Skocz do zawartości
Ta podstrona jest jeszcze w przebudowie! Czytaj więcej.. ×

AUDIOFIL


Fr@ntz
  • 6fc835b16b58755ed2757afe83339316 https://www.audiostereo.pl/uploads/monthly_06_2011/post-2651-0-98064200-1309349237.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-35997400-1309349259.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-22303500-1309349279.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-77474500-1309349372.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-48313100-1309349452.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-51644900-1309349466.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-94978600-1309349517.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-89035000-1309349628.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-73478200-1309349655.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-34939700-1309349678.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-28145800-1309349709.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-40942700-1309349778.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-57484700-1309350101.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-39121300-1309350361.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-01244600-1309350161.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-84911900-1309350516.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-80899100-1309350673.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-70658000-1309350728.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-17941900-1309350808.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-75396400-1309350976.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-90403900-1309351216.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-93771900-1309351341.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-20305800-1309351456.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-97696600-1309351475.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-42602700-1309351581.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-72444100-1309351605.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-85891300-1309351915.jpg,monthly_06_2011/post-2651-0-41609600-1309362602.jpg

Koniec czerwca od dawien dawna dla dziatwy i młodzieży oznacza początek laby. Dla audiofilów również rozpoczyna się sezon ogórkowy. W większości salonów audio ruch zamiera a wysypu nowości spodziewać się można najwcześniej we wrześniu, bądź nawet pod sam koniec roku. Słowem błogie lenistwo graniczące z … nudą. Jednak sięgając pamięcią nie zawsze tak było. Wystarczy przypomnieć sobie wystawę „Hi End” , która odbyła się dniach 15 - 16 czerwca 2002r. w warszawskim hotelu Marriott. Niestety pomimo wielu wystawców i sporego zainteresowania zwiedzających z planów imprezy cyklicznej nic nie wyszło i skończyło się na jednym „evencie” (strasznie modny ostatnio termin). Całe szczęście co się odwlecze to nie uciecze. W tym roku już od przełomu kwietnia i maja, we Wrocławiu kalendarz imprez dedykowanych audiomaniakom wzbogacił się o cykl prezentacji „Audiofil”. Słowem kluczowym jest tutaj prezentacja, mająca zdecydowanie mniejszy ciężar gatunkowy od wystawy jaką jest listopadowe Audio Show obejmujące swym zasięgiem kilkadziesiąt sal rozsianych w trzech hotelach. Czemu więc „Audiofil” nie odbywa się w jednym z salonów audio? Odpowiedź jest prosta. Po pierwsze trudno znaleźć salon dysponujący odpowiednim pomieszczeniem, zdolnym pomieścić co najmniej dwadzieścia osób, a po drugie „neutralny grunt” daje wszystkim wystawcom równe szanse.

 

post-2651-0-77474500-1309349372_thumb.jpg

 

Na pierwszą prezentację dziwnym trafem nie dotarłem i na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie przypomnieć sobie czemu. Czasu cofnąć się nie da i zamiast rozpamiętywać wydarzenia sprzed paru miesięcy można ruszyć cztery litery i pognać przez pół Polski. Tak też uczyniłem. W tym miejscu przesyłam gorące pozdrowienia dla Ministra Infrastruktury. Oby często podróżował samochodem trasą Warszawa – Wrocław.

 

post-2651-0-48313100-1309349452_thumb.jpg post-2651-0-51644900-1309349466_thumb.jpg post-2651-0-94978600-1309349517_thumb.jpg

 

Wczesnym sobotnim przedpołudniem cali i zdrowi (przynajmniej na ciele) dotarliśmy (wielkie podziękowania dla Jacka za towarzystwo i transport) do wrocławskiego hotelu … Wrocław, gdzie w Sali Renata wszystko było już zapięte na ostatni guzik. Organizatorzy całej imprezy – pan Piotr Guzek wraz z panami Krzystofem Owczarkiem z Moje Audio i Grzegorzem Gierszewskim z Albedo (Piotr Bednarski z Pełnego Brzmienia (Studio Hi-End) niestety nie mógł się pojawić) przywitali licznie przybyłą (warto pamiętać, że był to koniec długiego weekendu!) brać audiofilską. Po krótkiej autoprezentacji nadszedł czas na krótką charakterystykę dwóch high-endowych systemów.

