Jump to content
wojciech iwaszczukiewicz

Niekomercyjne kino artystyczne.

Recommended Posts

A teraz coś z Francji.Film Celine Sciamma "Portet kobiety w ogniu".To przykład kina feministycznego ( romans lesbijski )ale nie tylko z racji tematyki ale i sposobu narracji.To opowieść rozgrywająca się w XVIII wieku na wysepce w Bretanii.Marianne młoda malarka przybywa do siedziby hrabiny na jej zaproszenie aby namalować portret jej córki Heloizy ( imię nieprzypadkowe wszak to Oświecenie ).Obraz ten ma powędrować do Mediolanu do przyszłego męża dziewczyny.Heloiza przeżywa traumę  z powodu tragicznej śmierci siostry i zmuszenia jej przez matkę do opuszczenia klasztoru w celu poślubienia nieznanego sobie mężczyzny.Zadanie malarskie Marianne jest o tyle trudne ,że ma ona malować swój obiekt w tajemnicy.Oficjalnie ma być damą do towarzystwa.Obie dziewczyny coraz częściej przebywają ze sobą a malarka na podstawie przelotnych obserwacji i podglądania maluje portret ukradkiem.Jest jeszcze młoda służąca Sophie,która ma w tej historii co nieco do odegrania.Obserwujemy jak obie dziewczyny stopniowo zbliżają się do siebie.Jak to zbliżenie przekształca się w fascynację erotyczną i ognisty romans.Narracja filmu jest bardzo statyczna,kamera w ciągłych zbliżeniach obserwuje twarze obu dziewczyn.Dzięki temu z  mimiki ich twarzy,z grymasów, spojrzeń,marszczenia twarzy ,uśmiechów możemy śledzić co się w nich dzieje.To narracja bardzo delikatna i ulotna.Kobieca właśnie.Dla zrozumienia motywacji bohaterek istotny jest przytoczony w filmie mit o Orfeuszu i Eurydyce .O co tak naprawdę chodzi w miłości ?O spełnienie czy o wyobrażenie o obiekcie miłości?To pewnie wynik ówczesnych lektur młodych kobiet ( Jean Jacques R.).Początek filmu to chłodna wręcz relacja wzajemnych relacji przechodząca stopniowo w thriller erotyczny do melodramatu w finale.W świecie przedstawionym w filmie nie ma mężczyzn.Piękny,delikatny film o ludzkich pragnieniach czy marzeniach i niemożności ich realizacji.

Edited by wojciech iwaszczukiewicz

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obejrzałem wczoraj dość ciekawy "Burning", ale jak widać rzeczywiście nastała dyktatura głupców. Dla przykładu komentarz z Filmwebu (pisownia oryginalna):

Jestem publiką i mi ten film sie nie podoba, nie jest pod publikę.
1 Co sie stalo z dziewczyną?
2 Czemu zabil na koncu?
3 Po co sie rozbierał w zimie do naga?
4 Jaki jest glebszy sens tej histori? Co z tym podpalaniem szklarni? Co z tym kotem? Czy on byl upośledzony czy to tylko tak grał? Kase dla matki jak chciala zdobyc?
5 Ktoś kto czytal ksiezke moze oceni tą adaptacji jak wypadla?
6 Do Oldboya brakuje mu milion lat świetlnych, więc dziwią mnie wysokie oceny. Ale są gusta i langusta .

Share this post


Link to post
Share on other sites

No cóż takie mamy czasy.

