Jump to content
IGNORED

Lou Reed


King Crimson

Recommended Posts

Zacznij od tej, potem już będzie z górki:-)

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

"Skąpski idzie na ambasadora, wysiada, rozumiesz? A jak on poleci, to poleci Korszul, poleci też Broński i zgadnij kto po nich poleci? Po nich polecę ja! To znaczy ja bym poleciał, gdyby nie Kazik i to dozorostwo."

Link to comment
Share on other sites

tak, tak, zacznij od tej polecanej przez jarexa, a jest szansa, że póxniej dzwiek gitary bedzie wywoływał u Ciebie baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo niefajne emocje; ale, jak chcesz to posłuchaj tej płyty:) a Magic and Loss jest fajna; i tyle; kup sobie Transformera; resztę możesz olać;

Link to comment
Share on other sites

Ja mam na półce jeszcze płytkę "New York", i dlatego, że ją mam to ją także polecam, klasyczne rockowe granie, 2 gitary, bas, perkusja i opowieści o tej aglomeracji.

"Skąpski idzie na ambasadora, wysiada, rozumiesz? A jak on poleci, to poleci Korszul, poleci też Broński i zgadnij kto po nich poleci? Po nich polecę ja! To znaczy ja bym poleciał, gdyby nie Kazik i to dozorostwo."

Link to comment
Share on other sites

a jak ktoś lubi concept albumy to polecam płytę "Berlin" - lekko depresyjna jest:)

"Skąpski idzie na ambasadora, wysiada, rozumiesz? A jak on poleci, to poleci Korszul, poleci też Broński i zgadnij kto po nich poleci? Po nich polecę ja! To znaczy ja bym poleciał, gdyby nie Kazik i to dozorostwo."

Link to comment
Share on other sites

Co do "Magic and Loss" - określenie płyty opowiadającej o umieraniu przyjaciół mianem całkiem sympatycznej nieco mnie rozwaliło... :->

 

"New York" też OK, prosty do bólu, rockowy. "Berlin" cięższy, bardzo depresyjny. "Transformer" bardziej popowy, jeżeli można tak to ująć, inaczej niż wcześniej wymienione może być do słuchania w kawałkach. Tamte to raczej całości, warto wczytać się w teksty. Dobre są.

Link to comment
Share on other sites

Moją ulubioną płytą LR jest New York.Ze starszych rzeczy musisz spróbować wspomniany Berlin, Blue mask no i oczywiście Transformer. Z nowszych rzeczy bardzo lubie Ecstasy i Raven ( pierwsza r'n'rollowa druga bardziej wymagajaca i trudniejsza w odbiorze ) obie polecam Ci na start.

Link to comment
Share on other sites

,,Metal Machine Music" to prowokacja Reeda wobec wytwórni płytowych.Ale prowokacją,zapewne,jest też pierwszy wpis uzytkownika ,psg',który polecił Ci tylko zakup ,,Transformera".

Wg.mnie Lou Reed od 1989(czyli od ,,New York")wydawał płyty dobre i b.dobre.Wszystkie tytuły wymienione w wątku są godne polecenia(wyjąwszy nijaką ,,Coney Island baby").Lata siedemdziesiąte to koniecznie ,,Berlin" i ,,Transformer"(ta lekko się zestarzała,w moim odczuciu).

Za to wspomniana już tutaj ,,New York" bezapelacyjnie na półce.Także następna,nagrana wspólnie Johnem Cale, ,,Songs for Drella",która jest wspomnieniem o Warholu.

Dalej jest ,,Magic and lost" płyta dobra,ale ja wracam do niej rzadziej tak jak i do ,,Set the twilight reeling"-ta chyba jest najsłabszą pozycją w omawianym okresie od 1989,choc nie odmawiam jej intrygującej zawartości.

Potem ,,Perfect night live in London"-tytuł ani odrobinę przesadzony.Zgodzę się.iż to płyta bardziej dla fanów,ale zapewniam jest smakowita(genialna wersja Vicious).

Rok 2000 to bezapelacyjnie najlepsza płyta Lou Reeda ,,Ecstasy",skład z blachami fenomenalnie współbrzmi z nieco przewrotną materią albumu.Trudno przecenic.

Wreszcie(b.dobry) ,,Raven",pomysł by wykorzystując twórczośc Poe'ego pokazac co intryguje Reeda w 2003 roku.

To co powyżej jest oczywiście subiektywnym spojrzeniem na dokonania człowieka,który zaczynał w osławionym VU,ale jako solista stał się większy od legendy,a to przywilej nielicznych.

Ukłony,esforty

Link to comment
Share on other sites

  • 3 years later...

Niestety bardzo smutna informacja:

 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

 

(*)

„Pomnij, że sąd laika, gdy mówi o dziele

O dziele mówi mało; o laiku – wiele!”

