Jump to content
IGNORED

Polak nie świnia, wszystko zje, byle tłusto i bez smaku


Genesis
 Share

Recommended Posts

Po wieloletnich obserwacjach i licznych podróżach stawiam tezę, że jedzenie nie odgrywa żadnej istotnej roli w życiu polskiego społeczeństwa. Wystarczy spojrzeć na stan gastronomii i skonstatować brak prawdziwych delikatesów (Alma i Piotr & Paweł to żałosne namiastki). Na to co na stole zwraca się uwagę dwa razy do roku, kiedy trzeba zabić karpia i stłuc jajko. Poza tym króluje zapiekanka, nudle, karkówka, pizza z mikroweli, a od święta kebab, całkiem pozbawiony przypraw, bo jak wyjaśnił mi Turek w Kebab King w Warszawie - Polacy ich nie lubią. Argument "biedy" jest nietrafiony, ponieważ liczne społeczeństwa o wiele uboższe od Polaków szczycą się świetną i różnorodną kuchnią - żeby wspomnieć o WIetnamczykach, Tajach czy Hindusach. W ubogich regionach Hiszpanii i Portugalii jedzenie jest wyśmienite, choć proste. Ludzie tam celebrują swoją kuchnię i mogą o niej rozmawiać godzinami. U nas ponad 60 procent uważa, że schabowy to szczyt wykwintu.

Jako materiał poglądowy zamieszczam kilka zdjęć ze zwykłego tureckiego supermarketu w Berlinie. Piotr & Paweł to przy nim tania jatka.

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

post-8636-0-33708500-1375030013_thumb.jpg

post-8636-0-34797600-1375030027_thumb.jpg

post-8636-0-64021200-1375030041_thumb.jpg

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )
Link to comment
Share on other sites

Problemy z kuchnią to mają Niemcy :D Tam rzeczywiście co ciekawe to zewnętrzne, podobnie zresztą w Skandynawii. U nas jest całkiem dobrze a bywa świetnie, co do lokali byłby ostrożny - rzeźnia klasowa w czasie wojny i pauperyzacja powojenna spowodowały że usługi i handel stały się namiastką a kuchnia przetrwała na wsi i miastach, do tego ta raczej mniej wyrafinowana, pochodzenia ludowego bo reszta poszła sobie wraz z wojną i erą stalinowską.

Dzisiaj próbuje się odtwarzać nieco bardziej wyrafinowane rozwiązania ale są przeszkody spowodowane tym jw. czyli np. powojenny zanik hodowli bydła mięsnego, wielu odmian ptactwa, zanik realnej szkoły kulinarnej opartej na dziczyźnie, zanik uprawy wielu odmian jabłek (po wojnie postawiono na "towarowość" podobnie jak z bydłem), zanik indywidualnych zakładów masarskich itd.

Mało co z tego u nas przetrwało a to że chłopstwo przed wojną było biedne spowodowało że perspektywy kulinarne po wojnie się zawęziły.

Na szczęście powolutku coś się zmienia, wchodzą powoli szlachetniejsze hodowle bydła (niestety głównie na eksport a to co się pojawia jest niechętnie kupowane "bo drogo"), jest coraz więcej niewielkich zakładów produkujących droższe ale porządne wędliny, odradza się serowarstwo, rozwija się hodowlę rodzimych odmian kur nie ukierunkowanych wyłącznie na jaja i szybki przyrost masy (przetrwały czasy PRLu w ośrodkach badawczych Akademii Rolniczych i w Bieszczadach). Oczywiście - kwestia ceny związana z powszechnością, popytem związanym ze świadomością klientów etc.

Bardzo wzrosła jakość polskich win, jest już sporo mniejszych browarów produkujących dzięki zdeterminowanym piwowarom naprawdę niezłe piwo, w końcu zmieniono idiotyczne prawo przez co opłacalna będzie produkcja cydru który też znikł po wojnie.

Co do gastronomii - niestety tylko w najbogatszych miastach coś się dzieje ale pojawia się sporo ciekawych punktów w całym kraju. Znowu - kwestia stylu życia i popytu spowodowana masakrą społeczeństwa miejskiego i jego zwyczajów w czasie wojny i po niej.

Odradza się też kultura kawowa (przed wojną w takim Lwowie było ponad 40 palarni!).

