Jump to content
IGNORED

Cohen


broy

Recommended Posts

Nie ukrywam, że jestem totalnie zniesmaczony tandetnym widowiskiem technopodobnym, czyli ostatnim koncertem JMJ w ramach obchodów rocznicy Solidarności i wciskania nam z tej okazji kitu przez media.

W ramach odstresowania postanowiłem spędzić cały weekend w towarzystwie innego artysty, który jednak chyba miałby więcej do powiedzenia nam o tak ważnej rocznicy. Człowieka, który aktywnie uczestniczył w tamtych trudnych czasach w sensie muzycznym, duchowym i Bóg wie jakim jeszcze, w każdym razie artysty niezmiernie ważnego dla Polaków: Leonarda Cohena.

Na warsztat wziąłem nie tylko jego klasyczne i cenione powszechnie płyty, ale także te mniej lubiane i ogólnie uważane za słabsze, z elektroniką i te z lat 80-tych. Muszę powiedzieć, że słucha się ich fajnie, a do tego po latach mają przyjemny czar słuchania tych niektórych płyt, które się po prostu odpowiednio długo odleżały.

Bardzo miłe.

Link to comment
Share on other sites

>w każdym razie artysty niezmiernie ważnego dla Polaków: Leonarda Cohena

 

A dlaczego tak uważasz? Dużo słuchałem Cohena i słucham teraz też. Słuchałem go równiez w tamtych czasach, ale jakoś specyficznie z polskimi wydarzeniami mi się nie kojarzył...

Link to comment
Share on other sites

witajcie . Cohena nie wiąże się z dniami solidarności , bo go w tamtym czasie nie wpuszczono do polski . nie dostał wizy na Festiwal Piosenki prawdziwej w 1981 roku który organizował a hali oliwii zembaty . Przyjechał dopiero jak pamiętam chyba w 1983 roku . byłem na koncercie w poznaniu i atmosfera na sali byla bardzo refleksyjna i solidarnosciowa . mimo , ze wielejego tekstow jest raczej męsko-damskich , to także wieloma pieśniami walczył o większą sprawiedliwość społeczną . to jest niestety do dziś aktualne , i w polsce i na całym swiecie . nie wiem czy jego refleksyjność i zaduma pasuje do naszych obchodów w których słyszę ciągłe ujadanie tych którzy zakończyli swoją karierę w solidarności w latach 81-82 .

Jarre też nie był idealny , raczej jak odgrzewany kotlet , ale jak sie nie ma co się lubi to się lubi co się ma . Jarre raczej bardziej pompatyczny i monumentalny ( tak przynajmniej miało byc ) , bardziej pasuje do oficjalnych obchodów , niż osobisty , refleksyjny Cohen , który jeszcze do tego zmusza do wysiłku umysłowego przy słuchaniu tekstów .

muzycznie ani jeden ani drugi nie pasuje do dzisiejszych trendów , ale w tym jest raczej zaleta niż wada . wielu dzisiejszych idoli i gwiazd uczyło się ich muzyki , co niektórzy wielcy się tego wcale nie wstydzą.

Link to comment
Share on other sites

Cohen jest super ... mam lat i nie uważam żeby jego muzyka była przestażała i nie na czasie ... to że żyjemy w erze technojebów to poprsotu powiedzmy trudno i nie patrzmy na nich ... Plyta "Ten new songs" jest świetna ...szczególnie kawałek.

 

Jarre wg. mnie odwalił widowisko ...coś, co się ludziom podobało.... Cohen sięna takie "imprezy" nie nadaje ...Cohena można słuchać w jakimś teatrze, w gronie ludzi, którzy wiedza na co przyszłi ...

Jak już się nad Jarre zastanawiali to dlaczego Vangelisa nie zaprosili ?? Chyba nie był za drogi, a uważam że jego muzyka jest bardziej pompatyczna i patosowa od muzyki Jarre`a.

Oczywiście nie zagrałby kawałków z płyty "Mythodea" ale inne jego kawałki uważam że oddały by nastrój ... w końcu koleś tez musiał uciekac ze swojego kraju w wyniku prześladowań...przeżył swoje.

Link to comment
Share on other sites

vangelis najprawdopodobniej nie koncertuje , albo bardzo rzadko . może trzeba go bylo zamówic 1 rok temu zeby się pojawił . ale o takim planowaniu t.zw. komitet obchodów nie miał pojącia , i jak się zastanowili że warto uczcic to wspaniale wydarzenie , to był tylko osiagalny JMJarre .

to miał by c show medialny , i chyba był . ( nie wiem co pisze zagranica ) . od początku nie należało liczyć na wrażenia stricte muzyczne . do tego jest dobry sprzęt z dobrymi kolumnami lub słuchawkami . lub koncert , ale bez żadnej politycznej okazji .

