Jump to content

Audio-Technica ATH-AWAS

Fr@ntz

O ile ostatnimi czasy prowadzona przeze mnie eksploracja portfolio Audio-Technici dotyczyła głównie mniejszych i większych modeli bezprzewodowych, to od recenzji ostatniej pełnowymiarowej – „stacjonarnej” propozycji japońskiej marki - ATH-AD1000X, minęło ponad pół roku. W dodatku skupialiśmy się wtenczas na konstrukcji otwartej, która nie dość, że dość iluzorycznie separowała słuchacza od dźwięków otoczenia, to i owo otoczenie niejako mimochodem uszczęśliwiała repertuarem, którym w danym momencie raczył się ich posiadacz. Czyli de facto była to propozycja dla melomanów i audiofilów, którzy z różnych względów lubią/muszą zamiast systemu stacjonarnego sięgąć po nauszniki, lecz mają ten komfort, iż odsłuchy mogą prowadzić bez absorbowania uwagi współdomowników. A co mają począć ci, którzy oczekują nieco większej izolacji akustycznej, bądź niespecjalnie przepadają za alienacją w stylu zaszywania się w półmroku gabinetu? Odpowiedź jest oczywista i prozaiczna – wybrać model zamknięty. I w tym momencie na scenę wchodzi nasz dzisiejszy bohater – słuchawki Audio-Technica ATH-AWAS.

ATH-AWAS-0001.thumb.jpg.d2fed2df02d0df18faaeae86e53aaa5f.jpg ATH-AWAS-0002.thumb.jpg.7287ce695af4e1c720e7cbeec2e6c7df.jpg

ATH-AWAS-0003.thumb.jpg.fd655ee67402bb0fbb035aa73241be14.jpg ATH-AWAS-0004.thumb.jpg.8aee77e0d1be6efd6fbc18658cb8e6fd.jpg

ATH-AWAS-0005.thumb.jpg.3b2747f7979da8e8a745131d7cd1ca24.jpg ATH-AWAS-0006.thumb.jpg.d17c09be3e7c243a286a87f95b117cac.jpg

ATH-AWAS-0008.thumb.jpg.8392ba15d44774d76a55461dbed7ab89.jpg ATH-AWAS-0010.thumb.jpg.190710f4c37e04e74f3392745cfa2536.jpg

ATH-AWAS-0012.thumb.jpg.31ef5c2fa8e89c59e119026f2f990c30.jpg ATH-AWAS-0013.thumb.jpg.643c9144fbb892363fbd71e5aa90e6ec.jpg

ATH-AWAS-0014.thumb.jpg.4bc120951d93dc791e8fa6fdde098b41.jpg ATH-AWAS-0015.thumb.jpg.f1df383c431453ea7107586751f3b449.jpg

ATH-AWAS-0020.thumb.jpg.2e35b1aa96c3f5ac3d6349cc56fa8ee8.jpg ATH-AWAS-0023.thumb.jpg.3591cac30f56c84c0199d615d2ac1598.jpg

