Jump to content
AudioRecki

Lector Audio... muzyka z sercem. Wzmacniacz i DAC.

Sign in to follow this  
AudioRecki   |  

Z czym kojarzą się Włochy? Z dobrą kuchnią - koniecznie spaghetti czy z szybkimi autami - zdecydowanie czerwone Ferrari! Jest jeszcze karnawał w Wenecji i wspaniałe zabytki. Od dziś, komu będzie mało tych wszystkich Włoskich wspaniałości - do listy powinien dodać jedną pozycję - dobre granie spod znaku Lector Audio.

Na próżno chodząc po sklepach z elektroniką audio szukać produktów oznaczonych tym logo. Ktoś zapewne stwierdzi "jeśli byłoby to takie dobre, to każdy by oferował ten sprzęt w swoim sklepie". A ja zapytam, czy w każdym mieście jest salon wspomnianej marki Ferrari? Czy w każdym mieście serwują prawdziwą, tą wyborną Włoską kuchnię? No właśnie! Dobre rzeczy nie wymagają narzucania się w każdej witrynie sklepu, wręcz przeciwnie - ich wyjątkowość polega na budowaniu swoistej aury tajemniczości i niedostępności. Tu oczywiście zaznaczę, że  każdy może stać się właścicielem systemu, czy poszczególnych elementów z logo Lector, bo nie są to produkty reglamentowane (jak swego czasu cukier na kartki). Polski dystrybutor zapewne spełni każdą możliwą zachciankę klienta w temacie produktów firmy, ale (i słusznie) przyjął podejście założyciela firmy i jednocześnie swoistego guru audio - jako wyznacznik dystrybucji sprzętu - "dobre rzeczy trafiają do świadomych klientów, dla których nie sklepowa witryna czy półka jest istotna, a możliwości brzmieniowe sprzętu audio".

Dr Claudio Romagnoli nie jest "kolejnym" człowiekiem, który pewnego dnia zapragnął zawładnąć rynek audio i buduje plan ekspansji na wszystkich możliwych rynkach. To człowiek wyjątkowy nie tylko w rozumieniu świata audio, ale  w swej niezwykłej codzienności. Wykłada na Uniwersytecie w Szwajcarii matematykę i fizykę kwantową. Jest przy tym jednym z członków stowarzyszenia Swiss Engineering. Jego współpraca w świecie audio obejmuje takie znane nam marki jak Pearl Evo czy Sonus Faber. Komu będzie mało - niech dołoży do tego projekt układu wydechowego Maserati i projekt pokoju odsłuchowego sygnowany logo Ferrari. 

Rzecz jasna test nie obejmuje popisu założyciela marki Lector, bez względu na to jak nietuzinkowym jest człowiekiem. I zapewne można by o nim napisać nie jeden artykuł, a całą książkę. Dziś jednak tak mały wycinek informacji o założycielu firmy musi wystarczyć, by już na wstępie zaakceptować fakt niezwykłości jednego człowieka, który swoją niezwykłą osobowość przelewa na swoje produkty. I tu wracamy do pytania "dlaczego sprzęt z logo firmy Lector nie jest dostępny w każdym sklepie". Bo wyjątkowość tego sprzętu nie wymaga takiej formy sprzedaży. Od tego mamy osoby od podstaw zaznajomione z każdym szczegółem produktu, historią marki i doskonałą wiedzą o założycielu Lector Audio Strumenti.
Z takimi też osobami przyszło nam  kontaktować się przez ostatnie kilka tygodni. Ludzie absolutnie oddani pasji do audio i oddani dobremu brzmieniu, pani Asia i pan Kamil to osoby przenoszące swoją miłość do sprzętu wyjątkowego i jednocześnie są to osoby potrafiące nie tylko obronić swój wybór argumentami, ale co najważniejsze - zarazić innych tą miłością do Lector'a i dobrego brzmienia.

Jeśli wstęp wydał się komuś za długi, lub jest niecierpliwy - proponuję przejść do podsumowania. Niestety nie da się wyjątkowych produktów, sprzętu szytego pod oczekiwania osób szukających dobrego brzmienia - opisać w dwóch zdaniach. Dlatego też i nasz test wyjątkowo trwał dłużej niż zwykle, za co w tym momencie raz jeszcze serdecznie dziękujemy w/w osobom z Lector Audio Polska. Dodam tylko, że pomimo wszystko warto przysiąść nad całym tekstem - nie ze względu na artykuł i słowo pisane, ale ze względu na istotne informacje, jakie staraliśmy się zawrzeć o tym interesującym sprzęcie i samej firmie.

Od 1982 roku w firmie Lector panuje złota zasada "żadnego marketingu!". I tak też podeszliśmy do tego testu, nie z obowiązku przedstawienia produktu czy (co byłoby gorsze) wypromowania jakiejś firmy i znalezienia na produkt klientów. Nic z tych rzecz! Cały artykuł potraktowaliśmy jako podzielenie się swoimi wnioskami występując w roli (czasowych) użytkowników systemu Lector, zaznaczmy używając słów dystrybutora w Polsce - "systemu szytego na miarę osoby szukającej dobrego brzmienia". 