Link to comment
Share on other sites

>>>caesar

 

Nie bój się i nie bądź taki surowy dla Demisa Rousossa.

 

Fakt Vangelis praktycznie nie koncertuje tylko przy wyjątkowych okolicznościach.

 

Wszyscy znawcy czy sympatycy Vangelisa zawsze stawiali na pierwszym miejscu jego duety z niegdysiejszym wokalistą Yes'ów Johnem Andersonem jako jego sztandarowe dokonanie/-nia w muzyce bardziej rozrywkowej, nad współpracę z Roussosem z którym wspólnie zdobył sławę (długo przed i kilka razy po J.Andersonie) moim zdaniem nie wiedzieć na prawdę czemu.

 

Roussos za dobrych lat był rewelacyjnym, bardzo (korzystnie) wyróżniającym się wokalistą i moim zdaniem NIC i NIKT nie pasuje, i nie współbrzmi tak z muzyką Vangelisa jak Roussos.

 

Faktem też jest że nie była to muzyka bardzo ambitna, ale był to kawał profesjonalnego i na prawdę pięknego "popu" tamtych lat przyozdobiony etniczno folkowymi klimatami -aż tyle i ...tylko tyle.

 

Kilka lat temu hymnem jednej z olimpiad stała się piosenka "race to the end" śpiewana przez Demisa której autorem był Vangelis (nawiasem mówiąc to wersja wokalna jegoi najsłynniejszego motywu).

Choć wiekowy Roussos dysponował już tylko cieniem dawnych możliwości, to dalej czuć było ta magię i idealne współbrzmienie, polecam.

 

Żeby powrócić do tematu:

 

A może zamiast JMJ lepszy byłby Bob Dylan (o ile jeszcze żyje)?

Link to comment
Share on other sites

kurt vielen dank .

muszę odkopac demisa + vangelisa i ich dwuplytowy album dzieci afodyty nagrywany pod koniec lat 60 w francji .

dylan wtedy także nie dostał polskiej wizy , ale on niestety ze swoim kozim sposobem wyspiewywania waznych i pięknych textow zmuszajacych do myslenia , i swoim podejsciem koncertowym ciaglych zmian w odgrywanych klasykach , bylby mało strawny dla wielu panów w garniturach na tym koncercie , a także ( nie obrażając absolutnie stoczniowców ) dla wielu zasłuzonych stoczniowcow nie znających ani dylana ani języka angielskiego .

wyszło jak wyszlo , bardziej medialnie niz muzycznie , i chyba ze wszystkich mozliwości , byl to przyzwoity wariant obchodów tej uroczystości .

wczoraj oglądałem trochę koncert w wawie , i panstwo zaproszeni w garniturach na obchody solidarności w wawie , przyglądali sie muzyce dezertera ( zapytaj milicjanta ) , czy T.love - szara rzeczywistość , z duzym zdziwieniem . a te numery w s p a n i a l e obrazują to co bylo w latach 82-86 w naszym kraju . ale może państwo w garniturach maja słaba pamięc , bo oklaski były mizerne mimo bardzo dobrych wykonań .

Link to comment
Share on other sites

przed stu laty, albo i jeszcze wcześniej, moja żona pracowała we wrocławskim Imparcie i ktoś tam postanowił zaprosić Cohena Leonarda a ja się zacząłem zaśmiewać, bo impreza miała być w Hali Ludowej a tam to najlepiej się udawały parteitagi wąsatego Adolfa, ale żeby Cohen?

Gdy się wieść rozeszła, to dwadzieścia kilka biletów, które moja połowica zarezerwowała na siebie, rozeszło się jak relikwie wśród przyjaciół! Hala była nabita po sufit - na scenie tylko Cohen i jedna (!) gitarzystka, i gdy zawieszał głos słychać było brzęk przelatującej muchy...

Dupa była ze mnie, nie prorok i zafundowałem sobie jedną z największych niespodzianek koncertowych...

A Żan Miszela Żara (tylko Orłoś w teleekspresie się wyłamał z tiwigwałcicieli języka polskiego ze swym występem Żana Miszela Żara!) nagrałem, ale jakoś nie rwę się do konsumpcji...

