Jump to content

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

sonciak

Mój ulubiony film!

Recommended Posts

"Lot" to wielki film,klasyk przerabiany obecnie w każdej szkole filmowej.Nie widzę w nim żadnej płytkości ,a jeśli już to raczej po drugiej stronie ekranu czyli odbiorcy nie do końca odbierającego intencje reżysera.

Do szkół do" Amadeusza "dorzuciłbym jeszcze" Wszystkie poranki świata" .

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie chodziło mi o płytkość przesłania, lecz o zbyt dosłowne przekazanie przesłania. Jak w prozie Zajdla. Można ten sposób nazwać plakatowym - wtedy nie będzie pejoratywnego wydźwięku. Nie mówię, że to źle - tylko mi nie odpowiada jakoś.

Share this post


Link to post
Share on other sites

filmow ogladam sporo. oto moje ulubione typy wspolczesnego kina

 

serial "z archiwum x"

niezwykly film Huragan z D.Washingtonem

Naciągacze z Cagem - na prawde warto

Epoka lodowcowa

 

i

Penetrator 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Penetrator 2 - sory ale to brzmi jak tytuł niezłego pornosa..... ;)))))))))))))))))))))))))

Share this post


Link to post
Share on other sites

A o Kubricku nikt nie wspomni ? Chociazby przez wzglad na rewolucyjne wykorzystanie dzwieku w narracji filmu ?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spielberg zapewne oglądał "Full Metal Jacket" Kubricka zanim spłodził "Szeregowca Ryana".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Luc - uparty jesteś z tą swoją ścieżką dźwiękową w filmie :) Moim zdaniem przeceniasz. Owszem, ładnie brzmi "Tako rzecze..." gdy oglądamy śliczne widoki przestrzeni w Odysei 2001. Ale ładunek emocjonalny można wyrazić także poprzez ciszę - kulminacyjna scena filmu gdy odłaczana jest pamięc komputera rozgrywa się w całkowitej ciszy. To samo gdy umierają bezosobowi członkowie załogi zamknięci w kapsułach.

Natomiast faktycznie - porażająca muzyka w Oczach Szeroko Zamkniętych - scena w zamku.

Jednak moim zdaniem ścieżka dżwiękowa to tylko uzupełnienie filmu.

 

Jeśli chodzi o muzę w filmie to najbardziej mi się podobali "teledyskowo" zrobieni Urodzeni Mordercy.


The odd get even.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tylko się nie śmiejcie: " Pod słońcem Toskanii" ostatnio ;-)) Mam i pare innyc, choc kinomaniakiem nie jestem (2x na rok do kina to mój maks, hehe

Podoba mi się aktorka Diane Lane jako kobieta. I tyle. Piękne krajobrazy, szczypta humoru dla oglądającego Polaka (kto oglądał, wie o czym piszę ;-)).

Ciepły, pogodny, lekki i fajny film. b. mi leży w tych nerwowych, sfrustrowanych, debilnie upolitycznionych i kretyńsko pełnych reklam czasach.

Polecam wszysytkim.

A drugi to... moze być Shreek ;-))

Pozdr.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Luc-Taką rewolucję muzyczną w swoich filmach Fellini robił dobre naście lat wcześniej od Kubricka.

Może byś sprecyzował na czym ta rewolucyjność muzyczna u Kubricka polegała.

Dr.Strangelove ,Mechaniczna Pomarańcz ,Odyseja Kosmiczna to pozycje oczywiście wielkie w kinie ,ale nie za bardzo łapie o co chodzi z tą rewolucyjnością muzyczną.

Można by wymienić całą masę filmów gdzie muzyka odgrywała istotną rolę a nie tworzyła tylko tła.

Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wczoraj z dużą przyjemnością obejrzałem "Rzymską opowieść" (Besieged) B.Bertolucciego.

Nastrojowy film z dobrą historią, pięknymi, nasyconymi kolorami zdjęciami, niekonwencjonalnymi ujęciami, ciekawym montażem i niebanalnym wątkiem muzycznym.

