Jump to content

Audio-Technica ATH-M50xBT PB

Fr@ntz

Wyobrażacie sobie sytuację, by w dobie bezpardonowej, czy wręcz morderczej konkurencji któryś z producentów, zakładam, że dobrowolnie i świadomie,  odpuszczał sobie jakieś ¾ populacji konsumentów? Nie? No to witamy w świecie Hi-Fi. W świecie, gdzie niepodzielnie rządzi czerń okazjonalnie tylko poprzetykana srebrem surowego aluminium, bądź zachowawczą szampańskością. Oczywiście nieco dramatyzuję i upraszczam, gdyż przynajmniej w segmencie kolumn popularne są najprzeróżniejsze forniry a Wilson Audio, EgglestonWorks, czy Vivid potrafią błysnąć kolorem a Linn kusić tekstylnymi, wzorzystymi maskownicami. W bardziej przystępnych pułapach cenowych wyjątkiem potwierdzającym regułę jest austriacki Pro-Ject, u którego umaszczenie gramofonu można niemalże dobierać pod kolor i wzór … skarpetek. Jednak lwia część wytwórców nad wyraz wyraźnie preferuje monochromatyczną paletę barw a patrząc na sklepowe półki możemy poczuć się jak na przysłowiowym polskim filmie – „nuda… Nic się nie dzieje, proszę pana. Nic.” W efekcie wrażliwe na piękno niewiasty nawet nie patrzą w wiadomą stronę, a i nasze latorośle wolą to, co modne a niekoniecznie dobrze grające. Jeśli do tego dołożymy wszechobecne, działające również podprogowo reklamy nakazujące wyróżniać się z tłumu, wyrazić siebie itp., to dość szybko dojdziemy do wniosku, iż „nasza branża” w sposób nader ostentacyjny nie tyle wyklucza, co po prostu ignoruje potrzeby większości przedstawicielek płci pięknej i wkraczającej w dorosłe, polegające na podejmowaniu samodzielnych wyborów, życie młodzieży. W dodatku okazuje zaskakująco skutecznie zaimpregnowana na wiedzę, czyli uczenie się na przykładzie postępowania innych. O co chodzi? O casus Beats Audio, czyli marki, która przebojem wdarła się na rynek słuchawkowy i choć pod względem brzmieniowym jej wyroby były nazwijmy to delikatnie „dyskusyjne”, to poprzez świetny marketing i odważną kolorystykę/wzornictwo zdobyła szaloną popularność właśnie wśród małoletniej klienteli, celebrytów itp. A co na to segment Hi-Fi? Ne licząc hipermarketowej masówki straszącej podobiznami Minionków, Barbie i Hello Kitty… nic, zupełnie nic.
Całe szczęście ostatnimi czasy coś w temacie drgnęło i japońska Audio-Technica jakiś czas temu, o ile mnie pamięć nie myli było to w okolicach połowy października 2017, wprowadzając do swojego portfolio nad wyraz skutecznie łapiące za oko limitacje swojego klasyka. Mowa o lubieżnie czerwonych, choć zdecydowanie bliżej im do burgunda ATH-M50xRD, czyli designerskiej odsłonie „studyjnych” ATH-M50x. Oczywiście grzebiąc w pożółkłych papirusach nawet w obrębie samej profesjonalnej serii „M” znajdziemy jeszcze kilka krótkich – kolekcjonerskich edycji –50th Anniversary Edition z 2012, M50RD z 2013, M50xNL z 2014, M50DG z 2015, M50MG z 2016, czy M50XBB z 2018, to skupiając się na czasach nowożytnych a dokładnie pandemicznym AD2020 szesnastego czerwca miała premierę odsłona kolejnej purpurowo-czarnej „limitki” i to dostępnej zarówno w wersji przewodowej - ATH-M50x PB, jak i bezprzewodowej ATH-M50xBT PB. I właśnie jej „kablosceptyczną” odmianą, dzięki uprzejmości dystrybutora - Sieci Salonów Top HiFi & Video Design przyjdzie nam się w ramach niniejszego testu zająć.

