Skocz do zawartości
arkadowski

Pink Floyd, Gilmour, a może Waters?

Rekomendowane odpowiedzi

Często spotykam się z podziałem wśród słuchających Pink Floyd na tych, co preferują tylko początek ich twórczości z tymi, co zdecydowanie wybierają wszystkie płyty ale z ich późniejszego okresu twórczości.

Spotkałem się z podziałem częstym na tych co do "ściany" z tymi co słuchają wszystkiego od "ściany".

O tym, że spora grupa dodatkowo rozdziela wymienionych powyżej na "swoje brzmienie" i "nie moja bajka" zapewne też wszystkim jest wiadomo.

Jestem ciekaw jak wygląda ta sprawa na Forum AS i Szanownych Kolegów, którzy doceniają Pink Floyd oraz Watersa i Gilmoura.

 

Ze swojej strony by wrzucić pierwszy kamyk do tematu - Waters w Pink Floyd jest dla mnie ważną postacią, jednak w jego twórczości muzycznej poza PF jakoś nie do końca znajduję to wszystko, co np. wnosi słuchanie Gilmour'a.

Poświęcając swoje zycie na słuchanie muzyki dzielę ze złamanym sercem ten czas, wiedząc że nie da rady człowiek słuchac kilku rzeczy w jednym momencie pomiędzy albumy:

The Endless River, Rattle that Lock, Wish You Were Here, A Momentary Lapse Of Reason a album David Gilmour…Davida Gilmour'a.

 

 

 

Jestem ciekaw Waszych opinii w temacie jak i podzielenie się informacją co do tego, jaką cenicie najbardziej płytę obejmująca tematykę PF, Watres'a i Gilmour'a.

Edytowane przez MrArkowski

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W sumie to "od ściany" za dużo nie ma do słuchania...raptem 3 płyty, bo Endless River nawet nie liczę.

Ja nie dzielę Floydów w ten sposób. Słucham wszystkiego co nagrali i cenię również.

Chociaż nie da się ukryć, że dla większości z nas (w tym też dla mnie) najlepszy okres to ten między 1973, a 1979.

Ja bym nawet napisał, że 1970-1979, włączając Atom Heart Mother i Meddle, bo to również bardzo zacne dzieła.

Będą też tacy, którzy napiszą, że tylko z Sydem Barrettem, tudzież może ten pierwszy, bardziej psychodeliczny do Ummagumma.

 

Solowo wolę Gilmoura niż Watersa, chociaż tak naprawdę jeden i drugi w mojej opinii nagrali tylko po jednej bardzo dobrej płycie:

Gilmour - pierwszą, a Waters - Amused to Death.

Nie należy zapominać o świetnym debiucie Ricka Wrighta: Wet Dream...dla mnie chyba jednak ta płyta to numer jeden ze wszystkich solowych dokonań PF.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ciekawe spostrzeżenia, bo osobiście nie "zaglądałem" swoim uchem w temacie debiutu Rick'a W.

Amused To Death po przesłuchaniu 2 krotnym trafił…bez przekonania na półkę (wiem, dziwne).

Za to właśnie rozpływam się w brzmieniu The Endless River i The Division Bell. Na tej ostatniej oczarowało mnie High Hopes i Marooned.

Kompletnie oderwane od tego, co znamy z płyt Pink Floyd…ukazujące jak muzyka zmieniła się wraz z tymi, którzy ją tworzyli.

Dla przeciwwagi z Meddle One Of These Days i Echoes, które mozna słuchac godzinami (subiektywnie).

