Skocz do zawartości
Trwa aktualizacja silnika forum! Czytaj więcej.. ×

Blog Lorda Raydena

  • wpisów
    23
  • komentarzy
    6
  • wyświetleń
    94353

O blogu

Przemyślenia i wynurzenia

Wpisy na tym blogu

 

HiFiman HE-300 - słuchawki otwarte

Test słuchawek HiFIman HE-300   Po ciekawym brzmieniowo i kontrowersyjnym w wyglądzie odtwarzaczu HM-601 slim, miałem okazję zapoznać się z kolejnym produktem firmy HiFiman – słuchawkami HE-300. Jak dowiedziałem się z opisu, są to pierwsze słuchawki dynamiczne HiFimana. Powstały na prośby klientów o słuchawki przenośne. No i powstał sprzęt zdolny do współpracy z odtwarzaczami przenośnymi, choć o impedancji 50 a nie 32 ohmy (jak to zwykle w innych firmach). Gabarytowo jednak przenośny się nie wydaje, poza tym to słuchawki otwarte. Osoba, która chciałaby słuchać ich w tramwaju, poza wzbudzeniem zainteresowania sporymi i ciekawie wyglądającymi nausznikami, zapozna także współpasażerów z zawartością swojej muzycznej biblioteki. HE-300 mają duże, okrągłe, srebrne muszle z aluminium (lub czegoś podobnego), od strony „świata” czarne maskownice z plastiku a od stronu uszu słuchacza welurowe pady. W zasadzie taka konstrukcja powinna zapewniać miękkość i wygodę odsłuchu, mnie jednak słuchawki trochę cisnęły w głowę. Pady były dość twarde. Wolę jednak miękkość padów AKG K550, choć jak pamiętam, BD DT770 Pro były mniej wygodne. Solidny skórzany pałąk i prowadnice umożliwiają dostosowanie sprzętu do głowy słuchacza. W pudełku, które nie wydaje się już tak luksusowe jak opakowanie HM-601 slim, otrzymujemy także kabel – plecionkę przewodów w jasnym oplocie, które przykręcamy osobno do każdej muszli. Kabel nie spodobał się mojej Żonie, która przyzwyczaiła się do moich prostych , czarnych kabli, w każdym praktycznie sprzęcie audio, jaki mam w domu. Odsłuchy przeprowadziłem na moim sprzęcie domowo-portable.   HE-300 i para iMod+iBasso D10 (czyli tzw. „kanapka” DAP+AMP)   Brzmienie HE-300 , choć są to słuchawki otwarte, wydało mi się bardziej „zagęszczone” niż w przypadku AKG K550. Trochę mniejsza scena niż te ostatnie, poza tym nieco ciemniejsze. Dźwięk postrzegałem , jako w pewnym stopniu z „chrypką” rockową, niesterylny – w zasadzie tak słyszałem średnicę. Dobry, naturalny bas, lekko podkreślony, czasem za mocny. Góra lekko wycofana. Słuchawki oceniłem, jako mocne, ostro atakujące muzyką. Przypominając sobie zestawienie iModa i D10 z SoundMagic HP-100, góra w HP-100 wydawał mi się lepsza.   HE-300 i HiFIman HM-601 slim   Ten odtwarzacz, podobnie jak 602, HiFIman poleca jako źródło dla HE-300. Nic dziwnego, skoro wyszły z tej samej firmy, która robi i playery i słuchawki. Sądzę ,że firma HiFIman ma rację. 601 slim dodaje do do słuchawek, swojego ciepłego charakteru i łagodzi brzmienie analogowym nalotem. Słyszałem więcej swobody i przestrzenności w dźwięku. AKG K550 są w tym zestawieniu bardziej detaliczne. Natomiast HE-300 łagodnieją, stają się przyjazne. Ta para zachęca do dłuższego odsłuchu.   HE-300 i iRiver Astell&Kern AK100   W tej parze HE-300 zetknęły się z odtwarzaczem klasy HiEnd, jak o nim pisze prasa audiofilska. Dla mnie jest to solidne HiFi (wysoka półka), a korzystny jest zakup używanego sprzętu – wtedy cena zaczyna odpowiadać jakości. AK100, wymaga większego podkręcenia głośności (co wynika z jego konstrukcji). Gubi się tu analogowe ciepełko z 601 slim, ale pojawia się większa neutralność, góra nie razi ostrością, bas jest dobitny i bardzo dobry, przestrzeń większa. Tutaj także słychać w średnicy „chrypkę” – to jakby zachęta do słuchania starego hard rocka Zeppelinów niż odhumanizowanego Kraftwerk.   Na koniec mogę stwierdzić, że najlepszą parą w tym zestawieniu były HE-300 z HM-601 slim. To, co mówi producent, nie było więc tylko reklamą i chęcią przywiązania do siebie audiofana. Te urządzenia najlepiej się zgrywają. Jednak po odsłuchach muszę powiedzieć, że HE-300 to dobre i ciekawe słuchawki ale nie dla mnie. Nie zdołały „przywiązać” mnie do siebie (jak zrobiły to AKG K550 a w pewnym stopniu i SM HP-100). HE-300 wydały mi się bardzo dobre do muzyki rockowej i metalowej, natomiast słabiej sprawdziły mi się z klasyczną elektroniką. A tej muzyki głównie słucham. Poza tym są otwarte, a ja preferuję intymność odsłuchu. Wolę odcinać się od otoczenia, kiedy zanurzam się w elektroniczne pejzaże. Muzyka do testów pochodziła z płyt Kellera i Schonwaldera, Klausa Schulze, Tangerine Dream , Loom (klasyka elektroniki) oraz Manowar i Sabaton (metal).

Lord Rayden

Lord Rayden

 

Strumień kropla po kropli...

Dzięki artykułowi na HD-Opinie (http://hd-opinie.pl/20837,aktualnosci,kto-bedzie-kupowal-muzyke-w-czasach-strumieniowania.html#comment-195) powracam znowu do przemyśleń na temat strumienia. Podobno artyści sa zaniepokojeni,że spadnie im sprzedaż nie tylko płyt ale i plików. Bo ludziom wystarczy strumień (Spotify, Pandora czy co tam jeszcze).   Patrząc na to szerzej - wszystko zaczyna mieć sens - mieszkania są drogie , kupujemy coraz mniejsze, albo wynajmujemy (no są fanatycy co budują domy na wsi, ok..). We Wrocku powstaje apartamentowiec z małymi dziupelkami za 90 tys zł. Zaczynamy mieć coraz mniej miejsca na sprzęt audio stacjonarny. Zresztą laptopy zastępują stacjonarne PeCety. Coraz chudsze laptopy dodam. Nadal rozwija się sprzęt portable (przenośny) a i telefony coraz lepiej odtwarzają muzykę. Kontentem do nich zaczyna być strumień.   Można powiedzieć,że przyszły "audiofil" będzie posługiwał się drogim sprzętem portable w typie AK 120 czy HiFiman HM901, FiiO X5 plus dobry wzmacniacz słuchawkowy i słuchawki z wysokiej półki (mniejsze na ulicę, większe do domu), zwykły audiofan zadowoli się iPodem, FiiO X3, Cowonem, iRiverem (ewentualnie czymś historycznym jak iRiver H120 czy iPod Video) i będzie zbierał pliki flac a reszta społeczeństwa wykorzysta telefon, stockowe pchełki i strumień.   Kiedy do tego dojdzie ? Oj , trochę to potrwa, szczególnie w Polsce. Pewnie po drodze będą jakieś mutacje tych zjawisk. Ale jest to jakaś wizja na przyszłość. Czy się sprawdzi ? Kropla drąży skałę ;)

Lord Rayden

Lord Rayden

 

Strumień leci dniem i nocą

No właśnie. Pisałem już o tym we wpisie na blogu : http://www.audiostereo.pl/blog/34/entry-71-nowi-ludzie-nowa-muzyka-nowe-sposoby-jej-odbierania-the-end-of-the-world/. Zajrzałem dziś do "Wprost" a tam piszą o trwającej w Polsce ofensywie serwisów strumieniujących muzykę. Dezeer, WIMP, Spofity i inne.   Zadaję sobie w związku z tym kilka pytań. - Zakładając ,że strumień ma być mobilny (czyli możliwy do odsłuchu w smartfonie), zeżarłby nam nie tylko miesięczny przydział gigabajtów (plus abonament telefoniczny i abonament serwisu). Jak to rozwiązać ? No cóż , dostawcy komórkowi, już zaczynają dodawać w ofercie nielimitowany (chyba bo nie sprawdzałem dokładnie) strumień. - a co z jakością muzyki ? Obawiam się,że 256 kbps (WIMP) wystarczy młodym smartfonfanom w zupełności. Mnie nie. - pamiętacie jeszcze zapowiedzi wejścia na arenę radia cyfrowego i satelitarnego o jakości CD ? Tymczasem mamy tu strumieniowanie empetrójek. Według "Wprost" największym powodzeniem cieszą się tam Rihanna i inne cycate "piękności".   I tak jak to zwykle na świecie. Są tacy co zadowolą się przeciętnością (muzyka ze strumienia na tanim smartfonie i pchełkach dousznych) a inni dalej będą kupować drogie playery FLAC i wgrywać w nie FLACki o jakości CD i HiRes. Na każdym da się zarobić kasę.

Lord Rayden

Lord Rayden

 

Nowy Rok - co nowego ?

No właśnie - co nowego ? Co przyniesie nam 2013 ? Oprócz wyższych opłat , mniejszej kasy do zarobienia...Co w sferze Audioprywatnej Audiofana ?   Tak naprawdę to nie wiem. Zwykle robiłem sobie na rok planik zakupów Audio, aby Żona nie była zaskakiwana nieoczekiwanymi inwestycjami. Okazało się jednak,że planu się nie trzymam, kupuję co innego, gdzie indziej kieruję aktualne zainteresowania. Koniec roku 2012 to moja fascynacja sprzętem portable - playery, słuchawki. Zacząłem ambitnie - od planów zakupu HiFImana HM601 slim, "audiofilskich" słuchawek - Byeyerdynamic T50p.... Miało to razem grać. Na razie jednak przeszedłem z Sansa Fuze Plus na iPoda 5g z Rockboxem i słuchaweczki AKG K450. Przetestowałem też niezbyt drogie dokanałówki - chińskie JBMy MJ 700, SoundMagic E30, Awei ES-Q3. Korzystając z oferty testowania pianek Comply udało mi się sprawdzić ich nowe modele. Okazało się,że wolę słuchawki nauszne, choć dokanałówki SM E30 z piankami trzymam w zanadrzu.   W 2013 postaram się doprowadzić do zmodowania mojego iPoda 5g tak aby zwiększyć mu dysk do 60 GB a może i baterię. No i doprowadzę do przemiany go w iModa, tak aby mógł mi posłużyć do testów z wzmacniaczem FiiO E17. Sprawdzę czy gra to dobrze i czy da się chodzić po ulicy z taką parą klocuszków, jakoś tam spiętych razem. W styczniu dotrą jednak do mnie używane T50p co pozwoli mi potwierdzić lub zaprzeczyć ich "audiofilskości". Może to pochopna decyzja ale chce je sam przetestować.   Co jeszcze przyniesie nam rok 2013 ? Po rezygnacji z HiFImana HM-601, mam nadzieję,że oczekiwania moje spełni FiiO X3. Jest to player, o którym legendy krążą od chyba 1,5 roku. FiiO rezygnowało z niego ale powróciło do realizacji projektu. Za pieniądze niższe niż za AK100 iRivera mamy dostać player na Wolfsonie 8740, z gapless playback, obsługą kart microSD, sprzętowymi przyciskami, wzmacniaczem z FiiO E17, odczytem plików 24/192, wyjściem liniowym i wyjściem cyfrowym. Z ciekawostek - może pojawi się nowy HiFIman HM-901. Pewnie będzie bardzo drogi bo producenci zwęszyli rynek na drogie przenośne odtwarzacze i wypuszczają coraz bardziej wypasione modele, za duże pieniądze. pełne niedoróbek (brak gapless playback w iRiver AK100 za 2500 zł jest po prostu śmieszny, o ile w Colorfly C4 można to wybaczyć, bo player jest ogólnie dziwaczny, to AK100 wydaje się rozsądnym produktem, powinien więc mieć tą opcję).   A w innych dziedzinach Audio ? Nie wiem, ostatnio zasiedziałem się w portable ;) . Na pewno pojawią się nowe odtwarzacze sieciowe, bogate w funkcje, droższe i tańsze. Będzie pewnie sporo innyc rzeczy a czy pojawi się coś rewolucyjnego ? Zobaczymy.   A na razie - Wszystkiego Dobrego w Nowym 2013 roku !