I na zakończenie dodam, że 999 Dzieci Afrodyty, to znakomity album, nic nie pokryty kurzem ani naftaliną, a na nim gitarzysta i wokalista Demis Roussos w towarzystwie Evangelisa Papa- coś tam, dają kupę wspaniałej, ponadczasowej muzyki! Pomyśleć, że potem Demis stał się tą beką szpeku...

muzyka łagodzi obyczaje

Link to comment
Share on other sites

>przed stu laty, albo i jeszcze wcześniej, moja żona pracowała we wrocławskim Imparcie i ktoś tam

>postanowił zaprosić Cohena Leonarda a ja się zacząłem zaśmiewać, bo impreza miała być w Hali Ludowej

>a tam to najlepiej się udawały parteitagi wąsatego Adolfa, ale żeby Cohen?

>Gdy się wieść rozeszła, to dwadzieścia kilka biletów, które moja połowica zarezerwowała na siebie,

>rozeszło się jak relikwie wśród przyjaciół! Hala była nabita po sufit - na scenie tylko Cohen i

>jedna (!) gitarzystka, i gdy zawieszał głos słychać było brzęk przelatującej muchy...

 

ee to nie było 100lat temu :-)

 

fantastyczny to był koncert, dla mnie Cohen odkryty na nowo:

1. że to świetny wokalista, nie jakiś naturszczyk, ale świetnie "ustawiony", wykształcony głos

2. mimo powyższego "rzemiosła" facet ma full talentu, wrażliwości stoi to u niego do dyspozycji, w gotowości

3. no i świetny zespół, możnaby rzec ad1.+ad.2.

4. żadna chała kończoncej się gwiazdy- jak to czasem (niezawsze) za Polski Ludowej bywało, tylko fulwypassensustrictowielkamuzyka

 

jotesz- dzięki za przypomnienie tych piiiknych chwil

Link to comment
Share on other sites

Wrocławska Hala Ludowa to świetne miejsce do wspominania nie tylko Adolfa.

Wszystkie ważne dla mnie koncerty tam właśnie przeżyłem i należałby się tej budowli osobny wątek. ale tym razem chciałem wrócić do mego najwcześniejszego wspomnienia muzycznego związanego z tym miejscem.

Tam usłyszałem pierwszy raz w życiu gitarę elektryczną, a było to na występie Marino Mariniego - czy ktoś jeszcze kojarzy takiego wokalistę? I słynny przebój "Nie płać, kiedy odjadę"...

muzyka łagodzi obyczaje

Link to comment
Share on other sites

dzien później w arenie w poznaniu koncert był tez fantastyczny . po koncercie pojechałem z Cohenem do Radia Merkury i bylem w studio w trakcie wywiadu .

póxniej się okazało , że mentalnie Cohen bardziej przeżył koncert we wrocławiu , on jako żyd wiedział doskonale ,ze kilkadziesiąt lat wczesniej kolega adolf w breslau w tej samej hali namawiał do pozbycia się zydów i temu podobne kawałki . i on to czuł .

nic innego mi nie przychodzi do głowy z porównaniem jak być może koncert Sojki lub grechuty lub kogoś w tym stylu w okolicach katynia . chyba te same fluidy.

Link to comment
Share on other sites

  • 9 months later...

Mamy wielka wyprzedaz Cohena - pytanie do posiadaczy plyt mistrza - ktore plyty sa waszym zdaniem warte zakupienia w pierwszej kolejnosci a ktore maja dalszy priorytet. Szczegolnie licza sie dla mnie opinie o plytach z lat 80 i pozniejszych. Stare znam dobrze. :-)

 

pzdrw

 

soso

Link to comment
Share on other sites

generalnie te późniejsze z lat 80-90 są słabsze od klasycznych, także wszystko zależy od ceny i chęci ich posłuchania

ale Mistrz Leo nie nagrywa słabych płyt, także wielkiego ryzyka nie ma

oprócz I'm Your Man dobra jest też przedostatnia płyta z Sharon Robinson, Ten New Songs

jeżeli będzie dostępna, kup też niedawno wydany zbiór nagrań z koncertów w UK z 79r. Field Commander Cohen, bardzo fajna płytka

inne płyty są imho średnie, jak na Cohena oczywiście ;-)

pzdr

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.

                  wykrzyknik.png

AdBlock blocking software detected!


Our website lives up to the displayed advertisements.
The ads are thematically related to the site and are not bothersome.

Please disable the AdBlock extension or blocking software while using the site.

 

Registered users can disable this message.