Jakoś się to rozwija.

Link to comment
Share on other sites

Coś dziwnego jest w tym, że pewna część naszych rodaków za swoją ulubiona potrawę narodową uważa...pizzę!

"Skąpski idzie na ambasadora, wysiada, rozumiesz? A jak on poleci, to poleci Korszul, poleci też Broński i zgadnij kto po nich poleci? Po nich polecę ja! To znaczy ja bym poleciał, gdyby nie Kazik i to dozorostwo."

Link to comment
Share on other sites

Tak jest w całej Europie, poza krajami gdzie część uważa kuskus, falafel i kebab.

 

A propo Francji - ostatnio w Paryżu mieli ciekawe zdarzenie - gościowi w tramwaju wyrzucono kanapkę z szynką bo to obrażało wartości... Oczywiście że to był skończony i nieczuły na innych cham bo nie wziął halal kanapki.

 

Na szczęście trafiło się trzech strażników właściwych zasad a winny dostał pouczenie i został potraktowany. Później poszedł na obdukcję i na policję.

Edited by Piotr
Link to comment
Share on other sites

Problemy z kuchnią to mają Niemcy :D Tam rzeczywiście co ciekawe to zewnętrzne, podobnie zresztą w Skandynawii. U nas jest całkiem dobrze a bywa świetnie, co do lokali byłby ostrożny - rzeźnia klasowa w czasie wojny i pauperyzacja powojenna spowodowały że usługi i handel stały się namiastką a kuchnia przetrwała na wsi i miastach, do tego ta raczej mniej wyrafinowana, pochodzenia ludowego bo reszta poszła sobie wraz z wojną i erą stalinowską.

Dzisiaj próbuje się odtwarzać nieco bardziej wyrafinowane rozwiązania ale są przeszkody spowodowane tym jw. czyli np. powojenny zanik hodowli bydła mięsnego, wielu odmian ptactwa, zanik realnej szkoły kulinarnej opartej na dziczyźnie, zanik uprawy wielu odmian jabłek (po wojnie postawiono na "towarowość" podobnie jak z bydłem), zanik indywidualnych zakładów masarskich itd.

Mało co z tego u nas przetrwało a to że chłopstwo przed wojną było biedne spowodowało że perspektywy kulinarne po wojnie się zawęziły.

Na szczęście powolutku coś się zmienia, wchodzą powoli szlachetniejsze hodowle bydła (niestety głównie na eksport a to co się pojawia jest niechętnie kupowane "bo drogo"), jest coraz więcej niewielkich zakładów produkujących droższe ale porządne wędliny, odradza się serowarstwo, rozwija się hodowlę rodzimych odmian kur nie ukierunkowanych wyłącznie na jaja i szybki przyrost masy (przetrwały czasy PRLu w ośrodkach badawczych Akademii Rolniczych i w Bieszczadach). Oczywiście - kwestia ceny związana z powszechnością, popytem związanym ze świadomością klientów etc.

Bardzo wzrosła jakość polskich win, jest już sporo mniejszych browarów produkujących dzięki zdeterminowanym piwowarom naprawdę niezłe piwo, w końcu zmieniono idiotyczne prawo przez co opłacalna będzie produkcja cydru który też znikł po wojnie.

Co do gastronomii - niestety tylko w najbogatszych miastach coś się dzieje ale pojawia się sporo ciekawych punktów w całym kraju. Znowu - kwestia stylu życia i popytu spowodowana masakrą społeczeństwa miejskiego i jego zwyczajów w czasie wojny i po niej.

Odradza się też kultura kawowa (przed wojną w takim Lwowie było ponad 40 palarni!).

Jakoś się to rozwija.

Piotr, najpierw nauczymy sie przyrządzać ZWYKLA SWINIE i KROWE, a potem siegaj dalej. Bo jak narazie zdecydowana wiekszosc ludzi nawet prostych dan nie potrafi zrobic, a ty marzysz o gruszkach na wierzbie. :)

 

Coś dziwnego jest w tym, że pewna część naszych rodaków za swoją ulubiona potrawę narodową uważa...pizzę!

Kto to taki :) A HABURGJERY?

?👈

Link to comment
Share on other sites

No jak to?

Zaczynamy od rytualnego uboju, w zależności od opcji mamy halal i szechitę.