Do naszych testów trafił system składający się ze wzmacniacza hybrydowego Lector ZXT-70 oraz przetwornika cyfrowo-analogowego Digitube S-192.

                                            9999.thumb.jpeg.238a1c6399040b0b5d6fc805693a8b34.jpeg    0999.thumb.jpeg.29b58b3aa106c3b050b9c0cc186a8e6e.jpeg

Otrzymaliśmy też do podłączenia okablowanie w postaci przewodu głośnikowego Black Cat Cable seria Matrix 3232 (2.5 metra) i interkonekt RCA 3202  (1 metr).

               22222.thumb.jpeg.556867cd075ab53d74a48bb1e0bda515.jpeg     0055.thumb.jpeg.d5a573ca66a2c99f842bafe3980d5b02.jpeg     00999.thumb.jpeg.d38b61e68f91c42b32bb01ea5bb1b71e.jpeg

 

Zgodnie z tym, co już wspominałem w/w przewody wg. słów dystrybutora miały zapewnić synergie, oddać w pełni możliwości systemu Lector. Mówi się "zobaczymy i sprawdzimy".
Tak wzmacniacz hybrydowy jak i DAC dotarły do nas w słusznej wielkości kartonach. Sprzęt opakowany na czas transportu solidnie i nie pozostawiający absolutnie żadnych wątpliwości co do bezpieczeństwa na czas transportu. Wszystko na swoim miejscu.

Nasz popularnie ostatnio nazywany unboxing rozpoczęliśmy od hybrydowego wzmacniacza. Ta ręcznie składana we Włoszech hybryda (warte zaznaczenia - każdy sprzęt Lector'a składany jest ręcznie na zamówienie, żadnych fabryk w Chinach - żadnych oszczędności) już przy pierwszym kontakcie wzrokowym sprawia pozytywne wrażenie. Już na sam początek design urządzenia jest inny, niż modelu ZXT-60. Pozbawiony drewnianych boczków stał się przy tym po bokach obły, na swój sposób nowoczesny i mniej nawiązujący do klasyki audio lat 80 XX wieku.

                                                                                                         8765.thumb.jpeg.8727da122c2e2a8272c8024ef7a9314b.jpeg       

Czy to dobrze, czy źle - każdy oceni wg. własnych potrzeb i własnego gustu. Na pewno nie należy w kwestii wyglądu czynić zarzutów - jest nowoczesny na tyle, by przyciągał wzrok. Jednocześnie nie jest zbyt wymyślny i w swej formie nazbyt krzykliwy, by po kilku latach stanowił powód do utyskiwania. Wyciągamy i... waga. Ta może nie zrobi wrażenia na posiadaczach wielkich monobloków, ale jak na gabaryty - waga wskazuje na realną zawartość elektroniki, nie audiofilskiego powietrza - 13 kg więc jest co wyciągać z pudła.

Przechodzimy do panelu przedniego. Dwa dosyć duże, chromowane pokrętła w postaci selektora wejść oraz ustawienia głośności może nie dominują w sposób nader przesadny, ale stanowią bardzo istotny element na frontowej ściance.

                                                                                       002.thumb.jpeg.59d538773799b11ec4eb3ab3470b2ce1.jpeg

Tu znów należy się odwołać do osobistych gustów, jednak w przekonaniu większości z osób jakie w ciągu tych kilku tygodni miały okazję oglądać (i słuchać) wzmacniacz - całość wygląda bardzo nowocześnie i jest miłe dla oka. Chromowe pokrętła umieszczone na czarnym, przednim panelu prezentuje się bardzo interesująco.
Pozytywne natomiast wrażenie sprawia ich praca - czuć opór, co powoduje w przypadku użytkowania oczywiste ułatwienie. Jesteśmy w stanie dosyć precyzyjne ustawić wymaganą głośność. Jest to kompletnie odmienne podejście do tak istotnej kwestii z punktu codziennego użytkowania od ostatnio recenzowanego Cambridge Audio Edge, w którym pokrętło głośności scalone z selektorem źródeł sprawia wrażenie, że za chwilę odpadnie lub zostanie nam w rękach (ze względu na zbyt duże luzy). W przypadku testowanego ZXT-70 pokrętło głośności działa w sposób precyzyjny i przewidywalny, dając nam już od pierwszych chwil pełną kontrolę nad tym, z jaką głośnością chcemy słuchać muzykę. Na przednim panelu znajdziemy też świecącą diodę sygnalizującą pracę wzmacniacz, ta bardziej "jest" i siłą świecenia oraz barwą nie przeszkadza nawet przy odsłuchach późną porą.