Ale wracajmy do filmu."Dzięki Bogu" F.Ozona już obejrzany.Chyba mamy lekki przesyt filmów o KK i pedofilii ale Ozon to jednak Ozon .Tym razem akcja rozgrywa się w Lyonie.Za sprawą głównego bohatera ( zagorzałego katolika) ujawniona zostaje afera pedofilska w miejscowym kościele.Usiłuje on zwrócić uwagę kardynała Bardiniego na księdza,który w dzieciństwie molestował go na obozie skautów.Odbywa on kolejne spotkania z kardynałem w miejscowej kurii domagając się ukarania księdza i odsunięcia go od posługi.Oczywiście nic to nie daje,KK stara się zatuszować sprawę.Do tej pory film podąża utartym śladem,który znamy z innych filmów .W pewnym momencie do akcji włączają się kolejne ofiary księdza i sprawa zatacza coraz większe kręgi.Nowością filmu Ozona jest to ,że stara się on patrzeć oczami ofiar.Ukazuje ich rozterki i lęk przed ujawnieniem prawdy.Pokazuje ich przeżycia w retrospekcjach i wpływ tych przeżyć na to kim są obecnie.W miarę trwania filmu głównymi bohaterami stają się kolejne ofiary,które przystępują do ruchu z różnych motywacji.Wszyscy razem tworzą ruch mający swą stronę internetową i osobowość prawną.Tak więc ofiary angażując się w sprawę wciągają się i uzależniają od niej.To niemal staje się celem ich życia.To ciekawa obserwacja.Również ciekawie przedstawiona jest kwestia reakcji rodzin ofiar,rodziców i rodzeństwa.Otóż początkowo są oni przeciwni ujawnieniu afery a nawet próbują usprawiedliwiać czy tłumaczyć rolę księdza.Film oparty jest na faktach i ma charakter paradokumentalny.W znacznej części to wymiana korespondencji i maili.Przez to jest dość statyczny i trochę przegadany.I za długi.2 godz i 20 min. to stanowczo za długo.

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
xavian

Wojtku - nawet miałem wdać się w Waszą dyskusję o filmach Złodziejaszki i Parasite, ale jakoś tak nie mam siły coś dłuższego napisać. Jednak korzystając z okazji - w mojej ocenie obydwa nie zasługują na Złotą Palmę. Zwłaszcza ten pierwszy będący bardzo dużym rozczarowaniem. Parasite to fajne kino, ale czy warte pierwszych nagród? 

 

ps. a widziałeś Burning?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może jednak trochę komentarza. Parasite ma w sobie od początku elementy komedii, potem przeradzające się w czarny humor. Film jest bardziej subtelny niż dzieła Tarantino i ja tutaj nie widzę specjalnego związku. Hasło dystrybutora rozumiem - chodzi o to, aby jak najwięcej gawiedzi zaciągnąć do kina. Tak jak od lat czytam w zapowiedziach, że każdy nowy film Allena to komedia. Przywykłem.

Nie ma natomiast w filmie tego o czym pisze Dzarro. Przynajmniej ja tego nie dostrzegłem. Film nie jest ani jednostronny, ani oskarżający. Nie ocenia, zostawiając tą decyzję widzowi. Żadne ze środowisk nie jest faworyzowane. Ludzie reprezentujący klasę wyższą zarówno mają swoje wady i zalety, ale dotyczy to także klasy niższej. Intencje wszystkich nie są tylko złe. A skoro już jesteśmy przy tym, to całkowicie nie mogę się zgodzić z konkluzją, że ubogą rodziną kierowała chęć zastąpienia swoich pracodawców. Owszem - jest scena, w której "udają" (choć to i tak za mocne słowo) tę (czyli bogatą) rodziną, ale to przecież nic innego jak chęć krótkotrwałego poczucia luksusu. Nic więcej.

Złodziejaszki to z kolei wtórny film, nie mający nic ciekawego do powiedzenia. Rozumiem alegorię i wieloznaczność terminu kradzież w tym filmie, ale jak to słabiutko jest przedstawione.

 

Edited by Meloman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chyba mnie źle zrozumiałeś.Nie napisałem,że chcą zastąpić swoich pracodawców ale tych dotychczasowych pracowników ( kierowcę,panią majordomus).Właśnie w nich nie ma potrzeby buntu społecznego co wiązałbym z korzeniami buddyjskimi kultury koreańskiej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, wojciech iwaszczukiewicz napisał:

Chyba mnie źle zrozumiałeś.Nie napisałem,że chcą zastąpić swoich pracodawców ale tych dotychczasowych pracowników