 

post-2651-0-98064200-1309349237_thumb.jpg post-2651-0-35997400-1309349259_thumb.jpg post-2651-0-22303500-1309349279_thumb.jpg post-2651-0-75396400-1309350976_thumb.jpg

 

post-2651-0-89035000-1309349628_thumb.jpg post-2651-0-73478200-1309349655_thumb.jpg post-2651-0-28145800-1309349709_thumb.jpg post-2651-0-34939700-1309349678_thumb.jpg

 

Patrząc od lewej, na stolikach Sroki, stało czterech „samurajów” ze stajni Reimyo: dzielony odtwarzacz CDT777 ( transport) + DAP999EX (przetwornik C/A ) dostarczające sygnał do przedwzmacniacza CAT-777 MK2 sterującego pierwszą w dziejach firmy tranzystorową końcówką mocy KAP-777.

 

post-2651-0-40942700-1309349778_thumb.jpg post-2651-0-41609600-1309362602_thumb.jpg

 

Do kolumn biegły zaskakująco niedrogie (jak na resztę toru) srebrne przewody głośnikowe rodzimego Albedo Monolith. Przez całą sobotę (i z tego co wiem również niedzielę) dyżurnymi kolumnami były A.R.T Deco 15 Signature. Zapowiadana premiera A.R.T Emotion Classic 12 Signature ograniczyła się jedynie do „niemej” ekspozycji, gdyż ww. kolumny nie były dostatecznie wygrzane.

 

post-2651-0-84911900-1309350516_thumb.jpg post-2651-0-57484700-1309350101_thumb.jpg post-2651-0-01244600-1309350161_thumb.jpg post-2651-0-39121300-1309350361_thumb.jpg

post-2651-0-80899100-1309350673_thumb.jpg post-2651-0-70658000-1309350728_thumb.jpgpost-2651-0-17941900-1309350808_thumb.jpg

 

Prawy stolik zajmował zestaw „analogowy”. Na górnej półce pysznił się gramofon Systemdek 3D Precision z ramieniem Audio Origami PU7 i wkładką Transfiguration AXIA. Phonostage pochodził od A.R.T Audio a funkcja amplifikacji przypadła przeuroczej, jubileuszowej wersji integry Lavardin IT 15. Ww system został okablowany przewodami Lavardin. Kolumny dla obu systemów były wspólne.

Dystrybucję zasilania powierzono „słupkowi” Ansae i jedynie IT 15, zgodnie z zaleceniami jego konstruktorów, był wpięty bezpośrednio w ścianę.

 

Na pierwszy ogień poszedł system Reimyo. Dla części słuchaczy był to pierwszy kontakt z elektroniką tej firmy, więc zarówno brzmienie jak i ceny poszczególnych elementów toru przyprawiły co poniektórych słuchaczy o lekki zawrót głowy. Nie będę jednak skupiał się na zawiłościach natury finansowej, skoro przyjechałem posłuchać a nie kupować (przynajmniej na razie). Japońsko-polsko-szkocki set zaserwował bardzo soczyste i nasycone brzmienie. Instrumenty, choć powiększone mieściły się jeszcze w granicach rozsądku. Ilość detali i ich rozlokowanie w przestrzeni w pierwszej chwili oszałamiało, by następnie stać się czymś zupełnie naturalnym a nawet oczekiwanym. Bogactwo wybrzmień i cyzelowanie wszelakich smaczków umieszczonych na płytach zupełnie nie przeszkadzało w bardzo czytelnym dla słuchaczy przekazie, że to muzyka jest najważniejsza. Muzyka i drzemiące w niej emocje. Odsłuchy rozpoczęła pianistyka przez duże „P” – Peterson, Możdżer, Lang Lang. Trzy różne osobowości, trzy różne techniki gry, jeden wspólny mianownik – przyjemność odbioru. Potęga brzmienia fortepianu była na tyle przekonująca, że w czasie gdy w odtwarzaczu zaczynał obracać się srebrny krążek cichły rozmowy, a kiedy wybrzmiewały ostatnie nuty w sali panowała cisza, która w warunkach koncertowych zwiastuje owacje. Wydawać by się mogło, że przesadzam, jednak jeśli tylko umiejętności wykonawcy i jakość realizacji na to pozwalały granica między słuchaniem nagrania a obserwowaniem spektaklu z widowni stawała się bardzo cienka. Nie bez przyczyny wspomniałem o jakości samego materiału wejściowego, gdyż eksperyment z utworem “The Glass Prison “ (Dream Theater z albumu “Six Degrees Of Inner Turbulence”) bardzo boleśnie dał słuchaczom do zrozumienia, że zasada „shit in, shit out” nie dość, że jest Japończykom bardzo dobrze znana, to jeszcze opanowana do perfekcji. Na bardziej audiofilskim materiale wysokie tony lśniły, skrzyły i zachwycały czystością górskiego kryształu, nie powodując przy tym znużenia, bądź grymasu bólu. Jako przykład podam cover “Enter Sandman” Metallicy w wykonaniu Youn Sun Nah (płyta “Same Girl”). W przeciwieństwie do przytłaczającej większości promowanych skośnookich piękności panna Youn potrafi wrzasnąć i wydać z siebie „odgłos paszczowy” równie miły jak odgłos paznokci drapiących szkolna tablicę. W porównaniu do Harbethów SHL5, których miałem okazję słuchać z takim samym jak podczas weekendowego wypadu źródłem, A.R.T’y grały minimalnie lżejszym i nie tak gęstym dźwiękiem, jednak sposób prowadzenia i zejście basu były już na nieosiągalnym dla „herbatników” poziomie. Dodatkowo, gdyby Deco 15 wstawić do odpowiednio zaadaptowanego pomieszczenia, bądź popracować trochę nad Renatą efekt mógłby być jeszcze lepszy.