Tylny panel zdecydowanie przemawia do audiofilii kochających z jednej strony minimalizm, z drugiej zaletę posiadania odrobinę więcej ilości przyłączy. Ilość gniazd RCA jest więcej niż wystarczająca, a ich jakość nie pozostawia żadnych zastrzeżeń. Mamy więc aż pięć wejść, dwa wyjścia oznaczone jako TAPE oraz co będzie dla niektórych osób ważne - pasywne przejście do kolejnych urządzeń audio.
Sporo jak na codzienne oczekiwania nawet wymagającego użytkownika.
Mamy też (jak to w przypadku wzmacniaczy bywa) porządnej klasy przyłącze do przewodów głośnikowych. Ilość pozostawionego wolnego miejsca wokół gwarantuje podłączenie nie tylko solidnych i grubych przewodów głośnikowych, ale bezproblemowe podłączenie przewodów konfekcjonowanych z myślą o np. Bi-Wiring. Po prawej klasyczne gniazdo przeznaczone do kabli zasilających - nic nowego, rzecz oczywista.

                                                0009.thumb.jpeg.f89dddddc3e1925853d1f00a18138a3f.jpeg     8888.thumb.jpeg.b8d67c27fa8fe83989000b98d169b4b9.jpeg

Cały design może się podobać, nie jest przesadny w swej formie, delikatnie robi ukłon w stronę ludzi szukających odrobinę zmiany i delikatny powiew nowoczesności. Od góry znajdziemy bardzo ładnie wycięte otwory wentylacyjne, które więcej dodają niż odejmują górnemu panelowi.

Pozostają nam obłe boczki. O ile sam ich kształt jak już pisałem powyżej - jest miłym dla oka akcentem XXI wieku, o tyle włącznik urządzenia znajdujący się z lewej strony rodem z taniego radyjka - mnie nie przekonał.

 

                                                                                                 1111.thumb.jpeg.85ef835c90461f77f8c724608f99d051.jpeg


Gotów byłbym zrobić wszystko, by przenieść go bliżej tyłu niż zostawić w obecnej formie (blisko przedniego panelu), ale może to swoiste skrzywienie osoby, dla której symetria w przedmiotach codziennego żytku oraz w otoczeniu jest bardzo istotna. No cóż, nie ma w życiu idealnych rzeczy zobaczymy więc, czy zrekompensuje to odsłuch. Dla naszej dziennej wygody otrzymujemy pilot. Niewielki i sprawiający wrażenie, że w swej wielkości może nie jest dopasowany do stojących na półce urządzeń. Lecz uwierzcie mi na słowo - sprawuje się wyśmienicie. Zapewne ideą przy tworzeniu pilota była jego prostota i minimalizm na rzecz czystej funkcjonalności. Jeśli ktoś chciałby stawiać temu zarzut - niech powstrzyma się, na rynku bowiem małe piloty stanowiły już nie raz powód do zachwytu, a w przypadku niektórych - próbowano wręcz kopiować design. 
Tu nie mamy ani kopii, ani dużego pilota. Jest tyle, by nie zabierało nam zbytniej przestrzeni na stole czy obok nas w trakcie odsłuchów.


Drugim z urządzeń jest przetwornik cyfrowo-analogowy Digitube S-192. Ten DAC pracujący w czystej klasie A idealnie kształtem nawiązuje do wzmacniacza ZXT-70 i obydwa urządzenia są idealnie stworzone dla siebie pod względem designu. 
Przód jest prosty i czytelny. Nie wymaga nawet długiego czasu do namysłu, by wiedzieć "o co chodzi". Mamy niewielki przycisk INPUT, którym dokonujemy wyboru źródła z jakim DAC ma pracować, każde z nich oznaczone jest kolejną cyfrą i diodą w kolorze identycznym jak te użyte we wzmacniaczu. Po prawej - wyświetlacz sygnalizujący nam tryb pracy. Jak na tego typu urządzenie - więcej z przodu oczekiwać wręcz nie wypada.

                                        0999.thumb.jpeg.29b58b3aa106c3b050b9c0cc186a8e6e.jpeg     001.jpeg                

Tył za to cieszy oczy od pierwszej chwili! Mamy wszystko, co chcieć powinniśmy. Jest podwójne wejście COAXIAL, AES/EBU, mamy TOSLINK. Do tego USB do podłączenia komputera jako źródła. Przy okazji mamy także wyjście cyfrowe w standardzie COAXIAL.
Po prawej gniazda wyjścia RCA do wysłania sygnału wprost do wzmacniacza.

                                                                                         00000999.thumb.jpeg.a8ad1d3245e20884090c4fe06bf21ed6.jpeg


Na tylnej obudowie znajdziemy informację, że w naszych rękach posiadamy konwerter 32 bitowy o maksymalnej częstotliwości 192 kHz. W obecnych czasach może wydawać się to na tle konkurencji "niewiele", ale z ręką na sercu - ilu z czytających te słowa korzysta z plików o znacznie wyższych parametrach? A najistotniejsze pytanie brzmi - w jak dużym stopniu przekłada się to na rzeczywistą jakość brzmienia. 

