Wczoraj mialem okazje porownac Flat Fish. Z oryginalna supply gralo gorzej niz TL0 i Shigaraki, innymi slowy dzwiek nie robil wiekszego wrazenia. Kiedy podlaczylem zbudowana przez siebie PS dzwiek nabral podobnego charakteru jak Shigaraki: swierzosc, swietna prezentacja rytmu i przestrzeni z duza iloscia powietrza.
Flat Fish ma bardziej wyrafinowana gore, podczas gdy Shigaraki moze sie wydawac troche rough, w ogolnym rozrachunku chyba dalej preferuje Shigaraki, ktory wczorajszego wieczoru gral najlepiej.
Porownujac CEC TL0 mozna bylo poczuc pewne przesloniecie i szarosc. Dzwiek ogolnie dobrze zdefiniowany, z wiekszym wypelnieniem i pelniejszymi wybrzmieniami, ale ogolnie mniej interesujacy. Jednoczesnie PRAT nie tak dobrze prezentowany jak poprzednio. Ogolnie dobrze technicznie, ale troche nuzace. Levinson nie byl porownywany.
Odnosnie digital cable, najlepiej wypadl Apogee Wyde Eye, Kimber D-60 byl mniej neutralny. Wlasciciel Flat Fish przyniosl takze $1000 Marigo Labs cable, i podczas gdy kabel ten upiekszyl "prezentacje", ujal tez naturalnosci a sczegolnie poczuciu rytmu ktore wczesniej bylo dominujaca cecha calej prezentacji.
Z wczorajszych testow wynikalo ze to wlasnie zbudowany przeze mnie power supply byl najbardziej odpowiedzialny za dzwiek ktory tak mnie zafascynowal. Wlasciciel Flat Fish zabral ja z soba aby wykonac wiecej porownan w swoim wlasnym systemie.
Wracajac jeszcze raz to dzwieku prezentowanego przez Shigaraki, chce zaznaczyc ze nie kwalifikuje sie on w pelni pod ogolnie przyjete pojecie High Endu: wybrzmienai i definicja nie sa najwyzszej proby, gora nie jest wysublimowana, sybilanty, soprany troche szeleszczace i szybciej wygasajace niz powinny . Musze jednak zaznaczyc ze kompletnie mi to nie przeszkadzalo biorac pod uwage aspekty dzwieku ktore byly prezentowane duzo lepiej niz do tej pory tego doswiadczylem, a chodzi mi glownie o rozdzielenie poszczegolnych instrumentow i niezalezna prezentacje poszczegolnych linii melodyjnych ktore nie zlewaly sie w jedna calosc; wyrazna artykulacja intonacji glosu solisty gdzie kazda sylaba wydaje sie miec swoja wage i spojnosc z linia melodyczna pozostalych instrumentow. Do tego kontrola basu i prezentacja rytmu a takze swiezosc ktora sama w sobie jest czyms specjalnym. Muzyka nagle przechodzi na plan pierwszy i przykuwa uwage na tyle ze sprzet staje sie duzo mniej wazny. Gosc przyniosl cala sterte kabli, ale na prawde nie chcialo ich sie wpinac ;-)
Oczywiscie moze to byc krotka fascynacja ktora z czasem minie, na dzien dzisiejszy jednak jest to transport ktorego slucha mi sie najprzyjemniej.