Studentka medycyny ;), emigrantka z Afryki o imieniu Shandurai wynajmuje pokój i sprząta u pianisty (ma na nazwisko Kinsky) w starym rzymskim domu. Wydaje się, że pianista żyje tylko muzyką i dla muzyki. Jest dobrym muzykiem, jednak nie koncertuje, uczy dzieci gry na fortepianie. Prowadzi beztroskie, może nawet monotonne życie. Rzymski dom odziedziczył po swojej bardzo zamożnej ciotce. Dom pełen schodów, starych mebli, kilimów, bibelotów - jednym słowem mnóstwo do odkurzania ;)

Shandurai wnosi do tego domu życie, świeżość, egzotykę. Oczywiście pianista zakochuje się w studentce. Wyznając jej szczerą miłość pyta, co ma zrobić, żeby Shandurai odwzajemniła uczucie. Wtedy ku swojemu zaskoczeniu dowiaduje się, że ona jest mężatką. Zrozpaczona i wstrząśnięta dziewczyna wykrzykuje, że musiałby uwolnić z więzienia jej aresztowanego w Afryce z powodów politycznych męża. Kinsky przyjmuje to z zaskoczeniem, ale też z jakimś wewnętrznym spokojem.

Niby banalne… Ale pokazane jako zderzenie dwóch kultur, także muzycznych: pełnej rytmu i kolorów afrykańskiej oraz tej lekko „przykurzonej” wielkiej muzyki europejskiej. Shandurai wyznaje w pewnym momencie, że nie rozumie zupełne takiej muzyki. Z drugiej strony fascynuje ją ta odmienna kultura, zaciekawia ją nienarzucający się, dyskretny i tajemniczy pianista. Kinsky zaczyna komponować swoją muzykę - rytmiczną, niespokojną, dramatyczną, … ale jak się okazuje zupełnie niezrozumiałą, nudną i nieciekawą dla jego uczniów.

Pianista zaczyna też dziwnie się zachowywać. Jakby w błogostanie wyprzedaje po kolei wszystkie wartościowe sprzęty, na końcu także Steinwaya. Na ścianach zostają puste miejsca po kolekcji obrazów. Shandurai otrzymuje z Afryki list, że mąż żyje i odbędzie się jego proces. W drugim liście mąż pisze, że odzyskał wolność i przyjeżdża. Potwierdzają się jej przypuszczenia, że pianista przeznaczył na to cały swój majątek. Już wie, że kocha pianistę.

W nocy przed przyjazdem męża kulminacja. Targana emocjami Shandurai próbuje znaleźć wyjście z sytuacji. Kinsky upija się z murzyńskim księdzem, który pośredniczył w uwolnieniu męża, z trudem wraca do domu, pada w ubraniu na łóżko. O świcie przed dom podjeżdża taksówka, wysiada mężczyzna. Dzwoni dzwonek. Shandurai leży obok śpiącego pianisty. Wie, kto stoi pod drzwiami. Koniec. Bez happy endu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

frank, theli28, wszyscy

 

Warstwa muzyczna to nie tyle sama muzyka, co ogólny "sound design"-stylizowane elementy czysto efektowe które czesto traktowane są muzycznie, jak np. u Lyncha wszelkiego rodzaju atmosfery (w znaczeniu branzowym) pulsujace zgodnie z montazem, odgłosy "otoczenia" komponowane w taki sposób że tworzą konstrukcję z pogranicza muzyki konkretnej (wentylatory, linie wysokiego napiecia) I na odwrót-stylizacja muzyczna symbolicznych efektów dzwiekowych które czesto odchodza od klasycznego synchronizmu, a ich brzmienie jest kształtowane przez odpowiednia filtracje instrumentow pod katem chociazby dominanty barwnej danego ujecia, czy "stanu swiadomosci" bohatera. Przeplatanie sie tych warstw. Konstrukcje kontrapunktyczne miedzy nimi samymi a obrazem. To jest muzyka filmowa. I Kubrick niewatpliwie byl prekursorem konkretnych pomysłów stosowanych obecnie przez wielu szanujacych sie rezyserow. Nawet utwory muzyczne wykorzystane w filmie w swojej pierwotnej wersji tworza jakies nowe konteksty. Nie mozna mowic dzisiaj o sluzebnosci muzyki czy dzwieku wobec obrazu, filmu, poniewaz klasyczna "sluzebna" ilustracja muzyczna juz w zasadzie nie istnieje, a film zmierza (ich chyba zmierzał juz wczesniej) w kierunku maksymalnej "wagnerowskiej" syntezy elementow z roznych dziedzin sztuki. To miałem na mysli. Ktoś się nie zgodzi ?