Boczki jak w hybrydowym wzmacniaczu - akcentują swoją nowoczesność i stanowią formę miłą dla oka. Po lewej stronie natrafiamy na już opisany we wzmacniaczu przełącznik. No cóż, nie będę się pastwił (nad sobą?) nad urządzeniem, ale teraz przynajmniej jak postawię przetwornik z prawej strony - uzyskam pseudo symetrię (istnieje coś takiego?), mając obydwa przełączniki z tej samej strony. 


Obydwa urządzenia z logo Lector'a podłączamy dostarczonym nam okablowaniem. Black Cat Cable seria Matrix 3232 okazały się być nowe, więc postanowiliśmy nie męczyć siebie i dać im czas na wygrzanie. Przewody RCA wpięliśmy pomiędzy wzmacniacz, a DAC - dając im ten sam dodatkowy czas pracy na wygrzanie.

Dodatkowe elementy systemu to w głównej mierze kolumny, które zmienialiśmy w trakcie trwania testu oraz źródła w postaci komputera i odtwarzacza CD.

Test rozpoczęliśmy od wsłuchania się w najbardziej nam znane "kawałki muzyczne". Nie budowaliśmy w swojej głowie żadnego wyobrażenia przed odsłuchami, pozwoliliśmy na to, by muzyka po prostu płynęła. Za źródło w pierwszej kolejności posłużył nam komputer (MacBook Pro) z zainstalowanym programem Audirvana+.
I... i byłbym nieuczciwy wobec samego siebie, gdybym napisał, że muzyka właśnie nie płynęła. Nie siliła się, nie mocowała z głośnikami. Wzmacniacz spokojnie budował scenę na tyle, by poczuć się jak w przytulnym klubie. Klubie, w którym z przyjemnością przychodzimy posłuchać muzyki, gdzie czas spędzamy ze świadomością tego, ile znaczy dla nas muzyka.
W świecie Lector Audio Strumenti nie liczą się perfekcyjnie zagrane wysokie tony, tam ich nie znajdziecie. Tak wzmacniacz jak i DAC przekonuje nas (do tego słusznie), że perfekcja w muzyce zawsze oznacza całkowicie coś innego. I nie jest to zarezerwowane dla drogich urządzeń, nie oznacza to też potrzeby inwestowania majątku w dziesiątki pośrednich urządzeń w systemie, by poczuć muzykę. Tutaj wszystko po prostu gra. Górne zakresy dają się słyszeć, nie atakuja nas i nie męczą. Nie mamy poczucia ataku naszych uszu i nie musimy też zapraszać naszych czworonożnych pupili do drugiego pokoju w obawie o ich słuch. Nic z tych rzeczy! Muzyka w zakresie górnych częstotliwości układała się z resztą pasma, serwując delikatnie smaczki, nie opuszczając niczego co istotne. Więcej, wzmacniacz nie zabierał nam nic z prezentacji droższych systemów, jednak mieliśmy poczucie nie tyle mniejszej ilości detali - co ich uspokojenia.
Poukładanie muzyki - tak można ująć w dwóch słowach prezentację muzyczną systemu Lector. Jeśli na początku wspominaliśmy o Ferrari i Wenecji, to zamiast toru wyścigowego z super szybkim autem - wyobraźcie sobie Wenecję. Gdzie płynąc w gondoli macie poczucie czerpania przyjemności z każdej chwili. ZXT-70 jak gondolier, zdaje się przy tym nie męczyć, nie śpieszyć i daje nam czas na czerpanie przyjemności z wycieczki po świecie muzyki.
Średnie są umiejscowione w sposób należyty na scenie, ale bez wychodzenia do przodu. Tutaj nie oczekujmy wokali sprawiających wrażenie, że artystka śpiewa nam wprost do ucha. W kinie cecha pożądana, gdzie lektor musi być czytelny i niezagłuszony efektami specjalnymi.
W muzyce wokal jest częścią - nie sednem prezentacji. Oczywiście są utwory skupiające naszą uwagę na głosie artysty i tutaj hybryda Lector'a realizuje to w sposób jak najbardziej właściwy. 
Jedyne czego nie znajdziecie to ogromnej sceny, po której artysta poruszałby się niczym Mercury po Wembley. No cóż, koncertowe granie to nie jest, pora więc wrócić na ziemię i usiąść wygodnie w naszym ulubionym klubie, gdzie muzyka płynie tak, jak to lubimy najbardziej.


