Jump to content
IGNORED

Czy Polacy nie mają nóg, czyli handel w tym kraju


Genesis

Recommended Posts

Takie pytanie zadał mi znajomy z Berlina, który odwiedził Poznań po raz drugi w życiu po 15 latach. Skłoniła go do postawienia tego pytania przechadzka w okolicach poznańskiej Starówki (ul. Garbary i przyległości). Podczas krótkiego spaceru, na odcinku około 1 km, naliczył 19 sklepów spożywczych (Zabka, Jerzyk, Krecik, Małpka, Fresh Market, Biedronka i inne Owsiki i Gonokoki). Jako że sam działa w branży spożywczej, zaszedł do kilku z nich i się mocno zdziwił. Wszędzie to samo - tanie piwo, czipsy, kilka jogurtów, produkty z najniższej półki - sama wysoko przetworzona żywność kilku marek). Nie mógł zrozumieć jak te sklepy potrafią na siebie zarobić. Doszedł do wniosku, że Polacy utracili zdolność chodzenia na dystanse większe niż 50 metrów. No właśnie, jak wytłumaczyć ten fenomen?

Link to comment
Share on other sites

Biedą z nędzą.

 

jak się "podzieli" z Polakami swoimi niemieckimi dochodami, to zdziwienie mu zniknie.

 

Gdyby była taka bieda z nędzą, to na tym obszarze byłyby może 2-3 sklepiki, a nie 19 (liczone na oko, jest ich może nawet więcej). A tak to cienko przędnie tylko jedyny sklepik z prawdziwą żywnością (Smakownia, oferująca polskie sery, wędliny, pieczwyo z tradycyjnych receptur, a nie gówno z Żabki).

Poza tym, w Berlinie, gdzie spędzam znaczną część roku, nigdzie nie ma takiej koncentracji sklepów spożywczych - tam to musi być bieda!

Link to comment
Share on other sites

Gdyby była taka bieda z nędzą, to na tym obszarze byłyby może 2-3 sklepiki, a nie 19 (liczone na oko, jest ich może nawet więcej). A tak to cienko przędnie tylko jedyny sklepik z prawdziwą żywnością (Smakownia, oferująca polskie sery, wędliny, pieczwyo z tradycyjnych receptur, a nie gówno z Żabki).

Poza tym, w Berlinie, gdzie spędzam znaczną część roku, nigdzie nie ma takiej koncentracji sklepów spożywczych - tam to musi być bieda!

poprzednik odpowiedział bieda z nedza i brak produkcji, a wiec sklepiki sa w zmowie cenowej tylko przescigaja się na promocje i w obniżaniu po 10 groszy za tani towar i polacy chodza na przemian do wszystkich i kupuja taniznę, gdyby było inaczej to by było zamiast 20 oferujących to samo sklepow 1-2 a reszta by oferowala wyższej jakości produkty jak i bardziej urozmaicone produkty i polacy by chodzili po wszystkich sklepach kupując rozne i roznej jakości produkty a tak chodza i kupuja tu tanszy jogurt tam tansze maslo itd... tak panie bieda z nedza przeciętnego polaka a kupować trzeba żeby egzystowac

chwilowy brak działalności w audio.

Link to comment
Share on other sites

To się nazywa głupota i bezmyślność.

15 lat temu, przed inwazją marketów i dyskontów, wszystkie sklepy, sklepiki miały się dobrze, sprzedawały porządne produkty.

Owszem, droższe niż syf z Biedronek czy innych Lidli, ale wszyscy mieli pieniądze.

Nie było odpływu kapitału z lokalnego rynku, nie było takiego bezrobocia.

Lokalny handel został wykończony a konsekwencją tego wykończona została w dużym stopniu tradycyjna, lokalna produkcja a teraz dorżnięta zostanie reszta (np. usługi), gdyż ludzie nie mają pieniędzy.

Wszystko odpływa za granicę.

Ludzie nie potrafią połączyć, skojarzyć tych faktów.

Link to comment
Share on other sites

Gdyby była taka bieda z nędzą, to na tym obszarze byłyby może 2-3 sklepiki, a nie 19 (liczone na oko, jest ich może nawet więcej). A tak to cienko przędnie tylko jedyny sklepik z prawdziwą żywnością (Smakownia, oferująca polskie sery, wędliny, pieczwyo z tradycyjnych receptur, a nie gówno z Żabki).

Poza tym, w Berlinie, gdzie spędzam znaczną część roku, nigdzie nie ma takiej koncentracji sklepów spożywczych - tam to musi być bieda!

 

Powyższy wpis jest przykładem tylko na to że nie masz wielkiego pojęcia o handlu ani o sytuacji rynkowej oraz wyciągasz błędne wnioski ze swoich wydumanych aksjomatów.