Lord Rayden

Lord Rayden

 

Nie lubisz iPoda - zrób z niego iModa :)

Chyba każdy zna słowo iPod. Kojarzymy je z odtwarzaczem przenośnym, wyprodukowanym przez firmę Apple. Jedynie słusznym odtwarzaczem, jak twierdzi ta firma. Jej nieżyjący już szef Steve Jobs Wbił wielu osobom w mózgi, ze to co im dał to dzieło doskonałe, rozwojowe i najlepsze, czyniące (podobnie jak telefon iPhone) z posiadacza kogoś wyjątkowego. IPodów powstało sporo wersji - nano, Classic, shuffle, Touch..   Nie każdy lubi iPoda i jego ograniczenia - tylko MP3, AAC, WAV,AIFF, AUDIBLE i ALAC. Zapomnijmy więc o FLAC, APE i innych popularnych formatach. Jednakże znaleźli się ludzie, którzy rzucili wyzwanie produktowi Jobsa. Grupa skupiona wokół projektu Rockbox (www.rockbox.org) napisała i wypuściła alternatywne i darmowe firmware do niektórych odtwarzaczy firmy Apple. Dokładniej do : iPod 1g do 5.5g, iPod Mini, iPod Nano 1g, iPod Nano 2g (niestabilne). Rocbox napisano oczywiście dla wielu innych odtwarzaczy. Ale chyba właśnie w przypadku niektórych iPodów, szczególnie serii Classic w wersji 5g i 5.5g, dał im drugie życie. szczególnie te wersje stały się popularne i paradoksalnie przez to zaczęły drożeć jako używki z drugiej ręki.   Wgranie Rockboxa to jakby pierwszy Mod tego urządzenia - może go zrobić każdy, bez obawy o zepsucie sprzętu. W zamian uzyska nowy interfejs, możłiwość odtwarzania plików FLAC, APE, rozbudowany korektor graficzny, odczyt plików CUE, funkcję GAPLESS PLAYBACK, wiele ustawień zrozumiałych dla ludzie biegłych w akustyce i inżynierii dźwięku, możliwość zmian "skórek" odtwarzacza. I wszystko to za darmo ! Puryści powiedzą,że to jeszcze nie iMod. No cóż, dla mnie to znacząca modyfikacja a więc iMod.   Możemy jednak pójść dalej. Zaczynają się jednak ingerencje sprzętowe. Część użytkowników starych iPodów Video (czyli wersji 5 i 5.5) narzeka na swoje twarde dyski 1,8 cala. Że wolne, że zaczynają po kilku latach padać, szczególnie kiedy są intensywnie używane w ruchu. Można taki dysk wymienić na kartę CF (Compact Flash) plus odpowiedni adapter kart CF na ZIF 1,8''. W bonusie mamy wtedy mniejsze zużycie baterii, większą prędkość karty. Jednak pojemności kart CF w porównaniu z HDD nie są imponujące. Dostaniemy oczywiście karty i 32 GB i 64 GB ale na razie (rok 2012) nie są one tanie. Jeśli ktoś ma iPoda z dyskiem 80 GB to karta CF mu odpowiadająca będzie droższa (i to nie 80 GB a 64 lub 128 GB). Niemniej wymiana dysku 30 GB , który padł, na kartę 32 GB da nam korzyści o których wspomniałem poprzednio. Poczytać o wymianie możemy tutaj : http://www.rockbox.org/wiki/CFModGuide http://www.chip.pl/artykuly/tips-tricks/sprzet/porada-eksperta/2009/11/niedroga-rozbudowa-ipoda http://pavlick.pcinside.pl/blog/ipod-video-5g-z-pamiecia-flash-karta-cf-106.html http://www.ifixit.com/Guide/Installing+iPod+5th+Generation+%28Video%29+Hard+Drive/607/1 http://www.ifixit.com/Guide/Repair/Installing-iPod-5th-Generation-Video-Battery/603/1   Przy okazji możemy zapoznać się z wymianą baterii w iPodzie. Uprzedzić muszę,że dla mniej sprawnych manualnie osób, otwarcie iPoda ,nawet zakupionymi na Allegro narzędziami, może być trudne. Narzędzia te nie są zbyt dobrze wykonane. A ważne jest by obudowy iPoda nie porysować i nie zniszczyć. No i nie uszkodzić tzw. "bebechów" naszego odtwarzacza.   Kolejnym pomysłem jest wykonanie pełnoprawnego iModa czyli ingerencja w płytę główną iPoda. To już nie wymiana podzespołów ale wyrzucanie starych i montaż nowych. Część iPodów posiada na pokładzie DACa Wolfson WM8758 (na przykład wspomniane 5 i 5.5g). Można wyprowadzić z niego sygnał na zewnętrzny wzmacniacz słuchawkowy kablem LOD (z wyjścia dokującego). Ale aby powstał iMod, trzeba pozbyć się części stockowych układów iPoda i zamontować nowe, lepsze kondensatory. Montuje się je albo wewnątrz iPoda (ale musi to być iPod z kartą CF) albo we wtyczce LOD. Nie będę wchodził w szczegóły techniczne ale dzięki tej operacji uzyskujemy możliwość wyprowadzenia czystszego i lepszego sygnału, który doprowadzamy do wzmacniacza słuchawkowego. W niektórych rozwiązaniach na klasycznym gnieździe słuchawkowym mamy dalej ten sam sygnał co zawsze. Używać więc możemy iModa dalej, także bez wzmacniacza. Odpowiedni wzmacniacz słuchawkowy, rozmiarami zbliżony do iPoda można kupić. A im lepszy wzmacniacz tym lepszy dźwięk na słuchawkach. Dokonanie modyfikacji do iModa najlepiej jest zlecić specjalistom. Trochę to kosztuje ale Polacy robią to równie dobrze jak Amerykanie a zwykle taniej. Przykład iModowania i test dźwięku możemy zobaczyć tutaj : http://forum.mp3store.pl/topic/82429-imod-5g-czyli-co-sie-da-wycisnac-z-popularnego-ipoda-5g-video/?do=findComment&comment=758823   Noszenie ze sobą wzmacniacza połaczonego z iModem nie jest może najłatwiejsze i nie każdy będzie chciał to robić. Ale fani dobrego dźwięku w plenerze często decydują się na to. A mają też możliwość odsłuchu muzyki z iModa na domowym sprzęcie i poważnych słuchawkach.   A tak już przy okazji - zauważyliście,że z pudełka iPoda 5g uśmiecha się do nas sam Jack Sparrow, pirat z Karaibów ? Cóż on nam sugeruje... ? Czyżby firma Apple namawiałą pośrednio do... domyślcie się czego :)   Inspiracją do stworzenia wpisu były dyskusje na forum mp3store i maile z Kolegami Forza Lazio i Kuropem z tegoż forum.

Lord Rayden

Lord Rayden

 

Jak słuchałem HajEndu z Korei (made in China)

Odsłuchiwałem dziś iRivera AK100 - czyli HighEnd (cenowo też - około 2500 zł) :)   Wziąłem ze sobą 4 pary słuchawek : - Beyerdynamic DT 770 Pro - AKG K450 - AKG K420 - JBM JM 700 (dokanałowe)   Odtwarzacz sprawia solidne wrażenie choć jest w sumie nieduży. Przypomina kwadratowy wafelek Knoppers (ale jest większy), jest dość ciężki. Wyświetlacz jest dotykowy choć bez bajerów. Tylna ścianka niby aluminiowa ale będzie się rysować. Jaki na niego wymyślą pokrowiec ?   Do odtwarzacza można włożyć 2 karty microSDHC. Tak też zrobiłem (2 GB i 8 GB). Zapuściłem swoją ulubioną muzykę - Klausa Schulze, Kellera i Schonwaldera, Tangerine Dream, Rainbow Serpent - czyli klasykę elektroniki (Szkoła Berlińska). Pliki FLAC - tu ciekawostka - miałem ze sobą Vinyl Ripy 24/96 i 24/192. Obie rozdzielczości odtwarzacz łyknął. Co tam z nimi zrobił w środku nie wiem. Ale siedzi tam Wolfson WM8740 więc jest nadzieja,że nie zamienił ich na 16/44. Interesowały mnie jednak głównie zwykłe FLACki (16/44) - gro muzyki mam na nich.   Zacząłem od AKG K450. To uparty model - natychmiast "zażądały" ustawienia EQualizera. Czyli mniej basów, więcej sopranów, średnica trochę wyżej. Od razu dodam,że EQ trzeba trochę rozpracować, poczytać instrukcję. Nie jest taki prosty jak w modelach s100 i b100. I nie znalazłem opcji zapisu swoich ustawień. Nie znalazłem też Presetów - był tylko EQ dla użytkownika. No i zacząłem odsłuch. Na początku nie byłem specjalnie zachwycony. Było dobrze, ale na poziomie iRivera B100. Ale po dłuższym czasie dała znać o sobie jakaś taka swoboda w dźwięku, przestrzeń. Głośne słuchanie było miłe dla ucha. Po zmianie na DT-770 PRO, EQ wyrównałem a nawet dodałem basów i nieco średnicy. To stare dobre słuchawki o średniej cenie (kupiłem za 550 zł) i dobrym dźwięku. Również i tu mnie nie zawiodły. Ale musiałem podkręcić potencjometrem głośność bo to co dla AKG wystarczało to dla DT 770 (80 Ohmów) było za mało. Generalnie było lepiej, bas był punktowy, wokół szalały wyraźne jasne sekwencje syntezatorowe. Ale to słuchawki do domku, na ulicę ich się nie nosi. Potem słuchałem chińskich JBM MJ 700 - bardzo pozytywne wrażenia, odsłuch tylko nieco gorszy niż ostatnie w kolejce AKG K420. Na obu parach można dodać basu, on tu nie szkodzi, nie wybija się szkodliwie w górę.   Wrażenia mam pozytywne, dźwięk był głęboki, chciało się podkręcać głośność. Po AK100, mój Fuze z RockBoxem wydał mi się trochę płaski. Jednak realnie patrząc cena 2300 czy 2500 zł za ten sprzęt jest za wysoka. Za to powinien mieć złoty pokrowiec i od razu słuchawki B&W C5 w komplecie. Niby może pełnić rolę DACa - ma WE/WY cyfrowe, obsługuje pliki HiRes (24/192). Ma BT 3.0 (jakiś protokół ma do Audio) Ale to jednak za mało na tą cenę. Może gdyby jeszcze był DACem USB, miał dodatkowo sterowanie jakiś małym pilotem wielkości Clip Plus, ewentualnie zegarkiem na Androidzie... (zegarek prosimy w zestawie) . No tak ja tu sobie fantazjuję a ktoś tam w koreańskim biurze policzył,że ludzie to kupią jeśli będzie odpowiednio "audiofilski".   Udało mi się go oczywiście zawiesić przy aktualizacji biblioteki. :).   Reasumując - bardzo dobry dźwięk na moich tanich słuchawkach. Nie mam drogich, nie słucham też audioflilskiej muzyki. Nie wypowiem się na temat wokali bo takich nagrań nie mam. Ciekawe co uzyskałbym na HiFimanach powyżej 1000 zł. Pewnie pisałbym podobnie.

