Jump to content
thrak

Winylowe wznowienia/reedycje/re-issues

Recommended Posts

Nie znalazłem tematu stricte o wznowieniach. Gdzieś tam przewijają się pojedyncze opinie o reedycjach ale taki wątek będzie chyba dobrym uporządkowaniem. Zachęcam do dzielenia się opiniami o dobrych wznowieniach, słabych reissues, ostrzeżeniach przed pirackimi wznowieniami, etc.

I na początek pytanie, czy ktoś ma te reedycje Coltrane'a? Jak to brzmi?

http://najlepszamuzyka.pl/index.php?products=product&prod_id=20330

http://najlepszamuzyka.pl/index.php?products=product&prod_id=22527

http://najlepszamuzyka.pl/index.php?products=product&prod_id=21719

http://najlepszamuzyka.pl/index.php?products=product&prod_id=21718

http://najlepszamuzyka.pl/index.php?products=product&prod_id=20329


"Proszę państwa. Ja nie jestem przeciwny zebraniom, wręcz przeciwnie, nie mam nic na przeciwko, ale..."

Share this post


Link to post
Share on other sites

Winylowe wznowienia niewiele różnią się od CDsów. Prawie zawsze są wytłoczone z tych samych cyfrowych remasterów zrobionych z zużytych i zleżałych kilkudziesięcioletnich taśm. Nie mają też żadnej wartości kolekcjonerskiej.

Jak już pisałem w innym wątku słuchając pierwszych wydań z muzyką sprzed kilkudziesięciu lat można przenieść się w czasie, usłyszeć muzykę tak jak została nagrana. Do tego każdy egzemplarz jest niepowtarzalny, i dochodzi satysfakcja ze zdobycia takiej płyty.

Reedycje to choroba początkujących winylowców.

Share this post


Link to post
Share on other sites

nie uogólniajmy - jest wiele bardzo dobrych współczesnych tłoczeń - ja sam bardzo lubię 200gramowe tłoczenia Classic Records...


W końcu ten cały audiofilizm to i tak hobby jak każde inne - chociażby kolekcjonowanie lalek Barbi. Co kto lubi ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja kupiłem reedycję Porcupine Tree In Absentia i myślę, że odbiega od 1st press tylko in plus kolorowymi kopertami na płyty, brzmienie jest na pewno takie samo o ile nie lepsze :-D To samo tyczy się wznowienia In The Court Crimsonów, temat już trochę wałkowany i jak na razie nikt chyba nie powiesił na tym psa :-) Ja jestem z tej grupy "winylowców", którym smażenie, skwierczenie i inne wspaniałe tła i niepowtarzalne zjawiska przeszkadzają, a wręcz uniemożliwiają odsłuch. Trudno znaleźć np. Blue Train Coltrane za normalne pieniądze.

Edited by thrak
  • Like 1

"Proszę państwa. Ja nie jestem przeciwny zebraniom, wręcz przeciwnie, nie mam nic na przeciwko, ale..."

Share this post


Link to post
Share on other sites

>>>faust,

"...Winylowe wznowienia niewiele różnią się od CDsów..."

 

Jeśli gramofon gra tak jak kompakt, to coś nie w porządku z tym gramofonem/wkładką.