ATH-M50xBT-0001.thumb.jpg.1dc298a3c07ffb978e30a54b9d3cfdd1.jpg ATH-M50xBT-0002.thumb.jpg.239f1b07d50070def3f6625e97b27c52.jpg ATH-M50xBT-0003.thumb.jpg.9b70aad670f97f3f1a06ac0f46d6ffc9.jpg

ATH-M50xBT-0004.thumb.jpg.d026b573ebfbb45b374249906f8533df.jpg ATH-M50xBT-0005.thumb.jpg.cfc4db6d33174652f842650e0c2de270.jpg ATH-M50xBT-0006.thumb.jpg.69960355d4b4c5912873f7852356e047.jpg

ATH-M50xBT-0007.thumb.jpg.5553ec0c60878ed55e57ef80fefa0f47.jpg ATH-M50xBT-0009.thumb.jpg.2c3cf0ebf6cc4ac861eec7ce76194d9b.jpg ATH-M50xBT-0010.thumb.jpg.1aac3ac953ae15497be4276741a655f3.jpg

ATH-M50xBT-0011.thumb.jpg.24695cfc5e17636492c264b7d1bb44fb.jpg ATH-M50xBT-0012.thumb.jpg.d9f3f6516b3ba159234c2346e7f98754.jpg ATH-M50xBT-0014.thumb.jpg.9ab6dedfc2752b4bf2aee41383ccc055.jpg

ATH-M50xBT-0015.thumb.jpg.4a691e193e7ad9f42fb1867c2d273133.jpg ATH-M50xBT-0017.thumb.jpg.5bf4694a1f9f2d3db961a32e774d71c4.jpg ATH-M50xBT-0018.thumb.jpg.0c88f97f6101857a9d0fda2eac9a6213.jpg

Jak z pewnością co bardziej pamiętliwi czytelnicy zdążyli zauważyć niniejszy test jest poniekąd powtórką z rozrywki, czyli kolejną odsłoną spotkania z czarną, standardową wersją ATH-M50xBT z marca 2019. Odgrzewanie kotleta? Niekoniecznie, gdyż po pierwsze takie powroty dają nam odpowiedź jak dane urządzenie znosi próbę czasu a po drugie poszerzając w tzw. międzyczasie własne portfolio przesłuchanych modeli jesteśmy w stanie spojrzeć na przedmiot naszego zainteresowania ze zdecydowanie szerszej, aniżeli wcześniej, perspektywy.
Zacznijmy jednak zgodnie z tradycją, czyli od opisu walorów wizualnych, budowy i ergonomii. I tu od razu dobra wiadomość, bowiem o ile wcześniej, przy czarnej wersji utyskiwałem, oczywiście z wrodzonej przekory i usilnego szukania dziury w całym, na niemożność „zadania szyku” na modnym deptaku, bądź promenadzie, to tym razem mam przekonanie graniczące z niemalże 100% pewnością, że zainteresowani zaistnieniem w towarzystwie i wyróżnieniem się z szarej masy ludzkiej ciżby domorośli influencerzy będą w pełni usatysfakcjonowani, gdyż z tego co mi wiadomo fiolet nadal jest w modzie, więc i z doborem dodatków, odzienia, czy też lakieru na tipsach nie powinno być problemu. Oczywiście przesadzam, bo tytułowe 50-ki tak w pudełku, jak i na głowie prezentują się zjawiskowo wywołując jednoznacznie pozytywne reakcje tak postronnych obserwatorów, jak i domowników.
Audio-Technica przez ostatnie lata zdążyła nas przyzwyczaić do tego, iż jej firmowe opakowania dalekie są od iście bizantyjskiego przepychu, z czego nie zrezygnowała i tym razem, więc raczej nie widzę większego sensu trzymania go na widoku po wyłuskaniu interesującej nas zawartości. Ot kartonowe pudełko ze zdjęciem wsadu wzbogaconym o standardowe informacje przybliżające funkcjonalność plus wiotka plastikowa wytłoczka wyściełana czarnym materiałem. Wystarczy wyłuskać słuchawki z dedykowanymi im akcesoriami a pudełko wrzucić na pawlacz, bądź po prostu bez żalu zutylizować zgodnie z zasadami sortowania śmieci. A właśnie, wraz z „daniem głównym” otrzymujemy miękki (ciekawe czemu czarny a nie fioletowy) woreczek z „ekologicznej skóry”, 1,2m przewód sygnałowy jack TRRS z pilotem i mikrofonem, oraz dość krótki – 30 cm kabel USB do ładowania.
