpowiadając na jego zapytania, albo w kierunku Charlie Hadena dotrzymując mu towarzystwa, dodając koloru,  wypełniając przestrzeń i 'malując' impresjonistycznie niczym Paul Motian w najlepszych swoich 'pejzażach'... finalnie docierając do solowych momentów, w których się objawia jako rasowy drummer z pomysłami na swoje solo. Krótka, trzydziesto-ośmio minutowa płyta mogąca sprawić dużo fanu. Zaletą jest też pierwszorzędna jakość nagrania i dbałość o niuanse dżwiękowe. 

https://www.discogs.com/Masahiko-Togashi-Session-In-Paris-Vol-1-Song-Of-Soil/release/9570475

R-2382320-1309551543.jpeg.jpg  R-2382320-1309551551.jpeg.jpg  R-2382320-1309551567.jpeg.jpg


Parker's Mood

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dee Dee Bridgewater nigdy nie przestanie mnie fascynować, nigdy. Jest to artystka, która posiada wszystkie cechy najlepszego jazzowego wokalu - niesamowity feel, time, charyzmę, technikę i fantastyczny czarny głos - I love Dee Dee. Jej muzycy, to zawsze najwyższa klasa, najwyższy poziom i jazda na maxa. Generalnie wokalu nie słucham, ale Dee Dee jest czymś o wiele więcej niż tylko jazzowym wokalem. Zawsze z wielką i nieukrywaną przyjemnością posłucham i wysłucham co ma do powiedzenia i przekazania. Dee Dee, to znacznie więcej niż tylko muzyka i jazz - Dee Dee jest aniołem!

Koncerty w NPR są tym, co w muzyce najlepsze - czyściutkie, akustyczne, ciche i jakże prawdziwe - a prawdziwość ich polega na tym między innymi, że równie dobrze można by je porównać do warunków jakie większość z nas ma w swoich czterech ścianach. W skrócie można chyba powiedzieć, że to jest top end! Żywa energia - energia płynąca od żywego organizmu do żywego organizmu - i wchłaniana przez żywy organizm. Nawet najlepszy głośnik i elektronika na ziemi nie zastąpią czegoś takiego jak prywatka poniżej 😺

 

  • Like 1

Parker's Mood

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja muszę się przyznać, że jestem zafascynowany płytą Kujaviak Goes Funky p. Zbigniewa Namysłowskiego. Tytułowego utworu z tej płyty mógłbym słuchać godzinami - nie robię tego, aby mi nie spowszedniał. Nie znalazłem na forum za dużo o tej płycie (nic? 😉 ). Naprawdę kawał świetnej muzyki. Sama płyta "wchodzi" mi bardziej niż "Winobranie".

 

spacer.png

Edited by monolithhh

Marantz CD6005 // Roksan Kandy K3 // Tannoy DC6T SE

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 2.05.2019 o 15:08, Chicago napisał:

 Generalnie wokalu nie słucham,

 

Ja, skromny fan jazzu słucham Melody Gardot. Zaśmiewam się z Jej wywiadu dla Polskiego Radia.:

"Pamiętam jedno zdanie po polsku, bo wychowywała mnie babcia Polka : " Bo dam ci po dupie"  😂

1 godzinę temu, monolithhh napisał:

Ja muszę się przyznać, że jestem zafascynowany płytą Kujaviak Goes Funky p. Zbigniewa Namysłowskiego. Tytułowego utworu z tej płyty mógłbym słuchać godzinami - nie robię tego, aby mi nie spowszedniał. Nie znalazłem na forum za dużo o tej płycie (nic? 😉 ). Naprawdę kawał świetnej muzyki. Sama płyta "wchodzi" mi bardziej niż "Winobranie".

 

spacer.png

Dla mnie The Q - Open to jest odlotowa muzyka. Do Kuyaviaka i Winobrania jeszcze nie dorosłem...
 

Namysłowski Open.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, monolithhh napisał:

Ja muszę się przyznać, że jestem zafascynowany płytą Kujaviak Goes Funky p. Zbigniewa Namysłowskiego. Tytułowego utworu z tej płyty mógłbym słuchać godzinami - nie robię tego, aby mi nie spowszedniał. Nie znalazłem na forum za dużo o tej płycie (nic? 😉 ). Naprawdę kawał świetnej muzyki. Sama płyta "wchodzi" mi bardziej niż "Winobranie".

 

spacer.png

Dla mnie to oczywista oczywistość.Jedna z najważniejszych płyt polskiego jazzu.Myślałem,że to truizm.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla kogoś, kto dopiero poznaje jazz to nie taki truizm 😉 Zdecydowanie więcej atencji ma "Winobranie", a o Kujaviaku na forum cisza. Może wyszukiwarka kuleje, ale za dużo nie znalazłem. A płyta jest fantastyczna! Polskie fusion póki co bardziej mi smakuje niż np. elektryczny Miles. Żeby nie robić offtopu - również Quasimodo od Laboratorium słucha mi się wyśmienicie i w zasadzie od Quasimodo zaczęła się bliższa przygoda z jazzem.