W Echoes mozna sie rozpłynąć i odlecieć…wybijając rytm ;)

Edytowane przez MrArkowski

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla mnie najlepsze płyty PF to dzieła tandemu Waters / Gilmour. Perfekcjonizm i teksty Watersa w połączeniu z umiejętnościami Davida, to jednak najlepszy okres PF. Obie płyty po odejściu RW (bo endless nie liczę) są bardziej w stylu solowych płyt Davida, chociaż jest kilka kawałków odwołujacych się do lepszych czasów. Ani Gilmour, ani RW nie przekonują mnie solo. Chociaż RW nagrał naprawdę zacne dzieło (Amused), to jednak czuć, że z Gilmourem mogłoby być lepiej ;)

Edytowane przez AmusedToDeath

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, Pink Floyd na pewno warto zaczynać od początku, czyli od Pipera, bo wtedy ma się na bieżącą pogląd jak zespół się rozwijał. Piper at the Gates of Dawn to także największe osiągnięcie Floydów. Po odejściu Syda Barreta ten zespół bardzi wiele stracił i trochę czasu minęłlo zanim udało się im pozbierać. To właśnie geniusz Syda Barreta wypromował Floydów. Warto też z tego okresu posłuchać Careful with That Axe, Eugene, to chyba najciekawszy utwór PF w ich historii. Warto też zapoznać się z Moore, by osłuchać jak PF gra czystego hard rocka (The Nile Song i trochę słabszy Ibiza Bar)

 

Ja tak naprawdę zacząłem słuchać PF od Atom Heart Mother , i to jest właśnie ich moja ulubiona płyta, taka płyta- łącznik łącząca ich dokonania z wczesnego okresu z tymi co mają nadejść. Tam jest już rock progresywny ale i dużo psychodelii.

 

No i co tu powiedzieć, PF skończył sie na Animals.

Albumy pod przewodnictwem Watersa a potem Gillmoura nie bronią się jako całość, a tego się wymaga od zespołów pokroju PF.

Endless River potraktowałem z kolei jako ciekawostkę.

 

kulawy24

Edytowane przez kulawy24
  • Lubię to 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość bartosz_55239

Za to ją bardzo lubię Animals. Dogs to dla mnie jeden z najlepszych kawałków Floydow.

  • Lubię to 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam. Osobiście uważam ze podział od do Ściany jest nietrafiony gdyż PF przestało istnieć po Ścianie. Ja dziele ich na okres przed DSOTM i po. Osobiście preferuje wszystko co nagrali przed Ciemna strona. A najbardziej sobie cenie bootlegi dla Bbc. Studyjna jakość dźwiękowa. Granie na zywo a to kwintesencja Floydów. Można poznać jak się rodziły pewne dzieła oraz genialne pojedyncze utwory które nigdy nie weszły na LP gdyż nie pasowały do kontekstu albumu. Mam chyba 9 bootlegów z lat 72 do 75 gdzie można idealnie zobaczyć rozwój samego Dark side. Co kiedy na co się zmieniało. W Japonii np.w 72 mamy wersje ze wzmożoną aktywnością organów. Rick gra praktycznie wszystkie sola do Money które normalnie gra David. Fajnie to posłuchać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zauważcie Koledzy, że co wypowiedź - to inne podejście do Pink Floyd i ich twórczości.

To co interesujące i mnie najbardziej w PF fascynujące, to fakt tak odmiennego działania na osoby słuchające, ceniące i znające ich twórczość.

Praktycznie z jednej strony lubimy PF, z drugiej każdy inaczej odbiera ich poszczególne albumy i przekaz z nich płynący.

Jak widać po Waszych wpisach…co osoba to inne i jakże odmienne preferencje w doborze "naj" z twórczości PF.

I chyba to też jeden z tych elementów, który nas tak fascynuje w całej historii muzycznej i dyskografii tej kapeli.

Odmienność twórczości i jednocześnie w tej odmienności odbioru zdolność tak silnego oddziaływania na poszczególnych ludzi zafascynowanych Pink Floyd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

....PF słuchałem od początku i raczej nie rozgraniczam okresów nagraniowych płyt , zawsze coś dla siebie znalazłem.....najbardziej jednak utkwił mi moment kiedy dotarła do mnie Dark Side.....czterech kumpli w wieku " poborowym " słuchało płytę na gramofonie dyskutując na takie tematy , że aż strach się bać.....i tak całą noc...przekładając delikatnie płytę ......nadal słuchamy , ale to już tak nie bierze..........