Jak widać na powyższych zdjęciach 50-ki pomimo swoich całkiem okazałych gabarytów wcale nie zajmują dużo miejsca, gdyż za sprawą tak składania, jak i możliwości obrotu muszli o 180°, czy to w podróży, czy to na półce okazują się nad wyraz mało absorbujące gabarytowo. Jakość wykonania? Jak to mówią Ania, znaczy się Mucha nie siada. Dominujące (jedynie wzmocnienie pałąka i mechanizm wysuwania są metalowe) tworzywo sztuczne jest wysokiej jakości a elementy z niego wykonane świetnie spasowano, więc nic nie skrzypi i nie trzeszczy tak przy zakładaniu/zdejmowaniu, jak i normalnym użytkowaniu. W dodatku satynowa / lekko matowa faktura w połączeniu z fioletowym umaszczeniem okazują się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę, nader skutecznie zapobiegając pozostawianiu na nich śladów daktyloskopowych. Wykonane z eko-skóry wyściełanie pałąka i padów okalających 45mm przetworniki jest przyjemne w dotyku, całkiem satysfakcjonująco sprawdzając się nawet podczas wielogodzinnych odsłuchów. Warto jednak mieć na uwadze, iż są to konstrukcje zamknięte, więc zalecane jest co jakiś czas „przewietrzenie” sobie uszu i chwila ciszy. Wbudowany akumulator pozwala na około trzydzieści pięć - czterdzieści godzin pracy, co oczywiście uzależnione jest od głośności i warunków w jakich przyjdzie nam ich używać, za to ładowanie warto planować na noce, gdyż ATH-M50xBT PB do „zatankowania do pełna” potrzebują około siedmiu godzin.
Centrum dowodzenia umieszczono na rancie lewej muszli. To tu znajdziemy włącznik główny, port zasilania micro USB Typ-B, mini diodę informującą o statusie pracy, ukryte w niewielkim wgłębieniu gniazdo sygnałowe mini jack (o ile ktoś miałby ochotę na użytkowanie słuchawek w tradycyjny – przewodowy, sposób) i trzyprzyciskowy panel sterowania zapewniający nie tylko regulację głośności i odbieranie/kończenie połączeń, lecz również nawigację po odtwarzanej playliście. Powyższe interfejsy wspiera panel dotykowy zlokalizowany pod zdobiącym lewą muszlę firmowym logotypem. Z jego pomocą, mając sparowane 50-ki ze smartfonem/tabletem możemy korzystać z rozpoznawania mowy dostępnej w Siri na iOSie i Asystenta Google na Androidzie. Warto również wspomnieć, iż tytułowe nauszniki bezprzewodowo komunikują się po Bluetooth 5.0 a co najważniejsze wspierają kodeki Qualcomm® aptX oraz AAC i SBC (profile: A2DP, AVRCP, HFP, HSP). Znaczy się jest dobrze.

