Skocz do zawartości
Trwa aktualizacja silnika forum! Czytaj więcej.. ×

VenasBlog

  • wpisów
    8
  • komentarze
    4
  • wyświetleń
    45392

Wpisy na tym blogu

 

Paździerz a sprawa polska

Każdy kto grzebie w sprzęcie, przerabia to i owo czy tylko testuje różne wzmacniacze operacyjne lub elementy bierne spotkał się chyba ze stanem całkowitego pogubienia w ocenie efektów swoich działań. Najczęściej po pierwszym 'ohu' czy 'ahu' po dłuższej chwili odsłuchu zaczynamy zauważać jakieś minusy. Może to kwestia wygrzewania się elementów, może dokładniejszych testów na bardziej zróżnicowanym czy po prostu innym materiale. Nieważne. Czasem otworzenie uszu (?) następuje dopiero na drugi dzień, kiedy pełni dumy ze swoich 'dokonań' z zeszłej nocy wracamy do odsłuchu czekając na ten miód który jeszcze syci nam wnętrze po nocnej uczcie. Włączamy sprzęt i.... tak, totalna porażka! Jak mogłem się tak pomylić?! I tu zaczyna się temat paździerza. Otóż mam kolegę K, maniakalnego fanatyka audio, no jakże inaczej :D. Ma dużo czasu, sporo środków a w głowie nic poza audio. Główny pokój w domu zastawiony stosami sprzętu (tak mniej więcej do 1,5m) cały. Tzn są wolne tylko dwie wąskie ścieżki (trzeba mocno uważać jak się przechodzi), jedna do sypialni (nieużywana bo cała zapełniona sprzętem) i druga wejściowa od korytarza. Non stop siedzi, dłubie, reguluje, bawi się pikami muzycznymi na kompie, nagrywa CD, odsłuchuje, jednym słowem, szczęśliwy człowiek :). Kiedy go odwiedzam rozmawiamy oczywiście o jednym... a on prezentuje mi swoje ostatnie osiągnięcia. Poza genialnymi płytami czasem puszcza mi jakąś straszną muzę. Hałaśliwą, ostrą, niezrównoważoną tonalnie (to niedopowiedzenie!) jednym słowem kakofonia! Albo rzeczony paździerz :). Każdy z nas ma pewnie sporo takich płyt, takich których nie da się słuchać, ja mam ich cały karton. Zawsze wtedy proszę go by wyłączył to g.... a on odpowiada: ale wiesz... na tym najlepiej się stroi! Muszę dodać, że K posiada bezkresne pokłady cierpliwości czyli czegoś czego ja z autopsji nie znam. Potrafi 2-3 dni siedzieć przy CD-ku i kręcić dołożonym gdzieś potencjometrem by znaleźć optymalny punkt pracy. Czasem to naprawdę regulacje o 'elektron'! Tak właśnie było ostatnio... g... płyta, syczące wysokie, kartonowe perkusyjne, zero basu, wszystko wydaje się przesterowane i zmiksowane w jeden wielki chaos. Ale... regulacje, regulacje i nagle już tak nie jest, nagle wszystko jest na swoim miejscu, ostrość znika, wokale są żywe, pojawia się bas, i co najważniejsze muzyka! Muzyka w sensie emocji, przeplatania się niezależnych rytmów i poczucia obecności muzyków jako żywych istot. To stało się na naszym paździerzu, odtworzenie dobrych płyt przyniosło nowe doznania, tak jak na paździerzu wydawało się, że słucham tych płyt pierwszy raz, niby te same, ale jakby nagrał je ktoś całkiem inny! Wszystko było lepsze! Jestem już całkowicie przekonany do tej metody 'na paździerza', przy dobrych płytach regulując coś otrzymujemy zmiany które są subtelne, to raczej o włos inne granie niż lepsze czy gorsze. A to lepiej wybrzmi talerz, a to miotełki są bardziej miękkie, a to doszedł magiczny tembr w głosie wokalistki, ale równocześnie mogło zginąć coś innego, coś czego akurat w materiale nie ma i przez to tak łatwo zbłądzić na manowce. Przy paździerzu gorzej już być nie może, a lepiej? Zawsze :) !   PS. Napisałem regulacja, ale uprzedzając ewentualne pytania, to nie jest tak, że istnieją jakaś magiczne recepty na zamianę przeciętnego CD'ka na wymiatacza. Niektórym nic nie pomoże, ale z wielu można wycisnąć nieprawdopodobnie dużo jednak zawsze jest to proces żmudny i kompleksowy. Powiem tylko, że nie chodzi w tym o upgrade analogu, bo to zaledwie zabawa. Tak naprawdę pracuję właśnie nad własną cyfrą do CD'ka, całą, łącznie z korekcją błędów, jest tam tyle do poprawienia :)!