Marantz CD6005 // Roksan Kandy K3 // Tannoy DC6T SE

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mam Tidala, więc z dostępem do Milesa problemu nie ma. Mam też kilka jego płyt CD (w tym "Kind of Blue" i "In a Silent Way"). Odpowiem przewrotnie. Na pewno słuchałem, nie wiem, czy "słyszałem" - po Twoim pytaniu przesłucham raz jeszcze.  Nie chcę robić offtopu, bo to o fascynacjach, a Miles - mimo, że "wielkim poetą był" - na razie mnie nie porwał. Zrzućmy to na karb braku osłuchania w jazzie. Żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie twierdzę, że jest źle. W muzyce szukam uniesień i ogólnie jest niewiele płyt, które porywają mnie na całego. O dziwo Kujaviak jest jedną z nich i to jest właśnie moja fascynacja w jazzie!

 

Edit - słucham właśnie rzeczonej płyty. Bardziej melodyjna od "In a Silent Way", czy "Bitches Brew" które posiadam. Jak przesłucham w całości, to będę wiedział więcej.

Edited by monolithhh

Marantz CD6005 // Roksan Kandy K3 // Tannoy DC6T SE

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzisiaj słuchałem przede wszystkim rocka, a teraz - już na słuchawkach - puściłem sobie z Tidala (płyta do mnie jedzie) rzeczoną płytę p. Zbigniewa Namysłowskiego i mnie olśniło. Wiem, dlaczego podoba mi się ta płyta. To jak gra Czesław Bartkowski na perkusji absolutnie do mnie przemawia, dopiero teraz do mnie to dotarło. Świetnie podaje rytm Namysłowskiemu. Podobnie miałem w przypadku koncertu Zbigniewa Lewandowskiego. Noga sama mi chodziła. Nota bene, o ile mnie pamięć nie myli, na tym samym koncercie, lecz nieco później, grał również Zbigniew Namysłowski - Polish Jazz - Yes!

Edited by monolithhh
  • Like 1

Marantz CD6005 // Roksan Kandy K3 // Tannoy DC6T SE

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja eksploruję właśnie muzykę Adama Bałdycha. Właśnie w tym topiku umieszczam mój wpis bo kurcze facet mnie fascynuje. Jak On mi do tej pory umknął ? To niesamowite jak jazz rozwija, jakimi krętymi ścieżkami możemy podążać. Do tej muzyki będę wracał i chcę poznać więcej. Mam z Bałdychem podobnie jak z Wasilewskim. 

 

Edited by Lech W
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zgadzam się z powyższymi wpisami. Cudze chwalicie, a swego nie znacie.
Davis, Coltrane, Jarrett, Corea...owszem - trzeba poznać, bo to kanon, ale jest mnóstwo świetnego jazzu wśród polskich wykonawców.
Ze współczesnych polecam Tatvamasi. Light Corporation i Quartado.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

cała koncepcja fascynującego jazzu może zawalić się np. po przesłuchaniu propozycji z lat 50siątych, i wiadomo kogo należy chwalić 😉  a może trzeba sięgnąć jeszcze wcześniej? albo odejść w bardziej wolne obszary, badać nieznane? - it is JAZZ. nie ma prostej odpowiedzi w tym temacie, prawie wszystkie się mieszczą 😎

md.jpg

md2.jpg

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 5.05.2019 o 14:48, soundchaser napisał:

Cudze chwalicie, a swego nie znacie.

Ja uwielbiam Rożki Poznańskie - nie ma bata na Rożki. Są genialne.

A tak na poważnie, jak już, to raczej zostawiłbym na razie Tatvamasi i najnowsze 'osiągnięcia Polaków w jazzie, wrócił do przeszłości i startował od początku - powiedzmy od 1958 roku, czyli od pierwszego festiwalu Jazz Jamboree. Ten festiwal nie był jakąś zupełną nowością w kontekście grania jazzu i jego koncertowych odsłon, ale generalnie chyba można przyjąć, że od tego roku jazz grany w Polsce zaczął nabierać kształtów i koloru pod wieloma względami. Polskie korzenie jazzowe należałoby prześledzić od wczesnych czasów powojennych i grupy Melomani, która to była prekursorem i wyznacznikiem grania jazzu w Polsce. Oczywiście, można zacząć od Komedy, bo wiadomo, że Komeda został tak w Polsce spopularyzowany, że nawet słuchacze niejazzowi wiedzą kim był ten wielki Polak, zapominając, albo w ogóle nie wiedząc, jakże nieslusznie, nieodpowiedzialnie i niezrozumiale o Andrzeju Trzaskowskim, który był  największym i co tu dużo mówić, najwybitniejszym polskim jazzmanem - to on pokierował rozwojem jazzowym Polski, praktycznie na każdym szczeblu drabiny stylów i jako najbardziej, najlepiej wykształcony, najbardziej kreatywny i najbardziej świadomy polski muzyk jazzowy, ukształtował praktycznie cały grunt dla tego co się dzieje obecnie. To nie Komeda, choć on też w pewnym sensie biorąc pod uwagę kontekst jazzowy, ale właśnie Andrzej Trzaskowski jest tym, o którym powinno się mówić w pierwszej kolejności i od niego zacząć. Oczywiście nie wolno zapominać o Kurylewiczu, ale to już trochę inna bajka, choć też niesamowita.

 

Edited by Chicago
Edyt Zjadacz
  • Like 1
  • Thanks 1

Parker's Mood

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.