No to teraz (nieco dłuższa) chwila prawdy, gdyż tym razem słuchawki od dystrybutora otrzymałem na tyle wcześnie, że na testy miałem niemalże miesiąc i to miesiąc nad wyraz intensywnej eksploatacji, gdyż z racji wpadającej w oko aparycji w wygrzewaniu fabrycznie nowego egzemplarza pełną gotowość zgłosiła również moja Małżonka, więc pomijając kilkugodzinne przerwy na sen i/lub ładowanie 50-ki grały nad wyraz często. Można zatem uznać, iż mając kilkusetgodzinny przebieg były wystarczająco wygrzane a tym samy niezbyt skore do ewentualnych spektakularnych przemian. Za to jeśli o ewentualną spektakularność, jako taką chodzi, to uczciwie trzeba przyznać, że purpurowe ATH-M50xBT jeńców nie biorą już od pierwszych taktów. Śmiało można je bowiem uznać za istny wulkan energii i to energii pozytywnej. Ich odsłuch z powodzeniem można byłoby zalecać, czy wręcz przepisywać na receptę, wszystkim ponurakom cierpiących z powodu jesiennego przesilenia, bądź spowodowanego innymi czynnikami zewnętrznymi spadku chęci do działania. Wyraźnie zaznaczone skraje pasma sprawiają, że ani na brak basowych pomruków, jak wrażeń przestrzennych i oddechu cierpieć nie powinniśmy. Przykładowo „The Now Now” Gorillaz świetnie sprawdzał się w roli „masażysty” naszych skołatanych nerwów, lecz zamiast monotonnie dudnić i cykać podany został w wielce atrakcyjnej formie, gdzie zróżnicowanie tak struktury, jak i samej definicji poszczególnych, czysto syntetycznych dźwięków potrafiło zaabsorbować moją uwagę na długie kwadranse. Podobnie sprawy się miały z górą pasma, która swą intensywnością ani myślała ustępować przeciwległemu skrajowi. Całe szczęście nie brakowało jej wyrafinowania i czystości, więc udało jej się unikać epatowania ziarnistością, czy popadać w zbytnią i męcząc na dłuższa metę ofensywność. Z kolei średnica, o której do tej pory dziwnym zrządzeniem losu jeszcze nawet nie wspomniałem mówiąc wprost była cały czas na swoim miejscu dbając tak o zachowanie równowagi tonalnej całości przekazu, jak i atrakcyjność warstwy wokalnej. Co ciekawe, zamiast standardowego wypychania solistów przed szereg i przybliżania ich w celu poprawy namacalności Audio-Technica postawiła na coś zupełnie innego. Na co? Na taką aranżację sceny, byśmy mogli obserwować wydarzenia na niej z takiej perspektywy, by nic z pierwszych planów nie przesłaniało nam widoku dalszych, a więc jesteśmy trzymani na pewien dystans. Czy to źle? Absolutnie nie, gdyż 50-ki dzięki temu swym graniem całkiem udanie nawiązują do konwencjonalnego – kolumnowego odsłuchu.
Świetnemu pod względem muzycznym, lecz dalekiemu od relizacyjno – brzmieniowych zachwytów „Whoosh!” Deep Purple, nawet przy niemalże koncertowych poziomach głośności, udało się uniknąć granulacji góry i nieprzyjemnego podkreślania sybilantów. Nie odnotowałem również nijakich problemów z kompresją, więc po kilku minutach spokojnie mogłem obniżyć dawki decybeli serwowane moim uszom do bardziej cywilizowanych poziomów. Nie oznaczało to bynajmniej spadku atrakcyjności przekazu, czy osłabionych wymachów kończyn, gdyż również nie skazując się na przedwczesną głuchotę nader spontanicznie podrygiwałem w rytm hardrockowych przebojów. Co prawda brak epickich riffów i dość zachowawczy śpiew Gillana daleki był od tego, z czego Purple słynęli wcześniej, ale wiadomo, że starość nie radość, ale ową „starość” Audio-Technici pokazały bardziej jako „wesołe jest życie staruszka” aniżeli ponurą i dżdżystą jesień. Czuć energię i radość płynącą ze wspólnego muzykowania.
Jednak aby odkryć potencjał drzemiący w 50-kach wcale nie trzeba sięgać po elektroniczną „sieczkę”, bądź zelektryfikowane porykiwania, gdyż w zupełności wystarczy mały skład i mistrzowskie wykonanie, jak daleko nie szukając „Turn Up The Quiet” Diany Krall. W dodatku właśnie na takich „wymuskanych” realizacjach dochodzi do głosu studyjne pochodzenie tytułowych słuchawek. Poszczególne instrumenty kreślone są i rozmieszczane na scenie z taką precyzją, że nawet poruszając się po niej z zawiązanymi oczami nie sposób się o cokolwiek potknąć. No chyba, że jakaś gapa zostawi na podłodze pudełko po kanapkach, albo puszkę po Coli. Artykulacja wokalistki jest z kolei tak namacalna, jakby siedziała nie tyle nam na kolanach, gdyż jak już zdążyłem nadmienić cały czas zachowany jest zdrowy dystans i nikt nikomu nie narusza strefy komfortu, ale spokojnie możemy poczuć zapach perfum królowej jazzowych interpretacji. Mało? Bardzo przepraszam, ale chciałbym nieśmiało przypomnieć, że poruszamy się na pułapie 1 kPLN a nie wielokrotności powyższej kwoty i czego jak czego, ale cudów spodziewać się tutaj raczej nie należy. Tym bardziej, że nikt nam ich nie obiecywał. Mamy za to fenomenalny wgląd w nagranie, wciągającą bardziej aniżeli chodzenie po bagnach motorykę i po prostu czystą, niczym niezmąconą przyjemność obcowania z ulubionymi nagraniami. Tylko tyle i aż tyle.