Pozdro,

Yul

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie jeden raz już dotykałem tematu wznowień, 180, 200 czy tam więcej... Jakoś nie mam przekonania do tych spraw, choć znam wielu, którzy pozbywają się starych wydań i kupują wyłącznie nowości... Ja mam tylko jeden problem, no może nie jeden ale główny z tymi wydaniami - cyfrowa obróbka materiału. To załatwia dla mnie sprawę - tak mam. Mam wśród setek winyli tylko jedno nowe - In the Court of the Crimson King. Rzecz jasna mam kilka innych wydań tej perły i słucham tych starych... Nową wrzuciłem tylko raz i... Pięknie, ale tak jak z kobietami bywa - myślę o tym, że nieraz spotykamy piękne kobiety, jak modelki, cud! I? I nic... Czegoś brak. A inne, wcale nie najpiękniejsze, starsze a mają to coś za czym przepadamy! Prawda? Z definicji nie kupuje nowych wykonawców na winylu - dla nich rezerwuje cd. Przecież i tak od początku "szli cyfrą", więc czarowanie jej na analog to chyba nie do końca ok. Na szczęście dla mnie olbrzymia większość moich ulubionych kończy sie w okolicach połowy lat 70-tych więc jest w czym wybierać. I niekoniecznie first pressy muszą trzeszczeć - po prostu trzeba kupować egzemplarze, które nie trzeszcza:) Nie jest to łatwe i kosztuje sporo, ale warto! Na znanym portalu i chyba każdym innym to loteria, ale przy lekkim doświadczeniu są wyniki. A wznowienia jeśli już to tylko z epoki winylowej - drugie, trzecie wydania najwyżej - ale to inny gatunek wznowień:) U mnie jeszcze dochodzi skrzywienie wydań brytyjskich, choć według mnie nie ma różnic wyraźnych pomiędzy starymi wydania z różnych krajów zachodu zgniłego:) Co innego Ameryka - ich wydania od razu rzucają sie w oko i ucho, ale i tak trwam przy brytyjczykach - ot popularny przypadek chorobowy wśród winylowców (a jestem nim po wielu latach dopiero od lekko pond roku!!!!)

Share this post


Link to post
Share on other sites

To że są "obrabiane cyfrowo" musi budzić w winylowcach taki wstręt że do rąk czegoś takiego nie wezmą. Nie wiem czy tu leży pies pogrzebany. Moje doświadczenia są takie że złą opinię o współczesnych tłoczeniach wyrobiły u mnie wytwórnie typu Mikulski. Mam trochę nowych wydań amerykańskich i japońskich, grają bardzo dobrze, ale gdy bezpośrednio porównam ze starymi tłoczeniami - różnica jest wyraźna na korzyść staruszków. Rzecz tyczy jazzu lat 50 60. Wiadomo Kupno bardzo dobrze zachowanych first pressów to chore pieniądze, ale zaczynam dochodzić do tego że lepiej kupić jedną "wypasioną" zamiast trzech "zwykłych". Pewnie zależy jaka muzyka i czego się oczekuje. Ja nie szukam krystalicznych brzmień, niuansików w szóstym planie, basu niskiego z przecudną kontrolą. W tej konkurencji CD wcale nie jest wiele gorsze. Ja poszukuję życia, energii, czegoś co trudno mi wyjaśnić ale mówię na to "magic". I tu winyl jest nie do pobicia. I to traci się czyszcząc i "poprawiając nagrania. Dlatego odwracam się od japońskich tłoczeń które brzmią teoretycznie "lepiej", od remasterów RVG bo dla mnie stwierdzenie że brzmi to jakby było dziś nagrane to wada a nie zaleta.

Nie mam wiele doświadczenia z rockiem lat 60 70 może tu nie ma takich różnic.

Dla mnie niestety pozostaje dośc kosztowna droga...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Thrak

To ja też dorzucę kamyk :) Z całym szacunkiem, ale... jak mam do wyboru kupić płytę np. M. Davisa za 70-250 zl. wydaną współcześnie na nośniku winylowym, to zdecydowanie wolę: albo polować na stare wydanie w dobrym stanie (niekoniecznie 1press) ewentualnie kupić to na CD za 20-30% ceny winyla. Problemem współczesnych wydań jest w dużej mierze wywindowana cena. Poza tym wydań klasycznych płyt było zazwyczaj wiele. Np płyty Zeppelinów. Tu mamy do wyboru: red-plum 1 pressy itp. Red-green wydania z epoki ich powstawania. Reedycje (rewelacyjnie brzmiące!) z lat 80tych. Jest tego od cholery i trochę, akurat chyba Zeppów jeszcze nikt nie wydał na audiofilskich 200g po stówce za sztukę. Ale wiele wznowień które widuję w MM jest cały czas dostępnych na alle.. eb... i innych komisach itp.