Venas

Venas

 

Salsa i marsze

Jakoś tak piszę o DAC'ach bo i ku nim myśli me oraz starania samoistnie ciążą. Po prostu czuję, że powinno się zacząć od źródła, jeśli ono coś zgubi, przekłamie to reszta toru już tego nie nadrobi. Może niesiony dalej sygnał uprzyjemnić, podkolorować, cokolwiek.... ale raz zgubionej informacji nie odtworzy! Niemniej coś dalej grać musi... troszkę pisałem o tym na bieżąco na swoim profilu, ale w skrócie mówiąc przeszedłem przez lampy, i wróciłem do tranzystorów, po prostu dobry tranzystor gra mi lepiej niż lampa. Nie wiem, może moje wzmacniacze lampowe były po prostu cienkie? Nie tylko moje, bo dwa kupiłem i kilka słyszałem, te dobre grają ładnie i miło, średnica jest piękna, reszta pasma... cóż... nie jest :), ogólnie zostawiają uczucie niedosytu. Kolega audiofil z Warszawy Jacek P. męczył mnie żebym wysłał mu swój wzmacniacz, czym wymusił zabudowanie go w jakąś skrzynię, co zrobiłem z dużym obrzydzeniem, jako, że to dla mnie jawna marnacja czasu. W końcu sam wsiadłem w auto i pojechałem do niego choć to szmat drogi, bo byłem ciekaw nowości w jego systemie i liczyłem na 'przewietrzenie' ucha ;). Nie będę opisywał całej tej szarpaniny z klockami, kablami, zasilaniem, płytami ect. Suma summarum mój wzmacniacz choć dał radę Loganom to jednak ujawnił swoiste ograniczenie prądowe, nie zwróciłem na to wcześniej uwagi, bo moje kolumny są bardzo skuteczne i nawet nie zbliżyłem się nigdy do takiego punktu pracy, po prostu ustawiłem wzmacniacz tak jak pozwalała standardowa moc używanych przeze mnie oporników, czyli pikuś problem, to już poprawione. Jednak zostawiłem wzmacniacz w Warszawie i tam okazał się olbrzymią wywoźną pasieką sycącą zdalnie moje serce potokiem miodu relacji z reakcji osób które go słyszały. Jacek sprzedał już Pass'a i czeka na końcówkę ode mnie. Testy na kolumnach ATC SCM40 wypadły świetnie, bezpośrednie porównanie z NAIM'em wygrane, nie wiem czy system wzmacniacz+CD czy są sam wzmacniacz, ale padła cena ponad 40k zł. Opinie ludzi entuzjastyczne. Żeby było jasne, nie jest tak, że to skończone cudo, wszyscy mówią, że moja konstrukcja 'klasą' ustępuje tym wzmacniaczom, nawet słyszałem coś o dwu klasach :(, ale 'muzykalność', nieskrępowana niczym swoboda grania, bogata faktura rytmiki i bas, bas w który trudno uwierzyć, dokładnie taki jaki trzeba i to wszystko przy max 50W (to też już zmienione)! Teoretycznie i Logany i ATC powinny ledwo grać, a grają chętnie i żywiołowo! Dziwne? Nie! Wręcz całkiem poprawne, wzmacniacz gra tak jak został zaprojektowany i zbudowany. Jak? Odpuściłem sobie sprzężenie zwrotne, może nie całkiem, bo w stopniu wejściowym jest jedna płytka pętla. Wiem, że nieuchronnie generuje to zniekształcenia różnego rodzaju, ale staram się je minimalizować przez staranne dobieranie konfiguracji, eliminowanie zjawisk na które proszę mi wybaczyć, Koledzy zapewne nawet nie zwracają uwagi, przez żmudne godziny czy dni raczej spędzone na studiowaniu pdf'ów jednego po drugim, bez końca.... Wzmacniacz nie ma szans na autokorektę, moja w tym głowa by jak najmniej było do korygowania. To ciężka praca, ale ile frajdy daje! A ile radości ze słuchania muzyki? Całe morze! Nawet moja Pani słyszy efekty tych działań! Co prawda mamy pewne semantyczne trudności w opisie wrażeń odsłuchowych, ale nauczyłem się już odczytywać jej sygnały pozawerbalne. Przy odsłuch nowej wersji wzmacniacza już po 15 sekundach widziałem, że 'odleciała' gdzieś w inne światy, taka reakcja jest niepodważalna :). Potem zaskoczyła mnie stwierdzeniem, że zmienił się nastrój płyty, a gitara zaczęła jakoś tak 'radośniej brzdąkać'! I na Boga, miała rację! Płyta kiedyś ciepło-nostalgiczna teraz gra radośnie, taką cichą, wewnętrzną radością, jakby z sekretu szczęścia które w sobie nosimy, sekretu który znany jest tylko nam i przez to, to szczęście jest nam tym milsze. Taki pierwszy dzień miłości i te 'motylki w uchu' :). I to jest kwintesencja tego grania! Emocje, emocje i jeszcze raz emocje! Jakie z tego wszystkiego płyną wnioski? W audio jak w życiu, albo nieskrępowanie, radość i swoboda, albo plan, porządek i rygor. Albo karnawał w Rio de Janerio albo festyn w Phenian'ie. Najczęściej pewnie coś pomiędzy. Pewnie znajdą się zwolennicy ładu, Ci co odnajdą oni ekstazę w rygorze upojnych pruskich marszy i to co oferuje mój wzmacniacz może nie przypaść im do gustu, ale moja anarchistyczna natura cieszy się z tego co słyszę u siebie! A jutro odpalę poprawioną wersję..... :D!

