Jump to content

Opinie o płytach

1056 opinie płyty

Fdel - Audiofdelity

W skrocie Jazz + Funk + Hip Hop. Naprawde Wybuchowa mieszanka, za ktora odpowiedzialny jest DJ Fdel. Jesli podobala Ci sie plyta US3 "Hand on the Torch", albo cenisz sobie Herbalisera, to ta pozycja powinna byc na twojej obowiazkowej liscie. Fdel od pierwszego utworu przekonuje nas, ze jest to nietuzinkowa plyta. Wstep stylizowany na klasyczne pozycje jazzowe zostaje przerwany przez funkowy beat, hip-hopowy wokal i scratching w najlepszym stylu. Plyta jest pelna niespodzianek i smaczkow, przed zakupem polecam jednak przesluchanie przynajmniej kilku kawalkow. Do posluchania: http://www.youtube.com/watch?v=Cl-71L3MtrI

Chain Reaction - Vicious Circle

Raczej ciężka:) Bardzo dobre metalowe brzmienie które wpada do głowy natychmiast choc ciężko bezpośrenio zapamiętać wszystkie kawałki i dobrze, kolejne przesłuchania pomagaja w dostrzereniu prawdziwego potencjału.

Vivaldi - Cztery pory roku

Cóż tu pisać o muzyce?każdy zna .Gra orkiestra kameralna filharmonii narodowej, skrzypce Mariusz Patyra.To wykananie mnie powala , jest przepiękne.Tylko te teksty, ja wiem Vivaldi tak chciał ale mnie to wkurza muzyka się pięknie niesie a tu pan Krzysztof zaczyna opowiadać nie mógł by na początku lub na końcu? a nie tak co utwór?Płytka kupiona na zeszłorocznym AS,wydana pięknie,ładna książeczka z wszystkimi możliwymi informacjami.

Mozart - 10CD SET Wolfgang Amadeusz Mozart

Kupiłem z powodu że jestem zielony w dziedzinie opery a zakupiłem bilety na Don Giovanni-ego. Aby się przygotować kupiłem BOX 10-cio płytowy z operami Mozarta: Cosi fan tutte, Wesela Figara, Don Giovanni, Czarodziejski Flet. Przesłuchałem na razie 2 opery - Cosi fan tutte i Don. Cosi - REWELACJA! Same przeboje - hi za hitem i hitem pogania. Dla mnie jako zieloniutkiego wpadały w ucho jedna za drugą. Bajka. A Don? Przesłuchałem raz i co? i NIC. 3 godziny słuchania i tylko uwertura jako tako oraz 1 aria. Byłem zawiedziony i załamany. Ale znałem parę innych utworów Mozarta (symfonie, Eine kleine...) i na fali zachwytu filmem M.Formana Amadeus nie mogłem uwierzyć że napisał takiego knota. Kolega muzyk z filharmonii potwierdził że to jedna z najlepszych... Termin przedstawienia się zbliża a zadanie domowe nie odrobione. Cóż jak na prawdziwego masochistę muzycznego przystało - żywiąc się hipotezą że Mozart geniuszem był - postanowiłem słuchać do skutku. I w pracy pierwszą płytę słuchałem na okrągło cały dzień. Potem w samochodzie pozostałe. I tak dalej aż do dziesięciu razy. Już po pięciu odsłuchach podobała mi się połowa arii. Nie tylko podobała - byłem zachwycony. Są genialne. Niezwykłe motywy. Niezwykłe zestawy 4 głosów śpiewających swoje kwestie jednocześnie. Niezwykłe, rewelacyjne. Teraz jestem zachwycony 80% tej opery. A jak posłuchałem na żywo w nowej operze krakowskiej Kwietnia - uff. Głos, barwa, wykonanie światowe. Klękajcie narody. POLECAM MOZARTA.

U2 - Achtung Baby

Rzeczywiście, chyba najlepsza płyta U2, chociaż jakoś utarło się w establishmentowych kręgach muzyczno-dziennikarskich, że tytuł ten należy się "The Joshua Tree" (notabene także wybitnej płycie, ale "Achtung" jeszcze bardziej potrafi przykuć uwagę...). Tego się słucha, chyba, że głowa głucha.

Ennio Morricone - The Good, The Bad & The Ugly [SOUNDTRACK]

Doskonała, wybitna, rewelacyjna, no - jak zwykle w przypadku dróg muzycznych Pana E.M., który jest prawdziwym E.T. na tej planecie.