Wojtku - ten mój komentarz nie był do Twojej opinii, ale bodajże do reklamy czy jakieś recenzji tego filmu. W kwestii odbioru filmu Parasite praktycznie w pełni się z Tobą zgadzam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obejrzałem "Kobiętę w ogniu" . Film mocno wystylizowany ale dzięki pięknym zdjęciom, pięknym aktorkom, ascetycznej inscenizacji i powolnemu ale dobrze trzymanemu rytmowi ogląda się całkiem przyjemnie. Również warstwa znaczeń jest najciekawsza gdy wprost wywodzi się z formy - np. motyw pierwszego portretu tworzonego na raty z surogatów, podglądnieć i falsyfikatów, a także proces dzięki któremu praca nad tym fake- portretem buduje wzajemną fascynację bohaterek. Jak już uczucie "rozkwita" robi się bardziej mdło i nudnawo. Szkoda, że autorka nie zakończyła dzieła świetną sceną w galerii i dodała zupełnie zbędną, w dodatku wspartą muzycznym banałem, sceną na koncercie. W tym filmie najciekawsze są detale i poboczne motywy - choćby, chyba najlepsza w całym filmie, scena aborcji.

 

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak okazuje się kino z drugiego obiegu potrafi być bardziej interesujące od zwycięzców i nagrodzonych na prestiżowych festiwalach. Lubię filmy, które potrafią w standardowej półtora godzinie poprzez subtelne gesty, sceny czy trafne dialogi tyle opowiedzieć. Do takich filmów zalicza się obejrzana niedawno "Straszna kobieta" - film oparty na własnych doświadczeniach jego twórców. Nie jest to co prawda wybitne arcydzieło, ale należą się duże brawa za sposób przedstawienia historii. Jeden z najlepszych filmów ostatnich lat tak dobrze charakteryzujący związek pomiędzy młodymi ludźmi. Dobre podsumowanie młodego pokolenia.

Innym dość interesującym i jednak wartym obejrzenia filmem jest argentyński "The Angel", który ma w sobie zarazem coś dusznego i niepokojącego, z drugiej strony potrafi zahipnotyzować.

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 5.02.2019 o 02:10, dzarro napisał:

Dość ciekawy jest nowy film Luisa Ortegi(Dzikie historie) pt. Anioł. Historia o młodocianym wielokrotnym zabójcy jest pokazana lekko, z dystansem, w tonie niemal komediowym.

Wszystko co piszesz to film to prawda, ale nie mogę się zgodzić, że jest w tonie komediowym. Ja ani przez moment tego nie wyczułem.

W dniu 6.02.2019 o 19:19, wojciech iwaszczukiewicz napisał:

Nawet nie można mu odmówić pewnego wdzięku niczym u Bonnie i Clyde.Kradnie i zabija na luzie, niemal że tańcząc.Czy jest to tylko chęć zarobku czy bunt społeczny?

Porównanie ze słynną parą nasuwa się od razu, zwłaszcza, że przecież bohater nie kradnie w pojedynkę. Ten luz przy popełnianiu kolejnych morderstw jest wręcz porażający i świetnie oddany. Za pierwszym razem mamy wrażenie, że młody chłopak, który ma smykałkę do kradzieży po prostu spanikował. 

Same kradzieże były dla zarobku o czym sam bohater często wspominał. Ale był to raczej zarobek doczesny, a nie chęć wzbogacenia się.

W dniu 6.02.2019 o 19:19, wojciech iwaszczukiewicz napisał:

Znakomita ścieżka dźwiękowa -rewelacyjna wersja The House of The Rising Sun ! No i rola i ta twarz Carlita !

Mnie się bardziej spodobał utwór przewodni - wersja na samym końcu filmu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obejrzałem "Vox lux" - mocno rozczarowująca  opowieść o współczesnej gwiazdce pop, nie będąca ani ciekawym studium tej powieści, ani interesującą opowieścią o sławie, muzyce. Nie jest to wnikliwe spojrzenie na show-biznes, a raczej nieudolna próba łączenia symboli.

Początek jeszcze zapowiadał emocje, ostatnie 30 minut już bardzo słabe. Sztampowe, bez pomysłu. Bez ciekawej konkluzji po seansie. Nie warto pomimo dobrej obsady. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z kolei myślę, że wartym obejrzenia jest tegoroczny oskarowy "faworyt" od Netflixa - czyli "The King" będący świeżym spojrzeniem na znaną historię króla "Henryk V". To opowieść o początkach jego władzy, aż do wojennej wyprawy do Francji. Film jest skierowany raczej do młodego, współczesnego widza, ale o dziwo - w tym wypadku nie jest to jego wadą. Oczywiście - wiele spraw jest uproszczonych, ale całość ogląda się z zaciekawieniem. Udana rola Pattinsona w roli Delfina.