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

....PF słuchałem od początku i raczej nie rozgraniczam okresów nagraniowych płyt , zawsze coś dla siebie znalazłem.....najbardziej jednak utkwił mi moment kiedy dotarła do mnie Dark Side.....czterech kumpli w wieku " poborowym " słuchało płytę na gramofonie dyskutując na takie tematy , że aż strach się bać.....i tak całą noc...przekładając delikatnie płytę ......nadal słuchamy , ale to już tak nie bierze..........

Tak, wojsko teraz już nie bierze. A szkoda widząc nasze ulice pełne zniewieściałych kolesi z wcisniętymi w dupę spodniami, że normalnemu facetowi byłoby ciężko oddychać lub nie czuć przyrodzenia w gardle.

Ale PF? Mnie tam nawet po tylu latach nadal bierze ;)

 

Pozdr.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość A&T

Pink Floyd? Niem już takiego zespołu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pink Floyd? Niem już takiego zespołu.

Czyli jak rozumiem nie ma juz żadnego sensu rozmowy o twórczości kapel, które nie istnieją współczesnie…

Brawo! Takim sposobem myślenia odsuwamy wszystko co było i zostaje nam wspaniała twórczość współczesnych "artystów" i zespołów z jakże "bogatą" twórczością w swoim przekazie.

Może zacznijmy pisać o dla przykładu królu Albanii (świadomie pierwsza z małej)? W końcu on "działa" na współczesnym rynku muzycznym.

 

A tak poważnie - w temacie i poście rozpoczynającym nie zostało zadane pytanie czy istnieje Pink Floyd. Proponuję przeczytać raz jeszcze ze zrozumieniem CAŁY tekst. Temat obejmuje osobiste doświadczenie i preferencje w przypadku twórczości wyżej wymienionych.

Jeśli ktoś otworzy temat o Chopinowskiej muzyce - jaki sens…człowieka już dawno nie ma, jak sądzę zgodnie z Twoim myśleniem nie ma też muzyki i każdy w tym zakresie temat jest…zbyteczny.

 

Brawo zrozumienia tego czym jest muzyka, sztuka i dzielenie się własnym doświadczeniem.

Błyskotliwy Twój post.

 

P.S.

Jak rozumiem dotyczy to wszystkich przypadków, także rozmowy o takich mistrzach jak ród Guarneri del Gesú. Po co więc zachwycać się nad dziełami ponadczasowym skoro nie żyją ich twórcy?

Edytowane przez MrArkowski

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość bartosz_55239

Brawo! Takim sposobem myślenia odsuwamy wszystko co było i zostaje nam wspaniała twórczość współczesnych "artystów" i zespołów z jakże "bogatą" twórczością w swoim przekazie.

Może zacznijmy pisać o dla przykładu królu Albanii (świadomie pierwsza z małej)? W końcu on "działa" na współczesnym rynku muzycznym.

 

Jak to ktoś napisał , wolę słuchać jak Gilmour stroi gitarę niż wypociny współczesnych zespolikow

  • Lubię to 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość A&T

Jeśli chodzi o Chopina to istnieją wykonawcy grający jego utwory. Chopina nigdy nie słyszałeś. Nie ma wykonawców PF.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chodzi o Chopina to istnieją wykonawcy grający jego utwory. Chopina nigdy nie słyszałeś. Nie ma wykonawców PF.

To masz blade pojęcie o muzyce PF. Proponuję zmienić temat, udzielasz się w czymś, o czym nie masz bladego pojęcia.

Może zgodnie z przesłaniem Twojego avatara zajmij się gotowaniem. Jeśli jednak tak gotujesz jak masz pojęcie w podejmowanych tematach…można się zapewne zatruć, a nawet kto wie otruć...

Dokształć się, poznaj świat…a potem zechciej "zabłysnąć", nie odwrotnie. Tak to nie działa.

Jak rozumiem gdyby Chopin zył w czasach technologicznie umożliwiających rejestrację jego koncertów, wtedy po co mówić o Chopinie…dziś już nie zyje!

Plączesz i mądrzysz się kompletnie nie mając bladego pojęcia o czym piszesz.

Wielu też nie miało okazji słuchac na żywo PF…to znaczy, że w końcu mogą czy nie mówić o Pink Floyd?! Bo w Twoich bzdurach mozna nieźle się pogubić.