Co do klasyków jazzu i płyt wydanych w latach 50-tych, 60-tych. Zgoda. Tu będzie ciężko. Niemniej wg mnie sam thrak musisz zdecydować. Kupić 2 winyle czy 5-6 CD za tę samą cenę :) Dzwięk pewnie będzie zbliżony do siebie :)

pozdrawiam

nt

Share this post


Link to post
Share on other sites
akurat chyba Zeppów jeszcze nikt nie wydał na audiofilskich 200g po stówce za sztukę

 

tak na marginesie - było już takie wydanie 200g z Quiex-a

 

rozeszły się w moment i podobno brzmią rewelacyjnie

 

"used the original master tapes and cut the album using their all analog and tube amplified mastering process; allowing every conceivable detail and nuance from the original recording to be translated to this pressing."

 

teraz się pojawiają na ebayu ale ich ceny są przesadzone - ok 100F


audiokarma.org

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wydaje mi się że koledzy >maciek1< i >bat73< być może trochę przesadzają z deklarowaniem ostentacyjnego obrzydzenia do wszystkiego co "cyfrowe" na vinylach. Wiele ciekawych płyt nagrano w połowie lat 80-tych już w sposób cyfrowy. Na przykałd: sporo późniejszych płyt Dire Straits, Police, Zuzanka Vega, Eryś Clapton "Unplugged", Nirvanka "Unplugged", że przytoczę pierwsze z brzegu przykłady. To brzmi źle? A jakim cudem? A jazzowe płyty amerykańskiej wytwórni GRP? A znaczna część jazzowego katalogu ECM? To też Waszym zdaniem nic nie warte? A genialne wykonania klasyki, które ukazały się pod koniec lat 80-tych i w latach 90-tych? To wszystko jest przecież z "cyfry" zrobione. Moim zdaniem muzyka nie umarła z chwilą wprowadzenia zapisu cyfrowego.

Pozdro,

Yul

Share this post


Link to post
Share on other sites

tak na marginesie - było już takie wydanie 200g z Quiex-a

 

(...)

 

teraz się pojawiają na ebayu ale ich ceny są przesadzone - ok 100F

 

ok. No akurat nie wiedziałem. Ale przypuszczam, że one i w normalnej sprzedaży tanie nie były. Myślę, że autorowi wątku chodziło raczej o "normalne" wydania, których wyróżnikiem, jest w zasadzie audiofilska waga :)

A co do uwagi Yula to w pełni się zgadzam. Lata 80-te to już w daleko posunięta digitalizacja. A ileż wspaniałej muzyki :)

pozdrawiam

nt

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niezbyt jasno to napisałem. Mam takie samo zdanie jak yul. To że coś zostało cyfrowo nagrane czy masterowane nie oznacza jakości Cd audio. Nagrania cyfrowe z lat 80 brzmią bardzo dobrze z winyla. Miałem na myśli "alergiczną" reakcję na słowo cyfrowy której sam nie rozumiem. Gorszą rzeczą jest dla mnie remasterowanie starych nagrań w celu dostosowania ich brzmienia do dzisiejszych upodobań. Mnie ta estetyka brzmienia nie odpowiada

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niezbyt jasno to napisałem. Mam takie samo zdanie jak yul. To że coś zostało cyfrowo nagrane czy masterowane nie oznacza jakości Cd audio. Nagrania cyfrowe z lat 80 brzmią bardzo dobrze z winyla. Miałem na myśli "alergiczną" reakcję na słowo cyfrowy której sam nie rozumiem. Gorszą rzeczą jest dla mnie remasterowanie starych nagrań w celu dostosowania ich brzmienia do dzisiejszych upodobań. Mnie ta estetyka brzmienia nie odpowiada

A no to w takim razie źle odczytałem, sorry. Ja się o 11:11 wpisałem tak a nie inaczej, bo trochę mnie rażą i od czasu do czasu wygłaszane, takie dziwne, niczym nie poparte deklaracje: "ja to tylko do połowy lat osiemdziesiątych, później to już vinyl się skończył". Jakiś czas temu gościłem jednego takiego pana staroświeckiego, bardzo zadzierał nosa i ten swój skromny manifest co 5 minut wygłaszał. Okazało się, że jednak słuchamy po części tego samego - barok plus Mozart. Puszczałem mu zatem te stare Telefunkeny, Dekki, EMI-HMV-y, mam trochę tego. A na koniec puściłem Academy of Ancient Music pod Hogwoodem. "Panie! Rewelacja, fenomenalne! Musze se kupić!" - zagotował się nagle pan staroświecki. A to było Digital Aufname, hehe.

