Jump to content
IGNORED

Live kontra Audio


Chicago

Recommended Posts

Wpadł mi do głowy pomysł na wątek w temacie muzyki odbieranej na żywo i tej słuchanej ze sprzętów audio w domowych warunkach. Nie chodzi mi o jakieś klasyfikacje i ranking techniczny czy też o estetykę audiofilską, tylko o wrażenia jakie wywołuje sama muzyka niektórych wykonawców słuchanych z płyt i tych samych wykonawców słuchanych na żywo. Z doświadczenia wiem, że nie wszystko co gra mój ulubiony wykonawca na żywo musi mi się podobać z płyt i nie wszystko co na żywo musi być jednoznacznie lepsze od płyt, choć wiadomo, że duch muzyki i jego energia pochodzi od żywych organizmów i jak się czegoś naocznie nie zobaczy, nie usłyszy i nie odczuje na własnej skórze, to zawsze podczas słuchania tego samego z płyt będzie istniało jakieś ograniczenie lub bariera w ośrodku wyobrażni.

 

Moim pierwszym przykładem niech będzie Keith Karrett - byłem na czterech koncertach trio i zawsze była miazga, jednak słuchając ich z płyt, i to powiedzmy z tych samych klimatów, które dane mi było wysłuchać i zobaczyć live - też jest miazga i można powiedzieć, że bardzo dobrze. Podobnie z Patrycją Barber, którą znam w gigów i koncertów - tutaj za przykład niech posłuży słynny koncert z Green Mill - Companion. Byłem na tym koncercie, mam kilka wydań tej płyty i powiem, że sam koncert urywał dupę swoją energią, atmosferą i soundem, ale z płyt jest też całkiem dobrze i słucha się tego wspaniale. Zupełnie z innej beczki to Fareed Haque i jego fusion z elementami muzyki hinduskiej. Byłem na wielu jego koncertach w różnych konfiguracjach i zawsze mam ten sam problem - na żywo wszystko jest super, natomiast jego płyt nie mogę słuchać, pomimo, że są nieżle nagrane. Zupełnie z przeciwległego bieguna - muzyka z ecmowskich projektów Tima Berne'a - płyta wspaniała, choć to ciężki materiał, natomiast ten sam projekt na żywo potwornie mnie zmęczył i o mały włos nie zacząłem chrapać, choć to bardzo intensywna muzyka. Z klasyką wielkiego kalibru to mam w ogóle problem - po jakimkolwiek koncercie symfonicznym w filharmonii nie mogę słuchać niczego z płyt - musi minąć trochę czasu, zanim się z powrotem przyzwyczaję do brzmienia domowego stereo i zaakceptuję dżwięki skompresowane i w żaden sposób nie oddające nawet w minimalnym stopniu ducha koncertu live w CSO.

 

Zapraszam do wątku wszystkich, którzy mają doświadczenia w odbiorze tych samych wykonawców z płyt i na żywo. Hvala.

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Dla mnie sprawa jest prosta.Nic nie zastąpi muzyki na żywo.I nie chodzi tu o parametry techniczne,o to,że każda technika ma swe ograniczenia.Chodzi o coś więcej.O psychologię odbioru.o percepcję zjawiska muzyki na żywo.A to nie tylko muzyka,nie tylko sam dźwięk.To również wrażenia wzrokowe (wszak podobno faceci to wzrokowcy),to bezpośredni kontakt z artystami,z publicznością.To również wygląd sali,scenografia,oświetlenie.To całokształt zjawisk oddziałujących na wszystkie zmysły.Nawet jeśli na żywo coś nie wyszło to wrażenie jest większe niż w domu bo zupełnie inna jest nasza koncentracja.

Osobny temat to problem,które gatunki muzyczne szczególnie lepiej prezentują się na żywo.Ja uważam,że np. muzyka poważna czy free jazz zdecydowanie lepiej odbiera się na koncercie.