 

Przesiadka na system analogowy w pierwszej chwili wywołała u mnie niemiłe rozczarowanie. Kiedy w Systemdeku zaczęła obracać się „Ściana” Floydów w porównaniu z zestawem Reimyo odchudzenie i przesadna konturowość bolały bardziej niż kurs CHF przy spłacie kredytu. Całe szczęście po pierwszym utworze nastąpiła cudowna metamorfoza i aliancki system zaczął powoli gonić konkurenta z Kraju Kwitnącej Wiśni. Po kilkunastominutowej rockowej rozgrzewce na talerzu wylądował krążek starszy od większości uczestników sobotniego spotkania - Artur Rubinstein “Schumann: Klavierkonzert a-moll” z 1950r. O ile z płyty CD odsłuch tych nagrań mógłby mieć charakter co najwyżej poznawczy, o tyle z płyty winylowej można było mówić o magicznej podróży w czasie. Oczywiście szum i trzaski były słyszalne, jednak stanowiły element wpisany niejako w „winylowy” krajobraz. Im odsłuch trwał dłużej i im nowsze, mniej zniszczone płyty były odtwarzane tym trudniej było podnieść ramię. Przysłowiowa francuska elegancja i wrodzona finezja przykuwały uwagę do cyzelowanych z pietyzmem detali tworzących precyzyjnie kreślony spektakl. Góra pasma była delikatnie zaokrąglona, ilość audiofilskiego planktonu nie tworzyła tak namacalnej jak w przypadku Reimyo przestrzeni, idąc raczej w kierunku skupienia i celebracji. Dzięki takiemu zabiegowi przekaz stawał się piękniejszy niż w rzeczywistości, jednak odstępstwo było naprawdę niewielkie i tak jak w przypadku pięknej kobiety, tak i Lavardinowi (również pięknemu) można z czystym sumieniem tą drobnostkę wybaczyć.

 

Porównując oba systemy niestety nie można było stwierdzić które źródło wypadło lepiej. Do takiego porównania należałoby zarówno gramofon jak i CD podpinać do tych samych amplifikacji a takiej konfiguracji nie dane mi było poznać. Jednak oceniając je jako dwa odrębne tory, mające wspólny mianownik w postaci kolumn można zdobyć się na ich krótką charakterystykę.

Reymio to przede wszystkim granie w spektakularnym, niemalże hollywoodzkim stylu z naciskiem na przyjemność odsłuchu wynikającym z bardzo czytelnej linii melodycznej, nasycenia średnicy i słodkich wysokich tonów. Wspominane delikatne powiększenie wokalistów i instrumentów uważam za „wkład” Albedo w finalne brzmienie zestawu. Powyższą tezę opieram na przeprowadzonych wcześniej odsłuchach. Mając parę lat temu styczność z Monolithami (starszą wersją wyposażoną w zakręcane wtyki kątowe) odnotowałem podobne zjawisko w swoim systemie. Wspomniałem o tym podczas rozmowy z panem Grzegorzem (Albedo), który przyznał, że obecna wersja Monolithów jak najbardziej kontynuuje charakter swoich protoplastów.