Venas

Venas

 

Fake jest dobry, fake is zdrowy!

Nie żebym na poważnie myślał tak jak zatytułowałem ten wpis, ale spotkała mnie dziwna przygoda i postanowiłem podzielić się nią ku przestrodze, rozrywce i pocieszeniu. Mój Dac nad którym ostatnio pracuję i którym się cieszę zbudowany jest na starym Burr-Brownie. Kości nie produkowanej już od końca lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, ostatniego w poprzednim milenium. Kupiłem kiedyś dwie sztuki (mono) na e-bay'u i tylko nimi dysponuję. Jednak przekonstruowałem to i owo i chciałem dokonać bezpośrednich porównań, a do tego dwie płytki DAC'a przydałyby się wielce, nie mówiąc już o tym, że Jacek od dawna natarczywie się dopomina o egzemplarz dla siebie. Zacząłem więc poszukiwania, co tu dużo gadać, łatwo nie jest, trudno je znaleźć i albo dużo kasy bez gwarancji, albo mniej kasy i też bez gwarancji. Zaliczyłem już wcześniej 'wtopy' na tym polu i traktuję je jako część procesu budowy sprzętu. Niemiłą acz nieuchronną. Niemiłą bo nie po to człowiek siedzi godzinami i dniami całym nad projektem, dopieszcza go i analizuje, dokładnie dobiera elementy by potem efekt przepadł przez jakiegoś nieuczciwego sprzedawcę :(. Na dodatek nie wiecz czy to ty popełniłeś błąd! Ale do rzeczy, jakiś czas temu zapuściłem zapytanie o te DAC'e na jednym z chińskich portali dostawców elementów i ilość maili z ofertami mnie poraziła, nie miałem siły czytać tych bzdur. Bo jak inaczej określić ofertę na dostawę 10.000 czy 20.000 elementów które nie są produkowane od ćwierci wieku i nigdy nie były produkowane masowo na dodatek w śmiesznej cenie? A były tego grube setki. Ale raz na jakiś czas można zaryzykować, tym razem wybrałem ofertę od najbardziej upartej firmy, co mi tam pomyślałem. Szybkie maile: zapytanie, oferta, zamówienie, faktura pro forma, robię przelew i czekam. Na drugi dzień dostaję maila, że jak tylko zapakują kości natychmiast wyślą i mnie o tym zawiadomią, po trzech dniach mail: Wysłaliśmy, numer listu przewozowego ect. ect. Jednak następnego dnia kolejny mail, że firma kurierska (DHL Ex.) poza już zapłaconymi za wysyłkę pod mój adres 25$ żąda dodatkowych 35$ bo to według nich zadupie.... (no tu może mają i rację ;) ) Myślę sobie, no tak, następni naciągacze! Żegnajcie dolary.... ;(. Jednak tak dla zasady odpowiedziałem, że dodatkowe 35$ to rozbój w biały dzień, że nie raz już kupowałem w Chinach i nigdy tyle nie płaciłem, niech dostarczą przesyłkę na nowy adres do Trójmiasta po pierwotnych kosztach. Odpowiedzieli, że to niemożliwe, bo paczka jest już w Hong-Kong'u i się nie da. To ja im piszę, że nie zapłacę ( nie napisałem że dość już wtopiłem i nie mam zamiaru więcej). Oni na to, że paczka już poszła pod nowy, Trójmiejski adres. Dla pewności spytałem jeszcze czy po pierwotnych kosztach na co odpowiedzieli, że tak. Po dwu dniach przyjeżdża do mnie kurier i wręcza mi przesyłkę z Chin! Tak szybko jeszcze nigdy nie było! Otwieram tubę a tam szyna z DAC'ami, wyłuskuję pierwszego i..... no tak podróba :( symbol na kości nie zgadza się z typem obudowy. Przysłali to co chciałem ale obudowa nie pasuje do symbolu (miała być ceramiczna, jest plastik ale symbol od ceramicznej). Mało tego rok produkcji 2005, długo po jej zaprzestaniu! Płacz i zgrzytanie zębami.... Jednak może warto sprawdzić samą kość, może.... nie wierzę za bardzo w cuda więc zabrałem się do tego niechętnie. Oryginale ceramiczne kości zwolniły miejsce w podstawkach chińskim podróbkom, włączam zasilanie, grają! Siadam, słucham... nie muszę długo słuchać... Grają REWELACYJNIE, WYRAŹNIE LEPIEJ OD ORYGINAŁÓW! GRAJĄ TAK JAK MARZYŁEM, ŻE ZAGRAJĄ!   Sam nie wiem co o tym sądzić: - ewidentna próba wyłudzenia dodatkowych 35$ - symbol na scalaku nie zgadza się z jego obudową - rok produkcji także się nie zgadza - w czasie pracy trochę bardziej się nagrzewają (ale to może być kwestia obudowy)   Wniosek? Ewidentny fake!!! Jednak jakość dźwięku najlepsza jaką słyszałem! A trochę DAC'ów przetestowałem..... Po namyśle stwierdziłem, że mam gdzieś czy to oryginał czy nie. Cieszę się z tego jak grają, były warte każdego wydanego dolara. Jednym słowem: wszystko dobre co się dobrze kończy :)!   Czego i kolegom życzę Venas