 

Z muzyką rockową mam mniejsze doświadczenie.Ale wydaje mi się,że w domu,na dobrym sprzęcie może być lepsze wrażenie.Moim zdaniem na koncercie rockowym najczęściej słychać ścianę dźwięku,brak jest selektywności i detalu.Dżwięk jest zamazany.Natomiast w domu,na dobrym sprzęcie,w wygłuszonym pomieszczeniu słychać więcej.Ale to też zależy jakie kto ma priorytety.Jeśli dla kogoś liczy się tylko czysta energia i uderzenie dźwięku to dla niego koncert będzie większym przeżyciem.

Link to comment
Share on other sites

Z muzyką rockową mam mniejsze doświadczenie.Ale wydaje mi się,że w domu,na dobrym sprzęcie może być lepsze wrażenie.Moim zdaniem na koncercie rockowym najczęściej słychać ścianę dźwięku,brak jest selektywności i detalu.Dżwięk jest zamazany

 

Nie ma znaczenia,jest podobnie jak z innym repertuarem,live może być zamazaną ścianą dźwięku lub ultra-selektywnie,dynamicznie i czysto.

Natomiast jest masa wykonawców,których mógłbym oglądać na żywo co weekend,a płyty nie widziały odtwarzacza od lat.Odwracając sytuację:tu znów znajdę relatywnie niewielu wykonawców,których słucham namiętnie w domu,a rozczarowali podczas koncertu.

Kilka przykładów,w miarę świeżych:

Tord Gustavsen-na żywo niesamowity,ogień i woda,tornado i jednocześnie wyciszenie,w domu...niezbyt chętnie wracam do jego płyt.

Biohazard-typowy zespół koncertowy,płyty w domu leżą i obrastają kurzem.

W.A.Mozart-Krönungs-Messe C-dur ze 100-osobowym chórem-po takich emocjach nawet nie myślę aby w domu słuchać klasyki,więc nie słucham.

Giacomo Puccini-Cyganeria,Opera Krakowska-patrz j.w.

Kreator-z krążka świetni,na koncertach jeszcze lepsi...albo na odwrót;)

Soulfly-koncert-jak dla mnie:rozczarowanie 2015 live,w domu czasem posłucham.

Motörhead-Wiele sobie obiecywałem po tym spektaklu,niestety występ miał miejsce na kilka dni przed śmiercią Lemmy'ego,koncert dobry,mogę sobie tylko wyobrazić jak wyglądałby 10-15 lat temu,pewnie o wiele bardziej motorycznie,do płyt wracam rzadko.

l'enfant sauvage

Link to comment
Share on other sites

Heavy metal - stworzony do głośnego grania i słuchania. Powszechnie wiadomo, że w znacznej części realizacja tych płyt jest kiepska. Niestety głośniejsze słuchanie tego na lepszym sprzęcie w domu to jazgot i kakofonia. Chodzę na takie koncerty (ostatnio Accept w Wilnie, Judas Priest w Gdańsku czy Manowar w Warszawie). Tam już jest ściana dźwięku. Ale jest też klimat i porywająca energia. Inny powód, to że koncert jest rodzajem spektaklu, który ogląda się z zainteresowaniem (King Diamond, Therion). Chodzę też dlatego, że mam takie możliwości i rajcuje mnie zobaczenie na żywo tych, których jako nastolatek nie mogłem zobaczyć (Gamma ray, Helloween, Manowar). I na takich koncertach nie oczekuję selektywności, detaliczności i temu podobnych aspektów. Ma być głośno i odjazdowo!

Sony CDP-557ESD -> Inakustik Monitor Lemnos ->; Sony HAP-Z1ES -> Inakustik Excellence -> Sony TA-E80ES -> Inakustik Excellence -> Sony TA-N80ES -> Kimber Kable 8TC -> Jbl TL260/Sony SS-G7.

Link to comment
Share on other sites

Live kontra Audio - zawsze wygrywa live - zawsze, nawet koncerty elektryczne, stadionowe na których może być kiepsko słychać są dla mnie większym wydarzeniem i muzyczną ucztą niż pierdzenie z browarem przed audio ołtarzem w domciu ;-)

Uwielbiam hifi, ale czym innym jest słuchanie np. akustycznych występów w małej sali Brotzmanna albo Vandermarka z 5ciu metrów na żywca, a czym innym granie z audio.