Pozdro,

Yul

Edited by Yul

Share this post


Link to post
Share on other sites

Yul>>>

Przepraszam Cie ale nigdzie nie napisałem o obrzydzeniu... Wprost przeciwnie. No i chyba z ta ostentacyjnością to przesada także - ot po prostu skromna opinia na forum. Nie ma co ubierać skromnych opinii w duże słowa, bo to przeinacza intencje. Jak napisałem jest to mój problem, tak mam, ale żeby od razu była to ostentacja i obrzydzenie? Moja opinia o In the Court podsumowana jednym słowem - Pięknie... Gdzie tu obrzydzenie? Po prostu moje zdanie i tyle. Nie trzeba go podzielać, ale też proszę go nie zmanipulowywać... Z racji moich funkcji dosyć często spotykam się ze zmanipulowanymi moimi wypowiedziami stąd jestem akurat na tym tle dosyć wyczulony. Czyli: ani obrzydzenie ani ostentacja, no chyba że jest nią każda wyrażona opinia na Forum.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja przyznaję że moja wypowiedź o "obrzydzeniu" była kompletnie niejasna. Mam dokładnie to samo zdanie na temat "wstrętu" do słowa "cyfrowy". Trochę za bardzo skróciłem :) Trzeba mieć przyjemność ze słuchania. Reedycje to na pewno tańsza alternatywa. Czekam na głosy od osób które mają możliwość bezpośredniego porównania reedycji z 1 pressem czy wczesnym wznowieniem

Share this post


Link to post
Share on other sites

>>>maciek1,

Maciek, jeśli poczułeś się manipulowany moim wpisem to przepraszam, nie miałem intencji żeby kogokolwiek manipulować. Ale napisałeś:

"...Z definicji nie kupuje nowych wykonawców na winylu..."

"...A wznowienia jeśli już to tylko z epoki winylowej..."

To są moim zdaniem dość zdecydowane deklaracje. Wprawdzie nie napisałeś:

"...Z definicji nie kupuje się nowych wykonawców na winylu...", ale już ten drugi cytat można odczytać jako wskazówkę, coś na kształt pewnika. Może lepiej byłoby napsać: "...A wznowienia jeśli już kupuję to tylko z epoki winylowej...". Rozumiem, że w tym momencie wyrażasz swój pogląd, masz do tego pełne prawo. Ja wyrażam pogląd przeciwny, a Ty robisz z tego wielką manipulację. Po co? Szczerze mówiąc, to sądzę, że niepotrzebnie szufladkujesz - na przykład - to jest "nowy wykonawca", ex definitione wiemy, że nie może to być udany vinyl. I tu się mocno mylisz/nie wiesz co tracisz. Namawiam Cię na posłuchanie tego i owego, sądzę że warto się trochę otworzyć na np. taką starszą panią Kari Bremnes, albo Holly Cole, Norkę Jones. No chyba że nie cierpisz wokalistek, no to nie ma sprawy, oczywiście nie ma co się męczyć słuchaniem tego, tylko dlatego, że jakość techniczna jest doskonała.

Przyjmiesz radę - będziesz miał tak samo jak "pan staroświecki" z postu nr. 13. Nie przyjmiesz - będziesz wciąż wydawał na mnitowe brytyjskie firstpressy, na dodatek nie podrapane. Te to dopiero kosztują, hoho! Jak Ci to wychodzi taniej niż nowa płyta za stówkę, to tego nie wiem.