Lord Rayden

Lord Rayden

 

Szaleństwo portable czyli Audiofan z empetrójką :)

No może nie dokładnie z MP3 w "magazynku" tylko z flacami. Ale jest jak napisałem. Ogarnęło mnie małe szaleństwo jeśli chodzi o słuchanie muzyki na mieście. Nie, nie wstępuję do klubów ;) . Po prostu jak gdzieś idę, biorę muzykę ze sobą. No wiem, wiem, wszyscy tak robią (Ale moja Żona nie). Ale po to jest blog,żeby sobie o tym...popisać.   Odtwarzacz MP4 mam od kilku lat zresztą. Używałem go głównie w podróży - jak sie jechało gdzieś daleko autobusem (wycieczki). Ot taki EON Cineo 4 GB plus karta microSD 8 GB. Do tego słuchawki Sennheiser CX 300 dokanałowe. Można było słuchać muzyki, audiobooków i nawet film obejrzeć (byle z lektorem bo o napisach zapomnij). Muza jednak z tego źródła nie zachwycała. Jakoś mi to nie przeszkadzało, bo rzadko sluchałem. Jednak w ciągu ostatnich dwóch miesięcy jakoś "wsiąkłem" w temat przenośnego sprzętu audio. I jak to zwykle ja , Audiofan, zacząłem szukać Świętego Graala albo dziury w całym. Poszedłem na całość i zaplanowałem zakup "chińskiej latarki" audiofilskiej czyli HiFImana 601 slim. Pisałem już o tym przy okazji rzutu oka w świat odtwarzaczy hajendowych :). Jakoś jednak dobrej ceny nie udało mi sie na razie uzyskać, więc zacząłem się rozglądać po dolnych półeczkach.   Trafiłem na bardzo popularne w ·środowisku słuchaczy sprzęty - Sansa Clip Plus i Fuze oraz Fuze Plus. Clipa jakoś nie kupiłem, zresztą dopiero niedawno zdałem sobie sprawę,że to straszny maluch. Zakupiłem używany i lekko uszkodzony SanDisk Fuze. Nawet niezły sprzęt ale miał uszkodzone kółko sterujące, które przy próbie naprawy uszkodziło się na amen... Znalazłem więc tańszą używkę SanDIsk Fuze Plus i ten okazał się sprawny. Moje CX 300 jakoś przestały mi wystarczać (A drogie były - parę lat temu 200 zł). Grzebiąc po blogach i forach, trafiłem na ciekawy blog "Zabrzmij" [zabrzmij.wordpress.com], gdzie zapoznałem się z chińskimi słuchawkami dokanałowymi. Powiecie,że wszystkie są chińskie ? No tak, ale tam przedstawiane są słuchawki chińskich firm a nie produkty pod markami znanych producentów sprzętu. Takie mało znane niegdyś nazwy jak Awei, Xkdune, JBM. Za poradą blogera kupiłem JBM JM 700. Okazały się dźwiękowo całkiem dobre (koszt koło 50 zł). Zdziwiła mnie dbałość chińskiej firmy o produkt - dostałem ładne pudełko, w środku słuchawki, tipsy, pudełeczko do transportu słuchawek w kieszeni, instrukcję i nawet program do wygrzewania słuchawek dźwiękiem. Oczywiście nie wszystkie pchełki tak przychodzą - te są "topowe". Mają swoje wady - są dość ciężkie i trudno mi je wypozycjonować w uchu ale daję radę. Może zaopatrzę się w tak zwane "pianki" Comply (takie tipsy jak ze styropianu). Słuchawki kupiłem w Polsce ale wykonałem także zakup w Chinach - 5 dolarów, PayPal i przesyłka free. Sklep sprawdzony ale czeka się długo. Nawet miesiąc. Kupiłem Awei ES-Q3 - bardziej dla sprawdzenia, czy z Chin coś przyjdzie.   Ale duch we mnie niespokojny i oprócz dokanałówek zapragnąłem też modelu nausznego. Mam co prawda Beyery DT770 Pro - zacne nauszniki ale domowe. Na ulicę się nie nadają. Stąd poszukiwania po marketach w celu odsłuchu. Spodobał mi się dźwięk Koss Porta Pro. Wygląd mniej - okropne są. Ale składają się nieźle, takie do kieszeni. Miały dobry bas, średnica i wysokie też spoko. Nic tylko nałożyć i słuchać. Ale jak to ja - zaszalałem i kupiłem AKG K450. Recenzje dobre, wygląd super, zgrabne, zamknięte, dają się składać. Kupiłem , zresztą okazyjnie bo nówki na gwarancji i taniej. No i się zaczęło. Nie wiem czy słusznie ale zabrałem się za "wygrzewanie" słuchawek klasyką elektroniki. Podpiąłem do zestawu DACMagic Plus i NP30 i zostawiałem na parę godzin dziennie. Potem zacząłem odsluchy. Słuchawki są dość wygodne, fajnie leżą na głowie. Można je spuścić na szyję bez obawy o uduszenie. Jednak muzyka z nich mnie początkowo nie zachwyciła. Ciemny dżwięk, dużo basu, mało średnicy i góry. A ja przyzywyczajony do jasnych kolumn MA GS20. Musiałem pogrzebać w korektorze graficznym (EQ) odtwarzacza. Zrobiło się lepiej gdy obniżyłem dół i podniosłem górę. Bas zaczął być dobry, punktowy a przestał dominować.   Odwiedziłem też popularny w sieci sklep i dzięki uprzejmości sprzedawcy, zapoznałem się z odtwarzaczami iRivera - s100 i b100. Zwykłym i dotykowym. A także ze słuchawkami otwartymi AKG K420 - kuzynki AKG K450. Te znów miały bardziej wyrównane pasmo, już po wyjęciu z pudełka i bez korekcji. Tyle,że gorzej (albo wcale) tłumią dźwięki z zewnątrz. Ale mają podobne zalety obsługowe do 450tek a dźwięk podobał mi się. Również odtwarzacze iRivera zdały egzamin. Prezentowały dobry, jasny dźwięk, z kontrolowanym basem i wyraźną średnicą. Sprzęt ten ma jednak pewną wadę - nie daje nam możliwości wejścia w świat RockBoxa. Jest to alternatywne oprogramowanie dla niektórych odtwarzaczy, robione przez fanatyków dobrego dźwięku. RB wyciska ze sprzętu sporo. Na tanich Clipach i Fuzach udostępnia nam gapless (tak,mój ulubiony GAPLESS), czytanie plików CUE (czyli mając CUE i pojedyńczy FLAC widzimy we flacu poszczególne ścieżki), rozbudowany korektor graficzny, filtry, większe wzmocnienie i mnóstwo innych bajerów. A iRivery - dobre i dość drogie jak na nasze warunki playery gapless nie mają. I RockBoxa zainstalować sie na nich nie da. Nikt bowiem nie opracował "portu" na te maszyny.   Przy okazji testu playerów, miałem okazję posłuchać przenośnego wzmacniacza słuchawkowego FiiO E6. To malutka kosteczka na baterie, którą podłączamy do playera i słuchawek a ładujemy przez USB. Ma on także korektor z predefiniowanymi trzema ustawieniami. Czy coś daje ? Można tak powiedzieć. Odtwarzacz Fuze Plus bez RB zaczął brzmieć nieco lepiej. Wydatek nieduży aczkolwiek jeśli kupimy tanie sluchawki to nie wiem czy opłaca się do nich taki wzmacniacz. Koszt powyżej 100 zł. Ale można próbować. Inna kwestia to sprawa przenoszenia pary wzmacniacz+odtwarzacz i słuchawki do tego. Chyba trzeba by je "skleić" jakoś taśmą dwustronną lub opaską. Czy kombinować, musi sobie słuchacz odpowiedzieć sam. Wzmacniaczy jest wiele, samo FiiO wypuściło kilka.   Dzięki grzebaniu po forach i blogach, przekonałem się,że chiński HajEnd nie kończy sie na HiFImanie czy Colorfly C4. Mamy też różne inne marki "pancernych pudełek" audio - RoCoo BA, HiSoundaudio Studio V, HIFI E.T. MA9 PCM1704 i inne. Do kupienia nawet w miarę tanio na ebayu. Ale w Chinach, więc nawet jeśli dojdą bez problemów, to możemy mieć pecha i zapłacić cło i podatek. RockBoxa na to nie wsadzimy, gaplessu raczej nie mają. A szkoda. Bo są to ciekawe maszyny, stricte do audio, często pełniące dodatkowo rolę DACów.   Tak więc słucham, testuję, grzebię. I jakoś na razie Fuze plus z RockBoxem uważam za niezły sprzęt do sluchania na ulicy. A co do słuchawek - chińskie dokanałówki kieszeni nam nie zniszczą, nawet jeśli się nie spodobają. Ale z poważniejszymi cenowo (takimi jak moje AKG) uważajmy. Posłuchajmy przed zakupem, bo brzmienie może okazać się nie dla nas. Dlatego nie rzuciłem się na kolejne "ładne" słuchawki - Sony ZX 600 - nie wiem jak zagrają na moim sprzęcie. Na odtwarzaczu Sony grały nieźle...       ---------------------------------------------------------------------------- Blacklista chińskich słuchawek czyli czego lepiej nie kupować : (Za : zabrzmij.wordpress.com)

Lord Rayden

Lord Rayden

 

