Jump to content
IGNORED

Smutny los recenzenta


Urni

Recommended Posts

Czytajac kiedys jakas recenzje pomyslalem sobie, ze recenzent to ma fajnie :) słucha sobie super sprzetow, ma porownanie, zna urzadzenia wielu firm, wiele modeli i moze sobie stworzyc w domu swoj wlasny "system idealny" (na miare mozliwosci finansowych oczywiscie). Ale zaraz potem pomyslalem sobie, ze tak calkiem slodko to to chyba nie jest. Wyobrazcie sobie wielkiego fana motoryzacji (bo na pewno recenzenci sa wielkim fanami muzyki) ktory co jakis czas ma mozliwosc pojezdzenia sobie np Ferrari, Lamborghini, Zonda czy Bugatti a po pracy musi wsiasc do swojego Malucha aka Fiat 126p ;)) Siadajac do niego wie, ze takiego czegos czym przed chwila jezdzil NIGDY sobie nie kupi. Pamietam sytuacje kiedy kupilem swoj pierwszy komputer - C64 :)). Wymarzony, moja "krwawica", dlugo oszczedzalem.... A tydzien po zakupie bylem u kolegi, ktory mial Amige. Posiedzialem u niego, bylo super, super mozliwosci kompa, ale czas wrocic do domu i ... moj C64 juz tak nie cieszyl. Pixeloza, kwadrat goni kwadrata. Czy nie uwazacie, ze w przypadku sprzetu jest podobnie ? Slucha sobie czlowiek Marka Levinsona czy Krella na np. GrandeUtopia, czy Orfeusza Sennheisera i potem musi wrocic do domu w wlaczyc jakiegos NADa (z calym szacunkiem do NADa, sam mam :) W porownaniu do tego czym sie raczyl 2 godz temu to ten sprzet brzmi jak radyjko tranzystorowe. Pewnie wielu z Was pisuje recenzje do magazynow o temetyce audio i jest bohaterami takich walsnie sytuacji. Jak to jest naprawde ?

Link to comment
Share on other sites

W Polsce recenzenci nieczesto dostaja w lapki naprawde drogie klocki, wiec chyba nie jest im tak zle. Natomiast gorsza strona tej "fuchy" jest to, ze czy chcesz czy nie, czy ci sie podoba czy nie recenzje i tak musisz napisac - wyobrazam sobie, ze jesli recenzowane klocki sa dobre to jeszcze pisanie recenzji jakos idzie, ale co jesli sa kiepskie?

Link to comment
Share on other sites

Jeśli są kiepskie, to... zależy od pisma. W Audio taka recenzja się po prostu nie ukaże, redaktor HFiM z radością napisze złośiwy kawałek - ot, odmiana jakaś ;), co będzie w A-V - nie wiem, ale złych recenzji w tym piśmie jakoś sobie nie przypominam ;)

Link to comment
Share on other sites

1. recenzji nie pamietam bo jak juz wspomnialem takowych sie nie publikuje

2. wypocin - bo nie wyobrazam sobie, by dobremu recenzentowi, ktory musi byc pasjonatem audio, latwo przyszlo napisanie tekstu o zlym klocku - wiec musialby sie niezle napocic ... :)

3. zdarzylo mi sie minimum 2 razy, ze odsluch skonczyl sie po 10-15 min bo nie bylem w stanie dluzej scierpiec dzwieku - nie bede jednakze podawal nazw klockow na forum :)

Link to comment
Share on other sites

Sa zli recenzenci - nazwisk nie bede podawal. A dobry musi byc pasjonatem/audiofilem - to warunek niezbedny do prawidlowego wykonywania tej profesji (wyobraz sobie, ze musisz sluchac powiedzmy 100h jakiegos wzmaka, jesli w zasadzie wogole nie lubisz muzyki :) )

Link to comment
Share on other sites

Zawsze mozna skupic sie na walorach wzrokowych danego klocka i na tym w jak urzadzonym pomieszczeniu bedzie dobrze wygladal, brzmieniu poswiecajac niewiele miejsca - nie tak dawno byla taka recenzja samego M.S. i to calkiem drogiego zestawu. Kto czytal ten wie o jakim pisze.

Link to comment
Share on other sites

czyli przedstawiona rzeczywistość :)

w garażu na kupie trociń też by było inaczej a to, że sie pyli i CD nie czyta albo ,że pilot do luftu bo się trocinami zapycha a i przedni panel nie tego bo tłuste slady po smarach zostają (garaż w końcu) i sie trociny lepią.

Taki wprowadzanie czytającego w klimat nie jest przecież takie złe. A coś napisać trzeba.