Kenny Rogers - Country Gold

Ciekawość to pierwszy stopień,drugi to zakup powyższej płyty... Gdyby nie moja abstynencja pomyślałbym, że po pijaku wrzuciłem do źródła "After the Gold Rush" Neil'a Younga - ale nie ma chyba takiego stopnia upojenia! Zgadzają się jedynie kolorki na okładce - złoto i czerń. Reszta ni cholery. Zacisnąłem zęby i postarałem się jakoś dotrwać do końca. Spodziewałem się country, w niezłym wykonaniu z utworami z "najdolniejszej półki". Pomyłka. Ta płyta skierowana była do schyłkowych, niedobitych dzieci kwiatów końca lat 70-tych i to tych grzecznie głosujących na Ronalda Regana. Nigdy nie zastanawiam się "co poeta miał na myśli" ale tu to on sam chyba miał wielkie rozterki. Totalna zgroza. Gdyby coś takiego wypadło mu zaśpiewać na koncercie w "Country Bunkrze Boba" jako support przed BB to Knajpa poszła by z dymem jak nic. Tego NIE DA SIĘ OCENIĆ - cudem dotrwałem do końca. Używać wyłącznie w przypadku gdy rodzina znacznie się Wam zasiedziała, lub goście dobierają się do ostatniej parówki w waszej lodówce. Gwarantuję, że ta muzyka podziała lepiej na pozbycie się ich niż próba pokazania na laptopie 4000 zdjęć z waszej ostatniej wycieczki do Grecji. Ta płyta zdecydowanie powinna być zakazana przez Konwencję Genewską.

Rodrigo y Gabriela - Rodrigo y Gabriela

Płyta zjawisko, rewelacja, sensacja. Dla mnie bardziej szalona niż wiele plumkań wielkich, utytułowanych mistrzów gitary (bez nazwisk ;-). Utwory na gitarę nieelektryczną a idą skry, po prostu OGIEŃ. Wykonanie, aranżacja (jeżeli można o tym mówić w przypadku 2 gitar) takie że trzyma za twarz do ostatniego taktu - nie d się jej słuchać na raty. Ja się zacznie - nie puści do końca. To jak erupcja wulkanu w środku pokoju. Dynamika, życie, brzmienie. Ma się wrażenie że gra z pięć osób co najmniej. Jest fantastyczna perkusja na pudle rezonansowym - brzmi że ho ho. Interpretacje czy wręcz transkrypcje - genialne - nie zawacham się tego słowa użyć - to właściwe miejsce. Wielkie talenty, wielki duet. Gdybym miał z czymś porównać to moim skromnym zdaniem tylko z koncertem stulecia "Fiday night in San Fracisko" jeżeli chodzi o nerw, wirtuozerię wykonania i interpretacji. Brak słów - to trzeba przeżyć samemu. Porywająca.

Krystyna Prońko - Jestem po prostu... Nowe stare piosenki

Co wynika z przesłuchania tej płyty? Że Krystyna Prońko WIELKĄ WOKALISTKĄ JEST!!! Bez cienia wątpliwości. Dla mnie Genialny album. Pani Krystyna otworzyła kuferek ze strasznymi starociami z których wielu nigdy nie słyszałem a te co słyszałem w wykonaniu np Miecia Fogga nie mogę słuchać z powodu hiper-sentymentalnego klimatu. O czym mówię? Pierwszy siwy włos. Ta piosenka otwiera album i faktycznie nastąpiła przemiana jak w bajce. Jeden pocałunek i żaba zamienia się w księżniczkę. Pani Krystyna zrobiła ta świeżą, rytmiczną (zupełnie inny duch wstąpił w ten utwór) że trudno się na sekundę oderwać uchem od słuchania. Zniewala, magnetyzuje, przykuwa i trzyma za gardło już do końca. Aranżacje rewelacyjne. Jest dynamicznie, bez smęciarstwa i ckliwego sentymentalizmu - także nie dające się już słuchać Żółte kalendarze zyskały nowe życie po liftingu Pani Krystyny i zespołu. Wokal, interpretacja - pierwsza klasa. Po każdorazowym odsłuchaniu po prostu nie mogę wyjść z zadziwienia jaką metamorfozę zafundowała im Krystyna Prońko. Właściwie nie ma słabych kawałków. Trochę słabo wypada męski wokal w duetach ale do wybaczenia. A to co wyprawia gitarzysta - to dla mnie kolejna rewelacja. Świeżość, dynamika, interpretacja i gitara, saksofon - REWELACYJNA płyta i już. Krystyna Prońko powraca w wielkim stylu - nie muszę już ograniczać się do słuchania wiekowych przebojów Ptaki, Psalm w kolejce itp - mamy przeboje z kuferka babuni ale zaśpiewane z taką ikrą że wymiatają dzisiejsze miałkie przeboiki współczesnym miernot jednego sezonu (Feel i spółka). Pani Krystyna rządzi.