Big City Lights

Dziś nie o sprzęcie i nie o muzyce....choć o muzyce jednak będzie.   Bardzo lubię turystykę miejską, czyli zwiedzanie pięknych miast. Moja Żona podobnie. Od czasu kiedy się poznaliśmy, już we dwoje staramy się poznać zalety i piękno europejskich stolic. Nie szukamy kontaktu z mieszkańcami choć trochę ich obserwujemy. Bardziej interesują nas zabytki, spacery po starówkach, kawiarenki, dobre jedzenie, wycieczki statkiem po rzekach. Godzinami potrafimy włóczyć się po ulicach, bulwarach, patrzyć na turystów, sączyć kawę w kawiarenkach.   Zawsze zwiedzamy najważniejsze zabytki danego miasta oraz muzea. Ja szczególnie muzea Armii, Wojska, ale też malarstwo, rzeźba, stare zamki królewskie i książęce.   Taki Wiedeń - no tu już mamy i muzykę. Walce Straussa są oklepane, każdy o nich wie. No i Marsz Radetzkyego, marszałka Cesarstwa. Ale i tak większy pomnik ma ten od marsza radzieckiego, czyli sowiecki żołnierz. Bardzo wkurzające - Austria boi sie go zburzyć chyba, podobnie jak Warszawa pomnik Czterech Śpiących. Nie omieszkałem Sowietowi pokazać środkowego palca :). Ale Wiedeń to dla mnie przede wszystkim utwór Ultravox "Vienna"   http://www.youtube.com/watch?v=LdaNlAGRx_k     "Muzyka rozbrzmiewa nawiedzając nas dźwiękami staccato I nawołując rytmem Jesteśmy samotni nocą Gdyż światło dnia sprowadza chłodną pustą ciszę Jedno skinienie twej dłoni I chłodne szare niebo ziewa z horyzontem Ten obraz znika, jesteśmy tylko ty i ja Ale dla mnie jest bez znaczenia To nic dla mnie nie znaczy - ach, Wiedeń..."   Choć nastrój tego utworu a właściwie tekst nie bardzo do mnie trafia... Dla mnie Ja i Ona znaczy bardzo wiele... Ale weselsze skojarzenie z Wiedniem to Falco i "Rock Me Amadeus" ! "Rapowanie" z lat 80-tych.   (http://www.youtube.com/watch?v=cVikZ8Oe_XA).   Amadeus Mozart rzeczywiście jest "superstar" w Wiedniu. Dlaczego ? Bo dobrze się sprzedaje. Jest na cukierkach (Mozart Kugeln), koszulkach, płóciennych torbach, alkoholu, kawie. Napędza kasę lepiej niż cesarz Frantz Josef, doganiając cesarzową Sissi - drugą celebrytkę Wiednia. Martwą oczywiście, co każdy może sprawdzić w cesarskich grobach w krypcie Kapucynów. Wiedeń ma też świetne Muzeum Armii, ma nawet pamiątki z czasów kolejnego celebryty, Adolfa H. :) . Jakby co to wiedeńczycy odcinają się od niego, ale przeszłość woła spod sufitu muzemu, gdzie wisi samolot Fiesler Storch z czarnymi krzyżami. Pod nim Kubelwagen i plakat kanclerza Rzeszy... Sklepu audio nie znalazłem. Płytowy - tylko Virgin Megastore - dla mnie bieda. W Wiedniu na przełomie kwietnia i maja słyszałem głównie język rosyjski a w majowy weekend przytłumił go POLSKI :) . A Hofburg robi wrażenie. Choć częściowo był remoncie, podczas naszego pobytu.   Inną znaną wszystkim stolicą europejską jest Praga. Złota Praga. Miasto ...turystów. Jest ich tam mnóstwo. Szczególnie tłumnie zwiedzają stare centrum - Hradczany, Mała Strana, Stare Miasto, Most Karola. Ludzie piją piwo, jedzą knedle i sviczkową i są oszukiwani przez kelnerów. W centrum. Poza nim, kelnerzy są uczciwsi. Polecam bar Havelska Koruna - znają wszystkie języki jeśli chodzi o jedzenie, bar jest w stylu STP (ale nakładają panie na stoiskach), jedzenie - różne w tym czeskie. Bardzo smaczne. A praska muzyka - jeśli ktoś chodzi do czeskich piwiarni to pewnie usłyszy orkiestrę w stylu CK Dezerterów. :). Może w uszach zabrzmią mu śpiew Karela Gotta czy Helenki Vondrackowej (to tym starszym). Mi Praga kojarzy się z kawałkiem - "Rychlík jede do Prahy" Ivana Mladka. Tak, to ten od Jozina z Bazin.   (http://www.youtube.com/watch?v=sEDoR_9WiWs).   No i jeszcze z analogową płytą czeskiej grupy hardorockowej Turbo - "Heavy Waters". (http://www.discogs.com/Turbo-Heavy-Waters/release/2539974). Całkiem niezła płyta, język angielski. Miałem kiedyś jeszcze jednego ich analoga - tym razem po czesku ;) - Hráč(1987). To już było zabawne, choć muzyka nadal dobra. Szczególnie kawałek "Bez Lásky Žít Se Nedá" :) .   Kolejna stolica jaką odwiedziliśmy z Żoną to ...Paris,Paris (po naszemu Paryż). A jak Paris to http://www.youtube.com/watch?v=bSwNasW3in4 Oczywiście rozmowa Malcolma i Catherine o tym pięknym mieście. Zawsze przychodzi mi na myśl, kiedy wraz z Moją Lady (a może Madame) idziemy do kawiarenki na croissanta z kawą (z mlekiem). Zwłaszcza ostatnio, kiedy byliśmy zmęczeni szybkim marszem do Muzeum Armii w Hotelu Inwalidów. Muzeum co prawda jeszcze nie zwiedziłem - nie było czasu, byliśmy wtedy z wycieczką i urwaliśmy się spod Wieży Eiffla, ale zdążyłem zobaczyć stojący w arkadach budynku czołg Renault FT 17 z I wojny światowej. I oddać hołd Cesarzowi Napoleonowi Bonaparte. Muzyka francuska to także Edith Piaf, Charles Aznavour, Mirelle Mathieu - tego słuchaliśmy w autobusie (pilot puszczał płyty). Ja osobiście wolę muzykę Jean Michela Jarre'a. Niespecjalnie kojarzy się z Paryżem ale Jarre, szczególnie na Oxygene, Magnetic Fields jest wspaniały. Zresztą możemy włączyć którąś ze starych płyt Jarre'a w swoim odtwarzaczu flac (czyli jak to się teraz mówi DAP - Digital Audio Player) kiedy będziemy oglądać iluminację Wieży Eiifla. Najlepiej z tarasu widokowego na Wieży Montparnasse. Tylko nie dajćie się sfotografować bo za zdjęcie z fotomontażem (w tle Paryż) płaci się słono. Warto też połynąć statkiem po Sekwanie. Szczególnie podczas zachodu Słońca. Można zobaczyć biwakującą nad rzeką młodzież - przy winie, kulturalnie w kieliszkach :). Do tego melodia tytułowa z serialu "Allo, Allo".   A "Teraz Polska" :) . Warszawa. To pewnie zna każdy, nie każdy lubi. Byłem w Stolicy kilka razy. Poznałem tam fajnych ludzi, fanów zespołu Tangerine Dream. Tak więc Warszawę wspominam jako miejsce gdzie ich spotkałem i mogę spotkać ponownie. Przy napojach i muzyce. Okolice Mostu Świętokrzyskiego to miejsce, gdzie odbył się pamiętny koncert Tangerine Dream - "The Most Beautiful Rock for Peace" 31.08.2001. Ale pierwszy koncert TD w Warszawie odbył się 10.12.1983. Upamiętnia to utwór "Warsaw in the Sun" (fragment suity Barbakane) - jest to przebój grupy (o ile można tak mówić w temacie klasycznej elektroniki). Zespół gra go do tej pory.   http://www.youtube.com/watch?v=FFe-uCmuqyU   Warszawę wspominam też jako miejsce gdzie kupowałem płyty Tangerine Dream. W 1997 i później. Wtedy istniały jeszcze sklepy z płytami CD. A nie tylko EMPIK ;). Kupiłem wtedy chyba z kilkanaście płyt oficjalnej dyskografii TD. Poza tym zdobyłem od znajomych sporo nagrań koncertowych - rarytasów. Oczwiście zwiedziłem też Zamek, Wilanów, Muzeum Narodowe, ostatnio Muzeum Powstania Warszawskiego (świetny B24 Liberator) oraz...Muzeum Wojska Polskiego oczywiście.   Na mojej mapie podróży jest też Kraków - stara stolica Polski. Staram się tam być raz na rok, lub raz na 2 lata. Tak po prostu - powłóczyć się po Rynku, posiedzieć w kawiarniach, pójść na Wawel, obejść stare mury. Spojrzeć na zielone Planty, pojechać na Kopiec Kościuszki czy mniej uczęszczany Kopiec Krakusa. Kraków to także Muzeum Lotnictwa i Astronautyki. A tu pewne zaskoczenie - Kraków nie kojarzy mi się jakoś specjalnie z muzyką. Chociaż jest jedna wyjątkowa sprawa. Byłem tam na koncercie grupy Kraftwerk - festiwal Sacrum Profanum w 2008. Koncert odbył się w Nowej Hucie, na terenie ...huty.   http://www.youtube.com/watch?v=okhQtoQFG5s&feature=fvwrel   Teledysk nie pochodzi z koncertu - wolałem pokazać coś dobrej jakości na początek. Poniżej to co ktoś nagrał na komórce i dal na YT.   http://www.youtube.com/watch?v=4PQf8PMRQg8&feature=related   "Jestem operator i mam mini kalkulator Ja dodaję, odejmuję, kontroluję i komponuję Mały klawisz naciskam I melodię wygrywam"   A przygoda trwa dalej....

Lord Rayden

Lord Rayden

 

Muzyka zawsze z nami czyli odtwarzacze przenośne...HajEnd :)

Od kiedy Sony wpadło na pomysł,że magnetofon można zmniejszyć tak, aby mógł go nosić każdy przy pasku, muzyka zaczyna nam towarzyszyć wszędzie. Nie tylko w domu czy w samochodzie. Oczywiście także i wcześniej można było paradować z jakimś magnetofonem - u nas popularny był Grundig MK232, w USA bumboxy czy jakieś Ghettoblastery. A jeszcze wcześniej małe radyjka tranzystorowe. No ale radyjka to już nie nasza muzyka tylko narzucona przez nadawcę. Przyjmijmy więc Walkmana jako prekursora. Potem doszły discmany i wreszcie popularne empetrójki (zwłaszcza marketingowy przebój firmy Apple - iPod) a ostatnio telefony z playerami mp3/flac.   Ma to praktycznie każdy. I każdy z tego korzysta - w mniejszym lub większym stopniu. W drodze tramwajem czy autobusem do pracy, na uczelnię, do szkoły. Biegając po parku, jadąc na rowerze.   Empetrójka zwykle nie kojarzyła się z wysoką ceną. Pomijając oczywiście produkty Apple. Ale i one są drogie tylko na kieszeń Polaka. Odtwarzaczyki nie kojarzyły się jednak z HighEndem. Najwyżej z HiFi, ale skoro "grały" plikami mp3 to wielu audiofili nie zaliczało ich do sfery swoich zainteresowań. Ot sprzęt dla ludu (jak Volkswagen Garbus). Jednak od jakiegoś czasu mamy do czynienia z próbami wprowadzenia na rynek odtwarzaczy przenośnych, które próbują wpisać się w określenie HighEnd i być sprzętem dla Audiofila.   Zaczęło się chyba od firmy HiFIman i jej "blaszanych harcerskich latarek" - odtwarzaczy 801, 602, 601. Sprzęt o ekscentrycznym jak na dzisiejsze czasy wyglądzie, dość drogi, mogący (w wersji 801) pełnić funkcję stacjonarnego DACa, o wysokiej (jak zapewnia firma HiFIman) jakości odtwarzanego dźwięku. Do HiFImana dołącza Colorfly C4 - player o nieco może steampunkowym wyglądzie (choć nie jest zasilany parą) i bardziej już "nowoczesny" dyzajnersko iBasso DX100 (odtwarzacz z systemem Android na pokładzie) a ostatnio iRiver Astell&Kern. Z reguły te odtwarzacze zaopatrzone są w "legendarne" kości DAC jak TDA1543, Wolfson 8740, ES9018. Jedną z funkcji ma być odtwarzanie plików HiRes czyli gęstych flaców. W przypadku HiFImana akurat jest to nieco na wyrost - pliki 24/96 w przypadku serii 601 są konwertowane do 16/44 . C4 w formacie 24/192 odtwarza tylko pliki WAV.   Pytanie nasuwa się samo - czy taki sprzęt (przenośny) jest komuś potrzebny ? Za taką cenę ? No cóż, jeżeli zapewnia on rzeczywiście doskonałą jakość dźwięku to może tak. Oczywiście niektóre z przedstawionych playerów, już swoimi gabarytami utrudniają przenoszenie. Sterowanie nimi też nie jest doskonałe (HiFIman, C4). Ale w przypadku kiedy dźwięk będzie naprawdę super to znajdą się na ten sprzęt amatorzy. Będą też tacy, którzy kupią go dla szpanu, albo dlatego,że ich na to stać. Właściwie tylko HiFIman 601 slim za 999 zł jest nieco łatwiej dostępny cenowo. Pozostałe za 2-3 tysięcy, są już dla zasobniejszych portfeli. No ale jeśli kable (w tym zasilające) za kilka tysięcy znajdują nabywców to i taki sprzęt również ich znajdzie. Powszechny raczej się nie stanie. "Naród" zadowoli się iPodami, własnymi telefonami (iPhone'y, Samsungi z serii Galaxy - SIII, Note II z Wolfsonami na pokładzie), część siegnie po produkty firm Sandisk, Cowon, Samsung a nawet Manta. Należy pamiętać,że do takiego odtwarzacza HighEnd wypada zakupić dobre słuchawki. A więc nie tanie.   Sam zastanawiam się nad zakupem 601 slim. Krążą o nim przeciwstawne opinie. Jedni użytkownicy są bardzo zadowoleni z jakości dźwięku, inni mają spore zastrzeżenia. Są też na HiFImany wersje beta słynego Rockboxa, który w odtwarzaczach SanDiska znacznie poprawia odtwarzanie. No i dodaje gapless. Przyglądając się tym drogim playerom, doszedłem do wniosku, że niezłym pomysłem byłoby wyprodukowanie playera, który byłby nie tylko playerem portable i DACem ale także odtwarzaczem strumieniowym (czyli miałby co najmniej kartę WiFi i umożliwiałby odtwarzanie plików audio z NASa oraz słuchanie internetowego radia). Co prawda kłóci się to z purystycznym pojmowaniem sprzętu audiofilskiego czyli jak najmniej udziwnionego.   Pojawienie się drogich, HajEndowych playerów przenośnych (portable) to kolejne po kablach USB, sieciowych LAN, cyfrowych interkonektach krok inżynierów i handlowców w kierunku przekonania nas, że jakość dźwięku zależy dosłownie od każdego elementu toru. A im ów element droższy tym lepiej. Zdania jak zwykle są podzielone. Ciekawe jest jaki nowy element zostanie niedługi "zHajEndowany" ???