Share this post


Link to post
Share on other sites

A jesli chodzi o kluczowe sceny z Odysejii, to nie rozgrywaja sie one "w absolutnej ciszy". Cała koncowa i wieloznaczna wymowa tych scen uzyskana jest dzieki odpowiedniej kompozycji efektów dzwiekowych, brzmienia głosu, specyficznie potraktowanych odgłosów podawanego do skafandra tlenu, oddechu, odgłosu przyrzadow pomiarowych statku, a przede wszystkim dysonansu jaki zachodzi pomiedzy wymawianymi przez komputer słowami a rodzajem brzmienia, intonacja jego głosu oraz kontekstem sytuacyjnym i kadrami :-) Cała warstwa dzwiekowa nie tylko tej zreszta sceny jest niezwykle konsekwentna i bezwzglednie dopracowana, tak, ze to co slyszymy mozna nazwac juz kompozycja muzyczna. To jest nowatorstwo Kubricka. W pozniejszych filmach (chociazby Oczy...) tempr brzmienia glosu stanowi jeden z glownych elemetow prowadzacych do zrozumienia calego filmu

to by bylo na tyle ;-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Witam

 

Jakiś czas temu uległem czarowi "starego kina" i staram się w miarę możliwości oglądać zapomniane lub nie oglądane wcześniej klasyki. Klasyki i nie tylko. Z nowszych produkcji bardzo podobały mi się: "Pod słońcem Toskanii" - bardzo sympatyczna historia. Z polskim akcentem, świetnym optymistycznym klimatem i poczuciem humoru. No i ze świetną rolą Diane Lane. I to nie prawda, że jest to film dla kobiet! :)). Inna "nowość" to "Pogoda na jutro" Jerzego Stuhra. Świetny film, polecam wszystkim. Trochę niesłusznie film ten nazywany jest komedią. Jest zabawny i wesoły ale skłania również do myślenia. Rewelacja.

 

A "stare kino"? Przepadam za filmami Hitchcocka - nie tylko "Ptaki" i "Psychoza" są warte obejrzenia. Chyba żaden reżyser nie nakręcił tak dużej ilości filmów na tak wysokim poziomie. Filmy z czarującą Audrey Hepburn - "My Fair Lady", "Rzymskie wakacje", "Sabrina", świetna i chyba mało w Polsce znana "Szarada" gdzie zagrała z Cary Grantem. Idealny film na letni wieczór. "Szarada" to komedia sensacyjna z intrygą w Hitchcockowskim stylu, ze świetnymi dialogami i rolami Granta i Hepburn. Trzyma w napięciu i równocześnie gwarantuje dobrą zabawę.

 

Bardzo lubię też filmy Franka Capry. Pełne optymizmu i wiary w człowieka. Jeśli ktoś chce sobie poprawić nastrój to praktycznie każdy film tego reżysera mu to gwarantuje. Jak do tej pory udało mi się obejrzeć: "Ich noce", "Zaginiony horyzont", "Pan Smith jedzie do Waszyngtonu", "Wspaniałe życie".

 

To narazie tyle z mojej strony.

 

Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites

Luc-W wielu aspektach Twoje spostrzeżenia są słuszne.Tyle tylko,że to wszystko o czym piszesz już było wiele lat wcześniej.Podziwiam Twój entuzjazm i chęć do poważnej dyskusji.Z Twoich wpisów wnioskuję ,że jesteś bardzo młodym kino-melomanem.Uwierz mi na słowo -bardzo mało widziałeś!!

Niewątpliwie jest to zrozumiałe ze względu na utrudniony dostęp do arcydzieł kinematografii światowej.

Wszystkie elementy dzwiekowe ,muzyczne czy też stosowanie ciszy miały swój udział wiele lat wcześniej.

W tej domenie Kubrick czy też Lynch nie odkryli nic nowego.

Gorąco polecam dokładniejsze przestudiowanie klasyków srebrnego ekranu.

Pozdrawiam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nawiasem mowiac, w ostatnim epizodzie Odyseji Kosmicznej(Granice nieskonczonosci), w scenie "salonowej" wykorzystano kompozycje pana Georgie Ligettiego (Kubrick z nim czesto wspolpracowal), wybitnego tworcy muzyki XXw (niefilmowej) i to jest poniekad potwierdzenie moich wczesniejszych slow o muzycznym traktowaniu efektow (nie)synchronicznych. To są słynne ""Atmospheres" wspomnianego kompozytora...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rzeczywiście między normalną ścieżką dźwiękową a udźwiękowieniem filmu jest ogromna róźnica. Nie wystarczy wstawić kilku choćby świetnych kawałków, aby powiedzieć, że to dobra muzyka filmowa.