— Henryk Elzenberg

Link to comment
Share on other sites

Aż się nie chcę wierzyć:( Wydawał się niezniszczalny. Nie każdy wyszedłby żywy z tak ciężkiego wieloletniego uzależnienia od heroiny. I do tego nagrywał potem całkiem dobre płyty. Aż sobie zapuściłem jedną z jego ostatnich płyt, nieco niedocenione Ecstasy.

Kilkunastominutowe, jazgotliwe Like a Possum z poruszającym tekstem i refrenem o dziurze w sercu wielkości ciężarówki, której nie da wypełnić się całonocnym pieprzeniem. Cały Lou.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

I bardziej piosenkowe Modern Dance z tej samej płyty

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Link to comment
Share on other sites

artysta drugiego planu, ale dla mnie najważniejszy z żyjących... do dzisiaj. tak wiele, tak różnych wrażeń. lata 70te, ostre rock'n'rollowe granie, ale inne przecież niż ówczesny top. prostota i magia. fenomenalny głos, dla mnie ideał - uwielbiam beefhearta, waitsa, lou was the best. new york, song for drella, inteligentne natchnione granie. wszystko co zrobił ostatnio (w skali Jego życia) to godna pozazdroszczenia emerytura. ponowne, świetne nagrywanie starych hitów, absolutnie doskonałe koncerty. lulu. i coś, co zabieram w każdą dłuższą podróż samochodem - "animal serenade"

 

no i pożył 20 lat dłużej od franka:

Link to comment
Share on other sites

Bez­kom­pro­mi­so­wy, nie­okrze­sa­ny i ge­nial­ny. Zwłasz­cza ge­nial­ny. Lider no­wo­jor­skie­go The Ve­lvet Un­der­gro­und, z któ­rym kładł pod­wa­li­ny współ­cze­sne­go rocka, zmarł w sku­tek po­wi­kłań po prze­szcze­pie wą­tro­by. Miał 71 lat.

 

The Beach Boys cze­ka­li dnia, kiedy znów po­ko­chasz, The Be­atles cze­ka­li, bo prze­mi­ną łzy, a Lou Reed cze­kał na swo­je­go di­le­ra. Stał na skrzy­żo­wa­niu 125. i Le­xing­ton Ave­nue i czuł się tak, jakby wła­śnie zdechł. W kie­sze­ni miał 26 do­la­rów. Wy­star­czy. Cze­kał, bo już dłu­żej nie mógł. I oto nad­cho­dzi. Ubra­ny na czar­no, w ka­pe­lu­szu. Ma towar. Bę­dzie le­piej. Bę­dzie do­brze. Przy­naj­mniej do jutra, kiedy znów umrze.

 

Po­my­lił się o 46 lat i osiem mie­się­cy.

 

Gdy na fa­lach eteru pięk­ni chłop­cy wdzię­czy­li się w rytm big­bi­tu, Lou Reed i jego The Ve­lvet Un­der­gro­und snuli opo­wie­ści o sa­do­ma­so­chi­zmie, he­ro­inie, pro­sty­tu­cji i sa­mo­bój­stwie. Prze­ra­że­ni kry­ty­cy mu­zycz­nie nie chcie­li mieć z nimi nic wspól­ne­go. Nawet dojść do pro­chów, a prze­cież al­to­wio­li­ni­sta John Cale miał po­dob­no naj­lep­szy towar w całym Nowym Jorku. Nie po­ma­ga­ła nawet sława wiel­kie­go ar­ty­sty i eks­cen­try­ka - Andy'ego War­ho­la, który objął pie­czę nad ze­spo­łem. Wszyst­ko wska­zy­wa­ło na to, że au­to­rzy al­bu­mu z ba­na­nem na okład­ce utoną w mro­kach dzie­jów. Mro­kach do­praw­dy nie­prze­nik­nio­nych. Stało się zu­peł­nie ina­czej.

 

Dziś nikt nie ma wąt­pli­wo­ści, że The Ve­lvet Un­der­gro­und byli jed­nym z naj­waż­niej­szych ze­spo­łów ostat­nie­go stu­le­cia. Fa­scy­nu­jąc się La Monte Youn­giem i Aaro­nem Co­plan­dem, stali się nie­prze­ce­nio­nym po­mo­stem po­mię­dzy awan­gar­dą, a po­pkul­tu­rą. Plu­jąc zaś w twarz miesz­czań­skiej mo­ral­no­ści, oka­za­li się ogni­wem łą­czą­cym prze­mi­ja­ją­cą kul­tu­rę bit­ni­ków z punk-roc­kiem, który miał na­ro­dzić się już za parę lat. Nie bez przy­czy­ny ich de­biu­tanc­kie "The Ve­lvet Un­der­gro­und & Nico" okre­śla się czę­sto naj­bar­dziej wpły­wo­wą płytą ame­ry­kań­skie­go rocka. Fama głosi, że każdy kto ją usły­szał, za­kła­dał wła­sny ze­spół. Zresz­tą wy­star­czy wsłu­chać się w do­ko­na­nia ta­kich ze­spo­łów jak Sonic Youth, The Sto­oges czy Ni­rva­na, by uświa­do­mić sobie, że Lou Reed był dla współ­cze­snej mu­zy­ki po­sta­cią waż­niej­szą niż by­li­by­śmy skłon­ni przy­pusz­czać.