Jeżeli już jesteśmy przy kinie historycznym, to kolejnym udanym filmem jest "Maria. Królowa Szkotów" z młodą wschodzącą gwiazdą Saiorse Ronan. To ciekawy obraz, który wbrew tytułowi przedstawia i skupia  się niemal równorzędnie na postaciach nie jednej, ale dwóch królowych, bo także największej rywalki (?) Marii - Elżbiety I (równie interesująca Margot Robbie). Dużym atutem filmu jest montaż, zdjęcia. Najlepsza scena filmu to oczywiście spotkanie obu królowych. Dwie władające obok siebie królowe, ale o jakże odmiennych charakterach, spojrzeniu na władzę, ale także w jakże innych sytuacjach się znajdujące. I to ostatnie jest osią napędową filmu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obejrzałem w końcu "Neapol spowity tajemnicą" - film poruszający się własnymi ścieżkami, któremu najbliżej chyba do Lyncha.

Niestety - nie do końca przekonuje mnie dwuznaczność zakończenia, mimo, że cały film praktycznie na tym się opiera (a także na konieczności wyboru). Jak to bywa w tego typu filmach - nie wszystko do końca jest jasne, pewne sprawy mają znaczenie symboliczne. Mimo wszystko czegoś filmowi brakuje. Sama tajemniczość filmu jest jakby sama za mgłą. Jak dla mnie była zbyt lekko zarysowana. Brakowało mi większego mroku, duszności. Ale film chyba warto obejrzeć.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Holiday" (2018) okazał się w drugiej części zaskakująco przyzwoitym filmem, choć pierwsze minuty tego nie zapowiadały. Dobrze filmowi nie wróżyło, że był sygnowany jako z "Festival Sundance", a tutaj proszę - miła niespodzianka! W sumie powolna, ascetyczna opowieść, mająca coś z ducha nawet "Utalentowanego pana Ripleya". Niby historia banalna, którą nie raz widzieliśmy w kinie, ale jednak że świeżym powiewem. Ciekawa rola Victorii Carmen Sonne w roli Sashy.

Edited by Meloman

Share this post


Link to post
Share on other sites
Obejrzałem w końcu "Neapol spowity tajemnicą" - film poruszający się własnymi ścieżkami, któremu najbliżej chyba do Lyncha.
Niestety - nie do końca przekonuje mnie dwuznaczność zakończenia, mimo, że cały film praktycznie na tym się opiera (a także na konieczności wyboru). Jak to bywa w tego typu filmach - nie wszystko do końca jest jasne, pewne sprawy mają znaczenie symboliczne. Mimo wszystko czegoś filmowi brakuje. Sama tajemniczość filmu jest jakby sama za mgłą. Jak dla mnie była zbyt lekko zarysowana. Brakowało mi większego mroku, duszności. Ale film chyba warto obejrzeć.
Co do oceny filmu to się zgadzam. Z tym zastrzeżeniem, że wg mnie ma on tyle wspólnego z Lynchem co Zanussi albo Kieślowski z Bergmanem. Np. jeśli analizujemy ujęcie motywu sobowtóra to Lynch tworzy tu zupełnie nowe jakości w kulturze w ogóle. A w Neapolu mamy dość stereotypowe wykorzystanie tego motywu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 20.01.2019 o 15:17, dzarro napisał:

na Vice wytrzymałem niecałą godzinę. Aż wierzyć się nie chce, że ten kiepski kabaret, przy którym takie Ucho Prezesa jawi się jako dzieło o niemal gogolowskiej głębi, wyszło spod ręki twórcy znakomitego Big Short. To filmidło jest równie głupie co świętoje...

Właśnie obejrzałem. Po pierwsze - Big short jest bardzo, ale to bardzo przeciętnym filmem. Po drugie, aby móc ocenić film, jednak wypadałoby go obejrzeć w całości.