 

A z dobrej staropolskiej kuchni to polecam "klaskane".

Człowiek może być dobry, uczciwy ale i tak ilość ludzi na jego pogrzebie zależy od pogody...

Link to comment
Share on other sites

Nie widze na tych zdjeciach nic nadzwyczajnego. IMHO "egzotyczne" duperele. Nic sensownego. Jak to ma sie miec do naszych rodzimych potraw, ktorymi nie raz zachwycaja sie inne nacje?

Proszę udać się do Almy albo do P&P (najlepsze sklepy kraju) w i rzucić okiem na stoisko mięsne. Jakieś bliżej niezidentyfikowane ochłapy w kałuży wody z krwią, czyli zwykła rąbanka. Tuszę należy podzielić, a potem sprzedawać.

Inna kwestia, to wybór. Baranina - brak, wołowina zdatna do jedzenia - brak. Prawdziwy drób, który nie śmierdzi rybą - brak.

Spędzam w Berlinie tydzień co sześć tygodni i przywożę stamtąd większość prowiantu, włącznie z chlebem. Chleb powinien składać się z mąki, wody, zakwasu, drożdzy i soli, a nie polepszaczy i karmelu. Tam dobre piekarnie są co krok, tutaj mamy pier... lone Żabki na każdym rogu.

Inna kwestia to ceny. Masło tam jest tańsze, Krewetki tańsze co najmniej o 50 procent, przyprawy - tańsze wielokrotnie (mówię o prawdziwych przyprawach, a nie o gównianym Kucharku, czy Ziarenakch Smaku - przykładowo harissa 70 zł/kg - P&P 400 zł). Świetne bawarskie piwo w specjalistycznym sklepie Ambrosetti między 50 centów (zwykłe) a 1 euro (bock). Tutaj 8-12 zł. Zwykła kawa rozpuszczalne Cellini - w Perfetto (luksusowe delikatesy z prawdziwego zdarzenia - 5.70 euro, P&P 50 zł). O winie nie będę wspominał. Tu króluje słodki badziew Carlo Rossi (średnio ok. 30 zł - sprzedaż roczna 4 miliony litrów). Tam dobre 5-6 letnie Bordeaux kupuje się za 7-8 euro.

Edited by Genesis
Link to comment
Share on other sites

Piotr, najpierw nauczymy sie przyrządzać ZWYKLA SWINIE i KROWE

Nie ma zwykłej świni i krowy. "Zwykłe" bydło to tylko dziki bawół, reszta to ludzkie wydumki krzyżowane w celu uzyskania określonego celu. Po wojnie w ciągu parunastu lat zlikwidowano w całości hodowlę bydła poza wysokowydajnym bydłem mlecznym, w ograniczonej skali pozostawiano mieszańce (to szło na eksport za Gierka, na lokalny rynek nie trafiało). Mięso jest w takim procesie niejako odpadem po krowach na zniżce mlecznej a cielęcina też nie będzie taka jak w mieszańcach nie mówiąc o odmianach mięsnych.

Mieszańce dają wyraźnie mniej za to tłustszego mleka z którego da się zrobić więcej sera, mięsne w ogóle nie są dojone i mleko jest tylko u krów wycielonych.

Dużo zależy od ludzi. Często w Polsce za długo męczą mięso, za długo pieką, smażą i gotują robiąc z niego bezsmakową tkankę ale to po części wynika z tego jakie mięso przez kilkadziesiąt lat było dostępne - ze starszych krów. Porządnej, skruszałej wołowiny nie trzeba tłuc ani rozgotowywać i przepiekać. I tak wiele lat robienia na "ersatzu" weszły różne nawyki, podobnie z kartoflami - powojenna uprawa przemysłowych kartofli pastewnych spowodowała że jak by ich nie gotować to nic ciekawego nie wychodziło, oczywiście że rolnicy indywidualni mieli często inne odmiany ale nie mogli ich nawet oddać do skupu więc robili tylko dla siebie.

Dochodzi kwestia żywienia zbiorowego, dziadowskiej uprawy warzyw w KPGO etc.

Na szczęście coś przetrwało na działkach ale to była kompletna prowizorka bardziej śmieszna niż poważna, lepsza jednak niż to co w/w.

Jak widać centralne planowanie nie sprawdza się także w gastronomii.