 

Te sklepiki sa w takiej liczbie, bo ludzie coś muszą robić. Jakoś nie widać u nas wielkich narodowych korporacji - nawet w dobrze rozwijającym się Poznaniu, które dawałyby zatrudnienie.

W Polsce jest pracy dla 4 milionów ludzi. A pracować musi 14milionów. Te masy coś ze sobą muszą zrobić wiec każdy ima się czego może - na przykład otwierając sklepiki franczyzowe z tanim pakowanym żarciem dla mas podobnych im ludzi którzy coś muszą jeść za swój dziadowski grosz, dostawianym im przez nieliczne ale większe firmy w tym międzynarodowe. To tylko neokolonializm.

 

A sklep z tak zwana żywnością ekologiczną [która tez jest ściemą] jest w pobliżu "tylko jeden" bo jest za drogi dla masy biedoty.

 

Czyli wracajac do pierwszego jak napisałem taki stan rzeczy jest przejawem biedy z nędzą. Niech się Ci zdziwieni Niemcy podzielą swoim bogactwem to będą mogli u nas też kupować jedzenie w całej masie takich "krakowskich kredensów".

 

Na razie jednak rzucają kase na budowę autostrad i ustawianie przy nich ekranów oraz remonty uliczek w malowniczych miasteczkach coby przejeżdżając czasem przez swoje ziemie rzeszy i generalnego gubernatorstwa, bieda i obskurność nie raziły ich wrażliwych europejskich oczu

Link to comment
Share on other sites

Wszędzie narzekactwo ... Nawet sklepików im za dużo.

 

Polacy lubią kupować blisko domu w znajomym sklepie. Koniec, kropka.

 

Jak się niemcowi nie podoba niech sobie idzie do Lidla ...

 

A jak się jeszcze komuś "W TYM KRAJU" nie podoba - to granice są otwarte, niech jedzie do reichu i nie wraca !!!

Link to comment
Share on other sites

Niech się Ci zdziwieni Niemcy podzielą swoim bogactwem to będą mogli u nas też kupować jedzenie w całej masie takich "krakowskich kredensów".

 

A Niby to dlaczego mają się dzielic bogactwem??

Niech Polacy wezmą się do roboty to też bogactwem opływać będą ..

Jestem starszym gościem i nadziwić się nie mogę JAK Polacy pracują ..

gdzieś kiedyś wyczytałem . Niemiecki porządek , Ruski rygor . A POLacy ...do roboty.

Link to comment
Share on other sites

Niech Polacy wezmą się do roboty to też bogactwem opływać będą ..

 

Guzik prawda, wybacz.

W Polsce ciężką pracą dorobisz się co najwyżej garba.

A jak już zarobisz trochę pieniędzy wbrew wszelkim przeciwnościom, to momentalnie Cię zjedzą sępy ze skarbówki i innych instytucji powołanych w tym celu, by Polak wyżej d*** nie podskoczył.

Winny jest SYSTEM i złodziejska klasa rzadząca a nie rzekomo leniwi Polacy, co im sie pracować nie chce.

Chcesz zobaczyć leniwych ludzi? To się wybierz na południe Europy. Albo nawet na Wyspy Brytyjskie.

Zobaczysz MILIONY Europejczyków dla których pojawienie się w pracy na określoną godzinę to już jest zbyt wielki wysiłek.

W sobotę o 8 rano jechałem do domu po nocnym dyżurze. Była 7.58. O 8.00 powinno tam być 2 lekarzy i pielęgniarka oraz rejestratorka. Gdy wyjeżdżałem, nie było jeszcze NIKOGO! Taki etos pracy.

Ale to Polak jest leniwy... rzygać mi się chce jak słyszę takie bzdury.

Jeśli DAC - to NOS-DAC z buforem lampowym, jeśli wzmacniacz - to Pure Class A.

Link to comment
Share on other sites

Polacy lubią kupować blisko domu w znajomym sklepie. Koniec, kropka.

 

 

Nastepny niedo... samozwańczy analityk rynkowy. Wie co lubią Polacy :) To bardzo typowe tez dla ludzi władzy i mediów głównego ścieku że zawsze powołują się na "naród" i "obywateli" reprezentując wyłącznie siebie samych i swoje wyssane z palca poglądy na rzeczywistość.

 

Polacy, jak wszyscy inni, lubią to co wszyscy inni. A kupują to na to na co ich stać i co się im oferuje - czyli gówno.

Link to comment
Share on other sites

A jak się jeszcze komuś "W TYM KRAJU" nie podoba - to granice są otwarte, niech jedzie do reichu i nie wraca !!!

 

I tak zrobiło już 3 miliony obywateli . 3% zdolnych do pracy. Niestety Europa nie wchłonie całej reszty żeby pod rządami naszej wolnościowej kapitalistycznej władzy zostać w granicach Polski mogła tylko aparat władzy, politycy i garstka wiecznie zadowolonych z siebie yesmenów którymi można rządzić bez wysiłku.