 

ps

w niedzielę jadę z córcią do Ergo Areny na jej ulubionego Slipknota - już sam się nie mogę doczekać... i co tutaj porównywać??

Link to comment
Share on other sites

Przypominają mi się dwa koncerty w Kongresowej,jeden Jarretta a drugi Rubalcaby w czasie których byłem świadkiem przeżyć niemal mistycznych,metafizycznych.Na sali było wyczuwalne niesamowite napięcie,w powietrzu wyczuwalna była elektyczność.Panowała przejmująca cisza,słychać było przelatującą muchę.Publiczność niemal zmarła.

Takie wrażenia pozostają w pamięci na zawsze i są nie do osiągnięcia w domu.

 

I jeszcze jedno.Po wyjściu z dobrego koncertu zawsze czuję się pozytywnie naładowany.podkręcony a czasami nawet uduchowiony.To bezcenne!

Link to comment
Share on other sites

jej ulubionego Slipknota

fajna kapela!

Tak, koncerty na żywo to wielkie przeżycie, w domu tego nie doświadczysz, nie na trzeźwo;-)

Jedno z największych moich przeżyć - Dwadzieścia spojrzeń na dzieciątko..... O. Messiaena.....po koncercie z przyjacielem kupiliśmy flaszkę, spożyliśmy w milczeniu i dopiero mogliśmy zacząć dyskusję....a znamy dzieło dobrze z nagrań...

Link to comment
Share on other sites

I jeszcze jedno.Po wyjściu z dobrego koncertu zawsze czuję się pozytywnie naładowany.podkręcony a czasami nawet uduchowiony.To bezcenne!

Słuszna uwaga Wojciechu; Koncert to jakby przejście do innego wymiaru. To także kontakt z ludźmi. tymi na scenie i tymi obok ciebie.
Link to comment
Share on other sites

Bylem tydzien temu w fiharmonii. Polskiej , wojewodzkiej, sala piekna i pelna. Haydn i Mozart z chorem, goscinny dyrygent z miedzynarodowym doswiadczeniem.

Posluchalem, milo bylo, do filharmonikow berlinskich jednak kawalek.

Puscilem nastepnego dnia Philippa Jordana z LSO dyrygujacego Carmen w Glyndebourne z 2002 r, z blu ray wielkonalowo. , moje niedawne odkrycie.

Wieksze emocje , niz live z filharmonii.

Na zywo : barwa i kontakt z muzyka , lepsze wykonanie i emocje - z odtworzenia.

Lubie muzyke w kazdej postaci, z Tivoli Audio w kuchni i z ipod touch na sluchawkach tez.

Kontakt z muza live od swieta, na codzien dobry sprzet audio.

Konto w trakcie usuwania

Link to comment
Share on other sites

Mój przyjaciel, muzyk jazzowy, również i przyjaciel Bugdana Hołowni, mówi, że między muzyką na żywo, a słuchaniem muzyki z domowego stereo jest taka sama różnica jak między sexem z fajną i gorącą laską w realu, a oglądaniem pornola w super jakości z blu ray'a w domu. Coś w tym jest i pewnie zgadzam się z nim. Całkiem fajne porównanie.

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Myslalem juz wczesniej o tym porownaniu, ale - mimo , ze znam rowniez Bogusia Holownie w realu - mysle, ze jest nietrafione, drogi imienniku.

Pornol jest " zamiast ", muza w domu nie. Czy granie na instrumencie jest bardziej wartosciowe , niz sluchanie muzyki ?

Czy tylko grajac przezywamy ja naprawde ? Nawet , jak jest to nieudolne brzdakanie?

Za to juz spiew w chorze jest czyms , co warto pielegnowac, jesli warunki pozwola, wspolne muzykowanie jest super.

Moim zdaniem sa to rozne aspekty kontaktu z muzyka i wszystkie sa wartosciowe, za wyjatkiem sluchania umpa umpa ze suba w aucie. Ten ostatni - mimo ze to rowniez kontakt z muza - nie ma nic wspolnego z kultura, a wiele z jej brakiem.