Aga Zaryan - Picking up the pieces

Płyta marzenie. Odkrycie roku, wręcz dekady. Nie wiedziałem że w naszym kraju śpiewa światowej klasy wokalistka jazzowa. Aga vel Agnieszka Skrzypek udowodniła że jest po prostu wielka. Bierze na warsztat wielkie standardy jazzowe i śpiewa je po swojemu. Rządzi na scenie i już. Robi to ala la Aga. Nie naśladuje na ślepo wielkich poprzedniczek. Jednocześnie ma rytm, po prostu się buja od pierwszego utworu do ostatniego. Ma znakomite wyczucie rytmiki jazzowej. Nie znam się na tym ale każdy kawałek mie oczarowuje i trzyma do końca. Płyta która w odtwarzaczu można ustawić na Repeat i odsłuchiwać W CAŁOŚCI wiele razy pod rząd. Dla mnie to sama przyjemność i największa rekomendacja. A utwór Throw it Away to po prostu majstersztyk. Podobnie jak Suzanne L.Cohena. Po prostu Aga ma WIELKI TALENT i słychać to na całej płycie w KAŻDYM kawałku. Dla miłośników wokalistyki jazzowej pozycja obowiązkowa.

Gloria Esfetan - Mi Tierra

Słuchałem kilku płyt Glorii skuszony nośnym nazwiskiem. I co? Starocie z plastiku. Dyskotekowy pop i nic więcej. Byłem bardzo rozczarowany. Brzmienie bardzo już trąci myszką. A tu nagle kolega, zawodowy muzyk (wiolonczela) zafascynowany muzyką latynoską polecił mi tę płytę i ... zaczęło się. Fascynująca. Gloria wraca do kubańskich rytmów. Ciekawie zaaranżowane klasyczne piosenki z gorącej wyspy. Słucha się tej płyty w całości - od pierwszej do ostatniej piosenki. Wciąga i trzyma w nasłuchu do końca. Niewiele płyt w mojej kolekcji da się słuchać z równą fascynacją do końca. Może dziesięć. Zaśpiewana, zaaranżowana bajecznie. Rytm, melodia, wszystko na swoim miejscu. Płyta obowiązkowa w kolekcji miłośnika latino. Gloria Estefan sięga do korzeni i wtedy dopiero staje się prawdziwą gwiazdą. POLECAM - dla mnie płyta klimatyczna i po prostu rewelacja.

Kate Bush - Aerial

Album jest po prostu sensacyjny. Czasem natykamy się właśnie na coś takiego- najpierw wzruszenie ramionami, potem kilka powtórek z ciekawości, po następnych kilku zaczyna wpadać...najpierw w ucho, a później już na całego. Nie widzę sensu rozpisywać się nad czymkolwiek- czy do nieba i morza trzeba kogokolwiek zachęcać?

Ennio Morricone - The Good, The Bad & The Ugly [SOUNDTRACK]

Jedna z moich ulubionych dźwiękowych opraw filmów. Świetnie komponuje się z obrazem, w scenie konfrontacji bohaterów (The Trio) uprzedza, co się wydarzy, podkreśla doniosłość chwili...w końcu za chwile, ktoś zginie, zginie człowiek. Smyczki, zmiany tempa, pauzy, struny gitar potrącane co i rusz tworzą nastrój oczekiwania na rozwiązanie akcji. Gitary, trąbki, pohukiwania, przeszkadzajki, kotły składają się na warstwę przewodniego tematu filmu. Spokojny początek, potem maszyneria jest uruchamiana na pełen sicher. I tak być powinno. O `The Ecstacy Of Gold` nie wspominam;) Prawdziwa ekstaza.