Kiedy odsłuchiwałem Annę Marię Jopek z jej rewelacyjnego albumu "Farat", dało się czuć klimat i wyrażane emocje. Wybór zresztą świadomy, bo gdybym miał dziś wybrać się do klubu i poczuć emocje - Ani głos i repertuar albumu "Farat" byłby idealny, by poczuć to, co w muzyce najważniejsze - emocje.
Tak, system Lector'a buduje klimat i daje emocje przez duże "E". Jeśli przychodzi mu zmierzyć się z perkusją - realizuje to w sposób adekwatny do rodzaju muzyki i samego nagrania. Tam, gdzie realizator dołożył "swoje 3 gorsze" i niskie mają zatrząść fotelem - Lector nie udaje i nie serwuje nam na pół gwizdka niskich. Jest moc, jest powietrze, są niskie. Wszystko zależy od samych głośników, bo wzmacniacz sprawiał w testach wrażenie, że nie zabraknie mu mocy nawet przy solidnie zaznaczonych niskich, gdzie stopa perkusisty nie oszczędzała się. Niskie to szereg różnych składowych na całość, nie mamy wrażenia jednolitości i zlepku dźwięków. Jest ta wręcz oczekiwana różnorodność. Oczywiście nie daliśmy wzmacniaczowi zadań niemożliwych do zrealizowania. Nasze kolumny głośnikowe nie należały do przesadnie wymagających i sięgających niebotycznego pułapu cenowego. Ale też nie taki był cel testu, by zamęczyć wzmacniacz konstrukcjami kilka razy droższymi i wymagającymi dużych oraz prądożernych końcówek mocy.

Wzmacniacz pokazywał co oznacza muzyka w naszym sercu, niekoniecznie jako wyobrażenie w naszej głowie. I piszę o tym w rozumieniu na plus dla konstrukcji. W głowie zazwyczaj każdy z nas ma "wyrobioną" prezentację i kreuje oczekiwania brzmienia. Wystarczy przejść się do dobrego klubu czy na koncert z kameralnym klimatem. Nasze wyobrażenie znika, wciągamy się coraz bardziej w muzykę naszym sercem. Tak, Lector Audio Strumenti oferuje swoiste narzędzia do pokochania muzyki, nie sprzęt audio mający nas zaskakiwać swoją koncertową prezentacją czy kinowymi efektami każdych instrumentów. Bohemian Rhapsody w formie koncertowego wydarzenia musicie pozostawić innym urządzeniom, lub najlepiej udać się do dobrego kina.

Dobry wieczór przy muzyce? Na odsłuch wzięliśmy Rhye i album "Woman". Utwór "Last Dance" wywołał ogromną porcję pozytywnych emocji. Odpłynąć z muzyką - to chyba największa rekomendacja dla urządzenia. I może gdybym przy tym był sam... ale w odsłuchach brała udział większa ilość osób. Za każdym razem wracaliśmy do kilku utworów sprawdzić, czy rzeczywiście "tak to dobrze brzmi", czy może to urok minionego dnia. No cóż... i te słowa kieruję do dystrybutora na Polskę - Panie Kamilu, zabiera Pan dorosłym mężczyznom "zabawkę" dającą niesamowitą przyjemność ze słuchania muzyki. Jeśli mi ktoś nie wierzy, proszę posłuchać "Verse" z w/w albumu! 

Pora na zmianę, z głośników Harbeth przechodzimy do konstrukcji o odmiennej filozofii budowy i samej prezentacji muzyki.
To, co znów na plus - nawet zmiana na najnowszą konstrukcję firmy Monitor Audio model 300 Gold nie przynosi "uszczerbku" na przyjemności ze słuchania muzyki. Może nie jest tak przytulnie i miękko, a wstęga dodaje ciut więcej niż "normalne" konstrukcje "swojego" w brzmieniu. Nadal jednak czujemy klimat dobrego grania, gdzie muzyka ma nas nie tyle czarować efektownymi wstawkami, ile oczarować swoją różnorodnością. 
Nie bylibyśmy sobą, gdyby nie wyciągnąć naszego okablowania i wpiąć zamiast (nazwijmy to) "dedykowanego" i zalecanego przez dystrybutora. Bo w końcu po to czasem służy sprzęt, by szukać odpowiedzi "jak zagra" z czym innym.
Zmieniła się w niewielkim stopniu barwa. Wpływ na to ma sam przewodnik - z miedzi na srebro, nie oszukujmy się - różnice musiały być i były słyszalne. Przyznam rację dystrybutorowi - synergia pomiędzy urządzeniem, a okablowaniem jest istotna i nie może być pomijana kwestia tego, jakie kable są wpięte w nasz system. Oczywiście, nasze poszukiwanie ograniczyło się do zmiany okablowania z jednego producenta na drugiego. Być może włączając w system jeszcze inne okablowanie - kolejnej marki - mielibyśmy szansę odkryć coś nowego, zapewne też inaczej brzmiącego. Pytanie tylko na co odkrywać koło na nowo, skoro system złożony z tego, co proponuje Lector Audio Polska zgrał się wyśmienicie, czego dowodem była zmiana jaką uzyskaliśmy po wpięciu naszych (zaznaczmy - droższych) kabli. Po zmianie okablowania nie poszliśmy ani na krok do przodu pod względem jakości, otworzyła się w stopniu minimalnym góra i uzyskaliśmy nieznacznie bardziej otwartą średnicę. Lecz brzmienie ze względu na srebro jako przewodnik w naszym odczuciu - wiele straciło. Na tyle, że z przyjemnością wróciliśmy do poprzednich konfiguracji z Black Cat Cable.