Weźmy pod uwagę że 87% wojennych strat ludnościowych w Polsce to miasta. Miało to swoje konsekwencje, także w kuchni, zachowaniu, budowaniu administracji i kadr etc.

 

Zwykła kawa rozpuszczalne Cellini

Takie gówno to nie kawa, akurat w Berlinie nie tak znowu łatwo trafić na porządne espresso, dużo lepiej jest w Monachium i Wiedniu. Jak powiedział pewien profesor z Monachium: "Mamy trzy metropolie w Niemczech: Monachium, Frankfurt i Hamburg" :D Berlin to ciężkie zabudową miasto, do tego bankrut na kilkadziesiąt miliardów Euro utrzymywany przez resztę kraju.

 

Przepraszam, kiedyś w Hamburgu też wszystko będzie halal

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

Edited by Piotr
Link to comment
Share on other sites

Nie ma zwykłej świni i krowy. "Zwykłe" bydło to tylko dziki bawół, reszta to ludzkie wydumki krzyżowane w celu uzyskania określonego celu. Po wojnie w ciągu parunastu lat zlikwidowano w całości hodowlę bydła poza wysokowydajnym bydłem mlecznym, w ograniczonej skali pozostawiano mieszańce (to szło na eksport za Gierka, na lokalny rynek nie trafiało). Mięso jest w takim procesie niejako odpadem po krowach na zniżce mlecznej a cielęcina też nie będzie taka jak w mieszańcach nie mówiąc o odmianach mięsnych.

Mieszańce dają wyraźnie mniej za to tłustszego mleka z którego da się zrobić więcej sera, mięsne w ogóle nie są dojone i mleko jest tylko u krów wycielonych.

Dużo zależy od ludzi. Często w Polsce za długo męczą mięso, za długo pieką, smażą i gotują robiąc z niego bezsmakową tkankę ale to po części wynika z tego jakie mięso przez kilkadziesiąt lat było dostępne - ze starszych krów. Porządnej, skruszałej wołowiny nie trzeba tłuc ani rozgotowywać i przepiekać. I tak wiele lat robienia na "ersatzu" weszły różne nawyki, podobnie z kartoflami - powojenna uprawa przemysłowych kartofli pastewnych spowodowała że jak by ich nie gotować to nic ciekawego nie wychodziło, oczywiście że rolnicy indywidualni mieli często inne odmiany ale nie mogli ich nawet oddać do skupu więc robili tylko dla siebie.

Dochodzi kwestia żywienia zbiorowego, dziadowskiej uprawy warzyw w KPGO etc.

Na szczęście coś przetrwało na działkach ale to była kompletna prowizorka bardziej śmieszna niż poważna, lepsza jednak niż to co w/w.

Jak widać centralne planowanie nie sprawdza się także w gastronomii.

Weźmy pod uwagę że 87% wojennych strat ludnościowych w Polsce to miasta. Miało to swoje konsekwencje, także w kuchni, zachowaniu, budowaniu administracji i kadr etc.

 

 

Takie gówno to nie kawa, akurat w Berlinie nie tak znowu łatwo trafić na porządne espresso, dużo lepiej jest w Monachium i Wiedniu. Jak powiedział pewien profesor z Monachium: "Mamy trzy metropolie w Niemczech: Monachium, Frankfurt i Hamburg" :D Berlin to ciężkie zabudową miasto, do tego bankrut na kilkadziesiąt miliardów Euro utrzymywany przez resztę kraju.

Nie twierdzę, że ta kawa to coś nadzwyczajnego. Wręcz odwrotnie, Podałem jako przykład chorych cen w Polsce wynikających z głupiej pazerności.

Co do Berlina, to uważam że jest to wspaniałe miasto - przyjazne, otwarte, tolerancyjne. Jest dużo miast piękniejszych, ale dla mnie liczy się różnorodność i atmosfera oraz oferta kulturalna. Gdyby nie pewne uwikłania rodzinne, dawno bym tam mieszkał na stałe. Poznań to zapyziała pipidówka z dziwnymi aspiracjami - miasto noł chał.