Venas

Venas

 

Szurum-Burum w świecie ułudy

Dłubię i dłubie i jest coraz lepiej. Nawet w leniwych, tych co błądzą myślach buduje mi się samoocena której wystrzegania się, jako skromny człowiek polecałbym każdemu. Porównuję swój sprzęt z tym w salonach audio, śmiech ma sali :). Porównuję z audiofilskim, tym do którego udało mi się dotrzeć, starannie wyselekcjonowanym, dzika satysfakcja! Porównuję ze sprzętem w jednym z nowych studiów nagrań PR, mała błogość :). Człowiek zaczyna tracić zdrowy rozsądek! Ale do rzeczy: Jacek P. sprzedał mój wzmacniacz, wiedział że to konstrukcja na desce i zrobiłem ją z przymusu gdy stało się jasne, że konstrukcje lampowe mają swoje ograniczenia i wyżej... no obudowy nie podskoczą! Więcej nie słyszał go nawet, ale na tyle dobrze rozumiemy swoje wzajemne audiofilskie wynurzenia, że słysząc inne moje konstrukcje, zapałem w jego ocenie przewyższał chyba nawet mnie. Zrobiłem go, bo potrzebowałem lepszego wzmacniacza, radiatory, trafo, pająki i kable zajmują ćwierć stołu, ale gra i git, więcej uwagi mu nie poświęcałem bo i po co? Miałem inne pasje. No, raz wymagał MAŁEJ odbudowy gdy nieprecyzyjnie odłożony śrubokręt zapoczątkował reakcję łańcuchową.... zdarza się :), jednak nie mogłem w sobie znaleźć szczypty woli by ułożyć go w pudle jakim. No dobrze... co robić, bez zapału, ale robię, obudowa, projekt płytki, projekt serwa DC (niestety na wyjściu mam kilkaset mV, mi to nie przeszkadza w niczem ale, dla porządku trzeba to załatwić przecież!) Jak zwykle przy uruchamianiu małe problemy, ale i okazje do eksperymentów... i tu jak obuchem po głowie. Jak zgrało! Skok jakościowo porównywalny z najlepszymi upgrade'ami w torze za DAC'em. Jeszcze większa analityczność, w najniższych rejestrach wręcz nieprawdopodobna! Już przedtem było bardzo dobrze a tu uderzenie basu okazuje się składać z trzech różnych brzmień o których wcześniej nie miałem nawet pojęcia! Zresztą w reszcie pasmo też to występuje, choć słabiej. Tym niemniej słuchając znanych płyt odkrywam nowe całkiem doznania. Za przeproszeniem Pań Koleżanek Audiofilek nawet moja Pani to usłyszała, a zaznaczę, że wiedziony doświadczeniem nic jej nie sugeruję przy odsłuchach, po prostu czekam na to co powie! I jeszcze muzykalność znacznie wzrosła, Jackowie napisałem, że teraz w muzyce mniej jest marszu a więcej kociego skradania się, moja Pani określiła to jako większą ilość tańca w muzyce, też ładnie, nie :) ? Wróciło do mnie pytanie, które zresztą gnębi mnie od dawna, gdzie jest koniec tego wszystkiego, koniec naszej zabawy, gdzie granica, gdzie nasz Święty Grall, gdzie nasza Ultima Thule?? Z drugiej strony... dla takich niespodzianek warto się bawić dalej :))))!