Link to comment
Share on other sites

  • Redaktorzy

Ja bym widział trochę gdzie indziej trudną stronę bycia recenzentem.

Zaczynając pisać recenzje sprzętu dysponowałem własnym systemem klasy wybitnie mieszanej. Był w nim bardzo dobry lampowy Spark 734, tuningowany odtwarzacz CD NAD 512 i solidne zestawy głośnikowe dawno już opłakanej firmy A&H na standach StandArta. Nawet tak skromny zestaww dawał mi komfort dźwięku wystarczający, aby nie umierać po każdym powrocie do swoich klocków. Pamiętam że prawdziwe pożądanie odczułem tylko parę razy - np. przy odtwarzaczu Linn Ikemi (muszę przyznać się do odpowiedzialności za modę na ten klocek w Polsce) oraz przy kolumnach Living Voice Auditorium. W dość krótkim czasie nabyłem odtwarzacz Linna (Karik) który sprawił, że nie czuję potrzeby posiadania Ikemi, a kolumny zamnieniłem na ProAki Studio 100. Do tego doszło analogowe źródło Linna. Z takim systemem pracowałem w komforcie psychicznym przez kilka lat i dopiero niedawno przyszła pora na zamianę wzmacniacza na coś wyższej klasy. Wybór padł na Sound Art Jazz. W międzyczasie następowały kombinacje z przewodami, w wymniku czego obecnie łączę system idiotyczną z punktu widzenia teorii zrównoważenia cenowego kombinacją interkonektu Cardasa za 6000 zł i przewodów głośnikowych DIY produkcji fadeovera. I znowu nie czuję pożądania w stosunku do testowanych klocków. Co zatem uważam za ciemną stronę mocy w mojej sytuacji?

Przede wszystkim przymus słuchania całej kupy sprzętu. To wygląda owszem, przyjemnie. Czasem jednak w mojej alkowiee odsłuchowej stoi w kolejce np. 5, 6 albo 7 sztuk urządzeń, które po prostu muszą być opisane. Staram się unikać takich spietrzeń, ale i tak bywa. Ostatnio podczas szykowania nowego numeru miałem do napisanie coś z 10 tekstów jednym ciągiem. To prawda, odsłuchy sprzętu trwają u nas zawsze długo. Ale podczas odsłuchu powstają tylko notatki, które trzeba kiedyś przekształcić w dobre teksty. To nie jest szczególnie łatwe, zwłaszcza gdy czas pogania. Nie narzekam natomiast, że jeden klocek potrafi ważyć tyle, co worek cementu, bo od tego tylko kondycja rośnie.

Kłopot z recenzjami złego sprzętu owszem, jest. W Magazynie panuje zasada, że jeśli coś jest do chrzanu, to wraca do właściciela. Staramy się dbać o poziom pisma, również w ten sposób. Samo pojawienie się na naszych stronach świadczy o dobrej jakości urządzenia i nie zamierzamy tego psuć dla przyjemności napisania kilku uszczypliwych opinii. Zbyt rzadko się ukazujemy, aby marnować miejsce na testy miernoty. Są jednak sytuacje, kiedy sprzęt jest niezły, z oznakami klasy w jednym miejscu, pod innym zaś względem słabszy. Napisanie takiej recenzji jest trudne. Inna trudność to recenzja sprzętu pod każdym względem poprawnego. W ramach ćwiczenia każdy niech spróbuje napisać 5000 znaków ze spacjami na temat brzemnienia znanego sobie klocka, w którym "nie ma się do czego przyczepić".

To tyle moich uwag, jako praktyka. Może ktoś dorzuci coś więcej?

Link to comment
Share on other sites

Wcale nie tak kolorowo, jakby sie wydawalo. Wiec WIELKIE wyrazy szacunku Panowie Recenzenci dla Waszej pracy, dzieki ktorej my mozemy wziac do rak co miesiac magazynio i poczytac przy muzyce :))

Naszly mnie jescze 2 pytania.

1. Zawsze sie zastanawialem czy prostytutka "po robocie" ma jeszcze ochote na sex (bardzo przepraszam jezeli kogos urazilem przykladem) tak i w Waszym przypadku - czy dla relaxu, po pracy siadacie i wlaczacie swoje stereo ? Nie macie dosyc ?

2. Po kilku opisach, szczegolnie sprzetow tych mniej udanych, nie macie ochoty walnac czyms "destruction friendly"? Po 3 szajsowatych wzmakach, podlaczasz 4 i ... tez szajs. Normalnie, pojsc i sie wiechnąć :)))

 

...ale truje dupe, sorry ! :))

Link to comment
Share on other sites

"[...] zlych recenzji raczej sie nie publikuje - kto by chcial to czytac? :)" - no na przykład ja :) informacja o tym, ze cos jest kiepskie (i dlaczego), ze nie warto sie tym interesowac tez jest cenna.