Nie ma PF bo już nie ma zespołu. O ich twórczości pisac bez sensu bo zespół nie istnieje. O Chopinie mozna…pomimo faktu, że już nie zyje.

Idiotyzm panie do tego podkręcony na dodatek słabym rozeznaniem tematu.

Nie masz wiedzy, nie masz bladego pojęcia w temacie. Po co więc zabierasz głos, do tego tak bzdurny?

 

https://www.youtube.com/watch?v=qYbm096uzEc

 

https://www.youtube.com/watch?v=rbSfMAhHU6w

 

 

A teraz z łaski swojej zechciej nie zasmiecać tematu swoimi bzdurami, tematu o którym nie masz bladego pojęcia.

Edytowane przez MrArkowski

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość A&T

Coś jeszcze?

 

Żenujące.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I jeszcze jedno - pełna zgoda. Od muzyki piękniejsza tylko cisza. Od pisania i gadania bzdur piękniejsze i cenniejsze milczenie! Tym bardziej jak sie nie zna tematu i nie ma rozeznania.

 

Coś jeszcze?

 

Żenujące.

Żenujący jesteś Ty. Piszesz coś o czym nie masz pojęcia. A jak się okazuje, że wytknie Ci sie palcem Twoją totalną ignorancję i brak rozeznania tematu potrafisz jedynie stwierdzić "żenujące".

Żenujące Twoje wypowiedzi to pewne. Raz jeszcze - zajmij się czymś pożytecznym jak np. kierowaniem ruchem w mieście. Bo podejmowany temat przerósł Cię definitywnie.

Chcesz udzielać się w temacie - zapraszam do merytorycznego podejścia do tematu. Pisanie bzdur może skończyć się zwykłym kopniakiem w zadek z danego tematu.

Edytowane przez MrArkowski

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość A&T

Kto jeszcze nie rozumie, że Pink Floyd już nie istnieje?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość bartosz_55239

Gdy mnie zapytać lubię bardziej Gilmoura niż Watersa. Waters na Wall zabił Pink Floyd. Jak wiadomo przedstawił zespołowi dwa zestawy utworów, ten drugi zestaw użył do nagrania solo.Wall też powinna być jego solowym albumem. Co do Endless river to powinien być dysk dodany do reedycji Division bell. Nie należy traktować jako kolejna płyta Floydow. Endless jeszcze nie kupilem ale zamierzam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kto jeszcze nie rozumie, że Pink Floyd już nie istnieje?

Ostatnie ostrzeżenie - osobista niechęć do twórczości Pink Floyd nie obejmuje tego tematu.

Kolejne Twoje hejterskie zagrywki tym bardziej kiedy nie masz pojęcia o poruszanym temacie spowodują, że sam przestaniesz istnieć w tym konkretnym temacie.

Proponowałem już wcześniej byś zapoznał się z przedmiotem rozmowy i poruszonym tematem. Nigdzie nie zostało zadane pytanie "czy sądzicie, że PF nie istnieje". Na pewno w Twojej głowie istnieje sieczka powodująca rzucanie byle tekstem bez wiedzy i świadomosci poruszanego tematu.

Rzucasz tekstami bez składu i ładu, bez sensu byle tylko swoje osobiste uprzedzenia do jakiejś muzyki i twórczości pewnej kapeli wylać jak pomyje na publicznym Forum.

Nie wspomnę, że gdy odpiera się Twoje hejterstwo konkretnymi argumentami nie potrafisz nic poza jednym jak zwykle prostym i głupim hejtem.

 

Więcej ostrzeżeń nie będzie!

 

Gdy mnie zapytać lubię bardziej Gilmoura niż Watersa. Waters na Wall zabił Pink Floyd. Jak wiadomo przedstawił zespołowi dwa zestawy utworów, ten drugi zestaw użył do nagrania solo.Wall też powinna być jego solowym albumem. Co do Endless river to powinien być dysk dodany do reedycji Division bell. Nie należy traktować jako kolejna płyta Floydow. Endless jeszcze nie kupilem ale zamierzam.

W The Division Bell jest nawet "zapowiedź" tego, co jest potem na całej The Endless River.