Venas

Venas

 

K2 or not K2 (rzecz o magii i o brzytwie)

Im, jak sądzę, sprzęt mam coraz lepszy, tym coraz więcej płyt CD idzie w odstawkę. Ich jakość czy może raczej jej braki odbiera przyjemność z odbioru muzyki. I nie mówię tu o 'słuchaniu sprzętu' tylko o obcowaniu z muzyką, czy to z pełnym zaangażowaniem i skupieniem, czy tylko jako tłem do codziennych spraw i zajęć. Nie chodzi też o jakieś śmieciowe wydawnictwa, ale płyty, po których spodziewałem się czegoś, albo co gorsza takie z ważną dla mnie muzyką. Trochę to deprymujące... Kolejna sprawa, tym razem niestety bardzo sporadyczna, to 'dojrzewanie' płyt! Otóż normalnie po udoskonaleniu systemu poprawnie nagrane płyty oferują więcej i więcej, ale nie wszystkie! Miałem dwa przypadki, gdzie płyta jakby 'stanęła' w miejscu, nie potrafiła oddać nic więcej i powoli traciła jakościowy dystans do innych, aż tu nagle... przebudzenie! Niczym Królewna Śnieżka, czy inny rycerz z Giewontu.... Skok do przodu i nokaut brzmieniem! To były 'Nieprzyzwoite piosenki' i jedna z testowych płyt Chesky Records. Czemu tak się stało? Co za to odpowiada? Nie mam pojęcia, a myślałem o tym sporo! Na razie racjonalizm nie pozwala mi na przyjęcie magii za odpowiedź, ale... nie wiem, jak długo jeszcze będzie się opierał!   Przejdźmy do tytułowego K2. To system, który został opracowany przez firmę JVC do poprawy jakości odtwarzania źródeł cyfrowych czy może dokładniej - poprawnego ich odtwarzania. Jest on nadal oferowany w co lepszym sprzęcie przez inne firmy na licencji JVC. Poza ogólnikami niewiele można znaleźć w Internecie informacji na jego temat. Raz tylko udało mi się znaleźć sensowny rysunek i choć był opisany po japońsku, to dał jakiś obraz jego działania. Poszukując płyt, które mogłyby służyć mi jako wzorcowe źródła, natrafiłem na japońskie wydawnictwa oznaczane właśnie K2. Opinie w necie były entuzjastyczne, pobrane próbki również brzmiały zachęcająco, więc pomyślałem, że warto spróbować. Zadzwoniłem jeszcze do dystrybutora na Polskę, spytałem się, co oznacza to K2 na płycie. Pan był bardzo komunikatywny, problem, że wciskał mi jakieś farmazony, przycisnąłem go troszkę kilkoma pytaniami i skończyło się na niechętnym przyznaniu, że to tylko chwyt marketingowy. Tym niemniej nie oznacza to, że płyty są przeciętne, nie są. Kupiłem jedną sobie, to wiem. Naprawdę robią wrażenie, tak naprawdę to na jednym z nagrań z tej płyty po raz pierwszy osiągnąłem iluzję, że nie słucham sprzętu, ale że sama wokalistka zawitała do mnie ze swą gitarą i śpiewa mi słodką kołysankę, co prawda po niemiecku, ale słodko! Jednak czas płynie nieubłaganie i wraz ze zmianą pór roku zmienia się wszystko wokół, mój sprzęt również, coraz częściej płyta K2 zdawała mi się nudna i jałowa. Brzmi świetnie, pełna detali, konturów, wybrzmień, ma wszystko, tylko skąd ta nuda i poczucie niedosytu? Myślałem o tym sporadycznie, tak jak sporadycznie jej słuchałem. Nagle skojarzyłem, że mój jej odbiór dziwnie pasuje do relacji Jacka P. z jego doświadczeń gramofonowych. Według niego CD'ik ma wszystko, czystość, szczegółowość, dynamikę itd., tylko brak mu tego 'czegoś', co ma LP! Wszystko na CD'ku jest niby lepsze, ale całość jest gorsza! W błysku iluminacji znalazłem w końcu przymiotnik, który oddaje idealnie moje wrażenia z odsłuchu K2: ta płyta jest WYKASTROWANA! Jakaś taka metro czy uniseksualna! Nic w niej nie drażni, ma niby wszystko, poza charakterem, bez śladu pazura!   Myślę, że działają tu podobne mechanizmy; każda obróbka dźwięku, każda ingerencja w nagrany materiał, poza tym, że coś poprawia, likwiduje, czyni 'ładniejszym', to i coś odbiera, kładzie kolejną warstwę tapety i odbiera emocje, które niesie muzyka. Są płyty ładne i szpetne, są nudne i pasjonujące, są charakterne i są te spokojne, dla każdego coś się znajdzie. Ale niech są żywe i prawdziwe. Entia non sunt multiplicanda praeter necessitatem!