Nie bronię tego filmu, bo najnowszym swym dziełem McKay wcale się nie poprawił. Jest w nim dużo sztampy, populizmu. Reżyser nie odkrywa niczego nowego, a przy tym nie potrafi zachować stronniczości.

Generalnie nie przepadam za kinem politycznym właśnie z powodu, że z reguły jest tendencyjne, stronnicze, przedstawia historie z jednego punktu widzenia.

Jedynym plusem filmu jest montaż i kreacja Bale'a. A najlepszym momentem filmu jest oczywiści pytanie, na które "niedoświadczony" Cheney otrzymuje tylko szyderczy śmiech i trzaśnięcie drzwiami przed nosem. Świetne podsumowanie całego świata polityki.

6 minut temu, dzarro napisał:

Z tym zastrzeżeniem, że wg mnie ma on tyle wspólnego z Lynchem co Zanussi albo Kieślowski z Bergmanem.

 

7 minut temu, dzarro napisał:

A w Neapolu mamy dość stereotypowe wykorzystanie tego motywu.

Dlatego drogi kolego napisałem, że "chyba warto". Po prostu w tym filmie Ozpetek, przez to co słusznie piszesz w cytowanym ostatnim zdaniu - jest w sumie tylko ubogim kuzynem Lyncha, ale jakieś podobieństwo w ich twórczości można dostrzec. Zgodzę się, że historia opowiedziana w "Neapolu..." jest troszkę zbyt stereotypowo przedstawiona.

Pisałem przecież, że tej tajemnicy jak dla mnie było trochę za mało. Film był jakby to powiedzieć troszkę za grzeczny? Tak - to chyba dobre podsumowanie...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nikt chyba jeszcze nie pisał tutaj o najnowszym filmie braci Coen "Ballad of Buster Scruggs", będący niczym innym jak zbiorem kilku (dokładnie sześciu) historii nie powiązanych ze sobą. Jedynie co je łączy to świat Dzikiego Zachodu, od którego ostatnio braciom trudno odejść. Przedstawione powieści generalnie trzymają podobny poziom, ale jako całość ich nowe dzieło trzeba raczej odebrać jako dobrą zabawę w kino. Dowcip pozostaje cięty i dwuznaczny, i jak to zwykle u braci Coen - w skrócie film jest po prostu inteligentny. Trudno mi wybrać najlepszą historię, bo każda ma poważny atut. Początkowo filmowa nowela w której grają Liam Neeson i Harry Melling wydaje się najsłabsza, ale końcówka mimo, że w jakiś sposób przewidywalna - wynagradza całość. Może nie duża rekomendacja, ale dla fanów braci Coen pozycja obowiązkowa, mimo, że za produkcją stoi Netflix.

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeżeli ktoś szuka lekkiego i łatwego kina na długie jesienne wieczory, rzecz jasna z typowym dla kina Hollywood zakończeniem to można obejrzeć "Late night" (2019) z udanym duetem - jak zwykle niezawodną Emmą Thompson i młodą Mindy Kaling. To taki współczesny "Diabeł ubiera się u Prady". Takie słodkawo-urocze kino, które troszkę zawodzi w końcówce - ale ogólnie nie jest źle.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"The seagull" czyli w miarę udany film, dobrze oddający duch sztuki Czechowa (bodajże pod tym samym tytułem). Obraz który należy zdecydowanie do dwóch aktorek - młodej Saiorse Ronan oraz mojej ulubienicy Annette Bening. To w sumie historia niespełnionych miłości, którą tak trafnie kiedyś wykorzystał w swojej parodii Woody Allen, ale także o własnych ambicjach, próbach odmiany swoje losu. Notabene - jak pamiętam, to Allen parodiował "Wojnę i pokój", ale w swej sztuce Czechow też z tym trochę "przesadził".