DAC Lector'a to przetwornik, który spisuje się wyśmienicie nie tylko w połączeniu ze wzmacniaczem tej samej firmy. Mieliśmy okazję podłączyć go do wzmacniaczy innych firm (w tym Moon'a). Pozostaje napisać - "klasa A sama w sobie". Nie czujemy cyfrowej naleciałości czy swoistej nerwowości. W sumie ciężko nawet napisać,  z czym by się nie sprawdził ten przetwornik, bo jakość uzyskiwana na wyjściu jest tak duża, że na pewno sporo doda pod względem jakości w Waszych systemach. Nie będzie ujmował niczego w posiadanym systemie.

Łącząc DAC z odtwarzaczem CD (który miał wbudowany DAC) słychać było różnicę w jakości. Nie dziwmy się więc, że sporo osób decyduje się na rezygnację z wbudowanych przetworników w swoich odtwarzaczach, na rzecz osobnych elementów w torze audio. Tutaj płaci się za to, co jest namacalne i słyszalne. Odtwarzacz CD po podłączeniu do Digitube S-192 zyskał na barwie, na dociążeniu i masie. Zeszła swoista suchość nagrania, która dominuje w przypadku tańszych odtwarzaczy. Zamiast "grania" odtwarzacz podał dane cyfrowe, a DAC od Lector'a zrobił to, czego oczekujemy od dobrej klasy przetworników - pokazał muzykę.

Przyszedł ten moment, w którym należy wstać i wyjść z klubu, i to pomimo tego, że muzyka tak ujmuje nas i nasze serce. Przychodzi więc i taki czas, kiedy trzeba wszystko spakować i czekać na kuriera... a sprzęt mający tak wielki potencjał rozkochiwania ludzi w muzyce - musi wrócić do dystrybutora. Smutny niestety to czas.
Tak, to nie jest sprzęt, w którym zakochacie się "bo jest w każdym sklepie". To nie jest sprzęt, w którym zakochacie się, bo koncerty AC/DC zabrzmią na nim, jak koncert tego zespołu w Poznaniu. Nic z tych rzeczy. Nie wykreujecie sceny 40 metrowej w szerz z ZXT-70, nie będziecie przy tym mieli poczucia wielkości sali koncertowej niczym w trakcie finału Konkursu im. Fryderyka Chopina. Wzmacniacz jak na hybrydę tej klasy przystało - zagra nawet ciężkie brzmienie - nie udając przy tym tego, czym nie jest. Lector okaże Wam muzykę - z całym drivem w przypadku rocka, z nutką emocji i nostalgii (jak na albumach u Ani Jopek). Płyty Vangelisa czy Vollenwaidera zaskoczą wszystkich bogactwem różnorodności brzmienia, bogactwem dźwięków. Dźwięków, które wydają się bliższe faktycznym, bardziej neutralne - ale nie pozbawione emocji. Jeśli miałbym postawić tak wzmacniacz jak i DAC po jednej ze stron ciepła czy zimna - byłaby to zdecydowanie strona ta cieplejsza. Ale nie sztucznie zmiękczana i usilnie nas przekonująca "nie potrzeba w muzyce życia". Jest blask w tym brzmieniu i swoboda kreowania tego. Ale nie dominuje to nad przekazem, stanowi swoiste zaznaczenie i pokazanie "muzyka jest różnorodna".

PODSUMOWANIE:

Lector to przygoda z muzyką, to gondola nieśpieszna wrażeń od pierwszej chwili. Jesteśmy zaproszeni do swoistej podróży po "Wenecji" naszych marzeń, gdzie czas przemija wolniej, a wszystko co cenne i zapewne do tej pory ukryte - nagle zdaje się nabierać prawdziwej wartości. W systemie przygotowanym przez Lector Polska taką wartością jest muzyka. Ta prawdziwa, nie wykreowana przez nasze oczekiwania. Kupując tak wzmacniacz jak i DAC (a najlepiej wspólnie) otrzymujecie bilet do bardzo długiej podróży, gdzie nie skupiacie się na sztucznie generowanych emocjach przez tłum nas otaczający. Poznacie wartości ważniejsze, spokój i piękno z płynącej muzyki. I tylko wieczorem nie przesadzajcie z pokrętłem głośności. Faith no More potrafiło pomimo delikatnego oporu chromowanego pokrętła pompować masę powietrza, a opór był tylko pozorny i to tylko ze strony błyszczącego - chromowanego pokrętła. Wzmacniacz nie stawiał najmniejszego oporu i zdawał się przy tym nie czuć nawet odrobinę "zmęczony". Można napisać - bawił się dźwiękami tym bardziej, im bardziej my czerpaliśmy z tego przyjemność.