Natomiast Systemdek/Art. Audio/Lavardin to ukłon w stronę brzmienia rześkiego, czasem zwiewnego i czarującego mogącego przywodzić na myśl wysokiej klasy system oparty na drogiej lampie. Celowo nie piszę np. 300B, bo o ile ww. „bańka” otoczona jest niemalże kultem, to czasem i z poczciwej EL-34 można wyczarować cuda (Air Tight ATM-1s). System analogowy miał w sobie wysublimowany i jednocześnie całkowicie naturalny urok niepostrzeżenie uzależniający słuchacza. Parafrazując dowcip Karola Strasburgera z utworu „Rock&Rollin' Love” Afromental („- Co to jest? Czerwone i szkodzi na zęby...- Cegła!”) mógłbym śmiało powiedzieć, że czerwony, a będąc bardziej precyzyjnym, w kolorze palonej cegły Lavardin może destruktywnie wpływać nie tyle na uzębienie, co na stan konta osób mających okazję spokojnie go posłuchać.

 

 

Na zakończenie chciałbym serdecznie podziękować Organizatorom za zaproszenie i gościnę. Miła atmosfera, wyśmienita kawa i cudowna muzyka w dobrym towarzystwie były warte rajdu przez pół Polski.

 

 

ps. Na deser

- Pan Zdzisław Gogulski z GiGi Distribution opowiadający o płytowych perełkach (w monecie wykonania zdjęcia Youn Sun Nah) :

 

post-2651-0-85891300-1309351915_thumb.jpg

 

- "migawki" z jednej z przerw:

 

post-2651-0-42602700-1309351581_thumb.jpg post-2651-0-72444100-1309351605_thumb.jpg

 

I coś dla szyderców co nie słyszeli a wiedzą lepiej:

 

- czysty szamanizm i audiovoodoo: Furutech deStat

 

post-2651-0-90403900-1309351216_thumb.jpg

 

- Naczelny Szaman w akcji;-)

 

post-2651-0-93771900-1309351341_thumb.jpg

 

- audiofilskie nóżki:

 

post-2651-0-20305800-1309351456_thumb.jpg post-2651-0-97696600-1309351475_thumb.jpg

 

Poniżej zamieszczam orientacyjną sobotnią playlistę

Oscar Peterson – niestety nie pamiętam tytułu płyty :-(

Leszek Możdżer: „Komeda”

Lang Lang: “Rachmaninov : Piano Concerto No. 2”

Joschko Stephan: “Gypsy meets Jazz”

Brad Mehldau: “Live In Tokyo”

Lizz Wright: “Dreaming Wide Awake” ???

Diana Krall: “Live In Paris”

Patricia Barber: “Companion”

Rodrigo & Gabriela: m.in “Stairways to heaven” z płyty “Live in Japan”

Youn Sun Nah: “Enter Sandman” z płyty “Same Girl”

Dream Theater: “The Glass Prison “ z albumu “Six Degrees Of Inner Turbulence”

Antonio Vivaldi "Montezuma" (cond: Alan Curtis;"Il Complesso

Barocco";Vito Priante; Archiv)

Sophie Zelmani:“Memory loves You”

Masada String Trio: „Haborym: The Book of Angels Volume 16”

Jessie Coock: nie pamiętam tytułu albumu

Jeff Beck „Emotion & Commotion” – m.in. utwór “I Put A Spell On You (Featuring Joss Stone)”

Ariel Ramirez: „Misa Criola” (w wykonaniu Mercedes Sosa) – utwór „Kyrie”

The Angels: „Live and Joyful in Charleston” – utwór “I Made a Vow”

Midnight Blue: ” Inner City Blues” – utwór “Suicide Is Painless”

Rynkowski – coś ze „Śpiewnik Komedy”?

Keith Jarrett:„The Koln Concert”

Henri Texier: ,,Strada Sextet" Label Blue Francja

Masada: ,,Five" DIW Japan

 

 

-----Winyle:

 

Pink Floyd: "The Wall" 1 press EMI 1979 Anglia

Artur Rubinstein: “Schumann: Klavierkonzert a-moll” z 1950r

Gary Burton: “Works” 1 press ECM 1978 Niemcy

Rebecka Pidgeon: "Retrospective"

Miles : :"Kind of Blue" 1 press Columbia Anglia

J.S.Bach: "Sieben Moteten" 1 press Harmani Mundi 1978 Niemcy

A. Vivaldi :,, Les Concertos Pour Quatre Violons" 1 press Erato 1977 Niemcy

Humble Pie: ,,Humble Pie” 1 press A7M Records 1970 Holandia

 

 

Tekst i zdjęcia Marcin Olszewski

Załączone miniatury



Opinie użytkowników

Rekomendowane komentarze

Nikogo nie było, że nie widzę komentarzy?