Słuchając Marooned ma się wrażenie, że został wyjęty z The Endless River i na potrzeby innego albumu przeniesiony.

 

Edytowane przez MrArkowski

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość bartosz_55239

W The Division Bell jest nawet "zapowiedź" tego, co jest potem na całej The Endless River.

Słuchając Marooned ma się wrażenie, że został wyjęty z The Endless River i na potrzeby innego albumu przeniesiony.

 

Bo przecież Endless to pozostałości tej samej sesji. Szkoda że nie poszli za ciosem i w 1996-1998 nie wydali następnej płyty. Division bell jednak pozostaje idealnym zakonczeniem Pink Floyd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bo przecież Endless to pozostałości tej samej sesji. Szkoda że nie poszli za ciosem i w 1996-1998 nie wydali następnej płyty. Division bell jednak pozostaje idealnym zakonczeniem Pink Floyd.

 

Zgadza się. Tyle tylko, że tylko Marooned aż tak bardzo bliska jest The Endless River.

I też właśnie mam takie wrażenie, że ten album z nawet samej okładki pięknie kończy twórczość PF.

Zresztą album ma jeszcze jedno przesłanie, o czym zapewne wiesz.

 

A samo Marooned…no cóż. Dla mnie oderwane od początków PF, ale jakże na swój sposób piękne.

A już w teledysku uzkazanie Czarnobyla hmmm...

Edytowane przez MrArkowski

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość bartosz_55239

Endless słuchałem tylko kilku sampli na amazonie. Zamierzam kupić box niedługo i wyrobie sobie opinię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Endless słuchałem tylko kilku sampli na amazonie. Zamierzam kupić box niedługo i wyrobie sobie opinię.

Polecam szczególnie box z Blu-Ray. Na HD Track's dodatkowo kupiłem w HiRes - rewelacja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość bartosz_55239

Polecam szczególnie box z Blu-Ray. Na HD Track's dodatkowo kupiłem w HiRes - rewelacja.

 

Mnie interesuje tylko CD . Endless river jest na mojej liście ale wcześniej chyba kupie Dark się of the moon Immersion box bo jest w niezłej cenie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A wracając do naśladowców Pink Floyd.

Swego czasu obejrzałem cały koncert z Liverpoolu, ten z 2011 roku, który Autor wątku umieścił w poście #16

i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wiele utworów ten zespół wykonuje lepiej niż oryginalny Pink Floyd.

Posłuchajcie chociażby The Great Gig in the Sky i tej wokalizy.

Nie znam lepszej wersji koncertowej tego utworu.

Time też wykonanie świetne...może nie taki głos jak Gilmoura, ale solóweczka gitarowa wg. mnie lepsza.

niż gilmourowska.

Ale to tylko moje zdanie.

Te kawałki są od ok. 1 godz. i 20 min. koncertu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość bartosz_55239

i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wiele utworów ten zespół wykonuje lepiej niż oryginalny Pink Floyd.

 

Już jedzie do Ciebie święta inkwizycja...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A wracając do naśladowców Pink Floyd.

Swego czasu obejrzałem cały koncert z Liverpoolu, ten z 2011 roku, który Autor wątku umieścił w poście #16

i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wiele utworów ten zespół wykonuje lepiej niż oryginalny Pink Floyd.

Posłuchajcie chociażby The Great Gig in the Sky i tej wokalizy.

Nie znam lepszej wersji koncertowej tego utworu.

Time też wykonanie świetne...może nie taki głos jak Gilmoura, ale solóweczka gitarowa wg. mnie lepsza.

niż gilmourowska.

Ale to tylko moje zdanie.

Te kawałki są od ok. 1 godz. i 20 min. koncertu.

Co oryginał, to oryginał. Nawet "skrzywiony" i "koslawy" oryginałem będzie zawsze ;)

Ale akurat koncert z Liverpool jest kapitalny. Pełna zgoda.

 

Już jedzie do Ciebie święta inkwizycja...

:) będzie ogień?

Edytowane przez MrArkowski

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość bartosz_55239

) będzie ogień?

 

Miekki fotel i koło...od roweru :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.