Edited by Genesis
Link to comment
Share on other sites

Takie gówno to nie kawa,

 

Taaaaak... "kawa rozpuszczalna" to jest oksymoron, podobnie jak "masło roślinne" . Tego nie wolno pić i nie wolno smarować tym chleba! :)

 

Coś dziwnego jest w tym, że pewna część naszych rodaków za swoją ulubiona potrawę narodową uważa...pizzę!

 

W Irlandii niewątpliwie pizza jest daniem narodowym. :)

Gdyby w tym kraju pozamykać budki z chińszczyzną i pizzerie to jutro Irlandia umiera z głodu!

Ci ludzie wydają 20 tys € na kuchnię z kosmicznym wyposażeniem a potem jedynym używanym sprzętem jest tam mikrofalówka.

70% populacji (zbadane!) nie potrafi ugotować jajka!

Każdy nowo otwierany biznes w Irlandii, związany z produkcją gotowego żarcia jest skazany na sukces.

Znajomy prowadzi restaurację (tak to nazwijmy), gówno totalne, wszystko z mrożonek, w Polsce by go na taczkach z miasta wywieźli a w Irlandii - złoty interes! :)

W Tripadvisorze jego knajpa ma opinię "najlepsze steki w hrabstwie"!

Edited by il Dottore

Jeśli DAC - to NOS-DAC z buforem lampowym, jeśli wzmacniacz - to Pure Class A.

Link to comment
Share on other sites

Berlin nie dorasta Hamburgowi nawet do pięt, pod każdym względem. ;) A jeśli chodzi o Tureckich... to naprawdę uważam, że nie ma się czym martwić. To są incydenty, władze widzą początki problemu a znając podejście Hamburga do ich rozwiązania, nie ma się czym stresować.

Edited by netboy
Link to comment
Share on other sites

Wczesniej ktos wspomnial o schabowym. Nawet takiego prostego kotleta malo kto potrafi zrobic jak nalezy. W tym sensie.

 

A jak to trzeba zrobić? w sensie poprawnie.

 

70% populacji (zbadane!) nie potrafi ugotować jajka!

 

łał, to tyle tam dzieci czy badacz nie ten tego?

„Jeśli nie masz co robić, nie rób tego w moim towarzystwie”

Link to comment
Share on other sites

Znajomy prowadzi restaurację (tak to nazwijmy), gówno totalne, wszystko z mrożonek, w Polsce by go na taczkach z miasta wywieźli a w Irlandii - złoty interes! :)

trochę to dziwi co piszesz, bo świadomość eko hodowli zwierząt u nas a tam to kosmos. Więc dlaczego taka uwagę do tego przywiązują skoro jedzą takie g....o?

„Jeśli nie masz co robić, nie rób tego w moim towarzystwie”

Link to comment
Share on other sites

Berlin nie dorasta Hamburgowi nawet do pięt, pod każdym względem. ;) A jeśli chodzi o Tureckich... to naprawdę uważam, że nie ma się czym martwić. To są incydenty, władze widzą początki problemu a znając podejście Hamburga do ich rozwiązania, nie ma się czym stresować.

Być może, ale Reeperbahn to jedno z najbardziej odrażających miejsc, jakie widziałem (a zjeździłem kawał świata).

Link to comment
Share on other sites

Panowie ale większość rodaków i nie tylko je źle i byle co tylko i aż z powodu braku czasu, zagonienia, takie czasy.

 

Będziecie jeszcze i za tym płakać, kiedy jeść będziemy w stylu "weź pigułkę" lub inne "cuś" a la kosmonauta.

Znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie, jak go wskrzesić.

Link to comment
Share on other sites

A jak to trzeba zrobić? w sensie poprawnie.

 

 

Nie przesmażyć. Panierka nie powinna chrupać (to nie jest fish and chips do diabła), schab zaś winien rozpływać się w ustach.

Ja nie smażę schabowych a raczej duszę je w maśle pod przykryciem na patelni pewnej szwajcarskiej firmy ;) z bardzo grubym dnem.

I zawsze odrobinka masła na wierzch kotleta po odwróceniu! :) Niech pije to masło...

Kotleciki wychodzą grube i puchate.

Najczęstszym błędem początkującego jest zbyt wysoka temp. smażenia, no i smażenie na oleju. Wychodzą suszki twarde jak podeszwa i cienkie jak papierek.

Robi się na maśle albo na mieszance smalec+masło w opisany wyżej sposób! Zawsze pod przykryciem i na odpowiedniej patelni.