Kiedys na Allegro znalazlem kolumny GLD. Ładnie wyglądają, nieżle wycenione, ale jak to gra to nie wiadomo. Szukam, szperam i ...nic. Do Gdanska nie bede jechal posluchac sobie bo to jakies 500km. Po jakims czasie znalazlem krotka notke, ze 1 z tych modeli jest malo udany. I dalej nie wiem czy tylko ten jeden im nie wyszedl, czy konstruktorzy jeszcze musza "potrenowac" i calosc ich oferty jest srednia. Czy recenzje sie nie ukazuja poniewaz, "[...] zlych recenzji raczej sie nie publikuje - kto by chcial to czytac? :)" czy z calkiem innego powodu ?

Link to comment
Share on other sites

Urni wez pod uwage, ze zla recenzja jednego produktu danego producenta/dystrybutora zakonczylaby w 95% przypadkow wspolprace miedzy pismem a tymże p/d. W ten sposob pismo mogloby w krotkim czasie zbankrutowac bo nie mialoby czego testowac ... :)

Poza tym - ilez juz bylo dyskucji na temat recenzji w tym czy innym pismie wychwalajacej pod niebiosa jakis klocek - a dyskucje zaczynaly zazwyczaj osoby, ktore absolutnie sie z recka nie zgadzaja. Podobniez byloby w przypadku recenzji zlych - tyle ze szkoda uczyniona producentowi/dystrybutorowi bylaby wieksza.

Link to comment
Share on other sites

witam. jeśli zaiste smutny, to rzec wypada, że sam sobie taki wybrał. lecz ja co innego rzekłbym - a mianowicie, że niesmutny, bo zawiły i chociaż to trzecie może to pierwsze znaczyć, to nie zawsze.

oto explikacja na przykładzie mojego ulubionego kompulsywnie czasopisma, kompulsywnie, bo jak bardzo by mnie ostatni numer nie zezłościł, to następny kupuję i wiem, że kolejny kupię niechybnie, kompulsywnie, przymusowo, czyli obsesyjnie dokładnie biorąc.

odnoszę wrażenie, że pisanie recenzji od dawien dawna, choć nie od zawsze, ma związek ze zbyt wieloma sprawami, by mogło być pisaniem recenzji.

w hen zamierzchłej przeszłości, kiedy papier był podły, zdjęcia czarno-białe, objętność chudziutka, recenzje były w rzeczy samej recenzjami.

piszący opisywali co słyszeli i kropka, nie ma się co wdawać w recenzowanie recenzji, pisali, jak umieli, i co im uszy a potem zwoje mózgowe kazały, były to recenzje krótkiej ścieżki sygnałowej, bez sprzężeń takich czy innych.

aleć wraz z przybytkiem wiedzy i osłuchania, i poczucia odpowiedzialności za to napisali, jeli, primo, ubarwiać na ubarwionych, lśniących, coraz liczniejszych stronach, secundo - zoczywszy wagę swych słów - pisać ze świadomością, że piszą. i zatraciwszy dziecięcość pisania swego, nie pisali już, jak to pewien pisarz napisał, zwyczajnie i po prostu, jak dziecię pod krzaczkiem kucając potrzebie swojej folguje, tylko, pozostając przy owym porównaniu, jeśli już kucali, to nie pod krzaczkiem i nie po prostu, tylko, niczym królowie już nie istniejącego królestwa, na sedesie marmurowym, w pałacu i w przytomności dworu. majestatatycznie, z pompą i namaszczeniem.

dlatego tęsknie wypatruję czasopisma, które na papierze zwyczajnym, ze zdjęciami zwykłymi, słowem prostym recenzuje. szczęście moje i nie wyłącznie moje, że nie tylko wypatruję, lecz i kupuję, bo ukazuje się ono, rzadko, bo rzadko, ale jednak (zresztą może dobrze, że rzadko, bo gdyby częściej, to by inne było).

i wszystko proste by było, ocena oceniających zawile na wielu wielobarwnych stronach bezdyskusyjna, gdyby nie fakt, że gdyby nie ci zawile na pysznych kartach piszący, to nie byłoby tych prosto czarnobiałe karty skreślających.

i bądź tu mądry.

pozdr., M

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.

                  wykrzyknik.png

AdBlock blocking software detected!


Our website lives up to the displayed advertisements.
The ads are thematically related to the site and are not bothersome.

Please disable the AdBlock extension or blocking software while using the site.

 

Registered users can disable this message.