Zanim jednak skupimy się na tytułowych nausznikach pozwolę sobie, w celu naświetlenia kontekstu, w jaki wypadałoby wkomponować AWAS-y, na małą, firmową retrospekcję. Warto bowiem mieć świadomość, iż tradycja wykorzystywania drewna w roli budulca muszli słuchawek w Audio-Technice sięga drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy to w 1996r. światło dzienne ujrzały „wiśniowe” (cherrywood) ATH-W10VTG . W tzw. międzyczasie na rynku pojawiły się m.in. czeremchowe ATH-W1000X, teakowe (Tectona grandis) ATH-W1000Z, hebanowe ATH-W5000, wiśniowe ATH-ESW9, padoukowe ATH-ESW9A, bezpałąkowe wiśniowe clip-on-y ATH-EW9, czy też zjawiskowe, pokazane równolegle z naszymi dzisiejszymi bohaterkami hebanowe (Kokutan) ATH-AWKT i nieco mniej absorbujące gabarytowo - bardziej przenośne, klonowe ATH-WP900.  Generalnie do wyboru, do koloru i co nie mniej istotne proszę zwrócić uwagę na fakt, iż nawet, gdy pozornie co i rusz przebija się drewno wiśniowe, to ze względu na różne jego odmiany, źródła pozyskania a także finalną obróbkę przybiera ono nad wyraz szeroką gamę odcieni i wyrazistości swojego rysunku. Niemniej jednak na potrzeby niniejszej recenzji warto sięgnąć nieco głębiej i przypomnieć jubileuszowe ATH-W3000ANV pyszniące się niesamowitą głębią powłoki lakierniczej pokrywającej muszle wykonane z tradycyjnej odmiany dziko rosnącej na wyspie Hokkaido wiśni Asada (Hokkaido Asada Cherry Wood), która wykorzystywana jest również do produkcji headshelli Yamamoto HS-2. Wracając jednak do tematu, acz pozostając w górskich lasach Kraju Kwitnącej Wiśni, w dostarczonych przez Sieć Salonów Top HiFi & Video Design na testy ATH-AWAS-ach napotkamy muszle wykonane z drewna Asada Zakura (chmielograbu japońskiego), pałąk ze stopu magnezu a pady z syntetycznej skóry. Efekt? Zachwycający. Co prawda do pełni szczęścia brakuje adekwatnej swym wyrafinowaniem szkatuły, takiej jak daleko nie szukając ATH-AWKT, jednak zawsze warto zadać sobie pytanie, czy tego typu gadżety mają jakiekolwiek znaczenie podczas codziennego użytkowania, gdy w większości przypadków słuchawki lądują na stojaku a opakowanie, niezależnie jak łapiące za oko, w szafie obok podobnych sobie skrzyneczek. Dlatego też minimalistyczne i skromne, chropowate czarne kartonowe pudełko z jednej strony nie przeszkadza a z drugiej nader udanie eksponuje swą drogocenną zawartość.
Same słuchawki są duże, lecz trudno uznać je za masywne, gdyż imponujące drewniane muszle i mięsiste, pokryte, jak już zdążyłem nadmienić, niestety sztuczną skórą, pady równoważy ażurowy, zbudowany z dwóch równoległych szyn pałąk. Muszle zamontowano na klasycznych aluminiowo-magnezowych widelcach i w równie konwencjonalny sposób zaimplementowano regulację ich rozstawu – stosując szyny z mechanizmem zapadkowym. Proste, skuteczne i co najważniejsze wygodne, czy wręcz komfortowe. Co prawda całość nie prezentuje się tak ażurowo, jak w ww. ATH-AD1000X, choć z drugiej strony trudno się dziwić, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, iż obiekt niniejszej epistoły jest o połowę cięższy (choć wcale nie ciężki, bo 395 g to nadal całkiem akceptowalna waga) od swojego otwartego poprzednika. Pokryte diamentowo-węglowa powłokę membrany przetworników mają średnicę 53mm a ich tylne powierzchnie zamknięto w autorskim dwukomorowym systemie D.A.D.S. (Double Air Damping System). Podstawowe parametry techniczne to 99 dB czułości i 40 Ω impedancję, więc przynajmniej teoretycznie ich prawidłowe wysterowanie nie powinno być zbyt problematyczne.
Sygnał do każdej muszli doprowadzany jest dedykowanym przewodem zaterminowanym wtykami A2DC, z kolei jeśli chodzi o zakończenie wpinane w źródło dźwięku, to producent był tak miły, iż w pakiecie startowym dostarcza dwa 3m przewody – jeden zakończony złoconym dużym jackiem 6,3mm i drugi symetrycznym 4-pinowym XLR-em.
 
Dzięki uprzejmości stołecznego dystrybutora wraz ze słuchawkami dotarła do nas firmowa amplifikacja w postaci stricte high-endowego, wyposażonego w sekcję DAC-a wzmacniacza słuchawkowego Audio-Technica AT-HA 5050H, którego cena w czasie dostępności utrzymywała się na stabilnym poziomie … $5,999.00. Ta wielce urodziwa szampańsko – złota jednostka zdolna obsłużyć słuchawki o impedancji mieszczącej się w przedziale 16 – 600 Ω a po USB przyjąć sygnał PCM 384 kHz/32 bit i DSD128 (5.6448 MHz) mieści w swych trzewiach dwie lampy E88CC (JJ Electronics)pracujące w sekcji przedwzmacniacza i A-klasowy stopień wyjściowy. Jeśli chodzi o domenę cyfrową, to choć Japończycy niespecjalnie byli skorzy do dzielenia się informacjami odnośnie zastosowanej przez nich kości, to poświęcając dłuższą chwilę na wnikliwą eksplorację internetowych odmętów kilkukrotnie natrafiłem na przecieki, iż ze sporą doza prawdopodobieństwa można założyć, że siedzi tam Burr Brown DSD1793.