Niestety dyskomfort rzadzenia będzie coraz większy i "trochę" potrwa zanim u nas też pojawia się masowo te sklepy ze "zdrową tradycyjna żywnością". Tak kilka pokoleń lekko licząc o ile wcześniej ktoś nie zgasi za sobą światła.

 

Stek bzdur.

Czego się spodziewasz po pierdzącym w fotel emerycie, który ma już wszystko w dupie i może pozwolić sobie na komfort pisania tego co się na klawiaturę uleje ?

Link to comment
Share on other sites

Handel po polsku wygląda tak, że mam w okolicy mały sklepik w bloku, żabkę, carrefour express i lewiatana. Zapewniam, że wyboru nie ma. Trzeba jechać do marketu, najbliżej jest duży carrefour, w którym jest zdzierstwo. Fajnie, jeśli ktoś ma farta i mieszka obok jakiegos Marcpolu czy społem. Sorry, ale jak chcesz kupić bułkę i kefir, to nie jedziesz 2km dalej tylko idziesz najbliżej.

 

 

Najbardziej dzwine jest to, że w takim społem czy marcpolu mogą mieć ceny podobne do dużego marketu, za to lewiatany i expressy rządzą się swoimi prawami.

Link to comment
Share on other sites

Najbardziej dzwine jest to, że w takim społem czy marcpolu mogą mieć ceny podobne do dużego marketu, za to lewiatany i expressy rządzą się swoimi prawami.

 

Znam takich co miasto zjeżdżą zanim kupią bułkę. Ale to było kiedyś jak emeryci mogli tramwajami za darmo jeździć.

Dzisiaj wychodzisz z domu i kupujesz co masz po drodze do roboty albo najbliżej.

Na osiedlu gdzie mieszkam są i hipermarkety i małe sklepy - głownie piekarnie i cukiernie i sklepy spółdzielcze. Kiedyś nie było marketów i było dużo małych sklepików sprzedających to samo gówno tylko drożej. Teraz nadal sprzedają gówno takie samo jak w marketach tylko nieco taniej. Ceny są podobne jak w dużych miastach i na innych osiedlach.

 

Mnie jednak zawsze ujmuje porównywanie do Niemiec i do "zdziwienia" Niemców przyjeżdżających do Polski, że tu taka masa sklepów z tanim żarciem [w dużej części produkowanym za niemiecki kapitał],

To trochę tak jak się oprawca by dziwił ze oprawiany krzyczy.

Link to comment
Share on other sites

Czego się spodziewasz po pierdzącym w fotel emerycie, który ma już wszystko w dupie i może pozwolić sobie na komfort pisania tego co się na klawiaturę uleje ?..

 

To było chyba do mnie .

Na szczęście nie jestem emerytem pierdzącym w fotel ..Pracuje i jeszcze troche pracy przede mna .

 

Starszy gość to dla ciebie jaki wiek??

Link to comment
Share on other sites

Kiedyś nie było marketów i było dużo małych sklepików sprzedających to samo gówno tylko drożej. Teraz nadal sprzedają gówno takie samo jak w marketach tylko nieco taniej. Ceny są podobne jak w dużych miastach i na innych osiedlach.

 

Pamiętam że jak nie było jeszcze większych sklepów to na placach, bazarach itp były straaasznie wysokie ceny, i tak np wiele osób kupowało markowe kawy, czekolady, pomarańcze, banany częściej komuś na urodziny niż sobie.

Link to comment
Share on other sites

na tym forum starszy to 60 a młodzież koło 30 :D - odmienna rzeczywistość :D

Na tym forum starszy to taki muls na przykład - przedwczesny emeryt a muodziesz to pryszcze z gimnazjum. To jest dopiero odmienna rzeczywistość

 

Pamiętam że jak nie było jeszcze większych sklepów to na placach, bazarach itp były straaasznie wysokie ceny, i tak np wiele osób kupowało markowe kawy, czekolady, pomarańcze, banany częściej komuś na urodziny niż sobie

Banany i pomarańcze to pamiętam i w sklepach spóldzielczych i na bazarach i w sklepach prywatnych.

 

Natomiast protestuję przeciwko uzywaniem słowa "markowe". Markowe w Polsce oznacza najwieksze barachło. Do PL przez długie lata dealerzy sprowadzali samochody które w Niemczech nie trafiały do salonów z powodu róznych uszkodzeń produkcyjnych - czasem drobnych z czasem takich że po roku sie już naprawic nie dało. Proszki do prania to były same wypełniacze dzieki temu że w czasach Rządu Mazowieckiego i Suchockiej zmieniono normy na wyroby chemiczne. Do tej pory zachodnie marki chemii gospodarczej i niektórych wyrobów spożywczych na Polskę kryją zupełnie inne wyroby niż te same opakowania dla konsumentów na zachodzie.