Są urządzenia drogie i tanie, jest ogromny wybór na rynku. Jak na kramie "dla każdego coś dobrego". I jest Lector, który nie kocha się w strojeniu piórek na bazarze. On będzie stał dumnie w salonie każdego melomana, który zna pojęcie "dobra muzyka". Ten sprzęt nie potrzebuje ładnego baneru reklamowego, kolorowych wystaw. Teraz już wiecie dlaczego Lector nie konkuruje na sklepowych półkach z innymi markami o kawałek podłogi? Nie musi o to zabiegać, zauroczy Was nie tyle sobą co muzyką. Na tyle, że na koniec naszej (w tym mojej) przygody z tym sprzętem - zapomniałem jak bardzo psioczyłem na początku na przełącznik zasilania. Po kilkunastu godzinach nie było to istotne i gdyby nawet zdecydowano się umieścić go z przodu - jakoś bym to przeżył. Z bólem serca, ale w tym wszystkim to muzyka stanowiła by sedno mojej zapewne długiej przygody z Lector Audio Strumenti.

Czy kochacie Włoską kuchnie czy nie, zapewne pokochacie sprzęt ze znaczkiem "Lector". Włosi to nie tylko przygoda z czerwonym Ferrari i wycieczki gondolą po Wenecji. Od 1982 roku to muzyka przez duże "M" i właśnie emocje z nią związane. Może pora przestać szukać brzmienia i skupić się na muzyce, jeśli taki macie plan w życiu - wiecie więc gdzie zadzwonić i zrealizować swoje plany.

Zatęsknimy za sprzętem Lector Audio, to pewne. Ale cóż stoi na przeszkodzie by zwolnić miejsce i przed długimi, zimowymi wieczorami nie przygotować w swoim domu prywatnego klubu z muzyką, dobrą muzyką. Nie trzeba będzie nigdzie wychodzić, a z Lector'em umilającym nam czas - znajomi sami będą przychodzić!

Cena katalogowa:

ZXT 70 - 8500 złotych.  DAC Digitube S-192 - 9500 złotych.

Coś od technicznej strony:

Wzmacniacz posiada w pre 2 lampy 6922/Ecc88

Moc wyjściowa: przy 8 ohm - 70 Watt na kanał i aż 100 Watt przy 4 ohm.

DAC Digitube S-192 pełne wyjście lampowe klasa A. lampy wyjściowe ECC 81 i ECC 83.

Pomiary (za Lector Audio):

http://www.lector-audio.com/DTS192.htm

 

Sprzęt godny polecenia wszystkim zmęczonym wiecznym poszukiwaniem "lepszego brzmienia". Dla tych, którym muzyka gra w sercu od dłuższego czasu, a nie siedzące w głowie wyobrażenie o muzyce. Świetna także propozycja dla wszystkich początkujących melomanów, którzy chcą uniknąć niepewnych inwestycji i ciągłego gonienia za mitycznym króliczkiem.

 

Za sprzęt do testów dziękujemy dystrybutorowi marki Lector. Wielkie podziękowania dla p. Asi i p. Kamila za cierpliwość.

http://www.lectoraudio-poland.pl

 

AudioRecki (Magazyn AudioStereo)

 

  • Thanks 2
Sign in to follow this  


User Feedback

Recommended Comments

Zdecydowanie zgadzam się z w/w recenzją,  miałem jedynie wzmacniacz zxt 70 na odsłuchu i grało to pięknie z moimi Phoebe 3,  wart przynajmniej posłuchania :-).

  • Like 1

Share this comment


Link to comment
Share on other sites

Nie rozpędzałbym się specjalnie z tym włoskim żarciem i stawianiem obok niego wzmacniacza. Najpaskudniejsze spaghetti w moim życiu jadłem w Wenecji.

A, przy okazji - najdroższe 😀.

  • Like 1

Share this comment


Link to comment
Share on other sites

czy polecacie Państwo ten sprzęt osobom, dla których najważniejszy jest fortepian w muzyce klasycznej i orkiestra symfoniczna?

Share this comment


Link to comment
Share on other sites
9 godzin temu, glodyga napisał:

czy polecacie Państwo ten sprzęt osobom, dla których najważniejszy jest fortepian w muzyce klasycznej i orkiestra symfoniczna?

Jeśli nie szukamy fortepianu na wielkiej scenie - jak najbardziej. Nie będzie to rozmach wielkiej Filharmonii Narodowej. I nie z powodu braku mocy, wzmacniacz bez trudu napędzi większe konstrukcje. Ten model z logo Lectora kreować będzie w przepiękny sposób swoiste recitale fortepianowe. W tekście nie ma opisu (ze względu na długość) wrażeń z odsłuchu albumu Grigory’a Sokolova. Płyta "The Salzburg Recital" została na sprzęcie Lector Audio wspaniale oddana w zakresie brzmienia fortepianu, emocji i odpowiedniej prezentacji. 

Odpowiadając więc wprost na pytanie - tak, jak najbardziej polecam i to z czystym sumieniem ZXT 70.