Pozdro,

Yul

Edited by Yul

Share this post


Link to post
Share on other sites

Yulu :-) i znowu się zgadzamy :-) tym razem co do GRP. Zacząłem od Kevina Eubanksa "Sundance" (można wyrwać nówki zafoliowane jeszcze za grosze; btw kto mu takie [email protected]#we obciachowe - przepraszam za łacinę ale sprawdźcie sami - okładki projektował??!!!), potem kupiłem całą jego dyskografię z US zafoliowaną (gdzieś wrzucałem na forum fotę w amoku euforii po otrzymaniu przesyłki) plus Patitucci i Holdsworth (to akurat nie GRP) i dalej poluję na Lee Ritenour i Chicka Corea z czasów GRP. Na każdej płycie na frocie okładki jest "Digital Master" ale mnie to nie rusza bo muzyka brzmi zabójczo. Cyfra nie jest taka zła tylko musi być wykorzystana po całości a nie jak przy cd obcięta - jakby się jakiś księgowy dorwał żeby więcej weszło jak najtaniej.

Co do reissues to szukam Coltrane'a ale jakoś nie uśmiecha mi się płacenie po 50 funciaków albo lepiej, chyba oleję te nowe i polecę w jakieś japany w mincie, można znaleźć w przyzwoitych cenach i chyba ta sterylność nie będzie mi przeszkadzać, ważne żeby nie brzmiały jak 3 kopia z kasety, tak jak niektóre reedycje potrafią.


"Proszę państwa. Ja nie jestem przeciwny zebraniom, wręcz przeciwnie, nie mam nic na przeciwko, ale..."

Share this post


Link to post
Share on other sites

>>>Thrak'u :),

Jak Cię GRP kręci, to polecam jeszcze takiego artystę jak Dave Grusin. Jazzman-pianista, komponował i grał ożywczy, pogodny jazz ze "szczyptą chili", jak to sobie nazywam, czyli z lekkim zabarwieniem meksykańskim. To kalifonijczyk, pił pewnie dużo tekili i pisał po tym muzykę - to słychać :) No i bardzo fajna muzyka filmowa. Ritów (Lee Ritenour) mam 5 sztuk. Najfajniejsze to: "Portrait", "Festival" i "Colour Rit". Dość fajna jadzda z tej wytwórni jest też z grupką "The Rippingtons" - szybkie, radosne i optymistyczne granie. Osobliwym zjawiskiem jest też GRP Switzerland. Nie należy tego pomijać, tłoczenia szwajcarskie w niczym nie ustępują amerykańskim. Swiss made - wiadomo.

Pozdro,

Yul

Share this post


Link to post
Share on other sites

Grusin'a też już miałem na widelcu ale to białe jakieś collection chyba, oczywiście w folii bo w cholerę tego jest po zlikwidowanych sklepach, hurtowniach muzycznych itp. raczej mało chodliwa muzyka taki jazzik w latach '80 :-] Jeszcze Valentin miał kilka fajnych płyt - Kalahari chyba jedna z lepszych ale Eubanks mnie zabił Sundance'em :-D pierwszy odsłuch na talerzu mnie zmiótł, idealne równiutkie i pokomplikowane bębny, świetna gitara Kevina i [email protected]#$ta produkcja, chyba całe osiedle ze mną słuchało tego po 22:00 i nikt nie dzwonił po straż miejską :-D

 

Co do Rita to poluję na mintowe Captain Fingers. Portrait jest w folii na ebayu chyba za grosze. Kupiłem ostatnio "Stolen Moments" (to jest GRP Swiss made) i jest świetne :-D a kolekcja rośnie :-D


"Proszę państwa. Ja nie jestem przeciwny zebraniom, wręcz przeciwnie, nie mam nic na przeciwko, ale..."

Share this post


Link to post
Share on other sites

A jakie jest Twoje zdanie na temat tych zafoliowanych copy-cut? Nie są przypadkiem pofalowane? Ja kiedyś kupiłem taką amerykańską "pieczątkę", ale przypominała...polską karpatkę, cie choroba! Nie zrażony tym kupiłem drugą zafoliowaną, ale była podrapana z kolei. Mam ćwiczyć temat dalej, czy dać sobie spokój?