Venas

Venas

 

O tym jak jeszcze mniej to też wcale nie tak mało

Dźwięk z zmodyfikowanego TDA1540 jest naprawdę najwyższej klasy, co do tego nie ma żadnych wątpliwości jednak wolę Burr-Brown'y. Nie potrafiłem określić czemu, jednak w końcu znalazłem sposób by to opisać. Burr-Brown'y potrafią tak omamić me zmysły, tak oddać głosy i instrumenty, że przy bardzo dobrej realizacji nagrania ulegam wrażeniu iż artyści są fizycznie obecni u mnie w pokoju i grają dla mnie o trzy kroki ode mnie. TDA choć ma genialną barwę, pudła, mikrodynamikę (tu jest po prostu niedościgłym wzorem), doskonałą lokalizację (kiedy wstaję z fotela mam czasem wrażenie, że zaraz strzelę wokalistce z byka :D ) i potrafi świetnie oddawać emocje jednak tego nie potrafi, przy nim nie mam jednak nigdy wątpliwości, że słucham muzyki 'mechanicznej'. Na dodatek ma wyraźnie gorszą niźli Burr-Brown'y scenę w płaszczyźnie wertykalnej. Męczy mnie trochę jego fenomen, jak to możliwe, że świat audio po takim starcie zszedł potem tak na psy? Wiadomo rynek, marketing, koszta produkcji, i terror większości klientów którym wszystko jedno jak to gra..... Nie miałem ochoty jechać na Audio Show, jednak Jacek P. był tam z kolegami i szczegółowo mi go potem skomentował. Generalna ocena: poza pokojem JBL wszystko to szajs, no wyłączając jedną polską manufakturę. Ale najciekawsze były jego obserwacje zwiedzających i relacje z zasłyszanych mimochodem ocen. '' - A ile ma bitów? - O! To musi być zajeb....'' , ''Nie, nie da się tego słuchać, ten dźwięk jest zbyt naturalny....'' ????!!!! , ''Co to w ogóle za muza jest? Wychodzimy!'' to ostatnie o świetnie nagranej płycie Cassandry Wilson, idealnym testerze. I śmieszno i straszno..... A to przecie impreza dla pasjonatów miała być? To co powiedzieć z zwykłym słuchaczu? I skąd powszechny ból głów po 2 godzinach pobytu na imprezie? Ale to taka dygresja :) Nie wiem może się mylę, ale na moje ucho te nowoczesne DAC'i wielobitowe grają nędznie, albo mulą okrutnie, ale cała scena podszyta jest jakimś takim cyfrowym czymś. Nie jest to szum, nie są to zniekształcenia, ale coś tam słychać! Czasem myślę sobie, że może to tylko takie uprzedzenie z przeszłości? Może gdyby trochę nad nimi posiedzieć to dałoby się 'odkryć' je na nowo jak 'odkryto' stare wielobitowce? Jednak nie mam do tego serca, nie chce mi się, mam tyle innych planów do zrealizowania. Choć.. w pudełku leży całkiem spora kolekcja jednobitowców o niezłej reputacji Philips, AKM, Wolfson, AnalogD. Odbiegłem trochę od celu, nie o tym chciałem napisać. Dokonałem ostatnio małego eksperymentu. Otóż zainspirowany zabawą z bitami zrobiłem coś zupełnie dla mnie samego nieoczekiwanego. Przeprogramowałem ostatnio jeden z moich DAC'ów, nie Philipsa na pracę w reżimie 12bitowym.... najmłodsze bity zasiliłem pseudo dithering'iem. Wynik? Jakość LEPSZA od większości wcale nie najgorszych CD'ków, Philips'a 104 bez przeróbek w to wliczając. Świat to jednak komiczny jest :)   PS. Wesołych Świąt :D !!!!