Ja wiem, że to niezdrowo ale jak mam umrzeć to wolę od takich schabowych, niż z przepracowania! :)

 

 

łał, to tyle tam dzieci czy badacz nie ten tego?

 

A było w gazecie. To i kilka innych ciekawostek. Generalnie - gdyby nie to, że czajnik elektr. sam się wyłącza to i wody by zagotować tubylcy nie umieli. :)

 

Ciekawe czy się powiodło i biznesik się kręci:)

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą )

 

Absolutnie popieram kulinarną wielokulturowość ale są pewne granice.

Jak chce zjadać psy i koty to do Wietnamu z powrotem droga wolna.

Powinien być w Polsce ustawowy zakaz traktowania psów i kotów jako zwierząt rzeźnych.

 

Doktorek, jak masz specjalizację od bandziocha to w tej Irlandyi niezła kasiore musisz kosić skoro bele co źreją :)

 

Potwornie dużo patologicznie otyłych kobiet od junk foodu.

Ataki pęcherzyka żółciowego i ostre zapalenia żołądka mam codziennie na tapecie.

Jak mówi mój kolega z pogotowia "brzucha bolenie" to tutaj druga najczęstsza skarga po przeziębieniach.

Oczywiście, że to junk food ich wykańcza. W Mc Donalds tłum potrafi być o 1 w nocy!

Edited by il Dottore

Jeśli DAC - to NOS-DAC z buforem lampowym, jeśli wzmacniacz - to Pure Class A.

Link to comment
Share on other sites

Nie przesmażyć. Panierka nie powinna chrupać (to nie jest fish and chips do diabła), schab zaś winien rozpływać się w ustach.

Ja nie smażę schabowych a raczej duszę je w maśle pod przykryciem na patelni pewnej szwajcarskiej firmy ;) z bardzo grubym dnem.

I zawsze odrobinka masła na wierzch kotleta po odwróceniu! :) Niech pije to masło...

Kotleciki wychodzą grube i puchate.

Najczęstszym błędem początkującego jest zbyt wysoka temp. smażenia, no i smażenie na oleju. Wychodzą suszki twarde jak podeszwa i cienkie jak papierek.

Robi się na maśle albo na mieszance smalec+masło w opisany wyżej sposób! Zawsze pod przykryciem i na odpowiedniej patelni.

Ja wiem, że to niezdrowo ale jak mam umrzeć to wolę od takich schabowych, niż z przepracowania! :)

 

 

Aaaa, to a` propos tematu wątku...tłusto :)

 

a ty wiesz kolego, ze wiekszość ludzi na świecie smazy na tłuszczu? Na głębokim tłuszczu wysokiej temperaturze? I nie we frytkownicy tylko choćby w takim woku?

Steki mozna smazyć nawet bez tluszczu, po dwie min z każdej ze stron, a potem zawiń w alufolię lub na talerzyku przykryte drugim niech odpoczywa kilka minut. Gwarantuje ci, że masła nie potrzeba, żeby było mięciutki i rozpływalo się w ustach. Bez masła to jedynie jajecznicy nie da sie zrobic...imho.

Szwajcarskiej patelni do tego nie potrzeba.

Edited by Jacchusia

„Jeśli nie masz co robić, nie rób tego w moim towarzystwie”

Link to comment
Share on other sites

Masło musi być! Nawet jak duszę w folii aluminiowej to odrobinkę dodaję:)

 

Ale prawdziwe, tego roślinnego to nawet pies sie nie chyci:)

Człowiek może być dobry, uczciwy ale i tak ilość ludzi na jego pogrzebie zależy od pogody...

Link to comment
Share on other sites

Aaaa, to a` propos tematu wątku...tłusto :)

 

Dobra, wolisz schabowego smażyć bez tłuszczu - Twoja wola!

Smacznego! :)

Jak już wrócisz od dentysty z pięknymi protezami (bo na tak zrobionym schaboszczaku zęby sobie połamiesz na bank) to proponuję powrót do mojego przepisu. Sprawdzony i gwarantowany.

Aaaaa... i nie zapomnij na schabowego zetrzeć odrobinę gałki muszkatałowej. To mój kolejny patent. Plus pieprz młotkowany, czerwona papryka no i sól, rzecz jasna.