Konto w trakcie usuwania

Link to comment
Share on other sites

To tylko porównanie i każdy ma swoje, prawda? Kontakt z muzyką na żywo, a kontakt z muzyką z domowego stereo, to dwa różne światy: światy realnych i prawdziwych dżwięków i światy odbiornika audio z jego mechaniką przetwarzania i odtwarzania tego co na żywo. Co kto lubi. Dobrze, że jest wybór.

 

Za to juz spiew w chorze jest czyms , co warto pielegnowac, jesli warunki pozwola, wspolne muzykowanie jest super.

 

Ale w chórze chłopięcym czy dziewczęcym?

 

Puscilem nastepnego dnia Philippa Jordana z LSO dyrygujacego Carmen w Glyndebourne z 2002 r, z blu ray wielkonalowo. , moje niedawne odkrycie.

Wieksze emocje , niz live z filharmonii.

 

A byłeś w LSO? Nie wyobrażam sobie, żeby coś symfonicznego mogło lepiej zabrzmieć z płyty niż bezpośrednio z realu w filharmonii. Po jakimkolwiek koncercie w CSO, ciężko się czegokolwiek słucha z płyt - musi minąc jakiś czas, żebym powrócił do tych samych lub podobnych nagrań z płyt. Faktem jest, że miejsce w filharmonii jest bardzo ważne. Chicagowską mam obcykaną - box C to najlepsze miejsca i najlepiej słychać, ale drogo, nie ma zmiłuj. W 'B' też nie jest żle.

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

marsio

 

Jeśli już chciałeś porównywać koncert z nagraniem to powinieneś porównać nagranie LSO z koncertem LSO a nie z koncertem polskiej orkiestry.Wtedy takie porównanie miałoby sens.

Ale dla mnie nawet średni koncert live jest większym przeżyciem niż bardzo dobre nagranie.

Link to comment
Share on other sites

porównać nagranie LSO z koncertem LSO

 

Tak kiedyś kilkakrotnie próbowałem porównywać - koncerty symfoniczne z CSO, na których byłem, i praktycznie te same nagrania CSO z płyt - nie da się tego ułożyć w żaden racjonalny sposób. W bezpośrednim porównaniu, muzyka z płyt brzmi jak jakaś ułomna, skompresowana i sprasowana karykatura, O ile jeszcze koncert trio Jarretta potrafi jakoś zabrzmieć w domu, to w przypadku symfoniki jest to po prostu przepaść - przepaść bez dna. Jakiekolwiek porównania są bezsensowne - współczuję ludziom, którzy mówią, że z domowego stereo koncerty symfoniczne ich bardziej kręcą. Śmieszne i zarazem smutne historie.

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Guest NEWNEW

(Konto usunięte)

O ile jeszcze koncert trio Jarretta potrafi jakoś zabrzmieć w domu, to w przypadku symfoniki jest to po prostu przepaść - przepaść bez dna. Jakiekolwiek porównania są bezsensowne - współczuję ludziom, którzy mówią, że z domowego stereo koncerty symfoniczne ich bardziej kręcą. Śmieszne i zarazem smutne historie.

 

Mariusz, dla audiofila, a przede wszystkim melomana oczywistym faktem jest, że nic nie zastąpi obcowania z muzyką na żywo. Nieważne czy to symfonika, czy koncert Kultu lub Metalliki. Zawsze emocjonalny przekaz live jest nie do odtworzenia na jakimkolwiek systemie. Porównywanie tego jest całkowicie pozbawione sensu i co do tego chyba wszyscy; a przynajmniej spora większość tu piszących; będą zgodni.