Venas

Venas

 

O tym jak mniej jest czasem więcej i o tym, że tak naprawdę nie to się liczy

Z dawien dawna męczyło mnie jak zagrałby 14bitowy TDA1540 gdyby miał 16 bitów. Nie pamiętam już skąd mi się to wzięło. Pewnikiem w czasie mnogich godzin poświęconych na surfowanie po necie w tematach audio, pomału wsączał mi się w mózg spotykany tu i ówdzie pogląd, że TDA1540 jest niedościgłym mistrzem brzmienia który to jakoby deklasuje wszystko co stworzono potem. Sam testowałem różne CD'ki w tym wiele wyposażonych w tego DAC'a ale mimo skupienia i poszukiwań tej 'ukrytej nirwany' niestety nie doświadczyłem osobiście takiej iluminacji. Było minęło, poszedłem w swych jej poszukiwaniach innymi ścieżkami i czułem się jej coraz bliżej (szczególnie gdy porównywałem swoje brzmienie z innymi :D ) i bliżej, i bliżej..... a mój pomysł transformacji liczb bitów powracał czasami jako plan na bliżej nieokreśloną przyszłość i takim właśnie pozostawał. Traktowałem go bardziej jako ciekawostkę i zabawę która pewnego dnia się spełni i da mi zadowolenie samym jej spełnieniem niźli celem samym w sobie. Jednak pewnego pięknego dnia po tym jak namówiłem swojego kolegę audiofila Jacka P. i jak się okazało i jego kolegów (a nawet kolegów tych kolegów jak się potem okazało ;) ) do zakupu Philipsa CD304 po czym zostałem zasypany entuzjastycznymi opiniami o tej maszynie. Pełen słusznej dumy se swego przyczynku w uszczęśliwianiu ludzkości przypomniałem sobie o tej starej idei.... a co gdyby 14 stało się 16? No właśnie.... co? Pomyślałem sobie, że może nadszedł już czas by spełnić swoje stare marzenie? Koniec końców ruszyłem z projektem, jak wiele innych ten także miałem już dokładnie poukładany w głowie, więc jego realizacja była maślaną bułką z masłem. Została tylko decyzja: nowa samodzielna kompletna płytka czy 'nakładka' na elektronikę w którymś z CD. Wybrałem kompletną realizację by mieć pewność, że wszystko zostanie zrobione tak jak powinno być zrobione, projekt płytki, rozmieszczenie na niej elementów, jakość tych elementów, odpowiednie zasilanie ect, ect. Bzyk, bzyk i miałem gotową płytkę, montaż zajął mi strasznie dużo czasu, brakowało w mych zapasach wartości niektórych R,C, masakra. Uruchamiam, na początek w wersji 14 bitowej, gra.... i to dobrze gra! Wokale pierwsza klasa, ich lokalizacja zdumiewająca, słychać nawet przestrzeń wokół wokalistki! Bas bardzo dobry, głęboki, soczysty i w pełni kontrolowany, choć nie schodzi tak ekstremalnie nisko jak w moich PCM63. Generalnie słychać 'chęć grania' wszystkich instrumentów, świetna dynamika, ale..... to tylko 14 bitów więc o mikro detalach, 'blasku', a nawet najwyższych składowych w brzmieniu można zapomnieć..... Innymi słowy: koc jest. No dobrze, następny etap : poloneza czas zacząć! Małe kłopoty z częścią cyfrową, ale już tam z szumów słyszę przebijającą się dziwną świeżość. W końcu wszystko ruszyło... Zagrało i dźwiękiem najwyższej klasy! O kocu nie ma już mowy, mamy za to genialne wokale, doskonałą lokalizację, najwyższej klasy brzmienie instrumentów i te pudła... te pudła... jeszcze w życiu nie słyszałem tak pudeł.... gitara, kontrabas, fortepian... z ich dźwięków wyłaniają się byty materialne, można by rzec w najściślejszym tego słowa znaczeniu materializują :). Wibracje, wybrzmienia, smaczki, aura, jest wszystko! O dziwo moją uwagę przykuły dźwięki które do tej pory mi umykały i to nie dlatego że dźwięk jest przesadnie rozjaśniony, wręcz przeciwnie! Wszystko jest homogeniczne, doskonale zrównoważone i naturalne. SZOK, ja jestem w szoku... w pierwszym sms'sie z relacją do kolegi Jacka napisałem między innymi: „wiolonczela mruczy niczym dobrze brana, lubiąca seks kobieta które właśnie pod tobą całkiem się w już nim zatraciła” (do Pań czytelniczek: to naprawdę się zdarza :), do mojego kochania: Kochanie znam to tylko z opowiadań kolegów!!! do Pań moich kolegów: to byli inni koledzy!) To jednak nie jest tak, że ten dźwięk jest najlepszy z możliwych, ale na pewno jest NAJWYŻSZEJ klasy. Jest pełen spokoju i równowagi, zero fajerwerków ale porywa, uwodzi, przykuwa do fotela i nie pozwala z niego wstać obietnicą emocji które niesie muzyka którą nam ofiaruje. Siedzisz, słuchasz i niepostrzeżenie zaczynasz podróż w głąb siebie żeglując po morzach i oceanach myśli niesiony nieprzewidywalnym wiatrem muzyki. Jeżeli To nie jest SZTUKĄ to czym??? c.d.n.