Filmu nie używam za nudny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No i trzeba w końcu coś napisać o najlepszych z recenzowanych przeze mnie tutaj ostatnio filmów - czyli koreańskim "Płomienie". Kino wyrywające się spod konwenansów, bo nawet trudno zakwalifikować jaki gatunek reprezentuje. Czy jest to thriller, dramat (miłosny, obyczajowy, społeczny?) - niech widz zdecyduje sam. Dużym atutem są aktorzy - zwłaszcza podobał mi się Steven Yeun w roli bogatego tajemniczego Bena. Zresztą tajemnic ten obraz skrywa dużo więcej. Więcej tutaj pytań niż odpowiedzi, jednak balans w tym zakresie zostaje zachowany. Mimo, że film jest dość długi - prawie 2,5 godziny, to po pierwsze - nie nuży, a po drugie - nie ma w nim w ogóle dłużyzn czy jakiś zbędnych scen. Świetne kino. Rekomendacja.

Zdecydowanie lepsze kino od np. przeciętnych "Złodziejaszków".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy nasi deptali wczoraj Ziemię Święta w pogoni za piłką obejrzałem opisywany już tu "Gloria Bell" będący niejako "kopią" filmu z roku 2013 r. To co łączy oba filmy to nazwisko reżysera i imię głównej bohaterki. Dzieli - wszystko pozostałe, co potwierdza tezę, że nie ważne o czym film opowiada, ale w jaki sposób. Nawet Julianne Moore nie jest tak charakterystyczna w swojej roli, jak Paulina Garcia w pierwowzorze. Film zwyczajnie słaby, by nie napisać kolokwialnie - nudny. Wiele scen zbędnych nic nie wnoszących. Pozostałe - nijakie. Jeszcze urodziny syna głównej bohaterki coś wnoszą, ale i tak jest to zmarnowany potencjał. Rozczarowanie i to spore. Nie polecam, w przeciwieństwie do naprawdę dobrego pierwowzoru.

Aha - "ciekawostka", ale nie wiem czy nie pierwszy raz na ekranie Moore pokazuje swoje cycki. I to dwa razy.

Edited by Meloman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obejrzałem właśnie "Mr Turner" będący udaną filmową biografią brytyjskiego malarza J.MW. Turnera. Atutem filmu jest na pewno gra aktorska, zarówno postaci pierwszo, jak i drugoplanowych. Reżyser - Mike Leigh nie ocenia wprost twórczości malarza, pozostawiając tą decyzję widzowi. Bardzo dobrze oddany została klimat ówczesnej Anglii - także na brawa zasługuję kostiumy i scenografia. Obraz obejmuje tylko ostatnie lata życia artysty, którego nowatorskie dzieła często poddawane były krytyce przez jemu współcześnie żyjących. Nie nowina to w malarstwie. Film podejmuje wiele ciekawych wątków - jak choćby wpływ postępu technicznego na sztukę. Myślę, że warto. Film jest bardzo staranny, wręcz szczegółowy. To nie wada.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Znowu odgrzewany kotlet, tj. rumuński "Dupa deluri" - będący ciekawym spojrzeniem na temat wiary. To co jest dużym atutem filmu to bezstronność, ale nie nazwałbym że przez to film traci na ocenie. Film jest momentami dość mocny, drapieżny. Sytuacje nie są zero-jedynkowe, podobnie jak postaci. To wszystko jest perfekcyjnie zbalansowane, ale w sumie nie dziwne, skoro w fotelu reżysera zasiadł Cristian Mungiu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Irlandczyk " najnowsze dzieło Martina Scorsese obejrzane.A jest to wysiłek niemały bo film trwa 3 godz. i 30 min. ! Choćby z tego powodu to prawdziwa epopeja a może saga.Akcja filmu rozgrywa się na przestrzeni kilkudziesięciu lat w środowisku włosko- amerykańskich mafiosów ( obejmuje lata 40-70 ).W tym sensie automatycznie rodzą się porównania z pamiętnym "Ojcem Chrzestnym " .I te porównania film Scorsese wytrzymuje ! Główną osią filmu są perypetie trzech głównych bohaterów .Płatnego mordercy ( tytułowy Irlandczyk grany przez R. De Niro ), mafijnego bossa ( Joe Pesci ) i szefa związku zawodowego ( Al Pacino ). Śledzimy ich losy i wzajemne relacje na tle dziejów powojennych USA, dziejów mafii i powiązań tejże mafii z polityką .Jest tu niezwykle prawdziwie pokazany obraz tych czasów ,realiów życia, strojów ,samochodów itp.Ale to w filmach amerykańskich to norma.Film na szczęście zajmuje się czymś więcej.To przejmujący portret psychologiczny gangsterów.Widzimy ich w sytuacjach życia rodzinnego jak i przy tzw. brudnej robocie.A w przypadku głównego bohatera możemy śledzić jego zmagania z poczuciem lojalności wobec organizacji i lojalnością wobec przyjaciela.Ponadto obserwujemy jakie koszty w życiu rodzinnym musi zapłacić główny bohater a prowadzące do jej rozbicia i w efekcie do finałowej samotności.Wszyscy trzej bohaterowie to tak naprawę postacie tragiczne ,tragiczne na miarę tragedii greckiej .I wszyscy ponoszą życiową klęskę.Fakt ten podkreślają fantastyczne role wymienionych przeze mnie aktorów.Rzadko zdarza się w filmie taki genialny tercet aktorski.To coś niebywałego !W filmie Scorsese zastosował ryzykowny ( dla mnie ) pomysł na komputerowe odmłodzenie aktorów w sekwencjach retrospekcyjnych.Początkowo miałem z tym problem lecz z czasem to przestało mi przeszkadzać.Również czas trwania filmu nie okazał się problemem bo to film fascynujący.A finałowa scena w której stary i schorowany,osamotniony De Niro w wózku inwalidzkim w domu starców oczekuje na swój los jest bardzo przejmująca.