Kilar unika tego jak ognia, to co komponuje musi współtworzyć obraz na ekranie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ze staroci lubię:

 

Krótkie filmy Georgesa Mélies`a ("Meloman", "Podróż na księżyc", "Sinobrody", "Znikająca kobieta", "Podróż do krainy niemożliwości",...)

"Multiinstrumentalista" - reżyser, scenarzysta, dekorator, operator i producent, w jednej osobie :-)

Stosował efekty FX (mnóstwo, bez obróbki komputerowej) :-)

Filmy, były ręcznie kolorowane, robiły to kobiety we włoskiej manufakturze (coś a la kobiety w firmie Burmetser - segregującee tranzystory - przy długich stołach :-)

Ręcznie nabijane teksty - wspaniałe pismo ręczne!

Przyjemnie popatrzeć, magia kina w swojej pełni.

 

-------------

 

Duże wrażenie robi na mnie ręczne pismo, z epoki przedkompurerowej (Windows v3.1 i odmian Linuxa).

Jeszcze na filnach z lat 50s (i początku lat 60s), często spotykalo się, takie czołówki.

Bohaterowie filmów, otrzymywali ręcznie pisane listy (wspaniała kaligrafia!)

 

-------------

 

Lubię:

 

Filmowy impresjonizm niemiecki:

"Gabinet doktora Caligari" ("Das Kabinett des Doktor Caligari") Robert Wiene 1919

"M jak morderca" ("M") Fritz Lang 1931

 

a także - polski:

Andrzej Munk "Człowiek na torze" (film czarno biały, z roku 1956)

 

filmy o uczuciach,...

"Okruchy dnia" ("The Remains of the Day") James Ivory 1993

"Śniadanie u Tiffany'ego" ("Breakfast at Tiffany's") Blake Edwards 1961

"La Strada" Federico Fellini 1954

 

filmy, ze wspaniałymi zdjęciami:

"Nosferatu - wampir" ("Nosferatu: Phantom der Nacht") Werner Herzog 1979

"Panny z Wilka" Andrzej Wajda 1979

"Kruk" ("Le Corbeau") Henri-Georges Clouzot 1943 (film czarno biały)

 

a także:

"Syberiada" ("Sibiriada") Andriej Michałkow-Konczałowski 1979

"Ziemia obiecana" Andrzej Wajda 1974

"Rękopis znaleziony w Saragossie" Wojciech Jerzy Has 1964

"Amarcord" Federico Fellini 1973

"Fitzcarraldo" Werner Herzog 1982

"Lalka" Wojciech Jerzy Has 1968

"Zaklęte rewiry" Janusz Majewski 1975

 

i również: :-)

"Wyścig szczurów" ("Rat Race ") Jerry Zucker 2001

 

"Tata duch" ("Ghost Dad") Sidney Poitier 1990

(szczególnie bawi mnie, jedna z początkowych scen - w taksówce - monolog "czy wierzysz w szatana...") :-)

 

"Kariera Nikodema Dyzmy" Jan Rybkowski, Marek Nowicki 1980 (serial TV, 7 odcinków)

 

"Allo Allo!" David Croft, John B. Hobbs 1982-1992 (serial TV, BBC, 85 odcinków)

 

"Pan dzwonił Milordzie?" ("You rang, M'lord?") David Croft, Roy Gould

(serial TV, BBC, 4 serie, 26 odcinków, 1988 - 1993)

 

"Przystanek Alaska" ("Northern Exposure") Josua Brand, John Falsey 1990 - 1995

(serial TV, 6 serii, 110 odcinków)

 

"Miasteczko South Park" ("South Park: Bigger, Longer and Uncut") Trey Parker 1999

"Miasteczko Twin Peaks" ("Twin Peaks") David Lynch 1990

 

"Muppety" ("The Muppets Show") Jim Henson 1976 - 1980

(serial TV, 5 serii, 120 odcinków)

 

krótki, 30 minutowy film "plastelinowy*, animowany:

"Wściekłe gacie" (" The Wrong Trousers") Nick Park 1993 (30 minutowy, animowany)

 

"Simpsonowie" ("The Simpsons") Pauly Platt i Matt'a Groening 1989 - 1995

(serial animowany, ponad 30 odcinków)

 

--------------------------------

 

Jeszcze nie widziałem filmu :-(

"Walizki Tulse Lupera" ("Tulse Luper Suitcases") Peter Greenaway 2003

 

Z tego co wstępnie wyczytałem, można się spodziewać bardzo modern,

post - post modernistycznego filmu, jakie robi ten reżyser :-)

 

Pozdrawiam fanów dobrych, ciekawych filmów :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Frank

Uwierz mi na słowo -bardzo mało widziałeś!!