Ponoć kolory nie grają, rozmiar nie ma znaczenia a pieniądze szczęścia nie dają. Tymczasem o ile czarną wersją ATH-M50xBT z reguły interesują się tylko rozeznani w temacie pasjonaci, po mniejsze modele, których też miałem okazję przesłuchać bezlik sięgną ci o mniej ogropodobnej (vide mojej) posturze jednostki a tańszymi zadowolą się osoby nader okazjonalnie zakładające słuchawki na uszy, chociażby tylko na potrzeby lockownowych telekonferencji, to tytułowe fioletowe limitki nader dobitnie pokazują, że może być inaczej. Nie dość bowiem, że Audio-Technici ATH-M50xBT PB (Purple-/black) przyciągają wzrok już z daleka, to z powodzeniem okalają nawet duże małżowiny a za niewiele więcej od wersji podstawowej stanowią prawdziwą ozdobę i kolekcjonerski bilet wstępu do audiofilskich doznań nausznych na naprawdę wysokim poziomie.

Ps. Jeśli nie chcecie mieć nieprzewidzianych wydatków lepiej nie pokazujcie zdjęć tytułowych słuchawek swoim piękniejszym połówkom, bądź progeniturze, bo może się okazać, że listę oczekiwanych drobiazgów mikołajkowo-gwiazdkowych zdominują … japońskie nauszniki.

Marcin Olszewski

Dystrybucja: Sieć Salonów Top HiFi & Video Design
Cena: 999 PLN

Dane techniczne
- Konstrukcja: wokółuszne, zamknięte
- Przetworniki: 45 mm
- Impedancja: 38 Ω
- Pasmo przenoszenia: 15 – 28 000 Hz
- Czułość: 99 dB/mW
- Komunikacja: Bluetooth 5.0 z Qualcomm® aptX, AAC, SBC (profile: A2DP, AVRCP, HFP, HSP)
- Akumulator: litowo-polimerowy 3,7 V
- Czas pracy: do 35-40 godzin
- Czas ładowania: ok. 7 godzin
- Maksymalny zasięg łączności bezprzewodowej: do 10m
- Waga: 310 g (bez kabla)



User Feedback

Recommended Comments

There are no comments to display.



Guest
This is now closed for further comments

  • TOPPING E30

    Przed nami kolejna odsłona produktów marki Topping, przetwornik cyfrowo analogowy E30, który posiada certyfikat audio HI-RES z obsługą DSD 512 i 768 kHz / 32-bitowy dźwięk. Rozmiarem i wyglądem E30 pasuje idealnie do wzmacniacza słuchawkowego L30, razem na biurku prezentują się świetnie. Przetwornik ma solidną aluminiową obudowę o prostym i minimalistycznym wyglądzie. Na przednim panelu znajduje się jeden przycisk sensorowy, służący do sterowania oraz pomarańczowo-niebieski panel LED, któ

    M@rgot
    [email protected]
    Akcesoria 3

    Marek Biliński - Mały Książe reedycja 2lp

    Kolejna z serii reedycji płyt Marka Bilińskiego, wydanych z oryginalnych taśm matek, z bardzo łagodnym masteringiem. Według Twórcy płyta brzmi tak, jak powinna brzmieć w momencie wydania – lecz wtedy nie pozwalało na to ograniczenia sprzętowe i wymogi rynku, który uległ loudness war… Dzięki reedycji udało się uzyskać lepsze pasmo przenoszenia skrajnie niskich i skrajnie wysokich rejestrów przy zachowaniu odpowiedniej dynamiki całego nagrania.   Dwupłytowy album - bardzo ład

    plastik1989
    plastik1989
    Muzyka 3

    Denon, edycja na 110 lecie firmy

    Z okazji 110 lecia firmy Denon na rynek wprowadzone zostały urządzenia jubileuszowe. Dzięki zaproszeniu Krakowskiego Audiotrendt, mamy przyjemność je państwu zaprezentować. Pierwsze z nich to wzmacniacz Denon PMA-A110:   „Zaprojektowany w oparciu o 110 lat doświadczenia w branży audio, aby zadowolić najbardziej wymagających audiofilów, Denon PMA-A110 to najlepszy wybór dla słuchaczy, którzy chcą zbudować 2 kanałowy system Hi-Fi swoich marzeń. Zintegrowany wzmacniacz PMA-A110, jest

    plastik1989
    plastik1989
    Systemy 5

    Audio-Technica ATH-G1WL

    Nie wiem jakie są Wasze odczucia, ale z mojego, czysto subiektywnego punktu widzenia tegoroczny listopad trudno uznać za nudny i standardowy. Nie dość, że z powodu pandemii nie odbyło się Audio Video Show, co automatycznie przełożyło się na konieczność gruntownej reorganizacji planów publikacyjnych, to starając się dopasować tematykę testów do obowiązujących na rynku audio trendów zacząłem zapuszczać się w rejony do tej pory na audiostereo nieco marginalizowane. Okazało się bowiem, że po chwilow

    Fr@ntz
    [email protected]
    Słuchawki

    TOPPING L30

    Po udanej premierze flagowego duetu ze stajni Toppinga, a mowa tu o wzmacniaczu słuchawkowym A90 i przetworniku cyfrowo analogowym D90, przyszła pora na wydanie kompaktowe pod względem rozmiarów i ceny, czyli wzmacniacz L30 i przetwornik E30. Dzięki Firmie Audiomagic.pl miałam okazje przetestować oba produkty i każdy z nich zasługuje na swoje „5 minut”, dlatego opiszę je w osobnych artykułach. Na pierwszy ogień idzie Topping L30. Po otwarciu opakowania, zaskoczenie, jaki on jest mały 3,2x10x13,4

    M@rgot
    [email protected]
    Akcesoria
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.