Lord Rayden

Lord Rayden

 

Za komuny...byliśmy młodsi i mieliśmy więcej czasu...

Kiedy przypominam sobie lata 80-te, kiedy to zacząłem świadomie słuchac muzyki, budzi się w moim serduchu jakaś nostalgia. Było się wtedy uczniem, potem studentem. Niby trzeba się było uczyć, przez 5 dni w tygodniu, a w weekend też odrabiało się lekcje, pisało wypracowania, później sprawozdania z laborek. Ale jakoś mimio to , człowiek miał więcej czasu na muzykę, choć mniej możliwości jej zdobywania.   Przede wszystkim były to dla mnie złote czasy radia - Program Trzeci, Dwójka, audycje Niedźwieckiego, Kaczkowskiego, Manna, Lecha Nowickiego, Jerzego Kordowicza, Tomasza Beksińskiego, Bogdana Fabiańskiego. Nagrywało się fajne kawałki i całe płyty na kasety Stilon a później Basf, TDK. Słuchało Wieczoru Płytowego, Romantyków Muzyki Rockowej, Zapraszamy do Trójki, nawet Listy Przebojów. Jakoś był na to czas. Radio dostarczało "kontentu" :) do słuchania, bo na winyle zagraniczne nie miałem kasy a polskie..no cóż, jakoś szybko znudziła mnie muzyka polska. Prezenterzy ułatwiali nagrywanie na kasety (tak, wtedy pojęcie piractwa nie istniało moi drodzy, nawet w radiu choć ZAIKS był i prosperował, jakoś nikt nie płakał,że Jarre czy Steve Harris nie będą mieli na chleb), nadając sygnał testowy lub fragment muzyki dla ustawienia poziomu nagrania. odpowiednio dzielili płyty na części tak aby wlazły na kasety C90 lub C60. Tłumaczyli teksty, nadawali płyty CD przywiezione z zagranicy. Nie było formatów, playlist... A człowiek nagrywał, słuchał, wymieniał się nagraniami, dokupował okładki do kaset. Znało się teksty bo prowadzący audycję często je tłumaczył. Choć czasem zabawnie brzmiało, kiedy tytuł utworu Accept "Son of a Bitch" tłumaczona jako "łajdak". Źródłem informacji o muzyce i zespołach była też prasa : Non Stop. Tylko Rock, Generator News , wcześniej Świat Młodych, Panorama.   Im bliżej czasów obecnych, tym mniej jest czasu - także na muzykę. Choć muzyki paradoksalnie jest więcej, dostęp łatwiejszy. Może dlatego,że przeszkadzają nam inne media : komputer, internet, gry, telewizja (seriale), filmy DVD i HD. A jest przecież jeszcze a może przede wszystkim Rodzina, jakieś hobby, praca. Im starsi, tym więcej mamy obowiązków, choć możemy sobie pozwolić na lepszy sprzęt i więcej płyt, plików. Dobrą robotę robią wszelkie małe odtwarzacze FLAC/MP3 - możemy muzykę zabrać ze sobą. Ale to znowu problemem bywa jakość - słuchawek, samego odtwarzacza. Nie ma też tej celebry jaka towarzyszyła samotnemu słuchaniu audycji radiowej, kiedy jednak miało się poczucie,że wraz z Tobą są setki słuchaczy, każdy w swoim domu, przy herbacie, z uchem przy Grundigu, Kasprzaku lub wpatrzony w swojego Amatora Stereo czy Toskę.   I muzyka jakaś inna wtedy była. Triumfy święciła New Wave of British Heavy Metal, New Romantic, klasyczna Szkoła Berlińska czy robotyczna muzyka z Dusseldorfu a nawet nowoczesne disco. Było to wszystko trochę bliżej ludzi. No i byliśmy młodzi...

Lord Rayden

Lord Rayden

 

Gdzie jest prawda o...Audio

Do tego wpisu zachęcił mnie przeczytany list od czytelnika, zamieszczony na stronie pisma HighFidelity. Rozbawiło mnie trochę zdanie : "Cieszy mnie Pańska pasja i zaangażowanie w polski rozwój audio, leję na takich patafianów „szukających ciemniej strony księżyca”, życzę samych sukcesów (..)" skierowane do Szefa HF . To znaczy,że ja i wielu innych Audiofanów zgrupowanych na AudioStereo i poza nim, jest brzydko określanych jako patafiany i olewanych ? Tylko dlatego,że nie zgadzają się z Panem WP ? Kultury trochę szanowny Panie ! Zwłaszcza,że jest Pan takim samym Audiofanem a może i Audiofilem jak My ! :). A list na który Pan pośrednio odpowiada był całkiem rzeczowy i merytoryczny (dotyczył poruszanej i na naszym forum kwestii "audiofilskich" kabli sieciowych i routerów).   Ale nie o to w tym chodzi. Ten list a także wiele dyskusji na naszym forum, pokazuje jak trudno znaleźć prawdę a może Prawdę (przez duże P) o Audio. Co tak naprawdę jest dobre a co gorsze a nawet złe ? Większość z nas powie,że prawdą jest to co słyszymy, kiedy już ustawimy sprzęt, wrzucimy płytę czy plik i muzyka zagra. Oczywiście. Ale zanim do tej prawdy dojdziemy, to jej szukamy. Często nie mamy warunków do przetestowania we własnym domu wielu egzemplarzy sprzętu. Odsłuchy w salonach audio są OK, ale w domu nie mamy takich warunków jak tam. Sięgamy więc po pisma audio, czytamy fora, blogi. Rozmawiamy z innymi Audiofanami. i mamy różne prawdy, często skrajnie przeciwstawne. Pisma zachęcają do zakupu elementów drogich - bo są najlepsze. I przekonują,że każdy element toru jest ważny i im droższy tym lepszy. Znajomi, forumowicze, blogerzy przekonują znowu,że pewne elementy toru audio jak kable, są mniej istotne niż np. akustyka pomieszczenia. Wielokrotnie rozmawiam na podobne tematy z Kolegą, realizatorem dźwięku. On i jemu podobni często śmieją się z hajendowych połączeń, podstawek, sieciówek itp. pokazując,że w studiach nagraniowych leżą pod podłogą kilometry budżetowych kabli, płyty nagrywa się często pod "ipoda" a nie dobry sprzęt a zasilające przewody są robione na miejscu i jak najtańsze.   Docieranie do Prawdy Audio jest więc drogą trudną. Jak zwykle okazuje się,że najlepsze jest to co sami wybraliśmy. I zawsze należy zachować pewien umiar. Jeśli nas stać, to zakup kabla za kilka tysięcy jest naszym wyborem i może będzie się nam wtedy lepiej spało. Byle nie pozbawiało to nas czy nasze Rodziny środków do życia. A może innej rzeczy, z której dla owego przysłowiowego kabla rezygnujemy ? Wycieczki, czegoś do mieszkania, samochodu... A jeśli nas nie stać na każdą fanaberię ? Nie załamujmy się. Przecież wcale nie wiemy czy ta drożyzna jest Prawdą do której warto dążyć za wszelką cenę . Może wystarczy nam sprzęt dobry, mieszczący się w naszym budżecie i dający zadowolenie z płynącej z niego muzyki. Nie musimy tez wierzyć do końca ani jednej (komercyjnej) ani drugiej (forumowej, koleżeńskiej) stronie. Mamy swój rozum, korzystajmy z porad umiejętnie. Zawsze nasze ucho i mózg będą ostatecznymi sędziami. Każdy człowiek jest inny i ma swoje preferencje.

Lord Rayden

Lord Rayden

 

Nowi ludzie, nowa muzyka, nowe sposoby jej odbierania - The End of the World ?

Przeczytałem sobie artykuł na HD-Opinie i trochę robi mi się dziwnie. Link do artykułu : http://hd-opinie.pl/14742,audio,muzyczne-serwisy-spolecznosciowe-nowy-model-konsumowania-muzyki-cz-1.html#more-14742. Na przykład taki fragment : "Nasz najnowszy artykuł poświęcony jest nowemu, nie boję się użyć w moim odczuciu adekwatnej nazwy, fenomenowi, jakim są muzyczne serwisy społecznościowe. To coś, co moim zdaniem całkowicie przeobrazi rynek muzyczny w najbliższych latach, będzie mieć wpływ na całą branżę – na artystów, wytwórnie, dystrybutorów oraz producentów sprzętu audio. Zresztą to się już dzieje, wystarczy popatrzeć na zmiany, jakie następują na rynku, na to jakie urządzenia trafiają do sklepów, na ogromny, niepohamowany wręcz wzrost popularności Lo-Fi (którego nie należy utożsamiać automatycznie z niską jakością, choć na pewno jest to opozycja w stosunku do HiFi… które z definicji ma na celu jak najdokładniejszą, najwierniejszą reprodukcję dźwięku, bez kompromisów). To właśnie mobilne, przenośne granie, te setki, tysiące słuchawek, docków, głośników, stacji muzycznych oraz technologie bezprzewodowego przesyłania dźwięku to dzisiaj siła napędowa całej branży. To się sprzedaje, to napędza popyt, to… idealnie dopasowane jest do zmian, które zachodzą w dystrybucji muzyki, do rosnącej popularności serwisów muzycznych" A więc dwie rzeczy grożą nam tradycjonalistom - zalew miernoty plastikowej, muzyka z telefonu plus brak normalnej dystrybucji plików, płyt na rzecz strumienia po prostu. Czyli czegoś ala własne radio. Ale to w ramach : "Mówimy o płatnych usługach, o pay-per-hear (wzorem znanego od lat pay-per-view), a to konkretny pieniądz o który warto powalczyć". Czyli jednym słowem nie mamy wcale kolekcji płyt, plików. zasysamy wszystko z chmury, za każde odsłuchanie pobierana jest opłata. Bo do tego to dąży. Artykuł w podobnym tonie przeczytałem nawet w Gościu Niedzielnym (,który nawiasem mówiąc pisze o dozwolonym zasysaniu muzyki już udostępnionej. Podobnie pisze ostatni Komputer Świat). a co z jakoscią ? No właśnie : "Jak na tym tle wypadają serwisy? Można powiedzieć, że nie najgorzej, pamiętając o wymienionych w poprzednim akapicie uwarunkowaniach. Nie ma cudów, „ze złej mąki nie będzie dobrego chleba”, jednak to co zostało przygotowane na odpowiednim poziomie nie porani nam uszu, nie spowoduje że będziemy mieli ochotę wcisnąć stop, względnie rzucić handheldem o ziemię. Muzyka skompresowana stratnie, zapisana w kodeku AAC 256kbps lub MP3 320kbps (stosuje się też inne rozwiązania, takie jak np. Ogg Vobis, jednak nie są one tak popularne jak wcześniej wymienione), pozwala na bezstresowe słuchanie na przenośnym sprzęcie, pozwala na konsumowanie dźwięków w domu ze stacji, mini wieży, bezprzewodowego głośnika. To jest właściwy adres, to właśnie na takim sprzęcie, w takich okolicznościach (gra w tle, gra jak się przemieszczamy, gra jak pracujemy etc) serwisy muzyczne z ich jakością sprawdzają się wyśmienicie. Nikt tutaj nie mówi o odsłuchu na kolumnach za kilka, kilkanaście tysięcy złotych, za pośrednictwem systemu wartego równowartość auta średniej klasy. Jak już ktoś nabywa takie precjoza, to niejako jest zobligowany do „nakarmienia” sprzętu materiałem o bezkompromisowej jakości"   Jak dotąd dostępne przez mojego NP30 stacje radiowe internetowe mają g...jakość. To nawet nie są MP3 256. Czyli my miłośnicy muzyki dobrej jakości mamy stać się dinozaurami ? A może skonfiskują nam w końcu nasze kolekcje legalnych płyt i plików bo przecież - mamy płacić za każde odtworzenie. Ewentualnie narzucą jakiś podatek, swoiste "bykowe" ?   Polecam artykuł Antoniego Woźniaka z HD-Opinie. (http://hd-opinie.pl/14742,audio,muzyczne-serwisy-spolecznosciowe-nowy-model-konsumowania-muzyki-cz-1.html#more-14742). Ciekawy temat do przemyśleń. Cytaty zaczerpnąłem z tegoż artykułu.