Na to wszystko dokłada się nasza rodzima pazerność która wkrótce doprowadzi do zatamowania jedynego prawidłowo rozwijającego się eksportu z PL, to znaczy eksportu wyrobów spożywczych [co chwile wybuchają afery z domieszkami do mięsa na przykład]. Mimo że te normy spożywcze to zaledwie normy sanitarne i handlowe, bo norm jakościowych nie ma już od dawna - jest przecież ostrzykiwana szynka, która waży więcej niż wieprzek z którego ją zrobiono.

To całe gówno przemielone i przerobione jest praktycznie takie samo czy się je kupuje na pobliskim straganie czy w "Krakowskim Kredensie" lub almie czy też w Tesco, Carefourze, Biedronce.

Cena musi być taka żeby było tanio w sklepie za rogiem, zapakowane przed inspekcją sanepidu najlepiej i polski parobek mógł to kupić.

Link to comment
Share on other sites

A najlepsze, że cały wątek rozbija się o to, że jeśli mamy źle, to jest to wynikiem tego, że jesteśmy "słabymi konsumentami". Ci "słabi konsumenci" to oczywiście lyberalny wymysł, żeby można było dalej pier**lić, jak to wolny rynek jest spoko. Tylko konsument nie dorósł i nie działa tak, jak to sobie zaplanował lyberał po kursie ekonomii na jutubowym kanale Janusza Korwina Krula. A Leszek Balcerowicz to by się za głowę złapał, co ta rzeczywistość taka Marxistowska i czerwona.

 

Potem przyjeżdża wolnorynkowy głąb z wolnorynkowych Niemiec i mówi, że jesli u nas jest słabo, to znaczy, że nie dorośliśmy do bycia wolnorynkowym konsumentem (Niemcy dorośli i mają dobrze).

Link to comment
Share on other sites

Czytanie postów w tym wątku to zajęcie i śmieszne, i straszne zarazem. Cały świat zmówił się i rzucił na Polaków, żeby ich wytępić. W całym kraju panuje głód i zbliża się kanibalizm. Ludność żywi się samymi czipsami z zapija piwem produkowanym w trzy dni. Tylko skąd mają pieniądze na utrzymanie tych sklepików, które praktycznie nie konkurują ze soba? No i oczywiście, Niemiec to musi być głąb, albo pewnie i rewanżysta, oprawca i najeźdżca czychający na ziemię naszych ojców, krwią polską skąpaną, wydartą zaborcom, żydom, masonom i oddaną Matce Boskiej, Królowej Naszej - Jałta, Monte Casino, Smoleńsk!!! (ale się spociłem - chyba czas wziąć tabletkę).

Link to comment
Share on other sites

Proszę czytać ze zrozumieniem. Człowiek wyraził zdziwienie niezwykłą sytuacją, która gdzie indziej raczej nie występuje.

 

Doszedł do wniosku, że Polacy utracili zdolność chodzenia na dystanse większe niż 50 metrów.

 

No i oczywiście typowe dla niektórych "prawdziwych Polaków" użycie słowa 'europejski" jako inwektywy.

 

I kto tu nie rozumie słowa pisanego?

Link to comment
Share on other sites

Jest pewna różnica między benzyną a jedzeniem. Te sklepy są zabójcze dla różnorodności oferty rynkowej. Był w Poznaniu sklep z serami - padł. Było kilka małych sklepików z niekonwencjonalna żywnością - padły (oprócz jednego). Taki stan rzeczy nie przeszkadza komuś, komu jest wszystko jedno co zje. Ja uwielbiam odkrywać w Berlinie sklepiki z przysmakami z różnych stron świata. Specjalnie udajemy się z żoną na przejażdżki samochodem w poszukiwaniu nowości, np. ostatnio znaleźliśmy w Stiegliz sklepik z żywnoscią z Jamajki.

Link to comment
Share on other sites

KaDeWe nie lubię, choc ich wybór serów jest imponujący. Ryby kupuję w Metro (próbowałem policzyć gatunki - było coś ok. 50). Sklepiki takie jak ten jamajski nie są przeznaczone dla zamożnych kupujących, to samo tureckie sklepiki, które uwielbiam, bo często oferują domowe wyroby (gozleme, borek, kofte, itp.). Polacy, ci na dorobku i ci co sie juz dorobili, nie uważają jedzenia za coś istotnego - byle tłusto i bez przypraw. Niech żyją czpisy i zapiekanki!

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.

                  wykrzyknik.png

AdBlock blocking software detected!


Our website lives up to the displayed advertisements.
The ads are thematically related to the site and are not bothersome.

Please disable the AdBlock extension or blocking software while using the site.

 

Registered users can disable this message.