No i się wydało. Byliśmy sami z Jackiem, a do zdjęć sztuczny tłok zapewniała obsługa i zupełnie przypadkowi goście hotelowi ;-)

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Byłem tam obecny duchowo , i mam pytanie czy działanie deStat furutecha było prezentowane czy po prostu za każdym razem używane bez pokazania różnicy z tym i bez niego ?

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Pisałem o tym spotkanku w wątku Robixa w zakładce stereo. Jednak szału wypowiedzi też nie było.

Nie wiem o co chodzi.

pozdr.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Pisałem o tym spotkanku w wątku Robixa w zakładce stereo. Jednak szału wypowiedzi też nie było.

Nie wiem o co chodzi.

pozdr.

poza branżą jak widac bycie audiofilem nie ma nic wspólnego z siedzeniem na forum

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Tutaj akurat była przerwa na wietrzenie sali. Według mnie 20 osób w 50 m.kw. to chyba jednak sporo. Dodam tylko, że przez cały sobotni dzień przewinęło się ok. 70 osób.

pozdr.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Co wnosił ?

Element mistycyzmu do odsłuchu ;-) Skoro wystawcy uznali, że warto stosować i stosowali to mi zupełnie to nie przeszkadzało.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

No to ja się dołożę.

Byłem prawie cała sobotę i faktycznie trochę ludzi się przewaliło tak, ze narzekać na frekwencje nie można.

Bardzo fajna inicjatywa Piotra przypominająca trochę stare imprezy w Firleju.

Teraz o wrażeniach.

O zestawie CD mogę powiedzieć, że ..grał.

Dobre realizacje grały dobrze, kiepskie kiepsko. Biorąc pod uwagę cenę - kompletnie bez sensu. Nie było w tym dźwięku nic co by by mnie skusiło na wydanie takiej kwoty za ten zestaw. Głośniki nie wywarły na mnie takiego wrażenia jak słuchane 2 tygodnie wcześniej Hanseny. Brakowało mi detali i kontroli basu. Może to wina pomieszczenia ale ...

Teraz o analogu (bo po to głownie poszedłem). Interesowała mnie Axia i trochę się zawiodłem.

Po pierwsze nie było Manleya Steelheada (sprzedały się dzień wcześniej). Po drugie ...Lavardin.

Miałem okazję posłuchać mniejszego modelu wcześniej i jego większy brat potwierdził moje obawy. Te wzmacniacze dodają sporo od siebie co czasami czyni muzykę bardzo przyjemną. Niestety robią to najczęściej kosztem niskich tonów. Co tu dużo mówić - niskich tonów prawie nie było.

Albo wzmacniacz był za słaby do tych głośników albo ...Lavardin.

Ściana Floydów zabrzmiała tragicznie. Rubenstain - tu coś zostało "dodane" i nie zabrzmiało to jak typowe stare nagranie - ale było nieźle. Na "pani Gołębiewskiej" (Rebecca Pidgeon) - Spanish Harlem, kontrabas poszedł sobie na spacer. Ładnie i ciekawie zabrzmiał Davis i to mimo kiepskiego stanu płyty. Szacowny recenzent i jego znakomity rajdowy kierowca oddalili się kiedy na napędzie wylądował Chet Baker (No Problem) i tutaj Axia pokazała klasę. Takiej ilości smaczków i detali jeszcze z tego krążka nie usłyszałem. Nawet brak kontrabasu (częściowy) nie był w stanie zakłócić wrażeń. Było bosko.

Nie zakłóciły tego nawet "cuda" wydobywające się z suszarki przykładanej do wszystkiego (nawet do kopułek głośników wysoko-tonowych).

Po kilku godzinach zacząłem się zastanawiać czy nie podstawić uszu pod to urządzenie :)

Reasumują - znakomity pomysł na obcowanie z muzyką i zacnymi sprzętami. Czekamy na ciąg dalszy we wrześniu. Duże podziękowania dla dostawców sprzętu - robicie Panowie znakomita profesjonalną robotę !!!!

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.