Pat Metheny - Watercolors

Fajna i naprawdę przyjemna płyta Pata z najlepszego okresu, czyli grania w stajni Eichera - ECM. Obok klasycznego brzmienia PM mamy tutaj próbki ambitniejszego podejścia do tematu , jednak w ramach ogólnie przyjętej patowej konwencji. Lubię 'Watercolors', szczególnie jesienią. Dla patologów rzecz obowiązkowa, dla reszty może być przyjemnym, choć niezbyt zaskakującym odkryciem.

Jacky Terrasson - Reach

Aż dziw bierze, że dotychczas ten wykonawca, tutaj w trio, nawet nie miał swojego miejsca w opiniach, ale cóż- nic straconego. Płyta, którą mam zamiar przybliżyć, to po prostu świetna muzyka, która przede wszystkim porywa i zadziwia. Jest jak dobre wino- z każdym kolejnym łykiem odkrywa się więcej. Od pierwszych taktów słychać, że Terrasson jest klasykiem fortepianu, mnie osobiście nasuwają się skojarzenia z Evansem. Nie wdając się w szczegóły ukłądu utworów na płycie, wszystko zdaje się zmierzać do szczytu w okolicach piątego utworu, żeby potem spokojnie zejść w dół. W ogóle tytułowa "piątka" mogłaby śmiało stać się standardem, ale spokojnie, może nim jeszcze zostanie? Hipnotyzujący timing jest tym, co najbardziej mi się tam podoba, a gdyby pozostałe kawałki były równie dobre, to można by spokojnie postawić krążek na najwyższej półce. Ale i tak jest świetnie, rzekłbym, że każdy w miarę osłuchany fan jazzu może brać w ciemno, zwłaszcza, jeśli lubi fortepian i atmosferę kameralnego klubu, do którego idzie przede wszystkim na spotkanie z przyjaciółmi. Mało dziś takich klubów, więc jeśli ma się przyjaciół i coś dobrego do picia, śmiało można ich zaprosić na Terrassona!

Marek Grechuta - box Świecie nasz

Muzykę chyba wszyscy znamy, więc nie ma się co rozpisywać , klasyka jakich mało.Pudełko zawiera wszystkie oficjalne płyty Marka plus bardzo dobrze drukniętą książeczke autorstwa Daniela Wyszogrodzkiego.W środku do każdej płyty, dokładna lista płac w rozbiciu na poszczególne utwory,mnóstwo dat i wiadomości.Wszystkie płyty remasterowane , początek to oficjalna płyta , i kilkanaście utworów bonusowych, nie liczyłem ale każdy dysk to ponad godzina muzyki.Bardzo gorąco polecam wszystkim którzy lubią te klimaty.

Vangelis - Voices

Co tu duzo pisać poprostu genialna muzyka. Moim zdaniem zdecydowanie najlepsza płyta Vangelisa i najważniejsza płyta w muzyce elktronicznej. Słuchając tej płyty przeżywa się tą muzyke. Najlepszy utwór to "Ask The Moutains". Polecam tą płytę kazdemu kto ceni sobie dobrą muzykę.

Keith Jarrett - Sun Bear Concerts

Sun Bear Concerts to tzw. pozycja absolutnie obowiązkowa dla fanów Jarretta, a może i dla miłośników fortepianu również. Muzyka zawarta jest na 6ciu płytach, z których pięć stanowi zapis koncertów solowych, zagranych w największych Japońskich miastach, ostatnia to 3 bisy z 3 miast. Jakież to są piękne płyty! Cóż to musiał być za listopad w siedemdziesiątym szóstym! I jakaż uczta dla tych, którzy już wtedy rozpoznali talent, który trzy lata wcześniej wybuchł w Bremen i Lozannie, a w roku poprzedzającym Japonię kulminował W Kolonii. Cóż to jest za muzyka! A najlepsze jest to, że każdy z koncertów zagrany został na tym samym, najwyższym poziomie, jakby fala liryki niosła Jarretta niczym herosa łaskawego bogom. Może to być również świetny materiał dla tych, którzy zastanawiają się na fenomenem Jaretta. I zadają sobie pytanie: jak możliwe jest granie doskonałe za pierwszym razem?

Anna Maria Jopek - Bosa

Wyśmienita plyta,audiofilsko nagrana,niczym płyty z audionot,niedoceniane przez wyznawców dobrego brzmienia,którzy nie wiedząc czemu nie doceniają polskich płyt i polskich wykonawców.A przecież taka piosenkarka jak Jopek powinna stać na niejednej półce w domach audiofili na całym świecie obok takich dam Jazzu jak Cassandra Wilson,Diany Krall czy Kari Bremnes. Przynajmniej u mnie tak jest!!!