Edited by wojciech iwaszczukiewicz
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Girl" czyli interesują opowieść o szukaniu własnej tożsamości, bez całej tej otoczki gender czy politycznej poprawności. Film w żaden sposób nie ocenia, dając widzowi możliwość zrozumienia osoby takiej jak Lara - głównej bohaterki. Fabuła prowadzona jest de facto w dwóch płaszczyznach - (katorżniczych) treningów w szkole baletowej i medycznego procesu zmiany płci (uciążliwe przygotowanie do trudnej operacji). Oba te wątki nie tylko, że ciekawie się uzupełniają, to mają wbrew pozorom ze sobą wiele wspólnego. Ciekawy jest również wątek odkrywania swojej kobiecości, pragnień seksualnych.

Świetna Victor Polster w roli nastoletniej Lary.

Bardzo przyzwoite kino. Przynajmniej mocne 7/10.

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obejrzałem tak chwalonego tu "Irlandczyka" i jest to niestety kolejne duże rozczarowanie ostatnich miesięcy. Film jest  wtórny, bez pomysłu na opowieść, by nie napisać, że momentami nudny uznając, że trwa prawie 3,5 godziny. Jedynie ciekawymi momentami w filmie - uwaga SPOILER, jest spotkanie tytułowego bohatera z szefem mafii Chicagowskiej przed akcją z pralnią i ok. 15-20 minut przed morderstwem Hoffy.

Plusem niewątpliwie jest gra aktorska, zwłaszcza podobał mi się stonowany Joe Pesci i charyzmatyczny Al Pacino. Naprawdę świetne kreacje. Również De Niro wypada całkiem nieźle, ale patrz minus poniżej.

Minusem - efekty specjalne, zwłaszcza młoda twarz De Niro wygląda sztucznie. Oczywiście można na to przymknąć oko, bo to nie decyduje o walorach filmu, ale czemu nikt nie zwrócił uwagi na nienaturalne ruchy odmłodzonych postaci? Przecież ewidentnie widać, że grają to aktorzy znacznie starsi.

Nie jest w żaden sposób przejmujący obraz psychologiczny gangsterów, bo kwestie moralności czy lojalności ukazane są bardzo płytko, by nie napisać żenująco. Po doświadczonym Scorsese można spodziewać się więcej.

Mam również mieszane uczucia co do końcowych scen, w których ludzi zabijających bez skrupułów przedstawia się jako zniedołężniałych staruszków. To oczywiste, bo byli też tylko ludźmi i to czeka każdego (znaczy się starość), ale co reżyser miał jeszcze na myśli - uczciwie nie wiem.

Bardzo przeciętne kino.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.