 

Uwiel­biał besz­tać dzien­ni­ka­rzy, od­wo­ły­wać kon­cer­ty i ge­ne­ro­wać kon­flik­ty. Bywał bez­czel­ny, krnąbr­ny i za­du­fa­ny. Po­tra­fił na­gry­wać dzie­ła ocie­ra­ją­ce się o do­sko­na­łość, lecz po­siadł także wiel­ką sztu­kę na­gry­wa­nia al­bu­mów jed­no­czą­cych kry­ty­ków we wstrę­cie. Tak było w przy­pad­ku awan­gar­do­we­go "Metal Ma­chi­ne Music", na któ­rym ma­sa­kro­wał naszą uwagę me­ta­licz­ny­mi ha­ła­sa­mi i po­tęż­ny­mi drone'ami (w ksią­żecz­ce in­for­mo­wał, że to ukłon dla La­mont (!) Youn­ga, de­mon­stru­jąc tą li­te­rów­ką jak bar­dzo li­czył się z twór­czo­ścią in­nych). Tak był z na­gra­ną wraz z Me­tal­li­ką płytą "Lulu". Jed­nak gdy żądni głów dzien­ni­ka­rze pa­stwi­li się nad tą prze­ciw­ną ko­ope­ra­cją, Reed opo­wia­dał tylko z uśmie­chem: "to praw­do­po­dob­nie moja naj­lep­sza płyta". Śmiać się czy wście­kać - oto wybór.

 

Taki był Lou Reed i nie ma sensu uda­wać, że był inny: ła­twiej­szy, wznio­ślej­szy, bar­dziej okrze­sa­ny. Jeśli po śmier­ci za­cznie­my go wy­bie­lać, po­grze­bie­my tylko jego wspa­nia­łe dzie­dzic­two. Do­ro­bek fa­ce­ta, który nie cho­dził na ukła­dy, nie uśmie­chał się w te­le­wi­zjach śnia­da­nio­wych i praw­do­po­dob­nie nie wie­dział, co ozna­cza skrót PR. Czło­wie­ka, który dzię­ki swej ar­ty­stycz­nej od­wa­dze zdo­by­wał naj­wyż­sze szczy­ty i tak im­po­nu­ją­co się z nich strą­cał. Pew­nie ta sama od­wa­ga spra­wi­ła, że za­przy­jaź­nił się z Vac­la­vem Ha­vlem. Pew­nie ta sama od­wa­ga spra­wi­ła, że w swoim naj­więk­szym hicie śpie­wał o sek­sie oral­nym.

 

Lou Reed nie żyje. Pa­mię­taj­my go jako ge­niu­sza, który miał nas za nic. Jako nie­ustra­szo­ne­go re­por­te­ra z nie­do­my­te­go pod­brzu­sza ludz­ko­ści. Ge­nial­ne­go ar­ty­stę, który za­pew­ne przy­lu­to­wał­by mi za takie po­że­gna­nie.

 

 

Autor: Jan Błaszczak

Źródło: Tygodnik Powszechny

 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Stereo i Kolorowo - Underground

Mój blog i recenzje różnych urządzeń audio-stereo: stereoikolorowo.blogspot.com

Link to comment
Share on other sites

Niech mu ziemia lekką będzie.

 

Jego produkcje średnio mi się podobały. Wytwór specyficznego środowiska NY. Jednakże, na pewno wyzwolił falę imitatorów.

 

Z większych wyczynów paramuzycznych: "Frank Zappa is the most untalented musician I've ever heard... He can't play rock 'n roll because he's a loser...". Lou Reed (acc. to Neil Slaven, Zappa, "Project/Object")

 

Z zabawniejszych rzeczy: "W 2003 artysta został sklasyfikowany na 52. miejscu listy 100 najlepszych gitarzystów wszech czasów magazynu Rolling Stone" (za Wikipedia).

Link to comment
Share on other sites

Z większych wyczynów paramuzycznych: "Frank Zappa is the most untalented musician I've ever heard... He can't play rock 'n roll because he's a loser...". Lou Reed (acc. to Neil Slaven, Zappa, "Project/Object")

 

Zgadzam się że Zappa nic sobą nie reprezentuje. Szkoda Lou. Tylko czekać jak zaczną Stonesi wymierać

Link to comment
Share on other sites

Wielki artysta, jeden z najważniejszych, jego prosty-wyrafinowany aranżacyjny styl gitarowy był i jest podstawą dla całego tak zwanego alternatywnego rocka. Panowie, starzejemy się.

 

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

"... Mój pogląd na islam jest taki, że NIE jest to tak naprawdę religia. Według mnie jest to totalitarna ideologia polityczna z elementami religii..." ---- WWW.EUROISLAM.PL

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.