Portishead - Portishead

Była to moja pierwsza płyta tego zespołu (trafiłem na nią zupełnie przypadkiem). Pozniej zakupiłem wszystkie pozostałe (3).Moim skromnym zdaniem najlepsza jest wasnie "Portishead". Muzyka, no coz tego nie da się podrobic. Absolutna deliria, odlot. Muzyka demoniczna, w pelni dolujca. Polecam sluchac glosno.Plyte zakupilem w gigancie 29 zl. Gatunek blizej niedookreslony (moze jazz elektroniczny)

Can - Tago Mago

Płyta rewelacyjna, jedna z najlepszych krautrockowych płyt i nie tylko. Pełna transu, odniesień do muzyki rytualnej, najmniej tu blues - rocka tak charakterystycznego do muzyki tamtych czasów. W oryginalnej wersji analogowej to dwupłytowy album, w wersji CD występuje jako pojedynczy. Reedycji najpierw dokonała wytwórnia Spoon, teraz Can wydaje Mute.

Arc Angels - Arc Angels

Zespół Arc Angels powstał na poczatku lat '90 w Austin w Teksasie. Tworzyło go czterech muzyków: Doyle Bramhall II, Charlie Sexton, Tommy Shannon, Chris Layton. Zespół istniał krótko, ich debiutancki album okazał się zarazem ostatnim, ale i tak ta jedna płyta wystarczyła, żeby zapisac się na stałe w historii amerykańskiej muzyki - nazwa Arc Angels jest wciąż dobrze rozpoznawalna w USA. Trudno się dziwić - szczerze mówiąc ciężko znaleźć tak dobry debiutancki album. Arc Angels to kawał dobrego rocka, płyty można słuchać barzdo wiele razy i wciąż się nie nudzi. Zdecydowanie polecam.

Andy Fairweather Low - Wide Eyed And Legless 1974-1997

Ta wydana w Australii płyta zawiera największe hity z dorobku gitarzysty, m.in. Spider Jivin', Drowning on Dry Land, If That's What It Takes, Wide Eyed And Legless, 8 Ton Crazy, Be Bop'n'holla i wiele innych. Wiekszość z 20 piosenek nagrano w latach '70 i na poczatku lat '80. Generalnie jest to rock z domieszką folku - prosta muzyka, dziś oczywiście stosunkowo mało popularna, ale słucha się tego bardzo przyjemnie. Muzykę tego typu ciężko uznac za genialną, ale nie bez powodu Andy Fairweather Low jest jedną z ważniejszych postaci muzyki brytyjskiej lat '70.

Snowy White - Restless

Snowy White znany jest w Polsce głównie jako muzyk w zespole Rogera Watersa. Jego własna twórczość jest już mniej znana. Restless jest chyba najnowszą płytą gitarzysty. W Polsce dostępne jest głównie wydanie portugalskie (Upgrade Records), a cena jest wręcz śmieszna i kształtuje się w okolicach 20zł. Sama muzyka jest już natomiast całkiem na serio - krótko mówiąc: dobry album. Znajdziemy tu rózne utwory od średnio mocnego rocka po piękne ballady wzbogacone pięknym brzmieniem Gibsona Snowy'ego, który gra zupełnie inaczej i, po prostu, lepiej niz u Watersa. Tam gra wiecznie jedno i to samo, a na Restless odszedł od stosowanych choćby na "in the flesh" riffów i gra po swojemu, trzeba przyznać, ze bardo ładnie. Dodatkowym atutem płyty jest także użycie dość egzotycznych bębnów w niektórych piosenkach. Oglónie rzecz biorąc nic specjalnie "odkrywczego", ale słucha się super, a "Time has Come" czy "Soldier of Fortune" uważam za jedne z najlepszych utworów, które mam. Tytułowe Restless podoba mi się już trochę mniej, ale i nie wkurza. A jak weżmiemy pod uwagę cenę płyty - szkoda jej nie kupić :)




×
×
  • Create New...

                  wykrzyknik.png

AdBlock blocking software detected!


Our website lives up to the displayed advertisements.
The ads are thematically related to the site and are not bothersome.

Please disable the AdBlock extension or blocking software while using the site.

 

Registered users can disable this message.