Lord Rayden

Lord Rayden

 

Audiofil a Audiofan

Kim jest Audiofan ? i dlaczego ma się róźnić od Audiofila ? Otoż wyjaśnię. Popularny do tej pory jest termin Meloman (z własnego widzimisię piszę te nazwy duża literą aby podkreślić ich znaczenie). Meloman to miłośnik muzyki. Jednak slowo to kojarzy mi się z miłośnikiem muzyki poważnej, opery. Meloman chodzi też na koncerty aby obcować z żywą muzyką. I niekoniecznie przejmuje się sprzętem z jakiego odtwarza muzykę, choć z reguły nie jest to empetrójka. Meloman lubi dobry dźwięk ale potrafi obcować z płytami z lat nawet 40-tych, nagraniami dawnych mistrzów, oper itp.   Kim jest więc Audiofan ? Otóż jest on miłośnikiem muzyki i pasjonatem sprzętu. W tej kolejności właśnie. Lubi dobrą muzykę ale swoją, to znaczy tą którą kocha, zna, która towarzyszy mu prawie wszędzie. I są to zarówno nagrania znakomitej i dobrej jakości w formacie HiRes, CD, Flac jak i MP3 (jeśli nie ma innej opcji). Interesują go nie tylko zwykłe nagrania ale i koncertowe bootlegi, często gorszej jakości. Różne rarytasy także. Powiecie,ze to zwykły fan jakiejś kapeli ? Jest nim zwykle, choć niekoniecznie. Z reguły Audiofan nie wydaje całej kasy na nagrania. Po prostu nie ma jej tyle. Audiofan lubi także sprzęt. Próbuje, podobnie jak Audiofil złożyć taki zestaw audio, który mu odpowiada. Często dość drogi. Jednak jego podejście do sprzętu jest nieco inne niż Audiofila. Audiofan testuje swój sprzęt na ulubionych nagraniach i niekoniecznie są to wydania audiofilskie. Są to płyty, które zna i lubi, podoba mu się ich brzmienie. Audiofan nie sięgnie raczej po płytę, która jest audiofilsko nagrana ale nie interesuje go dany wykonawca czy rodzaj muzyki. Nie będzie katował się słuchając szczegółów i nuansów wydań muzyki akustycznej. No chyba,że taką lubi. Nie sądzę, żeby Audiofan słuchał kabli, szczególnie zasilających :). Myślę,że zakupi sprzęt solidny, taki na jaki go stać i będzie z niego zadowolony. Audiofan zawsze na pierwszym miejscu postawi swoją muzykę i będzie się starał aby słuchać jej w dobrych warunkach i na dobrym sprzęcie. Ale to będzie muzyka a nie słuchanie sprzętu non stop.   Czy Audiofan może stać się Audiofilem ? Oczywiście,że tak. Nie wiem czy wyjdzie to na zdrowie jego portfelowi :) .

Lord Rayden

Lord Rayden

 

Nowa zabawka ;) Cambridge Audio Sonata NP30

Jestem trochę spłukany. Po zakupie w tym roku DACa, tabletu z Biedronki ;), telefonu z Androidem (Note), planowałem jeszcze audiofilski odtwarzacz HiFiman 601 slim . Maluch powędrował jednak do planu zakupów na 2013 rok, bo na stronie Cambridge Audio pojawił się wpis,że odtwarzacze strumieniowe NP30 i SM6 zyskały (po upgrade firmware) GAPLESS !!! Gdyby nie brak tej funkcji, zapewne byłbym już rok temu posiadaczem Marantza N7400, urzekającego wyglądem i funkcjonalnością. Taki porządny kawał sprzętu. Co prawda jako DAC ma pewne wady (po USB tylko 24/96) ale w końcu po co inne źródło muzyki, kiedy ma się strumieniowca.   Ale gapless nie było i nie ma. Nie było go też w innych ciekawych produktach : Pioneer N50, Denon 720, Cambridge Audio NP30 i SM6, NAD C446. Pojawił się w pewnym momencie ProJect Stream Box - ten był obiecujący : gapless, pliki 24/192, obsługa pendrive i sieci, WiFI, UPnP, niezły display.Cena jednak spora, a ja miałem już DACa Cambridge Audio i słuchałem muzyki z nettopa Acer.   Zawsze jednak było jakieś "ale" : A to konieczność odpalania telewizora (monitora) do obsługi playera, brak obsługi pilota pod Linuxem (Kolega nie miał czasu na pełną konfigurację). Planowaliśmy nawet mały display do niego, kupiliśmy i ....leży w szafie. Kiedy dowiedziałem się o gapless , którego obsługę Cambridge Audio dodało w playerach NP30 i SM6, dostałem lekkiego kręćka, przekonałem Żonę (to nie było trudne, bo Ona rozumie moje pasje, tylko czasem stara się mi uświadomić, że za bardzo szaleję :) Zastanawiałem się nad SM6 ale do tego musiałbym sprzedać DAC bo bez sensu byłoby podłączanie dwóch identycznych układów do siebie. A sprzedać sprzęt łatwo nie jest. Wziąłem więc NP30 z przekonaniem,że swoim DACkiem wewnętrznym (też Wolfson WM8728) nie pogra u mnie tylko połączę go z DacMagic Plus.   No i mam CA NP30 w domu, 10 dni na testy, taniej niż katalogowo [dzięki firmie ze Szczecina ;) ]. Pierwsze spostrzeżenia :   - jest gapless - sprawdzone na płycie Tangerine Dream - Zeitgeist (live 3CD 2010) i Klaus Schulze - Are You Sequenced? - odtwarza pliki z pendriva sformatowanego w NTFS oraz dysku twardego 3,5 cala (NTFS). Ten ostatni z własnym zasilaniem. - współpracuje z programem Stream Magic zainstalowanym na telefonie Galaxy Note z systemem Android 4.0.4 . Bardzo wygodne, duża pomoc w obsłudze. Telefon po WiFi, NP30 po kablu. - pilot OK. - współpracuje z Twonky Media Server (UPnP). Niestety jest to program płatny. Widzi też XBMC Eden w któym włączono opcje UPNP ale nie widzi żadnych udostępnionych bibliotek. Ciekawe dlaczego. XBMC jest darmowy. Może to kwestia konfiguracji XBMC - gra podpięty po SPDIF COAXIAL do CA DacMagic Plus - odtwarza flacki zwykłe i 24/96 - zagrał mi FLACa 24/192 po Sieci ale wolniej niż normalnie. - zanim zagra pierwszego FLACa z USB, wczytuje go chwile (Loading) - display można lekko przyciemnić. Sprzęt stosuje "przewijanie" nazw zespołów i utworów, nie ma żadnej grafiki. - niestety NP30 nie obsługuje "przewijania" tracków - opcji zwykle obecnej w CDkach i magnetofonach a także programach typu Winamp,Foobar2000, DeadBeef. Można tylko skakać do następnego tracka albo poprzedniego. Szkoda, mogliby nad tym pomyśleć. Filmy na odtwarzaczach da się przewijać choć nie zawsze.   Co do obsługi - display pokazuje drzewko katalogów, po wybraniu i włączeniu utworu mamy informacje o pliku - z tagu (o ile jest) plus nazwa pliku, czas, dane o rozdzielczości (np. FLAC 24/96). Nieźle w obsłudze sprawdza sterowanie telefonem z Androidem. Na LCD telefonu widać całe nazwy (na niebieskim tle), jest całe menu - można wejść w USB, UPnP, radio , podcasty, Widać parametry odtwarzanego pliku. https://play.google.com/store/apps/details?id=com.audiopartnership.streammagic.   Radio internetowe - można skorzystać z tej strony http://www.stream-magic.com/ i wybrać ulubione stacje - pojawią się w odtwarzaczu (jesli jest właczony do Sieci). Radio to dla mnie tylko ciekawostka. Słabe bitrate, mało stacji nadających muzykę elektroniczną, wiecej jest ambientu, techno. W NP30 zaprogramujemy 20 Presetów czyli 20 stacji radiowych. Programowanie stacji z poziomu odtwarzacza jest bardziej żmudne. Wiadomo, display nie mieści długich nazw. Wpisywanie nazw z pilota też trwa dłużej.   Brzmienie - za wcześnie mi oceniać. Słuchałem dopiero jeden wieczór. Na początku było dość ostre ale po kilku minutach ustabilizowało się i złagodziło. Ogólnie jest to brzmienie DACMagic Plusa. Player mniej daje od siebie, Ale czeka mnie porównanie z komputerem.   Dalsze wrażenia wkrótce...   Mam jeszcze pewne spostrzeżenia co do obslugi systemu : Kandy K2+DMPlus+NP30+HDD 3,5 cala z zasilaczem. Z pozycji może "leniuszka". Całego systemu nie da sie obsłużyć pilotami. Brakuje takowego w DACu. NP30 można uśpić, podobnie Kandy K2. DACa trzeba już właczyć ręcznie z guzika, podobnie HDD. Czyli trzeba "ruszyć tyłek" do sprzętu. Oczywiscie kupując SM6 miałbym komfort jednego pilota do DAC/PLAYER ale jak już pisałem, musiałbym sprzedać DACa, pewnie bym na tym stracił kasę.   Porównując parametry NP30,SM6 i Stream Box ProJecta, widzę przewagę Boxa - odtwarza FLACe 24/192. Nie ma tego wiele ale mam trochę takich vinyl ripów. Poza tym ma ładniejszy display, wyświetla grafikę no ale to akurat mało ważne. Ripy z vinyla 24/192 trzeba puścić na DAC z komputerka.   Słuchając muzyki za pośrednictwem NP30, potwierdzam,że jego brzmienie to raczej brzmienie DAC Magic Plusa, do którego jest połączony po SPDIF. Przetestowałem również,że dobrze wychodzi mu współpraca z serwerami UPnP : Twonky pod Windows i MediaTomb pod Linuxem. Twonky jest w konfiguracji prostszy, MT trochę zawiły i długo wczytuje bibliotekę (ale tylko za pierwszym razem). Nie udało mi się skonfigurować XBMC jako serwer UPnP. NP30 nie widzi jego biblioteki z muzyką.