Pozdro,

Yul

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hmm, ten Eubanks "Sundance", którego kupiłem jako pierwszą płytę GRP, to akurat była z allegro, zafoliowana z dziurą na wylot w rogu, troszkę trzaskała jak słuchałem na pół skali wzmaka i była bardzo zakurzona jak na nówkę ale przetarcie płynem do płyt wystarczyło. Co do kształtu to płaska jak stół. Paczka od wuja Sama z US to samo, płaskie jak tafla (wszystkie nacięte). Fakt, że kupowałem u gościa, który miał same zafoliowane po 10 albo więcej szt. tego samego tytułu (chyba kupił towar po jakimś zlikwidowanym sklepie czy coś) ale nawet podróż samolotem i przewalanie na lotnisku im nie zaszkodziły, więc chyba musiałeś mieć pecha i płyty albo leżały gdzieś na poczcie przy grzejniku (widziałem na własne oczy takie paczki leżące naokoło grzejnika u mnie w urzędzie jak paniusia drzwi uchyliła na zaplecze). Tak czy inaczej polecam Sundance :-D wspaniała muza.

Edited by thrak

"Proszę państwa. Ja nie jestem przeciwny zebraniom, wręcz przeciwnie, nie mam nic na przeciwko, ale..."

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wracając do tematu, wznowień Coltrane'a nikt nie ma i nie słyszał?

Miles'a Davis'a może ktoś testował te nowe?

Queeen wydane w pięknych gatefold z kopertami foliowymi w komplecie?


"Proszę państwa. Ja nie jestem przeciwny zebraniom, wręcz przeciwnie, nie mam nic na przeciwko, ale..."

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Paweł Skurzewski

thrak,

ja mam a love supreme,giant steps,crescent,blue train,traneing in,oraz the last trane-wszystkie brzmią dobrze.A love,crescent i giant nawet bardzo dobrze.Natomiast doskonałym przykładem świetnie brzmiących wznowień jest box Genesis 70-75 mixowany w 2008.Cud miód i orzeszki.

P.S

 

z Davisa posiadam jubileuszowe wydania KoB na blue vinyl i też brzmi dobrze,choć KoB wydany przez Clasic Records które też mam brzmi zdecydowanie lepiej.

P

Edited by Paweł Skurzewski

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kupiłem jakiś czas temu reedycję L.A.Woman Doorsów i w/g mnie oprócz słabej okładki (zwykła koperta plus biała inner sleeve) to brzmi rewelacyjnie. Gruby winyl no i cena przyzwoita - jakieś 38 pln chyba dałem na wyprzedaży w Saturninie :-)

To samo Red Hotów Blood Sugar, okładka słabość ale płyta i muzyka wspaniałe, czyściutko, dynamika, szczególiki, etc.

 

Jest jeszcze takie KOB Milesa z inną oładką http://allegro.pl/lp-miles-davis-kind-of-blue180gram-folia-i1469050353.html

Ma ktoś? Warto?


"Proszę państwa. Ja nie jestem przeciwny zebraniom, wręcz przeciwnie, nie mam nic na przeciwko, ale..."

Share this post


Link to post
Share on other sites

„Reedycje to choroba początkujących winylowców” Chyba nie do końca tak jest. Ja winyl odkryłem niespełna rok temu a wole/lubuje się w pierwszych wydaniach. Jest z tym czasem trochę „zabawy” nim trafi się na zadowalający stan płyty. Jedyne wznowienie jakie mam to DIO - HOLY DIVER wydanie BACK ON BLACK ROCK CLASSICS 2010. Bez dwóch zdań nowa gra lepiej w porównaniu z wydaniem Made in Holland 1983.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chyba muszę odszczekać. Słuchałem wczoraj "ohydnie" wyglądającej reeedycji Jazz at the Pawnshop - wiecie "nowy" niezbyt gruby błyszczący karton, labele jakby odbitki ksero a wszystko made in Germany.