 

Mylisz się

 

"Wszystkie elementy dzwiekowe ,muzyczne czy też stosowanie ciszy"

 

Wszystkie elementy dzwiekowe ? Te wykorzystujące nowe mozliwosci systemu Dolby Stereo równiez ? Czy te oparte na przekazie monofonicznym z ograniczona dynamika i pasmem siegajacym 8kHz z jednym glosnikiem centralnie umieszonym za ekranem ? Kilka warstw muzyki przechodzacej od kadrowej do backgroundu ? A moze zroznicowane ujecie brzmienia odechu mowiacych osob w poszczegolnych scenach jednego filmu ? Uwierz mi na słowo, bardzo niewiele wiesz na ten temat. Chociazby przez ograniczenia techniczne wczesniejsze filmy operowały zupelnie inna estetyka przekazu dzwiekowego

Share this post


Link to post
Share on other sites

OK Luc - niech Ci będzie! :))

 

Korzystając z okazji chciałbym poruszyc jeden konkretny temat, sorry za troche off topiczność ale co tam i tak tu nikt ostatnio nie pisze..... Nie będę zakładał nowego wątku!

Postanowiłem przeczytać w całości Lema i jestem pełen podziwu dla tego niewątpliwego geniuszu. I tu nachodzi mnie pewna refleksja - dużo z jego książek to gotowe hity filmowe! A po pierwsze - nikt się za to jakoś specjalnie nie bierze, po drugie - jak już to wychodzi takie nic jak "Solaris"....... Film porusza może 5% zagadnień, wątków poruszonych w książce, skupiając sie wyłącznie na jednym, zresztą przedstawionym w jakiś taki mało wciągający sposób.........

Kurcze - i tego nie rozumiem - jak można spieprzyć takiego gotowca?

Kolejne niezłe rzeczy - nieco sztubacki i dzielny "Eden", świetne (i śmieszne!) "Dzienniki gwiazdowe", bardziej naukowe i drobiazgowe, wręcz z elementami kryminału "Opowieści o pilocie Pirxie", głeboki w przemyslenia "Głos Pana"...... Nie rozumiem dlaczego ta literatura leży odłogiem, zwłaszcza że ostatnio kino sf nie dostarcza zbyt wielu pozytywnych wrażeń........

 

A dla wszystkich którzy nie znają autora lub mają mylne pojęcie że to nudziarz - polecam zacząć z Nim przygodę od "Kongresu futorologicznego" - książkę którą się czyta jednym tchem, akcja arcyszybka zapierająca dech a przede wszystkim przebogactwo pomysłów oraz użytych środków wyrazu - taki "Rhymin' Man" Franka Zappy z Broadway the hard way........:)

 

 

Pozdrawiam.

 

 

PS. A co do kina sf - niedługo na kanale Ale Kino jest seria klasyki - m.in. Potwór z Czarnej Laguny. Polecam wszystkim - sam miód! :)))


The odd get even.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zapomniałem dodać ze nie czepiam się Solarisa w wersji Tatarkowskiego, chodzi mi ostatnią hollywódzką produkcję pana od Traffic.....


The odd get even.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miał być jeden tytuł, zatem wybieram z grona mych ulubionych "Big Lebowski" braci Cohen. Dla mnie film kultowy, do którego najczęściej wracam. No i bardzo dobrze mnie nastraja. Rewelacyjni Jeff Bridges i John Goodman.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kubeł - taaaaaaa, szczególnie scena rozsypania prochów :))))))) Również gorąco polecam!

 

 

Pozdrawiam.


The odd get even.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Witam

 

Ja się wyłamię po raz kolejny niestety. Cóż, jestem niezdyscyplinowanym forumowiczem ale tylko dlatego, że wybrać ten jedyny to dla mnie raczej rzecz niemożliwa.

