Jump to content
IGNORED

HoBoLeMa /Katowice / Megaclub


antos

Recommended Posts

25Kwietnia odbył się koncert super składu HoBoLeMa, czyli Holdsworth Bozzio, Levin i Mastelotto. Jednych z najwiekszych zyjących tuzów muzyki. Całe przedsięwzięcie z załozenia opiera sie na improwizacji. Muzycy wchodząc na scene nie bardzo wiedza w jakim kierunku rozwinie się sesja. To dośc odwazny i kontrowersyjny pomysł. Muzyka oparta na skomplikowanych podziałach rytmicznych w zasadzie pozbawiona melodii, bardziej skupiona na emocjonalnym przekazie, niewątpliwie trudna w odbiorze, dla mniej osłuchanych dziwna.

Chwilami oczywiste skojarzenia z King Crimson (popisy Levina grającego "Frippem"). Kunszt obu perkusistów nie podlega dyskusji w zasadzie trudno powiedzieć który lepszy Mastelotto czy Bozzio, Obaj zgrani doskonale z ogromnym wyczuciem, precyzją i finezją.

Ci którzy oczekiwali kontynuacji tria Bozzio Levin Stevens pewnie się zawiedli, gdzie gitarowe popisy Stevens`a robiły niesamowity klimat.

Pytalismy po koncercie samego mistrza Levina o projekt ze Stevensem, sprawa jest definitywnie zamknięta.

Sam Holdsworth pozostawał jakby w cieniu pozostałej trójki, napewno nie pokazał tego co potrafi w pełni.

Koncert zakończył się dosc nieoczekiwanie po 1 godzinie i 15 minutach ! Odniosłem wrażenie że muyka tego wieczoru nie sprawiała artystom radosci, wychodzili zmęczeni ( z wyjatkiem Mastelotto) który z duzym poczuciem humoru wdawał się w rozmowy z fanami oraz pozował do zdjęc robiąc przy tym zabawne miny ;)

Po raz pierwszy widziałem Levina rozdającego autografy!

Holdsworth nie ma w sobie nic z gwiazdora to miły starszy pan niezwykle uprzejmy i sympatyczny.

Jedynie mistrz Bozzio jak przystało na Gwiazdę opuscił klub w towarzystwie niezwykle atrakcyjnej kobiety zostawiając w tyle swoich fanów czekajacych na autografy.

Ogólnie bez względu na ocenę zawartości muzycznej koncertu, zawartosc jakosciowa gwiazd na metr kwadratowy klubu była tego wieczoru zdecydowanie najwyzsza.

Na marginesie dodam, na widowni nie mogło zabraknąć Piotra Kaczkowskiego który wydawał się być w doskonałej formie fizycznej pomimo widocznych problemów z poruszaniem się (organizatorzy zadbali o wygodną kanapę ) ;)

Zdziwiła mnie natomiast obecnośc Showmana Maleńczuka, najbarwniejsza postać w klubie ;) szacuneczek.

 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

 

 

Link to comment
Share on other sites

Witam

Byłem na tym koncercie i muszę jednoznacznie stwierdzić, że jestem na Nie. Nie spodziewałem się klimatów Z UK, czy Franka Zappy, ale nie tak wygląda improwizacja! To była zwyczajna ściema i to nie wiadomo dlaczego zakończona przed czasem(może i dobrze?) Sensem i esencją improwizacji jest intuicyjne porozumienie między muzykami, a Panowie grali sobie a muzom. Tak improwizować mogę i Ja. Ze sceny wiało nudą, brak było pomysłu na muzykę.

Po koncercie rozmawiałem z ludźmi i wszyscy byli lekko zażenowani tym co usłyszeli. Oklaski po koncercie były raczej grzecznościowe. Jak Muzycy o takim potencjale mogli tak spieprzyć wszystko, doprawdy trudno pojąć.

Link to comment
Share on other sites

chick>

 

W sumie trudno się z tym nie zgodzić, fakt byli zmęczeni a może wypaleni, jako zespół nie wyglądało to dobrze. Kazdy grał bardziej sobie niż wspólnie. Były ładne momenty cos się zaczynało , czekałem aż coś się z tego rozwinie no niestety sama wirtuozeria to jeszcze za mało. Żyby nie tracić dobrego nstaroju koncentrowałem się na popisach perkusyjnych ale zamysłu i muzyki w tym nie było.

Oklaski publiczności oczywiście.....za cało-kształt ;) Gdyby nawet nie zagrali jednej nuty :)

 

Z wyrazów twarzy muzyków widać że atmosfera wyraznie kiepska, nie mniej foto z Levinem bezcenne :)

 

Najbardziej przykry widok to zdołowany Levin na ulicy z walizką...naprawdę szkoda że nie miałem w bagazniku butelki dobrej polskiej wódki....wypić zapomnieć :)

Link to comment
Share on other sites

Tak też zrobił Allan Holdsworth, zaraz po koncercie poszedł do baru i strzelił sobie setę Nemiroffa. Udało mi się zdobyć autograf i zamienić kilka zdań. Dla mnie to największy wirtuoz elektrycznego wiosła, choć muszę przyznać że naprawdę dobrą solową płytę nagrał już 10 lat temu (The Sixteen Men Of Tain). Oglądałem go na WSJD kilka lat temu, ale tam też nie było muzyki, pomimo tasiemcowych solówek.

 

Wiochę odwalił Bozzio. Jako jedyny nie podpisał ani jednej płyty i nie wyszedł choćby na 5 minut, a fani czekali wiernie do końca. Wyszedł a właściwie wyleciał otoczony ochroniarzami niczym gwiazda R&B.

Bywałem na wielu koncertach, ale takiego "gwiazdora" jeszcze nie widziałem. A gdyby tak obiektywnie popatrzeć na Pana Bozzio to ostatnia ciekawą solową płytę nagrał wieki temu, więc jak długo ma zamiar odcinać kupony od kariery z Frankiem?

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.