Grało więcej niż dobrze. Co prawda to "audiofilska" realizacja więc niby nie to co lubię najbardziej - selektywnie brzmiące instrumenty, czyste wybrzmienia, krystaliczna barwa (tak tak tego nie lubię - na mnie zazwyczaj sprawia to wrażenie "fałszu" i to zarówno z płyty jak i na koncertach gdzie nagłośnienie właśnie tak to wszystko deformuje) natomiast brzmi to barxdszo efektownie i od czasu do czasu można posłuchać.

Nie mam porównania z oryginałem na winylu, ale to co usłyszałem było niezłe.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli chodzi o nowe wydania, podzielę się takim spostrzeżeniem jeśli chodzi o jakość produkcji. Zakupiłem sobie Alice in Chains wydanie MOV. Pierwszy egzemplarz miał przetarty grzbiet, jakby od środka, od płyt. Wymieniłem. Otwieram drugi - koperty poprzecierane...

 

Mam kilkadziesiąt płyt z ebaya, w wieku 25-40 lat, wiele placków jest zaledwie VG, ale koperty, te drukowane ze słowami - jak nowe. Ogólnie to solidniej wygląda, nie mam wrażenia, że zaraz mi się rozpadnie w rękach.


We stand in the Atlantic
We become panoramic

Share this post


Link to post
Share on other sites

Witam. Skoro o reedycjach mowa, to czy ktoś miał do czynienia z tymi oto wydaniami Dead Can Dance - płyty "Into the Labyrinth" i "Spiritchaser"?

 

http://cgi.ebay.pl/DEAD-CAN-DANCE-Into-The-Labyrinth-MFSL-2x-RTI-HQ-LP-SS-/400193887277?pt=UK_Records&hash=item5d2d6a1c2d

http://cgi.ebay.pl/DEAD-CAN-DANCE-SpiritChaser-RTI-HQ-MFSL-2x-LP-SS-/180623120274?pt=UK_Records&hash=item2a0dfa1792

 

Czy warto się nimi zainteresować?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Witam. Skoro o reedycjach mowa, to czy ktoś miał do czynienia z tymi oto wydaniami Dead Can Dance - płyty "Into the Labyrinth" i "Spiritchaser"?

 

http://cgi.ebay.pl/DEAD-CAN-DANCE-Into-The-Labyrinth-MFSL-2x-RTI-HQ-LP-SS-/400193887277?pt=UK_Records&hash=item5d2d6a1c2d

http://cgi.ebay.pl/DEAD-CAN-DANCE-SpiritChaser-RTI-HQ-MFSL-2x-LP-SS-/180623120274?pt=UK_Records&hash=item2a0dfa1792

 

Czy warto się nimi zainteresować?

 

Mobile Fidelity remasterowali edycje CD i SACD- bardzo dobra robota, cd-ki zdecydowanie zyskały - lepsza przestrzeń, głębia, wybrzmienia... zwłaszcza środkowe płytki jak Within.. czy Serpents, bo na wcześniejszych to chyba za słaby materiał wyjściowy, a ostatnie dwie to już sam Brendan zadbał o jakość, niewiele zostało do poprawienia. Natomiast remastery winylowe pierwszych czterech albumów były robione przez Vinyl 180 - też bardzo dobre brzmienie. Nie przegieli w podkręcanie na maksa wszystkich gałek (jak to się czasem zdarza w remasterach).

 

Także IMHO te reedycje zapowiadają się ciekawie (szkoda, że cena jakaś wydumanie wysoka).

 

Co do głównego wątku dyskusji - z reedycjami jak z wieloma rzeczami, można powiedzieć - to zależy kto robi. Mam reedycje płyt Miles Davis Quinted, które brzmią super i jedno, które brzmi baaardzo słabo, jabkby tak na prawdę robili kopię ze starej, zleżałej taśmy. Wspomniane powyżej reedycje DCD też pokazują, że można w starszych nagraniach coś poprawić. Ale dyletanci potrafią cyfrowo spaprać wszystko - istnieją edycje cd pierwszych płyt beatlesów, w których oryginalne 'dual mono-stereo' zremasterowano tak, aby było zwykłym 'stereo' :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Recently Browsing   1 member

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.