Czasy wspóczesne - "Życie jest piękne" - uwielbiam ten film. Oglądałem go już kilkanaście razy i pewnie niedługo znowu go sobie odświeżę. Film był już w TV więc nie będę się rozpisywał. Powiem krótko podoba mi się w nim wszystko. Wzruszający i zabawny zarazem (scena gdy Guido tłumaczy rozśmiesza mnie niemal do łez, zwłaszcza fragment o cukierkach i bolącym brzuchu :))).

 

Stare Kino: "Gilda" - oglądałem w dniu wczorajszym. Cóż tu powiedzieć, klasyka w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie jestem fanem platynowych blondynek ale Pani Rita oczarować potrafi. Obejrzałem ten film jednym tchem. I jak po takim filmie nie zachwycać się produkcjami z czasów czarno - białych? Ja od pewnego czasu jestem starym kinem zafascynowany.

 

theli28 wspominał o nieudanej ekranizacji Solarisa. Dla mnie jednymi z nabardziej udanych ekranizacji książek są "Ben Hur" - moim zdaniem lepszy nawet niż książka i "Ojciec Chrzestny".

 

Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zgadzam się z Hermesem że Ojciec Chrzestny jest chlubnym wyjątkiem dla filmu który jest lepszy od książki. Ta jest przegadana i zawiera dzikie wątki jak np sprawa pewnej pani która ma zbyt obszerną, hm, waginę :)))

 

Kubeł - nie odbierz tego jako polemikę, ponieważ to rzecz gustu, ale z dorobku braci Coen wybieram przede wszystkim Burtona Finka z niesamowitą kreacją etatowego Turturro i Goodmana. Ciekaw jestem Twojego zdania na temat tego filmu oraz Twojej jego interpretacji......:)

 

 

Pozdrawiam.


The odd get even.

Share this post


Link to post
Share on other sites

thieli28, oczywiście że "Burton Fink" wielkim dziełem jest. Wspaniały film i chyba największe artystycznie dzieło Cohenów. Ja jednak wybrałem Lebowskiego, bo jest filmem bardzo mi bliskim i przemawiającym do mojej wyobraźni i poczucia humoru. Poza tym tu też występuje Turturro... Etatowo jak zresztą zauważyłeś.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No tak, mała poprawka - oczywiście bracia Coen. Nie wiem dlaczego mi się to "h" przyplątało. Może to od skojarzenia z Leonardem :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

W zeszły wtorek (6.07.2004, 22:35, TVP 2), leciał ciekawy fikm:

"Kolor zachodu słońca" ("Siam Sunset") John Polson 1999

 

Może, nie był to film "totalny", ale bardzo ludzki.

Z przelatującego nad domem bohatera samolotu, wypada lodówka, ginie jego żona, ...

Powaga, komizm (sytuacyjny) i przywary ludzkie, w odpowiednich proporcjach :-)

Ciekawa postać bohatera (czlowiek, który, przynosi pecha ludziom, którzy się z nim zadają) :-)

"Czaarny", natrojowy i kończący się optymistycznie film :-)

 

---------------------

 

theli28

"Kongres futorologiczny" - to lubię :-)

(a ksiązki - Philipa K. Dick`a - jeszcze bardziej) :-)

 

Z innych książek, Stanisława Lema, podobają mi się:

"Dzienniki gwiazdowe" 1957 (w mojej piątce?, ulubionych książek, bez względu na gatunek literacki)

"Pamiętnik znaleziony w wannie" (szpiegostwo totalne, ale kończy się na smutno)

 

"Powrót z gwiazd"

Bardzo trudne byloby przeniesienie początku książki (szczególnie w Polsce - pieniądze, pieniądze i nadal duże ograniczenia stacji graficznych) - scen z portu rakietowego. może gdy wreszcie holografia wejdzie na dobre do filmu?, ale nie w stylu "Ucieczka Logana" ("Logan's Run") z Davidem Bowie - piewszy film holograficzny, z roku 1974?).

 

oraz

(teoretyczne, rozważania wszelakie - zwłaszcza o czarnej skrzynce, która myśli i czuje, że jest baletnicą; także wzorcowa tabela w "Fantastyce...")

"Summa Technologiae"

"Fantastyka i futurologia"

---------------------

 

Solaris - oficjalna strona Stanisława Lema http://www.lem.pl

 

 

P.S.

Za książkami "Solaris" i "Człowiek z wysokiego zamku" (Dick`a) - nie przepadam :-)

 

Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites

  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.