Link to comment
Share on other sites

No właśnie - z niektórych wypowiedzi wynika zupełnie coś innego niż to co piszesz Tomuś - zupełnie co innego. Niech sobie każdy audiofil szczerze odpowie na pytanie co jest dla niego ważniejsze - wyjście na koncert, gig lub jam session, czy zapakowanie gratów audio do bagażnka i wyjazd za granicę województwa na wspólne domowe odsłuchy i przesłuchy nowo zakupionych kabli i innych różnych gratów. I niech sobie każdy odpowie na pytanie, ila razy w roku jest na muzyce live? Mnie nie musisz nic, a nic udowadniać, absolutnie nic. Najważniejsze, to być szczerym z samym sobą - to wszystko. Jak niektóre wybrane rzeczy czytam na tym forum, to się można posikać ze śmiechu - mniej więcej wygląda to tak: co niektórzy muszą wydać furmankę szmalu, żeby usłyszeć to, co można usłyszeć w realu za dziesięć dolarów - i jakiekolwiek jojczenie niczego w tej kwestii nie zmieni. Nie neguję zabawy w audio, bo ma to swoją jazdę, ale w większości ten cały audiofilski bełkotnik jest naprawdę mocno przegięty, przez co w sumie staje się rozrywkowy - ja tam lubię was czytać chłopaki - jest akcja, jest reakcja!

 

I jeszcze jedno, żeby nie było, że się znęcam - jest tutaj na forum garstka ludzi, którzy mają zdrowy stosunek i dystans do tej całej zabawy i zachowują zawsze odpowiedni balans - ale to tylko garstka.

Parker's Mood

Link to comment
Share on other sites

Zawsze mnie dziwi, jak ktos przy calej zlozonosci audio ma tak jednoznaczne sady i jest pewny swego. W dodatku osoby o innych pogladach uwaza za mocno nierozgarniete. To jest to, co najbardziej razi na forum.

No a juz styl konfrontacyjny wypowiedzi to dosc powszechny standard, niestety. Strach sie odezwac.

Dla jasnosci sprawy - uwazam muzyke live za wzorzec , niedoscigniony w warunkach domowych , ale - akustycznie. Zwracam tylko uwage , ze przecietne wykonania live moga dawac mniejsza satysfakcje, niz wybitne z odtworzenia. Muzyka w domu potrafi wywolac gesia skorke i nirvane, ktorej na kiepskim koncercie sie nie doswiadczy.

Troche podobnie ,jak polski mecz ligowy na zywo w pilke kopana nie wywoluje emocji takich, jak np Chelsea kontra Arsenal w tv.

Konto w trakcie usuwania

Link to comment
Share on other sites

Guest nosferartur

(Konto usunięte)

Mój przyjaciel, muzyk jazzowy, również i przyjaciel Bugdana Hołowni, mówi, że między muzyką na żywo, a słuchaniem muzyki z domowego stereo jest taka sama różnica jak między sexem z fajną i gorącą laską w realu, a oglądaniem pornola w super jakości z blu ray'a w domu. Coś w tym jest i pewnie zgadzam się z nim. Całkiem fajne porównanie.

 

Jeżeli „seks” pojawia się w życiu raz do roku, albo rzadziej i to pewnie pośledniej jakości, to pieprzyć taki seks. Rzeczywistą rzeczywistością I to zdroworozsądkową będzie blue rey.

Link to comment
Share on other sites

Guest nosferartur

(Konto usunięte)

Ale to wtedy jest konieczność czy względy praktyczne.Tu zgoda!Ale na podstawie tego nie można twierdzić,że BR jest lepszy od prawdziwego seksu (trzymając się tej metafory).To ersatz,namiastka.

 

Niby dlaczego, a higiena? Możesz odczuwać podniecenie, ale brzydzić się fizycznym kontaktem.

Link to comment
Share on other sites

Guest nosferartur

(Konto usunięte)

No tak,są różne dewiacje

 

Obrzydzenie na widok bigosu na talerzu (nie tak stary jak seks, czy Ziemia) również zaliczasz do „różnych dewiacji”?

Link to comment
Share on other sites

Ale wracając do meritum.Myślę,że ci którzy twierdzą,że audio jest lepsze niż live to po prostu niewiele zaliczyli dobrych koncertów w swoim życiu.

 

Lubię bigos (zwłaszcza stary) ale jestem w stanie zrozumieć,że ktoś może odczuwać obrzydzenie na jego widok.To sprawa kulturowa,zwyczajowa.Nasze flaki w wielu krajach uchodzą za obrzydliwe.Ale co to ma wspólnego z tematem wątku?