No to słuchamy. Po kilkudniowej rozgrzewce ATH-AWAS zagrały jak … typowe górnopółkowe Audio-Technici. Znaczy się niezwykle rozdzielczo, liniowo i pioruńsko szybko. O ile bowiem „masowe” – gamingowo/outdoorowe modele japońskiego producenta stawiają na przyjemnie łagodzące obecne w niezbyt wyrafinowanych warunkach w jakich przyjdzie im pracować anomalie, stawiając na obfitość najniższych składowych i niejako otulanie dźwiękiem, to już stacjonarne rodzeństwo reprezentuje obóz dalece bardziej asertywny i bezkompromisowy. Mówi co myśli a raczej gra to, co dostaje takim jakim owo coś jest. I tak też jest w tym przypadku. Śmiało bowiem można uznać AWAS-y za wymarzone narzędzie pracy realizatorsko-recenzenckiej, gdyż mając je na uszach, o ile tylko sami nie cierpimy na jakieś dolegliwości ograniczające nasze zdolności percepcyjne, usłyszymy z ich pomocą dosłownie wszystko takim, jakim zostało zarejestrowane. Próżno szukać tu zaokrąglenia najniższych składowych, „dopalenia” średnicy, czy dosłodzenia góry. W zamian otrzymujemy chrupkość, szybkość, fenomenalną komunikatywność (kontrola dykcji na poziomie level hard) i nomen omen wręcz diamentową  czystość wysokich tonów. W dodatku to wszystko z wydawać by się mogło „czarującej” – bądź co bądź lampowej amplifikacji. Warto jednak pamiętać, iż  AT-HA 5050H stopień wyjściowy ma w klasie A, której, przy prawidłowej aplikacji, tendencji do zbytniego ocieplenia niespecjalnie można przypisać. Co prawda z setem Ifi zrobiło się nieco ciemniej i łagodniej, jednak słyszalny spadek rozdzielczości, przynajmniej dla mnie, był zbyt bolesny i wolałem słyszeć więcej, choć nie do końca … ładniej.
Może wyjaśnię o co chodzi. Otóż ani AWAS-y, ani ww. „dedykowana im” amplifikacja same z siebie nie wyostrzają, nie odchudzają i nie osuszają przekazu. Są za to absolutnie neutralne i transparentne, a przy tym szalenie rozdzielcze, więc wszędzie tam gdzie konkurencja litościwie bądź to spuszcza zasłonę milczenia, bądź bawi się w cukiernika lukrując to i owo one stawiają na wierność oryginałowi. Zatem w bezpośrednim porównaniu mogą początkowo wydawać się nieco zbyt analityczne, jednak jak to w życiu bywa pozory mylą. Po prostu dostajemy prawdę i tylko prawdę a to my musimy się do owej prawdomówności przyzwyczaić by potem zdecydować, czy taka prezentacja wpisuje się w nasze gusta, czy też szukamy dalej.
Pół żartem pół serio opisywany w ramach niniejszej recenzji zestaw można byłoby z powodzeniem porównać do Terence'a Fletchera (J.K. Simmons) z filmu „Whiplash” (swoją drogą ścieżka na japońskim secie brzmi obłędnie). Od nich nie możemy spodziewać się dobrotliwego poklepywania po plecach i demotywującego „Good job”, jednak w zamian otrzymujemy takie bogactwo informacji i tak wnikliwą może nie analizę, bo to nasza „robota”, co wgląd w strukturę nagrania, że albumy, które wydawać by się mogło znamy na pamięć okazują się mieć drugie i trzecie dno, a tam gdzie do tej pory byliśmy pewni, że nic nie ma, odkrywamy w pełni definiowalne dźwięki, czy czasem jedynie pogłosy, pozostałości po tym, co wydarzyło się wcześniej.
Na podstawie powyższego opisu można byłoby wnioskować, że to propozycja li tylko dla najwierniejszych akolitów audiofilskich (nie mylić z wydawcami tzw. samplerów) oficyn w stylu 2L, ECM, FiM, czy Alia Vox Jordi Savalla. Tymczasem proszę mi wierzyć na słowo, a najlepiej osobiście – nausznie się przekonać, że i mniej wyrafinowany repertuar potrafi sprawdzić naprawdę wiele przyjemności. Żeby jednak niejako na dzień dobry nie serwować sobie terapii szokowej na początek proponuję rodzimy album „Adela” projektu Aleksander Dębicz, Łukasz Kuropaczewski, Jakub Józef Orliński, gdzie śmiem twierdzić próżno szukać kompromisów a takiego wyrafinowania, swobody i skupienia wypadałoby oczekiwać od systemu za przynajmniej „bańkę”. A tu mamy ów absolut wyłącznie dla siebie i to na wyciągnięcie ręki. Dosłownie, bowiem AWAS-y nie budują sceny wewnątrz naszego czerepu, lecz kreują ją przed i wokół nas. Bardzo miłym zaskoczeniem okazał się odsłuch wyraźnie może nie tyle przebasowionego, co obfitującego w nieco niefrasobliwie zarejestrowane – niezbyt czytelne, partie kontrabasu „Love And Liberation” Jazzmeii Horn. Wreszcie te rozdmuchane skrzypce zostały ujęte w stalowe ramy i oprócz pudła pojawiły się struny, co znacząco poprawiło motorykę albumu. No dobrze, najwyższa pora na chwilę prawdy – na playliście lądują „Extreme Power Metal”  DragonForce i „Countdown To Extinction” Megadeth. Czyli szybko, mocno i dla nieobeznanych z tematem wręcz kakofonicznie. Jednak z AWAS-ami na uszach ekstatyczne partie perkusji i gęste niczym babciny krupnik gitarowe riffy bynajmniej nie tworzą bezkształtnego monolitu porównywanego metaforycznie do ściany dźwięku, lecz misternie utkaną tytanowo-stalową pajęczynę stanowiącą niezłomny egzoszkielet a jednocześnie pozwalającą bez najmniejszych problemów dostrzec wszelkie ulokowane za nimi niuanse. Oczywiście od polifonicznej perełki, czyli  „The Golden Renaissance: Josquin des Prez” https://tidal.com/browse/album/170541012 Stile Antico dzieli je Wielki Kanion, jednak uczciwie trzeba przyznać, że odsłuch nie tylko nie boli, co sprawia, iż jesteśmy w stanie w pełni docenić wirtuozerię „szarpidrutów”.