Co do steków - zero tłuszczu. Tu się zgadzam.Stek nacieramy kroplą-dwiema oliwy z każdej strony. To wszystko.

Mam w sąsiedniej wsi taki fajny steakhouse gdzie podają steki z Hereforda albo Aberdeen Angusa "on the stone". Z zimnym piwkiem to naprawdę przyjemność.

 

steak-on-stone-e1326311153639.jpg

Jeśli DAC - to NOS-DAC z buforem lampowym, jeśli wzmacniacz - to Pure Class A.

Link to comment
Share on other sites

Czy ja wiem?

IMO - nie nie jest tak, jak piszesz.

Od strony kulinarnej Polacy absolutnie nie mają czego się wstydzić.

Np. polskie zupy to jest mistrzostwo świata.

Polskie wędliny - nic na świecie nie może się z nimi równać.

I tak dalej...

Polska kuchnia nie zrobiła na świecie takiej kariery jak włoska czy chińska - i bardzo dobrze!

To jest nasz dobrze strzeżony sekret.

I - co ciekawe - wszyscy moi znajomi Irlandczycy wracając z Polski podkreślają kuchnię, jako jeden z najjaśniejszych punktów wycieczki! :)

Co do sklepów... jeśli ktoś kupuje g*** w markecie i nazywa to jedzeniem - to sam jest sobie winien! Tak jest w całej Europie i pewnie na całym świecie.

Mięso, warzywa, owoce, ryby - trzeba mieć swój sklep, swojego dostawcę, swojego rolnika, swojego hodowcę.

W przeciwnym wypadku - będziesz żarł faszerowane chemią gówno.

Niezależnie od kraju zamieszkania.

Zupy - są rzeczywiście dobre, ale i tak wygrywa "gorący kubek".

Wędliny - trudno kupić prawdziwe.

Mi chodzi o rzeczywistość, a nie przepisy sprzed wojny. Dlatego twierdzę, że jedzenie nie jest istotne w tym społeczeństwie.

Moi znajomi prowadzą restaurację w centrum Poznania z autentycznie prawdziwą, szlachecką polską kuchnią. Są na skraju bankructwa. Większość gości to obcokrajowcy. Polacy często zaglądają do menu i stwierdzają "tu nie ma nic do jedzenia", tzn. nie ma dewolaja, frytek, karkówki. Są za to policzki wołowe, tatar z konia, grasica, smażone flaki, marynowane szparagi, itp.

A co do własnego dostawcy ryb to gratuluję fantazji. Ryba w tym kraju to śledź oraz kostka z morszczuka, ewentualnie paskudny przemysłowy łosoś i panga. Polacy zjadają statystycznie zaledwie 5 kg ryb rocznie na głowę.

Edited by Genesis
Link to comment
Share on other sites

Masło musi być! Nawet jak duszę w folii aluminiowej to odrobinkę dodaję:)

 

Nie nooo... kto się odżegnuje od masła w kuchni, ten zapomina że jest Europejczykiem!

Przecież Europa to ojczyzna nabiału! Najlepsze sery, mało, śmietana... jak można to ignorować?

Niedawno odwiedziłem fantastyczną rybną knajpę w Galway, bardzo znaną

Hidden Content

    Give reaction or reply to this topic to see the hidden content.
Zaloguj się, aby zobaczyć treść (możliwe logowanie za pomocą ) i tam dali mi cudownego turbota z grilla a na wierzchu... masełko :) z przysmażonymi na nim drobno pokrojonymi włoskimi orzechami. POEZJA!

Myślę, że ten patent z orzechami na maśle można zastosować z powodzeniem do każdej białej ryby.

Nawet prozaiczne filety z dorsza staną się po takim potraktowaniu czymś wielce wykwintnym i zachwycą rodzinę oraz znajomych.

Także masła w kuchni bym absolutnie nie ignorował!

Jeśli DAC - to NOS-DAC z buforem lampowym, jeśli wzmacniacz - to Pure Class A.

Link to comment
Share on other sites

 Share

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.

                  wykrzyknik.png

AdBlock blocking software detected!


Our website lives up to the displayed advertisements.
The ads are thematically related to the site and are not bothersome.

Please disable the AdBlock extension or blocking software while using the site.

 

Registered users can disable this message.