Lord Rayden

Lord Rayden

 

Zasilacze a sprawa Audio(fańska)...

Jednym z wątków na forum Audiostereo są zasilacze. Impulsowe i liniowe. Te pierwsze są powszechnie dołączane do DACów jako proste i tanie rozwiązanie (Made in PRC) i równocześnie potępiane przez Audiofili. Zarówno tych z Wielkich Magazynów Audio jak i tych z naszego forum. Drugie mają być "lekiem na całe zło" . Mają poprawić dźwięk czyli dać więcej przyjemności z słuchania muzyki.   Obracam się jednak w środowisku elektroników praktyków i dźwiękowców. Taka praca. Niektórzy są również fanami muzyki. W większości przypadków reprezentują jednak postawy praktyczne i inżynierskie. Kable ? Inne zasilacze ? Wątpią aby to coś dało. Przykład z kablami. W zestawie stereo ma ktoś kable za setki złotych za metr. I je słyszy, słyszy zmiany. Tymczasem, jak tłumaczy Kolega, zarówno w reżyserce dźwięku w TV jak i w studiach nagraniowych, leżą dziesiątki metrów kabli, kupowanych na szpule, nie najdroższych. To przez nie przechodzi sygnał dźwiękowy, z mikrofonów, wzmacniaczy, do stołów mikserskich, na magnetofony lub prosto w trzewia komputerów. I co ? i jest dobrze... Z zasilaczami podobnie. Tłumaczą mi - liniowe na pewno są lepsze bo trwalsze, mniej się psują. Są jednak ciężkie (transformator), grzeją się, sprawność to 50 - 70 procent. Impulsowe są mniejsze, mają większą sprawność (80 procent) i wydajność, mniej się grzeją. Ale jak mówi większość Audiofili - dźwięk, przy ich zastosowaniu jest uboższy. Właśnie, może nie gorszy a uboższy.   Patrząc ze strony Audiofila, wszystkiemu winni są księgowi czyli koszta. Nie dają fanom tego co oni chcą, bo chcą aby urządzenie przynosiło większy zysk przy mniejszych kosztach. Tak więc dodany zasilacz podniósłby koszt, przeniósł urządzenie do innej klasy cenowej, albo zmniejszył zysk. Nawet jeśli zabieg taki dałby prawdziwe lub "wirtualne" zadowolenie kupującemu. Z drugiej strony wsadzenie do wnętrza DACa zasilacza, powiększa obudowę, trzeba chłodzenie poprawić, ciepło odprowadzić, ciężar urządzenia rośnie. i nie zawsze daje dobry PR (Asusowi Xonar Essence One to na naszym forum nie pomaga, oj nie pomaga...).   Pozostaje dokupić zasilacz zewnętrzny, nieautoryzowany. I tu mamy schodki. Jednym z nich jest gwarancja. No ale jak dobrze zrobiony to krzywdy DACowi nie zrobi. Drugą sprawą jest w naszych warunkach, zawsze to samo. CENA. Audiofilskie zasilacze są po prostu drogie. Te z bratniego Izraela to jakieś półtora kzł, te nasze koło 5, 6 stów. Sporo. No ale i tak mniej niż ten z Ziemi Świętej. Na eBayu widziałem też takie do 1000 zł . Cóż, w tematyce Audio, kasa odgrywa znaczna rolę.   Pozostaje więc przekonać się nausznie, czy warto wydać kasę. I tu mamy światełko w ciemności. Nasz forumowy Kolega, znany doskonale, wytwórca zasilaczy, stosuje nowoczesny marketing i umożliwia testy domowe. Możemy więc przekonać się sami o słuszności naszego wyboru w cenie przesyłki. I to jest dobre. Oby Klienci też stanęli na wysokości zadania i nie zawiedli zaufania jakimi producent ich obdarza.   P.S. Są i inni tacy sprzedawcy. I bardzo dobrze.

Lord Rayden

Lord Rayden

 

Dlaczego Muzyka Elektroniczna (EL MUZYKA) ?

"Muzyka elektroniczna, sekwencyjna, wariacyjna...nie wiem co się za tym kryje" - skoro sam Jerzy Kordowicz z radiowej Trójki nie wiedział, skąd ja , biedny Audiofan mam wiedzieć :) . Ale wiem jedno - kocham tę muzykę, słucham jej, stare płyty odkrywam na nowo. Oczywiscie mam na myśli klasykę elektroniki, w moim przypadku raczej to co określano w latach 70-tych "ROCKIEM ELEKTRONICZNYM" a często Szkołą Berlińską. Tangerine Dream, Klaus Schulze, Ashra, Manuel Goettsching czyli "Ojcowie Elektronicznego Rocka" i ich następcy : Mark Shreeve (Redshift), Keller i Schonwalder, Rainbow Serpent, Thomas Fanger, Ron Boots, Ian Boddy i wielu innych.   Skąd u mnie to zamiłowanie do tego rodzaju muzyki ? Nie wiem. Po prostu "Lubię To" ! ;) . A może lubię dlatego, że jak mi się wydaje elektronicy zwykle nie chcą mi nic wprost narzucić. Grają dla mnie, mówią do mnie pejzażami, przestrzenią, czasem rytmem, sekwencjami. Zbliżają mnie do Kosmosu a równocześnie do ludzkiego wnętrza, potrafią rozbawić, rozruszać, przestraszyć, zasmucić. Robią to zwykle bez słów (choć bywają takie płyty jak Tyger Tangerine Dream z wokalem), głos ludzki jest u nich czasem dodatkowym instrumentem (Klaus Schulze - płyta Dosburg Online). Nie narzucają mi swoich przemyśleń, zawartych w poezji tekstu. Jako fan filmów i literatury SF odpowiada mi ten rodzaj muzyki, sugerujacej oglądanie odległych Galaktyk.   Muzyka elektroniczna zwraca się do mojego wnętrza. Tego głębszego, do duszy. To nie jest tylko rozum, poglądy, jakieś idee. To po prostu Muzyka.

Lord Rayden

Lord Rayden

 

Wielcy Artyści, gwiazdy rokendrola..

W historii muzyka towarzyszy człowiekowi od dawna (od zawsze nie zaryzykuję). Zmieniają się instrumenty, mody,a muzyka gra.   Zacząłem zastanawiać się nad taką rzeczą - w dość odległych czasach muzycy żyli głównie z "koncertów" czyli występów. Minstrele, dziadowie lirnicy, bajarze - raczej poślednia nacja, choć często sławna i uwielbiana. Ale jako całość nie był to towarzyski HiEnd, wyjąwszy rycerz parających się poezją. Potem było już lepiej, muzycy zaczęli normalnie pracować, byli zatrudniani, ich muzyka zaczęła być zapisywana (partytura) aby inni mogli ją odtworzyć. No i powoli się zaczęło. Artyści stawali się "bogami" dla mas. Mozart, Chopin są dobrymi przykładami. To zjawisko trwa do tej pory a apogeum osiągnęło w XX wieku, dzięki rozwojowi mediów i możliwości zapisu dżwięku.   Muzycy z warstwy pośledniej a później z klasy pracującej, przenieśli się do klasy wyższej, osiągając status ARTYSTÓW i co gorzej celebrytów. I kto za to płaci ? Pan płaci, Pani płaci...   Obok muzyków, podczepiają się pod ich zyski producenci, menadżerowie i inni mądrzy i sprytni ludzie. Muzyk to już nie tylko koncerty ale płyty, filmy, zapisy DVD/BD występów, gadżety (patrz boxy Pink Floyd z kulami szklanymi, szalikami, starymi biletami).   Z drugiej strony my odbiorcy chwyciliśmy za "broń" aby muzyka nie kosztowała nas tak wiele : nielegalne tłoczone winyli, kasety magnetofonowe, płyty CDR, pliki audio.... Producenci "opiekujący" się artystami, zaprzęgli do walki z Nami prokuratury, policję, rządy, porozumienia ponadpańśtwowe. Podchody trwają, podziemie kwitnie...   Mogę wysnuć wniosek,że z muzyki Artysty żyje już zbyt wielu ludzi, aby mogła ona być sprzedawana tanio. Łańcuszek współpracowników i pośredników jest długi. Dodatkowo sami artyści, uwierzyli,ze każdy z nich musi być Artystą - mieć dłuższą limuzynę, liczne domy, apartamenty, samoloty, samochody i żyć jak odpowiednik dawnej arystokracji. Bańka mydlana ich marzeń rośnie szybko.   Jak to pogodzić z portfelami fanów ? Pewnie już nigdy nie da się tego do końca zrobić. Tańsze płyty to mniejsze zarobki łańcuszka pośredników. Może prawdziwe wprowadzenie plików, skrócenie drogi od muzyka do odbiorcy poprawią nieco sytuację. Ale pewnie tylko trochę, bo musiałaby zmienić się mentalność. Tolerować mniejsze wpływy kasy za jednorazowy zakup w zamian za większe wpływy z ilość kupujących. Jakieś abonamenty internetowe, sklepy z plikami HiRes za które warto zapłacić (dobry mastering), liczne bonusy. To już trochę widać. No i część muzyków, musiałaby "znormalnieć" i przyjąć do wiadomości,ze mogą mieć dwa domy a nie pięć.   Czy to wygasi darmowe "zasysanie" muzyki ? Pewnie nie całkowicie. Ale mając do wyboru , w miarę tanie pliki hires swojego ulubionego artysty, wraz z bonusami i męczenie się nad poszukiwaniem plików z gatunków "nielegal", może lenistwo da dobre wyniki ?   No a my Polacy musimy zacząć więcej zarabiać :)

Lord Rayden

Lord Rayden

 