Edited by AudioRecki

Share this comment


Link to comment
Share on other sites

Dziękuję za odpowiedź, bardzo lubię Sokołowa i służy mi czasem jak testuję jakiś sprzęt. Do Lectora będą podchodził "od dołu" (znaczy od Heeda) i będę szukał czegoś podobnego w balansie tonalnym, z dodatkowymi zaletami typu wyraźniejsza i głębsza scena, może lepsza rozdzielczość i namacalność dźwięku. Kolumienki są małe (Focus 110) więc Filharmonii (nawet krakowskiej) nie oczekuję ale symfonika wypada i tak przyzwoicie (poza może kontrastami dynamicznymi).

Myślę, że będzie na liście odsłuchowej choć na razie to bardzo mgliste plany, bo Obelisk mi po prostu wystarcza.

Pozdrawiam

Grzegorz

 

Share this comment


Link to comment
Share on other sites
W dniu 10.05.2019 o 21:58, Bezlitosna Niusia napisał:

Nie rozpędzałbym się specjalnie z tym włoskim żarciem i stawianiem obok niego wzmacniacza. Najpaskudniejsze spaghetti w moim życiu jadłem w Wenecji.

Ja z kolei nie znalazłem we Włoszech dobrej pizzy, mimo intensywnych poszukiwań :-)))))). Może miałem pecha ?

A jeszcze wracając do sprzętu. Zadam być może "niekulturwne" pytanie ? A jak wygląda w środku ? :-))

Share this comment


Link to comment
Share on other sites
43 minuty temu, SynSama napisał:

A jak wygląda w środku ? :-))

 

                                                                IMG_0825.jpg

                                                                          IMG_0829.jpg

Edited by AudioRecki

Share this comment


Link to comment
Share on other sites


Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Sting zawsze w formie! Nowy album My Songs już wkrótce.

    Kiedy przychodzi moment rozmowy o Stingu, zaczynamy się zastanawiać nad tym, która tak naprawdę płyta jest najlepsza. Już nie utwór, a płyta ze względu na dorobek tego nietuzinkowego artysty. Jego płyty to szereg wspaniałych utworów i co za tym idzie - wysyp nagród, w tym aż 17 krotne Grammy! W dorobu artysty są też Złote Globy czy Brit Awards. Sting we wrześniu 1981 zadebiutował jako solista podczas koncertu dla Amnesty International. Zaśpiewał wówczas solowo do dziś uznane za jedne z najw

    AudioRecki
    AudioRecki
    Newsy 3

    Green ZOO Festival 2019 w Krakowie już od piątku!

    Jak co roku na zielono z mega Green ZOO festival! Już w ten piątek (24.05) rozpoczyna się najfajniejszy miejski festiwal w Krakowie. Impreza mega pozytywnie zakręcona i przyciągająca rzeszę "zielonych ludzi". Szczegółowe informacje o samym wydarzeniu i zespołach znajdziecie na http://greenzoofestival.pl     AudioRecki (Magazyn AudioStereo)  

    AudioRecki
    AudioRecki
    Newsy

    Przenosiny Studio HiFi Katowice już wkrótce!

    Jak zaprzyjaźnione wiewiórki donoszą, już wkrótce jeden z najstarszych i najbardziej znanych sklepów ze sprzętem audio Studio HiFi w Katowicach, planuje przenosiny w nowe miejsce. To nie wszystko, kolejną informacją jaką uzyskaliśmy to fakt, że dzięki uprzejmości właściciela firmy p. Jacka - AudioStereo będzie miało okazję brać udział w oficjalnym otwarciu salonu. Nowy salon to jak mówi szef firmy - nowe możliwości, a co za tym idzie - nowe marki, większy i nowocześniejszy pokój odsłuchowy oraz

    AudioRecki
    AudioRecki
    Newsy

    Diamond Head z nowym albumem!

    Kiedy myślimy o ciężkim brzmieniu New Wave of British Heavy Metal, musi paść nazwa kapeli Diamond Head. I nie wypada przy tym pominąć faktu, że zespół ten nie tylko wpisał się na stałe w historii muzyki Heavy Metalowej, ale stanowił jej jeden z głównych filarów. Inspirował i interesował swoimi "kawałkami" wielu znanych świata muzyki, a do samego zespołu Diamond Head przylgnął przydomek "idole Metalliki" Po wielu już dekadach zespół nadal tworzy i jego kompozycje potrafią zaskoczyć w pozytyw

    AudioRecki
    AudioRecki
    Muzyka

    Popol Vuh reedycja, wielki konkurs BMG i AudioStereo!

    Jeszcze kilka tygodni temu zapraszaliśmy wszystkich Was tak do audycji w RMF Classic, jak i zapowiadaliśmy ukazanie się absolutnie unikatowego, audiofilskiego wydania pierwszych płyt legendarnego zespołu POPOL VUH.   Dziś dzięki uprzejmości firmy BMG oraz nieprzecenionej pomocy p. Filipa Sarniaka (wielkie podziękowania raz jeszcze), mamy dla naszych czytelników w/w wydanie dosłownie na gorąco do "zgarnięcia". Wydanie jest niesamowite pod względem jakości i zawartości. Dedykowane

    AudioRecki
    AudioRecki
    Muzyka
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.