Najwyższy czas na jakieś małe podsumowanie. Czy Audio-Technica ATH-AWAS są dla wszystkich? Śmiem wątpić. Czy to źle? W żadnym wypadku. Po prostu to konstrukcja na swój sposób bezkompromisowa i przez to dedykowana świadomemu własnych oczekiwań odbiorcy. Pierwsze kilka minut z nimi na uszach może być dla części z niczego niespodziewających się słuchaczy szokiem porównywalnym do łyku klasyki Islay, czyli 10-letniego Laphroaiga przez miłośnika „bezpiecznych” destylatów w stylu „biszkoptowego” Singleton of Dufftown Trinité. Jednak gdy pierwszy szok minie dla części z Was wrota świata dźwięków o których istnieniu nie mieliście bladego pojęcia otworzą się na pełną szerokość. Nie chcę w tym momencie przekonywać Was na siłę, jednak takie symboliczne wyjście z ufortyfikowanej przez lata audiofilskich przyzwyczajeń i nawyków strefy komfortu może okazać się fascynującą przygodą i podróżą w nieznane.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact; Esoteric K-03XD
– DAC: Gryphon Audio Kalliope
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini + I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz słuchawkowy/DAC: Audio-Technica AT-HA 5050H; Ifi Micro iDAC2 + Micro iUSB 3.0 + Gemini
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference; Acrolink 7N-A2070 Leggenda
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference USB
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Silent Angel Forester F1 + Luna Cables Gris DC
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Anort Consequence; Artoc Ultra Reference; Arago Excellence

Dystrybucja: Sieć Salonów Top HiFi & Video Design
Cena: 7 999 PLN

Dane techniczne
Typ: Zamknięte dynamiczne
Średnica przetworników: 53 mm
Pasmo przenoszenia: 5 - 42,000 Hz
Max. moc wejściowa: 2,000 mw
Czułość: 99 dB/mW
Impedancja: 40 Ω
Waga: 395 g, bez przewodu
Przewód: Odłączany 3.0 m OFC (A2DC / złocony Jack 6.3 mm  OFC); Odłączany 3.0 m zbalansowany OFC (A2DC / 4-pin XLRM)




User Feedback

Recommended Comments

There are no comments to display.