Venas

Venas

 

Pomiary bez miary

Ta.... pomiary, nie mierzyć źle, mierzyć często jeszcze gorzej. Problem w tym aby pomiary nie przesłoniły istoty rzeczy, by nie stały się ważniejsze niż muzyka, emocje które niesie, niż zadowolenie chłopca ze swoich zabawek..... Same pomiary nie są złe, pomagają zdiagnozować problemy i niech temu służą. Gorzej jeśli zaczynają być najważniejszą w naszej zabawie rzeczą, gdy powodem do dumy, zmartwień, zadowolenia czy ekstazy staję ilość zer po przecinku, czy też przed nim. Chyba największym problemem jest to, że nie za bardzo wiemy co mierzyć. Przypomnę małe wpadki wyznawców pomiarów: zniekształcenia intermodulacyjne, wzmacniacze tranzystorowe dzięki głębokiemu sprzężeniu zwrotnemu pozwoliły osiągnąć poziomy zniekształceń liniowych nieosiągalne dla konstrukcji lampowych. Na głosy, że grają gorzej inżynierowie odpowiadali, bzdura wystarczy spojrzeć na pomiary, wrażenia słuchowe są subiektywne i nie miarodajne! Do czasu gdy ktoś zmierzył jak zachowuje się wzmacniacz gdy nie podajemy mu prostą sinusoidę, ale dwie takie nałożone na siebie o małej i dużej częstotliwości. I okazało się jak kiesko wychodzą w tych pomiarach tranzystorowce! , Ucho wygrało :) Jitter – przyjęto, że generator kwarcowy jako wzorzec częstotliwości jest niedościgły. I jest (no w sensownych zastosowaniach), ale tylko gdy mierzymy jego parametry z dłuższym czasie, a tu proszę niespodzianka.... wystarczyło mierzyć poszczególne okresy przebiegu i wtopa. Mierzyliśmy, ale nie wszystko co ważne. W gruncie rzeczy mierzyliśmy to co mniej ważne, ucho ludzkie jest miej czułe na małe zmiany prędkości odtwarzania (odtwarzacze strumieniowe przy problemach z łączem i pustym buforze manipulują prędkością odtwarzania i wcale tego nie słychać) za to BARDZO czułe na różnice faz sygnałów. Okazało się, że trzeba dobrego projektu, dobrych elementów i są one ważniejsze niźli sam kwarc. Każdy kto wymieni zegar w swoim CD'ku sam łatwo się może o tym przekonać. Swoją drogą ciekawe jak znacząco jitter wpływa na odtwarzanie basów. Na zdrowy rozum małe częstotliwości powinny być na niego bardziej odporne. Myślałem o tym trochę i wyszło mi na to, że być może ludzkie ucho jest doskonałym filtrem, więc jeśli sygnał niskiej częstotliwości jest 'wzbogacony' o przypadkowe, lokalne 'nachylenia' zakłócające jego krzywiznę, takie Norwidowskie 'sinusoidy basu ruchome płaszczyzny' to może ucho automatycznie nie traktuje tego jako sygnał niskiej częstotliwości? Mam gdzieś grubą cegłę, zdaje się podręcznik psychologi „Procesy przetwarzania informacji u człowieka”. Są tam nie tylko opisane procesy neurologiczne, ale także 'wstępne' obróbki bodźców przez ucho, oko itd. chyba będę musiał poczytać co nieco.... Może to i dobrze, czytałem ją ze 20lat temu, ale pamiętam, że była całkiem ciekawa :). Problem nie leży więc chyba w tym ile, ale co?! Czy naprawdę mierzymy to co powinno być zmierzone czy tylko mierzymy to co umiemy mierzyć? Ekscytacja producentów sprzętu i większości 'audiofilii' zerami po przecinku, ilością bitów ect. dziwnie kojarzy mi się z blondynką oceniającą auto po kolorze lakieru.... Zastanawiam się nawet czy ta żądza pomiarów nie szkodzi jakości? Skoro ucho jest najdoskonalszym filtrem jaki znamy to po co w ogóle stosować przed nim inne z założenia niedoskonałe? Po o by dokonać pomiarów?? Gdzie w tym sens? Nie chcę nikogo do niczego przekonywać czy namawiać, jednak sam zrezygnowałem z tych udziwnień. Buduję sprzęt uproszczony jak tylko można. A naczelnym i jedynym kryterium jego oceny jest dla mnie tylko i wyłącznie moje subiektywne doznania w czasie słuchania muzyki. Oczywiście sprawdzam poprawność działania budowanych przeze mnie układów i przez takie kontrole po wielokroć udało mi się poprawić brzmienie, ale nie poświęcę absolutnie nic z przyjemności słuchania dla jakiś cyferek.

Venas

Venas

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.