Subiektywnie o DAC Magic Plus

Dlaczego subiektywnie ? Bo go sobie kupiłem ;) . I to w opcji, której sam nie doradzam nikomu : w ciemno. Zakochałem się w parametrach, wyglądzie, znalazłem taniej i... zamówiłem przez Internet. Wiadomo - 10 dni na zwrot. Stąd rozpakowywałem go jak saper minę. Ostrożnie.   Sam wygląd atrakcyjny - czarne pudełeczko, wyższe i dłuższe od Beresforda Caimana, mojego poprzedniego DACa. Skąd pojawił się w mojej głowie - ano poprzez asynchroniczne USB na pokładzie. Rozważałem różne opcje - zakup Firestone Redkey do mojego Caimana, który dzięki temu zyskałby odtwarzanie 24/96 na drodze Acer Nettop (WY USB) -> (WE USB) Firestone Redkey (WY SPDIF COAXIAL) - (WE SPDIF COAXIAL) DAC Beresford CAIMAN. Acer ma tylko USB i Toslink. Zaś Caiman po USB przyjmuje tylko 16/48. Zmianę systemu na Windows na Acerze (jest tam Linux) i zakup M2TECH HiFace (24/192). W sumie podobna opcja co Firestone RedKey tylko droższa. Potem zwróciłem uwagę na nowe DACe.   Myślałem nad Asus Xonar Essence One ale ceny nie były korzystne (choć kusił spory zasilacz w środku, taki audiofilski), w końcu zaufałem firmie z tradycjami : Cambridge Audio o nabyłem ich nowy produkt DAC Magic Plus. Parametry na papierze rozkładają - po Wolfsonie 8740 na kanał, filtr cyfrowy ADSP21261 DSP , asynchroniczne USB 24Bit/96kHz usb 1.0 lub usb 2.0 z ASIO/tryb kernel streaming. Trochę bałem się, czy mój Linux Ubuntu rozpozna DACa przełączonego w tryb USB Audio 2.0. Po upgradzie Ubuntu do 11.10, zobaczył. Do CA przekonało mnie też wyjście słuchawkowe (podobnie jak w Beresfordzie), dzięki czemu nie muszę kupować oddzielnego wzmacniacza słuchawkowego.   Wreszcie mam możliwość odtwarzania plików 24/192 przez USB. To nic ,że większość mam ze swoich CDków 16/44. Jakiś VinylRip zawsze się znajdzie. Trochę zdziwiło mnie,że upsampling do 384 kHz jest "przymusowy". Asus Xonar Essence One ma możliwość wyłączenia tego. CA DMPlus nie. Ale w sumie nie szkodzi. CA spodobał mi się od pierwszego dźwięku. Gra jak mi się wydaje swobodniej od Caimana, od razu tak jak lubię, szczegółowo i analitycznie. Jak się wyraził kiedyś mój Kolega Krzysiek (realizator dźwięku w TV) - co tu gadać o dźwięku - podoba się albo nie. :) . No niektórzy umieją parametry odsłuchu ubrać w piękne słowa. Ja kiedyś pisałem niezłe recenzje płyt z muzyką elektroniczną. Więc pewnie wypowiedzi słuchaczy mogą przybliżyć dźwięk danego urządzenia innym. Mnie dźwięk CA Plusa podoba się, niezależnie czy mówi do mnie po cichu czy głośno. Wydaje mi się, jakby DAC wyostrzył nieco dźwięki, za które odpowiada przecież brzmiący dość analogowo i ciepło Roksan Kandy K2.   W DacMagic Plus przydałby się może prosty pilot, do obsługi źródeł cyfrowych, zmiany filtrów, wyłączania, zmiany głośności w trybie pracy jako przedwzmacniacz dla źródeł cyfrowych czy do podkręcania głośności na słuchawkach. Mógłby też we współpracy z komputerem sterować zmianami utworów w Foobarze (chyba Audiolab ma taką możliwość). Nie mam opcjonalnego dongla Bluetooth - wolałbym odbiornik WiFi, nawet doczepiany po USB. Granie przez WiFi z tabletu ? Czemu nie..   Pożegnałem więc Beresforda Caimana, z nutką żalu jak dobrego kolegę. Niech uprzyjemnia odsłuch innej osobie, tak jak dobrze grał dla mnie. A Gwiezdna Wędrówka (Star Trek) trwa nadal. Na krańce Galaktyki Elektronicznej z nowym okrętem ze stoczni Cambridge Audio...Tam gdzie nie dotarł żaden słuchacz :)

Lord Rayden

Lord Rayden

 

Do czego to wszystko zmierza ? (dostarczanie muzyki)

Od dawna możemy kupować płyty CD. Od niedawna w sumie możemy kupować pliki - lepsze (FLAC) czy MP3 (gorsze). Ale jakoś Systemowi to nie wystarcza. Jednak w ten sposób nam coś dają. Co możemy odsprzedać (taniej), lub dać komuś innemu (zgodnie z polskim prawem najbliższemu otoczeniu możemy). no ale wtedy ten obdarowany nie kupi już pliku od koncernu. A to "strata", krótsza limuzyna, mniej kokainy (to może w ekstremalnych przypadkach) ;), mniej rezydencji, mnie nowych partnerów... Trzeba więc coś wymyślić. Tak aby w sumie kupującemu było lepiej (albo żeby mu się wydawało,ze ma lepiej) a równocześnie aby go jakoś ograniczyć.   Są radia internetowe (bezpłatne) ale o marnej jakości. Ale można przenieść przecież użytkownikowi muzykę do "chmury" (cloud). Na początek może wrzucać tam własną. Ma wtedy dostęp do swojego zbioru na wakacjach, w biurze, samochodzie. Tylko mieć odpowiednie łącze (LTE ?). Ale przecież można również sprzedać użytkownikowi muzykę z chmury. Nie musi jej ściągać, może ja kupować do odsłuchu. Centa za każde przesłuchanie utworu, może abonament jakiś, konto premium, zniżki. Ale płać cały czas. Przenośne empetrójki będą mogły zawierać tylko minimum pamięci na zassany z Sieci utwór (bufor). Zarabiać będą także dostarczyciele Internetu mobilnego i stałych łącz. Łącza się poszerzają. Można przecież streamować muzykę bezstratną (wspomina już o ty w wywiadzie dla HiFi Choice Ken Ishiwata. Odpada kolekcja płyt, twardych dysków , zajmujących miejsce w domu (a żony tego nie lubią). No i chmurką łatwiej "sterować", to co niszowe niekoniecznie ma większe szanse....   Czy tak będzie ? Możliwe :)   (podziękowania dla Kolegi Krzysztofa za podsunięty temat do rozmyślań).

Lord Rayden

Lord Rayden

 

Obsesja na punkcie GAPLESS ?

Od kiedy zacząłem interesować się bardziej słuchaniem muzyki z plików, problem "gapless' czyli odtwarzania muzyki bez przerw między utworami (naturalnie tam gdzie jest to konieczne) zawsze mnie interesował. Jestem fanem muzyki elektronicznej - tej klasycznej, tradycyjnej. To najczęściej długie, rozbudowane utwory, stąd na płytach są ich z reguły po 3, 4 góra. Często - ja kw przypadku płyty Klausa Schulze "Are You Sequenced?" płyta jest całością, choć jest podzielona na poszczególne tracki. Jeżeli chcemy posłuchać fragmentu płyty to nic, ale słuchając całości, przerwy drażnią uszy.   Stąd moje zainteresowanie odtwarzaniem płyt bez przerw. Czyli GAPLESS ;) . Jak do tej pory nie ma z tym problemu w playerach komputerowych (Foobar, DeadBeef). Człowiek jednak jest leniwy i szuka czegoś, co mógłby obsłużyć pilotem i bez włączania ekranu monitora. Niestety jak do tej pory, nie ma 100 procentowej pewności,ze któryś sprzętowy odtwarzacz FLAC, obsługuje gapless. A szczególnie te tanie. Tak więc nie ma mowy o tym w przypadku Denona DNP-720, Pioneera N30, słynnego Marantza NA-7400 (można go stosować jako DAC), Cambridge Audio N30, NAD C466 Szkoda. Podobno jest to już zaimplementowane w drogiej Yamaha NS 2000 ale ta znowu ma inne ograniczenia. Pojawia się światełko w tunelu : Pro-Ject Streamer Box. jest jednak dość drogi, powyżej 3000 zł i w mojm przypadku nieco zbyt rozbudowany ! Ma bowiem DAC, którego ja nie potrzebuję (bo go mam). Wystarczyłoby mi aby nie miał wyjść analogowych a jedynie cyfrowe SPDIF do połączenia z zewnętrznym DACem. No i bez WiFi a w ograniczonej wersji nawet bez LAN (jestem zwolennikiem odtwarzania plików z HDD, pendrive). Jak dowiaduję się jednak PJ SBox obsługuje FLACki tylko do 96 kHz (info z ostatniej chwili - update firmware pozwoliło na obsługę FLAC do 192 kHz.), nie obsługuje NTFS na nośnikach zewnętrznych. Nie może też służyć (tak jak Marantz NA 7400) równocześnie jako DAC dla urządzeń zewnętrznych (komputery, CD). A więc za podobną cenę jest mniej uniwersalny, choć ma pożądaną cechę - gapless.   Jednym słowem pożądana byłaby wersja "odchudzona". Kosztująca 2000 zł i może wyglądająca bardziej jak wąski Denon. Tak więc czekamy na prawdziwe urządzenie odtwarzające FLAC z gapless i NTFS i niekoniecznie wyładowane mniej potrzebnymi opcjami. Chociaż może tylko mnie one są niepotrzebne ? :)

Lord Rayden

Lord Rayden

 

Dlaczego nie lubię fonów, fejsów... ?

Jakoś tak to odczuwam. Nie lubię wszędzie obecnego Facebooka. Choć na Naszej Klasie byłem i chyba nawet mam tam konto. NK była fajna w swoim prymitywiźmie. Szukało się Kolegów z dawnych szkół, odbywały się ciekawe spotkania po latach. Oglądało fotki znajomych. I nie było to nachalne. Ale wszedł FB i zaczął rządzić życiem ludzi. To mi nie odpowiada. Ale są i minusy. Audio - minusy. Na Dezeera (muza z Sieci) można zapisać się tylko z FB. Dziękuję , postoję !   iPhone,iPad,iPod - w nich znowu denerwuje mnie polityka Apple. Że mając tą zabawkę jesteś kimś wyjątkowym, za co musisz słono zapłacić. A równocześnie sprzęt ma ograniczenia techniczne, narzucone przez firmę Apple. Nie dlatego,że się nie da tylko dlatego bo takie mamy widzimisię. I te iTunes... Jakby nie można było wrzucać plików jak na pena ;) . Ale jeszcze coś mnie wkurza. Każdy sprzęt, szczególnie ze średniej półki ma : - wejscie słuchawkowe na iPoda - wejscie USB na iPoda - możliwość sterowania iPodem, iPadem - oprogramowanie dla iPada, iPoda - udostępnianie muzyki Masz poważny sprzęcior, ważący kilogramy a streamujesz muzykę z białej zabaweczki.. Jak się czyta recenzje, to zależność od Apple jest chyba dla recenzenta najważniejsza. Wiem,że na Zachodzie każdy ma Jabola ale...No nie wiem.   Mam nadzieję,ze nie będziemy sterować amplitunerami przez Facebooka :)

Lord Rayden

Lord Rayden

 

Jak łatwo zostać gadżeciarzem..

Coraz bardziej podejrzewam,że mam w sobie coś z gadżeciarza. Chodzi o gadżety grubszego kalibru i z reguły jest to audio (i video). Może to wina faktu,że mam wykształcenie techniczne, kształciłem się w czasach kiedy komputery wchodziły na arenę (czasy Spectrum i C64). Proces wzrostu gadżetomanii trwa latami, a dość długo nie miałem bariery w postaci własnej Lady, która potrafiłaby mnie powstrzymać. Jedyną barierą są zarobki i inne potrzeby, na które trzeba zbierać kasę. To powoduje,że obraca się w dłoniach każdą złotówkę ,pilnie nadsłuchując odgłosów z gór dalekiej Szkocji (czy czcigodni przodkowie nie przewracają się w grobach, przy zbytnich wydatkach).   Człowiek zaczynał od zestawów audio i starał się na miarę możliwości aby były to nie plastikowe wieże ale zestawy : amplituner, magnetofon, gramofon. No tak, to początki audiofilii a nie gadżetomanii. Ale w "audiofilii" (w cudzysłowie bo nie stać mnie na Audiofilię przez duże A) też jest sporo gadżetomanii. Czasem coś się po prostu podoba, choć nie jest konieczne w zestawie. Czasem tego nie słyszysz (np. inny kabel USB czy interkonekt w danej konfiguracji) ale uważasz ,że "może będzie lepiej" z danym ustrojstwem. No i zaczyna się liczenie pieniędzy. Chyba duża rolę odgrywa psychika.   Inny objaw gadżeciarstwa to chęć zakupu droższej przenośnej empetrójki (albo flakówki bo słucha się formatów bezstratnych). Choć słucham poza domem mało bo to i tramwajem mało się jeździ i na spacer to z Żoną i Jej się słucha a nie muzyki. A ! No i to wieczne pragnienie posiadania Playstation 3, choć nie gra się w gry (ale rym wyszedł ;) ]. I chęć posiadania nowego amplitunera (choć od efektów 5.1 wolę stereo i muzykę, a w filmie ważny jest dla mnie obraz, dźwięk mniej).   I tak jakoś leci...

Lord Rayden

Lord Rayden

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.