Guest
This is now closed for further comments

  • Copland CSA70

    Po bardzo miło wspominanej hybrydowej integrze CSA100 przyszła pora nie nieco młodsze i skierowane do nieco szerszego aniżeli do tej pory grona duńskie rodzeństwo. W tzw. międzyczasie okazało się bowiem, że Copland, wbrew panującej modzie na atakowanie audiofilskiego Olimpu konstrukcjami w cenie luksusowego wozidła, bądź kawalerki z fosą na Oficerskim Żoliborzu, zdecydował się zainteresować pułapem wydawać by się mogło zarezerwowanym i zdominowanym przez wysokie modele wytwórców jeśli nie „korpo

    Fr@ntz
    Fr@ntz
    Wzmacniacze

    AudioQuest Mackenzie XLR

    O ile tylko pamięć mnie nie zawodzi, co wcale, przynajmniej w moim wieku, nie jest takie oczywiste, to nasz dzisiejszy obiekt testu pojawił się na rynku w lutym … bynajmniej nie bieżącego a 2014 r. Mamy zatem do czynienia z konstrukcją na tyle „dojrzałą”, że pół żartem, pół serio można byłoby uznać, iż od roku podlegającą obowiązkowi szkolnemu. Skoro jednak w portfolio AudioQuesta nadal egzystuje, to nic nie stoi przecież na przeszkodzie, by przyjrzeć się czy i jak zniósł próbę czasu.  O kim a r

    Fr@ntz
    Fr@ntz
    Kable

    NuPrime Omnia Stream Mini DAC

    Ustalając listę urządzeń na czerwcowe testy niejako z automatu wpisałem nań najnowszą propozycję regularnie pojawiającej się na naszych łamach marki NuPrime. Ot kolejne urządzenie w rozsądnej cenie, desktopowej rozmiarówce i świetnej relacji jakość/cena. W końcu tak było do tej pory i nic nie wskazywało, żeby cokolwiek miało się zmienić. Aż do teraz, gdyż kiedy kurier dostarczył przesyłkę z obiektem dzisiejszego testu początkowo zastanawiałem się, czy przypadkiem nie jest to jedna z kilku paczek

    Fr@ntz
    Fr@ntz
    Źródła

    Circle Labs M200 & P300

    Prawie pół roku temu miała miejsce moja pierwsza styczność z dzielonym zestawem preampa i końcówki mocy Circle Labs M200 & P300. Na małej, zamkniętej prezentacji tego sprzętu, bezpośrednio u dystrybutora, w grupie kilku osób, mogliśmy posłuchać świeżutkiego wtedy dzieła - krakowskiej manufaktury Circle Labs.   Wrażenie jakie wtedy wywarło na nas, ten sprzęt było skrajnie pozytywne. Jedni zachwycali się wyjątkową dbałością o detale i jakość wykonania, innych szokowała moc, dynamika

    plastik1989
    plastik1989
    Wzmacniacze 6

    Klipsch Reference R-800F  - Prezentacja AUDIOTrendt

    Krakowski salon AUDIOtrend, na łamach naszego portalu pragnie zaprezentować najnowszą serię kolumn Klipsch, a mianowicie przedstawiciela odświeżonej serii Reference. Model Reference R-800F, to sporej rozmiarów kolumna dwudrożna, wyposażona w dwa, dwudziestocentymetrowe głośniki średnio basowe oraz aluminiowy głośnik wysokotonowy. Wszystkie użyte głośniki są autorskim produktem Klipscha.  Głośnik jest przystosowany do rozbudowy o nadstawkę Dolby Atmos – (np. dedykowana przez Klipsch R-40SA).

    plastik1989
    plastik1989
    Kolumny
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.

                  wykrzyknik.png

AdBlock blocking software detected!


Our website lives up to the displayed advertisements.
The ads are thematically related to the site and are not bothersome.

Please disable the AdBlock extension or blocking software while using the site.

 

Registered users can disable this message.