Najczęściej sprawa wygląda tak.Ktoś nie chodzi na koncerty bo mu się nie chce,bo nie ma możliwości,bo mu żona nie pozwala itd. a następnie dorabia do tego ideologię,że w domowym zaciszu,na jego ulubionym sprzęcie,z lampką wina audio jest lepsze niż live.To wspaniale,że dzięki postępom technologii mamy możliwość słuchania muzyki w domowych pieleszach,o dowolnej porze.Tego np. melomani do końca XIX wieku nie mieli.Wtedy była tylko muzyka na żywo,i dla nielicznych.Słuchana od święta!Ale audio nigdy nie zastąpi żywej muzyki,prawdziwego koncertu.Natomiast może być jego cennym uzupełnieniem.

Link to comment
Share on other sites

Guest nosferartur

(Konto usunięte)

Ale audio nigdy nie zastąpi żywej muzyki,prawdziwego koncertu.Ale może być jego cennym uzupełnieniem.

 

Wręcz przeciwnie to koncert jest uzupełnieniem. A Ty Wojciechu jak często chadzasz na te koncerty, raz w miesiącu? Czy to jest dla Ciebie z muzyką wystarczając obcowanie?

Link to comment
Share on other sites

Na koncerty chodzę kilka razy w miesiącu.Gdyby to było dla mnie wystarczające obcowanie to nie miałbym w domu pokoju odsłuchowego,dwóch zestawów sprzętu i kilku tysięcy CD i winyli.Ale nie tego tyczy spór.Tematem jest co jest większym przeżyciem.Koncert czy audio.Ja twierdzę,że zdecydowanie koncert.

Link to comment
Share on other sites

Guest nosferartur

(Konto usunięte)

.Ja twierdzę,że zdecydowanie koncert.

 

A moim zdaniem najważniejsze, jest to co dane zdarzenie wywołuje i nie jest ważne skąd ono pochodzi, czy jest to gouldowska „przygoda miłosna”, koncert, czy długo oczekiwane i świeżo przybyłe, dobrze przygotowane nagranie.

Link to comment
Share on other sites

Niby fajnie sobie w domu posłuchać czystego dźwięku ale nic nie da takiego wrażenia jak śpiewanie na żywo przez parę tysięcy ludzi Fear of the dark , Turbo lover czy Dorosłe dzieci

I co z tego że dźwięk zniekształcony jest jak wrażenia nie do osiągnięcia w domu

 

Oczywiście pisze o koncertach rockowych

Tu nawet nie ma nad czym dyskutować

Live rządzi :)

Link to comment
Share on other sites

Pół roku temu przechodziłem przez rynek w moim mieście i usłyszałem znajomy utwór przystanąłem przy młodym człowieku grającym na gitarze. To co śpiewał, jak śpiewał, jak był ubrany i gdzie siedział sprawiło, że choć dźwięki nie były idealne, to tak naprawdę wszystko się zgadzało, było prawdziwe aż do bólu , nie można było przejść obojętnie. Robiło to tak duże wrażenie , że ludzie przyzwyczajeni do tego typu ulicznego grania przystawali i słuchali. Zapłaciłem za ten koncert 5 zł wrzucając w czapkę i do teraz jak wspominam ciarki mnie przechodzą.

 

Kilka miesięcy temu za wielki koncert zapłaciłem 300zł ( lepiej zapomnieć ) i już go zapomniałem .

Link to comment
Share on other sites

Guest NEWNEW

(Konto usunięte)

Ja traktuje audio jako zabawę, sposób na życiową aktywność, który pozwala mi zachować organizm w jako takiej formie sensorycznej. Poza tym jest to okazja do poznania wielu wartościowych osób o podobnej pasji, miłego spędzenia czasu, itp. Same pozytywy, aspekty finansowe pomijając. Nie ma co stawiać kontry pomiędzy live a home audio. To są dwie różne sfery.

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.

                  wykrzyknik.png

AdBlock blocking software detected!


Our website lives up to the displayed advertisements.
The ads are thematically related to the site and are not bothersome.

Please disable the AdBlock extension or blocking software while using the site.

 

Registered users can disable this message.